Archiwa tagu: rocznica

KRÓL POPU JEST TYLKO JEDEN – MICHAEL JACKSON NA WIELKIM EKRANIE W MULTIKINIE

W 56. rocznicę urodzin Michaela Jacksona sieć Multikino zaprasza na pokaz filmu dokumentującego ostatnie próby do spektakularnych koncertów z udziałem Króla Popu – „This is it”. Film pokazywany będzie dokładnie w dzień jego urodzin, 29 sierpnia w sieci Multikino.

 

Fot. Materiał prasowy Multikino.
Fot. Materiał prasowy Multikino.

W rocznicę urodzin Michaela Jacksona sieć Multikino zaprasza na pokaz ostatniego filmu z udziałem Króla Popu – „This is it”. Przygotowania do spektakularnych londyńskich koncertów, stres, emocje, ale i ogromna energia oraz niezapomniana muzyka. Dla wszystkich fanów Michaela, jak również dla wielbicieli najlepszej muzyki to jedyna okazja, by na wielkim ekranie zobaczyć Króla Popu znowu akcji. „This is it” tylko w Multikinie już 29 sierpnia!

Większość materiału filmowego została nakręcona w czerwcu 2009 roku w STAPLES Center w Los Angeles oraz w Forum w Inglewood podczas przygotowań Jacksona do „This Is It” – serii pięćdziesięciu koncertów, jakie Jackson planował zagrać w O2 Arena

w Londynie. „This Is It” oferuje fanom Jacksona i wielbicielom muzyki na całym świecie rzadkie zakulisowe spojrzenie na wykonawcę, jego karierę i przygotowania do spektakularnego widowiska. Film zapewni kinomanom niezapomniane przeżycie zestawione z obszernym materiałem pokazującym szczegółowe przygotowania Jacksona do londyńskich koncertów. Zawiera skrót z ponad 100 godzin prób. Film pokazuje piosenkarza, producenta filmowego, architekta, kreatywnego geniusza i wspaniałego artystę, który pracuje nad swym dziełem by dopracować je do perfekcji – wypowiedź osoby współpracującej z Jacksonem w tym czasie, jak i nad produkcją filmu.

Na pokaz filmu Michael Jackson „This Is It” zapraszamy 29 sierpnia 2014 o godzinie 20.00 w kinach sieci Multikino i Silver Sceen.

Ceny biletów:

  • Warszawa: Złote Tarasy, Ursynów, Targówek, Wola: 20 zł normalne / 16 zł Facebook / 15 zł Multikino & Gala
  • Poznań: 51, Malta, Stary Browar, Kraków, Wrocław: Pasaż, Arkady: 19 zł normalne / 16 zł Facebook / 14 zł Multikino & Gala
  • Pozostałe kina: 18 zł normalne / 16 zł Facebook / 13 zł Multikino & Gala

Bilety na pokaz filmu Michael Jackson „This is It” w sprzedaży od 1. sierpnia 2014. Można je nabyć w kasach biletowych kin oraz online na stronie www.multikino.pl.

Nowy studyjny album Michaela Jacksona XSCAPE z niepublikowanymi nagraniami Króla Popu, zarejestrowanymi między 1983 a 1999 rokiem. Efektem jest 8 zupełnie nowych nagrań, w tym pierwszy singiel „Love Never Felt So Good” promujący całe Wydawnictwo. Pierwotnie nagrany w 1983 roku z Paulem Anką utwór jest „magiczną kombinacją oryginalnej i nowoczesnej produkcji” zachowującą analogowy klimat wczesnych lat 80-tych, ale brzmiący współcześnie dzięki nowo dodanym disco-soulowym elementom.

Album ukazał się w wersji standardowej a także dwóch wersjach deluxe (CD z dodatkowymi 9 utworami – w tym ‘Love Never Felt So Good’ w duecie z Justinem Timberlake’m – oraz DVD z filmem dokumentalnym o powstawaniu płyty ‘XSCAPE’) – jeden krążek z elegancką obwolutą typu O-card, natomiast drugi ze specjalnym plakatem stworzonym na tę okazję przez artystę i przyjaciela Michaela Jacksona – Mr. Brainwasha.

 

Z BEATLESAMI ŻYŁO SIĘ LEPIEJ

Mija pół wieku od dnia, w którym „czwórka z Liverpoolu” pojawiła się po raz pierwszy w studio nagrań. Tam zarejestrowali singiel, który nie tylko przeszedł do historii, ale także pokazał potęgę miłości. To super grupa The Beatles pokazała się światu w piosence „Love me Do”.

Foto: www.fanpop.com
Foto: www.fanpop.com

O tych facetach zawsze będziemy pamiętać. Dwóch z tego grona, John Lennon i George Harrison, zapewne dołączyło do niebiańskiej orkiestry grającej Bogu na Wysokościach.

