Archiwa tagu: kobiety

NIEWYBREDNE ŻARTY HITCHCOCKA

O mistrzu suspensu powiedziano już wiele złego, że tyran, despota, i cham lubujący się w zbereźnych żartach. (Przy przedstawianiu własnej osoby często zwykł mawiać „jestem Hitchcock, bez „cock”).

Źródło: http://m.dziennik.pl/kultura/film/aktualnosci-film/pan-hitchcock-i-kobiety-mistrz-suspensu-rozszyfrowany
Źródło: http://m.dziennik.pl/kultura/film/aktualnosci-film/pan-hitchcock-i-kobiety-mistrz-suspensu-rozszyfrowany

Oglądając, niedawno powstałe o nim filmy, Dziewczyna Hitchcocka, Hitchcock wydaje się, iż znamy przyczynę ekscentrycznych zachowań tego brytyjskiego reżysera. Nic bardziej mylnego. Owszem, Alfred miał problemy w nawiązywaniu relacji z kobietami, lecz na rubaszne żarty pozwalał sobie także w stosunku do mężczyzn. A kilkudniowe dręczenie aktorki (Tippi Hedren) w postaci nagrywania drastycznej,(również dla niej) sceny ataku ptaków, to nie wszystko na co go stać.

W dość obszernej książce Donalda Spoto Alfred Hitchcock można znaleźć sporo żartów, których dopuścił się Hitch. Oto kilka z przywołanych przez autora anegdot, które dla większości uczestniczących w nich ludzi, z pewnością, zabawne jednak nie były.
Pewnego dnia reżyser zaprosił współpracującego z nim rekwizytora, który uwielbiał się stroić w bogato zdobione stroje, na wycieczkę łodzią po Tamizie. Dodajmy, nieposiadającą zadaszenia. Hitchcock mógł, więc z lubością przyglądać się całkowicie przemokniętemu współpracownikowi.

Innym razem, gdy ten przechwalał się zelektronizowaną gazówką, reżyser w odwecie dostarczył mu pod dom dwie tony węgla.

Jednej z aktorek wysłał z kolei 400 śledzi, których rzecz jasna ciężko się pozbyć, nie wspominając od intensywnego wszechobecnego zapachu, jakie wydzielają.

Jedną z aktorek, która nie znosiła dymu papierosowego, który często otaczał osobę reżysera, A.H. prawie udusił, zamykając ją w pełnej oparów dymu, budce telefonicznej.

Hitchcockowi zdarzyło się też wydać przyjęcie, na którym kelnerowali wynajęci przez niego aktorzy, których zadaniem było jak najbardziej arogancka i niegrzeczna obsługa zaproszonych gości.

Kolejne wydane przez niego przyjęcie było o tyle dziwne, iż wszystkie potrawy były zabarwione na niebiesko. Jeszcze zaś dziwniejsze, iż żaden z zaproszonych gości nie zwrócił na ten fakt uwagi.

Alfred H. lubił wprowadzać ludzi w zakłopotanie. Jednego z aktorów zaprosił na przyjęcie kostiumowe, które jak łatwo zgadnąć, wymagało raczej eleganckiej galanterii. Ów aktor przyszedł jednak w pełnej krasie i w takimże makijażu.

Mieszkanie brytyjskiego reżysera również nie było wolne od żartów. W salonie mieściła się kanapa, której poduszki wydawały wiadome dźwięki, kiedy się o nie oparło. Hitchcock często biesiadował w tym pomieszczeniu, i z cichą satysfakcją obserwował zmieszanych gości, potęgując ich zakłopotanie zniesmaczonymi grymasami twarzy.

Jednak jednym z najgorszych dowcipów Hitcha był zakład z rekwizytorem o to, czy ten wytrzyma całą noc przykuty kajdankami do kamery w opuszczonym i mrocznym studiu. Po przykuciu współpracownika do sprzętu, Hitchcock poczęstował go („na lepszy sen”) szklanką brandy. Jak się później okazało, napój zawierał silny środek przeczyszczający. Ku rozpaczy rekwizytora , skuteczność owego środka ,mogli podziwiać wszyscy, którzy nazajutrz przybyli rano do studia.

Jak widać, brytyjski twórca dreszczowców lubił przyprawiać ludzi o gęsią skórkę (i różowe policzki)również w życiu. Nikt nigdy nie słyszał, by Hitchcock kiedykolwiek żałował swoich „żarcików”. Jego zdaniem były one jedynie umoralniającymi lekcjami dla napuszonych samochwalców i nikogo innego nie krzywdziły.

REWOLUCJONISTKA? NIE… ANARCHISTKA! – WYWIAD Z MAGDĄ GESSLER

Magda Gessler. Kobieta odważna, przebojowa, szczera i pozytywnie nastawiona do życia. Wciąż zabiegana… Czarodziejka smaku, zaklinaczka kolorów i kapłanka zapachu. Zna ją cały kraj… I nie tylko. Przez jednych uwielbiana i traktowana jak kuchenne guru, a innych znienawidzona, choć pewnie sami nie wiedzą dlaczego. Pewne jest to, że wzbudza skrajne emocje. Miliony widzów z wypiekami na twarzy ogląda co czwartek program „Kuchenne Rewolucje”, choć sama mówi, że jest anarchistką. O smaku, rodzinnym domu, podróżach, Polsce, malarstwie, smutku i radości… Magda Gessler.

Gessler
Fot. Maciej Zielinski.

 

Maciej Zielinski:Jak Magda Gessler rozpoczyna swój dzień?

Magda Gessler: Słysząc jak ktoś napuszcza wodę do wanny… W ten sposób się budzę, potem czuję zapach kawy… Wtedy wstaję.

Maciej: Sofia, Hawana, Madryt… To miasta, w których spędziła pani spory kawałek życia. Jakie smaki, obrazy, uczucia towarzyszą pani, kiedy dziś myśli o każdym z tych miejsc?

Magda: Jest smacznie. Ludzie są mili, uśmiechają się do siebie. Jest cudownie…

Maciej: Wspomniała pani kiedyś, że już w wieku trzech lat zafascynowała panią kuchnia. Co do niej tak ciągnęło wówczas małą dziewczynkę?

Magda: Dom, który cudownie gotował i rozkoszował się kuchnią robiąc to w sposób naprawdę fenomenalny.

Maciej: Kiedy na panią patrzę, robię się głodny. Jest Pani niewątpliwie królową smaku i gustu. Czy cel został osiągnięty?

