Archiwa kategorii: Humor

NAJPROSTSZE I NAJSMACZNIEJSZE SPOSOBY ZRZUCENIA WAGI

Kwestią oczywistą jest to, że każdy marzy o szczupłym i pięknym ciele. To znaczy, są też i takie przypadki, kiedy to ” very big size ” jest bardziej pociągający niż wszystko inne razem wzięte ( patrz – przypadek najgrubszej kobiety wg. Światowych Rekordów Guinnessa – facet z miłości do swej połówki, tuczył ją jak gęś. Najwyraźniej lubili wszystko, co duże… ) ale tego rozważać nie będę. Takich akcji mamy tysiące więc zbędne są tutaj moje słowa.

Fot. http://leczenietasiemca.pl/tabletki-z-tasiemcem-na-odchudzanie/
Fot. http://leczenietasiemca.pl/tabletki-z-tasiemcem-na-odchudzanie/

Sposobów na utrzymanie, tudzież otrzymanie, wymarzonej sylwetki jest więcej, niż mam włosów na głowie. Ich również jest dużo, serio. Herbatki ziołowe, tabletki różnej maści, picie octu jabłkowego ( smacznego! ), wchłanianie wody niegazowanej na potęgę przed/zamiast posiłków i tak dalej, i tak dalej.

Ostatnio szperałam z nudów w internecie w poszukiwaniu coraz to bardziej absurdalnych sposobów na pozbycie się zbędnej tkani tłuszczowej. Stwierdzam, że niektórzy ludzie powinni zamiast odchudzania, być odwiezieni do szpitala psychiatrycznego. Koniecznie na sygnale, koniecznie w kaftaniku.

Jednym z nich jest uroczy, osiągający długość paru metrów pan tasiemiec( bruzdogłowiec  może mieć nawet 20 metrów. 20 METRÓW ! ). Otóż, jak powszechnie wiadomo, tasiemiec ulokowawszy się w naszym przewodzie pokarmowym, wchłania mleczko pokarmowe, co w rezultacie rujnuje nasze zdrowie. Życie również. Taka „tasiemcowa kuracja” polega na połknięciu ampułki zawierającej to świństwo. I czekaniu. Czekaniu na osiągnięcie wymarzonej wagi. Ceny sięgają nawet 2000 zł. Oczywiście, aby mieć pewność, że ta paskuda będzie zadowolona żerowała na nas, należy połknąć kilka takich pyszności. Ciekawa jestem, czy osoby sprzedające tasiemce, informują kupujących o powikłaniach. Robak ten, może zagnieździć się w oku, czy mózgu ale oczywiście także i w innych tkankach i narządach. Jako, że wchłania tylko to, co wartościowe w przyjmowanym przez nas pokarmie, anemie, anoreksje, infekcje przewodu pokarmowego, skrajne wycieńczenie organizmu no i śmierć to dla niego mięta z bubrem. Warto?

Żeby nie było za mało ciekawostek, napiszę jeszcze o narastającym w modzie ostatnio DNP ( 2, 4 – Dinitrofenol ). To „cudeńko” stosowane jest jako składnik w preparatach niszczących chwasty a podczas wojny w Wietnamie, jako składnik fitotoksycznych związków bojowych. Samo zdrowie, nie?DNP bardzo szybko spala tkankę tłuszczową poprzez niszczenie umiejętności organizmu do produkcji ATP. Po zablokowaniu tej funkcji, organizm musi zwiększyć tempo spalania tkanki tłuszczowej – przede wszystkim zawartej w tkankach. Brzmi obiecująco? Nie sądzę. Jest to proces egzoenergetyczny a tym samym, przez natychmiastowe, bardzo intensywne wydzielanie ciepła przez organizm, prowadzi do ugotowania się delikwenta.

Podkreślę jeszcze głośno i wyraźnie – nie ma innego sposobu na schudnięcie niż zdrowa dieta i ruch. Wszystkie te tabletki, batoniki, ampułki i co tam jeszcze macie, możecie wywalić przez okno. Gdyby coś takiego istniało, nie byłoby problemu z otyłością, czyż nie?

KIBOL KIBICOWI NIE JEST RÓWNY

Sport to jedna z ulubionych rozrywek Polaków. Nawet, jeśli aktywnie w nich nie uczestniczą, z przyjemnością śmigają na mecze siatkówki, piłki ręcznej, nożnej czy chociażby turnieje szachowe ( wbrew pozorom, internet twierdzi, że to również dziedzina sportu! ).  Dobrze, że nie dość, iż możemy pochwalić się naszymi osiągnięciami, to ponadto mamy więcej punktów stycznych z rodakami.

