Archiwa tagu: Rodzice

DZIEWICTWO ZA PIENIĄDZE

W internetowych serwisach ogłoszeniowych anonse dotyczące sprzedaży dziewictwa rosną jak grzyby po deszczu.

https://www.google.pl/search?q=kobieta+creative+commons&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=lHEHVNjXEcrQ7Aa8xICYBw&ved=0CAYQ_AUoAQ&biw=1280&bih=702#q=kobieta+wikipedia&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=OtHs785ovs-nmM%253A%3BO8vOz-f_j1-cpM%3Bhttp%253A%252F%252Fupload.wikimedia.org%252Fwikipedia%252Fcommons%252Fc%252Fcd%252FKlaudia_Cie%2525C5%25259Bla_1419.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fpl.wikipedia.org%252Fwiki%252FAtrakcyjno%2525C5%25259B%2525C4%252587_fizyczna%3B1024%3B884
https://www.google.pl/search?q=kobieta+creative+commons&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=lHEHVNjXEcrQ7Aa8xICYBw&ved=0CAYQ_AUoAQ&biw=1280&bih=702#q=kobieta+wikipedia&tbm=isch&facrc=_&imgdii=_&imgrc=OtHs785ovs-nmM%253A%3BO8vOz-f_j1-cpM%3Bhttp%253A%252F%252Fupload.wikimedia.org%252Fwikipedia%252Fcommons%252Fc%252Fcd%252FKlaudia_Cie%2525C5%25259Bla_1419.jpg%3Bhttp%253A%252F%252Fpl.wikipedia.org%252Fwiki%252FAtrakcyjno%2525C5%25259B%2525C4%252587_fizyczna%3B1024%3B884

Jak widać chętnych dziewczyn nie brakuje na łatwy zarobek. Ceny jakie oferują za utratę dziewictwa wynoszą od 3 tysięcy złotych do 20 tysięcy złotych, nawet i więcej. Jedna z Poznanianek sprzeda swoje dziewictwo od 4 tysięcy złotych zadbanemu, kulturalnemu Panu w przedziale wiekowym od 25 do 45 lat. Kolejna dziewczyna z woj. wielkopolskiego, 15 latka, proponuje 8 tysięcy złotych, inna z Poznanianek, 17 latka, mająca 170 cm wzrostu i wadze 58 kg oferuje dłuższy układ za sponsoring. Dziewczyna z woj. podkarpackiego, 16 letnia, o wzroście 160 cm i 45 kg wagi pisze, że „potrzebuje trochę kasy” i wiek dla niej nie jest ważny. Warszawianka, 18 letnia licealistka, szuka partnera, z którym mogłaby przeżyć swój pierwszy raz, informuje w ogłoszeniu o możliwej dłuższej znajomości ze sponsoringiem posiadająca zielone oczy i długie jasnobrązowe włosy. Nastolatka, 15 letnia, z woj. kujawsko-pomorskiego o wadze 50 kg i wzroście 170 cm sprzeda dziewictwo panu do 30 lat. Studentka medycyny, 22 lata, z woj. śląskiego proponuje kwotę do zapłaty 10 tysięcy złotych, a 20 latka z Warszawy żąda 25 tysięcy. Blondynka, 16 letnia, ze Szczecina proponuje cenę do uzgodnienia od 10 tysięcy wzwyż. Dziewczyny sprzedają się za pieniądze myśląc, że kwota od 4 tysięcy do nawet 50 tysięcy odmieni ich całe życie. Niestety, są i mężczyźni, którzy łapią się na takie oferty i płacą, a także nie raz sami się oferują w ogłoszeniach podając swoją kwotę z propozycją.
Rodzice nie wiedzą nawet jak postępuje ich córka oraz,  że umieściła ogłoszenia o sprzedaży swojego dziewictwa. Inni rodzice nie wiedzą nawet, z kim ich córka się spotyka, nie wspominając o innych kwestiach typu: odzież, kosmetyki –  skąd je posiada.

