Archiwa kategorii: Film

BY KINOMAN CZYSTE SUMIENIE MIAŁ …

Grudzień uchodzi za miesiąc podsumowujący cały ubiegły rok. W Poznaniu miesiąc ten traktowany jest jako okres służący nadrabianiu zaległości, przynajmniej tych filmowych. A, by kinoman czyste sumienie miał… winien obejrzeć największe (jedne z większych) hity minionego roku.

http://pl.smeet.com/blog/2011-11-29/kino-na-niedziele-4xii2011
http://pl.smeet.com/blog/2011-11-29/kino-na-niedziele-4xii2011

W piątek 13. Multikino Malta i Multikino 51 dają nam szansę na obejrzenie najlepszych thrillerów roku: Labiryntu, Stokera, Panaceum (obok wielkiego Liberace’go ostatni film Soderbergha)oraz przedpremierowo Oldboy. Zemsta jest cierpliwa.
Start o 22:00.
Ceny biletów 25-38zł.

W sobotę 14. Kino Pałacowe przy okazji premiery remaku Oldboya w reżyserii Spike’a Lee, przypomina dwa pozostałe filmy z trylogii zemsty w oryginale, reżyserowanej przez Parka Chan-wooka. Jeśli ktoś nie skorzystał z ostatniej (identycznej) oferty Kina Muza, zachęcam.
Start o 21:00
Bilety w cenie 10zł.

Skoro o Muzie mowa. Tanie Czwartki proponują najbardziej zróżnicowaną ofertę. Znajdziemy tu najbardziej oczekiwane i nagradzane filmy roku, dodatkowo w bardzo przystępnej cenie 8zł. Pełny repertuar zobaczycie tutaj.Ja wymienię tylko te propozycje, które wydają się najciekawsze:

– najnowsze dzieło Allena, ponoć najlepsze z najnowszych jego dzieł Blue Jasmine
– ostatnia częśc trylogii o prawdzie miłości Przed północą
Chcę się żyć
W imię, czyli kontrowersja wg Szumowskiej
Kongres, czyli na poły animowana adaptacja Lema

12. w czwartek o godz. 18:00 Multikino w Starym Brovarze zaprasza na nieco mniej filmowe, ale na pewno nie mniej kulturalne wydarzenie – pokaz baletu Dziadek do orzechów z legendarnego Teatru Maryjskiego w Petersburgu.
Cena biletu: bardzo zróżnicowana, do sprawdzenia na stronie kina

„WIELKIE LIBERACE” CZYLI WIELKI BLICHTR

http://www.t-mobile-trendy.pl/artykul,6058,wielki_liberace_wideo,konkurs_nowe_horyzonty,219.html
http://www.t-mobile-trendy.pl/artykul,6058,wielki_liberace_wideo,konkurs_nowe_horyzonty,219.html

Ostatni film Stevena Soderbergha opowiada o życiu jednego z największych showmanów świata. Film w zamyśle wyprodukowany na ekrany telewizorów, dwa tygodnie temu trafił na ekrany polskich kin. Na decyzję tę z pewnością wpłynął fakt, iż Wielki Liberace na pierwsze miał Władziu, z racji swoich polskich korzeni. Nie od dziś wiadomo, że Polacy to dumny naród… ale i bogobojny, a Władziu swego żywota w zgodzie z boskimi doktrynami raczej nie prowadził.

Mimo przejawiającego się w scenografii i kostiumach blichtru, Wielki Liberace do wyświetlania na wielkim ekranie raczej się nie nadaje. Od strony formalnej film jest przezroczysty, nie znajdziemy tu, tak modnych ostatnio, eksperymentów. Ot, zwykła opowieść o dość niezwykłej postaci. Choć na tle współczesnych gwiazd niektórzy ,zapewne i z tym stwierdzeniem, gotowi są polemizować.

O Wielkim Władku mało się dziś mówi. Niewielu kojarzy postać, która niegdyś dorobiła się aż 160 fanklubów. Po obejrzeniu filmu Soderbergha nadal będziemy czuli niedosyt wiedzy na temat osiągnięć byłej gwiazdy estrady. Co prawda, na ulotkach czytamy, iż jest to opowieść skupiająca się na związku Liberace – Scott Thorson. Jednak po seansie, czułam pewien niedosyt.

Niedosyt odczułam również z innego powodu. Po fabule opartej na biograficznych wydarzeniach nie powinno oczekiwać się zbyt wiele. Mimo to spodziewałam się zobaczyć nieco bardziej skomplikowaną historię niż homoseksualna wersja kopciuszka bez happy endu. Czy też, jak niektórzy wolą, naiwnego blondyna z marzeniami o lepszych życiu.

Film opowiedziany jest z punktu widzenia ów wykorzystanego blond kopciuszka. Całe szczęście, że książę i jego królestwo byli dość nietypowi. Kicz w którym lubował się Liberace jest w filmie wszechobecny. Nawet twarze byłych kochanków, z czasem są nim znaczone.

