Archiwa tagu: Humor

„DZIEWCZYNA Z SZAFY” – CZERWCOWA PREMIERA POLSKA

Już w ten piątek, 14 czerwca 2013, do kin wchodzi nowy, świeżutki jak gorąca, pachnąca i chrupiąca bułeczka wyciągnięta właśnie z pieca, dziewczyńsko-garderobiany film wyprodukowany u nas, w Polsce. Jego dystrybucją zajmuje się firma Kino Świat Sp. z o.o. i to ona głównie zaprasza wszystkich do kin. Film trwa 90 minut, czyli ani za mało, ani za dużo, tylko w sam raz. Warto się wybrać – chociażby do kina „Muza” – żeby się pośmiać i wzruszyć zarazem.

Materiał prasowy.
Materiał prasowy.

O filmie

Jeśli chodzi o gwiazdy, to wydaje się, że tą największą wśród obsady „Dziewczyny z szafy” jest Edyta Olszówka. Oprócz niej, w rolach głównych zobaczymy m. in. Magdę Różańską (która jest po raz pierwszy na ekranie, a gra filmową nomen omen Magdę), Wojtka Mecwaldowskiego (gra Tomka, a jego kreacja jest tu porównywana do roli Dustina Hoffmana w filmie „Rain Man”) i Piotrka Głowackiego (wciela się w postać Jacka).

Ten niezwykły film, wyreżyserowany przez debiutującego reżysera, „Bodo Koxa”, okrzyknięty już został przez media jednym z najoryginalniejszych i najlepszych polskich filmów ostatnich lat. „Bodo Kox” jest wspierany przez: cenionego na świecie scenografa Andrzeja Halińskiego („Kobieta w Berlinie”, „Ogniem i mieczem”) i trzykrotnie nagrodzonego na FPFF w Gdyni operatora Arkadiusza Tomiaka („Obława, „Sęp”). Producentem filmu jest Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych.

Historia

Jest ona przede wszystkim wzruszająca, ale także pełna humoru, a opowiada losy dwóch braci – Jacka i Tomka. Życie tego drugiego zmieni się za sprawą Magdy – dziewczyny z sąsiedztwa. Każde z nich bowiem do tej pory zamknięte było w swoim świecie. I wszystko było by tak samo, gdyby oni się nie spotkali…

O filmie pisali:

  1. „Absolutna rewelacja!”,Film, jakiego w Polsce nie było od lat!”  – Onet.pl;
  2. Takiego duetu aktorskiego nie oglądaliśmy w kinie od czasów ‘Rain Mana’!” – Stopklatka.pl;
  3. „Światowe kino!” – Portalfilmowy.pl;
  4. „Zabawny i wzruszający” – Stopklatka;
  5. Genialne zdjęcia!” – Film.org.pl.

O „Dziewczynie z szafy” reżysere i aktorzy

„Bodo Kox”: Chciałem zrobić film, który miałby jakąś wartość, traktujący o czymś ważnym i poważnym, ale rozcieńczony humorem, bo uważam, że poczucie humoru jest w życiu najważniejsze. Wolę się śmiać niż smucić, ale lubię też filmy, które zmuszają do refleksji. Chciałem dać ludziom coś pozytywnego. Wiem, że Kosmos mi to odda. 

Wojtek Mecwaldowski: Dziewczyna z szafy” jest jednym z najbardziej barwnych filmów, jakie powstały w ostatnich latach w polskim kinie. Nasycony zarówno mądrą treścią, jak i pięknym obrazem oraz muzyką. Ktoś może powiedzieć, że to film o miłości, ktoś inny, że o samotności, a dla mnie jest to film o wyobraźni. O tym, co siedzi w naszych głowach, ale nie możemy o tym mówić, bo czasami nie wypada, albo się boimy. Z „Bodo Koxem” przyjaźnię się od lat i wiem, że jest to totalny freak, a zarazem geniusz filmowy. Dokładnie wie, czego chce i nie boi się o tym mówić i pisać. Nie tylko wierzył, że ten film powstanie, on to po prostu wiedział.

Piotrek Głowacki: Największą zaletą „Dziewczyny z szafy” jest to, że to film dla szerokiej publiczności kin. To zarazem komedia i dramat, przez swoją fantazyjność jak najbardziej dopasowany do współczesnej wyobraźni. Długo czekaliśmy na tak „normalny” film, który traktuje widza poważnie i rozmawia z nim inteligentnie,  daje się pośmiać i  wzruszyć. „Bodo Kox” ma dystans, który nie oddziela cię od istoty rzeczywistości, ale powoduje, że widzisz w niej śmieszność, i to wzrusza.

