Archiwa tagu: lasy

POSADŹ SWOJE DRZEWO !

Przez kilkanaście lat mówi się, że mężczyzna musi zasadzić drzewo, wybudować dom i spłodzić syna.

http://www.lasnowozencow.pl/uploads/news_photos/1200x800/656d040b252db438c2efea1eab43dfe826fe6db9.jpeg
http://www.lasnowozencow.pl/uploads/news_photos/1200×800/656d040b252db438c2efea1eab43dfe826fe6db9.jpeg

Na terenie Leśnictwa Łękno w Nadleśnictwie Babki powstał „Las Nowożeńców i Drzew Okolicznościowych” dla upamiętnienia ważnych wydarzeń w życiu osobistym np. zawarcie związku małżeńskiego, rocznicy ślubu, urodzenia dziecka, sukcesu osobistego, spotkania okolicznościowego lub innych. Pod drzewkiem można zakopać przesłanie dla przyszłych pokoleń w postaci: listu, zdjęć, dokumentów upamiętniające wydarzenie oraz innych informacji umieszczonych w zalakowanej butelce przygotowanej we własnym zakresie. Do każdego posadzonego dębu Nadleśniczy Nadleśnictwa Babki wystawia certyfikat z informacjami o posadzonym drzewie wraz z jego współrzędnymi geograficznymi. Nadleśnictwo przekazuje sadzonki nieodpłatnie, jedynie co musimy zrobić, to zapłacić za wyprodukowanie tabliczki okolicznościowej 65 zł. Więcej informacji na stronie: http://www.lasnowozencow.pl/

EKO(NIE)LOGICZNIE

Słysząc hasło „ekologia” po plecach przechodzi mnie nieprzyjemny dreszcz. Fakt, problemy z przyrodą miałam już w podstawówce, o biologii w liceum już nie wspomnę… Jednak to nie zależności między biotopem i biocenozą spędzają mi sen z powiek.

Mieszkam na obrzeżach Poznania. Uwielbiam moje osiedle otoczone łąkami i lasami, bo jest naprawdę genialnym azylem dla całego wielkomiejskiego zgiełku. Kocham zwierzęta, jestem zwolenniczką zdrowego jedzenia, nie zaśmiecam środowiska, bo tak mnie po prostu wychowano. Serce w sumie też mam dobre, przez pewien czas pracowałam nawet jako wolontariuszka. Zasadniczo mam świetne zadatki na ekologa. Tylko zasadniczo…

Parę miesięcy temu krocząc spóźniona przez poznański deptak zostałam zaczepiona przez mężczyznę z Greenpeace. Chcąc nie chcąc, zatrzymałam się. Pan pokazał mi pasjonującą książkę o wielorybach. Nie żebym przyswajała nazwy, dane liczbowe i inne ciekawostki, którymi zasypał mnie ów człowiek w ciągu minutowej rozmowy. Nigdy nie ogarniałam umysłem tematów ekologicznych. Udało mi się wyłapać z tego natłoku informacji, iż zagadnieniem problemowym były gatunki zagrożone wyginięciem. Jako człowiek aktywny społecznie, poderwałam się do działania. Pytam co trzeba zrobić, jak, gdzie, może jakieś protesty, happeningi, inicjatywa społeczna… Pan spojrzał na mnie z niewyraźną miną i wymruczał tylko… „numer konta”. Już nawet nie pytałam, który prezes Greenpeace pojedzie za moje pieniądze na wakacje, polować na zaprezentowane mi, kilka minut temu, zagrożone gatunki.

Fot. Paulina Zych
Fot. Paulina Zych

Nie, nie mam jakiejś ekologicznej znieczulicy. Jestem po prostu realistką. Zdaję sobie sprawę, że pod wieloma hasłami eko, czai się sporo marketingu, a jeszcze więcej kłamstwa i obłudy. Nie chodzi nawet o te nieszczęsne wieloryby. Przykład? Osiedlowy supermarket. Taaak, jestem jeszcze z pokolenia, które to pamięta darmowe reklamówki leżące obok kas. Jak jest obecnie, każdy wie. Owszem, czekają na nas śliczniusie, zieloniusie torebki biodegradowalne – 25gr za sztukę. Ile w nich biodegradowalności i ekologii – nie wiem. Wnioskuję jednak, że sporo, bo rozkładają się jeszcze przed doniesieniem do domu.

To jak łatwo można się dorobić na ekologii widać zwłaszcza na sklepowych półkach. Praktycznie każdy produkt może być eko, ozone friendly, bez konserwantów, czy czego tam jeszcze producent nie wymyśli. A, no tak. Producent wymyśli zapewne wyższą cenę.

Oczywiście, nie trzeba upychać kas wielkim koncernom, żeby być eko. Oszczędzaj energię, chroń środowisko, nie marnuj wody, segreguj śmieci, stop agresji wobec zwierząt – takimi hasłami jesteśmy zasypywani praktycznie codziennie. Oczywiście, hasła te są jak najbardziej trafne i zgadzam się z nimi w stu procentach. Jest to w końcu nasze środowisko naturalne, którego zasoby kiedyś się skończą i trzeba o nie dbać, jak najlepiej potrafimy. Jednak analiza ilości energii, wykorzystywanej do nagrania ekologicznego spotu telewizyjnego, do ilości energii zaoszczędzonej przy tym, że wyciągnęłam ładowarkę z kontaktu wydaje mi się delikatnie mówiąc bezsensowna. Nie wnikając już po raz kolejny w kwestie finansowe z cyklu: ile zwierząt można było uratować za jedną kampanię reklamową?

Ekologia ma jeszcze jeden, najbardziej irytujący mnie aspekt. Pamiętam pewną wigilię klasową. Moja klasa postanowiła wykazać się dobrocią serca i zrezygnować z corocznego kupowania wzajemnych prezentów. W zamian za to, zebrane pieniądze miały zostać przekazane na szczytny cel. Pomysł jak najbardziej trafiony, przecież okres przedświąteczny jest idealny na pomoc potrzebującym. Ktoś rzucił hasło, aby wspomóc pobliski dom dziecka. Kupić jakieś słodycze, zabawki… Pomysł upadł. Po „wspólnej” decyzji, klasa zdecydowała się na wsparcie fundacji, która zajmowała się… sterylizacją suczek.

Tego nie mogę znieść najbardziej. Stawiania dobra lasu, zwierząt, czy innego dobra naturalnego nad dobro człowieka. Każdy z nas pewnie pamięta aferę o Dolinę Rospudy, gdzie torfowiska okazały się cenniejsze aniżeli bezpieczeństwo okolicznych mieszkańców.

Ostatnio proekologiczny staje się także cały Poznań. Pewnie każdy z Poznaniaków słyszał o cięciach budżetu na przyszły rok, czy chociażby znaczących podwyżkach cen biletów MPK, które czekają nas na przestrzeni najbliższych lat. W zamian za to miasto oferuje nam Poznański System Rowerów Publicznych. Co z tego, że nie ma ścieżek rowerowych? Co z tego, że rowerzyści póki co są w Poznaniu zagrożeniem dla ruchu pieszych? Co z tego, że jedna ze stacji rowerowych powstająca na Małych Garbarach pozbawia miejsca pracy wielu poznaniaków, którzy wcześniej mieli tam swoje sklepiki? Nic.

Najważniejsze, że będą rowery. Najważniejsze, że będziemy ekologiczni.

Natalia KRAWCZYK