Archiwa tagu: urodziny

POSADŹ SWOJE DRZEWO !

Przez kilkanaście lat mówi się, że mężczyzna musi zasadzić drzewo, wybudować dom i spłodzić syna.

http://www.lasnowozencow.pl/uploads/news_photos/1200x800/656d040b252db438c2efea1eab43dfe826fe6db9.jpeg
http://www.lasnowozencow.pl/uploads/news_photos/1200×800/656d040b252db438c2efea1eab43dfe826fe6db9.jpeg

Na terenie Leśnictwa Łękno w Nadleśnictwie Babki powstał „Las Nowożeńców i Drzew Okolicznościowych” dla upamiętnienia ważnych wydarzeń w życiu osobistym np. zawarcie związku małżeńskiego, rocznicy ślubu, urodzenia dziecka, sukcesu osobistego, spotkania okolicznościowego lub innych. Pod drzewkiem można zakopać przesłanie dla przyszłych pokoleń w postaci: listu, zdjęć, dokumentów upamiętniające wydarzenie oraz innych informacji umieszczonych w zalakowanej butelce przygotowanej we własnym zakresie. Do każdego posadzonego dębu Nadleśniczy Nadleśnictwa Babki wystawia certyfikat z informacjami o posadzonym drzewie wraz z jego współrzędnymi geograficznymi. Nadleśnictwo przekazuje sadzonki nieodpłatnie, jedynie co musimy zrobić, to zapłacić za wyprodukowanie tabliczki okolicznościowej 65 zł. Więcej informacji na stronie: http://www.lasnowozencow.pl/

MICKOWI JAGGEROWI SATYSFAKCJI ŻYCZY REDAKCJA

Gdybym miała złożyć życzenia obchodzącemu wczoraj sześćdziesiąte dziewiąte urodziny Mick’owi Jaggerowi prawdopodobnie ograniczyłabym się do zasalutowania w amerykańskim geście porozumienia ponad wszelkimi podziałami i różnicami. Zapyta ktoś, dlaczego amerykańskim, skoro Jagger urodził się w angielskim Dartford. Nie wiem, może dlatego, że jest taki uniwersalny i wpisany w kulturę jak coca-cola.

Fot. http://www.mickjagger.com/wp-content/files_mf/interview_default_artcile_image43.jpg
Fot. http://www.mickjagger.com/wp-content/files_mf/interview_default_artcile_image43.jpg

Nie ma na świecie osoby, dla której The Rolling Stones nie miałoby wymiaru symbolicznego, z kimś lub z czymś się nie kojarzyło, kogoś lub czegoś nie przypominało. Dlatego nieważne, co teraz napiszę, dla czytelnika z pewnością nie wyczerpie to tematu.

Kiedy dziś przeczytałam w internecie informację o rocznicy przyjścia Jaggera na świat, w pierwszej kolejności jak bumerang wrócił do mnie obrazek sprzed kilku lat, również z urodzin, ale z moich własnych. Wsiadłam do pociągu, zajęłam miejsce w przedziale i rozłożyłam na kolanach gigantyczną, ważącą dobre trzy kilogramy monografię zespołu The Rolling Stones, którą otrzymałam w prezencie. „Będzie pani to czytać?” zapytał starszy jegomość siedzący obok. „Z chęcią!” odpowiedziałam udając, że nie słyszę nuty niedowierzania w jego głosie. „Eee, pani to nawet nie wie, kim było The Rolling Stones”. „Owszem, wiem” odparłam i próbując się nie zaperzać wcisnęłam na uszy słuchawki, żeby przerwać rozmowę. Po chwili jednak zdjęłam je, żeby dopytać, na jakiej podstawie jegomość twierdzi, że nie wiem nic o Stonesach. Okazało się, że mam przyjemność dzielić przedział z profesorem poznańskiej, jeszcze wtedy, Akademii Przyrodniczej, który zbudował mój obraz na podstawie wcześniej oglądanych i wysłuchiwanych przypadków z ław akademickich i Moje pokolenia naprawdę niewiele wie o Stonesach. Właściwie nie wie nic.

W drugiej kolejności myśl moja pomknęła do albumu „A Bigger Bang”. Płyta, która ukazała się w 2007 roku jest dwudziestym drugim studyjnym wydaniem muzycznych dokonań Jaggera i spółki. Jeśli jest współczesna kapela, która po wydaniu choćby połowy z tego co zrobili Stonesi nie zacznie wszystkim wychodzić bokiem, chcę znać jej nazwę, bo pojadę jej osobiście pogratulować. W podzięce za cały dorobek muzyczny współcześni pieśniarze powinni Jaggerowi buty czyścić, a nie układać piosenki o tym, że „move like Jagger”. Nie ma kapeli, która lepiej łączyłaby pokolenia. Nie ma drugiej takiej będącej mostem między tym, co kiedyś i tym, co teraz.

Mój ciąg skojarzeń ze Stonesami galopuje w szaleńczym tempie i oto docieram do filmu „Full Metal Jacket”, w którym wykorzystano utwór „Paint it Black”. Jak żaden inny, film oddaje okrucieństwo wojny w Wietnamie. I jak żadna inna (poza jedną, o której za chwilę) piosenka z albumu „Aftermath” (’66) przypisana jest dla mnie do tego konkretnego, wstrząsającego obrazu. Drugim takim kawałkiem jest „Time is on my side”, wykorzystany w thrillerze „Fallen”. „Time…” to jazzowy utwór powstały w 1963. Rok później został zapożyczonego przez Stonesów od Kaia Windinga. Scena, w której skazany na śmierć brutalny morderca, siedzący na krześle elektrycznym, zaczyna z radością pośpiewywać o czasie działającym na swoją korzyść do dziś spędza mi sen z powiek. Podobnie jak utwór w wykonaniu The Rolling Stones.

Na koniec ze wszystkich kawałków Jaggera pływających w talerzu Rolling Stones wyławiam jeszcze jeden. Ten, który mnie najbardziej uspokaja. Ten, dzięki któremu przekonałam się, że czasem godzenie się z rzeczywistością to najlepsze, co możesz zrobić. Zrodzony w 1969 roku, umieszczony na albumie „Let it Bleed”, siedmiominutowy, ale tak naprawdę niekończący się utwór „You Can’t Always Get What You Want” opowiadający o tym, jak proste potrafi być życie – na co dzień i od święta sprowadza mnie na ziemię.

Mick Jagger, choć trudno w to uwierzyć, jest człowiekiem z krwi i kości. Mike Jagger obchodzący dziś (26.07.) swoje urodziny jest w gruncie rzeczy w bardzo niefortunnym położeniu. Prawda jest taka, że to on do końca naszych dni będzie nam przez głośniki wież stereo śpiewał swego rodzaju „sto lat” na stadionach, w kinach, filmach, domowych i klubowych imprezach. To on będzie przy nas w momentach kryzysu i radości, a nie my przy nim. Człowiek, którego najpopularniejszym utworem jest znajdujące się na 2 miejscu listy  utworów wszech czasów „Satisfaction”, nadał kształt naszemu sposobowi odbierania kultury jeszcze zanim się urodziliśmy. Kto jeszcze nie dostrzega przewrotności tego zjawiska, niech spojrzy na logo nieśmiertelnego The Rolling Stones.

Paulina REZMER