Archiwa tagu: płyta

SINGIEL „HADRONY” – CZYLI LETNIA NIESPODZIANKA OD ZESPOŁU MARNE SZANSE

 

 

Fot. Plakat prasowy.
Fot. Plakat prasowy.

Tego lata MARNE SZANSE podkręcają i tak wysoką temperaturę. Zwycięzcy przeglądu „Czas Na Ciebie” w sierpniu wchodzą do studia, by nagrać swoją pierwszą długogrającą płytę. Spośród kilkunastu wokalistów i składów Jury złożone z zawodowych muzyków i nauczycieli ze szkoły muzycznej „Czas Na Muzykę” przyznało Grand Prix właśnie zespołowi MARNE SZANSE. Z okazji takiego sukcesu Marne Chłopaki postanowili sprawić fanom niespodziankę i wypuścili nieoczekiwanego energetycznego singla „Hadrony”. Znajdujące się na nim dwie taneczne piosenki z pewnością pomogą rozkręcić niejedną imprezę. Jest to prawdziwie wyjątkowe zdarzenie. MARNE SZANSE na kilka chwil odstawili mocne gitary na bok i skupili się na elektronicznym brzmieniu.

Nowy utwór „Hadrony” napędza soczysty syntezatorowy motyw. Melodyjny refren i humorystyczne wstawki z kultowych polskich internetowych filmików dodają lekkości i kontrastują z filozoficznym tekstem. To idealna muzyka na tło do dobrej zabawy.

„Wyzwolenie”, jeden z najstarszych kawałków zespołu, przeszedł gruntowny lifting. Gitary ustąpiły miejsca klawiszom zainspirowanym muzyką house i techno. Przearanżowany utwór nabrał tempa i tanecznego brzmienia. Po raz pierwszy w historii zespół użył także syntetycznych sampli perkusyjnych.
„Hadrony”, najnowszy singiel zespołu MARNE SZANSE, to porcja pozytywnej energii dla wszystkich miłośników dobrej muzyki. Cytując utwór tytułowy – „Dodajmy życiu chociaż trochę koloru”!

Singla „Hadrony” możecie posłuchać na kilka sposobów:

– za pomocą serwisów streamingowych Spotify i Deezer

– na naszym profilu w SoundCloud: https://soundcloud.com/marneszanse/sets/hadrony

– na YouTube: https://www.youtube.com/playlist?list=PLPJpME3lkuvu0ZRH30d41JK46X59h_zuk

– zapraszamy także do zakupów w serwisie iTunes: https://itunes.apple.com/pl/album/hadrony-single/id901785614

 

ODRODZENIE EDYTY BARTOSIEWICZ

Po 15 latach od wydania ostatniej płyty Edyta Bartosiewicz powraca na rynek muzyczny.

Album zatytułowania RENOVATIO zbiera laury, po dwóch dniach od premiery przyznano mu status Złotej Płyty. Nic w tym dziwnego, to najbardziej wyczekiwany krążek dekady.

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe

Płyta będzie, a nie było…

Początkowo płyta miała nosić tytuł „Tam, dokąd zmierzasz”, jednak koleje losu sprawiły, że późniejsze RENOVATIO doskonale oddało istotę albumu.
Słuchacze Artystki czekali na nowe nagrania kilkanaście lat, a przecież płyta była gotowa już w 2002 roku. Wydano nawet doskonale nam dziś znany singiel „Niewinność”, a po nim cisza.
Problemy z głosem sprawiły, że efekt końcowy nie był dla Edyty zadowalający. Próby nagrywania wokali kończyły się za każdym razem fiaskiem. Dopiero wiosna 2013 była dla jej strun głosowych momentem przełomowym.
Słuchając RENOVATIO żaden z fanów Bartosiewicz nie powinien być zawiedziony. Zaskoczony- owszem.
Nie jest to materiał wypełniony sztucznymi dźwiękami, dominuje gitara elektryczna, czyli nieodłączny element utworów Artystki.
Niejeden słuchacz powiedziałby, że album nie odniesie sukcesu, ponieważ nie dorównuje współczesnym, muzycznym trendom, a jednak… Ludzie kochają wracać do wspomnień, wielu słuchaczy wychowało się na nagraniach Bartosiewicz, co nie oznacza, że kupili płytę wyłącznie z sentymentu, w każdym rodziła się ciekawość, jak ta historia się zakończy.
Mocną stroną tego albumu są niewątpliwie nastrojowe i intymne teksty.
Lekko zachrypnięty, nosowy wokal Edyty dojrzał jeszcze bardziej, klimat z ostatnich płyt towarzyszy nam również na tym krążku, pop/rock w najlepszym wydaniu, bez mizdrzenia się przed odbiorcami.
RENOVATIO świetnie sprawdza się podczas nastrojowych, zimowo- jesiennych wieczorów, warto wsłuchać się w emocjonalne teksty i dźwięki, zatrzymać się na moment.
Utwór „Italiano” hipnotyzuje jednostajnym bitem, z kolei w „Cieniu” usłyszymy melorecytację, to właśnie ten numer najbardziej wyróżnia się na płycie, udany eksperyment. „Upaść by wstać” to ballada, która powstała w 2013 roku, podobnie jak tytułowe „Renovatio”. Zarówno jeden jak i drugi utwór podsumowuje pracę Edyty nad długo wyczekiwaną płytą, ale i samą sobą. Osobiste emocje i uczucia kolekcjonowane przez 15 lat wreszcie zostały uwolnione.
Takich Artystek jest w Polsce coraz mniej. Realizacją nagrań zajął się były mąż artystki – Leszek Kamiński.
Do promocji wybrano single- „Rozbitkowie”, cieszący się dużą popularnością, grany w największych stacjach radiowych oraz „Upaść, by wstać”.
Polska Janis Joplin powróciła i obiecuje, że nie opuści już swoich fanów na tak długo.

