Archiwa tagu: zdrowie

NATALIA CZERWONKA: ŻYĆ Z DNIA NA DZIEŃ, NIE PLANUJĄC ZA DUŻO

Wicemistrzyni olimpijska znajduje się obecnie w szpitalu, jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Jednak wszystkie plany Czerwonki legły w gruzach. 

Fot.https://www.facebook.com/natalia.czerwonka?fref=ts
Fot. https://www.facebook.com/natalia.czerwonka?fref=ts

Panczenistka poniosła poważne obrażenia kręgosłupa w wyniku zderzenia z traktorem, jej dalsza kariera stoi pod znakiem zapytania. Na swoim fanpage na Facebooku opublikowała dość dramatyczny wpis: ” Człowiek planuje pół roku do przodu..cały sezon, poszczególne dni i treningi. Tyle miałam w planie: Górski Wyścig Wałbrzyski, obóz z kolarkami torowymi, MP na torze w Pruszkowie i wiele innych planów oraz sukcesów na ten sezon;/ Proponuję żyć z dnia na dzień, nie planując za dużo w życiu….kręgosłup połamany + 12 szwów= zderzenie z traktorem 🙁 „.

Jej fani pozostawili mnóstwo komentarzy pozostając w nadziei, iż Natalia wróci do formy. Jeden z  nich brzmiał następująco: ” Natalia na pewno nie jest teraz łatwo, być może jesteś rozgoryczona tą sytuacją bardzo. Wierzę jednak, że trochę czasu minie i wszystko będzie dobrze, wrócisz znów do robienia tego co kochasz, a może po drodze odkryjesz coś jeszcze!”

Lekarz komentuje jej stan jako stabilny, mimo że początkowo wyglądało to groźnie (uraz na pograniczu czaszkowo-kręgosłupowym). Stwierdził również, że uraz ten nie kwalifikuje się do leczenia operacyjnego a jedynie do zabezpieczenia specjalistyczną ortezą i kołnierzem. Drugim urazem jaki doznała Natalia jest złamanie trzonów kręgowych.

MATKI NIEŚWIADOMIE TRUJĄ SWOJE DZIECI

 

Każdej matce zależy na zdrowiu jej dziecka – dlaczego zatem nie kontrolują żywności?

http://www.abcgospodyni.pl/otylosc-dzieci.html
http://www.abcgospodyni.pl/otylosc-dzieci.html

Jesteśmy krajem, w którym dużo się je i świętuje. Przed niemal każdym świętem markety i prywatne sklepy przeżywają oblężenie. Niektórzy potrafią nawet zapożyczyć się w banku, bo według staropolskiej tradycji godne święta, to takie, gdzie stół ugina się od nadmiaru potraw, nawet jeśli 40% jedzenia wywalamy potem do śmieci. Prawda jest taka, że producentom żywności nie zależy na naszym zdrowiu, lecz na zbycie. Niemal każdy produkt w markecie posiada jakiś pierwiastek z tablicy Mendelejewa. Jesteśmy tym, co jemy i to wcale nie jest pusty frazes.

Przeprowadziłam „badanie”, które polegało na tym, iż zaglądałam w marketach ludziom do koszyków i wózków. Produkty jakie się tam znajdowały przeważnie zawsze obrazowały ich konsumentów. Najbardziej przerażającym widokiem było otyłe dziecko, ledwo poruszające się za swoją matką, które wykrzykiwało: „Mamo, jeszcze o chipsach zapomniałaś!” niosąc w dłoni dużą paczkę chipsów. Tak jakby chipsy były chlebem powszednim. Fakt, że i chleb dzisiaj jest garstką chemicznej mieszanki. Możemy, owszem, zasmakować pieczywa na prawdziwym zakwasie, o ile sami go sobie upieczemy. Obecnie pieczenie ciemnego chleba jest bardzo modne, a także zdrowe. Panie dzielą się zakwasem chlebowym i dobrymi radami co do sposobu pieczenia.

Zauważyłam, że otyłe osoby wykładały z koszyka na taśmę chipsy, batony, kolorowe napoje, słodkie jogurty, orzeszki w słodzonych polewach, białe pieczywo i tym podobne. Ogółem wszystko, co w nadmiarze szkodzi zdrowiu.

Starsze pokolenie nadal tkwi w przekonaniu, że cukier krzepi, a mleko wzmacnia kości, bzdura. Cukier w nadmiarze odkłada się w tkankę tłuszczową, a mleko zwierzęce nie ma żadnych wartości odżywczych prócz tłuszczu (patrz na etykietę). Poza tym bardzo dużo ludzi nie przyswaja laktozy, która powoduje proces gnilny w jelitach. Akcje szkolne „Pij mleko”, gdzie podawane jest dzieciom mleko w kartonach 1,5% uważam za formę public relations dla mleczarni, a gdzie troska o zdrowy rozwój dziecka? W tych kartonikach, prócz zabarwionej na szaro wody i tłuszczu, nie ma nic. Na temat badań nad zwierzęcym mlekiem pojawiło się już mnóstwo publikacji popularnonaukowych, które jeszcze nie docierają do świadomości społeczeństwa.