Największym fenomenem filmu, bez wątpienia, jest jednak Michael Douglas. Większość krytyków rolę Liberace’go uważa za najlepszą w jego karierze. Aktor jako Liberace jest fenomenalny. Świetna charakteryzacja sprawiła, iż widz ma problem z identyfikacją odtwórcy roli. Douglas jest nie do poznania. Mimo to, niektórzy filmoznawcy są zdania, iż rola w ostatnim filmie Soderbergha, nie odbiega od dotychczasowego emploi Douglasa. Bo i tutaj gra playboya, z tą różnicą, że jego podboje stanowią przedstawiciele tej samej płci.

Wielkiego Liberacego obejrzeć warto, głównie dla popisów Douglasa. Wątpię jednak, by wielki ekran był do tego niezbędny. Warto wziąć pod uwagę intencje reżysera odnośnie wyboru nośnika. Może to nie przypadek, że kiczowata historia, zatopiona w kiczowatej otoczce, miała być przedstawiana przez równie przepełnione kiczem medium.

RUMUŃSKI MIT

„12:08 na wschód od Bukaresztu” to produkcja z gatunku tych ambitniejszych, której budżet nie sięga setek milionów dolarów, skupia uwagę treścią nie efektami.

Czy ci panowie byli rewolucjonistami? - źródło canalplus.pl
Czy ci panowie faktycznie byli rewolucjonistami? – źródło canalplus.pl

Film przedstawia historię trzech osób, żyjących w prowincjonalnym rumuńskim miasteczku, położonym gdzieś na wschód od Bukaresztu.

Bohaterowie to – Virgil Jderescu – prowadzący lokalną stację telewizyjną, Emanoil Piscoci, starszy pan, znany wśród lokalnej ludności z funkcji pełnienia roli Świętego Mikołaja podczas świąt, oraz mający problemy alkoholowe nauczyciel historii z miejscowej szkoły – Tiberiu Manescu.

Akcja filmu rozwija się mówiąc delikatnie powoli, a przyjęta przez reżysera Corneliu Porumboui konwencja statycznych ujęć tylko podkreśla powolne tempo narracji. Zamierzenia reżysera było jasne – widz ma skupić się na treści, powoli wsiąkać w opowiadaną historię, a także wpasować się w spokojny charakter „szarego” miasteczka. Miasteczko, żyje powoli, dzieci strzelają petardami, kupionymi u Chińczyka, a miejscowa elita przesiaduje w barach, pijąc nie małe ilości „białego” trunku.

Dla tych, którzy przetrwali początek filmu scenariusz przewidział nagrodę – film zdecydowanie rozkręcił się w swojej drugiej połówce, acz nie powiem żeby było to tempo galopujące:)

Wymienieni wyżej bohaterowie są dość ciekawie nakreśleni – mają swoje problemy, czy to z alkoholem i długami tak jak Manescu, który po upojeniu zwykle nic nie pamięta, a Jderescu mieszka z matka, która w jednej ze scen przygotowuje śniadanie jak chłopcu idącemu to przedszkola. Gra aktorów nie pozostawia wiele do życzenia, świetnie zagrał Micrea Andreescu, wcielając się w starszego pana, z ogromnym poczuciem humoru, a rola nie radzącego sobie za bardzo w życiu historyka Manescu – zagrana przez Iona Sapdaru, jest jedną z najmocniejszych stron produkcji.

Momentem kulminacyjnym, przełomowym filmu jest występ dwójki bohaterów w programie „na żywo”, w dniu rumuńskiej rewolucji, czyli 22 grudnia. Mija właśnie 16 rocznica obalenia rządów Ceausescu, i gospodarz programu Jderescu zaprasza rzekomych uczestników rewolucji w celu przedstawienia wydarzeń z tego ważnego dnia. Czy rewolucja faktycznie miała miejsce? Czy Piscoci i Manescu brali udział w rewolucji?

To właśnie program jest najmocniejsza stroną filmu – mnóstwo czarnego humoru, w pewnym momencie program zmienia się w istne przesłuchanie, a dzwoniący widzowie co chwila „strzelają” w gości argumentami przeczącymi ich zasługom. Trudno powstrzymać uśmiech, oglądając poczynania gości na wizji, czy też nieudolnego operatora kamery, nie do końca znającego się na swoim fachu. To jak goście poradzą sobie pod natłokiem pytań pozostawiam bez odpowiedzi zachęcając jednocześnie do obejrzenia filmu.

Nie powiem żeby film mnie porwał, natomiast stara się przedstawić dość ważną kwestię – mianowicie, pokazuje jak tworzy się historię, niekoniecznie odpowiadającą faktom, mającą bliżej do mitu niż do prawdziwych wydarzeń. Opowiedziana z dużym przymrużeniem oka część historii Rumunii powinna być bliska polskiemu widzowi, z uwagi na jasną analogię wydarzeń historycznych. Ukazuje też relację między ludźmi mającymi za sobą wspólną przeszłość, o której nie zawsze pamiętają.

WOJNA BEZ HAPPY ENDU

Film w reżyserii Marcina Krzyształowicz pt. „Obława”, to kolejny polski dramat wojenny, podejmujący często trudną dla polskiego widza tematykę okupacji, w której to postawa polskich żołnierzy dalece odbiega od utopijnej wizji żołnierza-bohatera.

