Archiwa tagu: nauczyciele

OD WRZEŚNIA „SZKOŁA” – NOWY SERIAL PARADOKUMENTALNY TVN

Fakt, że seriale paradokumentalne cieszą się ogromną popularnością nikogo już nie dziwi. Właśnie dlatego mnożą się jak grzyby po deszczu.

Źródło: ŚwiatSeriali.pl/ Agencja W. Impact  Czytaj więcej na http://www.swiatseriali.pl/seriale/szkola-1111/news-szkola-prawdziwe-oblicze-polskiej-edukacji,nId,1486654#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
Źródło: ŚwiatSeriali.pl/ Agencja W. Impact

Od 1. września w TVN emitowany będzie nowy serial o nazwie „Szkoła”. Akcja serialu toczyć się będzie w szkole (głównie gimnazjum i liceum) wokół problemów nastolatków. Kluczową rolę odegrają również nauczyciele zaangażowani w codzienne problemy uczniów. Każdy z odcinków opowie dwie zamknięte historie. Jak to często bywa w serialach paradokumentalnych – pojawi się narrator wszechwiedzący.

Serial kręcony jest w ogromnej hali, która łudząco przypomina prawdziwą szkołę. Losy uczniów ukazane w serialu są inspirowane prawdziwymi historiami, głównie opowiedzianymi przez nauczycieli. Można będzie obserwować dwa światy odwiecznie przenikające się: z jednej strony pedagodzy stojący na straży moralności i bezpieczeństwa podopiecznych, z drugiej zaś problematyczni nastolatkowie i ich kłopoty. Mówi się, że serial jest swoistym novum na rynku, lecz przypomina on „Szkołę życia” emitowaną w TVP2, która obecnie cieszy się szerokim odbiorem.

Społeczeństwo lubi seriale paradokumentalne z prostej przyczyny, sytuacje ukazane w nich często dotyczą ich życia osobistego. Szukają oni w nich rozwiązania własnych problemów. Inni natomiast w takich serialach szukają głównie sensacji i rozrywki. Prosty w odbiorze serial paradokumentalny nie wymaga wysiłku intelektualnego i stanowi pewnego rodzaju odprężenie mózgu.

„TO JEST SZKOŁA CZY RYNSZTOK?”

Lubią dokuczać nauczycielom. Sprawia im to radość – mają się czym pochwalić przed kumplami.

Fot. http://wctp.pl/pl/artykuly/agresja-w-szkole
Fot. http://wctp.pl/pl/artykuly/agresja-w-szkole

Jedna ze szkół ponadgimnazjalnych mieszcząca się w woj. lubuskim na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od innych placówek edukacyjnych. To tylko pozory. Z roku na rok przybywa do szkoły coraz bardziej rozwydrzone towarzystwo. Liceum nie jest już jak dawniej synonimem ambicji, talentu, czy sumienności. Dziś do liceum dostają się osoby, które nie mogą wykonywać zawodu ze względu na choroby dotyczące wzroku, ruchu i tym podobne. Państwo za wszelką cenę chce mieć ludzi wykształconych, oto rezultaty takiego założenia. Większość młodzieży licealnej powinna zdecydowanie trafiać do szkoły zawodowej. – mówi jedna z nauczycielek lubuskiego liceum.

Dlaczego młodzież ze szkół średnich lubi dokuczać nauczycielom? Kosz na głowie nauczyciela, wybita szyba w aucie na szkolnym parkingu, kradzież telefonów komórkowych i inne mało zabawne „psikusy”. Kim są osoby, które robią sobie żarty z nauczycieli? Czy można ich nazwać niedojrzałymi kryminalistami?

Oczywiście, jest to naruszenie cudzego mienia. Można a nawet trzeba nazywać ich przestępcami. Zaczyna się od kosza na głowie, a kończy za kratami. Często też zdarza się, że takie osoby wcale nie pochodzą z patologicznych rodzin. Chcą na siebie zwrócić uwagę, ponieważ w domu nikt się nimi nie interesuje. Rodzice ciężko pracują, by zapewnić wszystko dziecku a ono nie umie tego docenić. Jest to bardzo często wołanie o uwagę. Ja tutaj jestem, zwróćcie na mnie uwagę. – mówi pani Małgorzata, psycholog, pracująca z młodzieżą od wielu lat.