Nie uczymy dzieci zdrowych nawyków żywieniowych i właściwie sami powodujemy, że w dorosłym życiu nie są gotowi na poważne zderzenia z bakteriami. Mamy coraz więcej otyłych dzieci, a tak naprawdę nie trzeba czynić dużych wysiłków, by przejść na właściwe tory zdrowego trybu życia. Nie lubię słowa „dieta”, ponieważ kojarzy mi się ona z krótkim okresem, w którym odmawiamy sobie ulubionych smakołyków, by potem wrócić do nich i przeżyć efekt jojo. Należy nauczyć się odpowiednio dobierać sobie produkty i jeść o stałych porach pięć posiłków dziennie. Nigdy nie powinniśmy najadać się do syta, rozciągniemy sobie wówczas żołądek. Nie można też podjadać między posiłkami, dajmy odpocząć żołądkowi, niech spokojnie strawi wcześniej zjedzony posiłek. Nie jedz w pośpiechu ani oglądając telewizję, mózg wtedy nie zakoduje zjedzonego posiłku, po czym organizm będzie chciał jeszcze.

Czego powinniśmy unikać by wyglądać i czuć się zdrowo

Masło i olej – w wielu domach pieczywo smarowane jest masłem, a potrawy mięsne pływają na patelni w oleju, to ogromny błąd. Smaruj dziecku kanapki cienką warstwą serka light, a masła i margaryny wyeliminuj ze swojej lodówki, a przede wszystkim z życia.

Sól – nadmiar soli zatrzymuje wodę w organizmie i powoduje opuchnięcie ciała. Sól zastąp wyrazistymi smakowo naturalnymi przyprawami: suszony czosnek, bazylia, zioła prowansalskie, szczypior, koperek, imbir, itp.

Cukier – słodzenie herbaty jest bardzo złym nawykiem. Stopniowo odzwyczaj się od słodkiej herbaty, po paru miesiącach już jej nie tkniesz. Polecam zaparzać suszony hibiskus lub susz owocowy.

Białe pieczywo – obecnie białe pieczywo jest „napompowane” chemią, są to puste kalorie, które również powodują tycie. Przejdź na ciemne pieczywo, najlepiej niekrojone.

Kolorowe napoje – zrezygnuj z kolorowych napoi, wbrew pozorom, te niewinne kolorowe bąbelki posiadają aspartam, benzoesan sodu, a cola dodatkowo kofeinę. Nadmiar tych sztucznych dodatków może powodować u dziecka brak koncentracji a nawet zaburzenia i agresję. W upalne dni podawaj dziecku wodę mineralną z cytryną i listkami świeżej mięty.

Owocowe jogurty – zawierają one cukier i fruktozę, które również niespalone zamieniają się w tkankę tłuszczową. Jeśli lubisz jogurty, kupuj naturalne, dodawaj do nich owoce i blenduj.

Wędliny pakowane w marketach – uważaj na pakowane wędliny, sprawdzaj etykiety, bardzo często w ich skład wchodzi dużo soli, glutaminianu sodu i wiele innych sztucznych ulepszaczy.

Słodkie łakocie – batoniki, wafelki, czekoladki i inne słodycze są bardzo kaloryczne, choć czasem nie można się powstrzymać, by ich nie zjeść, warto zastąpić je zdrowymi przekąskami: garść suszonej żurawiny, nektarynka, banan (uwaga! Jeden ma około 180 kcal), jabłko. Powinniśmy jeść dziennie garstkę owoców i warzyw. Niektóre owoce usprawniają pracę przewodu pokarmowego i przyspieszają trawienie.

Chipsy – to chyba największa trucizna na sklepowych półkach od wielu lat. Każdy wie, ile znajduje się w niej chemicznych składników, ale niestety nigdy nie kończy się na jednym chipsie. Póki dziecko nie ujrzy dna torebki, nie skończy się nimi zajadać. Przeciętna paczka chipsów, to około 700 kcal, a człowiek dziennie powinien przyjmować około 1500 kcal. Logicznie rzecz biorąc, przekraczając dzienną dozwoloną dawkę kalorii, zaczynamy tyć. Chipsy to głównie sól, zabójcze tłuszcze trans, akrylamid, który powstaje podczas długotrwałego procesu smażenia produktów zawierających skrobię. Jest już alternatywa dla niezdrowych chipsów: okrągłe miniaturowe wafle ryżowe z naturalnymi przyprawami, lub słodkie chipsy – suszone jabłka.

Jak powinien wyglądać nasz dzień?

Przede wszystkim powinniśmy się wysypiać, a rano nie rezygnować ze śniadań. Postarajmy się jeść je zawsze o stałych porach. Każdy następny posiłek należy spożywać co trzy godziny, by dać szansę żołądkowi dokładnie strawić pokarmy. Nasz dzień mniej więcej powinien wyglądać tak:

8:00 Śniadanie: jedna kromka ciemnego pieczywa z serkiem light i trzema plasterkami ogórka.

