Archiwa tagu: kwiecień

GRECHUTA ŻYJE!

W wyjątkowym entourage’u Teatru Wielkiego w Poznaniu mieliśmy możliwość wysłuchania ponadczasowych utworów autorstwa Marka Grechuty. Tego wieczoru królował materiał z czwartej płyty zespołu PLATEAU zatytułowanej „Projekt Grechuta”, na scenie towarzyszyli im- Ania Wyszkoni, Małgorzata Ostrowska, Piotr Cugowski i Maciej Balcar. Nie zabrakło śmiechu, wspomnień, zadumy, wspólnego śpiewania, a nawet łez…

Fot. Karolina Piątczak
Fot. Karolina Piątczak

Światła gasną, na scenie roztacza się dym, nerwowe i zaciekawione spojrzenia publiczności wypatrują sylwetek muzyków. Przed widzami stoi krzesło, to miejsce dla wyjątkowego Gościa, bez którego nie byłoby nas w tym miejscu i o tym czasie. Marek Grechuta- artysta doskonały. Nikt jak on nie operował słowami ubierając je w dźwięki. Po ponad 140 koncertach zagranych przez zespół w Polsce, USA i Kanadzie przyszedł czas na spotkanie w pominiętym dotąd Poznaniu. Pierwsze dźwięki doskonale znanych publiczności utworów rozluźniły napięcie, już po chwili można było dostrzec śpiewających pod nosem panów, którzy przypominali sobie swoją pierwszą wiosnę i kobiety, które rozmyślały o dziewiczych pocałunkach. Nie zabrakło „Niepewności” w zaskakującej aranżacji, w podróż „Po niebieskim niebie” zabrała nas charyzmatyczna Małgorzata Ostrowska, która swym seksownym, chrypliwym głosem sprawiła, że po plecach przechodziły ciarki. Nikt nie potrafi lepiej „Ocalić od zapomnienia” Grechuty jak PLATEAU, Ania Wyszkoni rozweselona witała coraz cieplejsze dni słowami „Wiosna, ach to ty”, a Piotr Cugowski, moim zdaniem jeden z najlepszych męskich głosów w Polsce, przekonał mnie, że „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy…”. Maciek Balcar (od 15 lutego 2001r. wokalista kultowego zespołu DŻEM) przeniósł nas w inny wymiar utworem „Wolność”- lekkość w muzyce i głęboka warstwa tekstowa. Wieczór był pełen muzycznych niespodzianek, prócz standardowych instrumentów, muzycy zagrali na pile do cięcia drewna, butelce po piwie czy cymbałkach, na których uczyliśmy się grać w szkole podstawowej, jak nie wcześniej. Bohaterami tego wieczoru byli przede wszystkim wspominany Marek Grechuta oraz człowiek, który od dawna związany był z tym projektem, pomagał w aranżacjach, pisał nową muzykę i teksty- Marek Jackowski. W hołdzie wielkiemu muzykowi, artyści zaśpiewali wspólnie wzruszającą piosenkę zatytułowaną „Oprócz błękitnego nieba”. Nie obyło się bez oklasków na stojąco i bisu, w którym Ania Wyszkoni z wokalistą PLATEAU- Michałem Szulimem zaplątali się „W dzikie wino…”.

Koncert z cyklu Projekt Grechuta utwierdził mnie w przekonaniu, że prawdziwa, szczera i opleciona historią muzyka broni się sama. Zbędne są wizualizacje, fajerwerki i cekinowe stroje. Nie było miejsca na braki w wokalu, nieumiejętności interpretacji, wszyscy wypadli znakomicie, a mistrz Grechuta odżył na nowo, czuliśmy to.

[Fot. Karolina Piątczak]

Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak DSC_0107 Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak Fot. Karolina Piątczak

 

 

KLESZCZE – UKRYTY PROBLEM

Niebawem trawy zaczną się zielenić, słońce coraz mocniej grzać, a to wszystko przyniesie za sobą częste ataki kleszczy, które kojarzą nam się z ukrytym niebezpieczeństwem.

Fot. pochodzi z: http://natemat.pl/22685,jak-sie-pozbyc-kleszcza-prawdy-i-mity-o-tych-pasozytach-rozwiewa-krajowy-konsultant-w-dziedzinie-chorob-zakaznych
Fot. pochodzi z: http://natemat.pl/22685,jak-sie-pozbyc-kleszcza-prawdy-i-mity-o-tych-pasozytach-rozwiewa-krajowy-konsultant-w-dziedzinie-chorob-zakaznych