Zapytaliśmy kilku licealistów dlaczego dokuczają nauczycielom i jak często im się to zdarza:

Norbert, II kl LO: Wkurza mnie to, że oni mogą wszystko. Mogą niesprawiedliwie oceniać, krytykować i komentować brak przygotowania do lekcji. Co ich to obchodzi, że mam irokeza na głowie, albo kolorowe włosy. Są po to, żeby nas uczyć a nie oceniać. Najgorszy kawał jaki zrobiłem nauczycielowi? Włożyliśmy z kolegą nauczycielce od polskiego żabę do torebki. Piszczała tak głośno, że aż dyrektor przyszedł. Mieliśmy później przerąbane, ale nikt nikogo nie wydał, dlatego później nauczycielka ciągle robiła nam niespodziewane kartkówki. Zrobiliśmy ten kawał, bo nauczycielka była śmieszna i miała piskliwy głos. Lubiliśmy wyprowadzać ją z równowagi. Była bezradna.

Rafał I KL LO: Nie lubię nauczycieli, mam na nich alergię. Nie pozwalam sobie na to, żeby nauczyciele rządzili mną. Patrzyli na mnie z góry. Najbardziej denerwuje mnie matematyczka. Zawsze gdy ktoś dostaje pałę ze sprawdzianu głupio to komentuje. Najgorszy kawał zrobiłem właśnie jej. Powiesiłem jej na szyję drewnianą ekierkę, wysypałem na biurko biały pył od kredy i wyszedłem z klasy. Na pożegnanie powiedziałem jej, że ma ładną biżuterię na szyi. Nie zostawiła tego bez echa. Poszła do dyrektora. Wezwano moich rodziców. Szlaban na dwa tygodnie, a potem następny psikus. Po co to zrobiłem? Byłem wściekły na nią, bo powiedziała, że rodzice mnie nie wychowali i przez to jestem nieukiem.

Klaudia III KL LO: To nie jest tak, że nie lubię wszystkich nauczycieli. Są tacy, których da się lubić, ale to wyjątki. Nie ma dziś nauczycieli z powołania. Przychodzą rozgoryczeni uczyć, bo mają niskie pensje i wszystko się na nas odbija. Poza tym lubię też zwracać na siebie uwagę, dzięki tym wybrykom ciągle jestem w centrum uwagi. Moi nauczyciele przyzwyczaili się już do tego, dlatego jak już podnoszę rękę, to mówią „Klaudia, co znowu?”. Najgorszy psikus? Nie pamiętam, było tego trochę. Zawsze raczej wdaję się w dyskusje z nauczycielami.

Ola II KL LO: Nie cierpię jak ktoś mi mówi, co mam robić. Nasi nauczyciele chcą nam narzucać nawet styl ubierania. Nie wolno pokazywać pępka, bo zaraz podchodzą i pytają czy jest mi zimno. Kiedy pofarbowałam włosy, to dostałam całą litanię od wychowawcy na temat farbowania i niszczenia włosów. Facet, który nie ma gustu, nie będzie mi mówił jak mam się ubierać, czy czesać. Najgorszy kawał…to chyba  zamknięcie na klucz w klasie naszego nauczyciela od chemii. Wyszliśmy wszyscy z sali, on jeszcze rozmawiałam z kimś przez telefon, był odwrócony do nas tyłem. Zabraliśmy z biurka klucz, zamknęliśmy po cichu drzwi, a klucz odnieśliśmy do pokoju nauczycielskiego, jakby nigdy nic. Siedział w tej klasie dwie godziny, aż w końcu usłyszała go sprzątaczka i pomogła mu wyjść. Zrobiliśmy to po prostu dla żartu, żeby mieć się z czego pośmiać. Zresztą faceta nie lubiliśmy, bo ciągle za coś krytykował nas.

Wydawać by się mogło, że to nauczyciele są winni wszystkiemu, co się wokół nich dzieje. Winnego zawsze doszukują się nie tylko młodzi ludzie, ale i ich rodzice. Często wzywani do szkoły, stają w obronie swoich „młodych gniewnych”. Jednak czy słusznie? Nie wszystko zależy od nauczyciela, większą władzę mają nad młodzieżą rodzice. Jeśli oni nie wpoją pewnych wartości dzieciom, to grono pedagogiczne może jedynie rozłożyć ręce nad problemem, bowiem żyjemy w czasach, w których nie wolno dziecku dać klapsa, ani zwrócić uwagi na skandaliczne zachowanie.

Czy to możliwe aby licealiści zachowywali się w taki sposób? Przecież są to jednostki przygotowywane do matury, egzaminu dojrzałości. Jak widać matura jednak z dojrzałością mało ma wspólnego. Z dobrze zdanym egzaminem maturalnym młodzież dostaje się na studia, a przecież wyższe wykształcenie zobowiązuje do zachowania kultury osobistej. Zdobyta wiedza jest tylko połowicznym sukcesem, w połączeniu z ogładą tworzy wspaniały duet, dzięki któremu możemy funkcjonować w społeczeństwie.