DB I DZ W „BLUE NOCIE”

Dwie Dominiki – po pierwsze Dominika Barabas (wtorek 7 maja 2013, godz. 20.00), a po drugie Dominika Zioło (czwartek 9 maja 2013, godz. 19.30) – wystąpią już albo jeszcze w maju w klubie Niebieskiej Nutki w Poznaniu, który znajduje się na Zamku, przy czym wchodzi się do niego od ul. Kościuszki 76/78.

Kolaż: Natalia Mikołajska.
Kolaż: Natalia Mikołajska.

 I KONCERT – DOMINIKA BARABAS

Wtorek 7 maja 2013, godz. 20.00.

Dominika Barabas jest wokalistką, multiinstrumentalistką, kompozytorką i tekściarką. Ma zamgloną barwę głosu, indywidualny muzyczny styl i naprawdę niebanalne teksty. Wszystko to tworzy niepowtarzalny wręcz „design sceniczny”, który jej publiczność ma okazję podziwiać – tak wzrokowo, jak i przede wszystkim słuchowo – podczas każdego koncertu. Zresztą są one – koncerty, bo cóż by innego – bardzo intensywnie przeżywane przez tę publiczność z tego prostego względu, że historie które Dominika wyśpiewuje i opowiada na scenie są uniwersalne i ponadczasowe. I jest to coś nieodmiennego. Poza tym piosenki Dominiki ubrane są w niecodzienne dźwięki wielu osobliwych instrumentów (w tym zestawie mamy pozycje zahaczające o różnorodne gitary, instrumenty klawiszowe, basy i perkusję, ale jest także kilka „dziwnych” małych instrumentów – m.in. gitalele, flet irlandzki, kazoo czy kinderklavier).

Dominika Barabas jest finalistką tegorocznego 34. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie zdobyła nagrodę Dziennikarzy, Publiczności, stowarzyszenia ZAIKS oraz towarzystwa Polonica. Ponadto jest laureatką wielu nagród i konkursów, m. in.: I miejsca XV konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej” fundacji Okularnicy (2012), Nagrody Specjalnej Festiwalu Piosenki i Ballady Filmowej w Toruniu (2012), I nagrody, czyli nagrody im. Wojciecha Bellona, oraz nagrody dziennikarzy na 44 Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, Nagrody Głównej 26. Międzynarodowego Festiwalu Bardów OPPA w Warszawie. Jest też zdobywczynią Grand Prix XXXVIII Ogólnopolskich Spotkań Zamkowych „Śpiewajmy Poezję” w Olsztynie (2011) i Grand Prix X Ogólnopolskich Spotkań Śpiewających Poezję „Recital” w Siedlcach (2011).

Dominice Barabas w czasie koncertu towarzyszyć będzie, jak zwykle, jej tzw. „dream team”, czyli trójka wybitnych muzyków, którzy dzięki pasji i pomysłowości dopieszczają aranżacje kolejnych piosenek. W ich muzycznym towarzystwie może ona pozwolić sobie na najbardziej niezwykłą i intymną podróż do własnej krainy dźwięków i subtelności. W „Blue Nocie” zagrają:

  • Dominika Barabas – wokal, gitara, instrumenty klawiszowe;
  • Piotr Pawlus – gitary;
  • Michał Francuzik – gitara basowa;
  • Mateusz Brzostowski – perkusja.

Bilety: 25 zł – miejsca siedzące i 20 zł –wejściówki.

II KONCERT – DOMINIKA ZIOŁO: „MIĘDZY NAMI”

Czwartek 9 maja 2013, godz. 19.30

Dominika Zioło jest utalentowaną wokalistką i w klubie promować będzie swoją debiutancką płytę. Krążek czy też album pełen jest przewrotnych, ale i poruszających tekstów, akustycznych brzmień, latynoskich rytmów i nastrojowych melodii. Wszystkie razem w dodatkowym połączeniu ze zmysłowym głosem Dominiki zabiorą słuchaczy w podróż po zakamarkach kobiecej duszy. Swój warsztat wykształciła ona na Akademii Muzycznej w Katowicach (była studentką Wydziału Wokalno–Aktorskiego w latach 2000-2004). M. in. dlatego można było już ją usłyszeć podczas wielu koncertów i festiwali, takich jak: „Vena Music Festiwal” i „United Europe Jazz festiwal”. Dominika Zioło wraz z zespołem brała również udział w nagraniu Koncertu Live na antenie Radia Gdańsk, Radia „Dla Ciebie” i Radia Łódź.

Debiutancka płyta Dominiki, w której nagraniach wziął udział ponad 10-cio osobowy zespół muzyków, jest owocem jej współpracy z Dominikiem Rosłonem, odpowiedzialnym za warstwę muzyczną oraz Wojciechem Byrskim, autorem tekstów. Sama wokalistka jest autorem słów do dwóch piosenek i współkompozytorem części utworów znajdujących się na płycie. Warto również zwrócić uwagę na nazwiska Bogdana Olewicza oraz Bernarda Maseli, którzy mieli wpływ na powstanie krążka. Na koncercie grać będą:

  • Dominika Zioło – wokal;
  • Dominik Rosłon – piano;
  • Sławomir Pogoda – gitara akustyczna.,

Bilety: 25 zł – w przedsprzedaży i 30 zł – w dniu koncertu.