11:00 I przekąska: brzoskwinia lub nektarynka.

14:00 Obiad: warzywa gotowane na parze, pierś kurczaka pokrojona w kostkę, duszona na oliwie z oliwek z przyprawą curry.

17:00 II przekąska: cztery kostki gorzkiej czekolady

19:00 Kolacja: dwie kromki chleba razowego posmarowane serkiem light z pomidorem i bazylią.

Dania i przekąski powinny być każdego dnia zróżnicowane, zgodnie z zapotrzebowaniem organizmu na poszczególne witaminy. Według tego schematu możemy ułożyć sobie zdrowy tryb życia włączając w to ruch na świeżym powietrzu. Analogicznie do tego schematu należy codziennie zmieniać przekąski i obiady. W internecie jest już mnóstwo blogów z dietetycznymi przepisami kulinarnymi, warto do nich zajrzeć. Jeśli dorośli zaczną zmieniać siebie, będzie im łatwiej wprowadzić taką zmianę u dziecka. Jeszcze lepiej, gdy rodzice od narodzin dbają o racjonalne odżywianie potomka i przyzwyczajają ich kubki smakowe do zdrowych potraw.

 

ZORTEX – CZAS NA ZMIANĘ!

Nadeszło lato, czas zabawy, podróży, zawierania nowych znajomości i… znów w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się on- trądzik. Każdy z nas, na własnej skórze przekonał się jaki to dyskomfort. Biegniesz do drogerii i bierzesz z półki pierwszy kosmetyk, by wytępić intruza, nie zastanawiasz się, czy kosmetyk jest odpowiedni do twojej cery i znów problem- z jednego pryszcza powstaje ognisko. Peelingi, maseczki, pianki myjąco-oczyszczającej, toniki, fluidy… Skóra tego nie zniesie, czas na zmianę!


Firma ZORTEX w swej ofercie posiada 4 podstawowe kosmetyki, które zwalczą trądzik na twojej twarzy ZORTEX GEL

Delikatny żel oczyszczający przeznaczony do pielęgnacji skór tłustych i trądzikowych. Żel dokładnie oczyszca skórę i usuwa makijaż. Zawiera składnik aktywny PORE REDUCTYL hamujący nadmierne wydzielanie sebum i obkurczający pory. Dodatkowo, ekstrakt z wierzby białej i lnu oraz kwas salicylowy działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia.

 

Substancje aktywne:
kwas salicylowy, ekstrakt z wierzby białej, pantenol
ZORTEX CREAMKrem o lekkiej konsystencji przeznaczony dla cery mieszanej, tłustej i trądzikowej. Składnikiem kremu jest  opatentowany SYTENOL®A, o kompleksowym działaniu przeciwtrądzikowym, normalizującym i likwidującym niedoskonałości. Zawarty PORE REDUCTYL w połączeniu z kwasem salicylowym odblokowuje ujścia gruczołów łojowych, zmniejsza ilość sebum i widoczność porów. Ekstrakt z wierzbówki kiprzycy oraz olej lniany łagodzą podrażnienia przyspieszają regenerację. Krem szybko się wchłania, nadaje skórze matowy wygląd.

 

Substancje aktywne:
witamina E, kwas salicylowy, ekstrakt z wierzbówki kiprzycy
ZORTEX TONIC

Tonik przeznaczony do pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej. Oczyszcza, odświeża i matuje skórę oraz przywraca jej naturalne pH. PORE REDUCTYL absorbuje nadmiar sebum i zmniejsza widoczność porów. Ekstrakty z wierzby białej, wierzbówki kiprzycy oraz lnu łagodzą podrażnienia.
Substancje aktywne: ekstrakt z wierzbówki kiprzycy, ekstrakt z wierzby białej
ZORTEX CORRECTOR

Korektor przeznaczony do pielęgnacji cery tłustej, trądzikowej. Doskonale dopasowuje się do każdej karnacji. Maskuje niedoskonałości skóry, łagodzi zaczerwienienia i minimalizuje przebarwienia. Nadaje skórze jednolity koloryt. Zawiera kwas salicylowy i olejek z drzewa herbacianego, które działają antybakteryjnie i łagodzą stany zapalne.
Substancje aktywne:
kwas salicylowy, olejek z drzewa herbacianego
Produkty dostępne są w atrakcyjnych cenach na stronie www.zortex.pl
10341446_277684162402985_3081462183722083897_n

 

W MASAŻU SIŁA

Mając od pewnego czasu okazję do podglądania jak wygląda praca z maluchami i wcale nie chodzi o zasłużonego dla polskiej motoryzacji Fiata 126p, mój pogląd na to ile potrzeba wysiłku, chęci, determinacji aby zapewnić małemu człowiekowi dobry start w życie bardzo się zmienił.

