Archiwa tagu: Wrocław

URIAH HEEP – LEGENDA HARD ROCKA WSPOMOŻE GITAROWY REKORD GUINNESSA WE WROCŁAWIU

Znamy już pierwszą gwiazdę, która wystąpi w ramach Thanks Jimi Festival. Święto wszystkich fanów gitarowego brzmienia odbędzie się tradycyjnie 1. maja we Wrocławiu. Na Wyspie Słodowej zagra brytyjska legenda hard rocka – zespół Uriah Heep.

Bernie Shaw/Fot. plakat prasowy.
Bernie Shaw/ Fot. plakat prasowy.

W tym roku odbędzie się już 12. edycja Gitarowego Rekordu Guinnessa w ramach Thanks Jimi Festival. Impreza przybrała miano kultowej i co roku gromadzi na wrocławskim Rynku ludzi z całej Polski i Europy, którzy podejmują próbę bicia Rekordu Guinnessa we wspólnym graniu na gitarze utworu „Hey Joe” rozsławionego przez Jimiego Hendrixa. W tym roku uczestnicy będą próbowali pobić swój rekord z 2012 roku, kiedy to numer wybrzmiał grany przez 7273 gitary. Czy tym razem uda się pobić ustanowiony rekord?

Mick Box/ Fot. plakat prasowy.
Mick Box/ Fot. plakat prasowy.

Jak podkreśla pomysłodawca projektu Leszek Cichoński, Gitarowy Rekord Guinnessa nie jest jedynie świętem zawodowych gitarzystów, bowiem w zabawie może wziąć udział każdy. – Nie trzeba mieć skończonej szkoły muzycznej ani ogromnych umiejętności gitarowych, żeby z nami zagrać. Tak naprawdę wystarczy tylko instrument, obecność na wrocławskim Rynku i zapał. Liczy się dobra zabawa – podkreśla Cichoński. A okazją by w najbliższym czasie podszkolić się w grze na gitarze będzie Desant Gitarowy, czyli cykl bezpłatnych warsztatów, w trakcie których każdy będzie mógł nauczyć się grać „Hey Joe”.

Phil_Lanzon/ Mick Box/ Fot. plakat prasowy.
Phil_Lanzon/ Mick Box/ Fot. plakat prasowy.

Jednak Thanks Jimi Festival to nie tylko bicie rekordu. Co roku podczas wrocławskiej imprezy można wziąć udział w koncertach sław ze świata muzyki gitarowej, które w tym roku odbywają się po południu na Wyspie Słodowej. Pierwszą gwiazdą będzie jeden z najważniejszych światowych zespołów rockowych – Uriah Heep. Artyści osadzeni są stylistycznie w hard rocku i rocku progresywnym. Grupa, nazywająca się początkowo Spice, powstała w 1969 roku w Londynie z inicjatywy gitarzysty Micka Boxa. Do największych przebojów zespołu należą ballady „July Morning”, „Come Away Melinda” oraz „Lady in Black”. Muzycy Uriah Heep w trakcie swojej ponad czterdziestoletniej działalności wydali 23 albumy studyjne, z których najnowszy „Into The Wild” ukazał się w kwietniu 2011 roku. Grupa w dalszym ciągu prowadzi aktywną działalność koncertową występując w składzie: Bernie Shaw (wokal), Mick Box (gitara), Phil Lanzon (klawisze), Dave Rimmer (gitara basowa) oraz Russell Gilbrook (perkusja).

Russell_Gilbrook/ Phil_Lanzon/ Mick Box/ Fot. plakat prasowy.
Russell_Gilbrook/ Phil_Lanzon/ Mick Box/ Fot. plakat prasowy.

Uriah Heep zagrają we Wrocławiu 1. maja wraz z innymi artystami w ramach koncertu gwiazd, towarzyszącemu Gitarowemu Rekordowi Guinnessa. Kolejnych muzyków poznamy już wkrótce. Dla uczestników rekordu tradycyjnie przewidziano bardzo atrakcyjne zniżki na bilety. Warto więc już teraz zarezerwować sobie czas 1 maja, bowiem impreza zapowiada się niezwykle interesująco.

Uriah_Heep_official_band_photo_2013_fot.Hans_W_Rock
Uriah_Heep_official_band_photo_2013_fot.Hans_W_Rock

Więcej informacji oraz materiały do nauki „Hey Joe” na: www.heyjoe.pl.