JEJ ŻYCIE JEST W PORZĄDKU – RECENZJA ALBUMU

 

 

Fot: http://www.students.pl/kultura/details/64547/Ania-Wyszkoni-Zycie-jest-w-porzadku
Fot: http://www.students.pl/kultura/details/64547/Ania-Wyszkoni-Zycie-jest-w-porzadku

„Życie jest nam wszystkim najbliższe. Choć czasem jest mi ciężko, choć czasem chciałabym gdzieś uciec, schować się przed całym światem, to niczego bardziej nie pragnę niż żyć, bo każdego dnia los daje mi tyle pięknych chwil. Jestem spełniona. Mam wszystko czego potrzebuję do życia w szczęściu i satysfakcji. Przecież „człowiek nie został stworzony, by zrozumieć życie, ale żeby je przeżyć” i to przeżyć je jak najlepiej, bo przecież… ŻYCIE JEST W PORZĄDKU!”- tymi słowami Ania Wyszkoni zaprasza słuchaczy do muzycznej podróży po swojej najnowszej płycie, której premiera miała miejsce 13 listopada 2012r.
„ŻYCIE JEST W PORZĄDKU” to drugi solowy album Artystki. Po spektakularnym sukcesie poprzedniego krążka zatytułowanego „PAN I PANI” głosy słuchaczy były jednoznaczne- bardzo trudno będzie choćby dorównać solowemu materiałowi z „PiP”. Tego typu komentarze zostały rozwiane z chwilą pojawienia się nowego albumu na półkach sklepów muzycznych. Najnowszy album jest pewnego rodzaju kontynuacją debiutu sprzed ponad trzech lat, choć teksty są niepowtarzalne, melancholijne i skłaniające do refleksji. Wszystko wplecione w muzykę na najwyższym poziomie, którą tworzyli m.in. Ania Dąbrowska, Robert Gawliński, Mikis Cupas. Album jest spójny, przemyślany i nic nie dzieje się na nim przypadkowo. Jest dopieszczony w każdym calu tworząc ambitną całość. Atutem jest fakt, że nie da się jej słuchać nie wsłuchując się, teksty są bardzo osobiste.
11 premierowych utworów rozpoczyna piosenka autorstwa Ani pt. „Powietrze”- „Nie potrafię dłużej w jednym miejscu stać, wybiegam boso żeby zdobyć świat…”, która zaprasza nas do swojego małego świata opowiedzianego dźwiękiem i słowem. Artystka nie kłamie, rozkłada skrzydła i opisuje w piosenkach swoje pragnienia, plany, przemyślenia, tęsknoty i szczęście. Mówi o spełnieniu, chwilowej samotności, ale przede wszystkim o miłości, która każdego dnia jest inna, wyjątkowa, niepowtarzalna, choć czasem trudna i sprawiająca ból. Na krążku nie odnajdziemy ani jednego tanecznego utworu, dobrze zinterpretują go dusze romantyczne, słuchające przede wszystkim swojego serca.
„Zapytaj mnie o to kochany” to pierwszy singiel z płyty, muzykę napisał Marek Jackowski, a tekst- doskonale wszystkim znana Kora. Monolog na temat sensu miłości i pytania czym ona jest, Ania podsumowuje prosto, lecz ujmująco- „Kocham Cię za to, że jesteś…”.
Producentem płyty jest Bogdan Kondracki, z którym Wyszkoni współpracowała przy powstawaniu poprzedniego krążka. Kolejni goście, którzy napisali genialny tekst to Michał Szulim i Karolina Kozak, (autorka „Wiem, że jesteś tam”, z solowej płyty), muzykę do piosenki „W całość ułożysz mnie” stworzył Robert Gawliński. Mówi ona o pragnieniu miłości, która układana jest z codzienności chwil i przedmiotów, które to uczcie otaczają.
„Gdy naga stoję przed Tobą” to utwór w całości stworzony przez Anię. Mówi się, że to erotyk… Artystka „rozbiera się” z tajemnic, kłamstw, snów i zapachu- piękna, wzruszająca i chyba najbardziej intymna gra słowna.
Przewrotny tekst ma utwór „Zanim minie jesień”, słowa napisał Maciej Durczak- narzeczony Ani. Jest to jedyny „żywszy” utwór na płycie, co nie oznacza, że taneczny. Opowiada on w optymistyczny sposób, że jeszcze zanim minie jesień, a nadejdzie wiosna, „smutny Pan” będzie spełniony w miłosnym uniesieniu.
„Chcę oddychać” wzruszy nawet najbardziej zimnego słuchacza. Jeśli pojawiają się na ciele dreszcze, a po wysłuchaniu przez moment nie można wydobyć z siebie żadnego słowa, to utwór należy rozpatrywać w kategoriach wyższych, niż tylko kompozycja i tekst do posłuchania, tak jest w tym przypadku.
„Moje miasto śpi” zamyka sielską podróż po płycie- „Na ławce w parku cicho siada obok mnie, czas który już minął, i znaki mi daje, teraz możesz dalej iść, mogę iść…” tymi słowami Ania daje do zrozumienia, że wciąż ewoluuje, jeśli tylko pojawią się zmiany w jej życiu, na pewno zaśpiewa o tym na swojej kolejnej płycie. Obecny album wyraża jej stan ducha, pewien etap, który przeszła, lub nadal przechodzi, lecz nie zamknie się, nie stanie w miejscu, będzie twórcza. Oryginalności, patetyczności, a zarazem lekkości dodają płycie zróżnicowane instrumenty. Pojawia się akordeon, fortepian, skrzypce oraz trąbka.
Ania Wyszkoni nie odcina kuponów od dotychczasowych osiągnięć i sukcesów. Grubą kreską oddziela każdą płytę, choć oczywiście utożsamia się z nimi w całości. W tekstach czuć, że Ania jest kobietą spełnioną i szczęśliwą, płyta jest bardzo liryczna. Genialny krążek posiada również nie mniej doskonałą oprawę. Kolorystyka grafiki to czarno-białe zdjęcia połączone ze smugą koloru żółtego. Wszystko w minimalistycznej, eleganckiej oprawie. Najmilsza uczta dla uszu i duszy…

PŁYTA ZESPOŁU WEEKEND

Przebój „Ona tańczy dla mnie” ogarnął całą Polskę. Podbił serca licealistek i studentek  w całym kraju. Dobra informacja dla fanów – cała płyta prezentuje się równie nieźle, co ten hit.

