Archiwa tagu: kultura

ŚNIADANIE W POZNAŃSKIM PARKU – ZDROWA INICJATYWA

Dziś 02.08.2014 mogliśmy zjeść od godziny 9.00 śniadanie w Parku Kasprowicza, w dzielnicy Łazarz.

Fot. https://www.facebook.com/targsniadaniowywpoznaniu/photos_stream
https://www.facebook.com/targsniadaniowywpoznaniu/photos_stream

Jak informują organizatorzy „w związku z licznymi apelami i prośbami mieszkańców Łazarza i Grunwaldu, oraz mając na uwadze społeczną misję, której staliśmy się udziałem, postanowiliśmy – po konsultacjach z Urzędem Miasta – nie zmieniać lokalizacji sobotniego Targu Śniadaniowego. Będziemy kontynuować dzieło ożywiania okolic Areny i w soboty nadal zapraszamy mieszkańców na wspólne śniadanie tuż obok letniego kąpieliska (od ulicy Jarochowskiego).

Organizatorzy zapewniają, że Targ Śniadaniowy jest połączeniem handlu zdrową żywnością oraz działań rozrywkowo warsztatowych przeznaczonych zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Wszystko w atmosferze śniadania na świeżym powietrzu. Partnerem Targu jest miasto Poznań.

Podczas Targu Śniadaniowego można było zrobić zakupy w zupełnie nowej atmosferze: warzywa, owoce, nabiał, wędliny, sery, kuchnia dla każdego. Produkty bez glutenu. Zawsze produkty tradycyjne i regionalne kuchni polskiej. Wypieki na słodko i wytrawnie, produkty sezonowe, wiele dobrego jedzenia i produktów spożywczych z różnych części świata), była również oferta posiłków i dań serwowanych na miejscu, a także jadalnie na świeżym powietrzu w otoczeniu zieleni, w okresie zimowym druga jadalnia wewnątrz budynku.

Miała miejsce również działalność edukacyjna realizowana poprzez warsztaty tematyczne, spotkania z organizacjami zajmującymi się świadomym i zdrowym stylem życia, warsztaty dla dzieci (plastyczne, muzyczne, ceramiczne, teatralne, laboratorium i robotyka).

Wspaniałe miejsce spotkań mieszkańców, rozwój relacji sąsiedzkich oraz oraz nowy sposób na weekend w mieście zapewniają organizatorzy Targ Śniadaniowy oraz Partner miasto Poznań.

Fotogaleria z imprezy śniadaniowej na stronie fanpage Targu Śniadaniowego w Poznaniu: https://www.facebook.com/targsniadaniowywpoznaniu/photos_stream

ŚWIAT WIDZIANY INACZEJ

Po powieść Marka Haddona pt.”Dziwny przypadek psa nocną porą” sięgnąłem bardzo przypadkowo, mając w planach wypożyczenie czegoś kompletnie innego. Przypadek ma to do siebie, że często zmienia wiele w naszym życiu. Czy ta książka coś zmieniła w moim?

Czy chłopiec odkryje prawdę? - źródło wikimedia.org
Czy chłopiec odkryje prawdę? – źródło wikimedia.org

Fabuła skupia się na młodym chłopcu, dotkniętym jedną z odmian autyzmu, mieszkającym gdzieś w niewielkim, brytyjskim miasteczku. Christopher Boone, bo tak nazywa się główny bohater żyje na pozór normalnie, jak przeciętny 15-latek – chodzi do szkoły, ma swoje zainteresowania. Jednak jego życie jest zgoła odmienne.

Chłopiec mieszka z ojcem, który nie do końca radzi sobie z wymagającym opieki synem. Matka według ojca nie żyje, a Chris musi wierzyć ojcu na słowo. Pasją chłopca jest matematyka, liczenie przychodzi mu z dużą łatwością, to liczby pomagają mu w postrzeganiu świata. Chris unika ludzi, obawia się kontaktu fizycznego, często reagując wtedy agresją.

Próbując klasyfikować książkę w jakiejś kategorii, na pewno wypada zaznaczyć kryminalna i psychologiczna. Wątek śledztwa przebiega w sposób bardzo oryginalny, a ciekawość co będzie dalej jest niepohamowana. Widzimy zapiski chłopca, plany ulic, miasta, często bazujące na jego wyobraźni. Książkę czyta się wręcz ekspresowo, a kolejne wątki do których docieramy są co najmniej zaskakujące. Czy matka chłopca faktycznie nie żyje? Kto zabił psa sąsiadki? Jak chłopiec zniesie podróż metrem? Te pytania nie dadzą Wam spokoju:)

Obraz świata przedstawiony z perspektywy cierpiącego na autyzm jest inny, różny od świata widzianego przez większość. Zwykłe czynności są kłopotliwe, budzą przerażenie. Jest to obawa wynikająca z pewnością po części zetknięcia się z czymś nowym, ale pewnie wynika też z samej psychiki chorego chłopca. Można zastanowić się czy autor książki opisuje czyjeś doświadczenia, a może własne? W każdym razie jestem skłonny sądzić, że wizja świata przedstawiona w książce nie jest wymysłem i fikcją, ale oparta została na czyimś doświadczeniu.

Naprawdę warto sięgnąć po to niewielkie objętościowo dzieło, ale zawierające sporo oryginalnej treści. Nie ukrywam, że książka wywarła na mnie spore wrażenie i następnym razem 2 razy dłużej zastanowię się nad oceną innych ludzi, ich odmienności.