Do tego momentu uważałem, zapewne jak większość tej brzydszej połowy populacji, że wystarczą pieluchy, mleko w buteleczce no i jakoś to będzie. Nie wygląda to jednak w taki prosty sposób. Pomijając wszelkiego rodzaju badania, ubranka, wózki i masę innych rzeczy zaciekawił mnie bardzo pewien sposób, który w zasadzie nic nie kosztuje, a przynosi zdecydowanie niewymierne korzyści. Mowa o masażu Shantala.

Shantala była ubogą hinduską kobietą, siedzącą gdzieś na ulicy. Miała sparaliżowane nogi, więc jedynym sposobem na zapewnienie swojemu maleństwu odrobiny szczęścia i lepszego przygotowania do życia było masowanie go. Robiła to z ogromną miłością i uczuciem.

Masaż Shantala polega na masowaniu całego ciała dziecka. Celem wykonywanych działań jest zapewnienie maleństwu lepszego snu, poprawy krążenia, oddychania, wpływa również na poprawę trawienia. Wzrasta więź miedzy dzieckiem a rodzicem, a maluch poznaje czym jest dotyk pełny rodzicielskiej dobroci i miłości.

Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z Karoliną Bochenek, certyfikowaną instruktorką masażu Shantala, która zajmuje się masażem zawodowo.

Jak duża jest popularność masażu Shantala na świecie i jak sprawa wygląda w naszym kraju?

Największa popularnością Shantala cieszy się w USA i Kanadzie. W Europie masowanie dzieci jest szczególnie popularne w Holandii, skąd praktyka ta została sprowadzona do Polski, gdzie zdobywa coraz więcej zaufania wśród młodych mam.

Skąd moda na tego typu masaż?

Powracamy do metod najprostszych, masowanie jest jedną z nich. Młode matki często wpadają w panikę kiedy wracają ze szpitala do domu i ich dzieci są głośne, płaczliwe, nie śpią, mają kolki itd. Wówczas najprostszym antidotum jest delikatny dotyk. To nieskomplikowane oddziaływanie potrafi odmienić życie całej rodziny: uspokaja i leczy dzieci, uodparnia je na stresy, modeluje ich postawy, a jednocześnie zaspokaja potrzebę bliskości, pogłębia więzy pomiędzy rodzicami a dzieckiem, spaja ich jako rodzinę. W wielu miejscach można znaleźć kursy, w Poznaniu np. w Opener Klub Mam na ul.Piątkowskiej do którego serdecznie zapraszam.

Czy każdy może wykonywać masaż, ile czasu trwa nauka techniki?

Masaż Shantala jest prosty do nauczenia, każdy może się go nauczyć w stosunkowo krótkim czasie. Rodzice często wykonują masaż instynktownie. Podczas masowania wytwarzają się endorfiny zarówno u matki jak i u dziecka oraz tworzy się więź między masującym a masowanym, dlatego masaż powinni wykonywać rodzice lub opiekunowie. Rodzicom optymalnie wystarcza 8 spotkań z instruktorem.

Jak dużej wiedzy i praktyki wymaga masowanie maleństwa?

Najlepiej wziąć udział w kursie z instruktorem gdyż wówczas poznamy tajniki masowania, siłę masażu, tempo masażu oraz kilka istotnych elementów których nie nauczymy się z filmów instruktażowych. Nie masujemy dzieci chorych. Nie masujemy bioderek kiedy nie było jeszcze wykonane usg. Masujemy mniej więcej ok 1,5h po i przed jedzeniem. Nie musimy wykonywać zawsze całościowego masażu, ważne aby był on przyjemny dla dziecka. Ja uczyłam się kilka miesięcy ale wcześniej ukończyłam już kurs masażu klasycznego. Musimy zachować wszelkie zasady niezbędne do masowania, czyli: chęć dziecka, temperatura pomieszczenia, spokój i cisza, nie może być biegających dzieci, hałasujących, najlepiej mama i dziecko lub tata i dziecko. Odpowiedni czas zarówno ilość jak i pora dnia, przygaszone światło, łagodna muzyka.

Jakie korzyści czerpie dziecko, a jakie osoba masująca?

Regularne masowanie dziecka co najmniej 3-4 raz w tygodniu daje naprawdę wiele korzyści. Dla dziecka to przede wszystkim regulacja snu, poprawa trawienia, wyciszenie czy uspokojenie. To korzyści zdrowotne. Poza tym masaż wzmaga równie ważne więzi z rodzicem, dziecko czuje dotyk, oswaja się. Korzyści odczuwają także rodzice. Poprawa pewności siebie, świadomość wiary we własne umiejętności opieki nad dzieckiem czy poznanie ciała dziecka, jego potrzeb czy reakcji na bodźce zewnętrzne to główne korzyści dla rodzica lub opiekuna.

Fot. Radosław Kubina.
Fot. Radosław Kubina.
Fot. Radosław Kubina.
Fot. Radosław Kubina.
Fot. Radosław Kubina.
Fot. Radosław Kubina.

