Archiwa tagu: choroba

ŚWIAT WIDZIANY INACZEJ

Po powieść Marka Haddona pt.”Dziwny przypadek psa nocną porą” sięgnąłem bardzo przypadkowo, mając w planach wypożyczenie czegoś kompletnie innego. Przypadek ma to do siebie, że często zmienia wiele w naszym życiu. Czy ta książka coś zmieniła w moim?

Czy chłopiec odkryje prawdę? - źródło wikimedia.org
Czy chłopiec odkryje prawdę? – źródło wikimedia.org

Fabuła skupia się na młodym chłopcu, dotkniętym jedną z odmian autyzmu, mieszkającym gdzieś w niewielkim, brytyjskim miasteczku. Christopher Boone, bo tak nazywa się główny bohater żyje na pozór normalnie, jak przeciętny 15-latek – chodzi do szkoły, ma swoje zainteresowania. Jednak jego życie jest zgoła odmienne.

Chłopiec mieszka z ojcem, który nie do końca radzi sobie z wymagającym opieki synem. Matka według ojca nie żyje, a Chris musi wierzyć ojcu na słowo. Pasją chłopca jest matematyka, liczenie przychodzi mu z dużą łatwością, to liczby pomagają mu w postrzeganiu świata. Chris unika ludzi, obawia się kontaktu fizycznego, często reagując wtedy agresją.

Próbując klasyfikować książkę w jakiejś kategorii, na pewno wypada zaznaczyć kryminalna i psychologiczna. Wątek śledztwa przebiega w sposób bardzo oryginalny, a ciekawość co będzie dalej jest niepohamowana. Widzimy zapiski chłopca, plany ulic, miasta, często bazujące na jego wyobraźni. Książkę czyta się wręcz ekspresowo, a kolejne wątki do których docieramy są co najmniej zaskakujące. Czy matka chłopca faktycznie nie żyje? Kto zabił psa sąsiadki? Jak chłopiec zniesie podróż metrem? Te pytania nie dadzą Wam spokoju:)

Obraz świata przedstawiony z perspektywy cierpiącego na autyzm jest inny, różny od świata widzianego przez większość. Zwykłe czynności są kłopotliwe, budzą przerażenie. Jest to obawa wynikająca z pewnością po części zetknięcia się z czymś nowym, ale pewnie wynika też z samej psychiki chorego chłopca. Można zastanowić się czy autor książki opisuje czyjeś doświadczenia, a może własne? W każdym razie jestem skłonny sądzić, że wizja świata przedstawiona w książce nie jest wymysłem i fikcją, ale oparta została na czyimś doświadczeniu.

Naprawdę warto sięgnąć po to niewielkie objętościowo dzieło, ale zawierające sporo oryginalnej treści. Nie ukrywam, że książka wywarła na mnie spore wrażenie i następnym razem 2 razy dłużej zastanowię się nad oceną innych ludzi, ich odmienności.

CO SIĘ DZIEJE Z DOMINIKĄ OSTAŁOWSKĄ?

Już od dłuższego czasu fani serialowej Marty Mostowiak zastanawiają się, co jest powodem jej stopniowego zaokrąglania się.

Każda gwiazda dba o zdrowy styl życia, uprawia sport, korzysta z usług specjalistów od urody i wizażu, stosuje zdrową dietę – wszystko po to, żeby dobrze prezentować się na salonach i … na ekranie. Co zatem dzieje się z Dominiką Ostałowską? Nie za ciekawie, ale nie z powodu nieracjonalnego odżywiania. Aktorka ostatnio zmaga się z niedoczynnością tarczycy i przyjmuje hormony w postaci leków.

Przy niedoczynności tarczycy następuje zatrzymanie wody w organizmie, a to powoduje ogólne opuchnięcie ciała i wzrost wagi. Opuchlizna jest również widoczna w okolicach szyi, gdzie powiększony jest gruczoł tarczycowy.

Dementujemy plotki o rzekomej ciąży i operacjach plastycznych na potrzeby serialu, a Pani Dominice życzymy zdrowia!