SMARZOWSKI ZNÓW LEJE W MORDĘ

Wojciech Smarzowski przyzwyczaił widzów do mocnego uderzenia. Jego obrazy biją widza w twarz, uderzają bezpośrednio w słabe punkty polskiego społeczeństwa. Sam reżyser powiedział kiedyś, że nigdy nie nakręci filmu w którym nie będzie lał się alkohol – do tej pory słowa dotrzymuje, a jego najnowsze dzieło jest w tej kwestii przodownikiem spośród wszystkich dotychczasowych. Jak zatem wypada „Pod Mocnym Aniołem”?

Scenariusz filmu to głównie wyznania w klubie AA -źrodło  film.onet.pl
Scenariusz filmu to głównie wyznania w klubie AA -źrodło film.onet.pl

Poprzednie obrazy Smarzowskiego oglądało się poniekąd jak komedie, która za każdym razem przechodziła w dramat, kończąc się często w sposób bliski horrorom. Może poza „Różą”, w której powodów do śmiechu nie było w ogóle. Tym razem jest podobnie, choć bez tak wyraźnego podziału. Film nie ma dokładnie zarysowanej linii fabularnej, to co oglądamy to przenikające się wątki z życia kilku bohaterów, więc momenty humorystyczne występują na początku filmu, ale tez pod koniec.

To co uderza widza tym razem, to dość powszechny w naszym kraju problem alkoholizmu. Można się spierać czy reżyser tym razem koloryzuje i przerysowuje kwestię picia w naszym kraju – moim zdaniem niestety nie, choć surrealizm bijący z niektórych scen może być dla niektórych niezrozumiały. To co widzimy na ekranie dzieje się często wokół nas, jest zwierciadłem części polskiego społeczeństwa.

Film jest mocny, a jakże! Oglądanie niektórych scen może odpychać tych mniej wytrzymałych. Reżyser w sposób realistyczny przedstawia reakcje organizmu alkoholika – od płynów fizjologicznych po padaczkę alkoholową. Nie do końca wiemy czy pewne przedstawione sceny dzieją się naprawdę, czy to tylko wytwór wyobraźni chorych organizmów. Smarzowski alkoholizmu nie wybiela, nie upiększa. Przedstawia chorobę w sposób brutalny, pozbawiając czasem chorych resztek człowieczeństwa, pokazując ich upodlenie w sidłach alkoholu. Opary C2H5OH aż biją z ekranu. W filmie piją wszyscy – wieśniak, ksiądz, pisarz, kierowca tira.

Aktorzy to znów zaufana grupa Smarzowskiego – jest więc Jakubik, Dziędziel, Kinga Preiss, czy Marcin Dorociński. Główna rola tym razem przypadła Robertowi Więckiewiczowi.

Jego rola w filmie to klasa światowa! Gdyby film nakręcono w Stanach Zjednoczonych, nominacja do Oskara byłaby pewnie formalnością. Podobnie Arkadiusz Jakubik, który jest zdaje się największym odkryciem Smarzowskiego, a jego poprzednie role – Notariusza z „Wesela”, Środonia z „Domu Złego” czy policjanta z „Drogówki” zdecydowanie zapisały się w pamięci polskiego widza. Tym razem gra mniejszy epizod, spisując się równie dobrze, co w rolach pierwszoplanowych.

Musze przyznać, że wybierając się do kina spodziewałem się czegoś więcej – film jest godny polecenia, aczkolwiek czegoś zabrakło. Być może formuła Smarzowskiego powoli staje się nudna, wyczerpuje się. Znalazł on doskonały „silnik” tworzenia filmów, w który wrzuca różne historie, a jego kolejne dzieła mogą być powoli trudne do odróżnienia. Maszynka w którą reżyser wrzuca kolejne historię, tym razem nieco się zużyła. Gdyby „Pod Mocnym Aniołem” było pierwszym, bądź drugim dziełem reżysera, piano by z zachwytu. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że tym razem brakuje trochę świeżości. Mimo tego zdecydowanie polecam obejrzeć i być może przemyśleć to co reżyser chce nam przekazać.

Apeluję jednak zwłaszcza do młodych widzów – nie idziecie na komedię, więc proponuję odpuścić sobie seans, a wasz śmiech czy raczej jego brak zdecydowanie pomoże w odbiorze filmu widzom o wyższym IQ.

ŚLEDZĄC TYRANA

Już jakiś czas temu, może pół roku wstecz, obejrzałem przejmujący obraz pt.”Pola śmierci” ze wspaniałą rolą między innymi Johna Malkovicha. Film opowiadał o przewrocie politycznym w Kambodży i krwawych rządach Czerwonych Khmerów. Tematyka filmu zainteresowała mnie całkiem niedawną tragiczną historią jednego z najbiedniejszych państw na ziemi.

www.timeturk.com
www.timeturk.com

Zacząłem czytać, przeglądać internet, w celu poznania niektórych faktów. W gruncie rzeczy to jeden człowiek stoi za jednym z największych ludobójstw XX wieku. Mowa o Pol Pocie.

Zainteresowany historią Kambodży sięgnąłem po książkę polskiej autorki – Moniki Warneńskiej pt.”Śladami Pol Pota”.

W czasie rządów Saloth Sara(dopiero po objęciu władzy stał się Pol Potem) zginęło ok.2.5 miliona ludzi spośród liczącej wówczas 7.5 miliona Kambodży. Mordowano wszelką inteligencję, zakładając, że to chłopi i wieś będą motorem napędowym Kambodży – pracując w obozach, które rzadko kto był w stanie przetrwać. Delikatne dłonie, posiadanie okularów, czy książki było wystarczającym powodem zgładzenia człowieka.