Magda: Nie wiem, czy to jest kwestia królowej, bardzo chcę, żeby wszędzie było smacznie i życzę wszystkim, żeby wszystko się udało i było jak najlepiej.

Maciej: „Nie jestem restauratorem, jestem reżyserem sztuki, w której każdy z gości moich restauracji gra główną rolę…” . To znaczy, że restauracja nie powinna tylko karmić?

Magda: Powinna dawać bardzo dużo wrażeń. Poczucie ciepła, przytulności, dobrej energii. Miejsca, w którym można sobie powiedzieć całą prawdę, przeprowadzić cudowną rozmowę, gdzie można skosztować czegoś dobrego. Miejsca, którego się nie zapomina i do którego się wraca…

Maciej: Jest pani również malarką. Można gdzieś ujrzeć pani prace?

Magda: U moich przyjaciół, głównie w Madrycie. Mniejsza wystawa miała miejsce na jarmarku żydowskim, a duża w Madrycie, miejscu magicznym, bo w teatrze Studio, u Szajny. Z kolei Polacy mogli zobaczyć moje obrazy wiele lat temu, w warszawskim Pałacu Kultury.

Maciej: Co najchętniej pani maluje?

Magda: Kobiety. Uważam, że w Polsce kobiety są wyjątkowe i staram się je zrozumieć. Pragnę w pewien sposób odtwarzać kobiecą siłę, którą Polki niewątpliwie posiadają. Ich urodę, wytrzymałość, odporność na przykre doznania. Wspieram je poprzez malowanie.

Maciej: Sypia pani czasem po 3 godziny dziennie. Ciągłe obowiązki zawodowe, podróżowanie z jednego zakątka Polski na drugi pochłaniają pewnie bardzo dużo czasu i energii. Nie za dużo wzięła pani na swoje barki?

Magda: Myślę, że nie. Mój zawód jest moją przyjemnością, moją pasją i nie czuję tego jako ciężar.

Maciej: Jest pani rewolucjonistką…

Magda: Wydaje mi się, że jestem anarchistką…I to jest duży problem.

Maciej: Co panią złości?

Magda: Złości mnie fakt, że nie można mówić prawdy. Istnieją tematy, których się nie porusza. Obowiązuje tu taki francuski dwór. Czasem czuję się jak w jakimś dziwnym, purytańskim kraju.

Maciej: Polska to kraj wiecznych malkontentów i zazdrośników?

Magda: To jest kraj, który niszczy ludzi. Niszczy tych, którzy budują.

Maciej: To gdzie najchętniej by pani zamieszkała?

Magda: W Polsce.

Maciej: Czyli jednak?

Magda: Tak, dlatego, że lubię wyzwania. Jest tu bardzo dużo do zrobienia. Mam nadzieję, że pomagam i nie odbije mi się to czkawką.

Maciej: Taka trochę Magda Boska?

Magda: Tak mówią. Ale chyba nie wszystkim to się podoba.

Maciej: Kiedy coś panią złości, działa impulsywnie i energicznie. Czytając w internecie komentarze na pani temat, czasem łapałem się za głowę. Na pewno docierają do pani te opinie. Boli, kiedy trafiają do pani chamskie i wulgarne słowa?

Magda: Nie, ponieważ nigdy nie biorę udziału w czytaniu komentarzy zamieszczonych w internecie. Nie mam na to czasu, a poza tym uważam, że jeśli ktoś się nie podpisuje pod swoją opinią, to po prostu nie istnieje.

Maciej: W „Kuchennych Rewolucjach” to pani jest nauczycielem, który pokazuje nie tylko jak gotować, ale również jak porozumiewać się z innymi, szanować czyjąś pracę, doceniać drugiego człowieka…

Magda: …cieszyć się pracą.

Maciej: A czego panią nauczył ten program?

Magda: Może trudno w to uwierzyć, ale skromności… Program pokazał mi, że jest wiele osób, które mają bliskie mi problemy. Często myślę, że wstąpiłabym do zakonu, w którym mogłabym zająć się tylko i wyłącznie pomaganiem ludziom, którzy potrzebują wyciągniętej do nich ręki. Koncentracja na takiej pomocy jest z mojej strony coraz większa. Program „Kuchenne Rewolucje” zaczęliśmy nagrywać 3 lata temu, od tamtego czasu „studiuję” intuicję i psychologię, nieustannie się uczę. Efekty są jak widać całkiem niezłe.

Maciej: Wymyka się pani czasem ze swoich restauracji po to, by spędzić wieczór w zupełnie innej, obcej. By ją odkryć?

Magda: Nie żeby sprawdzić, ale skosztować, cieszyć się smakiem. Nie wchodzę do restauracji, by ją skrytykować, tylko po to, żeby zjeść dobrą kolację.

Maciej: Jest pani silnie przywiązana do polskich produktów, tradycyjnych smaków…

Magda: …do smaków, które są zapomniane…

Maciej: Czym jest to spowodowane? Może wpłynęła na to pani nieobecność w kraju. Wiele lat spędziła pani zagranicą.

Magda: Moim domem. Na pewno też tym, że mieszkałam zagranicą, byłam wówczas dumna z Polski. Mój dom rzeczywiście tworzył smaki, zapachy i dania, o których nikt już nie pamięta i chciałabym to wszystko odrodzić na nowo. Mam nadzieję, że mi się to udaje.

Maciej: Istnieje ktoś, na kogo patrzy pani z zachwytem i ciekawością?

Magda: Myślę, że taką osobą w moim życiu jest… mój ojciec. To on nauczył mnie ciężkiej pracy, pasji i radości z życia. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

Maciej: Kiedy jest smutno Magdzie Gessler?

Magda: To chwile, w których dzieją się rzeczy niesprawiedliwe i nieprawdziwe. Często mocno manipulowane, które dają tym manipulantom pieniądze. Wszystkie historie, które obecnie ukazują się w internecie napędzają całą tę machinę. Najpierw byłam cudowna, a teraz należy zarobić na mnie trochę inaczej, niekoniecznie uczciwie i z twarzą. To przykre, ale wierzę, że prawda broni się najlepiej.

Maciej: A często zdarzają się takie sytuacje?

Magda: Nie wiem, ponieważ nie mam czasu. Mam czas, żeby budować.

Maciej: O czym jeszcze może marzyć Magda Gessler, która jest spełniona w miłości, w pracy, dużo podróżuje?