ANIOŁ WE WROCŁAWIU – FOTORELACJA Z KONCERTU NATALII OREIRO

Natalia Oreiro- urugwajska piosenkarka i aktorka po 11 latach wróciła do Polski, by zagrać jedyny koncert we Wrocławiu.

Fot. Karolina Piątczak.
Fot. Karolina Piątczak.

Polskiej publiczności kojarzy się głównie z roli Milagros w kultowej, argentyńskiej telenoweli „Zbuntowany Anioł”. Po koncercie w St. Petersburgu i Moskwie przyszedł czas na Wrocław. Tym razem odwiedziła nasz kraj w ramach trasy Tour Hits 2013.

Konferencja

DSC_0955 DSC_0954 DSC_0867 DSC_0832 DSC_0731 DSC_0768

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W piątek odbyła się konferencja prasowa, na której towarzyszyliśmy artystce. Po półtoragodzinnym spóźnieniu z powodu zagubienia bagażu, Natalia Oreiro chętnie odpowiadała na pytania dziennikarzy, kokieteryjnie się uśmiechała i pozowała do zdjęć. Zażartowała, że w zagubionej walizce znajdowały się kosmetyki, a „o tej porze bez makijażu nie mogłaby wyjść do ludzi”.

Dowiedzieliśmy się, że bardzo ciepło wspomina pierwszą wizytę w Warszawie w 2000 roku, podczas której promowała swój album zatytułowany „Natalia Oreiro” oraz telenowelę „Zbuntowany Anioł”. Wspomniała również, że na kolejną płytę fani muszą jeszcze poczekać, ponieważ różnorodność nurtów muzycznych jakimi się fascynuje jest od siebie zbyt daleka, a chciałaby stworzyć płytę zachowaną w jednym klimacie. Na podstawie piosenek, które zaśpiewała w telenowelach można byłoby stworzyć nowy krążek, ale chciałaby nagrać zupełnie premierowy materiał. Opowiedziała również anegdotę- „jako jedyna aktorka byłam obecna na ślubie Fakundo Arana- swojej serialowej miłości. Podczas ceremonii duchowny zapytał, czy są jakieś powody, by związek nie został zawarty, wtedy korciło mnie, by wstać i wykrzyczeć niczym w najlepszej telenoweli- „Nie! Nie zgadzam się! To ja jestem jego miłością, on jej nie kocha!…”. Wśród dziennikarzy rozległ się śmiech. Urugwajska gwiazda podkreślała, że jest „aktorką, która śpiewa”, najważniejsze dzisiaj jest dla niej szczęście swojego syna- 2 letniego Merlín Mollo Oreiro, a miejscem, do którego najchętniej wraca są jej strony rodzinne, gdzie panuje sielska atmosfera i właśnie tam czuje się najbezpieczniej.

Koncert

Występ Natalii Oreiro rozpoczął się w sobotę, punktualnie o godzinie 19:00. Utworem otwierającym show było oczywiście „Cambio Dolor”. Urugwajska piękność pewnym krokiem schodziła ze schodów wyśpiewując doskonale znane publiczności słowa piosenki. Prócz sztandarowych hitów zaśpiewała dwa nowe utwory. Tego wieczoru Natalia zmieniała strój aż 5 razy, każdy z nich wyjątkowy, błyszczący, kolorowy. Piosenkarka zachowała pełen profesjonalizm, nie potraktowała swoich fanów z Polski po macoszemu, choć frekwencja na koncercie nie dopisała (pojawiło się ok. 500 słuchaczy, trybuny niestety świeciły pustkami, natomiast miejsce na płycie zostały zapełnione w 2/3) Oreiro dawała z siebie wszystko. W przerwie na zmianę stroju nie pozwoliła publiczności się nudzić. Na telebimach wyświetlono ciekawe wizualizacje oraz nowy teledysk do utworu „Todos Me Miran”. Wierni słuchacze przygotowali dla gwiazdy czerwone, papierowe serca, rzucali pluszowe misie i flagi, którymi Natalia otulała w rytmie romantycznych ballad. Wśród Polaków znaleźli się również fani z Gruzji, Izraela, Rosji, a na parkingu przed halą można było dostrzec rejestracje samochodowe z różnych części Polski. Muzyka na żywo porywała do tańca, czasem wzruszała. O ile głos Natalii w balladach i spokojniejszych piosenkach brzmiał czysto, krystalicznie, tak przy wysokich skalach gasł, po prostu zanikał. Urugwajska „aktorka, która śpiewa” starała się, by słuchacze nie opuścili wrocławskiej hali Orbita zawiedzeni, zadbała o oprawę koncertu, znakomity zespół, kontakt z publicznością, bisy („Tu Veneno”, „Me Muero de Amor” oraz „Cambio Dolore”), co piosenkę rozczulała słuchaczy swoją łamaną polszczyzną, pokrzykując „tenkuję”, „chocham fas!” czy żegnając publiczność słowem „dobry wieczór” zamiast dobranoc. W całym show gdzieś zagubił się tylko wokal. Dla jednych tylko, dla innych… aż. Słodkiej Milagros można wybaczyć tych kilka niedociągnięć, warto było odświeżyć sobie utwory znane z telenowel. Nieliczna, choć niesamowicie oddana publiczność udowodniła Natalii jak bardzo ją kocha, ona odwdzięczyła się tym samym.