Niemcy tuż, tuż, ale czy to jedyny wróg? - źródło trendingawards.com
Niemcy coraz bliżej, ale czy to jedyny wróg? – źródło trendingawards.com

Fabuła filmu to splątane ze sobą losy czwórki bohaterów – kobiet i mężczyzn. Rzecz dzieje się w czasach II Wojny Światowej, a nasi bohaterowie stają przed wieloma wyborami, których konsekwencje mogą okazać się tragiczne.

Obsada filmu a w niej takie gwiazdy polskiego kina jak Marcin Dorociński, Maciej Stuhr czy Weronika Rosati zapewnia wysoki poziom gry aktorskiej, a postacie wykreowane przez Rosati czy Dorocińskiego to zapewne przynajmniej europejski format.

Obława jest filmem trudnym. Zarówno w odbiorze, jak i trudnym „w oglądaniu”. Obraz jest surowy, pozbawiony jakichkolwiek ulepszaczy, tak jak surowa jest wojna. Klimat lasu, nadchodzącego zagrożenia – to wyczuwa się natychmiast. Niektóre sceny wręcz ociekają brutalnością, reżyser w sposób dosadny przedstawia podstawowe instynkty człowieka, celowo zapominając o wszelkich sposobach na złagodzenie przedstawianych scen. I dobrze, dosyć już filmów o pięknej wojnie, czystych mundurach, kończących się happy endem. Pomimo tego nie zabrakło momentów, w których miłośnicy czarnego humoru uśmiechną się delikatnie pod nosem.

Trudność odbioru filmu potęgują liczne skoki w czasie. Film w zasadzie składa się z retrospekcji, konstrukcja montażu jest ciekawa, wymusza na widzu uwagę w każdej minucie projekcji. Przyznam szczerze, że aby ułożyć wydarzenia chronologicznie musiałem obejrzeć film dwukrotnie, gubiąc się za pierwszym razem w mniej więcej połowie jego trwania.

Warstwa dźwiękowa filmu to tylko dialogi i odgłosy otoczenia. Nie ma podkładu muzycznego, co z jednej strony jest niespotykane, i może być czynnikiem zaniżającym wartość odbioru filmu. Z drugiej strony jednak surowość obrazu jest w ten sposób podniesiona do potęgi, choć czasami aż prosi się o jakieś muzyczne sample.

Jest to film o wojnie, o konsekwencjach z niej wynikających. Nie ma tu miejsca na moralność, to okrucieństwo wojny prowadzi do podjęcia decyzji – patrząc z punktu widzenia etyki jednoznacznie negatywnych, ale podjętych tu i teraz. Stąd czasami trudno nam ocenić jednoznacznie i z pełną odpowiedzialnością zachowanie niektórych postaci.

To właśnie reżyser stawia przed widzem konieczność oceny działań przedstawionych bohaterów, zmusza do refleksji do wielopłaszczyznowego spojrzenia na ich zachowania – co nie jest zadaniem łatwym.

Zachęcam do obejrzenia Obławy, z całym jej tragizmem i surowością. Zdecydowanie nie jest to film dla wszystkich, sam przyznam, że miałem ochotę wyłączyć film po 30 minutach. Jednak cierpliwość została nagrodzona, bo po zakończeniu filmu dość długo o nim myślałem. Obraz zapada w pamięć, a to przecież jeden z głównych wyznaczników wartości filmu.

CHŁOPIEC W PASIASTEJ PIŻAMIE – RECENZJA

Chłopiec w pasiastej piżamie to amerykańsko-brytyjski dramat z 2008 roku. Reżyserem i scenarzystą jest Mark Herman. Film powstał na  podstawie, opublikowanej w 2006 roku, książki Johna Boyne.

Fot. http://www.filmweb.pl/film/Ch%C5%82opiec+w+pasiastej+pi%C5%BCamie-2008-420136
Fot. http://www.filmweb.pl/film/Ch%C5%82opiec+w+pasiastej+pi%C5%BCamie-2008-420136

Film, w dość niekonwencjonalny sposób, ukazuje problematykę stosunków niemiecko-żydowskich podczas trwania II wojny światowej. Skupia się na ukazaniu wartości takich jak przyjaźń, rodzina, praca ,naród  a także porusza kwestie oddania czy też posłuszeństwa wodzowi.

Akcja filmu początkowo rozgrywa się w Berlinie, gdzie Bruno, ośmioletni chłopiec, mieszka wraz z rodzicami i starszą siostrą.  Z czasem gdy, jego ojciec otrzymuje nową posadę, komendanta obozu zagłady, cała rodzina przeprowadza się na wieś. Mały Bruno staje się coraz bardziej nieszczęśliwy z powodu braku przyjaciół. Ponadto rodzice, a głównie zaborczy ojciec, zabraniają mu przechadzek po okolicy.  Chłopiec  oddaje się pasji jaką jest czytanie książek przygodowych, a także huśtanie na własnoręcznej wykonanej huśtawce. Pewnego dnia, w sąsiedztwie domu dostrzega ludzi w pasiakach. Bruno żyje w przekonaniu, że pracują oni na farmie. Jako bystry i ciekawy świata chłopczyk udaje się na wędrówkę przez las, i dociera do miejsca nazywanego przez dorosłych farmą. Tam poznaje, również smutnego i samotnego chłopca, o żydowskim pochodzeniu, Schmula, którego następnie darzy sympatią. Wkrótce zderza się z bezlitosną i okrutną, wręcz nie pojętą dla niego rzeczywistością obozową.