Magda: O tym, żeby ludzie, którzy zrobili mi krzywdę, nie wyrządzali jej dalej, innym ludziom.

Maciej: Wiele pani w swoim życiu przeszła, pojawiali się w życiu mężczyźni, których los dawał, a później odbierał (nawet w brutalny sposób) nauczyła się pani czegoś od każdego z nich?

Magda: Było różnie. Nie znoszę dulszczyzny, nie lubię obcować z ludźmi nieszczerymi, którzy po prostu zapomnieli skąd są i jak to się stało, że są właśnie w tym miejscu. Jeśli chodzi o mężczyzn, to nie nauczyli mnie czegoś konkretnego. Wszyscy poznajemy świat bez przerwy, ja również, a ze wzajemnych relacji trzeba czerpać ogromną radość, staram się to robić każdego dnia.

Maciej: Żałuje pani czegoś w swoim życiu? Coś by mieniła? Naprawiła? Cofnęła?

Magda: Żałuję… Tego, że nie żyje mój pierwszy mąż, że mam za mało czasu dla moich dzieci, że robiąc to, co robię nie mam nawet czasu dla siebie, ale coś za coś…

Maciej: W takim razie życzę pani, w swoim i Redakcji imieniu, z całego serca dużo więcej tego cennego czasu.

Magda: Dziękuję, przyda się. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że lubi mnie młodzież. To budujące. Bardzo…

ZAKUPOHOLIZM JAKO NAJLEPSZA FORMA SPĘDZANIA CZASU

Moi drodzy panowie. Zapewne dla was ten aspekt jest wysoce irytujący, nienormalny oraz zakrawający o patologię. No bo kto normalny uważa zakupy za rzecz szalenie porywającą? Te baby są naprawdę jakieś dziwne…

Fot. http://zakupoholizm.pinger.pl/
Fot. http://zakupoholizm.pinger.pl/

… zapewne każdy z was się z tym zgodzi. Przedstawię wam to z trochę innego puntu widzenia.

Zakupy mają moc niezwykle relaksującą. Ach, jakaż to przyjemność, wybrać się z przyjaciółką w celu nabycia kunsztownego wdzianka (w szczególności kiedy przyjaciółka wygląda od nas po stokroć gorzej ) przy okazji obgadując całe osiedle? Nie dość, że można w spokojnym miejscu przejrzeć co sklepy mają ciekawego d,o zaoferowania, to ponadto, mamy okazję dowiedzieć się więcej aniżeli nie jedna strona typu pudelek.pl serwuje w przeciągu dwóch tygodni.  Są to miejsca sympatyczne, przyjazne naszym duszom. Spędzamy tam czas produktywnie. Co więcej, kilometry pokonane w dwupiętrowej galerii gwarantuje spalenie tylu kalorii, że spokojnie możemy sobie później pozwolić na małe co nieco, w postaci wystawnego obiadu z deserem włącznie.

Nie znam dziewczyny, która na wieść o zakupach ( a co dopiero promocji ), spojrzałaby na mnie obojętnym wzrokiem. Od razu pojawia się ta znana iskra w oku i chęć towarzyszenia w tej niewątpliwej przygodzie. Móc rozsądnie spożytkować ciężko zarobione pieniądze, to przyjemność równająca się przyjęciom ambrozją i nektarem opływającym.

Tak, jeszcze parę słów na zakończenie – drodzy panowie, gdy kobiety waszego życia ( albo i nie ) chcą z wami podbić pobliską galerię, to nie wzdychajcie zrezygnowani, tylko idźcie towarzyszyć płci pięknej w tej niebywałej formie rozrywki. Świadczy to o tym, że wasze panie chcą się pochwalić innym koleżankom atrakcyjnością swojego partnera. A nie tak jak wam się wydaje, że ich szpony niespokojnie podrygują w okolicach waszej karty kredytowej 😉

CIENKA GRANICA TORTUR PIEKIELNYCH A SAMODOSKONALENIA

Fot. pochodzi z: http://urodaizdrowie.pl/silikonowa-rodzina-patologia-czy-piekno
Fot. pochodzi z: http://urodaizdrowie.pl/silikonowa-rodzina-patologia-czy-piekno

My, kobiety, jesteśmy doprawdy niepoprawne. Dla atrakcyjnego wyglądu możemy zrobić wszystko. Nakładamy na siebie różne preparaty o właściwościach godnych zaawansowanych operacji plastycznych ( a przynajmniej tak twierdzi producent ) męcząc się przy tym bo:

Maseczka na włosy daje rezultaty cudowne ale śmierdzi niemiłosiernie.
– Depilacja woskiem to wymysł szatana i tłumaczyć tego nie muszę! ( oto wymiana zdań, jakże interesująca zresztą, mająca miejsce u nas na zajęciach w trakcie tego nieszczęsnego sposobu usuwania niechcianego owłosienia – O mój Boże! Mój Boże! Czy tobie też się tak spocił tyłek?  Z bólu? I też jesteś tak cholernie zmęczona od tego cierpienia?   – Tak! Ja też! Już myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że tylko mnie się tak zrobiło! ).
– Maseczka owocowa, zawierająca w swym składzie drobinki o niebańskich właściwościach, acz strasznie szczypiąca ( bo to znaczy, że produkt
zaczyna DZIAŁAĆ )
– Bielizna modelująca sylwetkę, w której to hipopotam jest zgrabny niczym smukła żyrafa ( to chyba nie jest za wygodne, co? No bo jakby się tak zastanowić, skoro coś tu i ówdzie człowieka ściska niemiłosiernie, to to wygodne NIGDY nie będzie, prawda? ) i tak dalej, i tak dalej. Każda kobieta wie, ile musi się namęczyć. A to wszystko po to, by wpaść w oko jakiemuś tam samcowi. Phi! Tyle poświęceń?…
  Jeżeli chodzi zaś o ubiór wszelaki, śmiem twierdzić, że kobiety ubierają się nie dla siebie, nie dla mężczyzn, ale dla innych kobiet. No bo co to obchodzi jakiegoś pana, że owa pani ma na sobie kreację Fransua Le Pompki? On tylko obejrzy opakowanie, czy prezentuje ono właściwie interesującą go zawartość. Zaś płeć piękna zielenieje z zazdrości! Fransua Le Pompka! Mój Boże! To warte tysiące złotych! One też chcą to mieć! Nie… One MUSZĄ to mieć! Oczywiście nie ma to najmniejszego znaczenia, że właścicielka tejże kreacji wygląda jak ostatnia maszkara. No bo kto normalny włożyłby kapelusz kowbojski wykonany z produktów odnawialnych w kolorze zgniłozielonym. W dodatku zaopatrzony w woalkę. Wściekle różową. Dół kreacji zaś, w podobnym stylu zachowany. To wszystko jest nieważne. One też by chciały.
  Wróćmy jednak do moich rozważań odnośnie tortur piekielnych, mających wyeksponować nasze walory. Już od stuleci matki córkom powtarzają „Chcesz być piękna? Musisz cierpieć” . Ciągnąc je przy tym niemiłosiernie za włosy w celu uzyskania na głowie nieszczęśnicy fryzurę bogini godną, która to ma wydobyć piękno dziewczęcia. Powtarza się nam to nagminnie, że w rezultacie owa delikwentka jest gotowa poświęceń zgoła bohaterskich. Rzecz jasna, widać to na pierwszy rzut oka – włosy lśniące, cera bije witalnością w oczy osób patrzących, kibić zgrabna, chód powabny. Żeby tylko ci panowie wiedzieli, ile ona musiała poświęceń się zdobyć, by rezultat owy uzyskać… Figurę i grację zgoła godną książęcej zawdzięcza długim godzinom spędzonym w szkole baletu. Włosy i cera odpowiedniej diecie, której to walory smakowe niekoniecznie zadowolą smakoszy ( warzywka na parze preparowane, popijane wodą źródlaną ). Do tego mamusia smarowała córci włoski naftą kosmetyczną. Śmierdzi to to potwornie a zmyć to to jeszcze trudniej. ( Choć przyznam szczerze, że nie ma aż takiej tragedii, co do zapachu rzecz jasna, jak to przestrzegają potencjalne kuracjuszki internautki na forach internetowych. Co do rezultatów, wypowiem się za jakiś czas gdyż dopiero co zaczęłam stosować ów specyfik. Kiedyś miałam włosy kompletnie zniszczone, po pięciu latach zapuszczania i cackania się z nimi jak z jajkiem, efekt jest widoczny i niebiański. Ale od tamtej pory mam na ich punkcie bzika i  dbam o nie bardziej niż o własne życie i zdrowie. ) Oczywiście takie efekty są warte poświęceń i nie trzeba się nawet nad tym zastanawiać. Ale w związku z tym, nasuwa mi się na myśl kolejne pytanie…

  Wydawać by się mogło, że mężczyźni mając o tym jako takie pojęcie, również chcą dbać o swój wizerunek ku uciesze naszych oczu. Wysportowana sylwetka, zdrowa cera, lśniące włosy ( niby czemu nie miało by to być męskim atrybutem? Toż to świadczy o tężyźnie fizycznej oraz zdrowiu! O zdrowym trybie życia chyba nie muszę wspominać? … ) no i używanie trochę więcej kosmetyków aniżeli jedynie szare mydło i pasta do zębów. Wybierają ci panowie, przebierają i oceniają płeć niewieścią niezwykle dokładnie. W każdym możliwym miejscu i czasie, niekoniecznie znajdując się w otoczeniu kolegów. Co więcej – co poniektórzy z nich podchodzą do pań wysoce atrakcyjnych ( mogących wiele zaoferować ) z pewnością o swojej wygranej. I dziwią się tacy i psioczą później na taką, że nie rzuciła mu się do kolan ze łzami wzruszenia by podziękować za tę atencję niezwykłą! Co więcej, dała mu odpowiedź odmowną! Bez znaczenia już, że zrobiła to w sposób sympatyczny i kulturalny… Bo pan jej do gustu nie przypadł, teksty godne raperskich odzywek nie budzą w niej podziwu a postawiony na sztorc kołnierz i za bardzo „wyżelowane” włosy ( czyżby tylko „wyżelowane”? ) raczej ją odpychają. I te spodnie nieświeże…

  Nie będę opowiadać Wam niesamowitych historii z mego życia, sytuacji fascynujących i zajmujących niezwykle. Bo to moja sprawa i nic Wam do tego. Z całym szacunkiem. Ale miałam właśnie z takim panem przyjemność wątpliwą do czynienia.
  Siedziałam sobie spokojnie na dworcu i czekałam na znajomą. Spóźnić się miała bardziej niż sądziła bo nie zdążyła na busa a jak się zapewne domyślacie – mieszkała raczej sporą odległość od miasta. No i nagle… Podszedł do mnie taki oto delikwent, wyżej wymienionemu podobny.
Siemasz, maleńka!
 – …
 – X jestem
 – yhym. 
 – Czekasz na coś?
 – Na kogoś, gwoli ścisłości.
 – Na koleżankę?
 – Być może.
 – Idziecie na imprezkę?
 – Możliwe.
 – O to zaje… ! To pójdziemy z wami na balety!
 – Ale ja ciebie nigdzie nie zapraszałam, o ile dobrze pamiętam?
 – Ej a podobam Ci się?
 – Proszę?!
 – No, podobam Ci się?
 – Boże, czego Ty ode mnie chcesz? Nie możesz zostawić mnie w spokoju?
 – Ech, wiedziałem, jestem brzydki…
 – Yyy nie.. nie jesteś! Tylko…
 – To znaczy, że Ci się podobam, poświrujmy trochę!
 – Co proszę?
 – Ech, wiedziałem, jestem brzydki. Ale nie znasz mnie a przecież wygląd się nie liczy! A fajny ze mnie chłopak
 – Pewnie tak ale wolałabym, żebyśmy się już pożegnali. Spójrz tam w lewo, na tę dziewczynę w fioletowej sukience. Myślę, że wpadłeś jej w oko. 
 – Która?! Eee ta? Ona jest brzyydka! I gruba!
 – Nie znasz jej a podobno wygląd się nie liczy…

I tak w koło Macieja. Dialog wyglądał mniej więcej podobnie do tego wyżej przedstawionego, sens został zachowany. Przytoczyłam tę anegdotę jako zakończenie mojego postu. Wnioski możecie wyciągnąć sami, niedopowiedzenie zaś, specjalnie dzisiaj zostało użyte :>

ODCHUDZANIE NIEBEZPIECZNĄ KOBIECĄ PUŁAPKĄ

W pogoni za idealną sylwetką

Fot. pochodzi z: http://kotek12345.pinger.pl/m/2791227
Fot. pochodzi z: http://kotek12345.pinger.pl/m/2791227

