Archiwa tagu: film

KRÓL POPU JEST TYLKO JEDEN – MICHAEL JACKSON NA WIELKIM EKRANIE W MULTIKINIE

W 56. rocznicę urodzin Michaela Jacksona sieć Multikino zaprasza na pokaz filmu dokumentującego ostatnie próby do spektakularnych koncertów z udziałem Króla Popu – „This is it”. Film pokazywany będzie dokładnie w dzień jego urodzin, 29 sierpnia w sieci Multikino.

 

Fot. Materiał prasowy Multikino.
Fot. Materiał prasowy Multikino.

W rocznicę urodzin Michaela Jacksona sieć Multikino zaprasza na pokaz ostatniego filmu z udziałem Króla Popu – „This is it”. Przygotowania do spektakularnych londyńskich koncertów, stres, emocje, ale i ogromna energia oraz niezapomniana muzyka. Dla wszystkich fanów Michaela, jak również dla wielbicieli najlepszej muzyki to jedyna okazja, by na wielkim ekranie zobaczyć Króla Popu znowu akcji. „This is it” tylko w Multikinie już 29 sierpnia!

Większość materiału filmowego została nakręcona w czerwcu 2009 roku w STAPLES Center w Los Angeles oraz w Forum w Inglewood podczas przygotowań Jacksona do „This Is It” – serii pięćdziesięciu koncertów, jakie Jackson planował zagrać w O2 Arena

w Londynie. „This Is It” oferuje fanom Jacksona i wielbicielom muzyki na całym świecie rzadkie zakulisowe spojrzenie na wykonawcę, jego karierę i przygotowania do spektakularnego widowiska. Film zapewni kinomanom niezapomniane przeżycie zestawione z obszernym materiałem pokazującym szczegółowe przygotowania Jacksona do londyńskich koncertów. Zawiera skrót z ponad 100 godzin prób. Film pokazuje piosenkarza, producenta filmowego, architekta, kreatywnego geniusza i wspaniałego artystę, który pracuje nad swym dziełem by dopracować je do perfekcji – wypowiedź osoby współpracującej z Jacksonem w tym czasie, jak i nad produkcją filmu.

Na pokaz filmu Michael Jackson „This Is It” zapraszamy 29 sierpnia 2014 o godzinie 20.00 w kinach sieci Multikino i Silver Sceen.

Ceny biletów:

  • Warszawa: Złote Tarasy, Ursynów, Targówek, Wola: 20 zł normalne / 16 zł Facebook / 15 zł Multikino & Gala
  • Poznań: 51, Malta, Stary Browar, Kraków, Wrocław: Pasaż, Arkady: 19 zł normalne / 16 zł Facebook / 14 zł Multikino & Gala
  • Pozostałe kina: 18 zł normalne / 16 zł Facebook / 13 zł Multikino & Gala

Bilety na pokaz filmu Michael Jackson „This is It” w sprzedaży od 1. sierpnia 2014. Można je nabyć w kasach biletowych kin oraz online na stronie www.multikino.pl.

Nowy studyjny album Michaela Jacksona XSCAPE z niepublikowanymi nagraniami Króla Popu, zarejestrowanymi między 1983 a 1999 rokiem. Efektem jest 8 zupełnie nowych nagrań, w tym pierwszy singiel „Love Never Felt So Good” promujący całe Wydawnictwo. Pierwotnie nagrany w 1983 roku z Paulem Anką utwór jest „magiczną kombinacją oryginalnej i nowoczesnej produkcji” zachowującą analogowy klimat wczesnych lat 80-tych, ale brzmiący współcześnie dzięki nowo dodanym disco-soulowym elementom.

Album ukazał się w wersji standardowej a także dwóch wersjach deluxe (CD z dodatkowymi 9 utworami – w tym ‘Love Never Felt So Good’ w duecie z Justinem Timberlake’m – oraz DVD z filmem dokumentalnym o powstawaniu płyty ‘XSCAPE’) – jeden krążek z elegancką obwolutą typu O-card, natomiast drugi ze specjalnym plakatem stworzonym na tę okazję przez artystę i przyjaciela Michaela Jacksona – Mr. Brainwasha.

