Archiwa tagu: szkoła

OD WRZEŚNIA „SZKOŁA” – NOWY SERIAL PARADOKUMENTALNY TVN

Fakt, że seriale paradokumentalne cieszą się ogromną popularnością nikogo już nie dziwi. Właśnie dlatego mnożą się jak grzyby po deszczu.

Źródło: ŚwiatSeriali.pl/ Agencja W. Impact  Czytaj więcej na http://www.swiatseriali.pl/seriale/szkola-1111/news-szkola-prawdziwe-oblicze-polskiej-edukacji,nId,1486654#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
Źródło: ŚwiatSeriali.pl/ Agencja W. Impact

Od 1. września w TVN emitowany będzie nowy serial o nazwie „Szkoła”. Akcja serialu toczyć się będzie w szkole (głównie gimnazjum i liceum) wokół problemów nastolatków. Kluczową rolę odegrają również nauczyciele zaangażowani w codzienne problemy uczniów. Każdy z odcinków opowie dwie zamknięte historie. Jak to często bywa w serialach paradokumentalnych – pojawi się narrator wszechwiedzący.

Serial kręcony jest w ogromnej hali, która łudząco przypomina prawdziwą szkołę. Losy uczniów ukazane w serialu są inspirowane prawdziwymi historiami, głównie opowiedzianymi przez nauczycieli. Można będzie obserwować dwa światy odwiecznie przenikające się: z jednej strony pedagodzy stojący na straży moralności i bezpieczeństwa podopiecznych, z drugiej zaś problematyczni nastolatkowie i ich kłopoty. Mówi się, że serial jest swoistym novum na rynku, lecz przypomina on „Szkołę życia” emitowaną w TVP2, która obecnie cieszy się szerokim odbiorem.

Społeczeństwo lubi seriale paradokumentalne z prostej przyczyny, sytuacje ukazane w nich często dotyczą ich życia osobistego. Szukają oni w nich rozwiązania własnych problemów. Inni natomiast w takich serialach szukają głównie sensacji i rozrywki. Prosty w odbiorze serial paradokumentalny nie wymaga wysiłku intelektualnego i stanowi pewnego rodzaju odprężenie mózgu.

TO MIAŁ BYĆ PIERWSZY BAL W ŻYCIU: TRAGEDIA W BIAŁEJ PODLASKIEJ

W sobotę około godz. 18:00 doszło do zderzenia. Kierowca Volkswagena, Rosjanin, wjechał w samochód, który prowadził 19-letni Bartek. Maturzysta wiózł na studniówkę dziewczynę i koleżankę z chłopakiem. 

Opel astra, którym jechał na studniówkę 19-letni Bartek (Fot. biala24.pl)
Opel astra, którym jechał na studniówkę 19-letni Bartek (Fot. biala24.pl)

Bartek zginął na miejscu, pasażerowie natomiast trafili do szpitala w Białej Podlaskiej. Maturzysta jechał przepisowo, jak się okazało, to kierowca Volkswagena zajechał mu drogę w taki sposób, że Bartek nie miał szans wyjść cało z tej sytuacji.

Do Zespołu Szkół Zawodowych w Białej Podlaskiej informacja o tragicznym wypadku dotarła dopiero po tradycyjnym tańcu początkowym – polonezie. Dyrekcja uczciła pamięć Bartka minutą ciszy. Imprezy jednak nie przerwano na prośbę rodziców.  Odbyło się w tej sprawie zebranie u pani dyrektor.  Wszyscy włożyli zbyt wiele wysiłku do przygotowań, a przekładanie studniówki na inny termin nie wchodziło w grę. Praktycznie wszystko było już gotowe i podane na stołach.

Co z uczniami?

Niektórzy wyszli ze studniówki jeszcze przed północą z posępnymi minami, większość została jednak do końca, a niektórzy nawet tańczyli, co budziło zniesmaczenie wśród niektórych studentów: „Chyba ta cała impreza powinna się nie odbyć. Wyglądało to tak, że zamiast zabawy część ludzi snuła się po korytarzu z oczami czerwonymi od płaczu i rozmazanym tuszem. Podobno ktoś na chwilę zemdlał. Przecież nie w takiej atmosferze powinna odbywać się studniówka. Dziwię się jednak, że część osób tańczyła.” – Tak komentuje sytuację anonimowo jeden z uczniów dla metromsn.gazeta.pl

Czy jednak przerywanie studniówki miałoby sens? Kiedy wszystko już podane na stole, zorganizowane i dopięte na ostatni guzik. W internecie aż huczy od komentarzy: „dziwi postawa rodzicow wazniejsze tance wydana kasa czy smutek tragedii jaka sie zdarzyla wspolczuje tym mlodym ludziom taka straszna trauma jakiej doswiadczyli dlugo ich nie opusci a ta jedna jedyna STUDNIOWKA ZOSTANIE W PAMIECI NA CALE ZYCIE jak beda sie czuc rodzice po tej nocy spolczuje tym mlodym ludziom musieli zdac pierwszy wazny egzamin zycia.”

Żałobę należy nosić w sercu – słuszna dewiza. Uczczenie pamięci Bartka minutą ciszy, to jedyna i najrozsądniejsza decyzja jaką mogła podjąć dyrekcja. Odwołanie studniówki Maturzyście życia by nie przywróciło, a  jeszcze bardziej pogrążyło w zadumie i żalu najbliższych znajomych z tej samej klasy. Na pewno nie znali go wszyscy uczniowie, ale łączyły ich  mury tej samej szkoły, co scaliło młodzież w smutku i żałobie. Tak naprawdę młodzież mogła sama zadecydować i jeśli komuś pomysł kontynuacji imprezy nie odpowiadał, mógł dobrowolnie opuścić imprezę. Istotą sprawy nie jest jednak impreza, która się odbyła, a fakt, że zginął młody zdolny chłopak, który miał mnóstwo planów, między innymi studia na kierunku ekonomia. Zabrakło wyobraźni kierowcy Volkswagena zajeżdżając drogę  i wymuszając tym samym pierwszeństwo.

PRACOWNIK SPOŁECZNY CZY ŚMIECIARZ?

Fot. http://polskalokalna.pl/wiadomosci/slaskie/cieszyn/news/wiezien-na-ulicy-to-zawsze-ryzyko,1083790,4472
Fot. http://polskalokalna.pl/wiadomosci/slaskie/cieszyn/news/wiezien-na-ulicy-to-zawsze-ryzyko,1083790,4472

Niemalże codziennie na swej drodze spotykamy ludzi dbających o czystość na ulicy, grabiących jesienne liście, opróżniających śmietniki z naszych codziennych odpadów lub wykonujących inne obowiązki na rzecz społeczeństwa. Jednak niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, co tak naprawdę zawdzięcza tym pracownikom. Dzięki nim nie potykamy się idąc chodnikiem o kolejną puszkę rzuconą bezmyślnie przez ucznia, który przez wysokie zarobki rodziców uważa się za lepszego, dla którego kosz na śmieci oddalony o krok jest jednak zbyt odległy. Czy pracownicy wykonujący prace na rzecz miasta nie zasługują na odrobinę szacunku?

Wyobraźmy sobie starszą kobietę pracującą na stanowisku woźnej w jednej ze szkół (jednak większość ludzi nazwałaby ją sprzątaczką), codziennie mija uczniów i pomimo widywania ich od około trzech lat nie słyszy od nich zwyczajnego ‘dzień dobry’. Niby nic a jednak tak wiele. Prosty gest świadczyć mógłby o szacunku do kobiety, ale niestety poczuć może zupełnie co innego. Czuje się wyobcowaną zwykłą sprzątaczką, opróżniającą kosze, myjącą podłogę, na którym jest rozlany przez ucznia kefir czy zmywającą namalowany szminką napis w damskiej toalecie. Inna sytuacja, kiedy mężczyzna wyglądający na pięćdziesięcioletniego, którego życie nie oszczędziło został obrzucony przez grupę nastolatków pustymi puszkami od piwa. Usłyszał przy tym wyzwiska i przekleństwa skierowane do niego. Tłumaczyć daną sytuację można nietrzeźwością nastolatków. Ale to jak poczuł się mężczyzna, sposób w jaki go poniżono zasługuje na potępienie.