NIEPEŁNOSPRAWNI I RYBY GŁOSU NIE MAJĄ – IM SIĘ NIE NALEŻY

Ileż trzeba determinacji i samozaparcia , by opuścić przyjazne niepełnosprawnemu dziecku pielesze rodzinne i wraz z nim spać na kocu w budynku Sejmu, wśród innych ograniczonych fizycznie bądź psychicznie dzieci i ich opiekunów..

Fot. pochodzi z: http://belchatow.naszemiasto.pl/artykul/starostwo-zacheca-osoby-niepelnosprawne-do-starania-sie-o,940719,t,id.html
Fot. pochodzi z: http://belchatow.naszemiasto.pl/artykul/starostwo-zacheca-osoby-niepelnosprawne-do-starania-sie-o,940719,t,id.html

Rodzice, których los obdarzył chorym najczęściej od urodzenia dzieckiem, cierpią codziennie, często od wielu lat, borykają się z chorobą i zamkniętymi na głucho drzwiami prowadzącymi do ludzi i instytucji. Wiele lat temu wysłałam do wielu decydentów związanych z różnymi partiami list, w którym barwnie odmalowałam cierpienia całych rodzin, w których pojawia się poważnie i nieuleczalnie chore maleństwo. Nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. A miałam prawo takiej oczekiwać, sama bowiem wychowuję od czterdziestu już lat dziecko, które okazało się chore na schizofrenię dziecięcą. Nigdy mi nikt nie pomógł, nigdy nie dostałam żadnej oferty od instytucji, które powinny mi służyć. Jedyne, co słyszałam na jakąś moją propozycję to:- Nie ma. Nie mamy pieniędzy. Nie należy się. Na wczasy rehabilitacyjne co roku? Przesada. Gdyby był niewidomy, albo na wózku inwalidzkim…

Rozumiem tych ludzi, bardziej niż się wydaje, wiem, z czym się borykają i na jaki mur obojętności trafiają, ale…

No właśnie, pracowałam czterdzieści lat po to, by mojemu dziecku dokładać do jego renty socjalnej, teraz dokładam z emerytury, nauczycielskiej, niewielkiej. Dokładam, bo za sześćset złotych na miesiąc nie zaspokoi swych podstawowych potrzeb, a tyle wynosi jałmużna, którą oferują najbiedniejszym, bo chorym od urodzenia ludzie, którzy na koncie co miesiąc mają dziesiątki tysięcy. Podwyżki tych rent są, oczywiście, co roku kilkanaście złotych.

Tymczasem o tej grupie ludzi chorych się nie mówi, ich rodzice nie otrzymywali i nie otrzymują zasiłku opiekuńczego, bo pracowali, otrzymują zasiłek pielęgnacyjny 153,00 zł na miesiąc. Nie, nie opuściłam jednego zera, kwota wynosi słownie: sto pięćdziesiąt trzy złote miesięcznie. Można rzeczywiście czuć się z nią pewnie i docenionym przez instytucje, które powinny wspomagać a nie wzdrygać ramionami. Czy my będziemy kolejną grupą, która okopie się pod Semem, czy też negocjatorzy sobie o nas przypomną? Oto jest pytanie.

A gdyby tak oddać swoje dzieci placówkom opiekuńczym? Ile by to kosztowało? Oczywiście dużo, dużo więcej, niż żądają rodzice, no i dziecko byłoby oderwane od rodziny, a rodzina od niego, można proponować takie rozwiązanie, tylko nie nam , rodzicom szczególnym szczególnych dzieci i do tego przyzwyczailiśmy nasze władze, zawsze z myślą o dzieciach znosiliśmy wiele, ale jak widać szala goryczy się przelała. Nikomu ich nie oddamy, są nasze , najukochańsze na świecie, dla nich zniesiemy wiele, nawet sen na marmurowych posadzkach Sejmu Rzeczpospolitej, kolejnej, która o nas nie pamięta.

DZ

„NIE MAŻĘ SIĘ, ALE MARZĘ O…”

Od niedawna bohaterami plakatów na przystankach i billboardach są rodzice, którzy odważyli się pokazać swoją historię i walkę z codziennością związaną z trudem opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi.