ZALEŻNOŚĆ MIĘDZY KSIĘCIEM Z BAJKI A JEDNOROŻCEM

Fot. pochodzi z: http://www.znanenieznane.pl/zaplanuj-sam/artykuly/pocaluj-zabke-w-lapke
Fot. pochodzi z: http://www.znanenieznane.pl/zaplanuj-sam/artykuly/pocaluj-zabke-w-lapke

Kiedyś kiedyś kiedyś, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyła sobie taka jedna pani. Całkiem niezła babka, wszystko miała co trzeba – nos, oczy, usta, włosy, kończyny i tak dalej i tak dalej do uśmiechniętej śmierci. Zaszczyt ją kopnął niesamowity, gdyż poznała w supermarkecie cudownego mężczyznę. Zbliżyła ich do siebie konwersacja odnośnie wyższości ogórków kiszonych nad konserwowymi. Książę z Bajki zaprosił ją na kawę i w taki oto sposób zaczęła się ich historia miłosna. Pan był wysoki, podobał się jej szalenie, zawsze ją wysłuchał, wycierał zasmarkany nos, doceniał jej najmniejsze starania a nawet zauważał :

 – nową fryzurę
 – utrata jednego kilograma ( oczywiście te nabyte pomijał aczkolwiek była to może zwykła dyplomacja )
 – piękne wdzianko ( ewentualnie jego brak na jego właścicielce )
 – i wszystkie inne rzeczy zachodzące w pani jego serca.
Stanowił podporę życiową dla niej. Za innymi się nie oglądał. Razem z nią obgadywał jej (nie)ulubione koleżanki, które dla niego nie były oczywiście materiałem nader interesującym. Czego możecie się spodziewać po tej pani i panu, żyli rzecz jasna długo i szczęśliwie.
  Gdy pani się obudziła, wybuchnęła gromkim płaczem, gdyż to wszystko okazało się być snem. Każda z nas ma ideał faceta. Taki wyśniony, wymarzony u boku którego mogłaby kroczyć z gromadką dzieci-uroczych cherubinków. Dom posiadać na własność czemu by nie, posiadać. Rzecz jasna jednorodzinny, wybudowany własnoręcznie przez mężczyznę marzeń. I samochód. Ładny ma być, gdzie tam parametry istotne, to facet powinien na to uwagę zwrócić. I psa! Wiadomo przecież, że nadchodzi tak dzień w życiu każdego człowieka ( może za wyjątkiem Georga Clooneya, który małżeństwa się wyrzekł na rzecz stanu kawalerskiego. Ach, jakiż to piękny stan! Ta pani, i ta pani a potem inna pani krocząca u jego boku… Oczywiście modelka będąca od niego 2x młodsza. Choć trzeba mu przyznać, że diablo przystojny to on jest. W dodatku obrzydliwie bogaty i pierońsko utalentowany. Zatem nie ma się co dziwić tym paniom lecącym na niego jak muchy do miodu. Każda z nich zapewne ma szanse go usidlić. ), że pragnie wreszcie stabilizacji. Panom panie są potrzebne jako pomoc domowa, ładny dodatek oraz cholera jeszcze wie czemu. Paniom panowie zaś potrzebni są w charakterze szofera, reproduktora, mechanika, elektryka i cholera wie po co jeszcze. Inni zaś są po prostu zakochani lub chcą się zakochać. Piękny stan! Porównywalny do stanu maniakalno – depresyjnego ale to już pomińmy. Zadaniem moim w dniu dzisiejszym jest promować związki partnerskie, a co! Misję sobie taką znalazłam…
  Jednego tylko zrozumień nie mogę. Za żadne skarby świata logiki w tym nie widzę! Dlaczego bowiem chcąc poznać naszą drugą połówkę, szukamy jej w niewłaściwych miejscach? Dajmy na to taką dyskotekę. Czy na prawdę poznamy tam kogoś, kto również chciałby wreszcie poznać miłość swego życia forever i wgl itd? Nie sądzę. A jeszcze zabawniej, gdy ta osoba ma w zwyczaju obściskiwania się z rożnymi typami, tudzież typiarami, na takich to imprezach. Co oczywiście zostaje później uwiecznione a następnie opublikowane na różnego rodzaju portalach społecznościowych. Już te portale randkowe wydaja mi się mieć więcej sensu… Często zdarza się nam nawet nie zauważać osoby z naszego otoczenia, która serce by nam wyrwała z klatki piersiowej, to znaczy swojej, rzecz jasna, i nam zaoferowała.  Wystarczy tylko się dobrze zastanowić a wcześniej rozejrzeć. Albo w głowie mi się nie mieści koncepcja podrywania osoby, która już kogoś ma. Skoro okazuje nam zainteresowanie naszą skromną osobą, mając jednocześnie drugą połówkę, myślę, że warto się zastanowić, czy faktycznie taka osoba okaże się godna zaufania. Czy gdy „zdobędziemy wreszcie takiego oto osobnika serce, faktycznie pozostanie on nam wierny? No mnie się wydaje, że nie! Na logikę – zerwała z nim dla mnie, jesteśmy razem no ale przecież może mnie też zostawić dla kogoś innego. Oczywiście nie możemy wychodzić z założenia, że ktoś, z kim już jesteśmy, będzie z nami zawsze i wszędzie. Odpowiednia doza niepewności ma zbawienne skutki na szczęście wszystkich związków. 😉