Czemu tak się dzieje że, pracownik budowlany nazywany zostaje ‘robolem’, człowiek dbający o porządek na miejskich chodnikach albo kobieta poświęcająca się dla dobra wizerunku szkoły nie otrzymują żadnej wdzięczności od wielu ludzi? Jak w większości krajów, także i w Polsce, występuje podział społeczny. Pracownik społeczny umiejscowiony zostaje na jednym z najniższych szczebli drabiny społecznej. Dzieje się tak m.in. przez tzw. stereotypy, poprzez które patrzymy na ludzi. ‘Robol’ pracuje na budowie, a robi to pewnie dlatego, że nie uczył się, być może został wyrzucony ze szkoły za złe sprawowanie i dlatego musi nosić cegły. W ten sposób myśli spora część społeczeństwa. Świadczyć o tym może usłyszana rozmowa dwóch kobiet, które w dosadny sposób chwaliły się między sobą umiejętnościami i licytowały się kto więcej w firmie osiągnął. Gładka cera, bez żadnych niedoskonałości i zapach perfum, który można było poczuć stojąc tuż za nimi świadczyć może o wystarczającej sumie pieniędzy na koncie, za które mogą sobie pozwolić na częste wizyty u fryzjera czy u kosmetyczki. Stały na przystanku autobusowym, na którym po krótkim czasie zatrzymał się samochód, który większość ludzi obejrzeć sobie może tylko w reklamach telewizyjnych, kobiety do niego wsiadły. Jednak zanim to zrobiły rozmawiały tak głośno, iż zdawało się jakby zachowywały się w ten sposób tylko po to, aby podkreślić swój wysoki status społeczny. Mówiły o kobiecie ubranej w pomarańczową kamizelkę, w czapce z daszkiem w podobnym kolorze, a na plecach miała nazwę firmy sprzątającej. Używały słów, których same nigdy na pewno nie chciałyby usłyszeć. Ciężko zapamiętać ile raz użyły słowo brudas czy śmierdziel. Kobieta zamiatała w tym momencie spalone papierosy na chodniku, robiła to szybko, tak jakby chciała uniknąć spojrzeń ludzi stojących na przystanku. Kobietom nawet do głowy nie przyszło, że być może obiekt ich drwin nie został oszczędzony przez los, być może z powodu tragicznej śmierci męża tylko ona utrzymuje trójkę dzieci. A może kiedyś nie było ją stać na studia a o zagranicznym stypendium mogła tylko pomarzyć. A może z racji redukcji etatów spowodowanych kryzysem utraciła stanowisko pracy a z powodu zwiększającego się bezrobocia podjęła taką a nie inną pracę.

Nie tylko młodzież ubliża owym pracownikom ale jak widać także osoby dorosłe. A może wynika to z nieodpowiedniego wychowania, braku wpajania, że każdy człowiek zasługuje na szacunek i odpowiednie traktowanie. Pytanie tylko, co rozumiemy pod pojęciem odpowiednie traktowanie. Przede wszystkim nawet jeśli komuś taka praca nie odpowiada to niech nie krytykuje! Bo przecież, gdyby nie ‘robol’ nie mielibyśmy gdzie mieszkać, gdyby nie ‘sprzątaczka’ nie mielibyśmy umytych podłóg w szkołach i czystych toalet, gdyby nie ‘śmieciarz’ potykalibyśmy się o kolejne kartony po wypitych sokach, ślizgalibyśmy się na pustych paczkach po chipsach. Mało kto bierze pod uwagę warunki w jakich ci pracownicy muszą pracować. Latem wystawieni są na gorące słońce palące ich skórę, innym razem mokną na deszczu nie mogą zejść z placu budowy, by choć na chwile napić się ciepłej herbaty (takie traktowanie często tłumaczone jest naglącymi terminami), a zimą często pracownicy budowlani nie mogą wykonywać swoich obowiązków ze względu na mróz i zalegający śnieg, rezultatem tego są wykorzystywane urlopy i brak należytego wynagrodzenia. Być może ludzie wykonujący takie prace przez 8 godzin, później wracają do domu i starają się zataić przed sąsiadami prawdę o swoim zatrudnieniu. Możemy pomóc w prosty sposób, bądźmy uprzejmi dla ludzi a na pewno uprzejmość do nas wróci.

„TO JEST SZKOŁA CZY RYNSZTOK?”

Lubią dokuczać nauczycielom. Sprawia im to radość – mają się czym pochwalić przed kumplami.

Fot. http://wctp.pl/pl/artykuly/agresja-w-szkole
Fot. http://wctp.pl/pl/artykuly/agresja-w-szkole

Jedna ze szkół ponadgimnazjalnych mieszcząca się w woj. lubuskim na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od innych placówek edukacyjnych. To tylko pozory. Z roku na rok przybywa do szkoły coraz bardziej rozwydrzone towarzystwo. Liceum nie jest już jak dawniej synonimem ambicji, talentu, czy sumienności. Dziś do liceum dostają się osoby, które nie mogą wykonywać zawodu ze względu na choroby dotyczące wzroku, ruchu i tym podobne. Państwo za wszelką cenę chce mieć ludzi wykształconych, oto rezultaty takiego założenia. Większość młodzieży licealnej powinna zdecydowanie trafiać do szkoły zawodowej. – mówi jedna z nauczycielek lubuskiego liceum.

Dlaczego młodzież ze szkół średnich lubi dokuczać nauczycielom? Kosz na głowie nauczyciela, wybita szyba w aucie na szkolnym parkingu, kradzież telefonów komórkowych i inne mało zabawne „psikusy”. Kim są osoby, które robią sobie żarty z nauczycieli? Czy można ich nazwać niedojrzałymi kryminalistami?

Oczywiście, jest to naruszenie cudzego mienia. Można a nawet trzeba nazywać ich przestępcami. Zaczyna się od kosza na głowie, a kończy za kratami. Często też zdarza się, że takie osoby wcale nie pochodzą z patologicznych rodzin. Chcą na siebie zwrócić uwagę, ponieważ w domu nikt się nimi nie interesuje. Rodzice ciężko pracują, by zapewnić wszystko dziecku a ono nie umie tego docenić. Jest to bardzo często wołanie o uwagę. Ja tutaj jestem, zwróćcie na mnie uwagę. – mówi pani Małgorzata, psycholog, pracująca z młodzieżą od wielu lat.

Zapytaliśmy kilku licealistów dlaczego dokuczają nauczycielom i jak często im się to zdarza:

Norbert, II kl LO: Wkurza mnie to, że oni mogą wszystko. Mogą niesprawiedliwie oceniać, krytykować i komentować brak przygotowania do lekcji. Co ich to obchodzi, że mam irokeza na głowie, albo kolorowe włosy. Są po to, żeby nas uczyć a nie oceniać. Najgorszy kawał jaki zrobiłem nauczycielowi? Włożyliśmy z kolegą nauczycielce od polskiego żabę do torebki. Piszczała tak głośno, że aż dyrektor przyszedł. Mieliśmy później przerąbane, ale nikt nikogo nie wydał, dlatego później nauczycielka ciągle robiła nam niespodziewane kartkówki. Zrobiliśmy ten kawał, bo nauczycielka była śmieszna i miała piskliwy głos. Lubiliśmy wyprowadzać ją z równowagi. Była bezradna.

