Wszystkie wpisy, których autorem jest Paulina Słopiecka

MIŁOŚĆ NA BOGATO – HIT CZY KIT?

Wraz z kolejnym rokiem szkolnym, oprócz obowiązku nabycia ton nowych podręczników, stacje telewizyjne raczą nas nowymi ramówkami. Nic nowego. Dla fanów seriali zaczyna się właśnie oto czas zgłębiania losów ich ukochanych bohaterów. Jeśli uważacie jednak, że nie warto sięgać po pilota ze względu na nowości w stylu „Wawa non stop” lub „Czyja wina?” mogę Was tylko zapewnić, że w tych przypadkach można podkreślić ich paraDOKUMENTALNĄ naturę.

Bohaterowie serialu "Miłość na bogato"/ fot. http://s.afterparty.pl/
Bohaterowie serialu „Miłość na bogato”/ fot. http://s.afterparty.pl/

Obiecałam sobie, już dość dawno zresztą, obejrzeć VIVA’owską świeżynkę „Miłość na bogato”. Nawet moja babcia zdawała sobie sprawę o nadchodzącej emisji tegoż oto serialu(?)* dzięki reklamom umieszczanym w każdym możliwym czasopiśmie kobiecym. Jeśli Wy, zarówno jak ja i babcia, wyobrażaliście sobie drugą „Modę na sukces” czy też „Dynastię” – mogę was zapewnić, że grubo się myliliście.

Denne teksty, wysublimowane słownictwo wciśnięte w niezwykle prozaiczne gadki-szmatki, kiepscy aktorzy a w tle splendor bogactwa, designerskich ciuchów oraz niezaprzeczalna uroda osób biorących udział w tym projekcie. Rodzina Forresterów blaknie przy nich szybciej niż biała bluzka bez płynu Perwoll.

Wytrzymałam prawie 16 minut ( to i tak niezły wynik – jeden odcinek trwa około pół godziny ). Gdyby nie moja determinacja myślę, że dałabym sobie spokój.

– Trochę za wcześnie jak na szampana.

Ja tak zawsze piję szampana, tak, że..!

– Jak Ci się tutaj podoba?

Dobrze, wszystko takie wielkie, kurczę naprawdę

To jest praca, to jest co innego niż inne rzeczy, tak?

Zaproponowali mi potem, żebym została twarzą rajstop

Jak z pewnością zauważyliście, bardziej prawdopodobne jest utopienie się w kałuży aniżeli odnalezienie głębszego sensu tego serialu(?)*. I nasuwa się pytanie – dlaczego aranżowany jest tego rodzaju chłam? Czy w oczach producentów jesteśmy aż takimi idiotami?

*Jeśli to się serialem nazywa, to Wojna i Pokój jest komedią.

WPŁYW ŚRODOWISKA A SAMOOCENA

Kompleksy cieszą się coraz większą sławą. Wraz z wiekiem, zmianą otoczenia, partnera nasilają się lub maleją. Nad drugim aspektem skupiać się nie będę. Ten pierwszy jest znacznie bardziej interesujący.

Fot. pochodzi z: vitalia.pl
Fot. pochodzi z: vitalia.pl

Kompleks niższości, kompleks Edypa, czy też te najbardziej popularne – związane z naszym wizerunkiem. Każdy pragnie akceptacji. Nie ma co się nad tym za bardzo zastanawiać, gdyż jest to tak oczywiste jak to, że przez parę odcinków „Mody na sukces” Ridge siedział samotnie w kominie. Najtrudniej jednak poradzić sobie z ubytkami naszej aparycji. Wydaje się wówczas, że każdy widzi parę mikroskopijnych piegów, paskudnego pryszcza ( szczelnie zamaskowanego podkładem, korektorem oraz grzywką ) czy też zaplombowaną lewą, górną siódemka. Ewentualnie wyrwaną ósemkę. No dobra, są też takie „defekty”, które faktycznie mogą uprzykrzyć nam życie – zadarty nos, zez, kaloryfer żeliwny,mały biust czy krzywe nogi. Ale tym samym należy się zastanowić – czy te parę ( czy tam jedna ) wad kształtuje mnie jako człowieka? Czy to od niej zależy grono przyjaciół albo satysfakcjonująca praca? No kurde, jasne, że nie! Zeza można zawsze skorygować a z kaloryfera żeliwnego wyczarować cudo godne modela Calvina Kleina. W przypadku spaczonego charakteru lub dennej głupoty nic nam już nie pomoże. A przecież to właśnie one są znacznie ważniejsze niż wygląd zewnętrzny.

