Archiwa tagu: singiel

SINGIEL „HADRONY” – CZYLI LETNIA NIESPODZIANKA OD ZESPOŁU MARNE SZANSE

 

 

Fot. Plakat prasowy.
Fot. Plakat prasowy.

Tego lata MARNE SZANSE podkręcają i tak wysoką temperaturę. Zwycięzcy przeglądu „Czas Na Ciebie” w sierpniu wchodzą do studia, by nagrać swoją pierwszą długogrającą płytę. Spośród kilkunastu wokalistów i składów Jury złożone z zawodowych muzyków i nauczycieli ze szkoły muzycznej „Czas Na Muzykę” przyznało Grand Prix właśnie zespołowi MARNE SZANSE. Z okazji takiego sukcesu Marne Chłopaki postanowili sprawić fanom niespodziankę i wypuścili nieoczekiwanego energetycznego singla „Hadrony”. Znajdujące się na nim dwie taneczne piosenki z pewnością pomogą rozkręcić niejedną imprezę. Jest to prawdziwie wyjątkowe zdarzenie. MARNE SZANSE na kilka chwil odstawili mocne gitary na bok i skupili się na elektronicznym brzmieniu.

Nowy utwór „Hadrony” napędza soczysty syntezatorowy motyw. Melodyjny refren i humorystyczne wstawki z kultowych polskich internetowych filmików dodają lekkości i kontrastują z filozoficznym tekstem. To idealna muzyka na tło do dobrej zabawy.

„Wyzwolenie”, jeden z najstarszych kawałków zespołu, przeszedł gruntowny lifting. Gitary ustąpiły miejsca klawiszom zainspirowanym muzyką house i techno. Przearanżowany utwór nabrał tempa i tanecznego brzmienia. Po raz pierwszy w historii zespół użył także syntetycznych sampli perkusyjnych.
„Hadrony”, najnowszy singiel zespołu MARNE SZANSE, to porcja pozytywnej energii dla wszystkich miłośników dobrej muzyki. Cytując utwór tytułowy – „Dodajmy życiu chociaż trochę koloru”!

Singla „Hadrony” możecie posłuchać na kilka sposobów:

– za pomocą serwisów streamingowych Spotify i Deezer

– na naszym profilu w SoundCloud: https://soundcloud.com/marneszanse/sets/hadrony

– na YouTube: https://www.youtube.com/playlist?list=PLPJpME3lkuvu0ZRH30d41JK46X59h_zuk

– zapraszamy także do zakupów w serwisie iTunes: https://itunes.apple.com/pl/album/hadrony-single/id901785614

 

MOC MUZYKI – ONE DIRECTION

Muzyka jest jednym z najważniejszych elementów w życiu każdego człowieka. Pokusić się można o stwierdzenie, że to, czego słuchamy, muzyka, jaką lubimy, jaka nas wzrusza i daje nam siłę na kolejny dzień, odzwierciedla nasze cechy. Dlatego każdy człowiek powinien mieć szansę na to, aby słuchać tego, co osobiście trafia do niego. Nieważne czy jest to Justin Bieber, którego sporo osób bez podania konkretnego powodu nienawidzi, czy na przykład One direction, którzy choć mają wielu fanów, muszą mierzyć się także z kąśliwymi i bezpodstawnymi uwagami.

Zespół One Direction/ Fot. http://www.bravo.pl/foty/one-direction/idm,388554/ids,296097/idu,405172/t/
Zespół One Direction/ Fot. http://www.bravo.pl/foty/one-direction/idm,388554/ids,296097/idu,405172/t/

Historia tego zespołu rozpoczęła się dość wyjątkowo. W 2010 roku do brytyjskiej wersji popularnego programu muzycznego X-factor, a dokładniej siódmej jego edycji, przyszło pięciu chłopaków. Harry Styles, Louis Tomlinson, Niall Horan, Liam Payne i Zayn Malik. Nie znali się, jedne, co ich wtedy łączyło to wielki talent i marzenia o solowej karierze, w której rozpoczęciu miał pomóc właśnie ten program. Każdy z nich był bardzo zestresowany, kiedy stał na scenie, ale czuli, że robią to, co kochają, są tam, gdzie zawsze chcieli być. Sędziowie dali im szansę, przeszli przesłuchania i trafili do kolejnego etapu. Niestety, kiedy przyszło do kolejnych wyborów i eliminacji w programie, chłopacy nie mieli już tyle szczęścia. Żadnemu z nich się nie udało, ich marzenia powoli legły w gruzach. Łzy same cisnęły się do oczu, ale trzeba było spakować walizki i wracać do domu. Ale kto powiedział, że nasze życie nie może się zmienić w ciągu jednej sekundy? Kiedy wychodzili z budynku, żegnając się ze sławą, marzeniami, ktoś poprosił, żeby wrócili do środka. Jurorzy odkryli w nich talent, poznali się na ich głosach, mówiąc, że „są zbyt wyjątkowi, aby pozwolić im odejść”. Stworzyli więc zespół, który przyjął nazwę ONE DIRECTION.

Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Chłopcy trafili do domu jurora Simona Cowella, gdzie ciężko pracowali nad tym, aby dostać się do odcinków na żywo. Nie mogło być inaczej – Simon dał im szansę i Liam, Zayn, Louis, Harry oraz Niall mogli stanąć na wielkiej scenie.