Masaż Shantala jest więc znakomitą formą kontaktu z dzieckiem, przy której korzyści czerpią obie strony. Mając okazję przyjrzeć się jak w praktyce wygląda masaż, nie mogłem wyjść z podziwu zarówno dla wykonującej masaż, ale także podziwiając reakcję małego dziecka. Uśmiech i pozytywna reakcja malucha jest największą rekomendacją do spróbowania własnych sił w tej formie kontaktu z pociechą.

ZUPKA CHIŃSKA – GWÓŹDŹ DO TRUMNY?

Polacy żyją w stresie i pędzie. Niemal każdą czynność wykonują w pośpiechu, często nawet jedzą w biegu, by zdążyć wykonać kolejne zadanie, a przecież zdrowie ma się jedno.

Fot. pochodzi z: http://wyborcza.pl/1,76842,9017206,Trzy_dni_w_zupie.html
Fot. pochodzi z: http://wyborcza.pl/1,76842,9017206,Trzy_dni_w_zupie.html

Zupki chińskie instant znikają z półek sklepowych niczym świeże bułeczki. Pracownicy sklepów nie nadążają wykładać kolejnych na półki. Polacy sięgają po nie, żeby szybko coś zjeść i zapanować nad głodem po pracy lub w przerwie. Większość ludzi dziwi się swojej otyłości, ponieważ jedzą „tylko” zupki chińskie, a to przecież sama woda. To mylne pojęcie o zupkach instant prowadzi społeczeństwo małymi krokami do katastrofy zdrowotnej. W zupkach mieści się mnóstwo ulepszaczy, spulchniaczy, a co najgorsze soli. Dawka soli w takich zupkach przekracza dzienną dozwoloną dla człowieka. Sól zatrzymuje wodę w organizmie przez co ciało zaczyna obrzmiewać. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że glutaminian sodowy może wywoływać migreny, upośledzać wzrok, powodować padaczkę oraz astmę.

Organizacja TEDxManhattan 2011 w bardzo prosty sposób przedstawiła trawienie przez ludzki żołądek zupek chińskich i dań domowych. Kobieta połknęła kapsułki z kamerami, które monitorowały przebieg procesu trawienia, co się okazało? Po dwóch godzinach trawienia makaron z zupki chińskiej zachował ten sam kształt i kolor. Żołądek miał ogromne problemy ze strawieniem sztucznego dania, natomiast potrawy domowe strawił wiele szybciej.

http://www.youtube.com/watch?v=zi_DaJKsCLo

Przestrogą dla wszystkich powinien być również fakt, że wśród 15 ulepszaczy zupki chińskiej znajduje się przeciwutleniacz produkowany na bazie ropy naftowej.

Zupka chińska nie jest jedyną alternatywną dla głodnego żołądka i spieszącego się, albo leniwego, człowieka. Warto przestudiować blogi z przepisami domowymi. Dziś istnieje wiele blogów, które radzą jak szybko i łatwo przyrządzać potrawy. Najważniejsze to wiedzieć, co się je i zgodnie z tą ideą używać domowych produktów. Każda potrawa instant jest zabójcą dla organizmu, nawet jeśli widnieje napis „bez konserwantów”.

WPŁYW ŚRODOWISKA A SAMOOCENA

Kompleksy cieszą się coraz większą sławą. Wraz z wiekiem, zmianą otoczenia, partnera nasilają się lub maleją. Nad drugim aspektem skupiać się nie będę. Ten pierwszy jest znacznie bardziej interesujący.

Fot. pochodzi z: vitalia.pl
Fot. pochodzi z: vitalia.pl

Kompleks niższości, kompleks Edypa, czy też te najbardziej popularne – związane z naszym wizerunkiem. Każdy pragnie akceptacji. Nie ma co się nad tym za bardzo zastanawiać, gdyż jest to tak oczywiste jak to, że przez parę odcinków „Mody na sukces” Ridge siedział samotnie w kominie. Najtrudniej jednak poradzić sobie z ubytkami naszej aparycji. Wydaje się wówczas, że każdy widzi parę mikroskopijnych piegów, paskudnego pryszcza ( szczelnie zamaskowanego podkładem, korektorem oraz grzywką ) czy też zaplombowaną lewą, górną siódemka. Ewentualnie wyrwaną ósemkę. No dobra, są też takie „defekty”, które faktycznie mogą uprzykrzyć nam życie – zadarty nos, zez, kaloryfer żeliwny,mały biust czy krzywe nogi. Ale tym samym należy się zastanowić – czy te parę ( czy tam jedna ) wad kształtuje mnie jako człowieka? Czy to od niej zależy grono przyjaciół albo satysfakcjonująca praca? No kurde, jasne, że nie! Zeza można zawsze skorygować a z kaloryfera żeliwnego wyczarować cudo godne modela Calvina Kleina. W przypadku spaczonego charakteru lub dennej głupoty nic nam już nie pomoże. A przecież to właśnie one są znacznie ważniejsze niż wygląd zewnętrzny.