Przykrym jest to, że ocena wartości człowieka jest zależna od tego jak wygląda aniżeli co sobą reprezentuje ( Uwaga! Nie mam tu na myśli żakieciku Chanel ). Moim zdaniem geneza naszych narastających kompleksów dotyczących wyglądu zewnętrznego jest związana z wyretuszowanymi zdjęciami celebrytów. Patrzy sobie taka dziewuszynka, patrzy i patrzy. Zamyka gazetę, spogląda w lustro… I najprawdopodobniej płacze jak bóbr, że nie jest chociaż w połowie tak urokliwa jak Eva Longoria. Oczywiście nie wpadnie na to, że za tym zdjęciem stoi sztab profesjonalistów no i oczywiście rewelacyjna praca Photoshopa. Nie wpadnie na to z prostego względu – jest przekonana o swojej nieatrakcyjności i niezachwianej wierze w naturalne piękno wyzierające ze zdjęcia. Później zaś sama bierze się do roboty i jest obcykana z programem lepiej niż nie jeden znany wam grafik. Następnie popada w skrajność i nagle jej podobizny przedstawiają inną osobę, ona zaś jest dumna… Z siebie? Czy Photoshopa? Co, jak wiadomo potęguje jej brak wiary bo o jej rzekomej nieatrakcyjności świadczą przerobione zdjęcia.

Jedyną radą na przedstawione przeze mnie zjawisko jest 100% dbanie o siebie. O swoje ciało, ale także umysł – wiadomo przecież, że jeśli naszym zdaniem nie mamy szans na Miss/tera 2014 i tak będziemy z siebie dumni, bowiem piękny umysł będzie służył do końca naszych dni, uroda zaś przemija. Często szybciej niż jesienne liście.

NAJPROSTSZE I NAJSMACZNIEJSZE SPOSOBY ZRZUCENIA WAGI

Kwestią oczywistą jest to, że każdy marzy o szczupłym i pięknym ciele. To znaczy, są też i takie przypadki, kiedy to ” very big size ” jest bardziej pociągający niż wszystko inne razem wzięte ( patrz – przypadek najgrubszej kobiety wg. Światowych Rekordów Guinnessa – facet z miłości do swej połówki, tuczył ją jak gęś. Najwyraźniej lubili wszystko, co duże… ) ale tego rozważać nie będę. Takich akcji mamy tysiące więc zbędne są tutaj moje słowa.

Fot. http://leczenietasiemca.pl/tabletki-z-tasiemcem-na-odchudzanie/
Fot. http://leczenietasiemca.pl/tabletki-z-tasiemcem-na-odchudzanie/

Sposobów na utrzymanie, tudzież otrzymanie, wymarzonej sylwetki jest więcej, niż mam włosów na głowie. Ich również jest dużo, serio. Herbatki ziołowe, tabletki różnej maści, picie octu jabłkowego ( smacznego! ), wchłanianie wody niegazowanej na potęgę przed/zamiast posiłków i tak dalej, i tak dalej.

Ostatnio szperałam z nudów w internecie w poszukiwaniu coraz to bardziej absurdalnych sposobów na pozbycie się zbędnej tkani tłuszczowej. Stwierdzam, że niektórzy ludzie powinni zamiast odchudzania, być odwiezieni do szpitala psychiatrycznego. Koniecznie na sygnale, koniecznie w kaftaniku.

Jednym z nich jest uroczy, osiągający długość paru metrów pan tasiemiec( bruzdogłowiec  może mieć nawet 20 metrów. 20 METRÓW ! ). Otóż, jak powszechnie wiadomo, tasiemiec ulokowawszy się w naszym przewodzie pokarmowym, wchłania mleczko pokarmowe, co w rezultacie rujnuje nasze zdrowie. Życie również. Taka „tasiemcowa kuracja” polega na połknięciu ampułki zawierającej to świństwo. I czekaniu. Czekaniu na osiągnięcie wymarzonej wagi. Ceny sięgają nawet 2000 zł. Oczywiście, aby mieć pewność, że ta paskuda będzie zadowolona żerowała na nas, należy połknąć kilka takich pyszności. Ciekawa jestem, czy osoby sprzedające tasiemce, informują kupujących o powikłaniach. Robak ten, może zagnieździć się w oku, czy mózgu ale oczywiście także i w innych tkankach i narządach. Jako, że wchłania tylko to, co wartościowe w przyjmowanym przez nas pokarmie, anemie, anoreksje, infekcje przewodu pokarmowego, skrajne wycieńczenie organizmu no i śmierć to dla niego mięta z bubrem. Warto?