W dzisiejszych czasach odchudzanie stało się pewnego rodzaju trendem, któremu poddają się głównie kobiety. Zarówno młode, jak i starsze tworzą „pogoń za idealną sylwetką”. Część z nich odchudza się w sposób właściwy. A to wszystko za sprawą odpowiedniej diety proponowanej przez dietetyka bądź też ćwiczeń, jakie zalecił im instruktor. Jednak na takie dogodności nie stać wszystkie kobiety. W mediach pojawia się coraz więcej znanych osób, które w krótkim czasie zrzucają zbędne kilogramy. I to właśnie taka „grupa celebrytów” nie musi kompletnie martwić się o swoją sylwetkę. Wystarczy, że zatrudnią odpowiednich specjalistów. Kobiety, które od lat zmagają się z nadwagą widząc tak szczupłe osoby, często chcą zrobić wszystko, aby wyglądać tak samo. Niestety może doprowadzić to do poważnych konsekwencji, a konkretnie anoreksji. Takie kobiety stosują różne diety, po prostu „łapią się wszystkiego”. Jednak, jeśli nie są one zadowolone z efektów, zaczynają się głodzić, a wręcz brzydzą się jedzeniem. W tym momencie kobieta zaczyna mieć bardzo poważny problem. Jeśli od razu nie zorientuje się, że dzieje się coś złego, w późniejszym czasie może być tylko gorzej. O anoreksji słyszy się mediach, w radiu, można poczytać o niej liczne artykuły, książki, ale to wciąż za mało. Statystyki zachorowalności osób na tą chorobę są wciąż przerażające.

Prawdziwe historie to chyba coś, co działa na człowieka najbardziej. Dlatego niech pewnego rodzaju apelem i przestrogą dla kobiet, które przesadzają z odchudzaniem będzie historia pani Emilii. Jest kobietą w starszym wieku i przez swoją opowieść chciała udowodnić, że anoreksja może dotknąć każdego. Wszystko zaczęło się od koleżanek pani Emilii z pracy, które wyszukały 10-dniową dietę. 40-letnia wówczas kobieta ważąca 58 kilogramy, schudła momentalnie cztery kg. Tylko ona wytrwała w tej diecie, każdy komplement dotyczący jej chudszej sylwetki powodował w niej ogromną radość. Jednak pani Emilia uważała cały czas, że jest za gruba, dlatego kontynuowała odchudzanie. Jej organizm zaczął przyjmować tylko odtłuszczone produkty, dokładnie wyliczone plasterki wędlin, a menu było perfekcyjnie dopracowane i przestrzegane. Prowadziła spokojny tryb życia. Miała dobrą pracę, męża, córkę. Na pierwszy rzut oka nic jej do szczęścia nie brakowało, ale nagle jej chudnięcie stało się pewnego rodzaju priorytetowym życiowym celem. Jej waga wciąż malała, a najbliżsi przestali być zachwyceni jej wyglądem. Dzięki rodzinnym namowom zgodziła się pójść do lekarza. Zrobiła to dla nich, ponieważ ona sama nie zauważała problemu. Lekarz niczego nie rozpoznał, zapisał kobiecie tabletki na depresję, a nawet zasugerował, że być może jest w ciąży lub ma problemy gastryczne. „Anoreksja to problem nastolatek”, niestety wielu lekarzy tak twierdzi. Dlatego przypadek pani Emilii został źle zdiagnozowany. Sukcesywnie zrzucała kilogramy, aż doszła do wagi 35 kilogramów. Z jednej strony czuła się coraz słabsza, wyczerpana. Zdawała sobie sprawę, że jej życiowa droga zbliża ją do śmierci. A z drugiej strony jej pragnienie bycia szczupłą osobą przewyższało wszystkie inne wartości. Gdy osiągnęła wagę 27 kg nie mogła już nawet samodzielnie wejść pod schodach, jej mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Szpital był dla niej jedynym ratunkiem. Zajął się nią także psycholog, który przede wszystkim dawał jej nadzieję na lepsze jutro. Mąż pani Emilii i córka wspierali ją na każdym kroku, ale do jedzenia nie byli wstanie jej zmusić. Kiedy udało jej się w końcu przytyć, musiała zmierzyć się na nowo z chodzeniem i z życiem.

Obecnie od kilku lat Pani Emilia z powodu choroby żołądka, osteoporozy i innych chorób jest na rencie. Każdy wysiłek może skończyć się dla niej śmiertelnie. Każdy jej dzień wygląda tak samo. Już nie wie, co to jest normalny posiłek, dlatego dożywiana jest także pozajelitowo. Swoją kondycję porównuje do kondycji staruszki, a na swoje ciało nie może już patrzeć. Jej życie to ciągła walka o przetrwanie, nie jest pewna czy ją kiedykolwiek wygra. Najważniejsze, że rodzina jest przy pani Emilii, ale to już nigdy nie będzie ta sama żona oraz matka.

Ta historia pokazuje jak bardzo anoreksja jest niebezpieczna i bezwzględna. Niewinna dieta może doprowadzić człowieka do nieodwracalnych zmian w organizmie, a nawet do śmierci. O tej chorobie trzeba cały czas głośno mówić. Te kobiety, które godzą się na opowiedzenie swojej historii są bohaterkami. Chcą ostrzec innych przed chorobą, choć same nie miały tyle szczęścia. Kobiety, które chcą rozpocząć teraz dietę wiosenną, niech zastanowią się dwa razy, jak to uczynić. Nie pozwólcie, aby odchudzanie odebrało Wam radość życia oraz cenne zdrowie.

SKOMERCJALIZOWANE ŚWIĘTO ZAKOCHANYCH

Prezenty miarą miłości?

Fot. Archiwum.
Fot. Archiwum.

Św. Walenty – patron epileptyków, opętanych i wreszcie zakochanych. Nie każdy wie, że było ich trzech, a jeden z nich – Św. Walenty – udzielał potajemnie ślubów w Rzymie za czasów Klaudiusza II Gockiego. Na terenie Rzymu bowiem panował wówczas zakaz tak zwanego „ożenku”, było to spowodowane rekrutacją mężczyzn do wojska.