Przykrym jest to, że ocena wartości człowieka jest zależna od tego jak wygląda aniżeli co sobą reprezentuje ( Uwaga! Nie mam tu na myśli żakieciku Chanel ). Moim zdaniem geneza naszych narastających kompleksów dotyczących wyglądu zewnętrznego jest związana z wyretuszowanymi zdjęciami celebrytów. Patrzy sobie taka dziewuszynka, patrzy i patrzy. Zamyka gazetę, spogląda w lustro… I najprawdopodobniej płacze jak bóbr, że nie jest chociaż w połowie tak urokliwa jak Eva Longoria. Oczywiście nie wpadnie na to, że za tym zdjęciem stoi sztab profesjonalistów no i oczywiście rewelacyjna praca Photoshopa. Nie wpadnie na to z prostego względu – jest przekonana o swojej nieatrakcyjności i niezachwianej wierze w naturalne piękno wyzierające ze zdjęcia. Później zaś sama bierze się do roboty i jest obcykana z programem lepiej niż nie jeden znany wam grafik. Następnie popada w skrajność i nagle jej podobizny przedstawiają inną osobę, ona zaś jest dumna… Z siebie? Czy Photoshopa? Co, jak wiadomo potęguje jej brak wiary bo o jej rzekomej nieatrakcyjności świadczą przerobione zdjęcia.

Jedyną radą na przedstawione przeze mnie zjawisko jest 100% dbanie o siebie. O swoje ciało, ale także umysł – wiadomo przecież, że jeśli naszym zdaniem nie mamy szans na Miss/tera 2014 i tak będziemy z siebie dumni, bowiem piękny umysł będzie służył do końca naszych dni, uroda zaś przemija. Często szybciej niż jesienne liście.

NAJPROSTSZE I NAJSMACZNIEJSZE SPOSOBY ZRZUCENIA WAGI

Kwestią oczywistą jest to, że każdy marzy o szczupłym i pięknym ciele. To znaczy, są też i takie przypadki, kiedy to ” very big size ” jest bardziej pociągający niż wszystko inne razem wzięte ( patrz – przypadek najgrubszej kobiety wg. Światowych Rekordów Guinnessa – facet z miłości do swej połówki, tuczył ją jak gęś. Najwyraźniej lubili wszystko, co duże… ) ale tego rozważać nie będę. Takich akcji mamy tysiące więc zbędne są tutaj moje słowa.

Fot. http://leczenietasiemca.pl/tabletki-z-tasiemcem-na-odchudzanie/
Fot. http://leczenietasiemca.pl/tabletki-z-tasiemcem-na-odchudzanie/

Sposobów na utrzymanie, tudzież otrzymanie, wymarzonej sylwetki jest więcej, niż mam włosów na głowie. Ich również jest dużo, serio. Herbatki ziołowe, tabletki różnej maści, picie octu jabłkowego ( smacznego! ), wchłanianie wody niegazowanej na potęgę przed/zamiast posiłków i tak dalej, i tak dalej.

Ostatnio szperałam z nudów w internecie w poszukiwaniu coraz to bardziej absurdalnych sposobów na pozbycie się zbędnej tkani tłuszczowej. Stwierdzam, że niektórzy ludzie powinni zamiast odchudzania, być odwiezieni do szpitala psychiatrycznego. Koniecznie na sygnale, koniecznie w kaftaniku.

Jednym z nich jest uroczy, osiągający długość paru metrów pan tasiemiec( bruzdogłowiec  może mieć nawet 20 metrów. 20 METRÓW ! ). Otóż, jak powszechnie wiadomo, tasiemiec ulokowawszy się w naszym przewodzie pokarmowym, wchłania mleczko pokarmowe, co w rezultacie rujnuje nasze zdrowie. Życie również. Taka „tasiemcowa kuracja” polega na połknięciu ampułki zawierającej to świństwo. I czekaniu. Czekaniu na osiągnięcie wymarzonej wagi. Ceny sięgają nawet 2000 zł. Oczywiście, aby mieć pewność, że ta paskuda będzie zadowolona żerowała na nas, należy połknąć kilka takich pyszności. Ciekawa jestem, czy osoby sprzedające tasiemce, informują kupujących o powikłaniach. Robak ten, może zagnieździć się w oku, czy mózgu ale oczywiście także i w innych tkankach i narządach. Jako, że wchłania tylko to, co wartościowe w przyjmowanym przez nas pokarmie, anemie, anoreksje, infekcje przewodu pokarmowego, skrajne wycieńczenie organizmu no i śmierć to dla niego mięta z bubrem. Warto?

Żeby nie było za mało ciekawostek, napiszę jeszcze o narastającym w modzie ostatnio DNP ( 2, 4 – Dinitrofenol ). To „cudeńko” stosowane jest jako składnik w preparatach niszczących chwasty a podczas wojny w Wietnamie, jako składnik fitotoksycznych związków bojowych. Samo zdrowie, nie?DNP bardzo szybko spala tkankę tłuszczową poprzez niszczenie umiejętności organizmu do produkcji ATP. Po zablokowaniu tej funkcji, organizm musi zwiększyć tempo spalania tkanki tłuszczowej – przede wszystkim zawartej w tkankach. Brzmi obiecująco? Nie sądzę. Jest to proces egzoenergetyczny a tym samym, przez natychmiastowe, bardzo intensywne wydzielanie ciepła przez organizm, prowadzi do ugotowania się delikwenta.