Komentarz od organizatora:

Problemów w organizacji koncertu nie mieliśmy. Natalia jest bardzo ciepłą i przyjacielska osobą – o czym można było przekonać się na konferencji i nie miała jakiś szczególnych kaprysów czy wymagań.

Sam koncert oceniam bardzo dobrze. Dawno nie współpracowało się tak dobrze jak z ekipą Natalii. Uważamy, że na scenie pokazała jak się zmienia, rozwija i robi to na wysokim poziomie. Wyrażała pełen szacunek dla swoich fanów. Dzięki tej wizycie mieliśmy możliwość dowiedzieć się jak bardzo rozwija się zawodowo. Mamy nadzieję, że dzięki tej wizycie jej popularność w Polsce powróci i kolejne wydarzenia w kraju z jej udziałem będą cieszyły się jeszcze większą popularnością.

Przykro nam, ponieważ otrzymaliśmy informację, że część fanów nie dotarła na koncert z powodu warunków atmosferycznych.

Jesteśmy pewni, że Natalia jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Latynoskie rytmy mogły porwać tego wieczoru dużo większą publiczność, myślę, że ceny biletów (najtańszy 150zł, najdroższy 350 zł.) w okresie przedświątecznej gorączki uniemożliwiły wielu osobom przyjazd na koncert. Występ był niesamowicie sentymentalny, jednak z biegiem lat trochę zapomnieliśmy o „zbuntowanej” dziewczynie o „anielskim” głosie.

[Fot. Karolina Piątczak]

DSC_1082 DSC_1044 DSC_1075 DSC_1006 DSC_1033 DSC_1094 DSC_1100 DSC_1101 DSC_1111 DSC_1109

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZBUNTOWANY ANIOŁ ZAGRA JEDYNY KONCERT W POLSCE!

TOUR HITS 2013 – NATALIA OREIRO – 14 GRUDNIA GODZ. 19.00 HALA ORBITA – WROCŁAW

http://www.youtube.com/watch?v=bpU46XpYRhs

Natalia Oreiro, urugwajska gwiazda znana z seriali „Zbuntowany Anioł” czy „Jesteś moim życiem”, 14 grudnia zagra wraz ze swoim zespołem jedyny koncert w Polsce.

Koncert odbędzie się w Hali Orbita we Wrocławiu ul. Wejherowska 34.

Natalia w ramach trasy odwiedzi Rosję gdzie da dwa koncerty. Po występach w Rosji artystka przyleci prosto do Polski aby 14 grudnia dać wielkie show z najpopularniejszymi utworami ze swojego repertuaru między innymi „Cambio Dolor” czy „Tu Veneno”oraz najnowsze utwory. Jeden z nich ma już swoją premierę na antenie „Muzyczne Radio” – najnowszy utwór Natalii Oreiro – Como Una Loba”.
Jak wiele innych aktorek, karierę rozpoczęła od udziału w reklamach telewizyjnych. Jednak jej rzeczywistym debiutem była rola w „Inconquistable corazon” w 1993 roku. Potem wystąpiła w kilku innych serialach, m.in. z popularnym aktorem telenowel, Diego Ramosem w „Ricos y famosos” . Wkrótce potem nakręciła pierwszy kinowy obraz – „Un Argentino en New York”, gdzie zagrała gwiazdę muzyki latynoamerykańskiej. Zachęcona sukcesem filmu, nagrała album zatytułowany po prostu „Natalia Oreiro”. W 2001 r. wydała swój drugi krążek „Tu veneno”(„Twoja trucizna”), który trafił na światowe listy przebojów .

