Archiwa tagu: protest

MANIPULACJA CZY PROWOKACJA GAZETY LUBUSKIEJ WS. WYBORÓW W KOSINIE?

W Gazecie Lubuskiej ukazały się dwa artykuły o wyborach w Kosinie. Oba zawierały błędne informacje lub nieścisłości. 

Postanowiłam przyjrzeć się Gazecie Lubuskiej, która od niedawna zadziwiła mnie sposobem przedstawiania informacji. Jednym z punktów Kodeksu Etyki Dziennikarskiej jest obiektywizm. A co to jest obiektywizm? Słownik Języka Polskiego definiuje „obiektywizm” jako przedstawianie i ocenianie czegoś zgodnie ze stanem faktycznym. Tego chyba zabrakło GL. Pani/ Pan opisująca/y wybory w Kosinie przedstawił/a się jako AD, czyżby miał/a powód do wstydu i z tego powodu nie ujawnił/a swojego imienia i nazwiska? Pozostawiam to bez komentarza.

Czytaj dalej MANIPULACJA CZY PROWOKACJA GAZETY LUBUSKIEJ WS. WYBORÓW W KOSINIE?

CZAS TO PIENIĄDZ, A JAK PIENIĄDZ TO I REKLAMA…

Dziś idę do kina. To decyzja nieodwołalna. Pójdę do kina, kupię pyszne ociekające serowym dipem nachosy. A co tam… Niech mnie w całości pochłonie kinowa atmosfera.

Fot. http://www.dcmagic.pl/
Fot. http://www.dcmagic.pl/

Siadam więc w wygodnym fotelu, rząd D miejsce 8. Siadam i patrzę. Patrzę i jem. Jem i liczę… Jeden nachos, druga reklama, czwarty nachos, piata reklama, szósty… Puste pudełko! Po przekąsce ani śladu, a bloku reklamowego ciąg dalszy. Ona (ta na ekranie)je chipsy, a ja jestem głodna! Zerkam na zegarek 20:35, spoglądam na bilet 20:00.

Współczesny blok reklamowy w kinie trwa około 30 minut. Ba, odnotowano przypadki nawet o 20 minut dłuższe!
Widzowie mają tego dość. W ramach protestu utworzono profil na facebooku o jakże dźwięcznej nazwie <em>bojkotujemy reklamy w kinie. Akcja nie kończy się jednak wyłącznie na klikaniu lubię to. Założyciel profilu zachęca do stawiania się na seansie 20 minut później niż godzina, która została wybita na bilecie. Jak sam argumentuje „fizyczne” opóźnienie wejścia na salę ma dać do zrozumienia iz oglądanie reklam NAS nie interesuje. Niektórzy zarzekają się nawet, iż nie będą w ogóle chodzić na seanse do multipleksów. Wątpliwe jednak, by dotrzymali obietnicy. Bo, gdzie indziej obejrzą wysokobudżetowe ekranizacje komiksów?

Wielu oponentów posługuje się argumentem, iż czas to pieniądz. Skoro tak, to czy zdolni są zapłacić więcej za seans pozbawiony reklam?

Jak wiadomo, sprzedaż biletów to jedynie część przychodów. Większość zysku zapewniają produkty gastronomiczne. Cóż z tego, że przekąski kosztują trzy razy więcej niż w zwykłym sklepie, skoro jestem w kinie mogę sobie na nie pozwolić. Raz nie zawsze…

Podobną zasadą kierują się właściciele kin serwujących pakiet kilkudziesięciominutowych reklam. Statystyczny widz, nie często ma okazję zobaczyć reklamy na dużym ekranie. A skoro dzięki temu ma zapłacić kilka złoty mniej za bilet, to dlaczego miałoby mu to przeszkadzać? Tym bardziej, że organizowane już od kilku lat Noce reklamożerców cieszą się coraz większym powodzeniem.

W Polsce nie ma żadnych uregulowań prawnych odnoszących się do długości emisji bloku reklamowego w kinie. Co prawda, niektórzy prawnicy doszukali się kruczka w postaci naruszenia zbiorowych interesów konsumentów w rozumieniu ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, jednak większość z nich nie daje szans na przebicie się tego argumentu w sądzie.

Zatem nie pozostaje nam nic innego jak uzbroić się w cierpliwość, a długie reklamy uznać, ot za jeden z elementów magii kina.

Co do wspomnianego powyżej bojkotu w serwisie społecznościowym, radziłabym protestować przeciw głupim reklamom, a nie reklamom w ogóle. Za motto obrałabym przewodnią myśl jednego z rekinów branży reklamowej, Davida Oglivy:

Konsument nie jest idiotą. To twoja własna żona. Nie obrażaj jej inteligencji.