Fot. Klaudia Fechner.
Fot. Klaudia Fechner.

Siłaczka, kochająca matka, która dla swego dziecka zrobi wszystko, nawet za cenę niewyobrażalnego wysiłku i zaakceptowania życia, jako ciągłego borykania się z jego ciężarem.

Hanna, mama autystycznego chłopca, na plakatach jako biegaczka, w rzeczywistości nie zdobywa medali, nie słyszy słów uznania. W zamian za to zapewnia dziecku bezpieczeństwo, biegając za chorym synem, który wymaga nieustannej opieki.

Życie Pani Moniki wypełnia hałas, który dostarcza jej chory na mózgowe porażenie dziecięce Oskar. Hałas, porównywalny z tym na budowie znosi dzielnie, jednak mama chłopca nie odliczy czasu do końca zmiany. Jej praca nigdy się nie kończy.

Chłopiec, który niegdyś marzył o sławie rajdowca, w dorosłym życiu jest nim nie z wyboru, lecz z konieczności. Taki los zgotowało życie ojcu ciężko chorego dziecka.

W kampanii „Nie mażę się, ale marzę o…” chodzi przede wszystkim o pokazanie problemów z jakimi borykają się rodzice tych dzieci, ich siłę ale także marzenia, które dla człowieka niemającego pojęcia o prawdziwym poświęceniu wydają się błahe i na wyciągnięcie ręki. Ta misja ma przypominać o istnieniu tychże bohaterskich osobowości, dla których każdy dzień jest maratonem, wyścigiem, próbą siły i ciężką pracą. Może przyczyni się do zwiększenia empatii wśród ludzi i skłoni ich do przemyślenia wagi własnych problemów.

(KF)

 

ZBULWERSOWANY JUREK OWSIAK O MOŻLIWOŚCI ZAPRZESTANIA ZBIÓREK DLA DZIECI

Jurka Owsiaka nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest on pomysłodawcą i realizatorem corocznego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dzięki tej ogromnej akcji, co roku szpitale otrzymują drogie sprzęty medyczne. Przeznaczone głównie dla chorych dzieci. Wsparcie materialne jest, ale służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia.

Fot. http://blogmedia24.pl/node/32074
Fot. http://blogmedia24.pl/node/32074

W ostatnich dniach rozpętała się prawdziwa burza w Polsce, a to za sprawą śmierci 2,5 letniej Dominiki. Dziewczynka chorowała już od stycznia, cały czas przyjmowała antybiotyki. Pod koniec lutego Dominika uległa osłabieniu, któremu towarzyszyły drgawki. Rodzice zawieźli ją natychmiast do szpitala. Na miejscu stwierdzono zwykłe przeziębienie. Dziewczynka, zdaniem lekarzy, nie musiała zostać dłużej w szpitalu. Jednak następnego dnia jej stan zdrowia znacznie się pogorszył. Pogotowie odmówiło wysłania karetki. Rodzice natychmiast zadzwonili do lekarza nocnego dyżuru oraz świątecznej pomocy medycznej. Nie przyjechał on jednak do chorego dziecka, każąc leczyć dziewczynkę objawowo. Po drugim wezwaniu karetki, która tym razem „łaskawie” zjawiła się i zabrała Dominikę w stanie krytycznym do szpitala. Niestety po dziewczynkę pomoc przybyła zbyt późno, zmarła w szpitalu.

To nie pierwszy taki przypadek w Polsce. Czyja to wina? Zawiedli dorośli, a może lekarz? Lidia Owsiak stwierdza, że:” Stoi za tym brak odpowiedzialności za to, co dzieje się z dziećmi w tym kraju”. Jednak nie wszyscy lekarze są źli. W Polsce mamy wielu specjalistów, którzy z ogromnym poświęceniem pomagają chorym dzieciom. Jurek Owsiak ostro zaapelował w tej sprawie, „grożąc” przy tym zawieszeniem działalności WOŚP. Rok w rok Owsiak zagrzewa wszystkich Polaków do pomocy chorym dzieciom, a ostatnio i starszym osobom. Ludzie pomagają i wkładają w to dużo serca. Ale jak tu wierzyć w dobroć ludzką, kiedy w służbie zdrowia dzieją się tak tragiczne sytuacje? Po, co robić tyle? Kiedy i tak zawodzą lekarze w tak banalnych kwestiach, jak przyjazd karetki pogotowia? Pytań jest wiele, a odpowiedzi nie ma wcale.