Film „Chłopiec w pasiastej piżamie” w intrygujący sposób zarysowuje różne postawy Niemców wobec nazistowskiej ideologii oraz sposobu traktowania Żydów. Główny bohater, Bruno, mimo szczerych chęci niemieckiego profesora, nie potrafi poddać się indoktrynacji. To niewinne, ośmioletnie dziecko, nie będąc jeszcze skażone przez cywilizacje ceni sobie bezinteresowność. Nie są dla niego istotne różnice narodowościowe, dlatego więc, nie pozostaje obojętny na los zamkniętego w obozie zagłady Żyda, Schmula. Przynosi mu jedzenie, bawi się z nim, pomaga mu odnaleźć ojca. Starsza siostra Brunona jest nastolatką ściśle podporządkowaną niemieckiemu systemowi, wyraża pełny antysemityzm. Z dumą uczy się historii Niemiec, dostrzega swoją tożsamość. Prawdopodobnie, wynika to z wychowania, od najmłodszych lat, w tamtejszej ideologii. Ojciec Brunona jest ślepo zapatrzony w  pracę na rzecz silnego państwa niemieckiego  i posłuszeństwo Führerowi. Dochodzi do wniosku, że kwestia Żydów powinna być jak najszybciej rozwiązana, dlatego też,  godzi się na zwiększenie użycia komór gazowych.  Za swoją najwyższą wartość postrzega naród, zaniedbując w ten sposób rodzinę. W swoich działaniach jest bezwzględny i stanowczy. Kontrast wobec jego postaw stanowi zachowanie matki Brunona. Ta, ma już dosyć podporządkowania swojego męża. Jest to kobieta wrażliwa, troszcząca się o swoje dzieci, pragnąca ich pełnego dobra.

Dwaj młodzi aktorzy, Jack Scanlon (Bruno) oraz Asa Butterfield (Schmul), poprzez swoją naturalną grę aktorską tworzą niezwykły obraz przyjaźni „ponad wszystko”. Przyjaźni, której nic ani nikt nie jest w stanie pokonać.

Zakończenie filmu świetnie ukazuje, iż czasami starając się dążyć do realizacji swoich „wyimaginowanych celów” przyczyniamy się do własnej tragedii.  Dramat „Chłopiec w pasiastej piżamie” wzrusza, zmusza widza do refleksji nad kwestią antysemityzmu,  stawia go przed nieuniknioną historyczną prawdą, jaką jest istnienie obozów zagłady.

ZBUNTOWANY ANIOŁ ZAGRA JEDYNY KONCERT W POLSCE!

TOUR HITS 2013 – NATALIA OREIRO – 14 GRUDNIA GODZ. 19.00 HALA ORBITA – WROCŁAW

http://www.youtube.com/watch?v=bpU46XpYRhs

Natalia Oreiro, urugwajska gwiazda znana z seriali „Zbuntowany Anioł” czy „Jesteś moim życiem”, 14 grudnia zagra wraz ze swoim zespołem jedyny koncert w Polsce.

Koncert odbędzie się w Hali Orbita we Wrocławiu ul. Wejherowska 34.

Natalia w ramach trasy odwiedzi Rosję gdzie da dwa koncerty. Po występach w Rosji artystka przyleci prosto do Polski aby 14 grudnia dać wielkie show z najpopularniejszymi utworami ze swojego repertuaru między innymi „Cambio Dolor” czy „Tu Veneno”oraz najnowsze utwory. Jeden z nich ma już swoją premierę na antenie „Muzyczne Radio” – najnowszy utwór Natalii Oreiro – Como Una Loba”.
Jak wiele innych aktorek, karierę rozpoczęła od udziału w reklamach telewizyjnych. Jednak jej rzeczywistym debiutem była rola w „Inconquistable corazon” w 1993 roku. Potem wystąpiła w kilku innych serialach, m.in. z popularnym aktorem telenowel, Diego Ramosem w „Ricos y famosos” . Wkrótce potem nakręciła pierwszy kinowy obraz – „Un Argentino en New York”, gdzie zagrała gwiazdę muzyki latynoamerykańskiej. Zachęcona sukcesem filmu, nagrała album zatytułowany po prostu „Natalia Oreiro”. W 2001 r. wydała swój drugi krążek „Tu veneno”(„Twoja trucizna”), który trafił na światowe listy przebojów .