Kiedy usłyszałem o nich po raz pierwszy byłem uczniem podstawówki. Moi rówieśnicy, ja nieco później, zaczęli nosić długie włosy. Z anten BBC i Radia Luksemburg, a także z rodzimej „Trójki” i Rozgłośni Harcerskiej płynęły   w świat kolejne przeboje zespołu. To oni, Beatlesi, dawali nam poczucie radości, wolności i bezpieczeństwa. To oni odkryli nową jakość w muzyce adresowanej głównie do młodego pokolenia. Big beat nie potrzebował i nie potrzebuje uzasadnienia. Zakorzenił się tak głęboko w pop kulturze, ba – w kulturze wysokiej , że niemal od samego początku stało się jasne, że ich utwory takie jak „Help”, „Let it Be”, „All You Need is Love”, Come together”, Eleanor Rigby”   i bardzo wiele innych,  były odpowiedzią na pożądane stany emocjonalne fanów. Tadeusz Sławek napisał w „Wyborczej” między innymi: „(…) The Beatles śpiewali o życiu, upływającym czasie i banalnej codzienności, którą musimy ocalić, jeśli chcemy pozostać przy zdrowych zmysłach”. Trudno nie zgodzić się z tą konstatacją. Brytyjska grupa uhonorowana przez  królową  Orderami Imperium Brytyjskiego i wprowadzona w 1988 roku do  Rock and Roll Hall of Fame nie pozwalała słuchaczom dać się zainfekować politycznym doktrynerstwem  w Europie Środkowo-Wschodniej i nie tylko tam.

Po prostu, z Beatlesami żyło się lepiej. I radośniej. I ciekawiej.

TEN ROK NALEŻEĆ BĘDZIE DO TITANICA

Oprócz odnowionej wersji słynnego filmy Jamesa Camerona, w setną rocznicę katastrofy tego słynnego statku pojawi się więcej „atrakcji”.

Źródło: http://www.dziennik.pl/grafika/386457,145853,titanic_wielki_powrot_legendy.html
Źródło: http://www.dziennik.pl/grafika/386457,145853,titanic_wielki_powrot_legendy.html

Z tej okazji w Belfaście, miejscu gdzie Titanic został zaprojektowany, wybudowany i zwodowany, otwarto muzeum poświęcone właśnie temu obiektowi. Uroczysta odsłona miała miejsce 31 marca, dokładnie tego samego dnia, którego zaczęto budowę Titanica.

Muzeum ma być uhonorowaniem dla pasażerów, budowniczych i załogi. Budynek składa się z czterech dziobów skierowanych w cztery strony świata. Interaktywne ekspozycje pokazują zwiedzającym historię jednostki- od narodzin do odkrycia wraku. Zrekonstruowano sale balowe, restauracje a nawet kabiny. Atmosferę budują głosy ludzi, którzy pamiętnej nocy ratowali swoje życie.

Belfast uczci pamięć katastrofy różnego rodzaju obchodami. Oprócz eventów i muzeum cały rok będzie zaplanowany pod kątem Titanica.

Samo muzeum wygląda niesamowicie. Nowoczesne, a zarazem świetnie zaaranżowane wnętrza przenoszą zwiedzających do 1912 roku i pozwalają przeżyć to, co czuli zapewne oszołomieni wielkością okrętu pasażerowie jedynego rejsu jednostki Titanic w historii.

Agnieszka DEJA

ROCZNICA TWOICH WIEŚCI

Dziś mija rok odkąd pojawiliśmy się w internecie.

Ósmego marca 2011 r. pojawiła się pierwszy raz w sieci internetowa gazeta Twoje Wieści. Początkowy skład redakcyjny wyglądał następująco: Paulina Zych, Barbara Koniarek, Sylwia Perlińska, Tomasz Dymaczewski, Andrzej Niczyperowicz.  W bardzo szybkim tempie skład redakcji powiększył się. Chwilę później nasza gazeta zmieniła szatę graficzną i weszła we współpracę z Wyższą Szkołą Umiejętności Społecznych. W międzyczasie pozyskaliśmy nowych partnerów: www.radiobow.com, www.mojteatr.pl, www.studenciaki.com i niedawno powstały portal www.coolturalni24.pl.

Od roku zmieniło się bardzo wiele w naszej gazecie, doszły nowe zakładki tematyczne, postanowiliśmy również dać szansę na szkolenie warsztatu dziennikarskiego Licealistom z Poznania oraz jego okolic. W zakładce „Nasza młodzież”, publikuje również młodzież z Gostynia.