AKCJA – WETO DLA GMO!

Dla jednych trująca i niebezpieczna, dla innych bardzo opłacalna i nieunikniona – żywność  genetycznie modyfikowana. Czy chcemy jej na polskim rynku? Czy Polacy w ogóle wiedzą co to jest? Czy GMO to szansa cywilizacyjna czy zagrożenie? Te pytania zadają sobie dzisiaj wszyscy obywatele Polski, ponieważ już jutro Senat ostatecznie zadecyduje czy wejdzie w życie ustawa o nasiennictwie, która zezwala na uprawę GMO w Polsce.

fot. Paweł Supernak http://fakty.interia.pl/galerie/polska/pikieta-przeciwko-gmo/zdjecie/duze,1705039,4,269

„GMO sieje zło”, „GMO to nie to”, „To są fakty, GMO powoduje wysoką śmiertelność noworodków” – te i wiele innych haseł przeciwnicy genetycznie modyfikowanej żywności  skandowali pod Pałacem Prezydenta RP w niedziele. Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i według jej przepisów nie można zabronić uprawy GMO, 21 listopada Komisja Europejska wezwała oficjalnie Polskę do monitorowania upraw organizmów zmodyfikowanych genetycznie. Polska ma zatem dwa miesiące na dostosowanie prawa do przepisów UE, w innym przypadku grożą nam kary finansowe. Z tego można wysnuć prosty wniosek – Bronisław Komorowski jutro podpiszę tę ustawę, chociaż dlatego aby uniknąć sankcji pieniężnych. Lecz z drugiej strony, jak donosi Koalicja POLSKA WOLNA OD GMO „żaden z krajów, który wprowadził zakaz na GMO nie płacił w związku z tym żadnej kary”! Zatem kwestia żywności GM jest punktem bardzo zapalnym – ma tyle samo przeciwników co i zwolenników. Wiele badań potwierdziło szkodliwość genetycznie modyfikowanej żywności – np. Włoski Narodowy Instytut Badań nad Żywnością i Żywieniem podaje, że kukurydza GMO jest szkodliwa dla badanych myszy (głównie chodzi o zaburzenia odporności), mówi się też o rosnącej liczbie alergii, niepłodności, umieralności noworodków czy też o zaburzeniach wzrostu i wielu innych skutkach niepożądanych. Jednak naukowcy mówią, że to plotki, że nie ma na to wystarczających dowodów i reprezentatywnych badań. A do tego dodają, że żywność  GM jest tańsza, bardziej opłacalna dla rolników, może zlikwidować głód na świecie i właśnie wcale nie jest szkodliwa.

Jednak najgorsze dla zaangażowanych w sprawę jest to, że ustawa była sporządzona tak jakby „za plecami” społeczeństwa. Na portalu gmo.net.pl możemy przeczytać „co oburzające, ustawa o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki i zdrowia Polaków przeszła przez Sejm po cichu, bez informacji w mediach, i w zadziwiającym tempie”. Nie bez znaczenia jest fakt, że ustawa ta została przegłosowana w Sejmie dnia 9 listopada, gdy cała uwaga skupiała się na Marszu Niepodległości. Przez doprowadzenie do takiej sytuacji, gdzie bez społecznej świadomości rząd sam podejmuje decyzje, ludzie są zbulwersowani. Pozbawiono nas debat publicznych (które swoją drogą obiecywał Prezydent), Internet huczy – powstają profile i wydarzenia związane z GMO na Facebooku, fora przepełniają się różnymi informacjami, zdjęciami, krąży wiele filmików propagujących ekologię i negujących GMO.

Niektórym nie mieści się to w głowie, nie chcą tej ustawy choćby za względu na dobro swoich dzieci, nie rozumieją jak ludzie mogą truć się na własne życzenie i nie wierzą w to, że politykom uda się zaraz po ustawie wydać jej zakaz. I właśnie oni, jutro – 28.11.2012r. – przeprowadzają pikietę (organizator – POLSKA WOLNA OD GMO). Protestujący będą w rejonie Pałacu Prezydenckiego skandowali pod hasłem „WETO DLA GMO”, protest zaczyna się zbiórką pod Kolumną Zygmunta o 12:00.