Teraz istotne jest wyjaśnienie śmierci Dominiki, nie można tej sprawy przenieść na dalszy plan. Ogólnonarodowe dyskusje z prokuraturą i z Ministerstwem Zdrowia powinny doprowadzić do racjonalnych wniosków. Politycy również będą mieli przed sobą ważny sprawdzian, ciekawe czy w ogóle zareagują na jego alarm? Jurek Owsiak poznał dokładne okoliczności śmierci dziewczynki po rozmowie z ordynatorem szpitala w Łodzi, tam gdzie została przywieziona Dominika. Skargę do prokuratury na bezmyślne zachowanie lekarzy wnieśli specjaliści z oddziału intensywnej terapii. Jurek Owsiak zauważa także inny, kluczowy problem w ogromie tej tragedii. Ludzie mogą zacząć bać się wzywać karetkę pogotowia. Bo, co trzeba powiedzieć, aby ta karetka przyjechała? Tego z całą pewnością trzeba się nauczyć.

Do ilu tragedii jeszcze musi dojść, aby w Polsce w końcu zmieniło się coś na lepsze? Umierają dzieci, które byłyby dalej na tym świecie, gdyby pomoc przyjechała na czas. To niebywałe, że w tak nowoczesnych czasach dzieją się jeszcze takie rzeczy. Nie zapominajmy, że w tych strasznych tragediach najbardziej cierpią rodzice. Nikt z Nas nie chciałby być na ich miejscu. Miejmy nadzieję, że tak „gorący apel” Jurka Owsiaka wniesie zmiany do służby zdrowia. A tak wielkie święto jak WOŚP będzie wciąż obecne w Polsce.

INTERNETOWA UZALEŻNIAJĄCA ROZRYWKA

Gry online niegdyś mało znana forma rozrywkowa, teraz jest bardzo popularna w Internecie.

Fot. pochodzi z: http://www.enauczanie.com/narzedzia/gry-dydaktyczne-onlin/kurnik
Fot. pochodzi z: http://www.enauczanie.com/narzedzia/gry-dydaktyczne-onlin/kurnik

Dla wielu użytkowników gry online są doskonałą formą spędzania wolnego czasu. Najczęściej przebywają oni na tzw. kurniku- najpopularniejszej stronie z grami online. Scrabble, tysiąc, literaki, kalambury, chińczyk, makao to tylko niektóre gry, które przyciągają uwagę w sieci. Społeczeństwo ma, bowiem dostęp do różnych gier o szerokiej tematyce-każdy z całą pewnością znajdzie tam coś dla siebie.

Dużym plusem jest to, iż gry online są całkowicie darmowe i można w nie grać całą dobę.

Dlatego też miliony ludzi korzysta z takich portali o każdej porze dnia i nocy. Gracze nie tylko mogą ze sobą rywalizować, ale i także rozmawiać na czatach. Dzięki temu są w stanie nawiązać znajomość, nawet podczas wspólnego grania w Internecie. Na tego typu stronach zabronione jest wzajemne obrzucanie się wulgaryzmami, takiego rodzaju zachowania grożą  całkowitym wyrzuceniem z portalu.