RAKNING NAJBARDZIEJ IRYTUJĄCYCH RZECZY

Moi drodzy. Z racji, że ja również jestem istotą żywą, ludzką oraz upierdliwą, postanowiłam spisać to, co mnie najbardziej irytuje w dzisiejszym świecie. Listę przygotowywałam bardzo długo, sporo wykreśliłam i zostawiłam te najważniejsze rzeczy. Tak wiem, że wkurzam się o przysłowiowe „byle g”, ale również mam do tego prawo.

Fot. pochodzi z: http://babol.pl/kat,1025465,title,Jas-Fasola-po-kolizji-Hamiltona,wid,13946502,wiadomosc.html?ticaid=610677
Fot. pochodzi z: http://babol.pl/kat,1025465,title,Jas-Fasola-po-kolizji-Hamiltona,wid,13946502,wiadomosc.html?ticaid=610677

Punkt pierwszy – niezdecydowanie oraz złośliwość kierowców autobusów. Temat świetnie znany. W momencie, gdy człowiek wyrusza, sporo przed czasem, na przystanek autobusowy po dłuższym ( czyt. stoję tu jak idiota a mogłem dłużej pospać! ) czasie uświadamia sobie, że kierowca przyjedzie o wiele później, niż jest to zadeklarowane w rozkładzie. Możesz rwać włosy z głowy, krzyczeć, wyklinać a nawet płakać ale jedno jest pewne – mpk w Polsce żyją swoim własnym życiem. Co zabawne, w momencie kiedy lecisz kurcgalopkiem, z językiem powiewającym w okolicach kostek, możesz być pewny, że kierowca nie zatrzyma się aby na ciebie poczekać – on ze złośliwymi iskierkami w oczach doda gazu do dechy i minie pobliski  przystanek.

Punkt drugi – skoro jesteśmy w tematyce podróży mpk, wspomnę o niektórych pasażerach. Telefon komórkowy powstał z myślą o uproszczonym sposobie na komunikację dalekosiężną. Pomysł genialny, bez komórki nie ma życia. Ale zauważyłam, że część pasażerów uwielbia rozmawiać przez telefon w trakcie jazdy. Racząc przy tym współpasażerów intymnymi szczegółami z ich pożycia czy koronkową bielizną zakupioną za bezcen w pobliskim butiku. Jedziesz sobie ledwo żywy do domu i masz nadzieję na chwilowy odpoczynek na jednym z siedzeń a obok ciebie ktoś opowiada Ci pikantne szczegóły z życia osobistego. To znaczy nie, nie bezpośrednio tobie, ale współrozmówcy za pomocą telefonu komórkowego. Jestem zdania że moje majtki to moja prywatna sprawa i babcia Heńka nie musi wiedzieć jakie sobie kupiłam. Ponadto takie świergolenie jest męczące dla współpasażerów a dla innych może być powodem do drwin – miasta mają to do siebie, że wbrew pozorom są małe i głupio było by się spotkać z osobą, która zna nasze sekrety.