Fot. http://www.gala.pl/wywiady-i-sylwetki/dominika-ostalowska-a-jak-tupne-noga-546
Fot. http://www.gala.pl/wywiady-i-sylwetki/dominika-ostalowska-a-jak-tupne-noga-546

 

Fot. http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/ostalowska-bywa-zolza,59131.html
Fot. http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/ostalowska-bywa-zolza,59131.html
Fot. http://plejada.onet.pl/dominika-ostalowska-dziwnie-wyglada/kssps
Fot. http://plejada.onet.pl/dominika-ostalowska-dziwnie-wyglada/kssps

 

STANISŁAW DĄBROWSKI, PIERWSZY PREZES SĄDU NAJWYŻSZEGO, NIE ŻYJE

Odszedł w wieku 66. lat Stanisław Dąbrowski. Człowiek prawy o wielkim charakterze, co potwierdzają inni sędziowie. 

Źródło: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nie-ma-podstaw-do-sugerowania-korupcji-w-sn,280446.html
Źródło: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/nie-ma-podstaw-do-sugerowania-korupcji-w-sn,280446.html

Jak donoszą media, Stanisław Dąbrowski w ostatnim czasie zmagał się z chorobą. Jego obowiązki przejmował prezes Sądu Najwyższego, Tadeusz Ereciński.

Przypomnijmy krótką biografię:

Urodził się 12. kwietnia 1947 r. w Sokołowie Podlaskim. Potem studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim uzyskując w 1970 roku tytuł magistra prawa. Tuż po studiach rozpoczął aplikację sądową w Sądzie Wojewódzkim dla województwa warszawskiego. Po odbyciu aplikacji, dwa lata później (1972 r.) został mianowany asesorem sądowym. Pełnił również funkcję sędziego w następujących sądach: Sąd Wojewódzki w Siedlcach, Sąd Powiatowy w Sokołowie Podlaskim, Sąd Powiatowy w Węgrowie.

Wstąpił w 1980 r. do NSZZ „Solidarność”, pełnił tam funkcję przewodniczącego Międzyzakładowej Komisji NSZZ „Solidarność”sądów okręgu Sądu Wojewódzkiego w Siedlcach.

Na I Prezesa Sądu Najwyższego został powołany w 2010 r, natomiast od 1990 r. orzekał jako Sędzia Sądu Najwyższego w Izbie Cywilnej.

Pełnił także funkcję wiceprzewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa (2004), następnie został przewodniczącym tejże rady aż do 2010 r.

APEL O POMOC DLA SZYMONA!

Szymon kawaler, Monika panna. Byli razem od 5 lat i tworzyli związek nieformalny, dbali o ognisko domowe w zdrowiu i szczęściu.

Oboje pracowali. W nocy 1 marca 2008 r. Szymon dostaje ostrego ataku woreczka żółciowego i zostaje przewieziony do Szpitala na Banacha gdzie odbywa się operacja. Nic nie zwiastuje tragedii, więc wychodzi 10 marca ze szpitala. Para udaje się do urzędu stanu cywilnego, aby zalegalizować swój 5 letni związek. Złożyli dokumenty, wyznaczyli datę na 23 sierpnia 2008. Aż nadchodzi dzień Wielkiej Nocy (przypadający na 20 marca 2008 r. w czwartek), Monika wychodzi do pracy, Szymon jest na zwolnieniu lekarskim,w domu. Ona po pracy jedzie jeszcze do siostry uzgodnić szczegóły związane ze świętami. W końcu dostaje telefon od kobiety, która przekazuje jej informację: ” Pani mąż przewrócił się na krawężnik i zemdlał wezwałam karetkę.” Monika jedzie z siostrą do domu, są korki, czas się dłuży w między czasie policja dzwoni: ” Kiedy pani będzie, bo trzeba psa odebrać a my nie mamy czasu”. Monika dociera do domu, Warszawa – Ursus, tłum ludzi. Pani, która wezwała pogotowie odeszła. Monika pyta funkcjonariuszy policji, co się stało, ci jednak nic nie wiedzą. Męża Moniki wiozą do szpitala na ul. Stępińską. Zostawia psa Gustawa w domu i jedzie z siostrą do Szpitala. Na izbie przyjęć Monika pyta się pielęgniarki, czy został przywieziony pacjent, dostaje odpowiedz że tak. Został przewieziony na rezonans i tomografię. Na korytarzu rozlega się płacz  i niedowierzanie. Monika spotyka nareszcie lekarz dyżurną, która  przekazuje jej informację, że mąż Szymon dostał Udaru niedokrwiennego. Żona Szymona wpadła w panikę: „Czy ja dam radę i co ja mam dalej zrobić?”. Prosiła Boga w myślach o pomoc i  wsparcie. Szymon trafił na intensywną terapię OJOM. Monika pyta lekarza, co dalej jakie rokowania, lekarz objaśnia, że najważniejsze są w czasie udaru 4 doby jak przeżyje, to będzie żył. Monika cały czas jest w szpitalu. Jest sobota, pyta się następnego lekarza czy są wyniki tomografii i rezonansu, lekarz odpowiada jej, że jeszcze nie, „…ale mąż Pani nie ma szans aby mógł chodzić jedynie może siedzieć w łóżku”. Monika wychodzi przed szpital i płacze, aby Szymon nie widział łez, i tak w smutku mija czas aż do 25 kwietnia. Lekarz z oddziału rehabilitacji przekazuje Monice informację, że Szymon wychodzi ze szpitala ale ten oddział nie ma podpisanej umowy z ośrodkiem rehabilitacyjnym i musi ona sama załatwić ośrodek rehabilitacyjny, bo 30 wychodzi już do domu. Monika na to: ” Jak to, ja sama mam załatwić ośrodek? Gdzie ja mam szukać takich ośrodków?”. Dostała odpowiedz, że w internecie. Żona Szymona znalazła więc pana doktora neurologa, który przyjechał do Szymona, zbadał go i powiedział, że należy szybko go zabierać na oddział rehabilitacji do Otwocka, ale trzeba poczekać 4 dni i przywieźć Szymona dopiero 5 maja. Monika zgodziła się bo czuła, że ten lekarz im pomoże … i pomógł.