Fot. pochodzi z: http://www.cda.pl/video/5080594/Weekend-Ona-Tanczy-Dla-Mnie
Fot. pochodzi z: http://www.cda.pl/video/5080594/Weekend-Ona-Tanczy-Dla-Mnie

Płyta „Ona tańczy dla mnie” to już piąty krążek w dorobku grupy Weekend.  Wsłuchując się w  kawałki, ciężko uwierzyć, że Radek Liszewski grał kiedyś muzykę rockową. To zdecydowanie inny gatunek muzyki. Można go określić mianem disco, którego w Polsce niby nikt nie słucha, ale jak przyjdzie co do czego, każdy zna i śpiewa. No właśnie, do takiej kategorii należy niewątpliwie ta płyta.

W załączonej książeczce znajdziemy dedykacje dla żony i synów, w której wokalista i zarazem lider grupy dziękuje za wsparcie i pomoc w realizacji projektu, którego… jest sam wydawcą.

Do tej muzycznej podróży z zespołem Weekend wprowadza nas znana zapewne już mniej bądź bardziej piosenka „Ona tańczy dla mnie”. Kolejną jest hit „Za każdą chwilę”, do którego to Radek Liszewski nakręcił niedawno teledysk.  Płyta być może na kolana nie powala, jednak słucha się jej miło. To, jak wspomniałam typowe discopolowe kawałki, które wbrew opiniom trafiają do serc i w gusta Polaków ( ponad kilkanaście milionów odsłon na YouTube.com teledysku „Ona tańczy dla mnie” świadczy o tym doskonale). Proste, ale piękne słowa i łatwo padająca w ucho muzyka porwie do tańca niejednego. Tak, dokładnie. „Ona tańszy dla mnie” to płyta, której kawałki zagoszczą w dyskotekach i klubach przez długi czas. Świadczą o tym zapewne trzy zmiksowane kawałki. Stają się one zachętą do imprezowania.

Teksty piosenek tworzone przez wokalistę są proste. Pewnie właśnie dlatego skłaniają do refleksji. Typowe, wręcz życiowe, łatwo przyswajalne. Być może właśnie to sprawiło, że stały się one tak bliskie rzeszom fanów. Traktują one o miłości, bólu, płaczu, tęsknocie, czyli o tym, co ludzkie. Odnoszą się do najważniejszych wartości i słabości ludzkich. Są po prostu „swojskie”.

Ponadto plotki głoszą, że „weekendowskich” piosenek zaczynają słuchać także za granicą. Czy grupie szykuje się międzynarodowa kariera? Zobaczymy…

Tracklista:

1. Ona tańczy dla mnie
2. Za każdą chwilę z Tobą
3. Męska rzeczywistość
4. Zakochani wciąż jak nikt
5. Moje miasto nigdy nie śpi
6. Słodki jak wisienka
7. Męska rzeczywistość – studio fox
8. Za każdą chwilę z Tobą – V-Projekt
9. Ona tańczy dla mnie – Davis rmx
10. Ona tańczy dla mnie – Extendet

LEGENDARNY „T.LOVE” W POZNANIU

Fot. http://twojakultura.pl/t-love-old-is-gold-pierwsza-od-6-lat-plyta-studyjna-zespolu.html
Fot. http://twojakultura.pl/t-love-old-is-gold-pierwsza-od-6-lat-plyta-studyjna-zespolu.html

Legenda polskiej sceny muzycznej, a przede wszystkim polskiego rocka, po latach gry na wielkich scenach i w ogromnych koncertach powraca do swoich klubowych korzeni. Stanie się to m. in. w Poznaniu, w klubie „Blue Note” przy ul. Kościuszki 76/78, w poniedziałek, 29 października 2012, o godz. 20.00. „T.love” promować będzie swój pierwszy po sześciu latach album studyjny pt. „Old is Gold”.

Koncert w „Blue Nocie”

Jesienią 2012 „T.Love” wyrusza w wielką klubową trasę koncertową, w czasie której przedstawi publiczności swoją pierwszą od sześciu lat album studyjny. Dwupłytowe wydawnictwo zatytułowane „Old is Gold” ukaże się na rynku już w ten wtorek, 16 października, a niecałe dwa tygodnie później mieszkańcy Poznania sami będą mogli sprawdzić, jak 22 piosenki – napisane w ciągu ostatnich czterech lat – zabrzmią na żywo w klubie „Blue Note” i jak z bliska brzmi samo „T.Love”, bo choć w ciągu ostatnich lat wiele razy odwiedzało ono Poznań, robiło to najczęściej jako gwiazda na wielkich koncertach i festiwalach, a nie w niewielkich, kameralnych klubach.

„Old Is Gold”

Jest to próba pokazania słuchaczom źródeł rock’n’rolla. Muniek Staszczyk mówi: jesteśmy starą, zakurzoną kapelą i chcemy pokazać dzieciakom, gdzie tkwią korzenie. „Old is Gold“ po polsku znaczy „stare ale jare“ – dlatego też muzycy postanowili wziąć się za bary z takimi gatunkami, z którymi nie mieli do tej pory zbyt wiele wspólnego. Album zatem oparty jest na dawnym, szorstkim, czarnym bluesie spod znaku Muddy’ego Watersa, countrowo-folkowych klimatach w duchu Cashowsko-Dylanowskim, a także na nucie znanej z wytwórni Tamla Motown.

Album nagrywano „po staremu”, a więc na taśmę analogową w studiach: S3 i S4 oraz w Rogalowie Analogowym, metodą z lat 50., która polegała na tym, że zespoły rejestrowały swoje piosenki grając w jednym pomieszczeniu, bez jakiejkolwiek separacji instrumentów. W ten właśnie sposób „T.Love” cofnęło się w czasie i wróciło do źródeł muzyki rock’n’rollowej.

Na koncercie w klubie „Blue Note” będzie można przekonać się jak na żywo brzmią wszystkie kompozycje z nowej płyty „T.Love”.

Bilety: 35 i 45 zł, a do nabycia są w klubie i poznańskim CIM-ie.