Tak zmieniało się nasze logo
Tak zmieniało się nasze logo

Bardzo szybko uzyskaliśmy dużą liczbę stałych czytelników oraz nowych wejść. Codziennie otrzymujemy korespondencję od czytelników, którzy zwracają się do nas z ważnymi kwestiami. Zawsze staramy się odpowiadać na wszystkie listy. Jesteśmy blisko Was już od roku i informujemy o bieżących wydarzeniach w sposób niekonwencjonalny. Mamy nadzieję na dalszy rozwój i Wasze zadowolenie, bo gazeta powstała z myślą o Was – Czytelnikach.

Przy tej szczególnej okazji wszystkim Paniom życzymy wielu sukcesów w życiu prywatnym, jak i zawodowym a wszystkim Czytelnikom sto lat z gazetą Twoje-Wieści, obyście czytali nas z sukcesem i zostali z nami do następnej rocznicy!

Redakcja Twoje-Wieści

ZIMA STULECIA

„Dookoła mowa idiotów płynęła gdy radio grało, pobiegłem więc do kolegi, powiedział mi, co się stało. Popłynął rzeką alkohol – koledzy mieli metody. A w wannach ryby pływały. Ach, jaki ja byłem młody”. Parada Wspomnień, Kult

Co robiłam jak ogłosili? Stałam na peronie, czekałam na pociąg do domu – M. sięga po kolejną mandarynkę. – Śmiać mi się strasznie chciało, bo co chwilę szedł komunikat, że zima stulecia, a na chodniku tyle śniegu – tu upuszcza mandarynkę na kolana i pokazuje palcami odległość może trzech centymetrów.

Ta zima stulecia była jak przepaść, nad którą znalazła się ojczyzna w przemówieniu generała. Wszyscy o niej słyszeli, ale nikt nie widział. Trzeba było ratować coś na gwałt, tyle, że nie bardzo było jasne, jak. Trzeba było koniecznie odśnieżać, tylko nie było z czego.

Stałam na tym dworcu chyba sześć godzin, a pociąg opóźniony i opóźniony. Nic nie pojechało, więc wróciłam do akademika i poszłam spać. Dopiero rano się zorientowałam, że coś jest nie tak. Włączyłam radio, nie Europę, tylko takie zwykłe. W kółko coś nadawali, myślałam, że jakaś bajka, czy program młodzieżowy, a to był komunikat. Obywatelki i obywatele, kraj ogarnia rozpacz, kryzys, katastrofa. Wyłączyłam. Zła byłam, że do domu nie mogłam pojechać. Potem dopiero przyszła inna złość.

Dokument pozwalający na zmianę miejsca pobytu/ Fot. Paulina Zych.
Dokument pozwalający na zmianę miejsca pobytu/ Fot. Paulina Zych.

S., ojciec M. miał legitymację partyjną. Takie były czasy. S. jest z pokolenia, które zaraz po wojnie uwierzyło w radziecką równość, bo nie znało innej. Jest z pokolenia, które oglądało największe rewolucje zagryzając je chlebem powszednim. S. na drugi dzień wyciął z Trybuny Ludu przedruk ogłoszenia,  mogło się przydać. Chyba miał nadzieję pokazywać to kiedyś uczniom jako przykład perfekcyjnej propagandy i jednocześnie retorycznej klęski. S. jako nauczyciel wykształcony w opolskiej szkole dla pedagogów zawsze najbardziej żałował, że w imię dobra kraju, który 13 grudnia i tak znalazł się nad przepaścią, przez ogromną większość lat spędzonych na edukowaniu młodzieży musiał okłamywać swoich podopiecznych. Nie przepadał za rolą historyka fałszującego historię. Czekał na zmianę i sam, wierząc w moc legitymacji, próbował zmieniać.

Ani S., ani M. nie przypominają sobie, by spośród ich znajomych kogoś internowano. M. nie wychodziła na ulice. Kiedy ogłosili, miała 21 lat i wychowano ją tak, aby się niepotrzebnie nie pakowała w żadną chryję, ale i dla niej z czasem „gotowość strajkowa, akcje protestacyjne stały się normą”. Jeszcze wiele lat później dzieci M. znajdowały w szufladach oporniki powycinane z obwodów elektrycznych. Pytały, co to i po co. M. do dzisiaj trzyma też w klaserze zakazane wtedy znaczki z „Solidarnością”. O „Solidarności” i o znaczkach, dzieci M. zawsze wiedziały dużo.

S. wyrzucił legitymację. Wycinek z przemówieniem zaś włożył między karty pewuenowskiej Encyklopedii Powszechnej. Dwadzieścia pięć lat później wycinek wydobyła stamtąd wnuczka S., córka M.