Podkreślę jeszcze głośno i wyraźnie – nie ma innego sposobu na schudnięcie niż zdrowa dieta i ruch. Wszystkie te tabletki, batoniki, ampułki i co tam jeszcze macie, możecie wywalić przez okno. Gdyby coś takiego istniało, nie byłoby problemu z otyłością, czyż nie?

KILLER W SPÓDNICY

Po raz pierwszy usłyszałam jej nazwisko kilka miesięcy temu od przyjaciółki mającej bzika na punkcie odchudzania. Zachwalała wtedy znakomity program treningowy i niesamowitą trenerkę z darem do motywowania. Później napotykałam wzmianki o niej w internecie i zobaczyłam ją w telewizji śniadaniowej, gdzie prezentowała poranne ćwiczenia. Natomiast obecnie nie sposób jej nie znać. Mowa oczywiście o Ewie Chodakowskiej.

Fot. http://niewymiernie.blogspot.com/2013/05/boom-z-ewa-chodakowska.html
Fot. http://niewymiernie.blogspot.com/2013/05/boom-z-ewa-chodakowska.html

Mimo że jest kontrowersyjna, trudno się nie zgodzić, że jest postacią fascynującą. Pojawiła się znikąd, szybko zyskała ogromną popularność i spore grono zagorzałych fanek, które łatwo pokochały przesympatyczną i zawsze uśmiechniętą trenerkę. O sukcesie Ewy Chodakowskiej mówi się jako o „fenomenie socjologicznym”, a jej zwolenniczki bywają żartobliwie określane jako „sekta”. Sama trenerka-killerka, jak się o niej mawia, wydaje się być osobą niezwykle autentyczną i ciepłą.

Zainteresowana owym fenomenem, zaczęłam się zastanawiać – kim jest ta kobieta potrafiąca porwać za sobą tłumy? Po lekturze kilku wywiadów dowiedziałam się, że bycie trenerką fitness nigdy nie było marzeniem Ewy Chodakowskiej. Imała się różnych zajęć, studiowała stosunki międzynarodowe, lecz zawsze była zwolenniczką aktywności fizycznej. Trenerką została kiedy trafiła do Grecji, a przyczynił się do tego jej obecny narzeczony Lefteris Kavoukis – również ceniony trener personalny. Jak twierdzi sama Chodakowska to nie ona wybrała ten zawód, lecz to zawód wybrał ją. Jednak jak podkreślają jej przeciwnicy, Ewa nie ukończyła Akademii Wychowania Fizycznego, przez co jej ćwiczenia mogą szkodzić zdrowiu. Ale kto powiedział, że to papiery są gwarancją bycia dobrym w tym, czym się dana osoba zajmuje? Wystarczy spojrzeć na liczbę i entuzjazm fanów Ewy Chodakowskiej, aby stwierdzić, że sukces można odnieść bez względu na to, czy ukończyło się najlepsze szkoły czy nie.

Czytając o trenerce-killerce, zauważam jeszcze jeden fenomen, a mianowicie marketingowy i PR-owy. Kiedy przyglądam się temu, co wydała i jak wypromowała swoją metodą treningową, jestem pod naprawdę dużym wrażeniem jej dokonań. Ewa Chodakowska zaczęła od płyt DVD z programami ćwiczeń wydawanymi wraz z magazynem „Shape”. Napisała książkę „Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską”, który zawiera trzydziestodniowy program metamorfozy – trzydzieści treningów trzydziestominutowych oraz trzydzieści jadłospisów, a także opis filozofii Ewy i jej poglądu na wysiłek fizyczny i dobre samopoczucie. Współpracuje również z dużymi i znaczącymi markami – Adidas i Play. Ostatnio wyszła także sygnowana przez Chodakowską płyta z muzyką do treningów, a 22 czerwca prowadziła w Warszawie największy otwarty trening fitness w Polsce. Jednak najpotężniejszym w obecnych czasach narzędziem kreowania dobrego public relations są media społecznościowe, zwłaszcza Facebook, który Ewa Chodakowska wykorzystuje niczym najlepszy marketingowiec. Jej profil polubiła niebagatelna liczba ponad 400 tysięcy użytkowników. Dla porównania profil Kuby Wojewódzkiego liczy sobie nieco ponad 300 tysięcy fanów, Martyny Wojciechowskiej – 250 tysięcy, a Dody – niecałe 200 tysięcy. Chodakowska na swoim profilu prowadzi konkurs, w którym na podstawie nadesłanych zdjęć nagradza najbardziej spektakularne metamorfozy, które nastąpiły za sprawą jej ćwiczeń. Nieustannie motywuje użytkowniczki Facebooka do pracy nad swoim ciałem, w taki sposób, że ma się wrażenie, że zwraca się właśnie do ciebie. Taki niezwykły kontakt z fanami zapewnia sobie również odpowiadając na każdego nadesłanego maila, co podobno zajmuje jej kilka godzin dziennie.