Autorka przedstawia genezę tragicznych wydarzeń, przedstawiając nam postać Pol Pota, opisując jego dzieciństwo, czasy studiów w Paryżu(!), działań partyzanckich, aż do objęcia władzy i śmierci.

Czytając dzieło pani Moniki czułem, że faktycznie podążam jego śladami. Opisy miejsc w których mieszkał, opinie rodziny, o której później zapomniał – „Rewolucja nie zna sióstr i braci”, czy opis zmieniającej się z roku na rok stolicy Kambodży – Phnom Penh zapadają w pamięć, dając dużo do myślenia.

Książka została napisana bardzo przystępnym językiem, czyta się ją łatwo jeśli mowa o stylu – sama tematyka jednak sprawia, że często nie dowierzamy w to co czytamy. Opisy torturowania więźniów, ich smutnego końca sprawiają, że książka zdecydowanie nie jest dla każdego. Bo to w jaki sposób „radzono” sobie z rzekomymi przeciwnikami Pol Pota i jego doktryny, wymyka się często ludzkiej wyobraźni…Piekło na ziemi, trudne do zrozumienia.

Autorka bardzo mocno wartościuje postać Pol Pota, nie mogło być chyba inaczej. Przedstawia go jako bojaźliwego człowieka, bojącego się własnego cienia. Jej opisy są bardzo treściwe, nie pozostawiające złudzeń co do obojętności świata zewnętrznego i braku reakcji na dziejącą się rzeź. Czyżby w Kambodży nie było ropy?

„Byliśmy jak dzieci uczące się chodzić, walczyłem nie po to, aby mordować ludzi, naszą walkę prowadziliśmy, by zapobiec wietnamizacji Kambodży, moje sumienie jest czyste” – Pol Pot.

Polecam książkę osobom interesującym się niedawną historią, tą o której nie mówi się zbyt wiele, a w szkołach się nie uczy. Według programu nauki historii lepiej wiedzieć jak działał handel w XII – wiecznej Anglii niż o tym co działo się 35 lat temu…O tej tragedii zapomnieć nie wolno.

Polecam przeczytać i dowiedzieć się jak to możliwe, że jeden szaleniec i jego wizja przynoszą tak tragiczne w skutkach konsekwencje. Nie pierwszy zresztą raz w historii.

BAJKOWA OPOWIEŚĆ

W dobie komercji, wielkich kasowych produkcji, coraz trudniej wyszukać te bardziej ambitne pozycje, niekoniecznie powstające przy nakładzie kilkudziesięciu milionów dolarów. Jedną z takich jest film wyreżyserowany przez Dusana Milića – „Gucza – pojedynek na trąbki”.

Julianna chyba nie jest przekonana o talencie ojca - źródło filmweb.pl
Julianna chyba nie jest przekonana o talencie ojca – źródło filmweb.pl

Pochodzący z Serbii reżyser urodził się w 1969 roku, swoją karierę rozpoczął jako asystent reżysera w roku 1988. Do tej pory nie dorobił się zbyt okazałego filmowego dorobku, ma na koncie kilka pozycji, jego pierwsze autorskie dzieło – “Jagoda w supermarkecie” zostało ciepło przyjęte przez publiczność.

Tytułowa Gucza to niewielka miejscowość w położona środkowej Serbii. Zapewne nie byłaby szeroko znana gdyby nie jedno ważne wydarzenie, odbywające się cyklicznie od 50 lat – największy na Bałkanach festiwal gry na trąbce. Każdego roku w sierpniu, do Guczy zjeżdżają najwięksi bałkańscy artyści tej sztuki. Historia festiwalu w Guczy sięga 1831 r. W tym roku serbski książę postanowił założyć pierwszy zespół wojskowy, który składał się głównie z trębaczy, tradycja gry na trąbce w Guczy przetrwała więc niemal 200 lat.

Sama fabuła filmu na pierwszy rzut oka jest bardzo prosta, niezbyt skomplikowana. Otóż młody cygański chłopak – Romeo, grany przez Marko Markovica – prawdziwego artsytę, zakochuje się w Juliannie, młodej dziewczynie o blond włosach, córce Sacmo – jednego z najbardziej znanych, cenionych trębaczy na Bałkanach. Ten jest jednak zagorzałym przeciwnikiem cyganów, nie zgadza się na związek swojej córki z chłopakiem innej rasy. Jedyną szansą młodego cygana jest tytułowy pojedynek w Guczy – musi pokonać samego mistrza, aby otrzymac rękę Julianny. Tak w ogóle przedstawia się zarys głównego wątku filmu.

Młody Romeo występuje w zespole o nazwie The Tigers, składającym się w dużej mierze z członków tej samej rodziny cygańskiej. Chłopak za wszelką cenę pragnie wystąpić na festiwalu, z początku chce zarobić pieniądze, na pomnik dla zmarłego ojca, z czasem tych celów będzie więcej. W momencie w którym chłopak poznaje Juliannę, spotyka również jej ojca, co od początku nie zwiastuje mu łatwego życia. Ojciec dziewczyny, grany przez Mladena Nelevica, posiadający własną, szanowaną w całej Serbii orkiestrę, jest konserwatystą, o z góry założonych uprzedzeniach, zwłaszcza na tle etnicznym. Nie dopuszcza myśli, o związku jego blondwłosej córki z “ciemnym”, cygańskim chłopakiem.