Wyrzuć to. Śmieci – powiedział wtedy S. Nie było do końca jasne, czy ocenia literacką wartość przemówienia, czy następstwa jego publicznego odczytu. Wnuczka nie wyrzuciła kawałka Trybuny. Skrzętnie przechowuje do dziś.

W rodzinie S. i M., nikt dziś nie zastanawia się głośno, co by było, gdyby generał Jaruzelski trzynastego grudnia 1981 roku nie uparł się, że „sojusz polsko-ra-dziecki jest i pozostanie kamieniem węgielnym polskiej racji stanu”.

Trzydzieści lat temu rodzina S. i M. usłuchała generała, choć jego słowa potraktowała bardzo wybiórczo. Trzydzieści lat temu generał monotonnym głosem płynącym z telewizorów i radioodbiorników apelował: „Zwracam się do młodych Polek i Polaków, okażcie obywatelską dojrzałość i głęboki namysł nad własną przyszłością, nad przyszłością ojczyzny. Zwracam się do was nauczyciele, twórcy nauki i kultury, inżynierowie, lekarze, publicyści: niech na tym groźnym zakręcie naszej historii zwycięży rozum przeciw rozognionym emocjom, intelektualna wykładnia patriotyzmu przeciw zwodniczym mitom”.

S. i M. uczynili generałowi zadość.

Paulina REZMER

O GRZEGORZU CIECHOWSKIM ZDAŃ KILKA

Dwudziestego drugiego grudnia przypadnie dziesiąta rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego (1957-2001). Warto wspomnieć w kilku zdaniach o tej niezwykłej postaci i przypomnieć dlaczego nadal i nieprzerwanie tak wielu potrafi zachwycać się jego twórczością.

Grzegorz Cichowski/ Fot. Andrzej Świetlik/www.republika.pl
Grzegorz Cichowski/ Fot. Andrzej Świetlik/www.republika.pl

Grzegorz Ciechowski był indywidualistą, który pragnął wyrażać siebie poprzez sztukę. Zaczynał od poezji, już jako szesnastolatek. Wtedy nie udało mu się wydać swoich wierszy. Słowo jednak nadal było dla niego narzędziem, najpełniej przedstawiającym jego uczucia i myśli. Zespół Republika, który przekształcił się z grupy Res Publica po odejściu jej lidera Jana Castora, szybko dał o sobie znać, jako alternatywny do popularnych wówczas kapel. Pierwsza płyta, Nowe sytuacje (1983) była czymś zupełnie niezwykłym – bardzo surowa i ascetyczna w formie, bogata i kpiąca w treści. Twórczość Ciechowskiego przypadła na lata osiemdziesiate i dziewięćdziesiąte. Z jednej strony komunizm,  z drugiej kapitalizm. Większość utworów stanowi pejzaże tamtego czasu. Jednostka, jako trybik pracującej maszyny, podporządkowana i pozbawiona indywidualniości. Kiedy przełamiemy system, okazuje się, że zmienne jest tylko opakowanie. Teraz najważniejsza staje się Mamona…

Nigdy nie pozostawał tajemnicą fakt, iż to właśnie Ciechowski był głównym filarem Republiki. To on był autorem muzyki i tekstów do większości utworów. W 1986 roku zespół zakończył działalność. Ciechowski rozpoczął solową karierę, jako Obywatel G.C. Nagrał dwie płyty – Obywatel G.C. oraz Tak! Tak! Każda z nich zrobiła wielką furorę. Nie pytaj o Polskę, czy Tak…tak…to one cieszyły sie wówczas ogromną popularnością.

Ciechowski był również producentem płyt wielu znanych artystów, takich jak Kayah, Justyna Steczkowska, czy Katarzyna Groniec. Z biegiem lat G.C stawał się artystą coraz dojrzalszym. Widoczne to było w jego współpracy z innymi muzykami, ale także w jego własnych dokonaniach muzycznych.

Dwie ostatnie płyty reaktywowanej na początku lat dziewięćdzisiątych Republiki, to dzieła w pełni domknięte formalnie, a taże niezwykle inteligentne i poetyckie treściowo. Wystarczy przywołać wspomnianą wyżej Mamonę, czy Śmierć na pięć. Ten ostatni utwór stał się także nieświadomym pożegnaniem artysty, który zmarł nagle, niedokończywszy albumu. Wydana została już po śmierci Ciechowskiego i nazwana wymownie Ostatnia płytą.

Natalia JĘDRZEJCZAK

DWUDZIESTOPIĘCIOLECIE…

Jest TPD Koło Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym organizacją szczególną. Najstarsza na terenie naszego miasta i gminy, obchodząca właśnie ćwierć wieku istnienia, skupia obecnie 130 dzieci – chorych od urodzenia, opóźnionych w rozwoju, niesamodzielnych, jak to się do niedawna mówiło „ sprawnych inaczej”. Już od samego początku jednak, obok dzieci specjalnej troski, w kole obecne były inne dzieci – najczęściej ich zdrowe rodzeństwo.