 

ŚWIĘTUJ 4. URODZINY ONE DIRECTION W MULTIKINIE!

 23 lipca fani zespołu One Direction zapamiętają na zawsze. Tego dnia uwielbiany przez miliony zespół zaskoczy wszystkich! Chłopaki z 1D odkryją przed publicznością nie tylko swój spektakularny koncertowy talent, ale również intymne kulisy prywatnego życia w nieoficjalnej biografii zespołu „One Direction: Reaching for The Stars”! Film pokazywany będzie tylko przez 3 dni w sieci Multikino!

Fot. Materiał prasowy Multikino.
Fot. Materiał prasowy Multikino.

Film „One Direction: Reaching for The Stars” będzie jedyną szansą, żeby obejrzeć nie tylko wyjątkowe występy 1D, poznać ich prawdziwe emocje, gdy schodzą ze sceny, ale również aby świętować 4. urodziny zespołu wraz z przyjaciółmi, które przypadają w lipcu 2014 roku! Członkowie zespołu szczerzy jak nigdy, pokażą jacy są naprawdę.

„One Direction: Reaching for The Stars” to nieoficjalna biografia, w której zawarto oszałamiające materiały z koncertów na żywo. Film opowiada niezwykłą historię drogi do sławy Nialla, Zayna, Liama, Harry’ego i Louisa. Od ich skromnych początków w rodzinnych miejscowościach, poprzez udział w X-Factorze, podboju świata i występie w słynnej londyńskiej O2 Arena. Uczestnicy pokazów usłyszą, co mówią sami chłopcy i zobaczą jakie naprawdę jest życie zespołu One Direction.

„One Direction: Reaching for The Stars” – jedyna szansa, żeby zobaczyć jacy są naprawdę od 23 lipca do 25 lipca 2014 r. w kinach sieci Multikino i Silver Screen w Polsce!

 

Szczegółowy rozkład seansów:

23.07.2013 – godz. 16.30 i 18.00

Cała sieć kin Multikino i Silver Screen.

24.07.2013 – godz. 16.30 i 18.00

Cała sieć kin Multikino i Silver Screen z wyłączeniem: Gdyni, Koszalina, Poznań – Starego Browaru, Poznań – Malty, Radomia, Rumii, Warszawa – Złotych Tarasów, Tychów, Lublina, Zgorzelca, Czechowic – Dziedzic oraz Włocławka.

25.07.2013 – godz. 14.30

Cała sieć kin Multikino i Silver Screen z wyłączeniem: Zgorzelca, Tychów, Rumii, Czechowic – Dziedzic.

Ceny biletów:

  • Warszawa: Złote Tarasy, Ursynów, Targówek, Wola: 20 zł normalne / 16 zł Facebook / 15 zł Multikino & Gala
  • Poznań: 51, Malta, Stary Browar, Kraków, Wrocław: Pasaż, Arkady: 19 zł normalne / 16 zł Facebook / 14 zł Multikino & Gala
  • Pozostałe kina: 18 zł normalne / 16 zł Facebook / 13 zł Multikino & Gala

 

SMARZOWSKI ZNÓW LEJE W MORDĘ

Wojciech Smarzowski przyzwyczaił widzów do mocnego uderzenia. Jego obrazy biją widza w twarz, uderzają bezpośrednio w słabe punkty polskiego społeczeństwa. Sam reżyser powiedział kiedyś, że nigdy nie nakręci filmu w którym nie będzie lał się alkohol – do tej pory słowa dotrzymuje, a jego najnowsze dzieło jest w tej kwestii przodownikiem spośród wszystkich dotychczasowych. Jak zatem wypada „Pod Mocnym Aniołem”?