Zastanawiam się, czy ministerstwo nie powinno wprowadzić jakiejś reformy dotyczącej zachowania uczniów. Na przykład za naganne zachowanie powtarzanie klasy. Może to nauczyłoby młodzież pokory… – Wyznaje pani Anna, emerytowana nauczycielka.

Nie jest to głupi pomysł. Powtarzanie klasy za naganne zachowanie plus lekcje dobrych manier w pakiecie. Tylko kto by za to wszystko płacił?

POMYSŁ NA ŻYCIE: Z KABARETEM I OTWARTYM SERCEM

Fot. Henryk Grymuza.
Fot. Henryk Grymuza.

Kiedy się ich ogląda można poczuć wolność. Nieskrępowaną i daleką od absurdów politycznych. Oni, nauczyciele tworzący kabaret „Młodzi duchem”, sięgają do materii przylegającej do ludzkich losów, miłostek, przelotnych romansów, także dolegliwości zdrowotnych i nie tylko. Działają w Jarosławiu od 4 lat. Zajęcia warsztatowe odbywają w miejscowym Centrum Kultury i Promocji. Zawsze mają komplet publiczności, a to oznacza, że są lubiani. Współpracują z Uniwersytetem Trzeciego Wieku oraz choreografem Gretą Wyczawską – Dubaj. Wielu z nich przebywa na emeryturze, inni są jeszcze aktywni zawodowo. Najnowszą realizacją  kabaretową jest spektakl „Prysły zmysły”. Zawiera on kilogramy humoru, trochę erotyki, a wszystko podane jest z aktorskim wdziękiem  i talentem.

Formacja kabaretowa jest pomysłem Doroty Białek. Aktorzy mają sporo talentu. Ich interakcja z publicznością jest imponująca. Występowali nie tylko   w rodzinnym mieście, ale także w okolicach Rzeszowa oraz w Bydgoszczy. Członkowie kabaretu ujawniają także swoje predyspozycje stricte teatralne.  W kierunku profesjonalnej niemal sceny przygotowuje ich reżyser Barbara Płocica. Za inscenizację „Sejmu Białogłowskiego” przywieźli z Bydgoszczy do Jarosławia cenną nagrodę.

Warto jednak zauważyć, że pedagodzy nie liczą na sukcesy spektakularne. Świadczy o tym dewiza zawarta w jednej z piosenek, którą zespół zawsze wykonuje na zakończenie programu:

„(…) Chcemy się bawić, chcemy się śmiać

i szczęście dawać i szczęście brać…”

 

SZKOLNA SPRAWIEDLIWOŚĆ – MOŻLIWA CZY NIE?

Szkoła to miejsce, gdzie spędzamy większość naszego czasu. To nie tylko miejsce, gdzie zdobywamy wiedzę i oceny (mniej lub bardziej uczciwie), ale także spotykamy przyjaciół, zakochujemy się, śmiejemy czy, po prostu żyjemy. Czego wymagamy od szkoły oprócz tego, że daje nam nowe znajomości, ludzi, dzięki którym uśmiechamy się? Myślę, że przede wszystkim sprawiedliwości. Czy jest to możliwe? I czy to działa w obie strony?

Godzina ósma. Jesteś zdenerwowany sprawdzianem z matematyki, który ma odbyć się na trzeciej lekcji. Wewnątrz czujesz, że nie powinieneś się denerwować, bo przecież kto przesiedział kilka dni nad materiałem? No właśnie ty. Pisałeś, liczyłeś, sprawdzałeś, nawet wzory umiesz. Więc o co chodzi. Wszystko będzie dobrze. Godzina prawdy nadchodzi. Siedzisz z bolącym brzuchem w ławce i dostajesz sprawdzian – idealnie. Wszystkie zadania już widziałeś, wiesz, jak wyliczyć. Uśmiechnięty zabierasz się do pracy, ale z boku słyszysz – „Pst, pomożesz mi? Od tej oceny zależy moja przyszłość w tej szkole”. Spoglądasz na kolegę, a potem na nauczyciela. Skoro umiesz, to dlaczego masz nie pomóc? Piszesz więc dwa sprawdziany – dajesz ściągać koledze, a z klasy wychodzisz zadowolony, że nie tylko odniosłeś swój osobisty sukces, ale także uratowałeś znajomego od „kibla” z matmy.