Film i zawarty w nim folklor bałkański, wraz z charakterystycznymi kostiumami, jest znakomitą odskocznią od serwowanych codziennie amerykańskich sensacji. Już samo podziwianie bajecznych krajobrazów Serbii – gór, sadów, łąk daje poczucie relaksu. Z głośników dobiega muzyka skomponowana przez Dejana Pejovica, a wykonana przez Boban i Marko Markovic Orchestra oraz Dragan Ignjic Orchestra, dwie najsłynniejsze orkiestry cygańskie z Serbii. Muzyka towarzyszy praktycznie przez cały czas trwania filmu, co szufladkuje film poniekąd w gatunku muzycznym. Sam wątek miłosny i dość duży dystans do przedstawianych scen, klasyfikuje film jako komedię romantyczną. Przyjmijmy zatem, że “Gucza – pojednyek na trąbki” jest komedią romantyczno-muzyczną. Oczywiście wątek miłosny i nazwy głównych bohaterów Romeo i Julianny są podaną na tacy analogią do utworu Szekspira. Również jedna ze scen w której Julianna zostaje uwięziona w domu przez ojca, odwołuje się do dzieła angielskiego dramaturga. Uważny widz zauważy także kilka innych humorystycznych odniesień – ochroniarze podczas festiwalu noszą koszulki FBI, a przyjaciel Romeo ubiera się w koszulki włoskich zespołów piłkarskich w których występował niegdyś najbardziej znany serbski piłkarz – Mihailović. Małe szczegóły, ale wywołujące uśmiech na twarzy oglądającego. Jeżeli mowa o grze aktorskiej to ciekawostką jest fakt, iż w filmie występują aktorzy – amatorzy, nie mający większego doświadczenia w pracy przed kamerą, co jeszcze bardziej sprawia wrażenie prawdziwości fikcyjnej opowieści w realiach prawdziwego festiwalu. Uwagę zwraca przede wszystkim gra Mladena Nelevica, który świetnie pasuje do roli Sacmo – mężczyzna o staroświeckich poglądach, sprawia wrażenie tyrana, a sam aktor odnajduje się w tej roli znakomicie.

Film zdecydowanie warty polecenia, nie tylko dla miłośników filmów muzycznych, czy folkloru bałkańskiego. Film jest znakomitą reklamą prawdziwego festiwalu odbywającego się corocznie w Guczy, ale również zgrabną próbą reaktywacji i przeniesienia w bajkowe realia bałkańskich krajobrazów “Romea i Julii”. Historia opowiedziana z przymrużeniem oka, mimo to poruszająca ważne kwestie społeczne jak uprzedzenia czy rasizm, znakomita muzyka, wprawiają widza w świetny nastrój. Oczywiście nie należy doszukiwać się w nim wielkiej filozofii, czy głębszego sensu, mamy tutaj do czynienia raczej z dosyć już oklepanym schematem, ale w momencie gdy szukamy chwili relaksu, Gucza okaże się strzałem w dziesiątkę.

WAKACJE ŻYCIA NA ROCK ISLAND

Far Cry 3 to następca dwóch poprzednich części serii – przełomowego Far Cry, który to ukazując się w roku 2004, stał się pewnego rodzaju wyznacznikiem, jak gry powinny wyglądać. Druga część nie była już jednak takim przełomem, oferując długą, acz bardzo monotonną rozrywkę. Czy autorzy z francuskiego studia Ubisoft stanęli na wysokości zadania i przywrócili blask serii?

Vaas i jego koledzy zapewniają szereg atrakcji dla turystów - pccentre.pl
Vaas i jego koledzy zapewniają szereg atrakcji dla turystów – pccentre.pl

Gra opowiada historię amerykańskiego nastolatka, któremu wydaje się, że właśnie przeżywa wakacje swojego życia. Jason, bo takie imię nosi główny bohater, spędza je wraz z grupą kilku przyjaciół, jako że na brak funduszy narzekać nie może wakacje wydają się być idealne. Jest wszystko czego dusza zapragnie – wyglądające jak skąpane w miodzie piaszczyste plaże, urodziwe koleżanki w bikini, alkohol leje się strumieniami, a z oddali słychać dźwięk trwającej wiecznie imprezy w okolicznym barze. Archipelag Rock Island, bo taką nazwę nosi ten raj na ziemi, wzorowany jest zapewne na jednym z istniejących w rzeczywistości, a na myśl przychodzą tu wyspy typu Bali, Vanuatu czy inne wyśnione cele wakacyjnych podróży.

Udane wakacje mają to do siebie, że niestety szybko się kończą. Tym razem jednak koniec wakacji następuje w dość nazwijmy to oryginalny sposób. Cała wakacyjna “ekipa” zostaje porwana przez grasujących w okolicy piratów, którym takie występki nie są obce, a ich głównym celem jest otrzymanie okupu od bogatych “tatusiów”. Do przekazania okupu jednak nie dochodzi, gdyż główny bohater wraz z służącym niegdyś w siłach specjalnych starszym bratem, postanawiają zwyczajnie w świecie zwiać…Tak z grubsza przedstawia się tło fabularne późniejszych wydarzeń, które będą co najmniej zaskakujące:)

“Far Cry 3″ to gra przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby. Sterujemy w niej poczynaniami Jasona, który wraz z postępami gry, rozwija swoje umiejętności. Jego celem jest uratowanie porozrzucanych po całym archipelagu przyjaciół. To co z początku sprawia problemy – polowanie, czy też konieczność zabicia kilku wrogów, z czasem stanie się jego chlebem powszednim. Im więcej polujemy tym łatwiej w późniejszych etapach – zdobyte zwierzęta możemy sprzedać, sprawić sobie całkiem pojemny plecak, bądź kaburę.