Największą popularność zdobyła dzięki głównej roli w telenoweli „Zbuntowany anioł”. Cieszyła się ona tak dużym powodzeniem w Polsce, że doczekała się już dwóch emisji w telewizji Polsat. Obecnie od października będzie można znów oglądać kultuwy serial w TV PULS.
Ostatni album artystki „Turmalina” wydany został w 2002 roku i sprzedał się w nakładzie ponad 1,8 mln egzemplarzy. Łącznie na całym świecie artystka sprzedała ponad 7 milionów egzemplarzy swoich płyt. Pod koniec roku 2013 lub na początku 2014 planuje rozpoczęcie prac nad czwartą płytą studyjną.
Obecnie Natalia powróciła na mały ekran gdzie w Argentynie emitowany jest od początku tego roku nowy serial „Solamente Vos” który bije rekordy popularności. Natalia gra uroczą fryzjerkę Aurorę która marzy o karierze piosenkarki.
Urugwajska gwiazda Natalia Oreiro zagrała także jedną z głównych ról w filmie „Wakolda” w reżyserii Luci Puenzo. Obraz będzie miał swą premierę w Koreii i Japonii oraz był już prezentowany na tegorocznym festiwalu w Cannes oraz w San Sebastian. Obecnie film został zgłoszony jako kandydat do Oscara. W Polsce film będzie miał swoja premierę na przełomie stycznia/lutego 2014 roku.

Bilety dostępne na www.ebilet.pl, www.ticketportal.pl oraz w Salonach Empik w całym kraju.
w cenach:

-150 zł (PŁYTA, miejsca stojące)
-250 zł
-280 zł
-300 zł
Promotor: Agencja Artystyczna Daga
www.daga.wroclaw.pl

MUSISZ TAM BYĆ!

NIE BĄDŹ OFF WOBEC FILMU – O ZBLIŻAJĄCYM SIĘ OFF CINEMA

plakat-Off-Cinema-2013
plakat-Off-Cinema-2013

W tym tygodniu czeka nas kolejne ważne wydarzenie na kulturowej mapie Poznania. W dniach 20-24. listopada odbędzie się XVII edycja Festiwalu Filmów Dokumentalnych OFF CINEMA.

Prócz filmów konkursowych będziemy mogli zobaczyć współczesne dokumenty rosyjskie, polskie dokumenty animowane, poznańską szkołę dokumentu oraz sekcję kina światowego, w której wyświetlane będą prawdziwe hity ostatnich lat tj. „Sugar Man”, „Wyjście przez sklep z pamiątkami” , czy nagrodzony Złotym Niedźwiedziem „Cezar musi umrzeć”.

Poza tym, na wielkim ekranie wyświetlony zostanie film Mariana Marzyńskiego „Nigdy nie zapomnij kłamać”. Jak czytamy na stronie festiwalu film „jest opowieścią o dzieciach wyprowadzonych z warszawskiego getta i ukrywających się po aryjskiej stronie. Zarówno postać reżysera, jak i wątek jego biografii związany z Holocaustem dominują w całym opowiadaniu filmowym.” Wywiady z ocalałymi, reżyser przeprowadza w scenerii, która była świadkiem ich tragicznych wydarzeń, co bardzo wpływa zarówno na bohaterów jak i dramaturgię całego filmu.

Tegoroczna edycja skupia się przede wszystkim na przypomnieniu sylwetek dwóch wybitnych polskich dokumentalistów Kazimierza Karabasza i Władysława Slesickiego. Filmy tego drugiego podzielone zostały na dwie sekcje: Filmy dokumentalne i Dokumentalista w fabule (tutaj m.in. pokaz „W pustyni i w puszczy”). Oprócz tego będziemy mięli okazję zobaczyć poświęconą Ślesickiemu wystawę (wernisaż w czwartek 21.11. g. 18.30 Hol Wielki).

Nowymi wydarzeniami festiwalu są: Lightskin – performance, czyli „performance, w którym kompozycja świetlna tworzy na ciele tancerki egzoszkielet” oraz Fotoszorty, będące sekcją krótkometrażowych filmów poświęconych tematyce fotografii, których autorami są studenci II i III roku filmoznawstwa UAM. Innowacją będzie również wręczenie statuetki Platynowego Zamku K. Karabaszowi za całokształt twórczości. Niestety wszystkie wydarzenia będą dostępne na specjalnych pokazach dostępnym tylko dla osób z wejściówkami. Więcej o biletach, jak i o harmonogramie przeczytacie na stronie festiwalu .

OFF CINEMA oprócz zdobycia wiedzy teoretyczno-filmowej, oferuje również poszerzenie umiejętności praktycznych w zakresie:
– krytyki filmowej, której warsztaty poprowadzi Wojciech Kałużyński
– fotografii otworkowej, prowadzący: Paula Wojnik i Michał Zieliński
– języka filmu dokumentalnego, prowadzący: Maciej Cuske
– kręcenia filmu, prowadzący: Piotr Majdrowicz (tylko dla uczniów szkół średnich)
– reportażu filmowego, prowadzący Beata Demianowska i Paweł Zabel (finalny projekt stworzony na warsztatach zostanie zaprezentowany podczas Uroczystego Zakończenia Festiwalu)
– pitchingu filmowego

„Praca dokumentalisty polega na szukaniu drobnych elementów, składających się na – mówiąc nieskromnie – prawdę o człowieku. Uważne obserwowanie i gromadzenie szczegółów, z których składa się życie, jest w stanie taką prawdę uchwycić.” Kazimierz Karabasz

ZABÓJCY I ICH MOTYWY – CZYLI KILKA TYSIĘCY WERSJI NA TEMAT ŚMIERCI J.F.K.