Także dla rodziców koło było zawsze otwarte – to z myślą o nich również powołano świetlicę, gdzie warto przyjść, podzielić się radościami i smutkami w określone dni tygodnia – od wtorku do piątku. We wtorki, kiedy dyżuruje Mieczysława Zbączyniak, można coś dobrego zjeść, posłuchać muzyki, wymienić się przepisami i porozmawiać, pożalić się i zyskać wsparcie w trudnych chwilach. W środy, podczas dyżurów Marii Jarowickiej, zawsze coś można naprawić, poprosić o pomoc w nauce, zwłaszcza przedmiotów ścisłych, posiedzieć przy komputerze, przejrzeć zdjęcia, w piątki, kiedy rezyduje tu Danuta Zych, maluje się na szkle, uczy roli do przedstawienia, poznaje techniki malarskie i uzyskuje pomoc z przedmiotów humanistycznych. Zawsze słychać gwar rozmów, śmiechy, radosne okrzyki, wymienia się poglądy, dyskutuje… Czego się tu można nauczyć? Mamy wymieniają się przepisami, często testują je na obecnych dzieciach i młodzieży, dziewczyny i chłopcy pokazują swoje nowe prace plastyczne i wyszywane obrazy, wszyscy planują kolejne wyjazdy, wycieczki wielodniowe i jednodniowe, pieką placki i robią kanapki. To tu wyprawia się swoje imieniny, obchodzi urodziny, walentynki, andrzejki… Często na stole pojawia się mapa, otwiera się przewodniki i … przewodnicząca koła Ewa Mularczyk musi wtedy zapanować nad przemożną chęcią wyruszenia w trasę już, teraz, natychmiast… W tym gronie wszystko jest możliwe,” wszystko zdarzyć się może”.

Jest i miejsce dla pasjonatów: niektórzy grają w domino, inni układają puzzle, jeszcze inni słuchają muzyki, lepią figurki z plasteliny czy modeliny, wymieniają się wzorami origami – tu przoduje Małgorzata Maria Sikora, która potrafi wyczarować z papieru każdą piękną figurę, zwierzaka, postać, dołączyła ostatnio do niej Alicja Szmyd, która specjalizuje się w przeuroczych kwietnych kulach i bombkach – bądź na potrzeby własne czy zamówienie przyjaciół, tworzą kolejny piękny sznur korali, tu maluje się wzory na szkle, obrazy na płótnie, tu dba się o kondycję jadąc na stacjonarnych rowerach czy ogląda zdjęcia z niedawnych eskapad. Mistrzynią szydełka jest Helena Ratkiewicz, to ona wyczarowuje z kordonka i innych nitek misterne ozdoby świąteczne- bombki i gwiazdory na Boże Narodzenie, a na Wielkanoc zajączki i żółciutkie kurczaczki .Najpopularniejsze jest jednak malowanie obrazów igłą i nicią. Tu pod czujnym okiem Ewy Mularczyk pracuje spora ekipa młodzieży, w której znajdują się również chłopcy. Mariusz Rybak jest laureatem konkursu wojewódzkiego, wyszywa też Agnieszka Rybak, Aneta Stanul, Krzysztof Jarowicki, Krystyna Chudzińska, Arkadiusz Tomala, Agnieszka Mularczyk… Silna to i pracowita grupa, a ich prace kolejny raz znalazły się na kalendarzu wydanym przez kolo. Na rok 2012 jest to kalendarz z trzynastoma zabytkami Drezdenka. Piękny, drukowany w zaprzyjaźnionej odznaczonej Przyjacielem Dziecka Niepełnosprawnego drukarni Jarosława Wachnowskiego . Marcin Białas jest mistrzem kredki, jego rysunki formatu A-4 znalazły się już na kilku wystawach, a również zaprzyjaźnione z nami i także odznaczone naszym znaczkiem Muzeum Puszczy Drawskiej i Noteckiej urządziło mu wystawę indywidualną pod nazwą Kredką rysowane.

Najtrudniejsze są zimy, ale pomagają je przetrwać marzenia o kolejnych wyprawach, oglądanie fotografii, przewodników i folderów, planowanie imprez. Niektóre z nich są cykliczne.

Wigilia 2010.
Wigilia 2010.