Fot.  weheartit.com
Fot. weheartit.com

Obcokrajowcy zazdroszczą nam nie tylko zwycięstw sportowych (… a może nie mamy się czym chwalić?! Siatkówka, proszę bardzo! O, albo kolejny przykład! Vive Targi Kielce – piłka ręczna ! ) ale przede wszystkim uważają, że jesteśmy zagorzałymi kibicami i nikt jak my, nie potrafi  podtrzymywać ducha walki ( podobno Anglicy wzorują się na naszych kibicach wspierających kluby piłki nożnej ). Pewnie gdy czytacie moje wypociny, prychacie ze zdumieniem, że tak zachwalam naszych „kiboli”. Przecież to przestępcy! Łobuzy! Mało to się słyszy o ich bójkach? Dewastacjach stadionów, miast? Tylko, widzicie, jest pewna różnica między kibicem a kibolem.

Cóż złego jest w miłości do konkretnego klubu sportowego, chodzenia na mecze, dopingowania ich oraz trwania w miłości do niego w dobrych i tych złych chwilach? Ja tam nic w tym gorszącego znaleźć nie mogę. Co więcej – uważam, że to powinno się chwalić! Nie ma nic złego w ich wyjazdach, koszulkach, szalikach, przesiadywaniu w pubach w których  to można obejrzeć ostatni mecz. W sumie dla kobiet, których mężczyźni mają ku temu zapędy, jest to pewnego rodzaju wygodą. A niech idzie na ten mecz, ona może wtedy zaprosić przyjaciółki i obgadać rudą z naprzeciwka. Urodziny ma? Z prezentem też nie będzie wielkich problemów. A gdy chce obejrzeć mecz w domu to owszem, proszę bardzo, a my w tym czasie pójdziemy się upiększać u kosmetyczki ( istnieje wówczas prawdopodobieństwo, że nie będzie narzekał na brak gotówki w portfelu ). Sama wygoda!

Przypadek opisany powyżej jest ewidentnym przykładem kibica. Kibol zaś, no tutaj różnica jest kolosalna. Moim skromnym zdaniem, kibol to osoba, która wykorzystuje mecze do rozwiązania porachunków z innymi osobnikami, za wykorzystaniem przemocy fizycznej. Pomijam docinki i wyzwiska – cóż, tego uniknąć się nie da, idioci są wszędzie. A ten inteligentniejszy zignoruje bezpodstawne zniewagi. Trudniej o lepszą sytuację aniżeli to w trakcie widowisk sportowych. Tłumy ludzi, zamieszanie – można pokusić się o stwierdzenie, że jest się w trakcie takiej sytuacji niewidzialnym. Jestem zdania, że wtedy właśnie zgraje wykorzystują zamieszanie do załatwiania porachunków. Później zaś, w gazetach widnieją dramatyczne nagłówki ” Kibice to a kibice tamto”.

Zgadzacie się ze mną? Kibic to osoba, która dobrze życzy danemu klubowi sportowemu czy też osobie, wskutek czego śmiga na rozgrywki i dopinguje ich z całego serca. Kibol, pseudokibic, chuligan – jak zwał tak zwał – to osoba, która wykorzystuje tego typu sytuacje do załatwiania swoich niecnych występków. A nawet jeśli takie indywiduum mówi dumnie o sobie, że jest kibicem – cóż, w każdej społeczności możemy spotkać wybryki.

JAK WYJŚĆ ZWYCIĘSKO Z SESJI LETNIEJ

www.kwejk.pl
www.kwejk.pl

Stereotypów odnośnie studenckiego życia jest tysiące.  Student zawsze głodny ( i tu pojawia się człowiekowi przed oczami wizja biednego młodzieńca, tudzież młodej kobiety, wydłubującego okruszki z karmnika w pobliskim przedszkolu ) student ciągle imprezuje ( skacowana młodzież śpiąca na wykładach. O ile poszła na zajęcia, rzecz jasna ) student zawsze biedny ( jezioro łabędzie wykonane przez studentów na rynku, w celach zarobkowych. Pomińmy fakt, że występ był co najmniej „interesujący” ) student imający się jakiejkolwiek pracy, byleby móc zarobić na piwo i bułkę z margaryną – masło to burżua ( wkurzony student przemierzający w te i z powrotem rynek w Krakowie. Przebrany za stek. To akurat widziałam na własne oczy! ) .

Mogę wymieniać i wymieniać. Ale po co? Z pewnością zanudziłabym was tymi przykładami. Poza tym, chciałam poruszyć temat odnośnie sesji letniej. Zimowej przedstawiać nie będę, chociażby z tego powodu, że już była a poza tym, praktycznie niczym się nie różni od letniej. No, z tą różnicą, że omija delikwenta przyjemności  wzięcia udziału w Kampanii Wrześniowej.

Zdana sesja znana jest wszystkim jako klucz do powrotu na imprezy, spotkania ze znajomymi, ewentualnie słodkiego „nic nie robienia” . A przede wszystkim – wakacji. To, czy się zacznie je wcześniej czy później, w gruncie rzeczy zależy od samych studentów. Jasne, ile się słyszy o wrednych wykładowcach, wiedzy ” nie do nauczenia ” i tak dalej. Wymówek jest tysiące. No dobra, faktem jest, że SĄ i tacy wykładowcy, u których zaliczenie przedmiotu za pierwszym podejściem graniczy z cudem. Ale ja mam tu na myśli większość, a nie takie perły ( które pragnę z miejsca pozdrowić ).