Scenariusz filmu to głównie wyznania w klubie AA -źrodło  film.onet.pl
Scenariusz filmu to głównie wyznania w klubie AA -źrodło film.onet.pl

Poprzednie obrazy Smarzowskiego oglądało się poniekąd jak komedie, która za każdym razem przechodziła w dramat, kończąc się często w sposób bliski horrorom. Może poza „Różą”, w której powodów do śmiechu nie było w ogóle. Tym razem jest podobnie, choć bez tak wyraźnego podziału. Film nie ma dokładnie zarysowanej linii fabularnej, to co oglądamy to przenikające się wątki z życia kilku bohaterów, więc momenty humorystyczne występują na początku filmu, ale tez pod koniec.

To co uderza widza tym razem, to dość powszechny w naszym kraju problem alkoholizmu. Można się spierać czy reżyser tym razem koloryzuje i przerysowuje kwestię picia w naszym kraju – moim zdaniem niestety nie, choć surrealizm bijący z niektórych scen może być dla niektórych niezrozumiały. To co widzimy na ekranie dzieje się często wokół nas, jest zwierciadłem części polskiego społeczeństwa.

Film jest mocny, a jakże! Oglądanie niektórych scen może odpychać tych mniej wytrzymałych. Reżyser w sposób realistyczny przedstawia reakcje organizmu alkoholika – od płynów fizjologicznych po padaczkę alkoholową. Nie do końca wiemy czy pewne przedstawione sceny dzieją się naprawdę, czy to tylko wytwór wyobraźni chorych organizmów. Smarzowski alkoholizmu nie wybiela, nie upiększa. Przedstawia chorobę w sposób brutalny, pozbawiając czasem chorych resztek człowieczeństwa, pokazując ich upodlenie w sidłach alkoholu. Opary C2H5OH aż biją z ekranu. W filmie piją wszyscy – wieśniak, ksiądz, pisarz, kierowca tira.

Aktorzy to znów zaufana grupa Smarzowskiego – jest więc Jakubik, Dziędziel, Kinga Preiss, czy Marcin Dorociński. Główna rola tym razem przypadła Robertowi Więckiewiczowi.

Jego rola w filmie to klasa światowa! Gdyby film nakręcono w Stanach Zjednoczonych, nominacja do Oskara byłaby pewnie formalnością. Podobnie Arkadiusz Jakubik, który jest zdaje się największym odkryciem Smarzowskiego, a jego poprzednie role – Notariusza z „Wesela”, Środonia z „Domu Złego” czy policjanta z „Drogówki” zdecydowanie zapisały się w pamięci polskiego widza. Tym razem gra mniejszy epizod, spisując się równie dobrze, co w rolach pierwszoplanowych.

Musze przyznać, że wybierając się do kina spodziewałem się czegoś więcej – film jest godny polecenia, aczkolwiek czegoś zabrakło. Być może formuła Smarzowskiego powoli staje się nudna, wyczerpuje się. Znalazł on doskonały „silnik” tworzenia filmów, w który wrzuca różne historie, a jego kolejne dzieła mogą być powoli trudne do odróżnienia. Maszynka w którą reżyser wrzuca kolejne historię, tym razem nieco się zużyła. Gdyby „Pod Mocnym Aniołem” było pierwszym, bądź drugim dziełem reżysera, piano by z zachwytu. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że tym razem brakuje trochę świeżości. Mimo tego zdecydowanie polecam obejrzeć i być może przemyśleć to co reżyser chce nam przekazać.

Apeluję jednak zwłaszcza do młodych widzów – nie idziecie na komedię, więc proponuję odpuścić sobie seans, a wasz śmiech czy raczej jego brak zdecydowanie pomoże w odbiorze filmu widzom o wyższym IQ.

NIEWYBREDNE ŻARTY HITCHCOCKA

O mistrzu suspensu powiedziano już wiele złego, że tyran, despota, i cham lubujący się w zbereźnych żartach. (Przy przedstawianiu własnej osoby często zwykł mawiać „jestem Hitchcock, bez „cock”).