22. listopada mija dokładnie 50. Rocznica zamachu na Johna F. Kennedy. W związku z okrągłą rocznicą, filmowcy pokusili się o przypomnienie zdarzenia, które dla amerykańskiego społeczeństwa stanowiło wówczas istną tragedię. To, jak bardzo Amerykanie przejęli się śmiercią prezydenta zostało świetnie ukazane w serialu Mad Man.

http://www.youtube.com/watch?v=aXOJaz_S8ms

Na pierwszy rzut oka, tak emocjonalna reakcja ze strony amerykańskiego społeczeństwa może dziwić. Początkowo zastanawiałam się, czy Polacy równie mocno przejęliby się śmiercią swojego prezydenta? Dzisiaj jednak, obserwując jaka traumę na niektórych obywateli wywarł Smoleńsk, już mnie to w ogóle nie dziwi.

Zabójstwo J.F.Kennedy uważa się za wydarzenie budzące najwięcej kontrowersji w dziejach Ameryki. Statystyki podają, ze tylko 25% obywateli wierzy w oficjalną wersję podaną przez rząd. Pozostała część, mimo iż, złapano mordercę, który przyznał się do zbrodni, nadal prześciga się spekulacjach na ten temat.
Niektórzy podają, ze zabójstwo zleciła żona prezydenta. Jackie rzekomo miała strzelić z pistoletu, który był ukryty w pluszowej maskotce. Motywem jej działania miały być notoryczne zdrady męża. Inni twierdzą, że zabójstwa dopuścił się drugi mąż Marilyn Monroe. Jeszcze inni, jako mordercę podają widocznego na archiwach mężczyznę z parasolem, w którym miała być ukryta „zatruta igła”.

Kennedy mimo, iż cieszył się uznaniem i sympatia wśród społeczeństwa, miał też wielu wrogów. Nie wszystkim podobały się podejmowane przezeń działania. Jednym z nich, jest z pewnością czystka dokonana w CIA, będąca odpowiedzią prezydenta na udział agencji w zamachu stanu w Wietnamie Południowym. Pokojowe nastawienie Kennedy’ego w stosunku do odbywającej się w Wietnamie wojny, miało się nie spodobać tez właścicielom przemysłu zbrojeniowego. Wrogami prezydenta mieli być również nie dający wiary w życie pozaziemskie, racjonaliści. Kennedy miał ponoć wkrótce wyznać prawdę na temat UFO.

Więcej na temat domniemanych zabójców i ich motywacji możecie przeczytać tutaj. Jednak i ten artykuł nie zawiera wszystkich domniemań. Lista spekulacji oscyluje wokół ośmiu 8 tysięcy. Tyle bowiem, ukazało się publikacji na temat zamachu sprzed półwiecza. Jak słusznie zauważa autor powyżej poleconego artykułu, nie tylko w Polsce istnieje zamiłowanie ludzi do snucia sensacyjnych, spiskowych opowieści. W Ameryce można spotkać równie absurdalne twory jak komisja Macierewicza.

Ale dość już historii i polityki, czas na kulturę. Jak już wspomniałam, pięćdziesięciolecie zamachu jest świetną okazją do ukazania go na ekranie.

We wrześniu premierę miał film opowiadający o pobycie Kennedy’ego w szpitalu, tuz po tragicznym wydarzeniu. „Parkland” skupia się przede wszystkim na pracownikach szpitala jak i na świadku tragedii, który zdołał zarejestrować ją na kamerze. Jedną z gwiazd „Parklandu” jest wcielający się w rolę lekarza, Zac Efron.
http://www.youtube.com/watch?v=SgPjt_BRLvY

Kolejnym filmem, jest zrealizowany dla National Geographic „Killing Kennedy”. W Polsce prosperujący pod tytułem „Zamach na Kennedy’ego”. Fabuła skoncentrowana jest, nie tylko na życiu prezydenta, ale także na życiorysie jego zabójcy. Film jest ekranizacją, wydanego w ubiegłym roku, bestsellera (2 miliony sprzedanych egzemplarzy) o tym samym tytule. Jego autorem jest prezenter telewizyjny Bill O’Reilly, który stara się udowodnić, ze zabójca prezydenta nie działał w pojedynkę.

Jeśli zainteresował was temat śmierci Kennedy’ego, a po obejrzeniu powyższych filmów nadal czujecie niedosyt, możecie sięgnąć po starsze produkcje, tj. (Abstrahując od filmów dokumentalnych, których jest naprawdę sporo.)

„J.F.K”, czyli przeszło trzygodzinne śledztwo Olivera Stonea, z 1991r. W roli głównego bohatera, czyli prokuratora, który pragnie dowiedzieć się kto stoi za śmiercią prezydenta, wciela się Kevin Costner. Film otrzymał dwa Oscary za zdjęcia i montaż.

Jeśli wolicie seriale również się nie zawiedziecie. Mało tego, i tu macie wybór.

Kennedy

Pierwszy serial nakręcono w roku 1983. Łączny czas trwania wynosi ok. 5h. Fabuła obejmuje 3 lata życia Kennedyego, od zaprzysiężenia, aż do śmierci. Serial uhonorowany został statuetką BAFTA w kategorii „Najlepsza charakteryzacja”.

