Archiwa tagu: miś

SKOMERCJALIZOWANE ŚWIĘTO ZAKOCHANYCH

Prezenty miarą miłości?

Fot. Archiwum.
Fot. Archiwum.

Św. Walenty – patron epileptyków, opętanych i wreszcie zakochanych. Nie każdy wie, że było ich trzech, a jeden z nich – Św. Walenty – udzielał potajemnie ślubów w Rzymie za czasów Klaudiusza II Gockiego. Na terenie Rzymu bowiem panował wówczas zakaz tak zwanego „ożenku”, było to spowodowane rekrutacją mężczyzn do wojska.

Na szczęście te czasy to już „prehistoria”. Minął również okres, w którym to córki tuż po urodzeniu przeznaczone były wybranemu mężczyźnie. Dziś mamy pełną swobodę w zakresie małżeństwa. Wolno nam brać ślub z obcokrajowcami, w niektórych krajach nawet parom homoseksualnym udziela się ślubu – no cóż, serce nie sługa.

Miłość to piękna sprawa, dopóki wszyscy przedsiębiorcy naokoło nie zaczynają zarabiać na niej. Święto Zakochanych jest w ostatnim czasie zdominowane przez media, które nawołują do kupowania tak zwanej „drugiej połowie” drogich prezentów … i zaczyna się wyścig, który partner kupi swojej partnerce droższy prezent. Panie kolejnego dnia w pracy wymieniają upominki, by udowodnić koleżankom, że ich faceci są najwspanialsi na świecie. Blednie im twarz na widok złotej bransoletki od Gucciego u koleżanki. Komentują, że piękna i bardzo gustowna, a w myślach krzyczą: „Czemu mój facet kupił mi tylko perfum?! Nie kocha mnie tak mocno, jak jej facet? Już ja mu wejdę na ambicje po powrocie do domu!”.

Ejże! Drogie Panie, czyżbyście zapomniały, że prezentami nie mierzy się miłości? Dzień Zakochanych to Święto, które można spędzać na sto różnych sposobów i nawet jeśli mąż nie ujął w swym scenariuszu żadnego prezentu, nie jest to powód do rozwodu.

W takich momentach zawsze przypomina mi się sytuacja, która miała miejsce kilka lat temu między moimi Rodzicami. Kolejnego dnia po Walentynkach odwiedziłam mamę w jej mieszkaniu w mieście. Zaparzyła mi herbatę, rozłożyła jak zwykle słodycze na ławie. Dyskutowałyśmy o życiu kiedy nagle na parapecie usłanym kwiatkami zauważyłam maleńkiego pluszowego misia z małym krwisto-czerwonym serduszkiem, zamkniętego w plastikowym przeźroczystym pudełku. Chwyciłam pudełko z ciekawości, na odwrocie było napisane „Made in China”. Spojrzałam na mamę pytającym wzrokiem, na co odpowiedziała mi z promieniejącym uśmiechem na twarzy: -”To od taty na Walentynki”. Mogłaby dostać wiele więcej od taty, ale nie musiała akurat w Walentynki, bo wie, że kochać się powinno przez cały rok, a miś, mimo że spoczywał wcześniej gdzieś na regale z innymi chińskimi wyrobami w markecie, u mamy na parapecie zajmował honorowe miejsce.

Może nie będę oryginalna przytaczając fragment Hymnu o Miłości, jednak tak szybko zapominamy o tych, jakże ważnych słowach:

Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku,

nie unosi się pychą..

Z dedykacją dla Moich Rodziców.