Źródło: http://m.dziennik.pl/kultura/film/aktualnosci-film/pan-hitchcock-i-kobiety-mistrz-suspensu-rozszyfrowany
Źródło: http://m.dziennik.pl/kultura/film/aktualnosci-film/pan-hitchcock-i-kobiety-mistrz-suspensu-rozszyfrowany

Oglądając, niedawno powstałe o nim filmy, Dziewczyna Hitchcocka, Hitchcock wydaje się, iż znamy przyczynę ekscentrycznych zachowań tego brytyjskiego reżysera. Nic bardziej mylnego. Owszem, Alfred miał problemy w nawiązywaniu relacji z kobietami, lecz na rubaszne żarty pozwalał sobie także w stosunku do mężczyzn. A kilkudniowe dręczenie aktorki (Tippi Hedren) w postaci nagrywania drastycznej,(również dla niej) sceny ataku ptaków, to nie wszystko na co go stać.

W dość obszernej książce Donalda Spoto Alfred Hitchcock można znaleźć sporo żartów, których dopuścił się Hitch. Oto kilka z przywołanych przez autora anegdot, które dla większości uczestniczących w nich ludzi, z pewnością, zabawne jednak nie były.
Pewnego dnia reżyser zaprosił współpracującego z nim rekwizytora, który uwielbiał się stroić w bogato zdobione stroje, na wycieczkę łodzią po Tamizie. Dodajmy, nieposiadającą zadaszenia. Hitchcock mógł, więc z lubością przyglądać się całkowicie przemokniętemu współpracownikowi.

Innym razem, gdy ten przechwalał się zelektronizowaną gazówką, reżyser w odwecie dostarczył mu pod dom dwie tony węgla.

Jednej z aktorek wysłał z kolei 400 śledzi, których rzecz jasna ciężko się pozbyć, nie wspominając od intensywnego wszechobecnego zapachu, jakie wydzielają.

Jedną z aktorek, która nie znosiła dymu papierosowego, który często otaczał osobę reżysera, A.H. prawie udusił, zamykając ją w pełnej oparów dymu, budce telefonicznej.

Hitchcockowi zdarzyło się też wydać przyjęcie, na którym kelnerowali wynajęci przez niego aktorzy, których zadaniem było jak najbardziej arogancka i niegrzeczna obsługa zaproszonych gości.

Kolejne wydane przez niego przyjęcie było o tyle dziwne, iż wszystkie potrawy były zabarwione na niebiesko. Jeszcze zaś dziwniejsze, iż żaden z zaproszonych gości nie zwrócił na ten fakt uwagi.

Alfred H. lubił wprowadzać ludzi w zakłopotanie. Jednego z aktorów zaprosił na przyjęcie kostiumowe, które jak łatwo zgadnąć, wymagało raczej eleganckiej galanterii. Ów aktor przyszedł jednak w pełnej krasie i w takimże makijażu.

Mieszkanie brytyjskiego reżysera również nie było wolne od żartów. W salonie mieściła się kanapa, której poduszki wydawały wiadome dźwięki, kiedy się o nie oparło. Hitchcock często biesiadował w tym pomieszczeniu, i z cichą satysfakcją obserwował zmieszanych gości, potęgując ich zakłopotanie zniesmaczonymi grymasami twarzy.

Jednak jednym z najgorszych dowcipów Hitcha był zakład z rekwizytorem o to, czy ten wytrzyma całą noc przykuty kajdankami do kamery w opuszczonym i mrocznym studiu. Po przykuciu współpracownika do sprzętu, Hitchcock poczęstował go („na lepszy sen”) szklanką brandy. Jak się później okazało, napój zawierał silny środek przeczyszczający. Ku rozpaczy rekwizytora , skuteczność owego środka ,mogli podziwiać wszyscy, którzy nazajutrz przybyli rano do studia.