Największą popularność zdobyła dzięki głównej roli w telenoweli „Zbuntowany anioł”. Cieszyła się ona tak dużym powodzeniem w Polsce, że doczekała się już dwóch emisji w telewizji Polsat. Obecnie od października będzie można znów oglądać kultuwy serial w TV PULS.
Ostatni album artystki „Turmalina” wydany został w 2002 roku i sprzedał się w nakładzie ponad 1,8 mln egzemplarzy. Łącznie na całym świecie artystka sprzedała ponad 7 milionów egzemplarzy swoich płyt. Pod koniec roku 2013 lub na początku 2014 planuje rozpoczęcie prac nad czwartą płytą studyjną.
Obecnie Natalia powróciła na mały ekran gdzie w Argentynie emitowany jest od początku tego roku nowy serial „Solamente Vos” który bije rekordy popularności. Natalia gra uroczą fryzjerkę Aurorę która marzy o karierze piosenkarki.
Urugwajska gwiazda Natalia Oreiro zagrała także jedną z głównych ról w filmie „Wakolda” w reżyserii Luci Puenzo. Obraz będzie miał swą premierę w Koreii i Japonii oraz był już prezentowany na tegorocznym festiwalu w Cannes oraz w San Sebastian. Obecnie film został zgłoszony jako kandydat do Oscara. W Polsce film będzie miał swoja premierę na przełomie stycznia/lutego 2014 roku.

Bilety dostępne na www.ebilet.pl, www.ticketportal.pl oraz w Salonach Empik w całym kraju.
w cenach:

-150 zł (PŁYTA, miejsca stojące)
-250 zł
-280 zł
-300 zł
Promotor: Agencja Artystyczna Daga
www.daga.wroclaw.pl

MUSISZ TAM BYĆ!

GRAŻYNA ŁOBASZEWSKA W KOŚCIÓŁKU W NEKIELCE

Fot. http://dolcevitamagazyn.pl/artykul/148
Fot. http://dolcevitamagazyn.pl/artykul/148

W niedzielę, 9. czerwca 2013, o godz. 19.00 w kościółku w Nekielce, która znajduje się w odległości ok. 40 km na wschód od Poznania, wystąpi znana i lubiana polska wokalistka i kompozytorka, Grażyna Łobaszewska. Jednym z jej największych przebojów była piosenka „Czas nas uczy pogody”, ale kojarzy się ją także, kiedy tylko pomyśli się o „Piosence o ludziach z duszą”, „Brzydkich” czy też utworze „Gdybyś”.

Grażyna Łobaszewska

Artystka urodziła się w 20 lipca 1952 roku w Gdańsku, tam też ukończyła Podstawową Szkołę Muzyczną w klasie fortepianu. Następnie w latach 1970 – 1972 była słuchaczką Studia Piosenki Polskiego Radia i Telewizji w Gdańsku, które prowadziła Renata Gleinert. Pani Grażyna zadebiutowała na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze w roku 1971. Natomiast już rok później przeniosła się do Poznania i zaczęła śpiewać w chórkach towarzyszących w koncertach i nagraniach takim sławom jak: Halina Frąckowiak, Wojciech Skowroński i Ela Wojnowska.

W latach 1975-1977 współpracowała z grupą Andrzeja Ellmana „S-26”. Potem związała się z zespołem „Ergo Band”. Wraz z nim koncertowała w kraju. a także w NRD, RFN, Czechosłowacji i na Węgrzech. W roku 1974 po raz pierwszy wystąpiła na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Później wielokrotnie śpiewała jeszcze na tym festiwalu, a w 1976 zdobyła tamtejszą nagrodę dziennikarzy przyznaną jej za piosenkę „Nocny spacer”. W roku 1978 otrzymała III nagrodę za „Zwierciadło czasu”, a w 1991 I nagrodę za „Wszystko co złe omija mnie”. W latach 1978-1983 pani Grażyna była wokalistką zespołu „Cash”. Występowała wtedy w koncertach głównych festiwalu „Jazz Jamboree” w Warszawie – były to lata: 1977-1978 i 1981. Potem współpracowała z jazz-rockową grupą „Cancer” – lata: 1983-1989. I właśnie z nią, ale również z zespołem „Cash” dokonywała nagrań radiowych i telewizyjnych.

Jednak to nie wszystko, bo pani Grażyna występowała i nagrywała także z zespołami Janusza Komana, „Alex Bandem” Aleksandra Maliszewskiego, „Grupą Doktora Q” Tadeusza Klimondy i z orkiestrą Zbigniewa Górnego. Poza tym dokonała licznych nagrań archiwalnych dla Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia w naszym Poznaniu i centrali w Warszawie z czołowymi muzykami jazzowymi, czyli m.in. z Januszem Skowronem i Krzysztofem Ścierańskim. Natomiast od 1997 współpracuje z zespołem Jarosława Śmietany.