Monika jeździła do Otwocka po pracy prywatnym transportem wracała do domu na godz 21:00 i tak przez 6 tygodni. Nagle  stał się cud, Szymon postawił dwa kroki o lasce. Aby nie przerywać rehabilitacji, Szymon z Otwocka został przewieziony do Szpitala na Szaserów i tu też przebywał 6 tygodni, gdzie odbywał rehabilitację aż do powrotu rehabilitanta z urlopu, który odbywał z Szymonem ćwiczenia i zerwał mu ścięgna barku lewego. Monika pojechała z Szymonem do ortopedy w szpitalu na Lindleya. Powiedziano im, że lekarz operacji się nie podejmie, gdyż Szymon może zejść na stole operacyjnym. Zalecił ćwiczenia i tylko ćwiczenia. Zbliżał się nieubłaganie termin ślubu, Monika zastanawiała się: „.. i co ja mam zrobić, czy wyjść za Szymona, czy nie?”. Czekałam do ostatnie chwili była w kontakcie z panią kierownik Urzędu Stanu Cywilnego, czy ślub się odbędzie w domu, czy też w urzędzie. Zapadła decyzja, że w urzędzie.

Monika i Szymon podczas ceremonii Ślubu Cywilnego.
Monika i Szymon podczas ceremonii Ślubu Cywilnego.