Dlatego przygotowałam klucz do sukcesu, autorstwa Cioci Dobra rada

1. Co masz zrobić, zrób wczoraj! Wyjątek – co masz zjeść dzisiaj, zjedz jutro. Jutro będziesz bardziej głodny.

2. Jeden długopis i dwa zeszyty na grupę to stanowczo za mało.

3. Imprezy studenckie wcale nie są tak zachęcająco tanie, jak się mogłoby wydawać – wstęp za free i piwo za pół ceny do 22 – i tak więcej wydasz a natężenie kaca wzrośnie.

4. Nie lataj za notatkami na ostatnią chwilę. Sam se napisz i zacznij się z nimi zaprzyjaźniać od momentu ich stworzenia.

5. Nawet najlepsze ściągi ( nawet te, które zdobędziesz w zamian za Twój ciepły obiad ) nie są gwarancją sukcesu. Najlepiej się ściąga, jeśli chociaż połowę tej wiedzy wykuje na blachę.

6. To, że wykładowca nosi okulary, jest w podeszłym wieku nie oznacza wcale, że nie widzi jak ściągasz – tacy są najgorsi bo znają wszystkie studenckie sztuczki.

A na zakończenie, pointa, która podobno miała miejsce na prawdę

Środek nocy. W domu profesora dzwoni telefon.
– Śpisz? – krzyczą studenci.

– Śpię. – odpowiada zaspanym głosem profesor.

– A my się jeszcze uczymy!

W SZCZUPŁYM ( I ZDROWYM ) CIELE, ZDROWY TY!

Jadąc dzisiaj z rana autobusem na uczelnię, usiłowałam powtórzyć materiał przed egzaminem. Bezskutecznie! Dwie dziewczyny plotkowały na potęgę. Śmiem twierdzić, że karabin maszynowy wolniej działa, niż liczba słów wypluwana przez te urocze jednostki. Ale nie to zwróciło moją uwagę na ich rozmowę ( to znaczy to również. Byłoby niezwykle miło i sympatycznie, gdyby groźba współpasażera „zaraz zaknebluje te …!” została wcielona w życie ) a temat ich, jakże głębokich z resztą, rozważań.

Fot.  www.euroclinix.pl
Fot. www.euroclinix.pl

– Tyy ale X schudła, nie?

– :ciamk ciamk gumą do żucia: Nooo… Schudła

-Ciekawe jak jej się to udało! Zawsze wyglądała jak słonica

-Iiii!… Jakbyś tyle paliła i piła co ona też byś tak schudła!…

Nie będę rozwijała problemu oczywistej zazdrości i zawiści, mając w szczególności na uwadze „boczki”wylewające się z ich kusych spodni i kurteczek. Nie będę nawet rozpisywała się tłumacząc, że alkohol JEST kaloryczny, papierosy zaś NIE pomagają zrzucić zbędnych kilogramów.  Cóż w tym trudnego, aby iść śladami (nie)lubianej koleżanki i także zrzucić to i owo? Mam na myśli sadełko, rzecz jasna.

Lato podobno zbliża się coraz to większymi krokami. Jeśli źle czujesz się w swoim ciele, nic prostszego jak wziąć się w garść, zaprzyjaźnić z Aerobiczną 6 Weidera , rowerkiem stacjonarnym i dietą cud „Mniej Żreć”.  To nie prawda, że genetycznie masz duży tyłek i warstwę smalczyku, który jest źródłem twoich kompleksów. Nie zgadzam się też z tym, że wypróbowałaś tysiąc pińćset sto dziwińćset różnych sposobów na schudnięcie ale ty po prostu nigdy nie schudniesz (z reguły towarzyszy temu ponure, wręcz płaczliwe westchnięcie, jemu zaś przeżuwanie świeżo otwartej paczki Twistosów ). Każdy może poprawić sylwetkę, a co za tym idzie stan swojego zdrowia. Ruch i zdrowe odżywianie jeszcze nikogo nigdy nie zabiło. Serio! Tak samo twoje obawy ( często gęsto mieszane z ponurą satysfakcją ) „schudłabym, ale piersi mi szkoda” są bezpodstawne – odpowiedni dobór ćwiczeń pomoże ci zachować twój powód do dumy.

Także wy, drodzy panowie, którzy z pewnością się ze mną zgadzacie, też moglibyście się wziąć w garść! Nie tylko panie borykają się z problemem zbędnych kilogramów. Problem narasta w siłę, biorąc chociażby pod uwagę fakt wzrostu popularności facebooka a także strony kwejk.pl .