Rafał I KL LO: Nie lubię nauczycieli, mam na nich alergię. Nie pozwalam sobie na to, żeby nauczyciele rządzili mną. Patrzyli na mnie z góry. Najbardziej denerwuje mnie matematyczka. Zawsze gdy ktoś dostaje pałę ze sprawdzianu głupio to komentuje. Najgorszy kawał zrobiłem właśnie jej. Powiesiłem jej na szyję drewnianą ekierkę, wysypałem na biurko biały pył od kredy i wyszedłem z klasy. Na pożegnanie powiedziałem jej, że ma ładną biżuterię na szyi. Nie zostawiła tego bez echa. Poszła do dyrektora. Wezwano moich rodziców. Szlaban na dwa tygodnie, a potem następny psikus. Po co to zrobiłem? Byłem wściekły na nią, bo powiedziała, że rodzice mnie nie wychowali i przez to jestem nieukiem.

Klaudia III KL LO: To nie jest tak, że nie lubię wszystkich nauczycieli. Są tacy, których da się lubić, ale to wyjątki. Nie ma dziś nauczycieli z powołania. Przychodzą rozgoryczeni uczyć, bo mają niskie pensje i wszystko się na nas odbija. Poza tym lubię też zwracać na siebie uwagę, dzięki tym wybrykom ciągle jestem w centrum uwagi. Moi nauczyciele przyzwyczaili się już do tego, dlatego jak już podnoszę rękę, to mówią „Klaudia, co znowu?”. Najgorszy psikus? Nie pamiętam, było tego trochę. Zawsze raczej wdaję się w dyskusje z nauczycielami.

Ola II KL LO: Nie cierpię jak ktoś mi mówi, co mam robić. Nasi nauczyciele chcą nam narzucać nawet styl ubierania. Nie wolno pokazywać pępka, bo zaraz podchodzą i pytają czy jest mi zimno. Kiedy pofarbowałam włosy, to dostałam całą litanię od wychowawcy na temat farbowania i niszczenia włosów. Facet, który nie ma gustu, nie będzie mi mówił jak mam się ubierać, czy czesać. Najgorszy kawał…to chyba  zamknięcie na klucz w klasie naszego nauczyciela od chemii. Wyszliśmy wszyscy z sali, on jeszcze rozmawiałam z kimś przez telefon, był odwrócony do nas tyłem. Zabraliśmy z biurka klucz, zamknęliśmy po cichu drzwi, a klucz odnieśliśmy do pokoju nauczycielskiego, jakby nigdy nic. Siedział w tej klasie dwie godziny, aż w końcu usłyszała go sprzątaczka i pomogła mu wyjść. Zrobiliśmy to po prostu dla żartu, żeby mieć się z czego pośmiać. Zresztą faceta nie lubiliśmy, bo ciągle za coś krytykował nas.

Wydawać by się mogło, że to nauczyciele są winni wszystkiemu, co się wokół nich dzieje. Winnego zawsze doszukują się nie tylko młodzi ludzie, ale i ich rodzice. Często wzywani do szkoły, stają w obronie swoich „młodych gniewnych”. Jednak czy słusznie? Nie wszystko zależy od nauczyciela, większą władzę mają nad młodzieżą rodzice. Jeśli oni nie wpoją pewnych wartości dzieciom, to grono pedagogiczne może jedynie rozłożyć ręce nad problemem, bowiem żyjemy w czasach, w których nie wolno dziecku dać klapsa, ani zwrócić uwagi na skandaliczne zachowanie.

Czy to możliwe aby licealiści zachowywali się w taki sposób? Przecież są to jednostki przygotowywane do matury, egzaminu dojrzałości. Jak widać matura jednak z dojrzałością mało ma wspólnego. Z dobrze zdanym egzaminem maturalnym młodzież dostaje się na studia, a przecież wyższe wykształcenie zobowiązuje do zachowania kultury osobistej. Zdobyta wiedza jest tylko połowicznym sukcesem, w połączeniu z ogładą tworzy wspaniały duet, dzięki któremu możemy funkcjonować w społeczeństwie.

Zastanawiam się, czy ministerstwo nie powinno wprowadzić jakiejś reformy dotyczącej zachowania uczniów. Na przykład za naganne zachowanie powtarzanie klasy. Może to nauczyłoby młodzież pokory… – Wyznaje pani Anna, emerytowana nauczycielka.

Nie jest to głupi pomysł. Powtarzanie klasy za naganne zachowanie plus lekcje dobrych manier w pakiecie. Tylko kto by za to wszystko płacił?

ROBIĆ TO, CO CIESZY – WYWIAD Z EWĄ FARNĄ

Polka czy Czeszka, wokalistka, a może narciarka? Czemu zawdzięcza swój sukces w tak młodym wieku? Jej radości i obawy. Trochę przeszłości i plany na przyszłość. Kilka minut przed koncertem w Piaskach-Ewa Farna.

Ewa Farna na scenie/Fot. Klaudia Lekowska.
Ewa Farna na scenie/Fot. Klaudia Lekowska.

Klaudia Lekowska: Pochodzi z polskiej rodziny mieszkającej w Czechach. Uczyła się w polskim gimnazjum w czeskim Cieszynie, mówi po polsku jak i w gwarze cieszyńskiej, a kim naprawdę jest Ewa Farna? Czeszką czy Polką?

Jestem stuprocentową Polką, z tym, że mam czeskie obywatelstwo i mieszkam po czeskiej stronie, tam też się urodziłam, z resztą jak inni Polacy tam żyjący. Jest nas około czterdziestu tysięcy. Ale ludzie nie wiedzą po prostu, że jest coś takiego jak, mniejszość narodowa po czeskiej stronie. Chociaż tam się urodziłam, tam żyję to i tak jestem Polką

Angelika Szober: Dlaczego zrezygnowałaś z wyczynowego uprawiania sportu? Czy miłość do muzyki okazała się silniejsza?

Tak, tak, z pewnością. Tylko, że najpierw chodziłam do szkoły i grałam na fortepianie przez sześć lat, później zdecydowałam, że chciałabym jeździć na nartach, ale nie mogłam pogodzić fortepianu z nartami, więc zaczęłam jeździć na nartach, a później zaczęła się muzyka i chciałam to razem przeplatać, ale treningi zaczynały się, na przykład około 6 rano, do 9 jeździliśmy. Po treningach normalnie chodziliśmy do szkoły na zajęcia. Kiedy grałam koncerty, wracałam do domu o drugiej a o piątej trzeba było już wstawać. Tego nie dało się pogodzić, więc powiedziałam sobie, że jednak śpiew interesuje mnie bardziej, a poza tym wyniki tego, co robiłam jako wokalistka były lepsze.

K.L.: Szansa na sukces to prestiżowy program, w którym wiele gwiazd stawia swoje pierwsze kroki. Czy uważasz, że programy tego typu są potrzebne by młodzi ludzie mogli „się pokazać”?

Wiesz co… z pewnością tak. Chociaż jeśli chodzi o mnie, to znalazłam się zupełnie przypadkowo w tym programie, ponieważ byłam na konkursie w Sosnowcu i tam w pewnym konkursie zasiadał w jury Jacek Cygan, który zaprosił mnie do „Szansy na sukces”. Pomyślałam sobie: „Kurcze, oglądam to w telewizji z rodzicami, a teraz mam szansę tam wystąpić.” Pojechałam, wystąpiłam i udało mi się wygrać, ale nie robiłam tego, żeby się pokazać, czy coś podobnego. Po prostu zaprosiła mnie bardzo ważna persona do programu, który faktycznie jest prestiżowy, więc bardzo chętnie przyjechałam. Później byłam tam kilkukrotnie, jako gość, śpiewałam też piosenki Michaela Jacksona.

A.S.: Zaliczyłaś głośny debiut na rynku muzycznym już w wieku 13 lat. Oceniając przez pryzmat czasu, opowiedz co dała, ale także i odebrała Ci zdobyta z dnia na dzień sława?