Każda rozrywka ma jednak dwie strony medalu. Oczywiście Internet nie jest w stanie zastąpić „prawdziwego grania” z przyjaciółmi, bądź rodziną. Żywe obcowanie jest na pewno ciekawsze i przede wszystkim wartościowsze, niżeli wielogodzinne „komputerowe przesiadywanie”. Dlatego należy uważać, aby pewna granica nie została przekroczona. Można nawet nie wiedząc, kiedy popaść w uzależnienie. Jeśli ktoś nie wyobraża sobie dnia bez zagrania w daną grę online, jest na dobrej drodze do uzależnienia. Dotyczy to przede wszystkim osób młodych, uczących się. Grają oni po nocach, przez co nie są w stanie dobrze funkcjonować i myśleć w szkole. Nauka momentalnie przestaje być dla nich priorytetem, liczy się tylko „dobra Internetowa zabawa”.

Jak zapobiec temu zjawisku? Rodzice muszą na pewno podjąć pewne kroki. Komputer w pokoju dziecka na pewno nie jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli on się tam znajduje należy go niezwłocznie przenieść do innego pomieszczenia. Kolejny krok to wydzielenie dziecku godzin spędzania czasu przed komputerem. Jeśli pomimo tego młody człowiek nie uczy się, wymyka się po kryjomu do kafejek internetowych, warto wtedy udać się z dzieckiem do specjalisty. Nałóg komputerowy jest tak samo niebezpieczny jak inne nałogi np. palenie papierosów, czy nadużywanie alkoholu. Dlatego nie można tego w żadnym wypadku bagatelizować.

Portale internetowe z grami online na dobre wpisały się w kanon często odwiedzanych stron internetowych. Tylko lepiej, aby pozostały one sposobem na rozrywkę, a nie zamieniły się w drogę prowadzącą do uzależnienia.

CIĄŻA MAŁOLETNICH DZIEWCZYN KONSEKWENCJĄ GRY W „SŁONECZKO”.

Ciąża małoletnich dziewczyn jest to temat, który pojawia się często w: telewizji, Internecie oraz gazetach. Wydawać by się mogło, że po tak częstym omawianiu tego problemu, będzie on zanikał – zamiast tego systematycznie wzrasta.

Fot. pochodzi z: http://patrycjarosiecka.bloog.pl/id,329523271,title,Nieletnie-matki-Czyli-dzieci-rodza-dzieci-Nieletni-rodzice,index.html?ticaid=610168
Fot. pochodzi z: http://patrycjarosiecka.bloog.pl/id,329523271,title,Nieletnie-matki-Czyli-dzieci-rodza-dzieci-Nieletni-rodzice,index.html?ticaid=610168

Młodzi ludzie, którzy są nieodpowiedzialni kierują się chwilą, pokusą oraz ciekawością, jak to jest uprawiać seks. Zapominają o zabezpieczaniu się, albo wedle ich, wcale tego nie potrzebują. „Przecież nic się nie stanie”- to częste zdanie płynące z ich ust przed stosunkiem. Są i tacy, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym, co to jest seks i z jakimi konsekwencjami się on wiąże. Bardzo dziwi ten fakt, przecież żyjemy w czasach nowoczesnych, gdzie seks nie jest już tematem tabu.

Dobrym tego przykładem jest gra „słoneczko”- popularna szczególnie w szkołach gimnazjalnych. Dzięki tej „pseudo-zabawie” duża grupa dziewczyn zaszła w ciążę. Wzbudziło to wiele kontrowersji i żywych dyskusji. Taki rodzaj „rozrywki” jest obecny głównie na wieczornych imprezach. To niewiarygodne, że znana od lat „gra w butelkę” została zastąpiona „słoneczkiem”. Niewinne zadania do wykonania, dyskretne pocałunki, uściski zostały zastąpione „prawdziwą orgią”. Co, gorsze większość dziewczyn nawet nie potrafi wytłumaczyć, jak do tego doszło. A upojenie alkoholowe sprawia, że wskazanie partnera, który przyczynił się do jej zajścia w ciążę jest niemożliwe. W tej „zabawie” bierze udział grupa młodych, lekkomyślnie postępujących dzieciaków, która przekracza wszelkie granice.

