Archiwa tagu: miód

ZA SEKRTNYMI DRZWIAMI W GABINECIE MASAŻYSTY

Fot. pochodzi z: http://www.masaze.grupasalveo.pl
Fot. pochodzi z: http://www.masaze.grupasalveo.pl

Jakiś już czas temu na portalu gazeta.pl opublikowany został artykuł pt. „Tajniki zawodów: co ukrywają przed nami masażyści?”. Jest to wywiad z pewną panią fachowiec (fachowczynią?) z fachowego gabinetu masażu. Tekst ten wywołał swego rodzaju burzę – chociaż możliwe, że jest to zbyt mocne słowo – na portalu Serwis-Masażysta.pl. Jego administrator, Rafał Urywaj, postanowił, po nieudanych próbach uzyskania zgody na przedruk, napisać coś podobnego, tyle że odpowiadającym na pytania byłby on sam. Ja zaś zdecydowałam się zrezygnować z formy wywiadowczej, zastosować zwykłą opisowo-reportażową i napisałam coś jeszcze innego, bo temat naprawdę jest ciekawy.

Początki

Jako, że sam masaż stanowi w pewnym sensie niebezpieczeństwo – zwłaszcza ten niewłaściwy – często może dla nas stanowić niejakie zagrożenie. Jednak nic to w porównaniu z masażystą nieumiejętnie nas masującym. Jakie wobec tego kwalifikacje zawodowe winien posiadać masażysta? Mówią, że minimum tych kwalifikacji to technikum masażu. Jest jednak bardzo wielu masażystów po studiach licencjackich albo i magisterskich na kierunku fizjoterapii. Takie wykształcenie to w dużej mierze podstawy teoretyczne, czyli wiedza z anatomii, fizjologii, patofizjologii, diagnostyki, a także, choć niekoniecznie, z ratownictwa medycznego. Należy za każdym razem pytać się o kwalifikacje terapeutów i tym samym rezygnować już na wstępie z osób jedynie po kursach masażu. Należy zawsze być czujnym – chodzi przecież o nasze zdrowie, nasze ciało i nasze dobre samopoczucie – tak psychiczne, jak i fizyczne. To przecież leży w naszym interesie, aby trafić w jak najlepsze ręce. Trzeba więc nie bać się pytać i zasięgać opinii osób trzecich.

Podczas pierwszej wizyty, i aby nie zrobić krzywdy pacjentowi/klientowi dobry terapeuta pyta przede wszystkim o to czego oczekuje się od masażu, jaki jest aktualny stan zdrowia, samopoczucie, przebyte choroby, urazy, schorzenia, wcześniejsze dolegliwości, przyjmowane leki, nowotwory, zakrzepy i choroby układu krążenia danej osoby. Zresztą sam jest w stanie zdiagnozować wiele schorzeń lub też tylko ich domniemywać. Nie należy więc dziwić się ani mieć za złe, jeśli terapeuta odmówi wykonania zabiegu z powodu swoich obaw o stan zdrowa pacjenta/klienta. W tym wypadku jest on właśnie po to aby edukować osoby korzystające z jego usług. Jest to wyraz ogromnego profesjonalizmu i troski o ich bezpieczeństwo. Pierwsza rozmowa, jaką masażysta/profesjonalista odbywa z pacjentem/klientem powinna przebiegać jak swobodna pogadanka – w pewnym sensie wypada nawet, żeby zawiązała się tu jakaś taka nić porozumienia, a może nawet przyjaźni. Zresztą każdej osobie masażysta/profesjonalista musi wręcz poświęcić odpowiednią ilość czasu na rozmowę przed i po zabiegu. W wielkich salonach SPA, a już na pewno w przychodniach rehabilitacyjnych NFZ właściwie jest to niemożliwe, bo praca tam przypomina tę z fabryki na taśmie. Niestety.

 Środki

A jak wyglądają sprawy z estetycznego punktu widzenia? Z przykrością stwierdzić należy, że czynnik estetyczny odgrywa tutaj rolę przeogromną, bo masaż ma być komfortowy zarówno dla osoby masowanej jak i dla masażysty. Przede wszystkim pacjent/klient – zawsze musi być on czysty i pachnący – przy czym wcale nie oznacza to od razu perfum Chanel nr5, chodzi o zwykłą bezwonną przyzwoitość. Dobrym wyjściem są prysznice, z których pacjenci/klienci mogą skorzystać bezpośrednio przed masażem. Natomiast konflikty, które zdarzają się pomiędzy nimi a terapeutą wynikają tak naprawdę z braku określonych reguł na samym początku współpracy. Należy właściwie i do końca określić wzajemne oczekiwania i skutki, które nastąpią w przypadku ich niespełnienia. Wzajemny szacunek dla siebie, dla czasu drugiej osoby, konstruktywny dialog w przypadku jakichś obiekcji – wszystko przeprowadzone w przyjaznej atmosferze – będzie powodowało, że konflikty zdarzać się nie będą. Wyjściem zawsze jest rozmowa – stanowi ona pomoc i klucz w każdej właściwie dziedzinie życia.