Najpierw chciałabym podkreślić, że to nie było tak z dnia na dzień, tak może się wydawać, ale za tym wszystkim stoi sporo pracy, przygotowywania płyty, repertuaru, umowy, plany. Planowanie tego tak, aby można było wszystko zgrać z moją szkołą, umawianie się z rodzicami, kto będzie mnie woził na koncerty, jak często one będą mogły być i w ogóle, co będzie ze mną. Czy zrobią ze mnie lalkę, czy ja będę mogła pozostać sobą. To trwało bardzo długo. Można powiedzieć, że ten sukces, który pojawił się po pierwszej piosence w Czechach, czy w Polsce po piosence „Cicho” to faktycznie wyglądał jakby z dnia na dzień coś się stało, ale ja nie rozumiem jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi. Ciągle robię to, co mnie bawi, a czasami owocuje to w postaci pięknych nagród, czy w to, że mogę grać koncerty. Powiem szczerze, że nie uświadamiam sobie jeszcze tego, co się dzieje i to może nawet lepiej. Ma się wtedy dystans do tego wszystkiego. Nie polega to na gonieniu za nagrodami i wszystkim wokół. Podstawą dla mnie jest to, że mogę robić wszystko, co mnie bawi, że mogę mieć wokół siebie wspaniałych ludzi, i że mogę być na scenie, mieć fanów, to jest fantastyczne!

K.L.: Czy 13-letnia Ewa Farna w jakikolwiek sposób próbowała wykorzystywać swoje sukcesy?

Nie… ja jakoś tego nie wykorzystywałam, bo nie miałam jak, tak naprawdę. Jeśli chodzi o szkołę, to nie miałam jakiś większych ulg. Co prawda miałam indywidualny tok nauki, ale na przykład w czwartej klasie gimnazjum, to w Polsce jest klasa maturalna, tam nie można mieć już indywidualnego nauczania. Normalnie się starałam chodzić do szkoły i nie miałam żadnych ulg za nagrody. Nawet bym nie chciała, było tak, jak powinno być. A z drugiej strony, jeśli pytasz o przyjaciół, to nie, bo mam świetnych przyjaciół a ci którzy nimi nie byli, to szybko okazało się, dlaczego ze mną trzymali.

A.S.: Posiadasz wiele nagród polskiego przemysłu fonograficznego. Możesz pochwalić się Superjedynką, Telekamerą, Viva Comet, Eska Music Eward, czy czujesz respekt przed starszymi i bardziej doświadczonymi wokalistami polskiej sceny?

Na pewno tak. Jak najbardziej. Niedawno graliśmy koncert, a przed nami grał pan Krzysztof Krawczyk, dla mnie jest to artysta, którego znałam od małego, bo chociaż żyję za granicą to, to czego słuchali moi rodzice, tego słuchałam ja. A teraz nagle okazuję się, że gram po nim koncert. To jest oczywiście sprawa formalna, bo obojętnym jest kto po kim lub przed kim gra, ale jednak dla mnie to był szok. Jak najbardziej czuję respekt do tych artystów. Tak jak udało mi się grać przed zespołem Perfect czy Budka Suflera. Dla mnie są to legendy i mam przed nimi respekt, bo są to osoby, które bez wątpienia na szacunek zasługują.

K.L.: Wróćmy do Twoich nagród, nie boisz się, że zdobywając bardzo dużo w tak młodym wieku „wypalisz się”, a w kolejnych latach muzyka nie będzie przynosić Ci radości?

Jasne, że tak. Grałam w tenisa zawodowo i przestało mnie to bawić. Jeździłam na nartach i też mnie to tak nie pochłonęło. Jednak muzyka pochłonęła mnie całkowicie i chciałabym rozwijać się w tym kierunku, ale też mam alternatywę. Bo inną sprawą jest to, co chciałabym robić na razie, bo już wychodzę z wieku teenage i czuję się bardziej pewna w tej muzyce, więc myślę, że tędy droga. Jednak jak wcześniej wspomniałam, mam alternatywę, którą są studia. Zdałam maturę, ale chcę więcej, chcę iść na studia. Pierwszego października zaczynam naukę na Uniwersytecie Warszawskim. Będę studiować prawo. Chciałabym spróbować… tak naprawdę człowiek nigdy nie wie, co go spotka i stawianie wszystkiego na jedną kartę się nie opłaca. Trzeba mieć alternatywę w życiu.

A.S.: Dlaczego więc prawo? Jest to bardzo trudny kierunek dla zwykłych studentów, a co dopiero dla osoby tak zajętej jak ty.

Chciałabym spróbować, interesuje mnie to. Myślę, że robić coś, co mnie nie interesuje, tylko dlatego, żeby mieć szkołę, żeby być uznanym, mieć prestiż i żeby ludzie nie myśleli, że jestem totalnie głupia to zwykła powierzchowność. Chcę studiować, bo interesuje mnie to, a poza tym, prawo autorskie jest bardzo powiązane z muzyką. Jednak jeśli się nie uda, jeśli będę widziała, że ta szkoła nie jest dla mnie i z jej powodu musiałabym zrezygnować ze śpiewania, to myślę, że nie jestem na tyle głupia, żeby zrezygnować z czegoś, co budowałam sześć czy siedem lat. Nie tylko ja, ale jest to praca naprawdę wielu ludzi, teamu, fanów. Nic na siłę, ale chcę spróbować skoro udało mi się tam dostać, a co było nie lada wyczynem dla mojego mózgu (śmiech.)

K.L.: Chciałaś studiować w Krakowie, to miasto ma wyjątkowy klimat, w ogóle jest wyjątkowym miejscem, więc dlaczego jednak wygrały studia w Warszawie?

Ponieważ składałam dokumenty na dwie uczelnie do Pragi i do Warszawy. Kraków-chciałam, tylko, że jako student zagraniczny miałam możliwość zgłoszenia się do jednej szkoły w Polsce. W Warszawie jednak można więcej pracować z muzyką, chociaż Kraków to przepiękne miasto, które kocham i w dodatku jest stolica artystów, jednak wybrałam Warszawę, bo można łatwiej komunikować z atelierami, z muzycznym studio, mam tam swój team, a w dodatku moje przyjaciółki też tam będą.

A.S.: Jak widzisz swoją karierę za pięć, dziesięć lat, czy będzie podobnie jak teraz, jeszcze bardziej dynamiczna, czy planujesz zwolnić tempo pracy i skupić się na innych rzeczach nie związanych z  muzyką?

Pięć…dziesięć lat…wiesz co… bardziej dynamiczna? Nie, nie… dwadzieścia pięć, osiem lat…Może już powoli coś z rodziną chciałabym zacząć. A czy zwolnić tempo? Ja myślę, że tempo jest na razie bardzo szybkie, też z powodu mojej szkoły i tego, że prawie corocznie wydaję płytę. Trzeba mieć też czas na jakiś progres, na to żeby się rozwijać artystycznie, a akurat w moim wieku, człowiek pragnie czegoś nowego, ma jakieś alter ego, które pragnie spokoju albo też tego, że idzie szaleć na scenie. Nie wiem, kiedy przyjdzie moment, gdy będę chciała pójść w zupełnie drugą stronę. Jednego jestem pewna, że nie chcę udawać, że coś mnie bawi, gdy tak nie jest. Nie wiem, jakie będzie tempo, jak to będzie za dziesięć lat. Jak będę miała super partnera i chęć mieć dzieci, to wiesz… To dam pierwszeństwo budowaniu rodziny.

K.L.: Jakie są plany Ewy Farnej na najbliższą przyszłość oprócz studiów? Czy możemy spodziewać się jakiejś nowej płyty?

Oprócz studiów…? Gramy teraz koncerty, jak w Polsce tak w Czechach. Są to dość duże festiwale w każdą sobotę. Mamy też koncerty na Słowacji. No i oprócz szkoły to planujemy płytkę, ale to po nowym roku, najszybciej wiosną. Chciałabym przygotować się do tego bardziej autorsko, więc będziemy tworzyć utworki i starać się stworzyć płytę, która rozwali system. (śmiech)

Rozmawiały: Klaudia Lekowska i Angelika Szober

SZKOLNA SPRAWIEDLIWOŚĆ – MOŻLIWA CZY NIE?