„Zapraszamy do Warszawy 28 listopada, szczególnie kobiety – Mamy i Babcie z dziećmi lub z pustymi wózkami dziecięcymi, aby wyrazić niezadowolenie z ustawy o nasiennictwie, która zezwala na uprawy GMO w Polsce. TAK! zabierzcie ze sobą dzieci lub PUSTE WÓZKI…bo będą puste jak pozwolimy na uprawy GMO (GMO powoduje bezpłodność, GMO powoduje, że rodzą się zdeformowane niemowlęta, GMO powoduje, że rodzą się martwe dzieci, GMO jest przyczyną wielu chorób, w tym raka).

W wielu krajach europejskich to kobiety odegrały ważną rolę w walce o zakaz dla GMO. Świadome powagi sytuacji Matki i Babcie z małymi dziećmi w wózkach protestowały na ulicach i wymogły na rządach rezygnację z wprowadzania na pola trucizny GMO! NASZE DZIECI NIE SĄ LABORATORYJNYMI SZCZURAMI!” – wetodlagmo.pl

wetodlagmo.pl

JESTEŚCIE TYKALNI – NOWELIZACJA PRAWA PRASOWEGO

Czyli kilka uwag na marginesie zamachu na wolność prasy.

Fot.http://pl.123rf.com/photo_1457573_duzy-stos-gazet-skladany-gotowy-do-recyklingu.html
Fot.http://pl.123rf.com/photo_1457573_duzy-stos-gazet-skladany-gotowy-do-recyklingu.html

Stało się. 57 gazet codziennych i tygodników polskich zjednoczyło się w akcji przeciwko senackiemu projektowi ograniczenia wolności prasy. Na czym owe ograniczenie miałoby polegać? Na tym, że w miejsce sprostowania, zdefiniowanego w obowiązującej wciąż w naszym kraju ustawie „Prawo prasowe” rozpoczęłaby funkcjonować instytucja odpowiedzi prasowej. Nie musiałaby się ona odnosić bezpośrednio do przedmiotu sprawy, nie musiałaby zawierać argumentów na rzecz przeprosin, czy też wyjaśnień, a jeszcze na dodatek mogłaby mieć objętość dwukrotnie większą niż kwestionowany artykuł. Naczelni twierdzą, że u źródeł całej sprawy legło orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że przepisy prawa w odniesieniu do sprostowania są nieprecyzyjne. Naczelni boją się nie tylko ograniczenia praw własnych, ale i praw obywatelskich. 57 gazet ukazało się w poniedziałek z białą plamą na pierwszej stronie, rzeczą, która nie zdarzała się od początku lat 90. ubiegłego stulecia. Jest więc ciekawie…

Jestem szczerze mówiąc zdziwiony tym protestem i obawami. Przez kilkanaście ostatnich lat przywykłem do sytuacji, w których znane postaci sceny politycznej i życia społecznego były bezkrwawo choć skutecznie zabijane przez prasę, która ponosiła ryzyko sprostowań, bo to się opłacało. Warto było zaatakować, nawet jeśli poniewczasie okazywało się, że to nie ten, albo nie to. Liczył się efekt, miła sercu i głowie świadomość bycia czwartą władzą, która tworzy i obala bohaterów. Cóż panie, panowie, nie można jednocześnie zjeść ciastka i mieć go nadal. Inaczej rzecz biorąc, nie ma wolności prasy bez odpowiedzialności tejże. Taka zdaje się jest intencja senatorów.

Jako dziennikarz sam kopałem i byłem kopany. Pracowałem, jak i szanowne panie i szanowni panowie w prasie, której dysponenci łączyli się z naczelnym za pomocą czerwonego telefonu (nie mam na myśli ideologicznej barwy aparatu a jedynie wagę samego łącza). Użyję chętnie i cynicznie określenia dzisiaj tak modnego – była to prasa sformatowana. Panie i panowie, większość z was również pracuje w prasie sformatowanej. Każą wam zabijać i ranić. Zatem nie dziwcie się, że wasze potencjalne ofiary starają się was rozbroić. Przecież to naturalny ludzki odruch…

Drodzy państwo, jako człowiek publikujący w przestrzeni internetowej postrzegam wasze obawy przez pryzmat osiągnięcia bezpieczeństwa za wszelką cenę. Utrzymania status quo bez walki. Zapewnienia sobie pokoju bez zwycięstwa. Chcecie pouczać i zabijać sami będąc nietykalni. Przypominam scenę z „Nietykalnych” Briana De Palmy, kiedy to współpracownicy Elliota Nessa zostali zmasakrowani w windzie, a na ścianie tajemnicza ręka wypisała słowa : „Jesteście tykani”. Wy też, drogie panie i drodzy panowie jesteście tykalni. Jeżeli chcecie pozostać czwartą władzą, trzeba się z tym pogodzić.