Żeby nie było za mało ciekawostek, napiszę jeszcze o narastającym w modzie ostatnio DNP ( 2, 4 – Dinitrofenol ). To „cudeńko” stosowane jest jako składnik w preparatach niszczących chwasty a podczas wojny w Wietnamie, jako składnik fitotoksycznych związków bojowych. Samo zdrowie, nie?DNP bardzo szybko spala tkankę tłuszczową poprzez niszczenie umiejętności organizmu do produkcji ATP. Po zablokowaniu tej funkcji, organizm musi zwiększyć tempo spalania tkanki tłuszczowej – przede wszystkim zawartej w tkankach. Brzmi obiecująco? Nie sądzę. Jest to proces egzoenergetyczny a tym samym, przez natychmiastowe, bardzo intensywne wydzielanie ciepła przez organizm, prowadzi do ugotowania się delikwenta.

Podkreślę jeszcze głośno i wyraźnie – nie ma innego sposobu na schudnięcie niż zdrowa dieta i ruch. Wszystkie te tabletki, batoniki, ampułki i co tam jeszcze macie, możecie wywalić przez okno. Gdyby coś takiego istniało, nie byłoby problemu z otyłością, czyż nie?

KIBOL KIBICOWI NIE JEST RÓWNY

Sport to jedna z ulubionych rozrywek Polaków. Nawet, jeśli aktywnie w nich nie uczestniczą, z przyjemnością śmigają na mecze siatkówki, piłki ręcznej, nożnej czy chociażby turnieje szachowe ( wbrew pozorom, internet twierdzi, że to również dziedzina sportu! ).  Dobrze, że nie dość, iż możemy pochwalić się naszymi osiągnięciami, to ponadto mamy więcej punktów stycznych z rodakami.

Fot.  weheartit.com
Fot. weheartit.com

Obcokrajowcy zazdroszczą nam nie tylko zwycięstw sportowych (… a może nie mamy się czym chwalić?! Siatkówka, proszę bardzo! O, albo kolejny przykład! Vive Targi Kielce – piłka ręczna ! ) ale przede wszystkim uważają, że jesteśmy zagorzałymi kibicami i nikt jak my, nie potrafi  podtrzymywać ducha walki ( podobno Anglicy wzorują się na naszych kibicach wspierających kluby piłki nożnej ). Pewnie gdy czytacie moje wypociny, prychacie ze zdumieniem, że tak zachwalam naszych „kiboli”. Przecież to przestępcy! Łobuzy! Mało to się słyszy o ich bójkach? Dewastacjach stadionów, miast? Tylko, widzicie, jest pewna różnica między kibicem a kibolem.

Cóż złego jest w miłości do konkretnego klubu sportowego, chodzenia na mecze, dopingowania ich oraz trwania w miłości do niego w dobrych i tych złych chwilach? Ja tam nic w tym gorszącego znaleźć nie mogę. Co więcej – uważam, że to powinno się chwalić! Nie ma nic złego w ich wyjazdach, koszulkach, szalikach, przesiadywaniu w pubach w których  to można obejrzeć ostatni mecz. W sumie dla kobiet, których mężczyźni mają ku temu zapędy, jest to pewnego rodzaju wygodą. A niech idzie na ten mecz, ona może wtedy zaprosić przyjaciółki i obgadać rudą z naprzeciwka. Urodziny ma? Z prezentem też nie będzie wielkich problemów. A gdy chce obejrzeć mecz w domu to owszem, proszę bardzo, a my w tym czasie pójdziemy się upiększać u kosmetyczki ( istnieje wówczas prawdopodobieństwo, że nie będzie narzekał na brak gotówki w portfelu ). Sama wygoda!