Wiadomo, że najważniejsza jest Wigilia. Od niej właściwie się wszystko zaczęło, 25 lat temu. Bo właśnie w grudniu 1986 roku założyciele koła : Roman Cholewiński, Marianna Mazan i Mirosława Jankowska zaprosili na spotkanie rodziców i opiekunów dzieci niepełnosprawnych . Wspólnie i jednogłośnie orzekli, że zarówno dzieciom jak i ich rodzicom należy pomóc, a pierwszym krokiem, by wszyscy znaleźli wsparcie w trudnej życiowej sytuacji, jest zjednoczenie się, utworzenie koła, które wyjdzie naprzeciw ich potrzebom. Pierwszą przewodniczącą koła została Leokadia Teresa Łabinowicz. Jej mąż Mieczysław co roku wręczał dzieciom paczki , etatowo przyjmował na siebie rolę Gwiazdora- Mikołaja, znał wszystkich podopiecznych i umiał z nimi rozmawiać. Wszystkie imprezy odbywały się wówczas w gościnnych murach Warszawianki – zebranie założycielskie też- a państwo Wiesława i Ryszard Krasnodębscy przyjaźnią się z nami do dziś- zawsze na nich mogliśmy i możemy liczyć. Odznaczeni znaczkiem Przyjaciel Dziecka Niepełnosprawnego pozostają z nami w kontakcie.

Dwadzieścia pięć lat temu – to miara jednego pokolenia- obecność osób niepełnosprawnych na ulicy, w szkołach integracyjnych, wspólne zabawy z dziećmi zdrowymi nie były czymś oczywistym. Dzieci te ukrywano, chroniono przed – jak sądzono – niekorzystnym wpływem środowiska, które nie było przyjaźnie do nich nastawione, wysyłano daleko od domu do szkół specjalnych i zakładów opiekuńczych, odsuwano od rodziny i zdrowego rodzeństwa, sprawnych rówieśników. Tworzono sztuczne enklawy niepełnosprawności.

Koło Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym , które stało się częścią większej organizacji – Towarzystwa Przyjaciół Dzieci – stopniowo usilnie pracując, zmieniło nastawienie ludzi zdrowych do dzieci gorszego boga. Wyprowadzone z domów, wyjeżdżające co roku na wielodniowe wycieczki dzieci, zdobywające szczyty górskie, wędrujące najpiękniejszymi szlakami górskimi, pływające tratwami po Dunajcu, biorące udział w imieninach ks. Pawła w maleńkim zabytkowym kościółku św. Michała Archanioła z XV w. w podhalańskim Dębnie, gdzie orzeł jagielloński nad tęczą i niezwykłe cymbały z V w., także krucyfiks z roku 1380 na belce tęczowej,zabytek wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, okrzepły, nabrały pewności siebie, uodporniły się na docinki i niechętne spojrzenia, zyskały przyjaciół i sponsorów , wieloletnich, oddanych im na zawsze.

I polskie morze szumi dla nas.
I polskie morze szumi dla nas.

Jeśli zasiądziemy wspólnie nad mapą Polski, wbijemy szpilki w miejsca, gdzie już razem byliśmy, okaże się ,że płaszczyzna oznaczająca nasz kraj , jest gęsto usiana znaczkami naszej obecności niemal wszędzie.

Przed laty zadaliśmy sobie pytanie: Dlaczego nie? Dlaczego chore dziecko nie ma zobaczyć Giewontu, Sukiennic, Sejmu od wewnątrz, morza? Co stoi na przeszkodzie? Nic. Nie zabrakło nam odwagi, ale i targały nami wątpliwości, gdy wyruszaliśmy w pierwszą wyprawę daleko od domu. Do babci Nacherowej w Bystrej Podhalańskiej. Serdeczność gaździny, troska o nas, znakomite jedzenie motywowało do wysiłku, wtedy większość z nas pierwszy raz zobaczyła Tatry z uśpionymi rycerzami w Giewoncie, niektórzy zeszli- inni zjechali- z Kasprowego Wierchu, wjechali na Gubałówkę i obserwując panoramę Tatr zjechali wyciągiem krzesełkowym z Butorowego Wierchu. Kraków zauroczył wszystkich, siedzieliśmy w Sali Poselskiej na podłodze, a pani przewodnik opowiadała o głowach w kasetonach, czyje wizerunki przedstawiały , kim byli znakomici mieszczanie. Widzieliśmy arrasy i gobeliny,złożyliśmy wiązanki kwiatów na grobach wybitnych Polaków w krypcie wawelskiej, dotykaliśmy serca dzwonu Zygmunta – starego i nowego, złożyliśmy wizytę smokowi wawelskiemu, który na nasz widok zionął ogniem.