Tomasz DYMACZEWSKI

MŁODZI – OBURZENI

W maju tego roku specjaliści komentujący sytuację w Hiszpanii oceniali ruch młodych M-15 jako słabo zorganizowaną formację z niejasno określonymi postulatami, w przypadku której trudno mówić o stałości. Dziś fala protestów Oburzonych ogarnia wiele państw, a postulaty wypowiada się z rosnącym przekonaniem. Do światowego protestu doszło 15 października w tysiącu miast na całym świecie.

Od wieków jest tak, że za całe zło tego świata odpowiada jakiś system. To przeciw niemu należy się sprzeciwiać. Tak społeczeństwo funkcjonuje, że w którymś momencie mówi się kategoryczne „nie” – uroki demokracji. Sprzeciw jest domeną ludzi młodych. Protest Oburzonych to nie nowość, choć jego organizacja odbywa się z wykorzystaniem nowych środków komunikacji i przekazu. Portale społecznościowe jako narzędzie jednoczenia i mobilizacji ludzi o podobnych poglądach podziałały doskonale podczas rewolucji w Egipcie. Sprawdziły się i u Oburzonych. Według socjologów platformy Facebook i Twitter pełnią ogromną rolę w formowaniu się ruchów społecznych, porównywalną z… rolą kościoła w czasach narodzin Solidarności.

Nie bez powodu podkreśla się lewicowy charakter haseł protestujących, choć sami demonstranci nie posługują się żadnymi emblematami partyjnymi i nie identyfikują się z opcjami politycznymi. Główną przyczyną protestów jest nierówność społeczna, chciwość i skorumpowanie bankierów oraz bezradność rządów wobec kryzysu gospodarczego. Nie popadając w skrajności można stwierdzić, że krytyka kapitalistycznej rzeczywistości oraz braku relacji klasy politycznej z klasą społeczną to cechy charakterystyczne dla wszystkich znanych nam z ostatnich pięćdziesięciu lat przewrotów.

Moim zdaniem kapitalizm to bomba z opóźnionym zapłonem, nie tylko dla ludzi, ale też dla naszej planety. Nasz dobrobyt jest finansowany ze szkodą dla innych państw, a EBC reprezentuje ten niesprawiedliwy i zabójczy system. – mówi 27-letni Tobias protestujący we Frankfurcie nad Menem. Protest nie jest wymierzony w sam kapitalizm, ale w sposób, w jaki ów kapitalizm funkcjonuje.

Lech Wałęsa popierający protesty na Wall Street, w jednym z wywiadów, stwierdził „Kapitalizm wytwarza coraz więcej pieniędzy, ale nie zauważa ludzi. To coraz większy problem na całym świecie”. Problem ten dostrzeżono w 82 krajach. W ponad 950 miastach na świecie młodzi ludzie wyszli na ulice i choć media oceniają, że akcja zakrojona na tak szeroką skalę powinna zgromadzić więcej uczestników, warto mieć na uwadze, jak ciężko dzisiaj zmobilizować młodzież do uczestnictwa w takich wydarzeniach. Jeśli wierzyć zapowiedziom organizatorów, fala protestów nie jest jednorazowa. Protesty trwają nadal w Nowym Jorku, Amsterdamie i Frankfurcie. W większości miast mają charakter pokojowy, choć w Rzymie za sprawą chuliganów przeistoczyły się w uliczne zamieszki. Doszło nawet do profanacji jednego z kościołów w Lateranie. Władze Rzymu szacują straty na miliony euro. Inaczej rzecz miała się w Nowym Jorku. Demonstranci w iście amerykańskim stylu urządzili pikniki, koncerty i połączyli protest z zabawą.

W warszawskich protestach 15 października wzięło udział kilkaset osób. Wśród nich znaleźli się m.in. Wanda Nowicka z Ruchu Palikota oraz Ryszard Kalisz z SLD. W marszu wzięło też udział trzech Hiszpanów, którzy w maju okupowali madrycki plac Puerta del Sol. Przed rozpoczęciem manifestacji odczytali oni list, w którym podkreślili, że najważniejsze „jest rozbudzenie społecznej świadomości, wyzwolenie się ze strachu przed tym, co jest, oraz pozyskanie siły, by walczyć z niesprawiedliwością i nadużyciami”.

 Paulina REZMER

 Fot. Joanna Arent z Nowego Jorku   Fot. Joanna Arent z Nowego Jorku   Fot. Joanna Arent z Nowego Jorku   Fot. Joanna Arent z Nowego Jorku