Przypadek opisany powyżej jest ewidentnym przykładem kibica. Kibol zaś, no tutaj różnica jest kolosalna. Moim skromnym zdaniem, kibol to osoba, która wykorzystuje mecze do rozwiązania porachunków z innymi osobnikami, za wykorzystaniem przemocy fizycznej. Pomijam docinki i wyzwiska – cóż, tego uniknąć się nie da, idioci są wszędzie. A ten inteligentniejszy zignoruje bezpodstawne zniewagi. Trudniej o lepszą sytuację aniżeli to w trakcie widowisk sportowych. Tłumy ludzi, zamieszanie – można pokusić się o stwierdzenie, że jest się w trakcie takiej sytuacji niewidzialnym. Jestem zdania, że wtedy właśnie zgraje wykorzystują zamieszanie do załatwiania porachunków. Później zaś, w gazetach widnieją dramatyczne nagłówki ” Kibice to a kibice tamto”.

Zgadzacie się ze mną? Kibic to osoba, która dobrze życzy danemu klubowi sportowemu czy też osobie, wskutek czego śmiga na rozgrywki i dopinguje ich z całego serca. Kibol, pseudokibic, chuligan – jak zwał tak zwał – to osoba, która wykorzystuje tego typu sytuacje do załatwiania swoich niecnych występków. A nawet jeśli takie indywiduum mówi dumnie o sobie, że jest kibicem – cóż, w każdej społeczności możemy spotkać wybryki.

JAK WYJŚĆ ZWYCIĘSKO Z SESJI LETNIEJ

www.kwejk.pl
www.kwejk.pl

Stereotypów odnośnie studenckiego życia jest tysiące.  Student zawsze głodny ( i tu pojawia się człowiekowi przed oczami wizja biednego młodzieńca, tudzież młodej kobiety, wydłubującego okruszki z karmnika w pobliskim przedszkolu ) student ciągle imprezuje ( skacowana młodzież śpiąca na wykładach. O ile poszła na zajęcia, rzecz jasna ) student zawsze biedny ( jezioro łabędzie wykonane przez studentów na rynku, w celach zarobkowych. Pomińmy fakt, że występ był co najmniej „interesujący” ) student imający się jakiejkolwiek pracy, byleby móc zarobić na piwo i bułkę z margaryną – masło to burżua ( wkurzony student przemierzający w te i z powrotem rynek w Krakowie. Przebrany za stek. To akurat widziałam na własne oczy! ) .

Mogę wymieniać i wymieniać. Ale po co? Z pewnością zanudziłabym was tymi przykładami. Poza tym, chciałam poruszyć temat odnośnie sesji letniej. Zimowej przedstawiać nie będę, chociażby z tego powodu, że już była a poza tym, praktycznie niczym się nie różni od letniej. No, z tą różnicą, że omija delikwenta przyjemności  wzięcia udziału w Kampanii Wrześniowej.

Zdana sesja znana jest wszystkim jako klucz do powrotu na imprezy, spotkania ze znajomymi, ewentualnie słodkiego „nic nie robienia” . A przede wszystkim – wakacji. To, czy się zacznie je wcześniej czy później, w gruncie rzeczy zależy od samych studentów. Jasne, ile się słyszy o wrednych wykładowcach, wiedzy ” nie do nauczenia ” i tak dalej. Wymówek jest tysiące. No dobra, faktem jest, że SĄ i tacy wykładowcy, u których zaliczenie przedmiotu za pierwszym podejściem graniczy z cudem. Ale ja mam tu na myśli większość, a nie takie perły ( które pragnę z miejsca pozdrowić ).

Dlatego przygotowałam klucz do sukcesu, autorstwa Cioci Dobra rada

1. Co masz zrobić, zrób wczoraj! Wyjątek – co masz zjeść dzisiaj, zjedz jutro. Jutro będziesz bardziej głodny.

2. Jeden długopis i dwa zeszyty na grupę to stanowczo za mało.

3. Imprezy studenckie wcale nie są tak zachęcająco tanie, jak się mogłoby wydawać – wstęp za free i piwo za pół ceny do 22 – i tak więcej wydasz a natężenie kaca wzrośnie.

4. Nie lataj za notatkami na ostatnią chwilę. Sam se napisz i zacznij się z nimi zaprzyjaźniać od momentu ich stworzenia.

5. Nawet najlepsze ściągi ( nawet te, które zdobędziesz w zamian za Twój ciepły obiad ) nie są gwarancją sukcesu. Najlepiej się ściąga, jeśli chociaż połowę tej wiedzy wykuje na blachę.

6. To, że wykładowca nosi okulary, jest w podeszłym wieku nie oznacza wcale, że nie widzi jak ściągasz – tacy są najgorsi bo znają wszystkie studenckie sztuczki.