Dlaczego tak się dzieje? Skąd w ogóle pomysł na taką grę? Gdzie w tym wszystkim są  rodzice? Pytań jest bardzo wiele, a odpowiedzieć na nie jest jeszcze trudniej. Na pewno rodzice powinni dziecko wcześnie uświadomić, z jakimi konsekwencjami wiąże się uprawianie seksu. Ale nie są oni w stanie pilnować dziecka przez cały czas. Niekiedy pobyt dziecka w szkole nie jest gwarancją tego, że do niczego niebezpiecznego nie dojdzie. Toalety, pobliskie parki, ucieczki z lekcji- kreatywność młodzieży nie zna granic.

Jest to przerażające zjawisko, z którym nie wiadomo do końca jak sobie radzić. Wychowanie dziecka to chyba najtrudniejsza sztuka, z jaką musi zmierzyć się rodzic. Wspieranie dziecka, rozmowy, bez tego więź z dzieckiem zanika. Relacja rodzic-dziecko jest doskonalona od dzieciństwa i nie można jej w żadnym momencie przerwać. Uświadomienie sobie, że każdy popełnia błędy, a zwłaszcza dzieci w młodym wieku jest już połową drogi do sukcesu.

STRES, BRAK OPIEKI I PRZEDSZKOLA – BIEDNE DZIECI

Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta

Od dłuższego czasu żywię przekonanie, że los polskich dzieci, jak i tych niemal w całej Europie jest niezwykle ponury. Uświadomiłem to sobie po raz enty, kiedy dowiedziałem się o sprawie dwulatki, pozostawionej przez rodziców na lotnisku. Przypomnijmy, rodzice zostawili ją pod opieką personelu, ponieważ nie przyszło im wcześniej do głowy, by przedłużyć ważność jej paszportu. Kiedy okazało się jednak, że jest tak niezbędny, aby dziecko mogło swobodnie podróżować, postanowili sami wsiąść do uciekającego samolotu. Dziewczynką natomiast zajęli się pracownicy lotniska do czasu przybycia jej opiekuna.
Cała ta sytuacja, jak twierdzi wielu komentatorów, może w przyszłości odbić się niezwykle negatywnie na psychice dziewczynki, która przez niespełna 20 minut – bo tyle mniej więcej czekała na lotnisku – odczuwała silny stres.

O tak, los polskich dzieci jest niezwykle ponury, czyż nie? Przeanalizujmy. Rodzi się taki mały człowieczek, dożywa pewnego wieku i, jak to zwykle bywa, trafia do przedszkola. Przedszkola zwykle służą temu, by skrzywiać umysły dzieci, poddawać ich nieustannemu stresowi. Wiem coś o tym, bo sam do niego chodziłem: kiepskie żarcie, wku*wiające opiekunki, leżakowanie. Podczas każdego dnia spędzanego w tym piekle myślałem tylko o tym, by stamtąd nawiać. Informacja o tym, że nie będę musiał leżakować, ponieważ akurat moja mama postanowiła mnie wcześniej odebrać, nadawała sens mojemu życiu. Czułem się jak osoba, która opuszcza straszliwy Egipt, by w końcu odnaleźć swoją Ziemię Obiecaną. Ale ta wspaniała chwila poprzedzana była niesamowitą męczarnią, która trwała co najmniej 4 – 5 godzin, a nie 20 min.

Kolejny temat: szczepionki. Mało komu przeszkadza to, że szczepionki są przymusowe. Niemal nikt w mediach się na to nie oburza. A przecież każdy rozsądny człowiek wie, że szczepionki mogą tylko zagrozić człowiekowi, zamiast mu pomóc. To nic, zostały ustanowione szczepionki, to będą szczepionki.
Och, ponury jest los polskich dzieci.