Ślub się odbył i nic nie wskazywało tragedii. Szymona skierowano do Instytutu Hematologii wykryto u niego zespół antyfosfolipidowy przez co musi do końca życia brać leki na rozrzedzenie krwi. Szymon trafia do szpitala 6 grudnia 2008 r. z powodu zęba, ponieważ żaden lekarz nie chciał ponieść odpowiedzialności nad jego zdrowiem, musiał mieć usunięty ząb mądrości. Monika przywiozła męża do domu. W dniu 29 Szymon dostaje wysokiej temperatury, 40 stopni, Monika wezwała lekarza, ten stwierdził zapalenie płuc. wysoka temperatura nie ustępuje, więc dzwoni 31 grudnia znowu po pogotowie. Karetka zabiera Szymona do szpitala na Banacha i stwierdza zator płuc. W szpitalu przebywa do końca stycznia. Jego żona przez ten czas jest u niego rano przed pracą i po 17 po pracy. Wracają do domu ze szpitala. W domu wracają do codziennych obowiązków 6.30 wstają. Monika ćwiczy z mężem, potem przygotowuje mężowi obiad i jedzie do pracy. Po pracy sprawdza stan zdrowia męża. W maju 2009 pojawiają się na kontroli w szpitalu, co do zatoru płucnego. Pani doktor informuje ich, że męża nie wypuści, zatem Monika się pyta dlaczego? Dostaje informację, że właśnie w tej chwili dostała wyniki i mąż przechodzi zator płuc. W 2010 r. w lutym, mąż Moniki dostaje zapalenia trzustki – przez hipertrójglicerydemie w 2011 r. wykryto u Szymona toczeń – choroba autoimunologiczna – toczeń układowy, która swój organizm traktuje jak wroga. Podczas gdy Szymon był na rehabilitacji w Konstancinie nic nie wskazywało następnej tragedii. Monika myślała, że jest pod dobrą opieką. Będąc w pracy, dostaje telefon z Konstancina: ” Proszę szybko przyjechać. Mąż dostał padaczki i proszę dostarczyć pampersy, jak pani przyjedzie proszę wykupić receptę na lek „Depakibe”. Monika nie czekając ani chwili zwalnia się z pracy i jedzie do męża. Spotyka się z lekarzem, który wyjaśnia jej, że ujawniła się u męża padaczka poudarowa i będzie musiał brać leki do końca życia. Jedyną rozrywką i kontaktem ze światem dla Szymona, podczas gdy Monika jest w pracy, są: internet oraz telewizja. Znajomi Moniki, gdy się dowiedzieli że jej mąż jest tak poważnie chory odwrócili się od niej. Jak by było mało po zatorach, które przeszedł wykryto u Szymona POChP , która doświadcza obturacji (zwężenia) oskrzeli, przez co chory odczuwa duszność, ucisk w klatce piersiowej, ma świszczący oddech. Jest leczony u lekarza pulmonologa. 16 stycznia Monika była z mężem na kontroli poszpitalnej, gdyż miał problemy z żołądkiem. Zrobiono mu badania kolonoskopie i gastroskopie. Monika poprosiła lekarza o tabletki na wątrobę, gdyż w badaniach wynikło, iż ma stłuszczoną. Lekarz odpowiedział jej, że męża może uratować tylko przeszczep, ponieważ mąż ma za dużo chorób a leki dodatkowo wyniszczają wątrobę. Obecnie toczeń zaatakował Szymonowi nerki jest w szpitalu w Instytucie Reumatologii.

  Zwracamy się do wszystkich Czytelników z prośbą o pomoc, gdyż koszta leczenia przekraczają budżet Moniki. Prosimy ludzi dobrej woli o wsparcie i o kontakt z Moniką:  monika.bocian@wp.pl

ODCHUDZANIE NIEBEZPIECZNĄ KOBIECĄ PUŁAPKĄ

W pogoni za idealną sylwetką

Fot. pochodzi z: http://kotek12345.pinger.pl/m/2791227
Fot. pochodzi z: http://kotek12345.pinger.pl/m/2791227

W dzisiejszych czasach odchudzanie stało się pewnego rodzaju trendem, któremu poddają się głównie kobiety. Zarówno młode, jak i starsze tworzą „pogoń za idealną sylwetką”. Część z nich odchudza się w sposób właściwy. A to wszystko za sprawą odpowiedniej diety proponowanej przez dietetyka bądź też ćwiczeń, jakie zalecił im instruktor. Jednak na takie dogodności nie stać wszystkie kobiety. W mediach pojawia się coraz więcej znanych osób, które w krótkim czasie zrzucają zbędne kilogramy. I to właśnie taka „grupa celebrytów” nie musi kompletnie martwić się o swoją sylwetkę. Wystarczy, że zatrudnią odpowiednich specjalistów. Kobiety, które od lat zmagają się z nadwagą widząc tak szczupłe osoby, często chcą zrobić wszystko, aby wyglądać tak samo. Niestety może doprowadzić to do poważnych konsekwencji, a konkretnie anoreksji. Takie kobiety stosują różne diety, po prostu „łapią się wszystkiego”. Jednak, jeśli nie są one zadowolone z efektów, zaczynają się głodzić, a wręcz brzydzą się jedzeniem. W tym momencie kobieta zaczyna mieć bardzo poważny problem. Jeśli od razu nie zorientuje się, że dzieje się coś złego, w późniejszym czasie może być tylko gorzej. O anoreksji słyszy się mediach, w radiu, można poczytać o niej liczne artykuły, książki, ale to wciąż za mało. Statystyki zachorowalności osób na tą chorobę są wciąż przerażające.