Jak widać, brytyjski twórca dreszczowców lubił przyprawiać ludzi o gęsią skórkę (i różowe policzki)również w życiu. Nikt nigdy nie słyszał, by Hitchcock kiedykolwiek żałował swoich „żarcików”. Jego zdaniem były one jedynie umoralniającymi lekcjami dla napuszonych samochwalców i nikogo innego nie krzywdziły.

BAJKOWA OPOWIEŚĆ

W dobie komercji, wielkich kasowych produkcji, coraz trudniej wyszukać te bardziej ambitne pozycje, niekoniecznie powstające przy nakładzie kilkudziesięciu milionów dolarów. Jedną z takich jest film wyreżyserowany przez Dusana Milića – „Gucza – pojedynek na trąbki”.

Julianna chyba nie jest przekonana o talencie ojca - źródło filmweb.pl
Julianna chyba nie jest przekonana o talencie ojca – źródło filmweb.pl

Pochodzący z Serbii reżyser urodził się w 1969 roku, swoją karierę rozpoczął jako asystent reżysera w roku 1988. Do tej pory nie dorobił się zbyt okazałego filmowego dorobku, ma na koncie kilka pozycji, jego pierwsze autorskie dzieło – “Jagoda w supermarkecie” zostało ciepło przyjęte przez publiczność.

Tytułowa Gucza to niewielka miejscowość w położona środkowej Serbii. Zapewne nie byłaby szeroko znana gdyby nie jedno ważne wydarzenie, odbywające się cyklicznie od 50 lat – największy na Bałkanach festiwal gry na trąbce. Każdego roku w sierpniu, do Guczy zjeżdżają najwięksi bałkańscy artyści tej sztuki. Historia festiwalu w Guczy sięga 1831 r. W tym roku serbski książę postanowił założyć pierwszy zespół wojskowy, który składał się głównie z trębaczy, tradycja gry na trąbce w Guczy przetrwała więc niemal 200 lat.

Sama fabuła filmu na pierwszy rzut oka jest bardzo prosta, niezbyt skomplikowana. Otóż młody cygański chłopak – Romeo, grany przez Marko Markovica – prawdziwego artsytę, zakochuje się w Juliannie, młodej dziewczynie o blond włosach, córce Sacmo – jednego z najbardziej znanych, cenionych trębaczy na Bałkanach. Ten jest jednak zagorzałym przeciwnikiem cyganów, nie zgadza się na związek swojej córki z chłopakiem innej rasy. Jedyną szansą młodego cygana jest tytułowy pojedynek w Guczy – musi pokonać samego mistrza, aby otrzymac rękę Julianny. Tak w ogóle przedstawia się zarys głównego wątku filmu.

Młody Romeo występuje w zespole o nazwie The Tigers, składającym się w dużej mierze z członków tej samej rodziny cygańskiej. Chłopak za wszelką cenę pragnie wystąpić na festiwalu, z początku chce zarobić pieniądze, na pomnik dla zmarłego ojca, z czasem tych celów będzie więcej. W momencie w którym chłopak poznaje Juliannę, spotyka również jej ojca, co od początku nie zwiastuje mu łatwego życia. Ojciec dziewczyny, grany przez Mladena Nelevica, posiadający własną, szanowaną w całej Serbii orkiestrę, jest konserwatystą, o z góry założonych uprzedzeniach, zwłaszcza na tle etnicznym. Nie dopuszcza myśli, o związku jego blondwłosej córki z “ciemnym”, cygańskim chłopakiem.