Punkt trzeci – bezstresowe wychowanie. Ileż to razy człowiek idzie sobie zjeść obiad, pączka, wypić kawę lub na relaksujące zakupy, a towarzyszy mu jakaś rodzina z dzieckiem kilkuletnim, które to wydaje się być opętanym. To, że dziecko jest małe, to nie znaczy, że nie powinno być WYCHOWYWANE OD NAJMŁODSZYCH LAT. Turlające się i wrzeszczące diabełki nie są niczym normalnym i te zachowania słusznie zdaniem  Super Niani kwalifikują się  jako karygodne. Wiecie, uważam, że karny jeżyk to wcale nie taka głupia sprawa. Słyszałam kiedyś nawet o karnym kokoniku, ale tego wątku rozwijać nie będę. Jak macie wyobraźnię to spróbujcie zgadnąć. A jak nie, to jest to wasz problem.

Punkt czwarty – błędy ortograficzne i niegramatyczne, niepoprawne wysławianie się. Polacy nie gęsi, swój język mają. Ale myślę, że często o tym zapominają. Najbardziej wkurzające mnie „słowa” to ” dziecek, se, ino, jezdem, bynajmniej jako forma potwierdzająca coś  ” i tak dalej i tak dalej. Po to uczymy się od najmłodszych lat języka ojczystego, żeby móc się nim swobodnie posługiwać. Zamiast zgłębiać języki obce, co poniektórzy powinni zacząć sypiać ze „Słownikiem wyrazów obcych”, „Słownikiem poprawnej polszczyzny” oraz „Słownikiem ortograficznym”. Bo o błędach ortograficznych ( powtórzenie, powtórzenie, miej Boże litość nade mną! ) wspominać nie będę – na samą myśl włos mi się na głowie jeży.

Punkt czwarty – dwulicowość. Coś w stylu ” Rozmawiają dwie koleżanki. Jedna zagaja do drugiej

– Widziałaś Karolinę?

– A widziałam, widziałam.

– Ale zbrzydła, nie?

Nosz szlag by to… Najpierw na przywitanie co poniektórzy w tyłki sobie włażą, po uszach liżą a potem niczym karabin maszynowy wypluwają obelżywe komentarze. Nie będę tłumaczyć, czemu to jest irytujące – sami doskonale zdajecie sobie z tego sprawę.

Zorientowałam się właśnie, że pod względem gabarytów mój felieton zaczyna przybierać formę opowiadania. Zatem na tym poprzestanę i podsumowując – zgadzać się ze mną nikt nie ma obowiązku. Każdy może mieć własne zdanie. Ale czasem warto zastanowić się nad sobą i swoim zachowaniem – w naszych oczach mogłoby się wydawać, że jesteśmy czyści jak łza a rzeczywistość niestety może to odbiegać od ideału.

PIOSENKI NICZYPEROWICZA

Tramwajowy protest song pod roboczym tytułem ,,Dziewiątka’’ powstał w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale odtwarzałem tę antypiosenkę z komediowo-dramatycznym uczuciem całkiem niedawno na ,,Konwentyklach felietonowych’’ w poznańskim ALFredro , przy ulicy Fredry u Krzycha Golusińskiego.

Fot. Paulina Zych
Fot. Paulina Zych

Jajcowe wtręty przytomnie dośpiewywała Ula Sipińska na zmianę z plebanem Edą Jaworskim. Pod namową Kamilki Placko-Wozińskiej wydrukowałem ,,Dziewiątkę’’ w ,,Głosie Wielkopolskim’’ z okazji ,,Dnia Tramwajarza’’, co bardzo wkurzyło dyrekcję MPK.

Dziewiątka
Posłuchajcie jaką przygodę przeżyłem w tramwaju:
Stoję na przystanku przy Fredry, przy Collegium Maius.
Nagle pędzi ,,dziewiątka’’, drzwi otwiera i hamuje,
No, to my do środka i kogo stać – ten się biletuje
(A ty się bracie nie ociągaj, bo traci MPK!)
Ruszyła maszyna, zielone tony pędzą po szynach;
Och, jak mocno pan motorniczy ster w rękach trzyma!
(A ty go bracie nie zagaduj, bo on przepisy zna!)
Jak strzała pędzimy prosto koło Oooooooooooooooopery,
Potem na wiadukt i w prawo na Winiary…
Melorecytacja: A guzik z pętelką, a guzik z pętelką,
Bo nagle z tylnego wozu wychylił się pan kontroler
I woła głośno: – Na Palacza!!!
No, to motorniczy wajchą grzebie i na lewo zwraca.
Bo oni w tym MPK, bo oni w tym MPK – daję głowę,
Coraz wyraźniej schodzą na pozycje skrajnie lewicowe.
Melorecytacja: Hej, wy lewaki z MPK, hej, wy lewaki z MPK
Zamiast na Palacza jedźcie lepiej do Korei
(Północnej – Hej!)