Prawdziwe historie to chyba coś, co działa na człowieka najbardziej. Dlatego niech pewnego rodzaju apelem i przestrogą dla kobiet, które przesadzają z odchudzaniem będzie historia pani Emilii. Jest kobietą w starszym wieku i przez swoją opowieść chciała udowodnić, że anoreksja może dotknąć każdego. Wszystko zaczęło się od koleżanek pani Emilii z pracy, które wyszukały 10-dniową dietę. 40-letnia wówczas kobieta ważąca 58 kilogramy, schudła momentalnie cztery kg. Tylko ona wytrwała w tej diecie, każdy komplement dotyczący jej chudszej sylwetki powodował w niej ogromną radość. Jednak pani Emilia uważała cały czas, że jest za gruba, dlatego kontynuowała odchudzanie. Jej organizm zaczął przyjmować tylko odtłuszczone produkty, dokładnie wyliczone plasterki wędlin, a menu było perfekcyjnie dopracowane i przestrzegane. Prowadziła spokojny tryb życia. Miała dobrą pracę, męża, córkę. Na pierwszy rzut oka nic jej do szczęścia nie brakowało, ale nagle jej chudnięcie stało się pewnego rodzaju priorytetowym życiowym celem. Jej waga wciąż malała, a najbliżsi przestali być zachwyceni jej wyglądem. Dzięki rodzinnym namowom zgodziła się pójść do lekarza. Zrobiła to dla nich, ponieważ ona sama nie zauważała problemu. Lekarz niczego nie rozpoznał, zapisał kobiecie tabletki na depresję, a nawet zasugerował, że być może jest w ciąży lub ma problemy gastryczne. „Anoreksja to problem nastolatek”, niestety wielu lekarzy tak twierdzi. Dlatego przypadek pani Emilii został źle zdiagnozowany. Sukcesywnie zrzucała kilogramy, aż doszła do wagi 35 kilogramów. Z jednej strony czuła się coraz słabsza, wyczerpana. Zdawała sobie sprawę, że jej życiowa droga zbliża ją do śmierci. A z drugiej strony jej pragnienie bycia szczupłą osobą przewyższało wszystkie inne wartości. Gdy osiągnęła wagę 27 kg nie mogła już nawet samodzielnie wejść pod schodach, jej mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Szpital był dla niej jedynym ratunkiem. Zajął się nią także psycholog, który przede wszystkim dawał jej nadzieję na lepsze jutro. Mąż pani Emilii i córka wspierali ją na każdym kroku, ale do jedzenia nie byli wstanie jej zmusić. Kiedy udało jej się w końcu przytyć, musiała zmierzyć się na nowo z chodzeniem i z życiem.

Obecnie od kilku lat Pani Emilia z powodu choroby żołądka, osteoporozy i innych chorób jest na rencie. Każdy wysiłek może skończyć się dla niej śmiertelnie. Każdy jej dzień wygląda tak samo. Już nie wie, co to jest normalny posiłek, dlatego dożywiana jest także pozajelitowo. Swoją kondycję porównuje do kondycji staruszki, a na swoje ciało nie może już patrzeć. Jej życie to ciągła walka o przetrwanie, nie jest pewna czy ją kiedykolwiek wygra. Najważniejsze, że rodzina jest przy pani Emilii, ale to już nigdy nie będzie ta sama żona oraz matka.

Ta historia pokazuje jak bardzo anoreksja jest niebezpieczna i bezwzględna. Niewinna dieta może doprowadzić człowieka do nieodwracalnych zmian w organizmie, a nawet do śmierci. O tej chorobie trzeba cały czas głośno mówić. Te kobiety, które godzą się na opowiedzenie swojej historii są bohaterkami. Chcą ostrzec innych przed chorobą, choć same nie miały tyle szczęścia. Kobiety, które chcą rozpocząć teraz dietę wiosenną, niech zastanowią się dwa razy, jak to uczynić. Nie pozwólcie, aby odchudzanie odebrało Wam radość życia oraz cenne zdrowie.

W WIEKU 83 LAT ZMARŁ KARDYNAŁ JÓZEF GLEMP

Nie żyje prymas, metropolita gnieźnieński i warszawski, oraz przewodniczący Episkopatu Polski. W środę, 23 stycznia kardynał Kazimierz Nycz poinformował Polskę o śmierci prymasa seniora Józefa Glempa. Zmarł w szpitalu w Warszawie. Toczył wielomiesięczną walkę z nowotworem płuc.