Grażyna Łobaszewska brała udział w wielu festiwalach jazzowych w miastach takich jak: Kalisz, Kraków, Lublin, Wrocław. Występowała także za granicą: w Danii, Szwecji, Hiszpanii, RFN i Kuwejcie. Uczestniczyła w trasach koncertowych po USA i Francji.

2 grudnia 2012 podczas gali wręczenia Złotych Mikrofonów otrzymała Srebrny Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Bilety: Dosyć dużo, bo aż 75 zł. Dostępne są w poznańskim CIM-ie.

WROCŁAW JAKO MIASTO WIELOKULTUROWE

http://kolumber.pl/photos/show/place:31424/page:80
http://kolumber.pl/photos/show/place:31424/page:80

Czym jest wielokulturowość? W obecnych czasach to modne hasło wśród społeczeństw dzisiejszego Wschodu. Jest to pewnego rodzaju zjawisko, które cały czas narasta. Jednak stereotypy w kwestii wielokulturowości są bezlitosne. Według nich ludzie nie powinni przebywać zbyt często z osobami o innym kolorze skóry, z innych narodowości oraz wyznań. To stwierdzenie jest z całą pewnością niedorzeczne. Walka ze stereotypami w Polsce trwa od lat, trudno ją wygrać. Na szczęście coraz więcej ludzi nie zwraca na nie uwagi i podejmuje się kontaktów wielokulturowych na własną rękę. Przebywanie z ludźmi innych kultur sprawia, że wzrasta w Nas poziom tolerancji oraz szacunku. Takie „osoby z innego świata” są w stanie przekazać taką wiedzę, której wcześniej nie posiadaliśmy. Obca kultura, obce postrzeganie świata, inne zwyczaje to kwestie, które warto poznać. Polska ma dużo do zaoferowania, ale dlaczego by nie poszerzać polskich horyzontów w stronę światowych? Zamknięcie się tylko w jednej, swojej kulturze nie jest czymś dobrym. Trzeba oczekiwać od świata czegoś więcej, otworzyć się na ludzi i na cały świat.

Przykład Wrocławia pokazuje jak społeczeństwo potrafi żyć w zgodzie z wieloma kulturami. Czy Wrocław jest miastem wielokulturowym? Z całą pewnością jest! To jest takie miasto, gdzie czuje się więź napływową z różnych stron. Występuje w nim pomieszanie różnych kultur. Większość mieszkańców twierdzi, że we Wrocławiu panuje inna atmosfera. Po prostu chce się tu być. Wielokulturowość Wrocławia wynika z faktu przybycia do Wrocławia ludzi z całej Polski, a zwłaszcza ze Wschodu. W ostatnich 20 latach Wrocław zaczął się potężnie rozwijać. Przyjeżdża tam wiele osób nie tylko z Polski, Południa, ale i również z Hiszpanii, Niemiec. Przybywają oni nie tylko w celach turystycznych, ale i w celach biznesowych. We Wrocławiu znajduje się cała sieć rozwoju przemysłu elektrotechnicznego. To nadaje miastu dużej dynamiki i wartości. Wrocław jest specyficzny, a nawet magiczny głównie z powodu ludzi młodych ze Wschodu.

Wielokulturowość jest z całą pewnością „na czasie”. Widok cudzoziemca nie budzi już takiego zdziwienia, jak dawniej. Jednak jeszcze nie wszystkie miasta całkowicie „otwarły się” na życie wielokulturowe. Stereotypy, niepochlebne komentarze polityków, nieprawdziwe artykuły w gazetach warto się od tego wszystkiego zdystansować. Kontakt z innym człowiekiem jest niezbędny w naszej egzystencji. A osoby z innych kultur mogą sprawić, że nasze życie stanie się bardziej kolorowe i wartościowe.

REKORDY – KOMPLEKSY, ZBIOROWE DOŚWIADCZENIA

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Guinness_Guitar_Record_2006.jpg&filetimestamp=20071003152126

Co roku na Starym Rynku we Wrocławiu odbywa się próba bicia gitarowego rekordu Guinessa. Organizatorzy tej akcji próbują zgromadzić jak największą ilość ludzi, którzy wspólnie na gitarach wykonają utwór „Hey Joe”. Obecny rekord wynosi 7273 grających.