 

LEON Z BRONIĄ

Na imieninach Leona omówiono najpierw sytuację społeczno-polityczną. Następnie pan Adaś opowiedział kilka mało śmiesznych wyców. Po kilku kielonkach komisarz policji Roman począł narzekać na słabe zarobki stróżów porządku. Na to tylko czekał docent Stanisław, demonstrując współbiesiadnikom kwitek z ostatniej wypłaty. – Złe to państwo, w którym policjant zarabia więcej niż nauczyciel – zacytował niemodnego klasyka doktor filozofii Krzysztof, pracujący jako portier w Pogotowiu Ratunkowym. – Niech policja nie narzeka – dodała jak zwykle niefortunnie docentowa Irena – zbójów nie goni, bo się boi, z mafią trzyma rączka w rączkę, a jak się coś uda, to tylko Rutkowski…
Na to komisarz Roman zerwał się jak oparzony od stołu i podniesionym głosem rzekł słów kilka, niegodnych powtórzenia. Następnie, zaciskając pod brodą pasek od służbowej czapki, wybiegł bez pożegnania. – Pewnie jest na tropie – usiłował usprawiedliwić nagły odlot policjanta solenizant Leon – wypijmy więc za zdrowie pań!
Poradzimy sobie bez policji – powiedział z przekonaniem magister inżynier Bożydar. – Pewnie – potwierdziła jego okropna małżonka Zocha – po co nam gliny, sami się obronimy.
Nie mam wątpliwości, że amerykański model, gdzie prawo obywateli do posiadania i noszenia broni zagwarantowane jest w konstytucji, można bez przeszkód przenieść do Polski – zdefiniował sprawnie docent Stanisław.
Nie do końca jestem przekonany, drogi docencie – zaoponował doktor filozofii z portierni Pogotowia Ratunkowego, Krzysztof – nie jesteśmy oswojeni z bronią, a przeciętny obywatel obcuje z pistoletem jedynie wówczas, gdy ów jest w jego wymierzony.
Nie pieprzcie bez sensu; trzeba dać wszystkim broń do ręki i będzie porządek! – stwierdził apodyktycznie magister inżynier Bożydar. – Pewnie – potwierdziła jego okropna małżonka Zocha – będzie więcej pustych mieszkań i zmniejszy się bezrobocie.
Na następne imieniny mógłbym już iść z kałachem i trzema magazynkami – rozmarzył się pan Adaś. – No, to zdrowie Broni! – huknął solenizant Leon.
Ale Bronia, żona Leonowa, na zdrową nie wyglądała. Stała w przedpokoju z załamanymi rękami i monotonnie zawodziła: – O, Boże, ktoś ukradł wszystkie płaszcze, portfele i torebki, bo Roman drzwi otworem zostawił...
Policja, policja! – krzyczeli nieskładnie goście imieninowi.
A pocałujcie mnie w du*ę! – odkrzyknął z dołu klatki schodowej komisarz Roman.
Andrzej NICZYPEROWICZ

PRZESTAWIONY ANTOŚ

Dwa miesiące temu, do państwa Matysiaków dołączył nowy członek rodziny o imieniu Antoś. Rodzina uradowana faktem posiadania kolejnego potomka, chętnie opowiadała o małym synku. Ojciec Antosia w rozmowie z kolegami opowiada, jak zmieniło się jego życie:

-Od 22 do 24 Antoś płacze, od pierwszej do trzeciej gaworzy, od piątej do siódmej strasznie się kręci. Za to od ósmej, gdy wychodzę do pracy, do 13, zapada w głęboki i porządny sen.

Kolega chcąc posłużyć dobrą radą rzekł te słowa:

-Może trzeba byłoby przestawić małego?

Ojciec Antka bez chwili zawahania powiedział:

-Próbowałem, przestawiłem już łóżeczko..nie pomogło.

Ewa BIELAWA