Inna sprawa: bezstresowe wychowanie.
Wyobraźmy sobie, że dziecko wkłada palec do kontaktu albo próbuje przejść na czerwonym świetle. Najlepszym sposobem, by wybić mu z głowy takie pomysły, jest danie mu wychowawczego klapsa. Ale przecież nie można bić dzieci, najlepszą formą wychowania jest rozmowa ze swoją pociechą. Pięciolatek na przykład ma intelektualnie dojrzeć do poważnej rozmowy z rodzicem. Odbierać mu dzieciństwo – beztroskę poprzez zmuszanie go do jakiś idiotycznych, poważnych rozmów – czyż to nie jest dręczenie? Przecież to całe bagno dorosłości jest jeszcze przed nim. Może lepiej dać mu szybkiego klapsa, dziecko się popłacze, ale już będzie wiedziało, że nie można robić wspomnianych rzeczy. Może dzięki temu przeżyje i zamiast bawić się z aniołkami w niebie, będzie to robiło w piaskownicy ze swoimi rówieśnikami

A na koniec: kidnaping oraz inne bandyckie formy naruszania przez państwo kompetencji rodziców.
Rok temu pewien włoski turysta,Giovanni Colasante, dał klapsa synowi na jednej z ulic Stockholmu. Z tego powodu został zatrzymany przez policję. Pewna 24 letnia Brytyjka w 2009 roku straciła prawa do dziecka, ponieważ wg sądu z Nottingham jej poziom IQ był zbyt niski. W maju 2011 roku w Norwegii odebrano dzieci państwu Anurup i Sagarika Bhattacharya, gdyż ci wychowywali ich tak, jak nakazuje hinduska tradycja: karmili je rękoma, spali z nimi w jednym łóżku. To wzbudziło podejrzenia norweskiej opieki społecznej.
O tak, los polskich, jak i europejskich dzieci jest ponury. I mało kogo to oburza! Oburza natomiast psychologów, pedagogów i im podobne podejrzane osobowości fakt, że dziewczynka przez jakieś 20 minut (choć to mogło być dla niej przykre przeżycie – nie przeczę, nie mówiąc o tym, że nie pojechała na wakacje, co na pewno było dla niej zaskoczeniem) pozostała bez opieki. Muszą oni o tym dyskutować, inaczej nie uzasadnią swojej roli społecznej, mądrości godnej w większości wypadków „Akademii Pana Kleksa”, przy całym szacunku do Jana Brzechwy, którego cenię. A wiem coś o tej „mądrości” psychologów, gdyż zdarzyło mi się w trakcie studiów uczestniczyć w paru zajęciach na kierunku psychologia…

Tak właśnie wyglądają sprawy… W istocie dochodzi do pewnego przewartościowania wartości, niezwykle
niebezpiecznego i perfidnego.

Krzysztof Olszewski

DZIEŃ DZIECKA – KARTKA Z KALENDARZA

Dziś swoje święto mają wszystkie dzieci.

Fot. Paulina Zych.
Fot. Paulina Zych.

To święto w Polsce jest obchodzone od 1952 roku. Powstało ono z inicjatywy organizacji International Union for Protection of Childhood i przyjęło się od razu, bo weszło nawet do szkół. W szkołach w tym dniu zajęcia nie odbywają się, a jeśli już, to dzieci zamieniają się rolami z nauczycielami. To nauczyciele siadają w tym dniu przy szkolnych ławkach, a dzieci prowadzą lekcje. Bardzo często w tym dniu również w szkołach organizuje się dzień sportu, a w jego ramach różnego typu konkursy.

Jak obchodzimy Dzień Dziecka w rodzinnych domach? Coraz więcej rodzin decyduje się na indywidualne organizowanie święta swoim pociechom. Biorą wolne w pracy, przystrajają dom, przygotowują smakołyki, dziecięce musicale i ..oczywiście prezenty! A z czego dzieci cieszą się najbardziej, jak nie z wymarzonego prezentu i czasu spędzonego wspólnie z rodzicem?

Dobrym prezentem w tym dniu dla dzieci od 3 roku życia będą bajki, najlepiej te pouczające, bez przemocy. Preferuję klasyczne bajki, gdzie dobro zwycięża a zło przegrywa. Najbardziej wartościowym podarunkiem zawsze są książki, to one kształtują światopogląd pociechy i pobudzają wyobraźnię. Smakołyki powinny znajdować się na ostatnim miejscu. Unikać należy takich zabawek jak: karabin maszynowy, rewolwer, sztylet, scyzoryk, armaty i innych tego typu gadżetów, które rodzą przemoc. Oswajają chłopców ze złem i zbrodnią.