Pozdrawiam ja, przegryzając jabłko wybierająca się na przejażdżkę rowerkiem stacjonarnym hen hen daleko!

KWIECIEŃ PLECIEŃ BO PRZEPLATA, CZAPKA SZALIK I ŁOPATA.

Pamiętacie czasy, kiedy na wieść o spadającym z  nieba śniegu lecieliście czym prędzej do okna? Trzeba było się upewnić, że to nie żarty oraz znaleźć Dziadka Mroza wysypującego na ziemię biały puch. Co ciekawe, wydawać by się mogło, że ta radość trzyma się tylko osób do lat 12.  W istocie jednak, ludzie poważni i dorośli również skaczą z radości pod sufit wołając ” Śnieg! Śnieg spadł! „

Plakat pochodzi z kwejk.pl
Plakat pochodzi z kwejk.pl

Ta radość trzyma się oczywiście także i internautów i wielbicieli strony facebook.pl. Są oni na tyle uprzejmi, iż umieszczają  wpisy na tablicy informujące innych, że właśnie sypie śnieg. W trosce o to, że nie każdy ma okna i drzwi w domu. Tacy są wspaniałomyślni.

Przeglądając różnego rodzaju strony internetowe, raz po raz natykam się na teksty obiecujące pogodę rodem z Malediwy oraz brazylijskich telenowel. Próbują wszystkich przekonać, że w ułamkach sekundy ta paskudna szaro – brązowa ( brązu tłumaczyć nie będę, nie muszę i nie mam zamiaru. Powiem tyle, że odpowiadają za to właściciele czworonożnych przyjaciół ) breja stopnieje a na jej miejscu pojawią się pierwsze pąki róż. Niestety ich zapewnienia są warte funta kłaków i mogą sobie je wsadzić. Niech wsadzają tam, gdzie im najmniej na rękę i najmniej wygodnie – mam przecież prawo być złośliwa, bo ten felieton do grzecznych nie należy.

Uważam, że za te wszystkie złośliwości meteorologiczne odpowiada ten sam Dziadek Mróz, co i kiedyś. Prosiliśmy o śnieg? Prosiliśmy. Chcieliśmy białe święta? Mieliśmy. Winę ponoszą za to te wszystkie osoby, które nie sprecyzowały konkretnie, które to święta mają na myśli. Sądzę, że dużo takich było. Dziadek Mróz ( słynący ze złośliwości swojej ) chciał zrobić psikus paskudny, tak więc zrobił nam białe święta Wielkanocne. Boże Narodzenie sobie jednak darował. Dodatkowo wyszedł z założenia, że skoro tak usilnie prosiliśmy go o ten paskudny, cholerny, brzydki, głupi i bezsensowny śnieg, to mamy co chcieliśmy i możemy się nim wypchać. A nawet wsadzić w te miejsca, które to uznamy za stosowne.  Więc pretensje możemy mieć tylko do siebie.

Podobno od 10 kwietnia pogoda ma być piękna niczym rajskie ptaki i kusząca niczym grzane piwo czy najnowsza kolekcja sieci H&M. Czy tak będzie, tego nie wie nikt. Ale nauczkę z tego możemy wyciągnąć na przyszłe święta – modląc się o białe święta, najlepiej podać konkretną datę oraz przedział czasu, w którym to śnieg ma prószyć a bałwany śnieżne straszyć  po nocach.

KTO KOGO KREUJE? MY FACEBOOKA CZY FACEBOOK NAS

To, że nasze codzienne wizyty na „fejsiku” są na porządku dziennym, to chyba każdy zdaje sobie z tego sprawę. Osobiście nie wyobrażam sobie braku kontaktu ze światem, który to zawdzięczam temu portalowi społecznemu. Po trzech dniach mojej nieobecności w świecie żywych naszły mnie pewnego rodzaju spostrzeżenia.

www.kwejk.pl
www.kwejk.pl

Poprzez „fejsbooka” kreujemy samych siebie. Większość ludzi robi wszystko, by pokazać siebie pod określonym kątem. Kojarzycie obrazek określający typ zdjęcia profilowego?  Nie? E tam, na pewno kojarzycie. Mianowicie, chodzi w nim o to, że każdy z nas ma taką fotografię, która pokazuje nas z jak najlepszej strony, pod najlepszym kontem. Jasne, że to jest normalne. Chyba każdy chce mieć ładne zdjęcia. Niebezpiecznie robi się zaś wtedy, gdy zdjęcia które publikujemy, w rzeczywistości nie pokazują nas samych. Nie mam tu na myśli psa odbierającego telefon czy Potwora Ciastkowego w okularach ( tego to chyba znacie! No, ten niebieski z „Ulicy Sezamkowej”, uzależniony od ciasteczek ) ale retuszowanie zdjęć mające na celu poprawienia sobie tego i owego. Nos za duży to sobie zmniejszę, krzywe nogi to wyprostuję, zez poprawię, brodę cofnę, cycki zrobię, klatę napompuję, zadartą kichawę oklapcię… Czy jakoś tak. Nasuwa mi się na myśl pytanie – po co? Po co to robić? Swego czasu gdy zobaczyłam zdjęcia dodane przez znajomą zastanawiałam się, kto to, kurde blade jest. Dopiero uświadomiłam sobie, że jednak znam tę osobę, gdy otworzyłam w nowym oknie pełny jej profil – przeczytałam imię i nazwisko.