A na zakończenie, pointa, która podobno miała miejsce na prawdę

Środek nocy. W domu profesora dzwoni telefon.
– Śpisz? – krzyczą studenci.

– Śpię. – odpowiada zaspanym głosem profesor.

– A my się jeszcze uczymy!

„NIE LUDZIE SŁOWA, ALE SŁOWA LUDZI NIOSĄ”

To, że słowa mogą boleć, jest jasne jak Słońce. Dzieci zapytane w trakcie badania, czy wolą w formie kary dostać tzw. „klapsa” czy wolą krzyk rodzica, zdecydowanie wybierały to pierwsze. Wiadomo, jak się oberwie to poboli, poboli i przestanie. I z głowy. W przypadku zaś przykrych słów, one cały czas dryfują w zakamarkach naszej świadomości, dotkliwie kując raz po raz w najmniej oczekiwanym momencie.

Fot. http://mikulew.blogspot.com/2012/11/pani-krytyk-i-jej-krytyka.html
Fot. http://mikulew.blogspot.com/2012/11/pani-krytyk-i-jej-krytyka.html

Jak sobie z tym poradzić? Zapomnieć raczej się nie da. Nie jest to możliwe ze względu na fakt, że mózg będący organem złośliwym, zapamiętuje chętniej te przykre sytuacje. Można by to interpretować w ten sposób, że przyjmuje formę obronną – wiadomo przecież,  gdy oparzymy sobie rękę przez dotkniecie gorącego naczynia, będziemy doskonale pamiętać czym to pachnie i zastanowimy się dwa razy, zanim dotkniemy pokrywkę bez jakiejkolwiek asekuracji. A jak jest w przypadku niemiłej wypowiedzi? Myślę, że wywołuje to zobojętnienie wobec drugiej osoby. Gdy, rzecz jasna, słowa są na tyle dotkliwe, że nasza świadomość płacze i krzyczy prosząc o ich zapomnienie.

Czy istnieje jakaś cudowna rada mająca na celu walczenie z problemem? Jasne, że tak. Jeśli koniecznie chcesz powiedzieć coś przykrego, najlepiej ugryź się w język. Na tyle dotkliwie, aby oduczyć się przykrego zwyczaju, lecz na tyle delikatnie, żeby nie zadowolić nim układu pokarmowego.

W SZCZUPŁYM ( I ZDROWYM ) CIELE, ZDROWY TY!

Jadąc dzisiaj z rana autobusem na uczelnię, usiłowałam powtórzyć materiał przed egzaminem. Bezskutecznie! Dwie dziewczyny plotkowały na potęgę. Śmiem twierdzić, że karabin maszynowy wolniej działa, niż liczba słów wypluwana przez te urocze jednostki. Ale nie to zwróciło moją uwagę na ich rozmowę ( to znaczy to również. Byłoby niezwykle miło i sympatycznie, gdyby groźba współpasażera „zaraz zaknebluje te …!” została wcielona w życie ) a temat ich, jakże głębokich z resztą, rozważań.

Fot.  www.euroclinix.pl
Fot. www.euroclinix.pl

– Tyy ale X schudła, nie?

– :ciamk ciamk gumą do żucia: Nooo… Schudła

-Ciekawe jak jej się to udało! Zawsze wyglądała jak słonica

-Iiii!… Jakbyś tyle paliła i piła co ona też byś tak schudła!…

Nie będę rozwijała problemu oczywistej zazdrości i zawiści, mając w szczególności na uwadze „boczki”wylewające się z ich kusych spodni i kurteczek. Nie będę nawet rozpisywała się tłumacząc, że alkohol JEST kaloryczny, papierosy zaś NIE pomagają zrzucić zbędnych kilogramów.  Cóż w tym trudnego, aby iść śladami (nie)lubianej koleżanki i także zrzucić to i owo? Mam na myśli sadełko, rzecz jasna.