Nie tylko jurorzy się w nich zakochali. Już od pierwszych odcinków zdobyli serca publiczności. Zespół stworzony z pięciu chłopaków, którzy nigdy przedtem nie widzieli się na oczy, a w tak krótkim okresie stali się dla siebie jak bracia – doszedł do finału. I mimo że zajęli tylko ( choć może powinnam napisać „aż”) trzecie miejsce – ich przygoda z muzyką nie skończyła się. Simon, ich opiekun, powiedział otwarcie przed wszystkim: „To jeszcze nie jest ich koniec”. Jego słowa okazały się prorocze. One direction podpisało kontrakt z firmą fonograficzną na 2 miliony i rozpoczęli pracę nad swoim pierwszym albumem. Gwiazdy? Można tak powiedzieć, chociaż nie stracili nic z tych pełnych życia, szczerych, uśmiechniętych i normalnych chłopców. Byli szczęśliwi, że mogą robić to, co kochają i tylu ludzi na świecie to uwielbia.

Ich pierwszy singiel „What makes you beautiful” został wydany w sierpniu 2011 roku i szybko stał się numer jeden w wielu krajach, liczba wyświetleń teledysku rosła, liczba fanów także. Niewielu nastolatków nie znało tej piosenki. Ale pojawiły się także słowa krytyki. Jest to element konieczny w tym zawodzie, każdy muzyk, celebryta czy artysta godzi się z tym, że zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie podobało się to, co robi. I tak też było w tym przypadku. Pomimo ogromu Directioners (fanów), chłopcy mieli także wrogów. Ludzie, do których ich muzyka nie trafiała „czepiali” się dosłownie wszystkiego. Zaczęli od muzyki – co można było jeszcze znieść. Twierdzono, że słowa są zbyt proste, muzyka bez duszy, ciągle śpiewają o tym samym. Tak, zespół śpiewa głownie o miłości, o uczuciu, jakim możemy darzyć drugą osobę, ale robi to w prosty sposób, słowa trafiają do wielu, za co powinniśmy składać pokłony autorom piosenek. Kelly Clarkson oraz Ed Sheeran to doskonali muzycy, których głos niejednego przyprawia o dreszcze. To oni współpracują z zespołem piszcząc dla nich teksty. Są proste, ale pełne uczucia, a muzyka w jaką okraszono słowa szybko wpada do ucha. Jaka w tym rola chłopców – ich serce. Wystarczy spojrzeć, jak bardzo kochają to, co robią, jak wiele dla nich znaczy, że mogą śpiewać takie piosenki. Robią to w taki sposób, że trudno jest się uwolnić od ich muzyki.

Ale „krytycy” posunęli się dalej. Nie skończyli na muzyce, ale rozpoczęli krytykowanie samych chłopaków, a co gorsza nawet fanów ich muzyki. Zaczęło się standardowo – od podważania orientacji seksualnej, szukania podtekstów w ich zachowaniu. Każdy uścisk dłoni, każdy żart chłopców podczas nagrywania filmików dla fanów był pretekstem do głupich, a co gorsza nieprawdziwych komentarzy. Ludzie umieją szybko szufladkować nie zdając sobie sprawy z faktu, że to może zaboleć. Nie podwali nawet powodu, dla którego tak bardzo zespół działał im na nerwy – ot, komentowali i już. Zazdrość? Tak myślę. To są przyjaciele. Tworzą razem rodzinę, traktują się jak bracia, a ponadto – dwóch z nich jest w stałym związku. Każdy ruch chłopaków był obserwowany przez „krytyków”. Reklama, w której wzięli udział, muzyka. Ale prawdziwi fani zawsze przy nich byli, nie pozwalając na to, żeby ktokolwiek ich obrażał bez powodu. A więc nie pozostało nic innego, jak krytyka fanów. Gimbusiary, sweet 14, panienki bez gustu muzycznego. To tylko niektóre z określeń, jakie padały. I pojawił się problem, który nie tylko dotyczył tego zespołu. Czy człowiek może być krytykowany czy obrażany na podstawie muzyki, której słucha bądź jaką tworzy? Odpowiedź jest prosta. Nie. Więc dlaczego to robimy? Mamy dziwne podejście – szukamy problemu tam, gdzie go nie ma. Skoro tak bardzo nam się nie podoba czyjaś muzyka, to lekarstwo jest proste – nie słuchajmy jej. Oczywiście, możemy wyrazić swoje zdanie, nikt nie ma prawa tego zabronić, ale róbmy to w sposób cywilizowany, czy konieczne jest od razu używanie wyzwisk typu: „gej”, „pedał”?

Każdy z nas będzie bronił swojego idola, artysty, którego muzykę uwielbia. Wymagamy szacunku od innych, więc i sami go dajmy. Jeżeli nie podoba mi się artysta to nie wyzywam go od najgorszych – ot, po prostu nie słucham tej muzyki, którą tworzy, ale… szanuję go za to, że robi to, co prawdopodobnie kocha, szanuję też ludzi, którzy go słuchają, bo wiem, że dla nich ta muzyka jest równie ważna, jak ta, której ja słucham.

Żyjemy w cywilizowanym świecie, dlaczego więc zachowujemy się tak, jakbyśmy nie potrafili żyć z drugim człowiekiem i tym, co on lubi? Muzyka, jak powiedziałam, jest ważna. Jest częścią nas, więc proszę – szanujmy coś, co tworzy drugiego i pozwala mu uśmiechnąć się, kiedy życie pokazuje swoją gorszą stronę.

Katarzyna PÓŁTORACZYK