To co odróżnia “Far Cry 3″ od większości gier to poza świetną moim zdaniem fabułą, otwartym światem, i najwyższych lotów grafiką – świetnie zarysowani bohaterowie, także drugoplanowi. Wspomniany już Jason – rozpieszczony do granic możliwości nastolatek, szalony doktor, przywódczyni plemienia Citra, to postacie długo pozostające w pamięci.

Osobne słowo należy się jednak ekscentrycznemu i sadystycznemu w swoich poczynaniach szefowi piratów. Vaas to jedna z najbardziej wyrazistych postaci w historii gier komputerowych! Jest on szalony, można powiedzieć: “Ten typ coś ćpa”. Genialnie wyreżyserowane przerywniki filmowe – z jednej strony powodują niechęć, wręcz obrzydzenie jego poczynaniami. Z drugiej jednak dość trudno było mi pohamować uśmiech w niektórych momentach, a i z czasem pewnego rodzaju sympatii też nie zabrakło. Czarny humor zawsze w cenie:)

Otwartość świata i jego wielkość z początku mnie przerażała. Pomijając oczywisty fakt, że wszędzie można wejść, wszystko co widzimy w zasięgu naszych oczu stanowi integralny element rozgrywki. Teren, po którym się poruszamy jest przeogromny, a jego przemierzanie pieszo trwa bardzo długo, dlatego też mamy możliwość podróżowania przeróżnymi środkami transportu – od quadów, poprzez jeepy, a na paralotni kończąc. W grze zaimplementowano swoisty rodzaj łańcucha pokarmowego! Widzimy tygrysy polujące na sarny, czy lwy uganiające się za biednymi prosiaczkami. W menu drapieżników widniejemy też my. Kolejne zadania, a jest ich bez liku, możemy wykonać na dowolny w zasadzie sposób. Jeśli mamy ochotę pobawić się w Rambo, bierzemy karabin i idziemy na wrogi posterunek frontowymi drzwiami, liczymy się wtedy z włączeniem alarmu przez inteligentnych bądź co bądź przeciwników, możemy też przyczaić się na pobliskim wzgórzu i celnymi strzałami z karabinu snajperskiego po kolei eliminować piratów. Bardzo dobrze wyszło twórcom gry wtrącenie elementów nadprzyrodzonych, takich jak kapliczki, w których to wyczuwa się istnienie siły wyższej, pokaz możliwości tajemniczej Citry, bądź świetnie ukazane wizje bycia na haju. Są one znakomitym urozmaiceniem i tak różnorodnej rozgrywki.

“Far Cry 3″ to zdecydowanie pozycja godna polecenia. Przyjemność płynąca z rozgrywki jest przeogromna, a świat, w który “wsiąkamy” zaskakuje nas na każdym kroku. Tu nie sposób się nudzić. Polecam każdemu poznać dalsze losy Jasona, Vaasa i przekonać się co archipelag Rock Island potrafi zrobić z ludźmi…

PS: Dla tych, którzy nie mają czasu bądź możliwości grania, polecam obejrzeć film, jak reklamowano grę przed jej premierą. Wpisać w Youtube: Far Cry 3 Vaas Show. Film trwa ok. 30 min. Dla widzów o mocnych nerwach, polecam wytrwać do końca. Enjoy:)

RUMUŃSKI MIT

„12:08 na wschód od Bukaresztu” to produkcja z gatunku tych ambitniejszych, której budżet nie sięga setek milionów dolarów, skupia uwagę treścią nie efektami.

Czy ci panowie byli rewolucjonistami? - źródło canalplus.pl
Czy ci panowie faktycznie byli rewolucjonistami? – źródło canalplus.pl

Film przedstawia historię trzech osób, żyjących w prowincjonalnym rumuńskim miasteczku, położonym gdzieś na wschód od Bukaresztu.

Bohaterowie to – Virgil Jderescu – prowadzący lokalną stację telewizyjną, Emanoil Piscoci, starszy pan, znany wśród lokalnej ludności z funkcji pełnienia roli Świętego Mikołaja podczas świąt, oraz mający problemy alkoholowe nauczyciel historii z miejscowej szkoły – Tiberiu Manescu.

Akcja filmu rozwija się mówiąc delikatnie powoli, a przyjęta przez reżysera Corneliu Porumboui konwencja statycznych ujęć tylko podkreśla powolne tempo narracji. Zamierzenia reżysera było jasne – widz ma skupić się na treści, powoli wsiąkać w opowiadaną historię, a także wpasować się w spokojny charakter „szarego” miasteczka. Miasteczko, żyje powoli, dzieci strzelają petardami, kupionymi u Chińczyka, a miejscowa elita przesiaduje w barach, pijąc nie małe ilości „białego” trunku.