W niezliczonych muzeach oglądaliśmy najwspanialsze obrazy malarzy polskich i obcych, widzieliśmy na żywo portrety dziecięce Wyspiańskiego, Bitwę pod Grunwaldem Matejki i Damę z gronostajem Leonarda da Vinci, Ołtarz Wita Stwosza w Kościele Mariackim; słuchaliśmy hejnału z jego wieży – z zadartymi głowami śledziliśmy hejnalistę-mimowie wymalowani na kolor srebrzysty i złoty droczyli się z nami, gołębie jadły nam z ręki na rynku w miejscu, gdzie przed laty naczelnik Kościuszko składał przysięgę. W Warszawie- na kolejnej wyprawie po Polsce- zasiedliśmy w ławach poselskich, specjalnie dla nas otwarto gabinet jednego z posłów Józefa Zycha- cukierki czekoladowe z jego biurka bardzo nam smakowały- odwiedziliśmy pałac prezydencki z kaplicą i ogrodami , Belweder i pałac na wodzie w warszawskich Łazienkach, przyjrzeliśmy się z bliska pomnikom Chopina, Piłsudskiego, małego partyzanta, Syrenki, Nike i Zygmunta III Wazy, grobom na Powązkach , złożyliśmy kwiaty na Grobie Nieznanego Żołnierza, oglądaliśmy panoramę Warszawy z punktu widokowego Pałacu Kultury, gościliśmy na zamku królewskim.

Byliśmy w Tatrach i Karkonoszach, Górach Stołowych i Izerskich. Pływaliśmy po jeziorach mazurskich i morzu , wylegiwaliśmy się na plaży zaprzyjaźniając się z Neptunem i oglądaliśmy żyjące w wodach świata stworzenia w Oceanarium, byliśmy na okręcie muzeum Burza i Błyskawica i na Darze Pomorza, pokonywaliśmy śluzy kanału elbląskiego. Wiemy, jak wyglądają kormorany, karmiliśmy mewy i zbieraliśmy bursztyny, podziwialiśmy polskie morze z wielu latarni morskich.

Poza maleńkim drewnianym kościółkiem w Dębnie i Kościołem Mariackim w Krakowie, odwiedziliśmy sanktuaria w Licheniu, Gietrzwałdzie i Mstowie, Lądzie nad Wartą, Świętej Lipce, wysłuchaliśmy mszy również w naszej intencji w kościele na Skałce i w Częstochowie, Niepokalanowie i w kościele Trzech Krzyży w Warszawie i Krakowie,w Gdańsku podziwialiśmy Długi Targ, pomnik Neptuna, ratusz i Dwór Artusa, widzieliśmy ruiny kościółka zabieranego przez morze w Trzęsaczu, Olsztyn i Olsztynek , a w nim park etnograficzny i lekcja języka kaszubskiego , śpiewanie piosenki na kaszebscze note : To je krotci, to je dłudzi, to kaszebsko stoleca, Reszel i wizyta u Krasickiego, biskupa warmińskiego, most, w przęsłach którego do niedawna mieszkali jeszcze ludzie, odwiedziny u Jana z Czarnolasu, również w Zwoleniu, zaduma nad przemijaniem, nad ludzkim losem i nieodłącznym z nim cierpieniem.

Na polach Grunwaldu 600 lat później- rycerze ruszają w bój.
Na polach Grunwaldu 600 lat później- rycerze ruszają w bój.

Rocznica sześćsetna już bitwy pod Grunwaldem, zastała nas na polach tej małej niegdyś wioski, na własne oczy 15. lipca, obserwowaliśmy zmagania dwóch potęg, polskiej i krzyżackiej, podziwialiśmy odwagę i umiejętności taktyczne Jagiełły i małe koniki a na nich odzianych w skóry wojów Witołda, zakutych w zbroje Krzyżaków i ich wspaniałe rumaki. Czuliśmy na własnej skórze, jak pali lipcowe słońce, tym bardziej z szacunkiem i podziwem oglądaliśmy powtórkę historycznych zmagań i gratulowaliśmy sobie pomysłu Władysława Jagiełły, by ukryć swoich rycerzy w pobliskim lesie , a Krzyżakom pozwolić piec się w pełnym słońcu na polu bitwy. Skóra cierpła, gdy nagle w niebo popłynęła pieśń, to słynna średniowieczna Bogurodzica, wydarła się z gardzieł setek wojowników, na chwilę zagłuszyła ją niemiecka pieśń Christ ist erstanden kierowana do Boga, jakby modlitwa o zwycięstwo, ale już , jak chorągwie na wietrze roztrzepotały się silne słowa polskiej pieśni Zyszczy nam, spuści nam, Kyrieleison… Widzowie, wzruszeni i oczarowani stali na baczność, mężczyźni pozdejmowali okrycia głowy- z szacunku dla hymnu, z szacunku dla wspaniałej przeszłości.