Jest jeszcze pewna bardzo istotna rzecz z „środkiem” związana. Coraz częściej pojawiają się reklamy mówiące o masażach odchudzających, mówiące np., że 5 zabiegów to 5 kg mniej. Powiedzmy jednak prawdę: zabiegi odchudzające nie działają, nigdy nie działały i pewnie nigdy działać nie będą. Relaksują, to fakt, ale nie odchudzają. Masaż jeśli odchudza, to tylko i wyłącznie masażystę. Aby schudnąć należy zrobić dwie podstawowe rzeczy: wykonywać ćwiczenia aerobowe, które wspomagają spalanie tłuszczów i zbilansować dietę. Masaż w tym całym procesie jedynie pełni rolę wspomagającą i może tylko współistnieć w całym procesie odchudzania. Można nim zdziałać cuda, lecz kilogramów nie straci się nigdy – czas skończyć się oszukiwać. To zwykły chwyt marketingowy, na który, co niestety jest smutne, nabiera się wciąż wiele osób. Inaczej jest z cellulitem, choć profesjonalista nigdy nie da gwarancji, że masaż usunie skórkę pomarańczową. Już sama ilość przyczyn powodujących cellulit wymaga wielopoziomowego podejścia. Masaż jest częścią procesu, który może pomóc przywrócić prawidłową cyrkulację limfy (drenaż limfatyczny), modelować i poprawić odżywienie tkanek. Jednak w wielu przypadkach, jeśli nie w większości, cellulit spowodowany jest zaburzeniami hormonalnymi, brakiem aktywności fizycznej, stresem bądź też po prostu złym stylem życia.

Końcówki

Na koniec zostały nam same wisienki na torcie, mowa bowiem będzie o masażu czekoladą i miodem. Jeśli chodzi o masaż miodem to na pewno warto tu przypomnieć o walorach miodu, szczególnie naszego rodzimego gryczanego. Badano go specjalnie w oddziale pszczelnictwa w Puławach i wykazał duże działanie antybakteryjne. Zawiera także znaczne ilości rutyny pozytywnie wpływającej na naczynia krwionośne, a także liczne witaminy i minerały.

Natomiast jeśli chodzi o czekoladę, to tylko prawdziwe masy czekoladowe stosowane do masażu, które na pewno nie posiadają konserwantów, bo zrobione są z prawdziwej czekolady sporządzonej z ziaren kakaowca, mają korzystne działanie.  Zawierają one flawonoidy, które według naukowców mogą obniżyć ryzyko zachorowania na raka skóry, Witaminy B6, B2, A, E, B3, B12, kwas foliowy i kofeinę, a co za tym idzie korzystnie wpływające na wygląd i odżywienie skóry. Jednak mówimy tu tylko o działaniu zewnętrznym a wiemy na pewno, że jest ono ograniczone. Dlatego po takim masażu, który jest nieocenionym balsamem dla duszy i zmysłów, warto w codzienną dietę włączyć miód gryczany albo prawdziwą gorzką czekoladę, choć ich niewielkie ilości. Zdarzają się także masaże owocami, np. arbuzem.

ZIMOWE PROBLEMY: SPIERZCHNIĘTE USTA


fot. FREE/ polki.pl
fot. FREE/ polki.pl

Okres jesienno-zimowy nie jest przyjazny dla ust. Chłód, wiatr i deszcz sprawiają, ze wargi pierzchną zdecydowanie szybciej i częściej. Dodatkowo zmiana temperatur czy suchość w pomieszczeniach również są dla ust niekorzystne. Na szczęście istnieje kilka prostych sposobów by temu zaradzić. Najprostszym z nich są oczywiście wszelkiego typu pomadki ochronno-nawilżające. Na rynku jest ich cała gama i tylko od indywidualnych upodobań zależy, którą wybierzecie. Należy jednak pamiętać, że zbyt częste stosowanie tego typu preparatów nie jest korzystne. Po pewnym czasie wargi przyzwyczaja się do danego kosmetyku i osiągniemy zupełnie odwrotny efekt od zamierzonego, dlatego używaj pomadek tylko wtedy, gdy przebywasz poza domem. W domowym zaciszu smaruj usta miodem. Najlepszy będzie miód wielokwiatowy lub spadziowy, ze względu na właściwości przeciwzapalne. Gdy usta są spierzchnięte przygotuj peeling. Pół łyżeczki cukru wymieszaj z łyżeczka miodu. Nałóż na usta i zostaw na około 10 minut. Następnie weź miękką szczoteczkę do zębów i okrężnymi ruchami masuj usta. Pozostałość peelingu ściągnij płatkiem kosmetycznym. Nie spłukuj wodą, gdyż woda wysusza delikatna skórę ust. Na koniec wargi posmaruj pomadka nawilżającą lub balsamem na bazie wosku pszczelego. Aby zapobiec pierzchnięciu ust powtarzaj ten zabieg raz w tygodniu. Warto uzupełnić dietę w produkty bogate w witaminy z grupy B (np. kasza, jajka, orzechy, fasola), co zapobiegnie suchym kącikom, a także szybkiemu wysuszaniu się warg. Dobre efekty da także olejek kokosowy lub masło Shea. Produkty te znajdziesz w aptece.