Fot. Wprost.
Fot. Wprost.

 

Przyszedł na świat 18 grudnia 1929 roku w Inowrocławiu. Ścieżkę edukacyjną rozpoczął od studiów polonistycznych w Toruniu i Warszawie. Jednak wraz z decyzją o wstąpieniu do Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie, przerwał rozpoczęty tok nauki. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1956 roku. Pracę rozpoczął w Mogilnie i (już jako kapelan) w Mielżynie. Obrane studia prawnicze ukończył w Rzymie, co zaowocowało uzyskaniem doktoratu z zakresu prawa kościelnego i świeckiego na Uniwersytecie Laterańskim. Powrót do kraju związany był z powołaniem Arcybiskupa na stanowisko Prymasa Polski w Warszawie(kadencja od 1981 do 2009). Zajął ten urząd po śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego- był jednym z jego najbliższych współpracowników.

Godność kardynalską otrzymał w 1983 roku. Kierował Kościołem w Polsce w okresie stanu wojennego. W kazaniach, wygłoszonych w grudniu 1981 zwracał się do społeczeństwa by zaniechano walk i sporów, które niosą za sobą tragiczne skutki. Mówił, że w działaniach pełnych przemocy nie ma miejsca na niezbędny dialog. W swych wypowiedziach podkreślał, że głównym zadaniem Kościoła jest dbanie o sprawiedliwość i miłość wśród ludzi.

Brał udział w wydarzeniach ważnych dla losów Polski. W 1989 r. patronował decyzjom podejmowanym przy Okrągłym Stole. Po powstaniu nowego rządu dbał o to, by wiara zajęła trwałe miejsce w życiu publicznym. Skutkiem tych działań był np. powrót lekcji religii do szkół i konkordat rządu ze Stolicą Apostolską w 1993 roku. Był obecny, gdy nasz kraj został członkiem Unii Europejskiej.  Przyczyniał się do organizacji pielgrzymek papieskich(Jana Pawła II i Benedykta XVI) i dał fundament pod dialog z prawosławnym Kościołem w Rosji. Był autorem publikacji książkowych i prasowych. W 2009 roku otrzymał Order Orła Białego.

Ukończenie przez Józefa Glempa 80 lat w 2009 roku związane było z decyzją papieża Benedykta XVI, by zakończył On 28-letnią posługę jako urzędujący prymas Polski(stanowisko prymasa zajął arcybiskup Henryk Muszyński).

Mimo poważnych komplikacji zdrowotnych nie zaprzestał uczestnictwa w istotnych wydarzeniach kościelnych. Całe swoje życie poświęcił dla dobra Kościoła w Polsce.

W swej pracy kierował się sentencją: „Przez sprawiedliwość ku miłości”.

MINISTERSTWO ZDROWIA JEST CHORE

Nowotwór to grupa chorób, z których człowiekowi rzadko udaje się wyjść . obroną ręką. Zdiagnozowana wymaga jak najszybszego leczenia. Co jednak ma zrobić chory, gdy brakuje leków niezbędnych do walki z tak groźną chorobą?

foto. Pawel Kryj/SXC
foto. Pawel Kryj/SXC

Taka sytuacja ma ostatnio miejsce w wielu polskich szpitalach. Ministerstwo Zdrowia tłumaczy to tym, że jedna z firm farmaceutycznych wstrzymała proces produkcyjny w Austrii. Tym samym powstrzymano również sprowadzanie leków do Polski. Kolejnym wybiegiem, które przedstawiono po to, by usprawiedliwić brak lekarstw na rynku jest rzekome gromadzenie ich przez szpitale. Takie wyjaśnienie wydaje się być nie na miejscu. Jak powiedział „Faktom” TVN profesor Jacek Jassem z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku zapasów tego rodzaju leków robić nie wolno. Ministerstwo Zdrowia jako tymczasowe rozwiązanie sytuacji, ordynuje sprowadzanie medykamentów importem docelowym. Jest to przywóz z zagranicy produktów leczniczych, niedopuszczonych do obrotu w Polsce w celu ratowania życia lub zdrowia pacjenta. Niestety wadą tego sposobu jest czasochłonność.