Szkoła to miejsce, gdzie spędzamy większość naszego czasu. To nie tylko miejsce, gdzie zdobywamy wiedzę i oceny (mniej lub bardziej uczciwie), ale także spotykamy przyjaciół, zakochujemy się, śmiejemy czy, po prostu żyjemy. Czego wymagamy od szkoły oprócz tego, że daje nam nowe znajomości, ludzi, dzięki którym uśmiechamy się? Myślę, że przede wszystkim sprawiedliwości. Czy jest to możliwe? I czy to działa w obie strony?

Godzina ósma. Jesteś zdenerwowany sprawdzianem z matematyki, który ma odbyć się na trzeciej lekcji. Wewnątrz czujesz, że nie powinieneś się denerwować, bo przecież kto przesiedział kilka dni nad materiałem? No właśnie ty. Pisałeś, liczyłeś, sprawdzałeś, nawet wzory umiesz. Więc o co chodzi. Wszystko będzie dobrze. Godzina prawdy nadchodzi. Siedzisz z bolącym brzuchem w ławce i dostajesz sprawdzian – idealnie. Wszystkie zadania już widziałeś, wiesz, jak wyliczyć. Uśmiechnięty zabierasz się do pracy, ale z boku słyszysz – „Pst, pomożesz mi? Od tej oceny zależy moja przyszłość w tej szkole”. Spoglądasz na kolegę, a potem na nauczyciela. Skoro umiesz, to dlaczego masz nie pomóc? Piszesz więc dwa sprawdziany – dajesz ściągać koledze, a z klasy wychodzisz zadowolony, że nie tylko odniosłeś swój osobisty sukces, ale także uratowałeś znajomego od „kibla” z matmy.

Źródło: http://szkola.wp.pl/kat,108802,opage,2,title,Zrezygnowac-ze-szkolnych-ocen,wid,13275613,wiadomosc.html?ticaid=1e395
Źródło: http://szkola.wp.pl/kat,108802,opage,2,title,Zrezygnowac-ze-szkolnych-ocen,wid,13275613,wiadomosc.html?ticaid=1e395

Przychodzi dzień oddawania sprawdzianu. Jesteś spokojny, prawie pewny dobrej oceny, pocieszająco patrzysz też na kolegę, który boi się wyniku. Nauczyciel zaczyna wymieniać oceny. Kiedy wśród prac nie ma twojej – jesteś pewny, że zostanie wyróżniona. „Mamy jednego ściągacza”. Nic nie rozumiesz. Nauczyciel podaje ci twoją pracę z wielkim napisem – PRACA NIESAMODZIELNA. Spoglądasz na kolegę, któremu pomogłeś. Cieszy się z piątki. Dajesz mu znaki, żeby powiedział, jak było naprawdę. Udaje, że cię nie widzi, a w twoim dzienniczku ląduje ocena niedostateczna.

Czy w szkole jest możliwe sprawiedliwe ocenianie? To pytanie dręczyło i będzie dręczyć każdego, zwłaszcza, że młodym ludziom powtarza się nieustannie, iż na tym świecie nie ma sprawiedliwości. Nauczyciele mają więc trudne zadanie, aby sprawiedliwie ocenić swoich podopiecznych. Czy udaje im się to? Wielokrotnie, każdy z nas spotkał się z przejawami niesprawiedliwości. Na jednym sprawdzianie jedyne pół punktu brakowało ci do wyższej oceny, ale nauczyciel nie podarował – postawił ocenę, jaka mieściła się w kryteriach. Ale na kolejnym sprawdzianie to twojej koleżance brakowało takiej samej ilości punktu. Jej się udało – nauczyciel postawił ocenę wyżej dodając jedynie mały minusik. Czy to sprawiedliwe? Pewnie nie. Skoro kurczowo trzymamy się kryteriów – niech dotyczy to każdego ucznia, bo czy ty różnisz się czymś od twojej koleżanki? W szkole, w procesie oceniania, nie powinien być istotny twój status społeczny, pochodzenie, zawód rodziców, ale wiedza i to, co nią reprezentujesz. Czy jednak tak rzeczywiście jest? Pewnie nie do końca. W czasach, w których żyjemy nawet nauczyciele stają się coraz mniej obiektywni, chociaż oczywiście, nie wszyscy, ale są to wyjątki, które niestety potwierdzają regułę.

Uczniowie bardzo często narzekają, że nauczyciele wybierają sobie swoich ulubieńców, że tylko z nimi rozmawiają, że łaskawszym okiem patrzą na nich podczas odpowiedzi, kartkówek czy sprawdzianów. Ale tak już z nami, uczniami, jest – widzimy każde potknięcie naszej pani profesor lub szanownego pana profesora. Każda niesprawiedliwa ocena, każde przychylne spojrzenie w kierunku faworyta klasowego, każdy uśmiech i próba podpowiedzi dla kogoś, kogo lubi. Ale czy my jesteśmy wobec innych sprawiedliwi? Wyobraźmy sobie sytuację: dostajemy sprawdzian. Liczymy punkty ( kto z nas tego nie robi – w poszukiwaniu zbawiennego punkcika, który podwyższy nam ocenę). Okazuję się, że nauczyciel się pomylił, ale zrobił to na naszą korzyść. Nie wiemy, czy było to zamierzone, dlatego sprawiedliwym byłoby iść i zgłosić pomyłkę, ale wtedy jest ryzyko, a raczej pewność, że zmieni się ocena – na gorsze. Co robi większość z nas? Zapomina i nie zgłasza. Czy to jest sprawiedliwe? Tego nie widzimy, swoich błędów staramy się nie dostrzegać, ale gdyby nauczyciel zaniżył nam ilość punktów – stalibyśmy pierwsi w kolejce do biurka ze złością w oczach.

Sprawiedliwość w szkole jest ciężka do osiągnięcia. Ale nie jest niemożliwa. Jest tylko jedna zasada: uczciwość i równość. To już połowa drogi do sukcesu. Ze swojej strony życzę wszystkim uczniom, żeby sami byli sprawiedliwi, a na swojej drodze spotkali takich nauczycieli, którzy będą sprawiedliwi wobec wszystkich swoich uczniów. Tym, którzy takich mają – zazdroszczę .

Katarzyna PÓŁTORACZYK

AGRESJA W SZKOLNYCH KORYTARZACH

Wielu z nas spotyka się z tymi zjawiskami bardzo często. Naśmiewanie się, wypominanie niedoskonałości, często niezależnych od osoby posiadającej te wady, to coś, co w szkole jest wśród wielu uczniów uznawane za normalne.

Każdy był, przynajmniej raz, świadkiem sytuacji, gdzie wydawałoby się tylko żartobliwe komentarze zamieniały się w obmawianie, krytykowanie wprost i w końcu regularne uprzykrzanie komuś życia. Z jakich powodów? Przyczyny mogły być rozmaite, aparat ortodontyczny, rude włosy i piegowata twarz, niski wzrost, wady wymowy, brak gadżetów, które były podstawą, by być zaliczanym do tych „fajnych”, niższy status społeczny, jednym słowem wszystko, co było odstępstwem od norm, które większość uznawała za obowiązujące i obowiązkowe.

Agresja/ Fot. Paulina Zych
Agresja/ Fot. Paulina Zych

W takim razie, co się dzieje, gdy nie masz tego, co ma większość? Co, gdy nie dość, że rude, piegowate to jeszcze z aparatem na zębach i nie daj Boże, żeby uczyło się lepiej niż  ja? Co, gdy  nie dość, że kurdupel, to jeszcze sepleni? Co, gdy rodziców zwyczajnie nie stać na najnowszy model telefonu komórkowego, nową mp3, albo wypasiony komputer? Krótko mówiąc masz problem i nie możesz być fajny. Trzeba cię poniżać, wyśmiewać na każdym kroku, podkładać nogę, wypominać ci twoje wady, bo przecież ktoś taki nie może mieć zalet.