Film i zawarty w nim folklor bałkański, wraz z charakterystycznymi kostiumami, jest znakomitą odskocznią od serwowanych codziennie amerykańskich sensacji. Już samo podziwianie bajecznych krajobrazów Serbii – gór, sadów, łąk daje poczucie relaksu. Z głośników dobiega muzyka skomponowana przez Dejana Pejovica, a wykonana przez Boban i Marko Markovic Orchestra oraz Dragan Ignjic Orchestra, dwie najsłynniejsze orkiestry cygańskie z Serbii. Muzyka towarzyszy praktycznie przez cały czas trwania filmu, co szufladkuje film poniekąd w gatunku muzycznym. Sam wątek miłosny i dość duży dystans do przedstawianych scen, klasyfikuje film jako komedię romantyczną. Przyjmijmy zatem, że “Gucza – pojednyek na trąbki” jest komedią romantyczno-muzyczną. Oczywiście wątek miłosny i nazwy głównych bohaterów Romeo i Julianny są podaną na tacy analogią do utworu Szekspira. Również jedna ze scen w której Julianna zostaje uwięziona w domu przez ojca, odwołuje się do dzieła angielskiego dramaturga. Uważny widz zauważy także kilka innych humorystycznych odniesień – ochroniarze podczas festiwalu noszą koszulki FBI, a przyjaciel Romeo ubiera się w koszulki włoskich zespołów piłkarskich w których występował niegdyś najbardziej znany serbski piłkarz – Mihailović. Małe szczegóły, ale wywołujące uśmiech na twarzy oglądającego. Jeżeli mowa o grze aktorskiej to ciekawostką jest fakt, iż w filmie występują aktorzy – amatorzy, nie mający większego doświadczenia w pracy przed kamerą, co jeszcze bardziej sprawia wrażenie prawdziwości fikcyjnej opowieści w realiach prawdziwego festiwalu. Uwagę zwraca przede wszystkim gra Mladena Nelevica, który świetnie pasuje do roli Sacmo – mężczyzna o staroświeckich poglądach, sprawia wrażenie tyrana, a sam aktor odnajduje się w tej roli znakomicie.

Film zdecydowanie warty polecenia, nie tylko dla miłośników filmów muzycznych, czy folkloru bałkańskiego. Film jest znakomitą reklamą prawdziwego festiwalu odbywającego się corocznie w Guczy, ale również zgrabną próbą reaktywacji i przeniesienia w bajkowe realia bałkańskich krajobrazów “Romea i Julii”. Historia opowiedziana z przymrużeniem oka, mimo to poruszająca ważne kwestie społeczne jak uprzedzenia czy rasizm, znakomita muzyka, wprawiają widza w świetny nastrój. Oczywiście nie należy doszukiwać się w nim wielkiej filozofii, czy głębszego sensu, mamy tutaj do czynienia raczej z dosyć już oklepanym schematem, ale w momencie gdy szukamy chwili relaksu, Gucza okaże się strzałem w dziesiątkę.

WSZYSTKO BYŁO LEKKO DZIWNE, CZYLI SPOTKANIE STUDENTÓW UAM Z JERZYM RADZIWIŁOWICZEM

3. grudnia w uczelni UAM, w budynku Collegium Maius miało miejsce spotkanie z jednym z najbardziej charyzmatycznych aktorów, Jerzym Radziwiłowiczem. Spotkanie odbyło się w ramach projektów unijnych i miało formę wykładu pt. Medialny wizerunek aktora, czyli jak dziennikarze powinni mówić/mówią o aktorach.

Fot. http://www.filmweb.pl/person/Jerzy+Radziwi%C5%82owicz-471
Fot. http://www.filmweb.pl/person/Jerzy+Radziwi%C5%82owicz-471

W rzeczywistości jednak formuła spotkania zbliżona była bardziej do wywiadu połączonego z panelem dyskusyjnym. Całe spotkanie można zaliczyć do średnio udanych. Strasznie raziła niekompetencja organizatorów. Spotkanie rozpoczęło się pokazem skróconego filmowego emploi aktora, z którego, jak sam zauważył, można było wywnioskować, iż większość jego ról to postacie duchownych lub robotników. Ponadto, wypowiedzi pana Radziwiłowicza poprzedzone były krótkimi zwiastunami seriali ,w których grał, jakoby zakładając, że aktor jest dla przybyłych raczej mało znaną postacią. Nadmienię, że w uczelni mieści się Katedra Filmu Telewizji i Nowych Mediów.