Lato podobno zbliża się coraz to większymi krokami. Jeśli źle czujesz się w swoim ciele, nic prostszego jak wziąć się w garść, zaprzyjaźnić z Aerobiczną 6 Weidera , rowerkiem stacjonarnym i dietą cud „Mniej Żreć”.  To nie prawda, że genetycznie masz duży tyłek i warstwę smalczyku, który jest źródłem twoich kompleksów. Nie zgadzam się też z tym, że wypróbowałaś tysiąc pińćset sto dziwińćset różnych sposobów na schudnięcie ale ty po prostu nigdy nie schudniesz (z reguły towarzyszy temu ponure, wręcz płaczliwe westchnięcie, jemu zaś przeżuwanie świeżo otwartej paczki Twistosów ). Każdy może poprawić sylwetkę, a co za tym idzie stan swojego zdrowia. Ruch i zdrowe odżywianie jeszcze nikogo nigdy nie zabiło. Serio! Tak samo twoje obawy ( często gęsto mieszane z ponurą satysfakcją ) „schudłabym, ale piersi mi szkoda” są bezpodstawne – odpowiedni dobór ćwiczeń pomoże ci zachować twój powód do dumy.

Także wy, drodzy panowie, którzy z pewnością się ze mną zgadzacie, też moglibyście się wziąć w garść! Nie tylko panie borykają się z problemem zbędnych kilogramów. Problem narasta w siłę, biorąc chociażby pod uwagę fakt wzrostu popularności facebooka a także strony kwejk.pl .

Pozdrawiam ja, przegryzając jabłko wybierająca się na przejażdżkę rowerkiem stacjonarnym hen hen daleko!

KRYSTYNA PAWŁOWICZ NA PREZYDENTA POLSKI?

Obudziłam się dzisiaj w środku nocy zlana potem. Kilkakrotnie uszczypawszy się w ramię, uświadomiłam sobie, że to był tylko sen. Dzięki Bogu! Wiecie, co mnie tak przeraziło? Krystyna Pawłowicz prezydentem Polski.

419676_129741647192973_988213813_n

 W moim śnie ( tfu. Koszmarze, psiakrew! ) ta kobieta wszczęła wojnę z Rosją ( patrz – katastrofa smoleńska ), rozkazała publicznej egzekucji homoseksualistów a tych, którzy obiecali poprawę zamknęła w szpitalach psychiatrycznych. Na posłankę Annę Grodzką wydała ekskomunikę zaś kobiety biorące udział w Marszu Szmat przywiązała nago do pręgierza.

Wydawać by się mogło, że to, co zagościło nocą w moim śnie jest kompletną abstrakcją, po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że ta kobieta jest na tyle nieobliczalna, że nie wiadomo, czego można się po niej spodziewać. No dobrze, może wyłączając publiczną egzekucję… Co do reszty, nie mam pewności. Dlaczego nieobliczalna? Przytoczę dla przypomnienia parę jej wypowiedzi :

Tragiczna śmierć Madzi jest efektem stylu życia, który propagują feministki, buntu przeciwko tradycyjnej hierarchii wartości, w której najważniejsza jest rodzina, brak egoizmu. One zamiast tego proponują filozofię totalnego luzactwa, lekceważenie innych. Najważniejsze są gry i zabawy, z jakimi mamy do czynienia u Wojewódzkiego. Wypychanie na siłę kobiet z ich naturalnych ról społecznych i biologicznych prowadzi do nieszczęścia. To jest prawdziwy antyfeminizm.

źródło: wyborcza.pl

Czy tylko ja mam wrażenie, że problem nie tkwi w sposobie wypowiedzi posłanki a jej poglądach? To nie problemy przez nią poruszane są szkodliwe dla społeczeństwa a ona sama. Jak to możliwe, że ktoś taki nas reprezentuje? Dziwicie się, że cały świat się z nas śmieje? Bo ja nie.Zastanawiam się jednak, kto ją dopuścił do władzy. Jedyne, czego nie brakuje jej do objęcia urzędu jest wykształcenie. Być może brakuje go niektórym naszym posłom. Ale wiecie co? Myślę, że powinniśmy nałożyć nacisk na wykonywanie badań psychologicznych kandydatów chcących sprawować jakiś urząd. Może wtedy poprawiłaby się sytuacja polityczna w Polsce… Wiedzielibyśmy kto zasługuje na reprezentowanie nas oraz znalibyśmy ich prawdzie intencje.

BODYPIERCING FORMĄ UPIĘKSZANIA CIAŁA

Od zarania dziejów, robimy wszystko aby móc podobać się sobie oraz płci przeciwnej. W sumie nie tylko też przeciwnej bo różne rzeczy dzieją się na świecie, ale tego akurat rozważać nie będę. 