ROBIĆ TO, CO CIESZY – WYWIAD Z EWĄ FARNĄ

Polka czy Czeszka, wokalistka, a może narciarka? Czemu zawdzięcza swój sukces w tak młodym wieku? Jej radości i obawy. Trochę przeszłości i plany na przyszłość. Kilka minut przed koncertem w Piaskach-Ewa Farna.

Ewa Farna na scenie/Fot. Klaudia Lekowska.
Ewa Farna na scenie/Fot. Klaudia Lekowska.

Klaudia Lekowska: Pochodzi z polskiej rodziny mieszkającej w Czechach. Uczyła się w polskim gimnazjum w czeskim Cieszynie, mówi po polsku jak i w gwarze cieszyńskiej, a kim naprawdę jest Ewa Farna? Czeszką czy Polką?

Jestem stuprocentową Polką, z tym, że mam czeskie obywatelstwo i mieszkam po czeskiej stronie, tam też się urodziłam, z resztą jak inni Polacy tam żyjący. Jest nas około czterdziestu tysięcy. Ale ludzie nie wiedzą po prostu, że jest coś takiego jak, mniejszość narodowa po czeskiej stronie. Chociaż tam się urodziłam, tam żyję to i tak jestem Polką

Angelika Szober: Dlaczego zrezygnowałaś z wyczynowego uprawiania sportu? Czy miłość do muzyki okazała się silniejsza?

Tak, tak, z pewnością. Tylko, że najpierw chodziłam do szkoły i grałam na fortepianie przez sześć lat, później zdecydowałam, że chciałabym jeździć na nartach, ale nie mogłam pogodzić fortepianu z nartami, więc zaczęłam jeździć na nartach, a później zaczęła się muzyka i chciałam to razem przeplatać, ale treningi zaczynały się, na przykład około 6 rano, do 9 jeździliśmy. Po treningach normalnie chodziliśmy do szkoły na zajęcia. Kiedy grałam koncerty, wracałam do domu o drugiej a o piątej trzeba było już wstawać. Tego nie dało się pogodzić, więc powiedziałam sobie, że jednak śpiew interesuje mnie bardziej, a poza tym wyniki tego, co robiłam jako wokalistka były lepsze.

K.L.: Szansa na sukces to prestiżowy program, w którym wiele gwiazd stawia swoje pierwsze kroki. Czy uważasz, że programy tego typu są potrzebne by młodzi ludzie mogli „się pokazać”?

Wiesz co… z pewnością tak. Chociaż jeśli chodzi o mnie, to znalazłam się zupełnie przypadkowo w tym programie, ponieważ byłam na konkursie w Sosnowcu i tam w pewnym konkursie zasiadał w jury Jacek Cygan, który zaprosił mnie do „Szansy na sukces”. Pomyślałam sobie: „Kurcze, oglądam to w telewizji z rodzicami, a teraz mam szansę tam wystąpić.” Pojechałam, wystąpiłam i udało mi się wygrać, ale nie robiłam tego, żeby się pokazać, czy coś podobnego. Po prostu zaprosiła mnie bardzo ważna persona do programu, który faktycznie jest prestiżowy, więc bardzo chętnie przyjechałam. Później byłam tam kilkukrotnie, jako gość, śpiewałam też piosenki Michaela Jacksona.

A.S.: Zaliczyłaś głośny debiut na rynku muzycznym już w wieku 13 lat. Oceniając przez pryzmat czasu, opowiedz co dała, ale także i odebrała Ci zdobyta z dnia na dzień sława?

Najpierw chciałabym podkreślić, że to nie było tak z dnia na dzień, tak może się wydawać, ale za tym wszystkim stoi sporo pracy, przygotowywania płyty, repertuaru, umowy, plany. Planowanie tego tak, aby można było wszystko zgrać z moją szkołą, umawianie się z rodzicami, kto będzie mnie woził na koncerty, jak często one będą mogły być i w ogóle, co będzie ze mną. Czy zrobią ze mnie lalkę, czy ja będę mogła pozostać sobą. To trwało bardzo długo. Można powiedzieć, że ten sukces, który pojawił się po pierwszej piosence w Czechach, czy w Polsce po piosence „Cicho” to faktycznie wyglądał jakby z dnia na dzień coś się stało, ale ja nie rozumiem jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi. Ciągle robię to, co mnie bawi, a czasami owocuje to w postaci pięknych nagród, czy w to, że mogę grać koncerty. Powiem szczerze, że nie uświadamiam sobie jeszcze tego, co się dzieje i to może nawet lepiej. Ma się wtedy dystans do tego wszystkiego. Nie polega to na gonieniu za nagrodami i wszystkim wokół. Podstawą dla mnie jest to, że mogę robić wszystko, co mnie bawi, że mogę mieć wokół siebie wspaniałych ludzi, i że mogę być na scenie, mieć fanów, to jest fantastyczne!

K.L.: Czy 13-letnia Ewa Farna w jakikolwiek sposób próbowała wykorzystywać swoje sukcesy?

Nie… ja jakoś tego nie wykorzystywałam, bo nie miałam jak, tak naprawdę. Jeśli chodzi o szkołę, to nie miałam jakiś większych ulg. Co prawda miałam indywidualny tok nauki, ale na przykład w czwartej klasie gimnazjum, to w Polsce jest klasa maturalna, tam nie można mieć już indywidualnego nauczania. Normalnie się starałam chodzić do szkoły i nie miałam żadnych ulg za nagrody. Nawet bym nie chciała, było tak, jak powinno być. A z drugiej strony, jeśli pytasz o przyjaciół, to nie, bo mam świetnych przyjaciół a ci którzy nimi nie byli, to szybko okazało się, dlaczego ze mną trzymali.

A.S.: Posiadasz wiele nagród polskiego przemysłu fonograficznego. Możesz pochwalić się Superjedynką, Telekamerą, Viva Comet, Eska Music Eward, czy czujesz respekt przed starszymi i bardziej doświadczonymi wokalistami polskiej sceny?