Ciekawym zjawiskiem są również młode matki. Na początku młodziutkie dziewczyny panikują( oczywiście nie wszystkie ) – o Boże! Nie jestem nawet pełnoletnia a jestem w ciąży! Matka mnie zabije! Ojciec z domu wyrzuci! O Boże!  Żeby następnie po urodzeniu się maleństwa, zasypywać nas zdjęciami swoich pociech. O, tutaj takie w wanience, a tutaj „ubryzgana” kruszyna kaszką. A tutaj w pampersie a tu w wózeczku, tutaj z mamusią, tu z tatusiem… I tak w koło Macieja. Człowiek ma wrażenie, że przeglądając tablicę przypadkiem „polajkował” stronę ” Mamo to ja”. Nic konkretnego znaleźć nie idzie, bo wszędzie te dzieciaki na niego spadają!

Kolejne zjawisko to zakochane pary. Super, cieszymy się waszym szczęściem. Ja też kogoś mam, co wolę zaznaczyć zanim mnie zlinczujecie, że zazdrosna jestem albo co. Ale ja mam na myśli te pary, które na tablicach co rusz upewniają siebie ( a przy tym innych ) o dozgonnym i płomiennym uczuciu. Co rusz wrzucają zdjęcia na którym to są spleceni w miłosnym uścisku. Co chwila zaśmiecają idiotycznymi miłosnymi piosenkami, na tablicy partnera/ki. Oczywiście do czasu  poznania nowej ” tej jedynej, ostatniej miłości „.

Chyba każdy z nas widział te osoby, które muszą dokumentować imprezy, na których to alkohol leje się strumieniami. Wchodzimy i widzimy zdjęcia pod tytułem ” tyle wypiłem, że lecę puścić pawia a Ty mi szybciorem pstryknij słit focię ” . Albo zdjęcia, gdzie mamy wrażenie, że te osoby z tychże fotografii, miały na drugi dzień niezłego kaca moralnego. Oczywiście koniecznie towarzyszy temu wszystkiemu rozmowa uczestników imprezy, wypominających sobie wzajemnie ilość spożytego alkoholu oraz wypalonych papierosów. Nie zapominają również o wspomnieniu żałosnych przypałów. A zabawnym jest to, że tym ludziom często brakuje paru lat do skończenia pełnoletności.

Na zakończenie opowiem wam pewną legendę. Za górami, za lasami grono młodych ludzi postanowiło stworzyć coś, dzięki czemu mogliby się kontaktować z ludźmi na całym świecie. Poznawać innych, gromadzić się w wirtualnym świecie ze znajomymi. A wszystko po to, by mogli szybko, łatwo i przyjemnie ze sobą porozmawiać. KONIEC.

CIENKA GRANICA TORTUR PIEKIELNYCH A SAMODOSKONALENIA

Fot. pochodzi z: http://urodaizdrowie.pl/silikonowa-rodzina-patologia-czy-piekno
Fot. pochodzi z: http://urodaizdrowie.pl/silikonowa-rodzina-patologia-czy-piekno

My, kobiety, jesteśmy doprawdy niepoprawne. Dla atrakcyjnego wyglądu możemy zrobić wszystko. Nakładamy na siebie różne preparaty o właściwościach godnych zaawansowanych operacji plastycznych ( a przynajmniej tak twierdzi producent ) męcząc się przy tym bo:

Maseczka na włosy daje rezultaty cudowne ale śmierdzi niemiłosiernie.
– Depilacja woskiem to wymysł szatana i tłumaczyć tego nie muszę! ( oto wymiana zdań, jakże interesująca zresztą, mająca miejsce u nas na zajęciach w trakcie tego nieszczęsnego sposobu usuwania niechcianego owłosienia – O mój Boże! Mój Boże! Czy tobie też się tak spocił tyłek?  Z bólu? I też jesteś tak cholernie zmęczona od tego cierpienia?   – Tak! Ja też! Już myślałam, że ze mną jest coś nie tak, że tylko mnie się tak zrobiło! ).
– Maseczka owocowa, zawierająca w swym składzie drobinki o niebańskich właściwościach, acz strasznie szczypiąca ( bo to znaczy, że produkt
zaczyna DZIAŁAĆ )
– Bielizna modelująca sylwetkę, w której to hipopotam jest zgrabny niczym smukła żyrafa ( to chyba nie jest za wygodne, co? No bo jakby się tak zastanowić, skoro coś tu i ówdzie człowieka ściska niemiłosiernie, to to wygodne NIGDY nie będzie, prawda? ) i tak dalej, i tak dalej. Każda kobieta wie, ile musi się namęczyć. A to wszystko po to, by wpaść w oko jakiemuś tam samcowi. Phi! Tyle poświęceń?…
  Jeżeli chodzi zaś o ubiór wszelaki, śmiem twierdzić, że kobiety ubierają się nie dla siebie, nie dla mężczyzn, ale dla innych kobiet. No bo co to obchodzi jakiegoś pana, że owa pani ma na sobie kreację Fransua Le Pompki? On tylko obejrzy opakowanie, czy prezentuje ono właściwie interesującą go zawartość. Zaś płeć piękna zielenieje z zazdrości! Fransua Le Pompka! Mój Boże! To warte tysiące złotych! One też chcą to mieć! Nie… One MUSZĄ to mieć! Oczywiście nie ma to najmniejszego znaczenia, że właścicielka tejże kreacji wygląda jak ostatnia maszkara. No bo kto normalny włożyłby kapelusz kowbojski wykonany z produktów odnawialnych w kolorze zgniłozielonym. W dodatku zaopatrzony w woalkę. Wściekle różową. Dół kreacji zaś, w podobnym stylu zachowany. To wszystko jest nieważne. One też by chciały.
  Wróćmy jednak do moich rozważań odnośnie tortur piekielnych, mających wyeksponować nasze walory. Już od stuleci matki córkom powtarzają „Chcesz być piękna? Musisz cierpieć” . Ciągnąc je przy tym niemiłosiernie za włosy w celu uzyskania na głowie nieszczęśnicy fryzurę bogini godną, która to ma wydobyć piękno dziewczęcia. Powtarza się nam to nagminnie, że w rezultacie owa delikwentka jest gotowa poświęceń zgoła bohaterskich. Rzecz jasna, widać to na pierwszy rzut oka – włosy lśniące, cera bije witalnością w oczy osób patrzących, kibić zgrabna, chód powabny. Żeby tylko ci panowie wiedzieli, ile ona musiała poświęceń się zdobyć, by rezultat owy uzyskać… Figurę i grację zgoła godną książęcej zawdzięcza długim godzinom spędzonym w szkole baletu. Włosy i cera odpowiedniej diecie, której to walory smakowe niekoniecznie zadowolą smakoszy ( warzywka na parze preparowane, popijane wodą źródlaną ). Do tego mamusia smarowała córci włoski naftą kosmetyczną. Śmierdzi to to potwornie a zmyć to to jeszcze trudniej. ( Choć przyznam szczerze, że nie ma aż takiej tragedii, co do zapachu rzecz jasna, jak to przestrzegają potencjalne kuracjuszki internautki na forach internetowych. Co do rezultatów, wypowiem się za jakiś czas gdyż dopiero co zaczęłam stosować ów specyfik. Kiedyś miałam włosy kompletnie zniszczone, po pięciu latach zapuszczania i cackania się z nimi jak z jajkiem, efekt jest widoczny i niebiański. Ale od tamtej pory mam na ich punkcie bzika i  dbam o nie bardziej niż o własne życie i zdrowie. ) Oczywiście takie efekty są warte poświęceń i nie trzeba się nawet nad tym zastanawiać. Ale w związku z tym, nasuwa mi się na myśl kolejne pytanie…

  Wydawać by się mogło, że mężczyźni mając o tym jako takie pojęcie, również chcą dbać o swój wizerunek ku uciesze naszych oczu. Wysportowana sylwetka, zdrowa cera, lśniące włosy ( niby czemu nie miało by to być męskim atrybutem? Toż to świadczy o tężyźnie fizycznej oraz zdrowiu! O zdrowym trybie życia chyba nie muszę wspominać? … ) no i używanie trochę więcej kosmetyków aniżeli jedynie szare mydło i pasta do zębów. Wybierają ci panowie, przebierają i oceniają płeć niewieścią niezwykle dokładnie. W każdym możliwym miejscu i czasie, niekoniecznie znajdując się w otoczeniu kolegów. Co więcej – co poniektórzy z nich podchodzą do pań wysoce atrakcyjnych ( mogących wiele zaoferować ) z pewnością o swojej wygranej. I dziwią się tacy i psioczą później na taką, że nie rzuciła mu się do kolan ze łzami wzruszenia by podziękować za tę atencję niezwykłą! Co więcej, dała mu odpowiedź odmowną! Bez znaczenia już, że zrobiła to w sposób sympatyczny i kulturalny… Bo pan jej do gustu nie przypadł, teksty godne raperskich odzywek nie budzą w niej podziwu a postawiony na sztorc kołnierz i za bardzo „wyżelowane” włosy ( czyżby tylko „wyżelowane”? ) raczej ją odpychają. I te spodnie nieświeże…