W Polsce wymienić można 20 gatunków z czego 2 najpopularniejsze najczęściej atakują i zagrażają życiu. Pasożyty te najaktywniejsze są w wysokich temperaturach a swoją aktywność utrzymują zazwyczaj od przełomu marca i kwietnia, gdzie po zimowym śnie budzą się do życia, aktywne są nawet do października. Najczęściej atakują przesiadując w trawach i krzewach.
Kleszcze są nosicielami niebezpiecznych dla życia chorób. Najczęściej dochodzi do zakażenia boreliozą lub kleszczowym zapaleniem mózgu. Borelioza najczęściej objawia się rumieniem, który występuje w miejscu ukąszenia, choć pamiętać należy, że nie każda infekcja objawia się tak samo. Innymi objawami są m.in. brak czucia, przygnębienia i uczucie ciągłego zmęczenia, porażenia nerwowe, zaburzenia pamięci itp. Z kolei objawy KZM najczęściej przypominają te, które pojawiają się podczas grypy czyli gorączka, dreszcze, osłabienie, nieżyt górnych dróg oddechowych. Pojawiają się też zazwyczaj bóle głowy, karku, stawów, pleców oraz ramion. Powikłania w każdym z tych przypadków są bardzo poważne i dlatego pod żadnym pozorem nie wolno bagatelizować ataków kleszcza.
Absurdalnym pomysłem byłoby unikanie wszelkich miejsc trawiastych, ogródków itp. Dlatego, aby cieszyć się długimi letnimi spacerami, aby pies mógł bez obaw biegać po łąkach i lasach trzeba umiejętnie zminimalizować ryzyko ukąszeń. Po pierwsze, ważny jest odpowiedni ubiór. Wiedząc, że naszym celem jest park, działka czy inne miejsca, gdzie występuje dużo traw i krzewów należy zakryć części ciała najbardziej narażone na ataki kleszczów.

Po powrocie do domu, dobrze byłoby rozebrać się i dokładnie obejrzeć całe ciało, szczególnie miejsca najczęściej atakowane czyli pachwiny, zgięcia kolan i łokci. Nie czujemy ukąszeń dlatego, że kleszcze wprowadzają do organizmu ofiary substancję znieczulającą. Jeśli zauważymy niebezpiecznego pasożyta należy umiejętnie go usunąć. Jeśli nie potrafimy tego zrobić koniecznie trzeba udać się do najbliższej przychodni lekarskiej. Nie wolno pod żadnym pozorem kleszcza usuwać „gołymi” palcami ani go przypalać, smarowanie insekta tłuszczem również nie jest wskazane, zgniatanie i wykręcanie tylko pogorszy sytuację. Kleszcze najlepiej usuwać pęsetą chwytając pasożyta jak najbliżej skóry i wykręcić go delikatnie w kierunku przeciwnym – kleszcze zazwyczaj wkręcają się ruchem w prawo. Po wyjęciu trzeba kleszcza zgnieść lub podpalić, aby mieć pewność, że już nikomu nie zagraża. Interesujące jest to, że kleszcze mogą przetrwać w wielu warunkach, nawet bez wody czy tlenu. Pęseta po użyciu powinna zostać zdezynfekowana podobnie jak rana, najczęściej robi się to wodą utlenioną lub spirytusem salicylowym.

Zwierzęta także narażone są na ataki ukąszeń. W punktach weterynaryjnych i sklepach zoologicznych dostępne są różnego rodzaju kropelki ochronne, które najczęściej stosuje się miejscowo na kark po kąpieli lub też obroże, wydzielające nieprzyjemny dla pasożytów zapach. Każdy z tych produktów odpowiedni jest zarówno przy minimalizowaniu ataków kleszczowych ale także zapobiegając ‘łapania’ innych pasożytów takich jak pchły.

KWIECIEŃ PLECIEŃ BO PRZEPLATA, CZAPKA SZALIK I ŁOPATA.

Pamiętacie czasy, kiedy na wieść o spadającym z  nieba śniegu lecieliście czym prędzej do okna? Trzeba było się upewnić, że to nie żarty oraz znaleźć Dziadka Mroza wysypującego na ziemię biały puch. Co ciekawe, wydawać by się mogło, że ta radość trzyma się tylko osób do lat 12.  W istocie jednak, ludzie poważni i dorośli również skaczą z radości pod sufit wołając ” Śnieg! Śnieg spadł! „

Plakat pochodzi z kwejk.pl
Plakat pochodzi z kwejk.pl

Ta radość trzyma się oczywiście także i internautów i wielbicieli strony facebook.pl. Są oni na tyle uprzejmi, iż umieszczają  wpisy na tablicy informujące innych, że właśnie sypie śnieg. W trosce o to, że nie każdy ma okna i drzwi w domu. Tacy są wspaniałomyślni.