Rodzina Kennedych

Kolejny serial powstał w 2011r. i wywołał sporo zamieszania. Początkowo, żadna stacje nie chciała go wyemitować ze względu na kontrowersyjne treści. Pikanterii dodawał fakt, iż córka prezydenckiej pary robiła wszystko, by ów serial nie ujrzał światła dziennego. Jej zdaniem sporo wydarzeń przedstawionych w serialu rozmija się z prawdą. Znamienny jest fakt, iż ośmioodcinkowy serial prócz losów samego prezydenta, przedstawia również dzieje całego rodu Kennedych. Dzięki stacji Reelz Channel, która zdecydowała się zaryzykować i zakupić prawa do emisji „Rodziny Kennedych”, serial święci dziś triumfy. Jest porównywany nawet do sławnej sagii włoskiej rodziny mafijnej. Produkcja kosztowała 30 mln dolarów. W postać Jackie wcieliła się Kate Holmes.

Fot. http://www.imdb.com/title/tt1717092/
Fot. http://www.imdb.com/title/tt1717092/

„Amerykanin lubi mieć do czynienia z wielką łatwizną albo z niebosiężnymi trudnościami; kiedy trzeba być pośrodku, zaczynają się z nim kłopoty.”

J.F.Kennedy

CZAS TO PIENIĄDZ, A JAK PIENIĄDZ TO I REKLAMA…

Dziś idę do kina. To decyzja nieodwołalna. Pójdę do kina, kupię pyszne ociekające serowym dipem nachosy. A co tam… Niech mnie w całości pochłonie kinowa atmosfera.

Fot. http://www.dcmagic.pl/
Fot. http://www.dcmagic.pl/

Siadam więc w wygodnym fotelu, rząd D miejsce 8. Siadam i patrzę. Patrzę i jem. Jem i liczę… Jeden nachos, druga reklama, czwarty nachos, piata reklama, szósty… Puste pudełko! Po przekąsce ani śladu, a bloku reklamowego ciąg dalszy. Ona (ta na ekranie)je chipsy, a ja jestem głodna! Zerkam na zegarek 20:35, spoglądam na bilet 20:00.

Współczesny blok reklamowy w kinie trwa około 30 minut. Ba, odnotowano przypadki nawet o 20 minut dłuższe!
Widzowie mają tego dość. W ramach protestu utworzono profil na facebooku o jakże dźwięcznej nazwie <em>bojkotujemy reklamy w kinie. Akcja nie kończy się jednak wyłącznie na klikaniu lubię to. Założyciel profilu zachęca do stawiania się na seansie 20 minut później niż godzina, która została wybita na bilecie. Jak sam argumentuje „fizyczne” opóźnienie wejścia na salę ma dać do zrozumienia iz oglądanie reklam NAS nie interesuje. Niektórzy zarzekają się nawet, iż nie będą w ogóle chodzić na seanse do multipleksów. Wątpliwe jednak, by dotrzymali obietnicy. Bo, gdzie indziej obejrzą wysokobudżetowe ekranizacje komiksów?

Wielu oponentów posługuje się argumentem, iż czas to pieniądz. Skoro tak, to czy zdolni są zapłacić więcej za seans pozbawiony reklam?

Jak wiadomo, sprzedaż biletów to jedynie część przychodów. Większość zysku zapewniają produkty gastronomiczne. Cóż z tego, że przekąski kosztują trzy razy więcej niż w zwykłym sklepie, skoro jestem w kinie mogę sobie na nie pozwolić. Raz nie zawsze…

Podobną zasadą kierują się właściciele kin serwujących pakiet kilkudziesięciominutowych reklam. Statystyczny widz, nie często ma okazję zobaczyć reklamy na dużym ekranie. A skoro dzięki temu ma zapłacić kilka złoty mniej za bilet, to dlaczego miałoby mu to przeszkadzać? Tym bardziej, że organizowane już od kilku lat Noce reklamożerców cieszą się coraz większym powodzeniem.

W Polsce nie ma żadnych uregulowań prawnych odnoszących się do długości emisji bloku reklamowego w kinie. Co prawda, niektórzy prawnicy doszukali się kruczka w postaci naruszenia zbiorowych interesów konsumentów w rozumieniu ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, jednak większość z nich nie daje szans na przebicie się tego argumentu w sądzie.

Zatem nie pozostaje nam nic innego jak uzbroić się w cierpliwość, a długie reklamy uznać, ot za jeden z elementów magii kina.

Co do wspomnianego powyżej bojkotu w serwisie społecznościowym, radziłabym protestować przeciw głupim reklamom, a nie reklamom w ogóle. Za motto obrałabym przewodnią myśl jednego z rekinów branży reklamowej, Davida Oglivy:

Konsument nie jest idiotą. To twoja własna żona. Nie obrażaj jej inteligencji.

IDA: STARE ZNACZY NOWE

„Ludzi zjednuje się nie apelowaniem do ich rozumu, lecz do ich emocji i pragnień.”

„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski (źródło: materiały prasowe dystrybutora)
„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Wypowiedz Arystotelesa wydaje się być trafną odpowiedzią na pytanie, na czym tak naprawdę polega fenomen najnowszego filmu Pawła Palikowskiego.

Ida uhonorowana została aż dziesięcioma nagrodami, w tym dwiema statuetkami Złotego Lwa na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie zresztą okrzyknięto ją nową jakością w polskim kinie. Szturmem zdobyła uznanie krytyków jak i publiczności.