Według art. 943 § 2 Kodeksu Pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Idealnie zamiast słowa pracownik można wykorzystać słowo „uczeń” i mamy gotowe pojęcie mobbingu w szkole. Pojęcie to jest określane głownie jako stwarzanie atmosfery zagrożenia wokół ofiary, aby wyłączyć ją z grupy koleżeńskiej. Mobbing możemy rozpatrywać jako klasyczny przejaw dyskryminacji, ponieważ sama definicja mówi – „(łac. discrimino – rozróżniam) traktowanie pewnych grup ludzi lub pojedynczych osób jako mających mniejsze prawa od innych. W szkolnictwie dyskryminacja może mieć tło klasowe, religijne, rasowe, ekonomiczne. Aby nie być gołosłownym, można powyższe zdanie poprzeć przykładem. Niska dziewczyna uczęszczająca do gimnazjum w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają. Ma pięcioro rodzeństwa, mieszka w domu, przerobionym po budynku, który należał kiedyś do PKP, rodzice mają kłopoty finansowe i korzystają z zasiłku, mimo, że oboje pracują to nie zarabiają wystarczająco i sytuacja materialna tej rodziny nie jest najlepsza. Dziewczyna chodzi w ubraniach z lumpeksu, chociaż zawsze zadbana, schludnie wyglądająca, to nie ma najnowszej komórki, firmowego plecaka ani dużego kieszonkowego, jak reszta klasy. Nie może zabrać w żadnej dyskusji głosu, bo wciąż jest uciszana przez tych „lepszych”, nie ma prawa śmiać się z dowcipów, a co dopiero jakiś opowiedzieć. Nie może nic, jedyne, co jej wolno to pokornie znosić wszelkie złośliwe komentarze, pokpiwania, chowanie jej przyborów szkolnych, podcinanie włosów i tym podobne. Dziewczyna staje się coraz bardziej zamknięta w sobie, wygląda na zastraszoną, nie uczy się tak jak wcześniej, zaczyna wagarować… Można snuć setki taki przykładów i gdybać, jak ta i podobne historie mogą się kończyć. Skutki mobbingu mogą okazać się nieodwracalne, bo samobójstwo to najgorszy skutek tego zjawiska, nie licząc już depresji, nerwic, natręctw i słabej koncentracji. Skutkami mobbingu są także: problemy z snem, niechęć jedzenia, częste bóle głowy, które są sygnałem dla rodzica, opiekuna i nauczyciela, że coś złego się dzieje.

Skoro efekty zastraszania, szykan, cynicznego wyśmiewania są tak widoczne, dlaczego szkoła i dom dowiadują się o tym często gdy jest już za późno? Wielu nauczycieli, rodziców, a przede wszystkim dzieci, wyżej wymienione zachowania uważa za normalne zjawiska w szkole. Przecież wiadomo, że dzieci nie robią tego na poważnie, że to tylko niewinne żarty, nic nikomu od tego nie będzie. Tu właśnie pojawia się błąd, który prowadzi do wielu tragedii. Jedno dziecko faktycznie potraktuje to jako żart, i że w końcu znudzi im się gadanie na jego temat, a inne potraktuje to jak chęć stłamszenia go i podda się temu bez walki. W pierwszym przypadku występuje ryzyko, iż słabsze ogniwo, w końcu zbuntuje się i powie: „dość!”. Rodzice dziewczyny znajdą lepszą pracę, ich sytuacja poprawi się na tyle, że będzie ona mogła mieć lepszy telefon, ciuchy i poczuje się lepsza od reszty, gdzie w końcu przejmie rolę kolegów, którzy traktowali ją w okropny sposób i w odwecie za całą krzywdę, sama będzie wykorzystywać mobbing jako element samoobrony, przecież skoro wszyscy się śmieją, to ja też mogę, wcześniej śmiali się ze mnie, teraz ja śmieję się z nich-nie ma w tym nic złego.

Mało osób dostrzega ten problem, jest on głownie rozpatrywany w kwestii wykonywanej pracy u osób dorosłych, nawet wpisując hasło „mobbing” w przeglądarkę internetową pojawia się mobbing w pracy, zaś zapomina się, że owe – mało pozytywne zjawisko, ma swój początek już w najmłodszych grupach wiekowych. Nauczyciele i rodzice, jak już wcześniej było wspomniane nie uważają to za zbyt duży problem, ale jest zupełnie inaczej i warto zastanowić się, jak temu zapobiegać. Wbrew pozorom jest mnóstwo organizacji, które prowadzą szkolenia, programy antymobbingowe, warto szerzej zapoznać się z problemem i szukać jego rozwiązania. Złośliwy powie, że to w szkołach było, jest i będzie. Ale czy ta osoba powie to samo kobiecie, której córka popełniła samobójstwo, bo koledzy pod nieobecność nauczyciela symulowali na niej gwałt na oczach całej klasy filmując to? Wątpię. W tym miejscu pojawia się pytanie, dlaczego nikt nie zareagował, nikt tego nie zgłosił. Czy takie żarty są normalnym zjawiskiem?

Podobnie jak z mobbingiem jest z agresją w szkole. Z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć, że oba te zjawiska mają się do siebie jak zdemoralizowany brat ze siostrą, która ubytki w inteligencji próbuje rekompensować sobie poczuciem wyższości nad kimś przez fizyczne poniżanie go, czyli przez kopanie, szturchanie, wcześniej wspominane podkładanie nóg i na wiele innych sposobów, gdy brakuje już pomysłów na słowne dochodzenie swoich racji albo, gdy ktoś ma odrobinę oleju w głowie- psychiczne znęcanie. Agresja to według słownika  określenie zachowania ukierunkowanego na zewnątrz lub do wewnątrz, mającego na celu spowodowanie szkody fizycznej lub psychicznej. Wyróżnia się kilka typów tego zjawiska: agresja wroga – agresja, która ma na celu zranienie lub zadanie bólu, agresja instrumentalna – agresja służąca innemu celowi niż zranienie lub zadanie bólu, na przykład: zastraszenie, usunięcie konkurencji, agresja prospołeczna – chroniąca interesy społeczne, obrona; agresja indukowana – powstająca w efekcie psychomanipulacji; agresja odroczona i autoagresja – agresja skierowana na własną osobę. W szkole najczęściej występującym typem jest agresja wroga i instrumentalna oraz psychomanipulacji. Wszystkie te rodzaje składają się w jedną całość. Warto zacząć od agresji psychicznej, bo to od niej właśnie zaczyna się cały schemat. Młodzież szkolna ma dostęp do różnego rodzaju źródeł zjawiska jakim jest agresja. Internet, telewizja, prasa, to właśnie z czwartej władzy młodzi ludzie czerpią wzorce, którymi chcą się kierować. Oglądając bajki, dziecko uczy się jak rozwiązywać swoje kłopoty: poniżaniem, wyzywaniem, a jeśli tak się nie da- kopnąć, dać z zęby i po sprawie, na tej samej zasadzie edukuje internet. Co prawda, wszystko zależy na jakie strony młody człowiek wchodzi, ale wątpię, by były to same dydaktyczne adresy, które zwalczają jakiekolwiek symptomy wrogości do drugiego człowieka i samego siebie.