Na szczęście te czasy to już „prehistoria”. Minął również okres, w którym to córki tuż po urodzeniu przeznaczone były wybranemu mężczyźnie. Dziś mamy pełną swobodę w zakresie małżeństwa. Wolno nam brać ślub z obcokrajowcami, w niektórych krajach nawet parom homoseksualnym udziela się ślubu – no cóż, serce nie sługa.

Miłość to piękna sprawa, dopóki wszyscy przedsiębiorcy naokoło nie zaczynają zarabiać na niej. Święto Zakochanych jest w ostatnim czasie zdominowane przez media, które nawołują do kupowania tak zwanej „drugiej połowie” drogich prezentów … i zaczyna się wyścig, który partner kupi swojej partnerce droższy prezent. Panie kolejnego dnia w pracy wymieniają upominki, by udowodnić koleżankom, że ich faceci są najwspanialsi na świecie. Blednie im twarz na widok złotej bransoletki od Gucciego u koleżanki. Komentują, że piękna i bardzo gustowna, a w myślach krzyczą: „Czemu mój facet kupił mi tylko perfum?! Nie kocha mnie tak mocno, jak jej facet? Już ja mu wejdę na ambicje po powrocie do domu!”.

Ejże! Drogie Panie, czyżbyście zapomniały, że prezentami nie mierzy się miłości? Dzień Zakochanych to Święto, które można spędzać na sto różnych sposobów i nawet jeśli mąż nie ujął w swym scenariuszu żadnego prezentu, nie jest to powód do rozwodu.

W takich momentach zawsze przypomina mi się sytuacja, która miała miejsce kilka lat temu między moimi Rodzicami. Kolejnego dnia po Walentynkach odwiedziłam mamę w jej mieszkaniu w mieście. Zaparzyła mi herbatę, rozłożyła jak zwykle słodycze na ławie. Dyskutowałyśmy o życiu kiedy nagle na parapecie usłanym kwiatkami zauważyłam maleńkiego pluszowego misia z małym krwisto-czerwonym serduszkiem, zamkniętego w plastikowym przeźroczystym pudełku. Chwyciłam pudełko z ciekawości, na odwrocie było napisane „Made in China”. Spojrzałam na mamę pytającym wzrokiem, na co odpowiedziała mi z promieniejącym uśmiechem na twarzy: -”To od taty na Walentynki”. Mogłaby dostać wiele więcej od taty, ale nie musiała akurat w Walentynki, bo wie, że kochać się powinno przez cały rok, a miś, mimo że spoczywał wcześniej gdzieś na regale z innymi chińskimi wyrobami w markecie, u mamy na parapecie zajmował honorowe miejsce.

Może nie będę oryginalna przytaczając fragment Hymnu o Miłości, jednak tak szybko zapominamy o tych, jakże ważnych słowach:

Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku,

nie unosi się pychą..

Z dedykacją dla Moich Rodziców.

CYTOLOGIA RATUJE ŻYCIE

Każda kobieta po 35. Roku życia powinna zrobić badanie raz w roku. A jeśli już wcześniej, choć raz miała nieprawidłowy wynik, – co pół roku. Młodsze osoby mogą się badać rzadziej, – co dwa lata. Ale jeśli i u nich cytologia wyszła źle – obowiązuje ta sama zasada – kontrola, co pół roku.

Fot pochodzi z: http://www.sos-zycie.pl/news/view/94
Fot pochodzi z: http://www.sos-zycie.pl/news/view/94

Cytologia zajmuje najczęściej ostatnie miejsce na liście spraw do załatwienia. Umyka w natłoku codziennych obowiązków. Mijają miesiące, a w końcu trudno nam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz robiłyśmy to badanie. Mimo tego, że zajmuje ono niewiele czasu i jest bezbolesne zawsze odkładamy je „na potem.”  A przecież jest tak ważne, bowiem dzięki niemu można wytropić najdrobniejsze nawet zmiany na szyjce macicy. Odróżnić niegroźne od tych, które mogą zmienić się w nowotwór. Podejrzane komórki znalezione odpowiednio wcześnie łatwo poddają się leczeniu, a my unikamy stresu i niepotrzebnych kłopotów.

Badanie powinno być przeprowadzone między 10. a 20. Dniem cyklu. Na 2 dni przed cytologią lepiej powstrzymać się od współżycia. Niewskazane jest także stosowanie globulek dopochwowych. W czasie badania ginekolog pobiera z szyjki macicy próbkę komórek błony śluzowej. Kiedyś do tego celu używało się szpatułki, dziś – szczoteczki, dzięki czemu można uzyskać większą ilość materiału do badania. Oznacza to także, że wynik jest dokładniejszy. Lekarz komórki pochodzące z szyjki macicy, przenosi na szkiełko i przesyła do laboratorium. Tam nasza próbkę ogląda i ocenia cytolog. Badanie jest bezpłatne. Raz w roku (a w razie potrzeby częściej) mamy prawo wykonać je w ramach NFZ.

Na rezultat badania zwykle czekamy dwa- trzy dni. Gdy już odbierzemy wyniki chcemy wiedzieć, co oznaczają. Kilka lat temu na opisie zaznaczano, tzw. stopień czystości pochwy od I do V. I i II grupa świadczyła o tym, że jesteśmy zdrowe, III – wymagała konsultacji z lekarzem i była ostrzeżeniem, że w organizmie toczy się przewlekły stan zapalny o nieznanej przyczynie. Natomiast IV i V grupa mówiła o tym, że na szyjce macicy znaleziono nieprawidłowe komórki, najprawdopodobniej nowotworowe. Cały ten opis okazała się jednak niezbyt dokładny, dlatego też postanowiono go zmienić.