  Nie będę opowiadać Wam niesamowitych historii z mego życia, sytuacji fascynujących i zajmujących niezwykle. Bo to moja sprawa i nic Wam do tego. Z całym szacunkiem. Ale miałam właśnie z takim panem przyjemność wątpliwą do czynienia.
  Siedziałam sobie spokojnie na dworcu i czekałam na znajomą. Spóźnić się miała bardziej niż sądziła bo nie zdążyła na busa a jak się zapewne domyślacie – mieszkała raczej sporą odległość od miasta. No i nagle… Podszedł do mnie taki oto delikwent, wyżej wymienionemu podobny.
Siemasz, maleńka!
 – …
 – X jestem
 – yhym. 
 – Czekasz na coś?
 – Na kogoś, gwoli ścisłości.
 – Na koleżankę?
 – Być może.
 – Idziecie na imprezkę?
 – Możliwe.
 – O to zaje… ! To pójdziemy z wami na balety!
 – Ale ja ciebie nigdzie nie zapraszałam, o ile dobrze pamiętam?
 – Ej a podobam Ci się?
 – Proszę?!
 – No, podobam Ci się?
 – Boże, czego Ty ode mnie chcesz? Nie możesz zostawić mnie w spokoju?
 – Ech, wiedziałem, jestem brzydki…
 – Yyy nie.. nie jesteś! Tylko…
 – To znaczy, że Ci się podobam, poświrujmy trochę!
 – Co proszę?
 – Ech, wiedziałem, jestem brzydki. Ale nie znasz mnie a przecież wygląd się nie liczy! A fajny ze mnie chłopak
 – Pewnie tak ale wolałabym, żebyśmy się już pożegnali. Spójrz tam w lewo, na tę dziewczynę w fioletowej sukience. Myślę, że wpadłeś jej w oko. 
 – Która?! Eee ta? Ona jest brzyydka! I gruba!
 – Nie znasz jej a podobno wygląd się nie liczy…

I tak w koło Macieja. Dialog wyglądał mniej więcej podobnie do tego wyżej przedstawionego, sens został zachowany. Przytoczyłam tę anegdotę jako zakończenie mojego postu. Wnioski możecie wyciągnąć sami, niedopowiedzenie zaś, specjalnie dzisiaj zostało użyte :>

KILKA SŁÓW O TYM, JAK WYŁYSIAŁA PEWNA PANI

Starożytność.  Z czym ona Wam  się kojarzy? Oczywiście z mitologią, z napojem wyskokowym autorstwa Sumerów ( czyt. piwo ) i co kto tam ma na myśli. Ale  moim zdaniem to była przede wszystkim kolebka próżności! Wystarczy tylko spojrzeć na replikę Kleopatry, wspomnieć termy czy też niewdzięczny zawód depilatora ( dlaczego niewdzięczny? Panowie chyba nie mieli do czynienia z depilacją woskiem ale spora część płci pięknej owszem. Sądzę więc, że w mniejszym czy większym stopniu, zgodzą się z moimi przypuszczeniami. Przecież taka osoba  musiała nie raz, nie dwa ani nawet nie  trzy razy nieźle oberwać! Ten depilator, rzecz jasna, od nieprzytomnego z bólu klienta ).

Logiczne jest to, że chcąc uzyskać efekt godny Afrodyty czy Antonia Banderasa, oddajemy się z tym zamiarem w ręce profesjonalistów. Płacimy ciężko zarobione pieniądze za wszelakie nowinki kosmetyczne. I to chyba nikogo nie dziwi, każdy chce się innym podobać, prawda?

Pewna pani, szczęśliwa właścicielka włosów sięgających pasa, wpadła na genialny pomysł. Stwierdziła, że tylko dzięki kunsztownym falom ( godnym czerwonego dywanu ) będzie jeszcze atrakcyjniejsza dla płci męskiej. Poszła zatem do nowo otwartego salonu fryzjerskiego. Fryzjerka nałożyła jej odpowiedni preparat, zakręciła pasma na wałki a następnie wsadziła w specjalna aparaturę, przyspieszającą proces zabiegu. Po upływie określonego czasu wydłubała stamtąd tę panią i zaczęła myć jej cudowne włosy. Jakie było ich zdziwienie, gdy klientka wyszła z salonu zupełnie łysa… Tenże efekt zawdzięczała błędowi fryzjerki, gdyż ta użyła przez pomyłkę kremu do depilacji.

http://www.banzaj.pl/Lyse-kobiety-czy-to-jest-sexy-2234.html
http://www.banzaj.pl/Lyse-kobiety-czy-to-jest-sexy-2234.html

Nie będę opowiadała smutnych historii z mojego życia, jak to pani kosmetyczka pomyliła hennę i opuściłam jej salon z węgielkami nad oczami. Albo jak posłuchałam znakomitej wizażystki i nabyłam u niej podkład odpowiedni dla dziewczyn o latynoskich korzeniach. Chciałam Was przede wszystkim uczulić na to, że nie warto sugerować się rewelacyjnymi ofertami „groupona” czy też rozdawanym ulotkom,  oferującym podejrzanie tanie usługi. Niezbyt dobrym pomysłem jest także oddanie się w ręce specjalistów, do których nie mamy stu procentowego zaufania.