Agresja w szkole, to bardzo poważny problem. Wszyscy zauważają, że w ostatnich latach coraz bardziej się  nasila i występuje głównie w wieku gimnazjalnym. No ale znów, przecież pobicia, straszenie w szkole zawsze były, są i nie da się tego tak od razu zniwelować. Wcześniej charakteryzowany mobbing, można postrzegać jako formę agresji psychicznej i chyba tak rzeczywiście jest. Zastraszanie, wyśmiewanie… a gdy to nie przynosi oczekiwanych efektów, trzeba sięgnąć po bardziej przekonywujące argumenty: pięści. Nie raz będąc w szkole było się świadkiem, gdy jakiś wielki goryl przyciskał do ściany kujonka i próbował wyciągnąć od niego jakieś drobniaki albo zeszyt, żeby móc przepisać zadanie. Przyczyny sytuacji takich jak wyżej wymieniona jest wiele. Zazwyczaj takimi dokonaniami szczycą się ci, którzy mają wystarczająco i chcą tylko poniżyć kogoś dla frajdy, bo jest maminsynkiem albo osoby ze środowisk patologicznych, dla których takie zachowanie jest czym oczywistym, prawo dżungli przede wszystkim, większy i silniejszy zawsze ma rację. I myślimy, czy tego nikt nie widzi? Co robią nauczyciele na dyżurach, przecież po coś są w tych szkołach. Z doświadczenia można powiedzieć, że większość nauczycieli nie chce widzieć takiego problemu i wyznaje zasadę, że dzieci za chwilę się pogodzą, a wychowawca zostanie tym najgorszym. Jeśli już dyżurujący łaskawie zauważy coś niepokojącego, co dzieje się niemal codziennie, to dla przykładu wpisze naganę i sprawa się kończy, i rzeczywiście. Jedna sprawa się kończy dwie kolejne właśnie mają swój początek i problem zamiast maleć, staje się jeszcze poważniejszy. To agresja między uczniami, a wystarczy wejść na lekcję do niektórych nauczycieli i pojawia się kolejny szkolny problem, gdzie podłożem jest omawiane zjawisko i to nauczyciele są ofiarami. Znamy przecież multum przykładów tych nagłośnionych przez media, pomijając te, które zostały przemilczane. Kto nie słyszał o nauczycielu z koszem na głowie? Każdy był w szkole i wie jak było za jego czasów i gdy teraz słyszy, co dzieje się na szkolnych korytarzach, salach lekcyjnych i w szatniach, nie dowierza, bo przecież za niego już nie było kolorowo. Nikt nie przypuszczałby, że w wiejskiej szkole jest możliwe aby uczeń biegał z nożem po szkole i groził wychowawcom. Przyczynami tego typu zachowań uczniów względem nauczycieli mogą być: alkoholizm w rodzinie, trudności materialne, wcześniej wspomniane media i prasa, gry komputerowe, narkotyki, poczucie niesprawiedliwości, pokrzywdzenia przez nauczyciela, patologia, bicie dzieci przez rodziców i można tak wymieniać w nieskończoność.

Tylko czy zawsze winę ponoszą uczniowie? Czy nie jest też tak, że to nauczyciel występuje w roli oprawcy?  Przepracowanie, stres zawodowy, trudna praca z dziećmi i młodzieżą, kłopoty materialne są powodami, przez które uczniowie spotykają się z agresją ze strony swoich wychowawców. Może niekoniecznie jest to bicie, kopanie, ale często zdarza się, że nauczyciel wyprowadzony z równowagi krytykuje na każdym kroku swojego podopiecznego, co prowadzi do pogarszania się relacji uczeń-nauczyciel. Oczywiście nauczyciel też człowiek. I agresją nie jest jednorazowe zdenerwowanie się, ale gdy wyśmiewanie ucznia z powodu jego przynależności religijnej, koloru skóry, wad, które nie są od niego zależne jest notoryczne i zauważają to rówieśnicy atakowanego, jest to co najmniej nie wychowawcze.

Reasumując: agresja rodzi agresję. O tym musi pamiętać każdy, uczeń, nauczyciel, ten który krzywdzi, bo kiedyś on może znaleźć się na tym miejscu i ten, który jest krzywdzony, by chcą zadośćuczynienia nie stać się takim samym jak oprawca.

Angelika SZOBER

SCHOOL FREE TIME

Nareszcie koniec półrocza. Jeszcze tylko jeden semestr i kolejny rok szkolny za nami.

Fot. http://antyki.skarbykultury.pl/lawy/szkolna-lawka/2010/09/
Fot. http://antyki.skarbykultury.pl/lawy/szkolna-lawka/2010/09/

Jednak do 29 czerwca jeszcze trochę czasu. Jeden tylko fakt pozwala lepiej funkcjonować w szkolnych ławkach, a mianowicie dużo wolnego, w rozpoczynającym się nowym semestrze. Na początku jak co roku wymarzone ferie. Dwa tygodnie leniuchowania bez nauki. Od 16 do 29 stycznia województwa Dolnośląskie, Mazowieckie, Opolskie, Zachodniopomorskie. Następnie od 23 stycznia do 5 lutego województwa Podlaskie, Warmińsko-Mazurskie. Od 30 stycznia do 12 lutego Lubelskie, Łódzkie, Podkarpackie, Pomorskie, Śląskie. Na końcu ferie zaczynają województwa: Kujawsko-Pomorskie, Lubuskie, Małopolskie, Świętokrzyskie, Wielkopolskie. W marcu czekają nas rekolekcje szkolne, w niektórych miejscowościach wiąże się to z wolnym czasem od zajęć. Następnie od 5 do 10 kwietnia czeka nas wiosenna przerwa świąteczna, Święta Wielkanocne. Nie wspominając już o długim weekendzie majowym, który będzie trwać cały tydzień zaczynając od 30 kwietnia, kończąc na 6 maja. Jednak to nie koniec wolnego w maju bo już w kolejnym tygodniu rozpoczynają się matury, tak wiec znów czeka nas błogi odpoczynek. Dzień dziecka 1 czerwca, a także kolejny długi weekend rozpoczynający się w czwartek 7 czerwca, Boże Ciało i trwający do 10 czerwca. Tyle wolnego, przysparza uczniów o pozytywny zawrót głowy. Z oczekiwaniem na 29 czerwca, upajajmy się tymi wolnymi dniami.

Jolanta MICHALSKA

ZABAWA W DOROSŁOŚĆ

-Daj łyka.

-Daj bucha.

-No, ze mną się nie napijesz?”

Takie słowa z ust nastolatka nawet już nie dziwią, więcej, sytuacje, gdzie młodzież używa takich sformułowań mają miejsce w coraz młodszych grupach wiekowych.

Wciąż chodzą pogłoski o zatruciach alkoholowych, o uzależnieniach i nasuwa się pytanie, co zawodzi? Rodzice, szkoła, instytucje? A może system nadaje się do reformy?

Gazetki szkolne zapchane są plakatami, informacjami na temat szkodliwości alkoholu, papierosów, czy narkotyków. Sieć zawiera mnóstwo stron internetowych, które mają sprawiać, że nastolatek nie będzie sięgał po wyżej wymienione używki, a jednak, efekt jest co najmniej opłakany. Młodzi ludzie zamiast czuć wstręt do środków odurzających, coraz częściej po nie sięgają. Specjaliści szukają przyczyny tego zjawiska, rodzice załamują ręce, a szkoły zgłaszają kolejne wykroczenia uczniów w tych sprawach, komu? Rodzicom. Może zamiast prezentowania przerażających statystyk, rozprawiania nad zepsuciem młodego społeczeństwa i załamywania rąk, warto pomyśleć, co się dzieje, że młodzież tak często sięga po narkotyki czy alkohol i już nie potrafi odejść od zakrapianych imprez, czy odreagowywania stresu przez zapalenie papierosa albo „wciągnięcie kreski”. Jak widać ani plakaty, ani strony internetowe, ani nawet programy antyalkoholowe czy antynarkotykowe nie przynoszą zadowalających efektów, bo wskaźnik osób przyjmujących środki odurzające zamiast maleć, wzrasta.

Fot. Archiwum.
Fot. Archiwum.