Dziś wynik cytologii wygląda zupełnie inaczej. Przygotowuje się go zgodnie z tzw. systemem Bethesda. W nowym opisie najważniejsza dla nas informacja znajduje się na końcu, w uwagach. Znajdziemy tam konkretne zalecenia, co robić dalej, czy konieczna jest konsultacja, czy być może powtórzyć badanie itp. Jeżeli jesteśmy zdrowe cały wynik ogranicza się tylko do kilku zdań. Znajduje się tam informacje, że wynik jest prawidłowy, a na następną kontrolę trzeba zgłosić się za rok. Jeżeli znaleziono nieprawidłowości opisywane są one za pomocą specjalistycznych skrótów i pojęć.
AGUS/ASCUS – w naszej próbce znaleziono nietypowe komórki nabłonka. Ich wygląd jest jednak na tyle mało wyrazisty, że cytolog nie mógł zakwalifikować ich do grupy zmian o charakterze przednowotwórczym. Opis w przybliżeniu odpowiada dawnej grupie III. Wynik, zatem musimy pokazać ginekologowi. Czeka nas leczenie przeciwzapalne, a potem kolejna cytologia.
L-SIL (CIN 1) – Cytolog zauważył pojedyncze komórki, które mogą zamienić się w nowotwór. Być może jest to tylko stan zapalny. Jednak istnieje duże ryzyko, że nieleczony przeobrazi się w nowotwór. Opis można porównać z dawna grupą IV. Zatem z wynikiem cytologii szybko należy zgłosić się do lekarza. Ginekolog przez mikroskop obejrzy zmiany na szyjce macicy. W jej trakcie pobierze wycinki do badania. Po otrzymaniu wyniku rozpocznie się leczenie. Czasem konieczne jest usunięcie fragmentu szyjki macicy.
H – SIL (CIN 2,3) – W pobranej od nas próbce stwierdzono dużą liczbę nieprawidłowych komórek. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że są nowotworowe. Opis odpowiada dawnej grupie V. W tym przypadku od razu zgłaszamy się do ginekologa. Lekarz obejrzy szyjkę macicy przez mikroskop, pobierze wycinki di badania, a potem najprawdopodobniej skieruje nas na zabieg. W takich przypadkach trzeba usunąć fragment, a częściej całą szyjkę macicy. Warto pamiętać, że jeżeli robimy cytologię regularnie, ryzyko zdiagnozowania takich zmian jest niewielkie. Komórki nowotworowe nie powstają, bowiem z dnia na dzień. Badając się, co roku, unikniemy sytuacji, kiedy radykalne zabiegi nie będą jeszcze konieczne.

CZY MIŁOŚĆ Z ROZSĄDKU MA SENS?

Zgodziłam się za niego wyjść, jak się okazało z perspektywy czasu, z rozsądku i choć to stawia mnie w złym świetle, z wyrachowania. Zapewniłabym sobie życie w dostatku, wakacje w egzotycznych miejscach, piękny dom i wszystko, czego tylko dusza zapragnie. – pisze Ladybird , jedna z blogerek.

Fot. http://www.papilot.pl/zwiazki-i-seks/7535/10-skladnikow-udanego-wesela.html
Fot. http://www.papilot.pl/zwiazki-i-seks/7535/10-skladnikow-udanego-wesela.html

Kobiety marzą o białej sukni, długim welonie, kochającym partnerze, z którym mogliby wspólnie wychować gromadkę dzieci. Wierzą, że z mężem u boku będą żyć długo i szczęśliwie, jak w bajce. Życie pisze różne historie, również i te nieszczęśliwe. Związek dwojga ludzi powinien być z założenia pokierowany wzajemnym uczuciem. Nie zawsze się tak dzieje. Wiele kobiet zdecydowało się na tzw. miłość z rozsądku.

On zaimponował mi zdecydowaniem, opanowaniem, rozsądkiem i tym, że był chłopakiem z przyszłością- średnia powyżej 5, perspektywa zostania lekarzem, – pisze Ladybird, jedna z blogerek. – dostał się na wymarzoną medycynę. Chłopak z marzeń… Zgodziłam się za niego wyjść, jak się okazało z perspektywy czasu, z rozsądku, z wyrachowania i zdaje sobie sprawę z tego, że stawia mnie to w złym świetle. Zapewniłabym sobie życie w dostatku, wakacje w egzotycznych miejscach, piękny dom i wszystko, czego tylko dusza zapragnie.
Z czasem bohaterka zerwała związek. Widocznie to nie było to, a każdy związek niesie ze sobą pewne wyrzeczenia. Ladybird nie potrafiła zdecydować sie na zmianę miejsca zamieszkania, na którą była skazana ze względu na studia. To wiązało się także z ograniczeniem kontaktów z przyjaciółmi. Tego było za wiele. Może dlatego, że to nie była prawdziwa miłość? Tylko związek z rozsądku, który dałby poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji finansowej?

– Mam 25 lat, spotykam się z moim obecnym chłopakiem, długoletnim przyjacielem. – mówi Beata. – On mnie akceptuje, wspiera w moich pasjach. Zna mnie i rozumie czasem te moje humorki i „filozoficzne” nastroje. Już w wielu sytuacjach widziałam, że mogę na niego liczyć. Czasami mam dość tej jego słodkości, wiecznej wdzięczności za to, że po prostu jestem. Potrafi na spotkaniu milczeć i tylko wpatrywać się z podziwem.
Beata dobrze się czuje w towarzystwie swojego partnera, który o nią dba i troszczy się. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że jej przyjaciel „nie ma tego czegoś”. Nie wiem co czuję – dodaje. – Nie oszukuję go, on wie, że ja nie jestem pewna i po prostu czeka, będąc cały czas obok. Może przyjdzie taki czas, kiedy będzie w stanie go bezgranicznie pokochać. Czy miłość z rozsądku ma sens? – pyta Beata.
Rozterki kobiet zmagających się z takimi dylematami są naprawdę trudne. Boją się, że zranią druga osobę, narobią jej złudnych nadziei, a późniejsze ewentualne rozstanie znacznie na nich się odbije. Być może nie będą mogły już nikomu zaufać.
Opinie kobiet w tej sprawie bywają różne.
~kaś: Spróbuj! Ja też związałam się z długoletnim przyjacielem i chociaż na początku nie byłam pewna swoich uczuć, zaryzykowałam i… po dwóch miesiącach zakochałam się po uszy. Teraz jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.
~mmm: A pomyślałaś o Nim? Postaw się na jego miejscu. Chciałabyś być z ukochanym człowiekiem, nawet wiedząc on nie kocha Ciebie? A co jeśli później znajdziesz tę pokrewną duszę ? W jakim położeniu postawisz swojego wówczas męża??

Okazywać się może, że związek z rozsądku tak naprawdę świadczy o egoizmie i o tym, że osoba boi się być sama. Wyznaje zasadę „lepszy rydz niż nic” tylko po to, żeby nie być samą, nie czuć się samotną, a może po prostu nie ma odwagi, by wieść żywot singla. Istnieją jednak historie, gdzie kobiety tkwią w takich związkach, bo mają nadzieję, że miłość przyjdzie z czasem. Życie jest nieprzewidywalne…

 

(SALE)ŃSTWO ZAKUPÓW

… czyli jak żyć, gdy kobiecemu oku zabierze się możliwość oglądania (poczynań) Cristiano Ronaldo, Cesca Fabregasa, Fernando Torresa i całej rzeszy męskich, umięśnionych ciał.