CZOSNEK, CEBULA, MIÓD I ZIELONA HERBATA…

…czyli kilka skutecznych sposobów na jesienną pluchę.

Nadeszła jesień a wraz z nią chłodniejsze dni, plucha oraz szaruga za oknami. Następstwem zmiennej pogody są choróbska, związane z naszym systemem odpornościowym: grypa, katar, kaszel. Podam wam kilka, na pozór, mało „atrakcyjnych” metod zwalczania skutków jesiennego „widzimisia” pogody. Są to staropolskie sposoby, które stosowała względem mnie moja babcia, na podniesienie naturalnej odporności. Przede wszystkim przed wyjściem z domu nie zapomnijcie o parasolce…ale zanim wyjdziecie, potrzeba wam porcji witamin. Czy zastanawialiście się, czym tak naprawdę jest czosnek? Wiem, wiem, nie brzmi zachęcająco, ale może zabrzmieć, gdy jest on składnikiem, na przykład, sosu. Nie pachnie za fajnie, za to skutecznie wspomaga leczenie grypy, czy przeziębienia. Zgnieciony ząbek czosnku zawiera takie składniki jak: s-tlenek disulfidu diallilowego, S-allilopropenotiosulfinianu. Trudne do wypowiedzenia, za to bardzo skuteczne w lecznictwie. Mówi się nawet, że czosnek działa jak antybiotyk. Nie przejmujmy się zapachem! To samo zdrowie! Czosnek można wykorzystywać na kilka innych sposobów, prócz sosu, jest jeszcze jedna, bardzo stara i prosta „receptura”: kanapka z białym serem, a na nim zgnieciony ząbek czosnku. Oczywiście z tym czosnkiem nie przesadzajmy. Wystarczy trzy razy w tygodniu na zmianę, na przykład, z cebulą. Tak! Cebula również ma dobroczynne działanie. Ona też nie pachnie sympatycznie, za to jak działa! I tutaj mamy jeszcze większy wachlarz możliwości. Czy wiecie, że Grecy spożywali surową cebulę podczas spektakli teatralnych? Wierzono również, że soki z cebuli polewane regularnie na łysą głowę, sprawiają, że włosy odrastają. Warto spróbować! Ale my teraz o odporności i chorobach, więc podam wam sposób mojej babci na suchy i uporczywy kaszelek. Babunia zawsze brała dwie główki cebuli, kroiła je na drobno, po czym wkładała do garnuszka z uchem, wszystko posypywała cukrem i zostawiała na noc, na parapecie w kuchni. Dla mnie była prawdziwą czarodziejką, bo zastanawiałam się, jakim cudem z samego rana w garnuszku pojawiał się gęsty, słodki syrop. Trzy łyżki stołowe rano i wieczorem…i masz kaszel z głowy! Zawsze mi pomagało. A jeśli z nosa nadal kapie, wtedy sięgnąć trzeba po miód. Taki miodzio ma w sobie całe multum witamin: magnez, żelazo, witaminę A, B2, C, PP, fosfor, fluor, białka, enzymy (inhibinę), cynk, bar. W skrócie, wszystko to, co potrzebne nam do tego, by nie kapało z nosa i nie bolała głowa. Miód dodajemy do przestudzonej herbatki, na przykład malinowej, bądź też zielonej (każda z wymienionych posiada dobroczynne składniki). Pamiętajcie, by nie wlewać miodu do wrzątku, traci wówczas na wartości. Moja babcia polewała mi miodem kanapkę z białym twarożkiem. Smakował lepiej niż dżem i powidła. A zielona herbata? W Polsce stała się bardziej powszechna, gdy byłam już dojrzewającą dziewczynką i właściwie sama odkryłam jej kojące działanie. Zielona herbata to przede wszystkim źródło witaminy C. W połączeniu z cytryną stanowi panaceum na przeziębienie.

Dbajcie o dietę, zwłaszcza teraz, gdy za oknem siwo i deszczowo, ubierajcie się ciepło, ale też pamiętajcie, by na talerzu pojawiła się odpowiednia ilość witamin. Domowe i stare sposoby są sprawdzone, a co za tym idzie bezpieczne, zatem zanim udacie się do apteki po „proszki”, wzbogaćcie wasze kuchnie o cebulkę, czosnek, miód, cytrynę i inne składniki odżywcze. Powodzenia!

Paulina ZYCH