Gimnazjum, to bardzo specyficzny etap w życiu każdego nastolatka, wielu wie z własnego doświadczenia, że wówczas chce się pokazać jak to się jest ważnym, próbuje się dorosłego życia. Elementem owej dorosłości ma być alkohol i papierosy przede wszystkim. Pierwsze imprezy, pierwsze domówki, które nie kończą się na grze w karty, ale na libacji. Kac, wymioty powodowane zbyt dużą ilością alkoholu uważane są za +100 punktów do zaje*****ści, no i kto wypił więcej? Siara, żeby dwoma piwami się nawalić, ale zwykle tak bywa, że nawet dwóch browarów nie trzeba, aby piętnastolatek był pijany.

„No jak to? Będziesz babą i nie wypijesz? No dalej weź bucha, nic ci nie będzie, zobaczysz… No dalej, co się cykasz?” Tak zazwyczaj zaczyna się przygoda z używkami. Przecież nie będę się bał jak dziecko, jestem prawie dorosły.

Gdy już w wieku piętnastu lat zaczyna się imprezować z używkami, to jakie jest zdziwienie, gdy osiemnastoletnia dziewczyna mówi, że nie pije wódki ani piwa, że na imprezie nie musi wypić, a bawi się równie dobrze, co więcej pamięta dobrą zabawę. Szpan, zdjęcia z kieliszkami i pustymi butelkami to coś, co według większości jest symbolem dorosłego życia.

Nieco inaczej jest może z papierosami, okropny smród gorzej ukryć przed domownikami i w szkole. Jednak ze zdobyciem ich jest łatwiej, podebrać jednego tacie, kolejnego dziadkowi to nie problem, przecież nikt od razu się nie doliczy, tak jest w podstawówce, no chyba, że ma się starszych i życzliwych kolegów. Natomiast w liceum jest mniejszy problem ze zdobyciem alkoholu i papierosów. Większość ma już „wygląd” na osiemnaście lat, dlatego może się udać i akurat sprzedawca „zapomni się” i nie będzie chciał sprawdzić wiarygodności konsumenta, a jeśli nie, to rok starszy kolega i „problem” rozwiązany . Dlatego pomijając alkohol, który jest niemal wszechobecny papierosy zajmują jedno z czołowych miejsc na liście środków odurzających, jakie przyjmują nie tylko licealiści, ale nawet młodsi. W szkole średniej oczywiste jest to, że część klasy podczas dużej przerwy urywa się do „palarni”. Za przyłapanie na paleniu papierosów grożą co najwyżej punkty karne, no ewentualnie jakaś drobna robótka na rzecz środowiska szkolnego.

Wszyscy zastanawiają się, skąd u dziecka pomysł na zapalenie papierosa, wypicie piwa, czy wódki, i niczego odkrywczego tutaj nie będzie, każdy wie, że zawsze był ciekawy, dlaczego tata pali gdy jest zdenerwowany, dlaczego gdy mama wypije drinka ma lepszy humor, poza tym, jak inaczej zaimponować kolegom? Każdy wie, czemu dzieci sięgają po używki, każdy wie, że ten problem pogłębia się, ale nikt nie chce zwrócić uwagi na to, że jeśli się czegoś nie widzi, to się o tym nie wie. Rodzice zwracają się do specjalistycznych poradni o pomoc, a sami nieustannie palą papierosy jeden po drugim albo drinkują. Nie dziwmy się, że młode społeczeństwo dorosłość widzi właśnie tak, jak widzi.

Nie pomagają plakaty, hasła, billboardy ani inne twory, bo jeśli dziecko nie słucha matki i ojca, to czy będzie słuchało psychologa, który naukowo wyjaśnia mu szkodliwość spożywania alkoholu i palenia papierosów w młodym wieku? Chyba nie…

Angelika SZOBER

URODA PRZEPISEM NA SUKCES?

Wielu sądzi, że uroda to przepis na sukces. Ułatwia kontakty z ludźmi, pozwala zdobyć lepszą pracę i gwarantuje udane życie towarzyskie. Czy to prawda?

Obecnie dużą wagę przywiązuje się do wyglądu zewnętrznego. Zadbanie, młodość, świeżość, modne ubranie czy wyrafinowane uczesanie wydają się swoistym wyznacznikiem sukcesu.

Czy w staraniach o stanowisko pracy nasz wygląd ma znaczenie? Chciałoby się myśleć, że nie, że podstawową kwestią są nasze umiejętności, ambicje i doświadczenie. Mimo wszystko jest ważne pierwsze wrażenie i to nasz wygląd jest brany pod uwagę jako pierwszy.

Niektórzy zdecydowanie twierdzą, że młoda, piękna kobieta na wysokich obcasach w eleganckim stroju ma o wiele większe szanse na zdobycie upragnionego stanowiska pracy.

Fot. Archiwum.
Fot. Archiwum.

Na zasadzie kontrastu przytoczę przykład wschodzącej wokalistki: zdolna, zgrabna, młoda. Mimo, że utalentowana, śmiem twierdzić, że znajdzie się wielu wątpiących w jej talent. Przykre, ale prawdziwe jest to, że ludzie są często zawistni, więc czy wschodząca gwiazda nie będzie osądzana o haniebne sposoby dojścia do szczytu kariery? Niewątpliwie pojawią się opinie, że wystarczy iż piosenkarka spełnia wymogi dzisiejszego showbiznesu – jest ładna – natomiast traci na znaczeniu muzyka jaką tworzy, czy teksty, które pisze. Czasem zdarzają się podejrzenia o tak popularne w dzisiejszych czasach „znajomości” czy nawet „karierę przez łóżko”. W takich sytuacjach młoda dziewczyna ma postawioną przed sobą wysoką poprzeczkę, by udowodnić niedowiarkom siłę swojego talentu i wysiłek, który wkłada w ciężką pracę, dzięki której dąży do osiągnięcia upragnionych celów.

Nasz wygląd jednak nabiera znaczenia o wiele wcześniej niż w dorosłym życiu. Szkoła czasami staje się istnym pokazem mody, a młode dziewczęta prześcigają się w znajomości obowiązujących aktualnie trendów. W tym wieku przede wszystkim ludzie łączą się w grupy, a wygląd pomaga się im rozpoznać z daleka. Łatwo zauważyć, że zazwyczaj ludzie wyznający podobne idee czy też członkowie subkultur trzymają się razem.

Nasz styl ubierania się wyraża również niejednokrotnie poglądy, czy nawet może świadczyć o pewnych cechach charakteru. Osoba nie wpasowująca się w przyjęte ramy, staje się obiektem zainteresowania. Każdy chce się wyróżniać, być wyjątkowym, a jednocześnie przynależeć, do któryś z owych grup, a wygląd i uczesanie w szkole to najprostszy na to sposób. Należy jednak pamiętać, że strój i makijaż, przede wszystkim powinien być odpowiedni do sytuacji.

Przez ostatnie lata zaobserwować można wzrost zainteresowania wszelkimi formami upiększania. Media proponują nad szeroką ofertę kosmetyków, pasty do zębów reklamowane są pięknym uśmiechem, natomiast kremy przeciwzmarszczkowe promują młode dziewczęta (czy to nie paradoks?). Kobiety ubóstwiają wizyty u kosmetyczek, a te bardziej odważne posuwają się nawet do operacji plastycznych, mimo ewidentnego braku ich konieczności. Telewizja zasypuje nas nowymi ofertami produktów, które wyszczuplą sylwetkę czy odmłodzą twarz; warto się zastanowić na ile to faktyczne efekty, a na ile dźwignia handlu i chęć czystego zysku.

Nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy uroda pomaga nam w życiu. Bywają momenty, kiedy piękny uśmiech możne zdziałać cuda, aczkolwiek zdarzają się też i te, gdy staje się on powodem wątpliwości w inteligencję czy umiejętności.

Sonia TOMKOWIAK