Prócz gadżetów nie powinno zabraknąć również wspólnych zabaw i „robótek”, które dzieci wręcz uwielbiają. Dla dziewczynek na przykład wspólne pieczenie babeczek z mamą, a dla chłopców koszenie trawnika z tatą, lub naprawa rowerka, dokładnie tego samego, który stoi w garażu od dłuższego czasu. Rodzice, którzy w ciągu roku poświęcają mało czasu swoim potomkom, dziś mogą zwolnić i okazać swoim pociechom więcej czułości oraz miłości, nie wspominając o tym, że Dzień Dziecka powinien trwać przez caaaały okrągły rok, lecz…czy nasze dzieci wówczas nie miałyby dosyć nadmiernego szczęścia i nie uciekłyby zbyt szybko w dorosłość?

Wszystkim Dzieciom Redakcja Twoje-Wieści życzy domu z waty cukrowej, milion kolorowych baloników i uśmiechu na twarzy!

WIELKI POWRÓT BOHATERÓW Z DZIECIŃSTWA

Na ekrany kinowe trafiła właśnie pierwsza produkcja 3D. To opowieść o Muminkach, które wszyscy dobrze znamy.

Fot. http://www.novekino.pl
Fot. http://www.novekino.pl

Chociaż data światowej premiery to rok 2010, dopiero niedawno w Polsce rozpoczęło się wyświetlanie filmu o sympatycznych stworzonkach. „Muminki w pogoni za kometą” to film zrealizowany za pomocą kukiełek. Można zatem powiedzieć, że to powrót do korzeni jeśli chodzi o bajki. Wydawałoby się bowiem, że i Muminki i kukiełki odeszły już w zapomnienie. Tym czasem jednak w Finlandii dołożono wszelkich starań, by obie te rzeczy nie odeszły w zapomnienie. Polska zobaczyła bajkę 24 lutego.

Dla tych, którzy nie lubią technologii 3D, film dostępny jest także w 2D.

Sam film opowiada o zbliżającym się końcu świata. Muminek postanawia nie siedzieć bezczynnie tylko działać. Chce się przekonać, czy pędząca w stronę Ziemi kometa zagraża jej na tyle, że trzeba się bać. W tym celu udaje się w podróż w towarzystwie swoich przyjaciół.

Co ich czeka podczas ponad godzinnej produkcji? Ta odpowiedź czeka na nas w kinie.

Pomysł powrotu Muminków na duże ekrany trafił w dziesiątkę. Rodzie i krytycy zachwycają się postaciami i wykonaniem, które przypomina im dzieciństwo. Poza tym stworzonka te reprezentują stary nurt bajek- bez podtekstów, przemocy. Każdy wie na co zabiera swoje dziecko, bo kiedyś sam oglądał Muminki. Nie należy zatem obawiać się, historia będzie zbyt drastyczna.

Gorzej z dziećmi. Te zostały już tak mocno przyzwyczajone do filmów z efektami specjalnymi, najlepiej tworzonych komputerowo, gdzie perypetie bohaterów zmieniają się z tragicznych w śmieszne co parę sekund. Istnieje więc ryzyko, że bajka gdzie postacie zrobione są z materiału, a scenografia składa się z plasteliny, ścinków papierów a tło malowane jest ręcznie farbami mogą nie wydać się dzieciom aż tak interesujące jak produkcje Disney’a. Prosta formuła może mieć jednak znaczną przewagę nad nowoczesnym filmem- pozwala pobudzić i rozwinąć wyobraźnię.

Muminkom nie można odmówić jednego- niepowtarzalnego klimatu, zapomnianego już w dzisiejszych czasach.

Dla rodziców to wielka frajda- w końcu film, który znają, lubią, który pomoże im powrócić do dzieciństwa. Dla dzieci to odskocznia od współczesnych produkcji, coś z czym większość nie miała jeszcze do czynienia.

Czy warto zobaczyć Muminki w kinie? Dla samej ich odmienności- tak.

Agnieszka DEJA