Fot. http://smokesignalbycarolina.blogspot.com/2011/01/sale.html
Fot. http://smokesignalbycarolina.blogspot.com/2011/01/sale.html

Piłkarskie emocje wchodzą w szczytową fazę. W to, że są to emocje naprawdę ciężkiego kalibru przekonało się w tym roku również wiele pań. I to niekoniecznie dlatego, że ich partnerów, braci czy ojców pochłonęła  Strefa Kibica. Wiele z nas z większym lub mniejszym zainteresowaniem, chcąc czy nie chcąc zasiadło przed telewizorami. Ba, niektórym z nas udzielił się nawet mistrzowski klimat i przeżywałyśmy potyczki biało-czerwonych z większym entuzjazmem niż panowie. Jednak niezależnie od tego, jak bardzo każda z nas byłaby pochłonięta piłką nożną, to kobiecej natury oszukać się nie da. Tak jak panom na zabicie smutków po porażkach Polaków wystarczy piwo, dwa, ewentualnie siedem, tak z nami nie jest już łatwo. Jednak rynek nie pozostaje obojętny na potrzeby sfrustrowanych kobiet – w końcu koniec czerwca to początek wyprzedaży. Przyznać trzeba, że tegoroczne wyprzedaże zdecydowanie wpasują się w klimat. Zakończenie EURO a co za tym idzie koniec piłkarskich emocji, wyjazd zagranicznych kibiców z Polski czy chociażby irytacja, że mistrzem został ten, kto nie powinien to tylko kilka przykładów „posportowej” chandry. Dodatkowo pewnie wiele studentów (a zwłaszcza studentek) będzie szukało pocieszenia po nieudanej sesji w ramionach nowej kurtki czy koszulki po promocyjnej cenie. Jakby tego było mało, wielkimi krokami zbliżają się wakacje. Pogoda póki co nie rozpieszcza, więc zapewne więcej uczniów zdecyduje się na aktywny wypoczynek w galerii handlowej niż na osiedlowych boiskach.

Nie da się ukryć, że czas wyprzedaży to wyższy poziom aktywności fizycznej niż standardowe, cotygodniowe wycieczki z wózkiem między regałami hipermarketu. Daleko im jednak do obrazów przedstawionych w skeczu „Otwarcie supermarketu” przez kabaret Ani Mru Mru, gdzie to rozentuzjazmowany tłum krzyczy pod drzwiami „Ołpeeen de dor!”. Tak wyglądają jedynie poświąteczne wyprzedaże w Wielkiej Brytanii czy Czarny Piątek w USA, no i pewnie paru innych krajach. Czy u nas zatem jest spokojnie? Trudno powiedzieć. Kto miał okazję chociaż raz być na wyprzedaży doskonale wie, jak to wygląda.

Porozrzucane ubrania, buty nie do pary, spodnie wśród bielizny, walające się po podłogach metki i poplątane swetry a wśród tego wszystkiego tłum oszalałych kobiet i kilometrowe kolejki do przymierzalni. Znalezienie czegoś interesującego w tej panującej tam dziczy jest nie lada wyzwaniem, natomiast znalezienie tego czegoś w swoim rozmiarze, dosłownie graniczy z cudem.

Zadacie więc sobie pewnie pytanie, co w tym fajnego. Nie dość, że trzeba nieźle się namęczyć, rozpychać łokciami, czekać godziny w kolejkach a jeszcze to wszystko po nic? Zasadniczo tak to wygląda. Jednak kiedy wśród tego całego bałaganu uda nam się znaleźć choć jedną perełkę, wszystkie te wysiłki zostają nagrodzone. Możliwość kupienia czegoś, co przy normalnej cenie pozostawało poza naszym zasięgiem finansowym jest nie lada radością. A kiedy przy okazji uda się jeszcze kupić nowe sandałki, czy bluzkę za 15 zł, to szczęście jest podwójne. I nawet strata Cristiano Ronaldo w nowych spodniach boli jakby trochę mniej…

Natalia KRAWCZYK

EROTYCZNA STRONA STEREOTYPÓW

Z głośników mojego laptopa leci evergreen Kultu „Ku*wy wędrowniczki”, kiedy nagle naszła mnie pewna refleksja. Refleksja godna prawdziwej działaczki feministycznej, a wypowiedziana z ust cholernego szowinisty. Cóż, nikt nie zna dnia, ani godziny, kiedy zaprzeda swą duszę diabłu.

Źródło: http://urodaizdrowie.pl/czy-nimfomanka-to-zepsuta-kobieta-ktorej-mezczyzni-nigdy-nie-maja-dosyc
Źródło: http://urodaizdrowie.pl/czy-nimfomanka-to-zepsuta-kobieta-ktorej-mezczyzni-nigdy-nie-maja-dosyc

Tak sobie myślę, bardzo często szafujemy słowami ku*wa, dzi*ka, szmata mówiąc o dziewczynach, kobietach lubiących nad wyraz seks. Momentalnie skazujemy takie na publiczny lincz, banicję, traktowane zostają niczym trędowate. Stają się nowożytnymi czarownicami, które obecni inkwizytorzy, stróże chorej moralności najchętniej wysłaliby na stos. Wobec takiej sytuacji nie można przejść obojętnie, trzeba powiedzieć basta!

Tym bardziej takie potępianie dziwi mnie, kiedy rozwiązłość mężczyzn jest powszechnie akceptowana. Nie nazywa się ich męskimi dzi*kami, szmaciarzami, a co najwyżej lowelasami, babiarzami, podrywaczami. W tej kwestii ostracyzm odnosi się jedynie do płci pięknej. Chore? Owszem i jak najbardziej nie zrozumiał. Jeżeli kobieta czuje potrzebę częstego seksu, a nie ma partnera to czemu odmawiać jej tego? Przecież każdy z nas jest człowiekiem i nic co ludzkie nie powinno nam być obce.

Reasumując ten mój krótki protest, kobieta, jak i mężczyzna rozwiązły seksualnie nie jest złem, degeneracją. Czasem mam wrażenie, iż takie określenia płyną z ust desperatów, których nikt tknąć nie chce.

Maciej CON