A potem trudny- w kolumnie wolno posuwających się pojazdów- powrót na nocleg, za to następnego dnia błogi spokój mazurskich jezior, obserwacja przyrody, cisza, marzenia, by znów tu wrócić, może pożeglować, popływać kajakiem…Dlaczego nie? Znów zadaliśmy sobie to pytanie.

Kino, operetka, muzea, parki miniatur, etnograficzne i dinozaurów ( Bałtów i Nowiny Wielkie).

„Mały dinozaurek” wykluwa się z jajka.
„Mały dinozaurek” wykluwa się z jajka.

Oczarowani piękną muzyką Lehara, chcemy koniecznie wrócić do Poznania, do Operetki, do Palmiarni, muzeów, zoo i na targi. Jeszcze raz zajrzeć do Katedry, Fary, popatrzeć na trykające się na wieży ratusza koziołki, odwiedzić muzeum Sienkiewicza i instrumentów muzycznych, Arkadego Fiedlera w Puszczykowie.

Zanurzyliśmy się w przepastnych lochach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego, zakłóciliśmy nieco ciszę nietoperzom w ich raju Nietoperku, w Lednicy na Ostrowie Tumskim odnowiliśmy chrzest i spotkaliśmy się z ojcem Górą. Przeszliśmy przez Bramę – Rybę i obmyliśmy się wodą z jeziora, które pamięta chrzest Polski.

Szpilek na naszej mapie Polski przybywa, byliśmy i w górach, i nad morzem, nad jeziorami i w puszczy, w lasach puszczy noteckiej zbieramy grzyby i pieczemy ziemniaki na polach pod Drezdenkiem, by niedługo potem słać przyjaciołom pozdrowienia z odległych zakątków Polski., z Wisły od Małysza, z Krakowa od smoka wawelskiego, z grodu Przemysława, albo Koliby Witkacego, gdzie powstał styl zakopiański, z Atmy Szymanowskiego czy od Żeromskiego z Rozewia albo jego świętokrzyskich gór domowych, ze św. Krzyża czy św. Katarzyny, z kamiennego lasu czy z ogromnych skalnych pozostałości po lodowcu w Sudetach , Szczelińca czy z Pieskowej Skały w Pieninach.

 

Zmagania sportowe.
Zmagania sportowe.

Ale podróże duże i małe, nie wyczerpują naszej działalności. Co roku powtarzają się- już cyklicznie- imprezy : olimpiady sprawnościowe o randze powiatowej, walentynki, śniadanie wielkanocne ( umownie) połączone z odwiedzinami zaprzyjaźnionego zajączka, Dzień Matki i Dzień Dziecka na sportowo w gościnnych obiektach plebanii kościoła p.w. Przemienienia Pańskiego, półkolonia dla dzieci ze wsi w okresie wakacji, marcinki, andrzejki,Wigilia, która jest zawsze przygotowywana bardzo starannie i jednocześnie jest czasem spotkania się ze sponsorami i przyjaciółmi.

Wygrali? Przegrali? Nieważne. Bawili się świetnie.
Wygrali? Przegrali? Nieważne. Bawili się świetnie.

Przyjaciele nasi są przez nas honorowani raz w roku . Ustanowiliśmy własne odznaczenia , jest to znaczek Przyjaciela Dziecka Niepełnosprawnego z dyplomem * i certyfikat, wręczamy także odznaki przyznawane przez TPD – Przyjaciel Dziecka – ma ona różne wartości, aż do złotej- ustanawianej przez zarząd główny TPD w Warszawie. Najwyższym odznaczeniem jest Jordan, przyznawany niezwykle rzadko, jej laureatką jest wieloletnia przewodnicząca naszego koła Ewa Mularczyk, za bezinteresowną wieloletnią pracę na rzecz dzieci niepełnosprawnych zarząd naszego koła został uhonorowany odznaczeniami Przyjaciel Dziecka, także złotymi i srebrnymi. .

Niemal od samego początku swego istnienia koło prowadzi kronikę. Zapisy w niej, kalendarze wydawane od kilku już lat, fotograficzna dokumentacja, teatr INTE- GRACJA, który przygotował kilka spektakli, jasełka, pikniki u przyjaciół, próba zrewanżowania się wieloletnim i nowym przyjaciołom za pamięć, sympatię i serce w postaci własnoręcznie wykonanych prezentów- niepowtarzalnych i jedynych, ukazują nas takimi, jakimi jesteśmy. Z jednej strony są to codzienne zmagania z chorobą i niepełnosprawnością, z drugiej jednak chęć osiągnięcia wyznaczonych celów, radość z małych nawet dokonań, uczucie spełnienia – bycia członkiem społeczności, innym, ale nie gorszym.

Tekst i zdjęcia: Danuta ZYCH