Jednak najmniej przygotowanymi do samego spotkania okazały się być prelegentki i przygotowane przez nie pytania np. o to, czy jako tłumacz z języka francuskiego pan Jerzy umieszcza w tekście dramatów wskazówki mające pomóc aktorom w odtwarzaniu roli. Poza tym najbardziej chyba absurdalnym pytaniem, pojawiły się standardowe pytanie dotyczące różnicy między aktorstwem w filmie i serialu. O czym aktor nie chciał zbyt wiele opowiadać, dając do zrozumienia, iż ma do tego zagadnienia raczej ambiwalentny stosunek.

Publiczność również nie wykazała się zbyt wielką erudycją. Na szczęście, Jerzy Radziwiłowicz jako wielki aktor i człowiek wielkiej kultury potrafił udzielić stosownych odpowiedzi, które być może przez innych aktorów uważane zostałyby za zbyteczne. Najciekawszą informacją z całego spotkania było ujawnienie negatywnego stosunku aktora do metody Stanisławskiego.

Radziwiłowicz odpowiedział też na, często stawiany mu, zarzut niechęci udzielania wywiadów. Powiedział, iż bardzo lubi dyskutować, lecz nie cierpi często powtarzających się pytań, które po prostu stają się nudne. Dowodem tych słów jest wydana niedawno książka pt. Wszystko jest dziwne, której zawartością są rozmowy aktora ze znanym krytykiem Łukaszem Maciejewskim. Pan Jerzy wyraźnie zaznaczył swoje stanowisko, iż, tym co najbardziej ceni jest rzetelność, czego z pewnością organizatorom tego spotkania zabrakło.

BY KINOMAN CZYSTE SUMIENIE MIAŁ …

Grudzień uchodzi za miesiąc podsumowujący cały ubiegły rok. W Poznaniu miesiąc ten traktowany jest jako okres służący nadrabianiu zaległości, przynajmniej tych filmowych. A, by kinoman czyste sumienie miał… winien obejrzeć największe (jedne z większych) hity minionego roku.

http://pl.smeet.com/blog/2011-11-29/kino-na-niedziele-4xii2011
http://pl.smeet.com/blog/2011-11-29/kino-na-niedziele-4xii2011

W piątek 13. Multikino Malta i Multikino 51 dają nam szansę na obejrzenie najlepszych thrillerów roku: Labiryntu, Stokera, Panaceum (obok wielkiego Liberace’go ostatni film Soderbergha)oraz przedpremierowo Oldboy. Zemsta jest cierpliwa.
Start o 22:00.
Ceny biletów 25-38zł.

W sobotę 14. Kino Pałacowe przy okazji premiery remaku Oldboya w reżyserii Spike’a Lee, przypomina dwa pozostałe filmy z trylogii zemsty w oryginale, reżyserowanej przez Parka Chan-wooka. Jeśli ktoś nie skorzystał z ostatniej (identycznej) oferty Kina Muza, zachęcam.
Start o 21:00
Bilety w cenie 10zł.

Skoro o Muzie mowa. Tanie Czwartki proponują najbardziej zróżnicowaną ofertę. Znajdziemy tu najbardziej oczekiwane i nagradzane filmy roku, dodatkowo w bardzo przystępnej cenie 8zł. Pełny repertuar zobaczycie tutaj.Ja wymienię tylko te propozycje, które wydają się najciekawsze:

– najnowsze dzieło Allena, ponoć najlepsze z najnowszych jego dzieł Blue Jasmine
– ostatnia częśc trylogii o prawdzie miłości Przed północą
Chcę się żyć
W imię, czyli kontrowersja wg Szumowskiej
Kongres, czyli na poły animowana adaptacja Lema