Na pewno tak. Jak najbardziej. Niedawno graliśmy koncert, a przed nami grał pan Krzysztof Krawczyk, dla mnie jest to artysta, którego znałam od małego, bo chociaż żyję za granicą to, to czego słuchali moi rodzice, tego słuchałam ja. A teraz nagle okazuję się, że gram po nim koncert. To jest oczywiście sprawa formalna, bo obojętnym jest kto po kim lub przed kim gra, ale jednak dla mnie to był szok. Jak najbardziej czuję respekt do tych artystów. Tak jak udało mi się grać przed zespołem Perfect czy Budka Suflera. Dla mnie są to legendy i mam przed nimi respekt, bo są to osoby, które bez wątpienia na szacunek zasługują.

K.L.: Wróćmy do Twoich nagród, nie boisz się, że zdobywając bardzo dużo w tak młodym wieku „wypalisz się”, a w kolejnych latach muzyka nie będzie przynosić Ci radości?

Jasne, że tak. Grałam w tenisa zawodowo i przestało mnie to bawić. Jeździłam na nartach i też mnie to tak nie pochłonęło. Jednak muzyka pochłonęła mnie całkowicie i chciałabym rozwijać się w tym kierunku, ale też mam alternatywę. Bo inną sprawą jest to, co chciałabym robić na razie, bo już wychodzę z wieku teenage i czuję się bardziej pewna w tej muzyce, więc myślę, że tędy droga. Jednak jak wcześniej wspomniałam, mam alternatywę, którą są studia. Zdałam maturę, ale chcę więcej, chcę iść na studia. Pierwszego października zaczynam naukę na Uniwersytecie Warszawskim. Będę studiować prawo. Chciałabym spróbować… tak naprawdę człowiek nigdy nie wie, co go spotka i stawianie wszystkiego na jedną kartę się nie opłaca. Trzeba mieć alternatywę w życiu.

A.S.: Dlaczego więc prawo? Jest to bardzo trudny kierunek dla zwykłych studentów, a co dopiero dla osoby tak zajętej jak ty.

Chciałabym spróbować, interesuje mnie to. Myślę, że robić coś, co mnie nie interesuje, tylko dlatego, żeby mieć szkołę, żeby być uznanym, mieć prestiż i żeby ludzie nie myśleli, że jestem totalnie głupia to zwykła powierzchowność. Chcę studiować, bo interesuje mnie to, a poza tym, prawo autorskie jest bardzo powiązane z muzyką. Jednak jeśli się nie uda, jeśli będę widziała, że ta szkoła nie jest dla mnie i z jej powodu musiałabym zrezygnować ze śpiewania, to myślę, że nie jestem na tyle głupia, żeby zrezygnować z czegoś, co budowałam sześć czy siedem lat. Nie tylko ja, ale jest to praca naprawdę wielu ludzi, teamu, fanów. Nic na siłę, ale chcę spróbować skoro udało mi się tam dostać, a co było nie lada wyczynem dla mojego mózgu (śmiech.)

K.L.: Chciałaś studiować w Krakowie, to miasto ma wyjątkowy klimat, w ogóle jest wyjątkowym miejscem, więc dlaczego jednak wygrały studia w Warszawie?

Ponieważ składałam dokumenty na dwie uczelnie do Pragi i do Warszawy. Kraków-chciałam, tylko, że jako student zagraniczny miałam możliwość zgłoszenia się do jednej szkoły w Polsce. W Warszawie jednak można więcej pracować z muzyką, chociaż Kraków to przepiękne miasto, które kocham i w dodatku jest stolica artystów, jednak wybrałam Warszawę, bo można łatwiej komunikować z atelierami, z muzycznym studio, mam tam swój team, a w dodatku moje przyjaciółki też tam będą.

A.S.: Jak widzisz swoją karierę za pięć, dziesięć lat, czy będzie podobnie jak teraz, jeszcze bardziej dynamiczna, czy planujesz zwolnić tempo pracy i skupić się na innych rzeczach nie związanych z  muzyką?

Pięć…dziesięć lat…wiesz co… bardziej dynamiczna? Nie, nie… dwadzieścia pięć, osiem lat…Może już powoli coś z rodziną chciałabym zacząć. A czy zwolnić tempo? Ja myślę, że tempo jest na razie bardzo szybkie, też z powodu mojej szkoły i tego, że prawie corocznie wydaję płytę. Trzeba mieć też czas na jakiś progres, na to żeby się rozwijać artystycznie, a akurat w moim wieku, człowiek pragnie czegoś nowego, ma jakieś alter ego, które pragnie spokoju albo też tego, że idzie szaleć na scenie. Nie wiem, kiedy przyjdzie moment, gdy będę chciała pójść w zupełnie drugą stronę. Jednego jestem pewna, że nie chcę udawać, że coś mnie bawi, gdy tak nie jest. Nie wiem, jakie będzie tempo, jak to będzie za dziesięć lat. Jak będę miała super partnera i chęć mieć dzieci, to wiesz… To dam pierwszeństwo budowaniu rodziny.

K.L.: Jakie są plany Ewy Farnej na najbliższą przyszłość oprócz studiów? Czy możemy spodziewać się jakiejś nowej płyty?

Oprócz studiów…? Gramy teraz koncerty, jak w Polsce tak w Czechach. Są to dość duże festiwale w każdą sobotę. Mamy też koncerty na Słowacji. No i oprócz szkoły to planujemy płytkę, ale to po nowym roku, najszybciej wiosną. Chciałabym przygotować się do tego bardziej autorsko, więc będziemy tworzyć utworki i starać się stworzyć płytę, która rozwali system. (śmiech)

Rozmawiały: Klaudia Lekowska i Angelika Szober

SZCZĘŚCIE NA KRĄŻKU – WYWIAD Z MIETKIEM SZCZEŚNIAKIEM

Mietek Szcześniak to wybitny muzyk i wspaniały człowiek. W rozmowie opowiada m.in. o najnowszej płycie „Signs”, o współpracy z Wendy Weldman i projekcie „Poland why not?”.