Dla tych, którzy przetrwali początek filmu scenariusz przewidział nagrodę – film zdecydowanie rozkręcił się w swojej drugiej połówce, acz nie powiem żeby było to tempo galopujące:)

Wymienieni wyżej bohaterowie są dość ciekawie nakreśleni – mają swoje problemy, czy to z alkoholem i długami tak jak Manescu, który po upojeniu zwykle nic nie pamięta, a Jderescu mieszka z matka, która w jednej ze scen przygotowuje śniadanie jak chłopcu idącemu to przedszkola. Gra aktorów nie pozostawia wiele do życzenia, świetnie zagrał Micrea Andreescu, wcielając się w starszego pana, z ogromnym poczuciem humoru, a rola nie radzącego sobie za bardzo w życiu historyka Manescu – zagrana przez Iona Sapdaru, jest jedną z najmocniejszych stron produkcji.

Momentem kulminacyjnym, przełomowym filmu jest występ dwójki bohaterów w programie „na żywo”, w dniu rumuńskiej rewolucji, czyli 22 grudnia. Mija właśnie 16 rocznica obalenia rządów Ceausescu, i gospodarz programu Jderescu zaprasza rzekomych uczestników rewolucji w celu przedstawienia wydarzeń z tego ważnego dnia. Czy rewolucja faktycznie miała miejsce? Czy Piscoci i Manescu brali udział w rewolucji?

To właśnie program jest najmocniejsza stroną filmu – mnóstwo czarnego humoru, w pewnym momencie program zmienia się w istne przesłuchanie, a dzwoniący widzowie co chwila „strzelają” w gości argumentami przeczącymi ich zasługom. Trudno powstrzymać uśmiech, oglądając poczynania gości na wizji, czy też nieudolnego operatora kamery, nie do końca znającego się na swoim fachu. To jak goście poradzą sobie pod natłokiem pytań pozostawiam bez odpowiedzi zachęcając jednocześnie do obejrzenia filmu.

Nie powiem żeby film mnie porwał, natomiast stara się przedstawić dość ważną kwestię – mianowicie, pokazuje jak tworzy się historię, niekoniecznie odpowiadającą faktom, mającą bliżej do mitu niż do prawdziwych wydarzeń. Opowiedziana z dużym przymrużeniem oka część historii Rumunii powinna być bliska polskiemu widzowi, z uwagi na jasną analogię wydarzeń historycznych. Ukazuje też relację między ludźmi mającymi za sobą wspólną przeszłość, o której nie zawsze pamiętają.

WSZYSCY JESTEŚMY GANGSTERAMI!

 Grand Theft Auto 5, to kolejna odsłona jednej z najbardziej rozpoznawalnych gier wszech czasów. To już piąta część serii, nie licząc odsłon bez cyferki w tytule w której wcielimy się w gangsterów, a naszym chlebem powszednim będzie kradnięcie aut i nie tylko, walka z policją, czy „oczyszczanie” miasta z jeszcze gorszych typów od nas. Czy studio Rockstar podołało wielkiej presji i wydało grę generacji?

Czyżby panowie Franklin i Michael coś planowali? - źródło gram.pl
Czyżby panowie Franklin i Michael coś planowali? – źródło gram.pl

GTA to synonin otwartego świata, w zasadzie od pierwszej części gry, a ta ukazała się jeszcze na konsole PSX 1, mieliśmy pewną swobodę w działaniu. Swoboda ta oczywiście zwiększała się wraz z ukazaniem się kolejnych części, a przełomem w tej kwestii było GTA 3 – pierwszy raz w trójwymiarze, dając swobodę jakiej do tej pory świat gier nie widział.

W najnowszej odsłonie oddano do dyspozycji gracza największy dotychczas obszar gry. Los Santos bo tak nazywa się fikcyjny stan, w jakim przyjdzie nam działać jest kilkukrotnie większy niż w poprzedniczce, a zróżnicowanie terenu – ocean, góry, jeziora, miasto, podzielone na różne strefy – przyprawiają początkowo o ból głowy. Widoki, które zastajemy w grze zapierają dech w piersiach, efektowne zachody słońca, góry spowite mgłą, czy padający deszcz, to momenty zdecydowanie zapadające w pamięci.

Pora na danie główne – bohaterów. A tym razem jest ich trzech. Michael, Franklin i Trevor bo o nich mowa są postaciami na pewno nietuzinkowymi, o odmiennych poglądach, zdecydowanie różniącymi się między sobą. I tak Michael jest sfrustrowanym facetem po czterdziestce, mieszkający z żoną i dwójką dzieci. Można by pomyśleć – tak przecież wygląda idealna rodzina. Jeśli pominiemy drobne szczegóły takie jak zdradzająca go żona z instruktorem tenisa, córka próbująca roli w filmach dla dorosłych, czy syn bez pracy, grający całymi dniami w gry komputerowe. – to faktycznie rodzina Michael jest idealna:) Czarnoskóry Franklin z kolei, to typowy przedstawiciel slumsów, mieszkający z ciotką w nazwijmy to delikatnie – nieprzyjemnej dzielnicy. Jeśli chodzi o Trevora, to w tym wypadku jedyne słowo jakie przychodzi mi na myśl – psychopata. Mieszka w przyczepie na pustyni, zajmując się szemranymi interesami jak produkcja metaamfetaminy, czy sprzedażą broni. To co robi w dalszej części gry, czasami przekracza granice dobrego smaku, ale chyba o to twórcom chodziło – nie dostajemy superbohaterów po raz n-ty ratujących świat, ale facetów z krwi i kości z własnymi słabościami. Oczywiście po drodze spotykamy masę świetnie przedstawionych postaci drugoplanowych, jak choćby szalony paparazzi, będąca w ciągu narkotykowym przyjaciółka Franklina, czy też dość dziwni przyjaciele Trevora. Myślę, że nie trzeba dodawać, że gra jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla dorosłych – dialogi, czy niektóre sceny, zdecydowanie przerastają często to co widzimy choćby w telewizji po godzinie 23, czekać tylko aż posypią się komentarze naszych „stróży moralności”:)