Źródło: http://szkola.wp.pl/kat,108802,opage,2,title,Zrezygnowac-ze-szkolnych-ocen,wid,13275613,wiadomosc.html?ticaid=1e395
Źródło: http://szkola.wp.pl/kat,108802,opage,2,title,Zrezygnowac-ze-szkolnych-ocen,wid,13275613,wiadomosc.html?ticaid=1e395

Przychodzi dzień oddawania sprawdzianu. Jesteś spokojny, prawie pewny dobrej oceny, pocieszająco patrzysz też na kolegę, który boi się wyniku. Nauczyciel zaczyna wymieniać oceny. Kiedy wśród prac nie ma twojej – jesteś pewny, że zostanie wyróżniona. „Mamy jednego ściągacza”. Nic nie rozumiesz. Nauczyciel podaje ci twoją pracę z wielkim napisem – PRACA NIESAMODZIELNA. Spoglądasz na kolegę, któremu pomogłeś. Cieszy się z piątki. Dajesz mu znaki, żeby powiedział, jak było naprawdę. Udaje, że cię nie widzi, a w twoim dzienniczku ląduje ocena niedostateczna.

Czy w szkole jest możliwe sprawiedliwe ocenianie? To pytanie dręczyło i będzie dręczyć każdego, zwłaszcza, że młodym ludziom powtarza się nieustannie, iż na tym świecie nie ma sprawiedliwości. Nauczyciele mają więc trudne zadanie, aby sprawiedliwie ocenić swoich podopiecznych. Czy udaje im się to? Wielokrotnie, każdy z nas spotkał się z przejawami niesprawiedliwości. Na jednym sprawdzianie jedyne pół punktu brakowało ci do wyższej oceny, ale nauczyciel nie podarował – postawił ocenę, jaka mieściła się w kryteriach. Ale na kolejnym sprawdzianie to twojej koleżance brakowało takiej samej ilości punktu. Jej się udało – nauczyciel postawił ocenę wyżej dodając jedynie mały minusik. Czy to sprawiedliwe? Pewnie nie. Skoro kurczowo trzymamy się kryteriów – niech dotyczy to każdego ucznia, bo czy ty różnisz się czymś od twojej koleżanki? W szkole, w procesie oceniania, nie powinien być istotny twój status społeczny, pochodzenie, zawód rodziców, ale wiedza i to, co nią reprezentujesz. Czy jednak tak rzeczywiście jest? Pewnie nie do końca. W czasach, w których żyjemy nawet nauczyciele stają się coraz mniej obiektywni, chociaż oczywiście, nie wszyscy, ale są to wyjątki, które niestety potwierdzają regułę.

Uczniowie bardzo często narzekają, że nauczyciele wybierają sobie swoich ulubieńców, że tylko z nimi rozmawiają, że łaskawszym okiem patrzą na nich podczas odpowiedzi, kartkówek czy sprawdzianów. Ale tak już z nami, uczniami, jest – widzimy każde potknięcie naszej pani profesor lub szanownego pana profesora. Każda niesprawiedliwa ocena, każde przychylne spojrzenie w kierunku faworyta klasowego, każdy uśmiech i próba podpowiedzi dla kogoś, kogo lubi. Ale czy my jesteśmy wobec innych sprawiedliwi? Wyobraźmy sobie sytuację: dostajemy sprawdzian. Liczymy punkty ( kto z nas tego nie robi – w poszukiwaniu zbawiennego punkcika, który podwyższy nam ocenę). Okazuję się, że nauczyciel się pomylił, ale zrobił to na naszą korzyść. Nie wiemy, czy było to zamierzone, dlatego sprawiedliwym byłoby iść i zgłosić pomyłkę, ale wtedy jest ryzyko, a raczej pewność, że zmieni się ocena – na gorsze. Co robi większość z nas? Zapomina i nie zgłasza. Czy to jest sprawiedliwe? Tego nie widzimy, swoich błędów staramy się nie dostrzegać, ale gdyby nauczyciel zaniżył nam ilość punktów – stalibyśmy pierwsi w kolejce do biurka ze złością w oczach.

Sprawiedliwość w szkole jest ciężka do osiągnięcia. Ale nie jest niemożliwa. Jest tylko jedna zasada: uczciwość i równość. To już połowa drogi do sukcesu. Ze swojej strony życzę wszystkim uczniom, żeby sami byli sprawiedliwi, a na swojej drodze spotkali takich nauczycieli, którzy będą sprawiedliwi wobec wszystkich swoich uczniów. Tym, którzy takich mają – zazdroszczę .

Katarzyna PÓŁTORACZYK