ACHLUOFOBIA NIE TYLKO DLA PAŃ

    Na pewno wiecie, o kim dzisiaj chcę Wam powiedzieć. Jak byłam mała to wyobrażałam sobie, że to jest taki bardzo gruby i zły pan, który zasłania Słońce z czystej złośliwości. No i że jest w zmowie z rodzicami, którzy kazali mi przestać się bawić, pakowali do wanny a potem w piżamkę pajacyka ( wiecie, co przeżywało małe dziecko, które musi lecieć w te pędy do ubikacji i jest przyodziane w taką piżamkę? Jak nie to się kurde przekonajcie i nie torturujcie tak własnych dzieci! Apeluję! ) no i do łóżeczka. A Jeszcze gorsze w tym wszystkim było to, że oni wcale się nie kładli spać! Nigdy mi nie chcieli tego wytłumaczyć. Jak tego, że gdy sobie polali frytki ketchupem a mnie te frytki zostawili w spokoju ( ketchup miałam obok na talerzyku ) to że niby dlatego, że one się w brzuchu sklejają! Serio? A im to nie? Zawsze wtedy próbowali zmienić temat. Przecież największa przyjemność z jedzenia frytek to nie ta związana z walorami smakowymi a możliwością ubrudzenia się! Ale wróćmy do tematu, bo jeszcze się źle zrozumiemy i co wtedy?

     Noc ma to do siebie, że z największego twardziela jest w stanie w mgnieniu oka ( dosłownie ! ) przeobrazić w trzęsącą się osikę. Osobiście znam taki przypadek, który to był zmuszony do spania z kijem baseballowym pod łóżkiem. Więc co ma do powiedzenia drobna blondynka? No ja się pytam? Mnie nikt w takie przyrządy nie uzbroił! Co najwyżej to mogę sobie światło zapalić. Ale nie mam pstryczka oświetlającego cały dom.

  To, że każdy się boi nocy to my o tym bardzo dobrze wiemy. Nie każdy się do tego przyzna ale tak już jest i nie ma co się kłócić. Na chusteczkę oglądamy paskudztwa przeróżne wyprodukowane w Hollywood? Ewentualnie historyjki zasłyszane przez mojego ulubionego żulika Staśka spod warzywniaka? Bo my uwielbiamy się bać! Tak! Prawda jest taka, że horrory zostały wyprodukowane głównie z myślą o świeżo związanych ze sobą parach, party pidżamach no i chyba w sumie tyle. A dlaczego? No, to ja już śpieszę z wyjaśnieniami.

    W jaki sposób ( najprościej, najszybciej i najtaniej ) bez konsekwencji wtulić się w wybrankę/ka naszego serca ( ewentualnie później coś więcej. Wiecie, tak, na koniec filmu ) z którym to jesteśmy świeżo zadeklarowani? Oczywiście każdy zna to uczucie kiedy chciałby zrobić to i owo ale nie ma odwagi bo przecież dopiero co są razem ( ja tam osobiście nie mam oporów przed przytuleniem się do mojego mężczyzny, kiedy tylko na to mam ochotę – nawet na początku związku ). I czekają na wdechu na pierwszy ruch partnera. Dlatego taki film grozy to całkiem sensowny pomysł. Gdzie tam gierki, patrzenie sobie głęboko w oczy. Jak się wystraszy jak należy, to zaraz się schowa w naszych objęciach! A co? Mądrzejsza jednostka, nie będzie czekała na straszny fragment filmu, a zaraz się za to zabierze.

Chcesz nastraszyć koleżanki? Mieć z nich ubaw? Sypać na szkolnym korytarzu anegdotami jak z rękawa o Stasi Asi Srasi i tak dalej? Nie ma nic prostszego! Weź ze sobą na party pidżamę horror, który znasz już na pamięć. Jedyne co musisz zrobić, to postarać się nie zasnąć i dyskretnie obserwować gości dzisiejszej nocy. A potem zanotować szybciutko najzabawniejsze sytuacje.

Grupa znajomych oglądała pewien film na takimże to właśnie spotkaniu. Gdy nastąpił bardzo przerażający moment, jeden z uczestników zaczął piszczeć z przerażenia – przy tym marcujące się koty, to mięta z bubrem.

Która to!? – krzyknął jeden z chłopców. Na co oczywiście dziewczyny zareagowały z oburzeniem. Nikt nie będzie im wmawiał, że zachowują się jak baby, no Święci Pańscy!

No.. to byłem ja – przyznał się do winy niechętnie kolega X.

Morał z tego taki, że nie tylko panie potrafią wydobywać ze swojej krtani słowicze trele godne marcujących się kotów.