Może trochę jestem spóźniony, pisząc o tym wydarzeniu, które przecież miało miejsce w maju, ale cóż  przyznaję, że myślałem całą niedzielę, czym podzielić się z czytelnikami TW. Co za męczarnia!
Pewnie podpadnę tym, którzy z ochotą uczestniczyli w próbie bicia rekordu, o ile ktoś w ogóle (poza osobami z redakcji) czyta moje felietony, podpadnę mówiąc, że ta impreza, w moim przekonaniu, wynika z polskich kompleksów. Tak, kochani, takie mam zdanie o tym wspólnym graniu. Nie chcę wychodzić na zgreda, sam przecież jestem młodym człowiekiem, przynajmniej za takiego się jeszcze uważam (28 lat, oceńcie sami), ale w ten sposób to właśnie widzę. Wychowywałem się głównie na muzyce rockowej (Red Hot Chili Peppers, Jimi Hendrix, Led Zeppelin…), nie obce mi są klimaty muzyczne uczestników tej masówki. Ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, by brać w niej udział.
Gitarowe bicie rekordu można porównać do pomysłu budowy świebodzińskiego Chrystusa. Ewidentnie widać, że w obu przypadkach postawiono na ilość, a nie jakość. Owszem, rekordy Guinessa z reguły, choć nie zawsze, polegają na takich głupawych pomysłach jak ten z gitarami. Ale dlaczego my mamy mieć w tym swój udział?
Gitarowe bicie rekordu wynika z polskich kompleksów. Mówimy na rodzimego piłkarza polski Beckham, na aktora polski Leonardo Di Caprio, Warszawę określa się czasem mianem Paryża Środkowej Europy. Posługujemy się takimi epigońskimi określeniami, jakbyśmy wstydzili się swojej roli w oczach Zachodu, aż w końcu ktoś, aby się wyzwolić z tego stanu rzeczy, wpada na pomysł pokazania całej Europie, a może nawet światu polskiej POWER. W ten sposób dowodzi się, że choć w jednej rzeczy jesteśmy najlepsi, wyjątkowo silni, oryginalni.
A przecież nie mamy się czego wstydzić, mamy światową literaturę, piękne kobiety czy chociażby genialnego Antoniego Macierewicza, który umiejętnościami w wykrywaniu spisków nie ustępuje niejednemu znanemu średniowiecznemu inkwizytorowi.

Powtórzmy, przyznajmy się do tego: u podstaw imprezy z gitarami leżą polskie kompleksy, chcemy pokazać, jacy to my nie jesteśmy mocni, i to w tak mało wyszukany sposób.

Ale może wydzieranie się na rosyjskich kibiców „rosyjska kurwa” jest o wiele gorszym sposobem na zwalczanie swoich kompleksów?
Powiem tak: wszelkie inicjatywy, które mogą łączyć rzesze ludzi w pewnym zbiorowym doświadczeniu, są mi bliskie. Mogą one bowiem prowadzić do konsolidacji narodu, pogłębienia jego poczucia tożsamości w dalszej perspektywie. Jeśli więc nie znajdujemy innych sposobów na zwalczanie swoich kompleksów niż poprzez wspólne brzdąkanie na gitarach, to może nie należy się temu sprzeciwiać. Może po prostu od czegoś trzeba zacząć. Przecież wiele rzeczy rozpoczyna się od zera.
A skoro mowa o wspólnym doświadczeniu. Ostatnio pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zorganizowanie parotysięcznych orgii seksualnych w większości miast europejskich. Nie jestem za rozwiązłością seksualną, ale panujący niż demograficzny jest niepokojący. Poza tym Europie (nawet tej Środkowej), cierpiącej na depresję, potrzebna jest odrobina szaleństwa. Może taka akcja w końcu pobudzi nas do działania, odstraszy muzułmanów, którzy wchodzą nam na głowy, i Chińczyków, chcących nas wykupić? Odczepią się od nas, biorąc nas za wariatów.
Nie, to nic nie da, kto będzie chciał rodzić dzieci, którym nie będzie można dać wychowawczego klapsa, na które później będzie się organizować kidnapingi. Aby stworzyć takie orgie, należy wcześniej zmienić politykę wielu państw. Na to już chyba jest za późno.

No i proszę, piwko wypiłem, przejrzałem umysły muzycznych rekordzistów, posprzeczałem się ze sobą, zakończyłem mocnym akcentem. I tym sposobem napisałem ten cholerny felieton.

Krzysztof Olszewski