W zasadzie w dowolnym momencie możemy przełączać się na dowolnego bohatera, zastając go w różnych sytuacjach – a to Michael zawodzi córkę do szkoły, a to Trevor akurat kogoś zrzuca z mostu:) Bardzo fajnie to rozwiązano, a ilość scenek, które widzimy po przełączeniu jest naprawdę spora. Jeśli chodzi o technikalia – grafika stoi na najwyższym możliwym poziomie tej generacji, a oprawa dźwiękowa to tez poziom z najwyższej półki, no może w stacjach radiowych leci za dużo popu, ale to już zdecydowanie kwestia gustu. Warto zaznaczyć, że głosy spotykanych postaci ze światka przestępczego podstawiali ci prawdziwi, przebywający aktualnie na wczasach w zakładach zamkniętych.

Gra nie daje nam zbyt wiele momentów w których możemy się nudzić. Poza oczywistą warstwą fabularną, której ukończenie trwa około 30h, jest masa zadań pobocznych. Nasze zadania to głównie różnego rodzaju napady, spektakularne kradzieże, które rozpoczynają  się żmudną fazą planowania, kompletowania sprzętu, ludzi. Dopiero potem przechodzimy do finalnej akcji. Inne zajęcia to np.dostarczanie samochodów do „dziupli”, czy eliminowanie różnego rodzaju dziwaków. Zadanie wykonywanie przez poszczególnych bohaterów odpowiadają środowisku z którego się wywodzą – Franklin pochodzący ze slumsów bawi się często w drobne interesy chcąc dorobić, podczas gdy Michael dzięki posiadanym kontaktom pała się sprawami większego kalibru.

To zadziwiające ile twórcom udało zmieścić się w jednej produkcji. Od gry w tenisa, ćwiczenia jogi, poprzez wizyty u psychologa, triathlon, kluby nocne kończąc na przypadkowych zadaniach, które w każdym momencie mogą się pojawić – może to być pomoc osobie poszkodowanej w wypadku, czy tez zrobienie kilku fotek pijanej akurat gwieździe pop.

Świat Gta V – to świat upadających celebrytów, świat konsumpcjonizmu, zaniku wartości moralnych. Liczy się kasa, a podział i różnice społeczne zamieszczone w grze dają trochę do myślenia. Twórcy gry wyśmiewają duże koncerny, od mediów społecznościowych(gra ma własnego Facebooka), poprzez firmy produkujące fasfoody, kończąc na stacjach telewizyjnych. Wiele zadań powiązano z krytyką konsumpcjonizmu, pozwalając graczowi na wirtualną masakrę masówki:)

Ciekawe, że gra która jest zdecydowanym przedstawicielem właśnie kultury masowej zajmuje się jej krytyką – ot taki mały paradoks.

Koszt produkcji gry, wraz z działaniami marketingowymi wyniósł 266 milionów dolarów. W ciągu pierwszej doby od jej premiery samochody kradło już 11,2 miliona użytkowników! Wiąże sięto z zarobkiem 815 milionów w jeden dzień. Po trzech dniach dochód wyniósł już miliard „zielonych”. Warto dodać, że debiutowi produkcji na polskim rynku towarzyszyła nocna premiera gry w salonach Empik, co powoli staje się normą(przykład Diablo 3). Zatem – wszyscy jesteśmy gangsterami:)

Co tu dużo mówić, ta gra jest zdecydowanym must have, dla miłośników wirtualnej rozgrywki. Czas z nią spędzony nie jest w żadnym stopniu czasem straconym, a ilość zamieszczonych w niej smaczków, czy sama warstwa fabularna absolutnie najwyższy poziom. Nie jest to przełom, bo nie mógł być – ograniczenia sprzętowe robią już swoje, natomiast zdecydowanie należy się jej miejsce w pierwszej trójce obecnej generacji. Zdecydowanie polecam.

(NIE) ZWYKŁA GRA

Chcąc napisać o tej grze zastanawiałem się od czego najlepiej zacząć. Doszedłem do wniosku, że lepiej gdy przedstawie swoje wrażenia, które to podczas obcowania z grą były wręcz nieziemskie!

Ellie i Joel - źródło omgnexus.com
Ellie i Joel – źródło omgnexus.com

Żaden inny tytuł, w który przyszło mi do tej pory grać, a gry towarzyszą mi od najmłodszych lat, nie wywarł na mnie tak ogromnego zachwytu, jak The Last of Us. Podczas przechodzenia tytułu „targały” mną skrajne emocje, od zachwytu, poprzez współczucie, aż po złość. Wszystko to spowodowane znakomitą historią, świetnymi bohaterami, których wiarygodność potęgują świetnie podkładane głosy.

The Last of Us prezentuje wizję świata post apokaliptycznego. Tym razem nie doszło do wybuchu bomby atomowej, ludność zdziesiątkował tajemniczy wirus, a tych którzy ocaleli trzyma się w zamkniętych obozach rządowych, pod ścisłą kontrolą strażników. Wszystko w tym świecie wygląda bardzo realnie, opuszczone ulice, szkoły, szpitale, to tylko nieliczne z budynków, które przyjdzie nam zwiedzać.