Przeglądając różnego rodzaju strony internetowe, raz po raz natykam się na teksty obiecujące pogodę rodem z Malediwy oraz brazylijskich telenowel. Próbują wszystkich przekonać, że w ułamkach sekundy ta paskudna szaro – brązowa ( brązu tłumaczyć nie będę, nie muszę i nie mam zamiaru. Powiem tyle, że odpowiadają za to właściciele czworonożnych przyjaciół ) breja stopnieje a na jej miejscu pojawią się pierwsze pąki róż. Niestety ich zapewnienia są warte funta kłaków i mogą sobie je wsadzić. Niech wsadzają tam, gdzie im najmniej na rękę i najmniej wygodnie – mam przecież prawo być złośliwa, bo ten felieton do grzecznych nie należy.

Uważam, że za te wszystkie złośliwości meteorologiczne odpowiada ten sam Dziadek Mróz, co i kiedyś. Prosiliśmy o śnieg? Prosiliśmy. Chcieliśmy białe święta? Mieliśmy. Winę ponoszą za to te wszystkie osoby, które nie sprecyzowały konkretnie, które to święta mają na myśli. Sądzę, że dużo takich było. Dziadek Mróz ( słynący ze złośliwości swojej ) chciał zrobić psikus paskudny, tak więc zrobił nam białe święta Wielkanocne. Boże Narodzenie sobie jednak darował. Dodatkowo wyszedł z założenia, że skoro tak usilnie prosiliśmy go o ten paskudny, cholerny, brzydki, głupi i bezsensowny śnieg, to mamy co chcieliśmy i możemy się nim wypchać. A nawet wsadzić w te miejsca, które to uznamy za stosowne.  Więc pretensje możemy mieć tylko do siebie.

Podobno od 10 kwietnia pogoda ma być piękna niczym rajskie ptaki i kusząca niczym grzane piwo czy najnowsza kolekcja sieci H&M. Czy tak będzie, tego nie wie nikt. Ale nauczkę z tego możemy wyciągnąć na przyszłe święta – modląc się o białe święta, najlepiej podać konkretną datę oraz przedział czasu, w którym to śnieg ma prószyć a bałwany śnieżne straszyć  po nocach.

TAJEMNICA TULIPANA PROSTO ZE STAMBUŁU

Gdy zamknę oczy i pomyślę o Stambule, widzę siebie siedzącą na drewnianej ławce w ogrodzie między starą świątynią Hagia Sophia, a o tysiąc lat młodszym, smuklejszym Błękitnym Meczetem, a wokół … tysiące kolorowych tulipanów.

Fot. Daria Józwiak
Fot. Daria Józwiak

Tym razem trochę bardziej zdjęciowo, relaksowo, a chyba też i weekendowo. Bo jak długi spacer, to zazwyczaj w wolny weekend. Ale przede wszystkim „kwiatowo”. Bo przecież większość z nas lubi kwiaty. Te ucięte w wazonie i te posadzone własną ręką w ogródku, ale i te dziko rosnące w zbożu. A jak kwiatki już zakwitły, to i tulipany przede wszystkim.

Tulipany, z których hodowli dumna jest dziś Holandia, pierwotnie były popularnymi kwiatami Rzeszy Osmańskiej. Źródła z początku XVIII wieku wspominają o istnieniu w owym czasie aż 1 323 odmian tulipanów. A jak daleko w przeszłość sięga historia tego kwiatka w Azji? Trudno powiedzieć. Tysiąc lat? Dziesięć tysięcy? To już pozostanie tajemnicą tulipana.

Fot. Daria Józwiak
Fot. Daria Józwiak

Cebulki tych kwiatów zostały w czasach sułtanatu wywiezione z Turcji do Europy.Do Europy tulipany sprowadził z dworu sułtańskiego austriacki ambasador w Turcji, a ich uprawą zajął się botanik Karol Clusius, początkowo w ogrodach dworu austriackiego, potem, dokładnie w połowie XVI w., na terenie Holandii. Tam osiągnęły z czasem taką wartość, że za jedną cebulkę trzeba było dać i cały dom, ziemię, inwentarz żywy, czy dobrze prosperującą firmę….
I tak trafiły do Holandii, stając się najbardziej kojarzonym z tym krajem kwiatem. A przecież wszystko zaczęło się w Turcji… ba, przecież nawet szklaneczka do tureckiej herbaty jest nawiązaniem do kształtu główki tulipana. Samo słowo „tulipan” ponoć pochodzi z arabskiego i oznacza turban. Choć w tureckim kwiat ten występuje pod nazwą „lale”, która swoją drogą występuje też jako damskie imię.

Regularnie w Stambule pod koniec kwietnia odbywa się festiwal tego przepięknego kwiatu, ale już od któregoś tygodnia wstecz, spacerując po Stambule zauważyłam eksplozję wiosennych kolorów. Oto, co wyłoniło się moim oczom:

Fot. Daria Józwiak
Fot. Daria Józwiak

 

 

 

 

 

 

 

Przygotowała: Daria JÓZWIAK