Chciałabym jeszcze wspomnieć w kilku słowach o tym, co przysporzyło Ewie Chodakowskiej tej popularności, czyli o jej metodzie treningowej. Jak podkreśla sama trenerka piękne ciało to tylko efekt uboczny, ponieważ w ćwiczeniach chodzi o robienie czegoś dla siebie, o uwalnianie endorfin, które pozwalają czuć się szczęśliwą i zadowoloną z siebie i swojego wyglądu. Wyznaje zasadę, że do ćwiczeń nie są potrzebne, żadne sprzęty, za korzystanie z których płacimy bajońskie sumy w siłowniach. Chodakowska opracowała kilka programów treningowych o nazwach: Skalpel, Killer, Turbo Spalanie, Szok Trening. Do ćwiczeń może nam posłużyć również jej kanał na Youtube. Znajdziemy tam m. in. sześciominutowe filmy zawierające po trzy ćwiczenia powtarzane trzykrotnie. Wybierając pięć takich filmów możemy dowolnie komponować półgodzinny trening, który dopasowujemy same do siebie.

Na koniec zdradzę, że zainteresowałam się Ewą Chodakowską jako fenomenem socjologicznym i marketingowym, ale również zaczęłam stosować jej ćwiczenia. Muszę przyznać, że nie są one trudne, ani skomplikowane nawet dla takiego laika jak ja, a pozwalają się solidnie zmęczyć i spocić. Prawdą jest również, że po treningu z Ewą czuję dziwną satysfakcję i radość. Dlatego jak mówi Ewa Chodakowska, ćwiczmy dla siebie, dla lepszego samopoczucia, a przy okazji będziemy także pięknie wyglądać w bikini.

W SZCZUPŁYM ( I ZDROWYM ) CIELE, ZDROWY TY!

Jadąc dzisiaj z rana autobusem na uczelnię, usiłowałam powtórzyć materiał przed egzaminem. Bezskutecznie! Dwie dziewczyny plotkowały na potęgę. Śmiem twierdzić, że karabin maszynowy wolniej działa, niż liczba słów wypluwana przez te urocze jednostki. Ale nie to zwróciło moją uwagę na ich rozmowę ( to znaczy to również. Byłoby niezwykle miło i sympatycznie, gdyby groźba współpasażera „zaraz zaknebluje te …!” została wcielona w życie ) a temat ich, jakże głębokich z resztą, rozważań.

Fot.  www.euroclinix.pl
Fot. www.euroclinix.pl

– Tyy ale X schudła, nie?

– :ciamk ciamk gumą do żucia: Nooo… Schudła

-Ciekawe jak jej się to udało! Zawsze wyglądała jak słonica

-Iiii!… Jakbyś tyle paliła i piła co ona też byś tak schudła!…

Nie będę rozwijała problemu oczywistej zazdrości i zawiści, mając w szczególności na uwadze „boczki”wylewające się z ich kusych spodni i kurteczek. Nie będę nawet rozpisywała się tłumacząc, że alkohol JEST kaloryczny, papierosy zaś NIE pomagają zrzucić zbędnych kilogramów.  Cóż w tym trudnego, aby iść śladami (nie)lubianej koleżanki i także zrzucić to i owo? Mam na myśli sadełko, rzecz jasna.

Lato podobno zbliża się coraz to większymi krokami. Jeśli źle czujesz się w swoim ciele, nic prostszego jak wziąć się w garść, zaprzyjaźnić z Aerobiczną 6 Weidera , rowerkiem stacjonarnym i dietą cud „Mniej Żreć”.  To nie prawda, że genetycznie masz duży tyłek i warstwę smalczyku, który jest źródłem twoich kompleksów. Nie zgadzam się też z tym, że wypróbowałaś tysiąc pińćset sto dziwińćset różnych sposobów na schudnięcie ale ty po prostu nigdy nie schudniesz (z reguły towarzyszy temu ponure, wręcz płaczliwe westchnięcie, jemu zaś przeżuwanie świeżo otwartej paczki Twistosów ). Każdy może poprawić sylwetkę, a co za tym idzie stan swojego zdrowia. Ruch i zdrowe odżywianie jeszcze nikogo nigdy nie zabiło. Serio! Tak samo twoje obawy ( często gęsto mieszane z ponurą satysfakcją ) „schudłabym, ale piersi mi szkoda” są bezpodstawne – odpowiedni dobór ćwiczeń pomoże ci zachować twój powód do dumy.

Także wy, drodzy panowie, którzy z pewnością się ze mną zgadzacie, też moglibyście się wziąć w garść! Nie tylko panie borykają się z problemem zbędnych kilogramów. Problem narasta w siłę, biorąc chociażby pod uwagę fakt wzrostu popularności facebooka a także strony kwejk.pl .

Pozdrawiam ja, przegryzając jabłko wybierająca się na przejażdżkę rowerkiem stacjonarnym hen hen daleko!