Gra przedstawia losy dwójki bohaterów – czternastoletniej Ellie i doświadczonego życiowo Joela, którego wiek plasuje się w okolicach „czterdziestki”. Naszym zadaniem, a w zasadzie zadaniem Joela, którego poczynaniami kierujemy przez większość gry jest opieka nad młodszą panienką, którą musimy „dostarczyć” to obozu Świetlików, czyli organizacji walczącej z rządem, innymi słowy są to partyzanci, którzy sprzeciwiają się ograniczaniu wolności. Zadanie to do łatwych nie należy. A to z uwagi na łowców głów podążających naszym krokiem, czy patrole wojskowe, które to dość często będą uprzykrzać życie dwójce bohaterów. To jednak nic w porównaniu to „zarażonych”. Dzielą się na dwie grupy – Biegaczy i Klikaczy. Biegacze mają doskonały wzrok i bardzo szybko się poruszają. Klikacze natomiast wydają charakterystyczny dźwięk, nie widzą, natomiast mają doskonały słuch, jest to przeciwnik, którego najtrudniej pokonać, gdyż ukąszenie przez klikacza zawsze kończy się śmiercią. Oczywiście posiadamy broń, która pozwala nam wychodzić obronną ręką ze starć z przeciwnikami. Jest to broń palna, czy zwykłe kije, za broń służy tu także kawałek szkła. Wszystkie tzw.znajdźki możemy swobodnie modyfikować, tworząc coraz to bardziej zabójcze narzędzia.

Strona techniczna gry to też mistrzostwo. Grafika na najwyższym poziomie, świetnie wyglądające zachody słońca, czy padający deszcz/śnieg. Oczywiście na siłę możemy doszukać się poząbkowanych krawędzi, ale to już niestety uroda starzejącej się konsoli Playstation 3. Gra jest exclusivem firmy Sony, więc została wydana tylko i wyłącznie na tą konsolę. Warstwa dźwiękowa gry, to poza genialnymi dialogami – dźwięki otoczenia, przyrody również stojące na najwyższym poziomie. To wszystko sprzyja wiarygodności wykreowanego świata gry. Panuje klimat zaszczucia, bycia małą cząstką otaczającego, dzikiego świata.

Bohaterów wykreowano wręcz genialnie! Joel, jest zmęczonym życiem mężczyzną, który po śmierci córki próbuje poradzić sobie najpierw z samym sobą, w dalszej kolejności z brutalną rzeczywistością w której żyje. Ellie natomiast to rozkapryszona „gówniara”, która jednak wraz z przebiegiem zdarzeń, charakterologicznie zmienia się w dorosłą kobietę, z bardziej wyważonym językiem, i dojrzałym zachowaniem. Dialogi pomiędzy bohaterami, którzy początkowo nie pałają do siebie sympatią przykuwają uwagę, często powodując uśmiech na twarzy grającego. Niektóre sceny także na długo zapadają w pamięć, tak jak ta z żyrafą, czy też scena kończąca grę, zostawiająca w dużej mierze interpretację dla odbiorcy.

Po ukończeniu gry, spojrzenie na pozostałe tytuły nigdy nie będzie już takie samo. Tytuł ten utwierdza mnie w przekonaniu, że gry są pełnoprawną formą sztuki. Nie sposób nie dostrzec podobieństw do genialnej „Drogi” Cormaca McCarthy’iego, czy też filmu „Jestem Legendą”. Ten tytuł to również pozycja genialna, zawieszająca poprzeczkę jak najwyżej jest to możliwe na obecnej generacji konsol. Obowiązkowa dla posiadacza Ps3. Aż strach pomyśleć do czego będą zdolni twórcy na nadchodzącej już wielkimi krokami nowej generacji konsol.

GTA ŁOWCĄ REKORDÓW!

 Najnowsza, piąta część jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek gier, czyli Grand Theft Auto bije kolejne rekordy Guinnessa!!! Gra, która przenosi nas do fikcyjnego miasta Los Santos, odpowiednika Los Angeles, dając możliwość wcielenia się w jednego z trzech gangsterów, staje się globalnym fenomenem kulturowym.

Trevor, Franklin i Michael - główni bohaterowie gry, źródło - gadzetomania.pl
Trevor, Franklin i Michael – główni bohaterowie gry, źródło – gadzetomania.pl

Za co nagrodzono najnowszą produkcję Rockstara?

  • Największa liczba sprzedanych kopii gry action-adventure w ciągu 24 godzin od debiutu,
  • Najlepiej sprzedająca się gra wideo w ciągu 24 godzin od debiutu,
  • Marka z dziedziny rozrywki, która najszybciej zarobiła miliard dolarów,
  • Gra wideo, która najszybciej zarobiła miliard dolarów,
  • Gra, która zarobiła najwięcej w ciągu 24 godzin od debiutu,
  • Produkt rozrywkowy, który przyniósł największe zyski w ciągu 24 godzin od debiutu,
  • Najczęściej oglądany zwiastun wśród gier action-adventure,

Koszt produkcji gry, wraz z działaniami marketingowymi wyniósł 266 milionów dolarów. W ciągu pierwszej doby od jej premiery samochody kradło już 11,2 miliona użytkowników! Wiąże się to z zarobkiem 815 milionów w jeden dzień. Po trzech dniach dochód wyniósł już miliard „zielonych”. Warto dodać, że debiutowi produkcji na polskim rynku towarzyszyła nocna premiera gry w salonach Empik, co powoli staje się normą(przykład Diablo 3).

Zatem – wszyscy jesteśmy gangsterami:)

Źródło:  ps3site.pl