Mietek Szczesniak. Okładka płyty.
Mietek Szczesniak. Okładka płyty.

Aleksandra Kołosowska: Od jakiegoś czasu jest pana mniej w mediach, właściwie w ogóle pana nie ma. To celowy zabieg czy może był pan tak zajęty tworzeniem płyty, że nie było czasu?

Mietek Szcześniak: Jedno i drugie. Przez cały czas pracuję, ale to Media decydują czy nas ludziom udostępnią. W mediach są różne mody, różne prywatne sympatie, różne interesy, aż dziwne, że tak to może funkcjonować. Myślałem też, że to zmiana pokoleniowa, ale okazało się jednak, że nie. Jest wielu artystów cenionych przez publiczność, których media nie zapraszają. Dobrze sprzedają płyty, grają koncerty, dużo pracują, tak jak ja. Szkoda, publiczność ma prawo wybierać, czego chce, co się naprawdę podoba, ale ma ograniczone możliwości poznania. Marnologia i macherzy od wyimaginowanych mas rządzą.

A.K.: Ostatnią solową płytę wydał pan w 2006 roku. Skąd taka długa przerwa?

M.SZ.: To nie jest długa przerwa. Ja zawsze płyty nagrywam co 4, 5 lat, w międzyczasie biorąc udział w projektach innych artystów. Myślę że to taki zdrowy czas dla człowieka , którego nie ma w mediach (śmiech). Gdybym był w mediach, to większe byłoby parcie, płyty ukazywałyby się gęściej, szybciej. Nie wiem czy lepsze. Wie Pani, jeżeli czuje się przysłowiowy wiatr w plecy- chętniej się pracuje. Szczególnie kiedy ma się sporo pomysłów i czasem z nieśmiałości odkłada je do szuflady. Mówię o konfuzji, której doświadcza człowiek włączywszy telewizor i zobaczywszy, co tam się dzieje muzycznie i kulturalnie.

A.K.: Za kilka dni premiera pana nowej płyty. Skąd pomysł na anglojęzyczne utwory?

M.SZ.: Nie zamierzałem nagrać płyty po angielsku. Zaczęło się od akcji pt „Poland – why not ?”, którą zorganizował Szkot mieszkający w Polsce Brian Allan. Zaprosił kilku amerykańskich twórców piosenek, którzy mieli spróbować współpracy z polskimi wykonawcami, napisać wspólnie nowe piosenki. Owocem mojego spotkania z Wendy Waldman – mieszkającą w Los Angeles artystką i producentką – jest płyta pt „ Signs ′′. Zaczęliśmy owocnie – już pierwszego dnia mieliśmy całą piosenkę, a drugiego- następną. Szło nam, jak z płatka. Wendy przyleciała po paru miesiącach do Polski, żeby popracować jeszcze trochę. Później ja poleciałem do Los Angeles. Spotykaliśmy się co 3, 4 miesiące na ok. 2 tygodnie. Po dwóch latach mieliśmy 30 piosenek. Wtedy dopiero postanowiliśmy, że powstanie z tego płyta. Mieliśmy pomysł, żeby przetłumaczyć piosenki na polski, ale każdy język ma swoją specyfikę, nie daje się opowiedzieć tak samo historii, na których nam zależało. Dbaliśmy o każdą nutkę i słowo, trudno było je zmieniać. Postanowiłem, że zostawię tę pracę w pierwotnej, organicznej formie. Napisałem „ Rzeczy zmieniają się” – ukłon dla polskiej publiczności. Naturalną koleją rzeczy, pomyśleliśmy o wydaniu płyty w Polsce, z polskimi i angielskimi opisami, z impresjami polskimi o angielskich tekstach. Amerykanie przyzwyczajeni są do tego, że eksportują swoje produkcje, chcą to wydać poza Polską. Ja się nie napinam, ale skoro oni mają takie plany- jestem otwarty. Starałem się śpiewać po angielsku, tak jak po polsku. Bacząc na łączenie trzech sztuk, kolaborowanie z muzyką, ze słowem i interpretacja obu. Wykonałem dużą pracę, żeby to było prawdziwe, emocjonalne, uczę się „czuć” angielski. Kiedy przekraczam barierę języka, czuję się trochę jak emigrant. Rozumiem lepiej, dlaczego tak wielu Polaków emigruje…

A.K.: Na płycie jest jeden polski utwór „Rzeczy zmieniają się”. To pewnego rodzaju bonus dla polskich fanów?

M.SZ.: To jest ukłon w kierunku mojej publiczności, dialog z ludźmi, którzy lubią moje polskie teksty. Do tej pory nagrywałem głównie po polsku . Chociaż mam taki projekt i zagrałem sporo koncertów ze standardami jazz soul, blues, ale nigdy tego nie nagrałem. . Jednak wszystko i najbardziej lubię robić po polsku.

A.K.: O czym opowiada ta płyta ? Jest motyw przewodni czy może każda piosenka jest inna ?

M. SZ.: Płytę nazwaliśmy „ Signs”, czyli „Znaki”. Lubię patrzeć na ludzi i na zdarzenia, jak na znaki, lubię je czytać i uczyć się, rozwijać. Lubię też, kiedy każda piosenka ma własne życie. Płyta dla mnie jest zbiorem opowieści, historii zilustrowanych muzyką. Ten album, to mój drobny hołd dla amerykańskiej kultury muzycznej. Jestem jej wielbicielem od dawna. Wyjątkiem jest tytułowa i singlowa piosenka pt „Signs”. Chcieliśmy, żeby jedna pieśń była opowieścią o człowieku, który siedzi w środku pomiędzy wschodem a zachodem. Ma wgląd i rozumie obie strony, ich muzykę, mentalność, odrębność, metaforycznie też. Dlatego są tu wpływy zachodniej i wschodniej muzyki. I dość niepokojąca wizja… Proponuję uważność . Jeżeli to się komuś przyda i zainspiruje- to będzie dla mnie wielkie szczęście.