Ida jednym z tych filmów, których się ju dzisiaj nie robi, a za którymi wszyscy tęsknią. Filmem zmuszającym do myślenia, gdzie nic nie jest powiedziane wprost, a odbiór zachodzi raczej w sposób intuicyjny. Filmem mówiącym szeptem tam gdzie inni krzyczą, w którym milczenie jest srebrem, a złoto obrazem.(Tak, o wielkości filmu Pawlikowskiego świadczy chociażby fakt, ze opisujący go krytycy posługują się sformułowaniami, których nie powstydziłby się sam Paulo Coello.)

Film pod względem fabularnym jest raczej ubogi. Tytułowa Ida jest sierotą wychowywaną przez siostry zakonne. Tuż przed złożeniem ślubu, w klasztorze zjawia się jej ciotka obwieszczając nowiny o jej pochodzeniu i losie jaki spotkał jej rodziców. Razem wybierają się w „podróż”, by odkryć miejsce ich pochówku, przy okazji odkrywając również siebie.Tak jak w starych filmach, akcji nie ma tu zbyt wiele. Sam reżyser w jednym z wywiadów rzekł, iż bardziej od zwykłej narracji interesują go bohaterowie, ciekawa psychologia postaci, pejzaże i zdjęcia. Wypowiedz podsumował sformułowaniem, że po prostu lubi stwarzać swój własny świat.

Akcja filmu toczy się w latach 60. Czasach, które reżyserowi najbardziej utkwiły w pamięci, które równocześnie kojarzy z Polską w ogóle. Paweł Pawlikowski wyemigrował z ojczyzny mając 15 lat. Od tego czasu sporadycznie odwiedzając nasz kraj, tworzył wyłącznie zagranicą, gdzie odnosił niemałe sukcesy. Brytyjczycy zachwycali się nim obwołując go zbawcą brytyjskiego kina. Filmy robione przez Pawła Pawlikowksiego na pewno odróżniały się na tle brytyjskich produkcji. Posiadały element obcości wynikający z polskiego pochodzenia. Ten sam element dostrzec można również w Idzie. Zastanawiam się, czy wychowany i żyjący wciąż na polskim gruncie reżyser mógłby stworzyć tak ascetyczne, wolne od jakichkolwiek kontrowersji dzieło?

Lata 60. W sposób szczególny utkwiły w pamięci reżysera Idy, co zresztą widać na ekranie. Estetyka i sposób narracji przypomina wczesne filmy Polańskiego, Hasa, czy Kawalerowicza. Nietrudno o skojarzenie z Matką Joanną od Aniołów.. Oprócz sióstr zakonnych i wspaniałych kadrów, odesłanie do filmu Kawalerowicza potęguje grająca matkę przełożoną Halina Skoczyńska. Odzianej w habit aktorce trudno odmówić podobieństwa do Lucyny Winnickiej. Wspominając o kadrach, należy zwrócić uwagę na ich niesymetryczność, są jakoby ucięte. Często wydają się zbyt ucięte od dołu, zwierając zbyt dużo przestrzeni u góry. Jednak i tu doszukać się można satysfakcjonującego wyjaśnienia, jako środek poetycki wyrażający metafizyczność, być może zagubienie w świecie postaci. Żadne z ujęć nie wydają się być przypadkowe.

Ida tak naprawdę jest filmem drogi. Mimo, iż bohaterki udają się do jednego konkretnego miejsca, duchowo gnają przed siebie, w nieznane. Obie outsiderki, żyjąca w odizolowaniu od świata zakonnica i druga będąca sędzią, stróżem prawa, którego zaakceptować jednak nie chce. Co uwidacznia zresztą scena odmówienia zapłacenia mandatu za jazdę po pijaku i zasłanianie się immunitetem. Jedna cicha i pokorna, druga żyjąca w myśl zasady carpe diem. Całkiem inne, z czasem jednak się zaprzyjaźniają. Uczą się życia od siebie nawzajem. Pawlikowski mówi, że do napisania scenariusza inspiruje go przede wszystkim psychologia postaci. Na ekranie to widać. Postaci z pewnością nie są jednoznaczne. Ich buntowniczość wypełza z nich niespodziewanie. Działanie bohaterek dodatkowo determinują okoliczności, w których się znajdują. Nowe informacje na temat śmierci rodziców, czy też w przypadku Idy zbliżające się śluby, wzmagają intensywność przeżyć i tempo wydarzeń, tak jak ma to miejsce w klasycznym kinie drogi. I tak jak w klasycznych jego przedstawicielach, bohaterki muszą zdecydować o swoim jestestwie, jak być, gdzie być i czy w ogóle być…

Reżyser zapytany o wymowę swych filmów odpowiada, że chce pokazać widzom tajemniczy i czasami dwuznaczny świat; postacie, które żyją; odkryć coś nowego i świeżego. Rozterki bohaterek na pewno nie są dla współczesnego widza czymś nowym, ale sposób ich ukazania i owszem. Jest to powrót do lat świetności polskiego kina, kiedy „mniej znaczyło więcej”. Ida jest powrotem, który stare znaczy nowym.