12. w czwartek o godz. 18:00 Multikino w Starym Brovarze zaprasza na nieco mniej filmowe, ale na pewno nie mniej kulturalne wydarzenie – pokaz baletu Dziadek do orzechów z legendarnego Teatru Maryjskiego w Petersburgu.
Cena biletu: bardzo zróżnicowana, do sprawdzenia na stronie kina

„WIELKIE LIBERACE” CZYLI WIELKI BLICHTR

http://www.t-mobile-trendy.pl/artykul,6058,wielki_liberace_wideo,konkurs_nowe_horyzonty,219.html
http://www.t-mobile-trendy.pl/artykul,6058,wielki_liberace_wideo,konkurs_nowe_horyzonty,219.html

Ostatni film Stevena Soderbergha opowiada o życiu jednego z największych showmanów świata. Film w zamyśle wyprodukowany na ekrany telewizorów, dwa tygodnie temu trafił na ekrany polskich kin. Na decyzję tę z pewnością wpłynął fakt, iż Wielki Liberace na pierwsze miał Władziu, z racji swoich polskich korzeni. Nie od dziś wiadomo, że Polacy to dumny naród… ale i bogobojny, a Władziu swego żywota w zgodzie z boskimi doktrynami raczej nie prowadził.

Mimo przejawiającego się w scenografii i kostiumach blichtru, Wielki Liberace do wyświetlania na wielkim ekranie raczej się nie nadaje. Od strony formalnej film jest przezroczysty, nie znajdziemy tu, tak modnych ostatnio, eksperymentów. Ot, zwykła opowieść o dość niezwykłej postaci. Choć na tle współczesnych gwiazd niektórzy ,zapewne i z tym stwierdzeniem, gotowi są polemizować.

O Wielkim Władku mało się dziś mówi. Niewielu kojarzy postać, która niegdyś dorobiła się aż 160 fanklubów. Po obejrzeniu filmu Soderbergha nadal będziemy czuli niedosyt wiedzy na temat osiągnięć byłej gwiazdy estrady. Co prawda, na ulotkach czytamy, iż jest to opowieść skupiająca się na związku Liberace – Scott Thorson. Jednak po seansie, czułam pewien niedosyt.

Niedosyt odczułam również z innego powodu. Po fabule opartej na biograficznych wydarzeniach nie powinno oczekiwać się zbyt wiele. Mimo to spodziewałam się zobaczyć nieco bardziej skomplikowaną historię niż homoseksualna wersja kopciuszka bez happy endu. Czy też, jak niektórzy wolą, naiwnego blondyna z marzeniami o lepszych życiu.

Film opowiedziany jest z punktu widzenia ów wykorzystanego blond kopciuszka. Całe szczęście, że książę i jego królestwo byli dość nietypowi. Kicz w którym lubował się Liberace jest w filmie wszechobecny. Nawet twarze byłych kochanków, z czasem są nim znaczone.

Największym fenomenem filmu, bez wątpienia, jest jednak Michael Douglas. Większość krytyków rolę Liberace’go uważa za najlepszą w jego karierze. Aktor jako Liberace jest fenomenalny. Świetna charakteryzacja sprawiła, iż widz ma problem z identyfikacją odtwórcy roli. Douglas jest nie do poznania. Mimo to, niektórzy filmoznawcy są zdania, iż rola w ostatnim filmie Soderbergha, nie odbiega od dotychczasowego emploi Douglasa. Bo i tutaj gra playboya, z tą różnicą, że jego podboje stanowią przedstawiciele tej samej płci.

Wielkiego Liberacego obejrzeć warto, głównie dla popisów Douglasa. Wątpię jednak, by wielki ekran był do tego niezbędny. Warto wziąć pod uwagę intencje reżysera odnośnie wyboru nośnika. Może to nie przypadek, że kiczowata historia, zatopiona w kiczowatej otoczce, miała być przedstawiana przez równie przepełnione kiczem medium.