A.K.: To siódma płyta w pana artystycznym dorobku. Można powiedzieć , że jest ona najbardziej osobista?

M.SZ.: Nie, wszystkie są bardzo osobiste. Ta jest dojrzalsza i bardziej wyluzowana. Rzeczywiście, współpraca z Amerykanami, szczególnie w Kalifornii, daje poczucie luzu. Ale zawsze podszytego pracowitością i konkretem. To dla mnie jedno z większych odkryć na temat amerykańskiego luzu.

A.K.: Spełniło się pana wielkie marzenie. Zawsze chciał pan nagrywać płyty w zagranicznych studiach i z zagranicznymi muzykami. Doszło do tego właśnie dlatego, że został pan zaproszony do programu „Poland why not?”?

M.SZ.: Dzięki „Poland why not′′ spotkaliśmy się z Wendy Waldman. Potem postanowiliśmy kontynuować pracę na własną rękę. Jak mówiłem – nie celowaliśmy w płytę, chcieliśmy napisać parę fajnych piosenek. Rozwinęło się nadspodziewnie , dlatego zdecydowaliśmy, że będzie z tego płyta. To wielkie szczęście spotkać człowieka, który patrzy w tę samą stronę życiowo i muzycznie, który ma podobną wrażliwość i otwartość. Poza tym nie byłem panem który, ma pieniądze i jedzie wynająć kogo chce. Wendy przedstawiła mi swoją rodzinę muzyczną – ja jej swoją, polską. W tym projekcie brali udział tylko ludzie, którzy w niego i w nas wierzyli, którzy lubili nas i naszą pracę. To unikalne i słychać to na płycie.

A.K.: Czyli może pan powiedzieć, że w pewnym sensie jest szczęściarzem?

M.SZ.: Jestem szczęściarzem i myślę, że jest to też rodzaj nagrody za wieloletnie trudy .

A.K.: Zastanawiam się czy tak doświadczony artysta jak pan, stresuje się tym, jak płyta zostanie przyjęta w Polsce i za granicą również?

M.SZ.: Oczywiście, zawsze. Wiadomo, że kiedy coś się zrobi i pokazuje drugiemu – zawsze są obawy, jak to zostanie przyjęte, czy forma pozwoli na odczytanie treści. Myślę, że to naturalne, tak jakby człowiek był chwilowo bez skóry. Każdy artysta tak ma i w ogóle każdy człowiek tak ma.

A.K.: Płyta powstawała 4 lata. Jest pan zadowolony z efektu finalnego?

M.SZ.: O tak. Jestem bardzo zadowolony. Właściwie płyta powstawała trzy lata. Tak naprawdę spotykaliśmy się co trzy, cztery miesiące, na dwa tygodnie. Biorąc to pod uwagę, płyta powstała bardzo szybko. Słychać rzetelność w podejściu do sprawy, otwartość ale również przyjacielski, domowy spokój. To połączenie amerykańskiego stylu i słowiańskiej emocjonalności. Fajne kompozycje, dobre opowieści, wyraźni muzycy i fachowe brzmienie.

A.K.: Myśli pan, że pozostaniecie z Wendy w kontakcie?

M.SZ.: O tak. Przyjaźnimy się, mamy wspólnych przyjaciół w Polsce i w Stanach, znamy swoje rodziny i środowiska. No i mamy wiele nowych pomysłów oraz podpisany kontrakt na dwie płyty z firmą 4evermusic, która wydaje nas w Polsce. Zrobiliśmy już połowę następnej płyty.

A.K.: 29 listopada w warszawskim klubie Palladium odbędzie się koncert promujący płytę „Signs”. Opowie pan czego mogą spodziewać się fani, którzy przyjdą na koncert?

M.SZ.: W klubie Palladium zagramy koncert ze wszystkimi piosenkami z płyty „ Signs′′ oraz kilka piosenek polskich. Myślę, że zgrabnie przeplecione, zrobią odpowiednią całość. Cieszę się , bo to fajne miejsce do grania, dobrze wygląda i wszystko dobrze słychać. Cieszę się też, że na koncercie będę miał gości ze Stanów. Przyjadą ludzie którzy, brali udział w nagrywaniu tej płyty. Będzie Wendy Waldman, która zagra na gitarze i zaśpiewa. Będzie również świetny gitarzysta z Teksasu Phil Hurley i perkusista Scott Babcock z Los Angeles.

A.K.: Planuje pan trasę koncertową promującą tę płytę?

M.SZ.: Planuję, oczywiście. Najchętniej zagrałbym tę trasę z czarnym chórem. Nie lada gratką jest to, że na płycie grają biali i czarni muzycy amerykańscy. W dodatku zostaliśmy z Wendy członkami ich chóru „ Life Choir′′. Ja jestem dojeżdżający, a Wendy bywa regularnie. Chciałbym również, żeby w trasie wzięła udział Basia Trzetrzelewska, która nagrała ze mną duet. Nie mam jednak sponsorów. Może Wy nam coś znajdziecie (śmiech)?

A.K.: Koncerty, płyta – jednym słowem dużo pracy. Kiedy czas na odpoczynek?

M.SZ.: Chwilowo czasu na odpoczynek nie ma. Z tego co widzę odpocząć będę mógł dopiero w marcu. Ale jestem bardzo zadowolony i wdzięczny.

A.K.: Czyli planami na te najbliższe kilka miesięcy jest wydanie płyty, koncertowanie. Planuje pan coś jeszcze?

M.SZ.: Jeśli jeszcze coś zdołam, to pewnie zrobię. Chodzą mi po głowie różne rzeczy. Ciągle znajduję ładne teksty, do których mam ochotę ułożyć parę nutek . Mam projekt z kwartetem smyczkowym Meccore, który chciałbym nagrać. Marzy mi się też płyta z orkiestrą. Właściwie pracuję cały czas. I lubię to.

Rozmawiała: Aleksandra KOŁOSOWSKA