W całym tym zamieszaniu najbardziej poszkodowane są osoby chore na nowotwory. Muszą czekać na serie chemioterapii nieraz po kilka tygodni. Czekanie to jeszcze i tak w miarę dobra sytuacja, skoro niektórym pacjentom odmówiono wykonania zabiegu właśnie z powodu braku leków.

Zdaję sobie sprawę że jako dziennikarz powinienem starać się zrozumieć racje zarówno jednej jak i drugiej strony. Trudno mi jednak nie opowiedzieć się w tej sytuacji po stronie ludzi chorych. Dla nich przecież ważny jest każdy dzień. Dlatego też nie mogę zrozumieć wiceministra resortu zdrowia, a także innych ludzi występujących wspólnie z nim na konferencji prasowej. Owszem, można wypowiedziane przez nich słowa tłumaczyć tym, że przecież polityk też jest człowiekiem i zdarza mu się czasem wyrazić nieprecyzyjnie. Jednak dotykając kwestii tak delikatnej natury jak sytuacja ludzi chorych na nowotwory, powinno przedstawiać się fakty takimi, jakie rzeczywiście mają miejsce.

Lekarz czasami nie ma wyjścia i musi zadzwonić do chorego z wiadomością że jego chemioterapia się opóźni. Ciężej jest mu zapewne później spojrzeć w oczy rodzinie pacjenta, gdy okazuje się że czas oczekiwania był dla niego na tyle długi, że umarł on nie doczekawszy się pomocy.

Arkadiusz KIEROJCZYK

Źródła informacji:

  • Fakty TVN z dnia 12.04.2012

  • www.tvn24.pl

  • www.pch24.pl

ZAMYŚLENIA O CIERPIENIU

Cierpienie w życiu to trudny temat. Zawsze wtedy pojawia się pytanie: dlaczego ?, jaki w tym sens ? Nie potrafię zrozumieć czemu służy cierpienie. Nieuleczalna choroba, tragiczny wypadek, odejście bliskiej osoby – cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Cierpienie niesprawiedliwe i niezasłużone.

Kiedyś usłyszałem słowa, że cierpienie może być „darem – ofiarą dla drugiej osoby”. Tak między innymi tłumaczy to dogmatyka teologiczna. Ale te słowa były dla mnie jakby dalekie od rzeczywistości. Aż do pewnej chwili …
W kaplicy Centrum Onkologii podeszła do mnie starsza kobieta, chcąc chwilę porozmawiać. Powiedziała, że ma powód, by podziękować Panu Bogu. Jest pacjentką szpitala onkologicznego, ale jest pełna radości i wdzięczności. Pan Bóg mnie wysłuchał – mówi – i przyjął moją ofiarę. Moja kilkunastoletnia wnuczka zaczęła uskarżać się na różne bóle – przeprowadzone badania nie potrafiły dać jednoznacznej odpowiedzi, co to za choroba. Ale nie wyglądało to dobrze. Wtedy prosiłam Pana Boga – opowiada starsza kobieta – abym to ja mogła przyjąć cierpienie mojej wnuczki. Po jakimś czasie wnuczka zaczęła czuć się coraz lepiej a w końcu wszystkie objawy choroby ustąpiły. W moim domu zapanowała wielka radość. A ja znalazłam się tutaj, skierowana na specjalistyczne badania przez lekarza zaniepokojonego stanem mojego zdrowia. Dzisiaj odebrałam wyniki i usłyszałam diagnozę: to nowotwór złośliwy kości. Ale ja jestem wdzięczna Bogu i wiem, że pomoże mi nieść tę ofiarę cierpienia.
Właściwie nie musiałem już nic dodawać – czułem wielką duchową siłę w tej kobiecie, wiarę i pełną ufność pokładaną w Bogu. To ta kobieta pomogła umocnić moją wiarę i zrozumieć, że cierpienie może być darem dla drugiej osoby. Pomogła mi zrozumieć, że w cierpieniu jest i taki właśnie sens.

Wierzyć w Boga to znaczy wierzyć także w mądrość Boga, czyli mieć ufność, że nawet to, co jest bólem i cierpieniem, co trudno przyjąć a jeszcze trudniej zrozumieć – że to wszystko u Boga ma jakiś sens i znaczenie. Życie ludzkie jest bogate i potrafi nas tego nauczyć !  

Ks. Zbigniew ZABISZAK