Fot: http://likely.pl/
Fot: http://likely.pl/

Sposobów na upiększanie ciała jest tysiące – począwszy od babcinych metod a skończywszy na operacjach plastycznych. Coraz częściej sięgamy po coraz bardziej kontrowersyjne metody, ażeby tylko zwrócić na siebie uwagę – oczywiście w ten pozytywny sposób ( pożądliwe spojrzenia mężczyzn oraz zazdrosne przechodnich kobiet – doświadczenie bezcenne i jak najbardziej pożądane! Chyba w szczególności tych kobiet… kiedyś pisałam o tym, jak to kobiety stroją się głównie dla kobiet a nie mężczyzn – bo przecież co ich interesuje torebka Prady czy baletki Chanel – oni tylko omiotą spojrzeniem opakowanie bo przecież to zawartość ich najbardziej interesuje. Ale, wracając do tematu!… )

Często im bardziej kontrowersyjna metoda upiększenia ciała, im bardziej przykuwająca zainteresowane spojrzenia, tym lepiej. Do takich właśnie zabiegów można zaliczyć body piercing. Zdaniem Wikipedii, to nic innego jak :

Piercing (z ang., wym. pirsing; inaczej kolczykowanie, przekłuwanie) – forma ozdabiania ciała.

Polega na wykonywaniu przekłuć w specyficznych miejscach ciała (np. nos, język, miejsca intymne) i wprowadzaniu w takie miejsca kolczyków wykonanych z tytanu, bioplastu, teflonu (PTFE) i stali chirurgicznej . Kolczyk po wygojeniu można zamienić na jakikolwiek inny, bardziej pasujący. Ze względu na radykalny charakter takiego ozdabiania ciała, piercing jest zaliczany do jednej z praktyk tzw. modyfikacji ciała. „

Ten sposób jak najbardziej zwraca uwagę na osobę, która to odważyła się na taki zabieg. Z pewnością nie jest to przyjemny proces, zważywszy na długość gojenia się takiej rany, ale liczba zwolenników rośnie. Z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc salony częstujące takimi oto zabiegami mają coraz to więcej klientów. Czy ta metoda jest bezpieczna? I tak i nie. Tak na prawdę nawet renomowany salon nie gwarantuje w 100% braku powikłań. Chociażby takie najprostsze – czy mamy pewność, że nie cierpimy na alergię na konkretne tworzywo, na ten przykład? Albo można zupełnym przypadkiem zahaczyć o kolczyk i problem gotowy.

Mając lat 17, liczba 19 kolczyków wydawała mi się być śmiesznie niska. 19, phi, co tam! ( Te kolczyki, znaczy się, były umiejscowione w uszach ). Zdecydowałam się spełnić swoje marzenie i znajomy z zakładu piercingu i tatuażu obiecał mi zrobić industrial ( dwie dziurki w chrząstce ucha, znajdujące się w odpowiedniej od siebie odległości, połączone ” beleczką ” – istne cudo! ). Skłamałabym mówiąc, że nic nie bolało i to było równie obojętne co mięta z „bubrem”. Ale, jak babcia mawiała – chcesz być piękna, musisz cierpieć! Aczkolwiek nie jestem pewna, czy to właśnie miała na myśli… Na wieść koleżanki trzymającej mi głowę ( świat dziwnie wirował w około a głowa była jakoś tak… ciężka albo co ) ” Ooo Paulina, farba Ci poszła ” poczułam, że mój układ trawienny zareagował na tę wieść dziwnie radośnie i kolorowo. Nie mniej jednak, bo długim monologu wewnętrznym udało mi się go przekonać, że to nie jest czas i miejsce na takie wybryki. Ujrzawszy wreszcie ten cud w uchu poczułam, że każda sekunda była warta tego poświęcenia. Nic nie miało znaczenia, ani dziewięć miesięcy gojenia się, ani treść pokarmowa zbliżająca się kurcgalopkiem ku górze, ani to, że trzeba było jakoś się przetransportować do domu – nic! Zatem jakież było moje zdziwienie, gdy po dwóch tygodniach musiałam go wyjąć z ucha,  bo okazało się, że był za nisko przebity.  O dalszych komplikacjach, z tym związanych opowiadać nie będę. Teraz, mając 21 lat, liczba kolczyków zmalała do 4. Jednak ten industrial dalej mnie kusi i nęci…

Nie każdemu jednak, pasuje taki awangardowy look. Najlepiej przekonać się o tym dzięki programowi typu Gimp czy Photoshop – chyba nikt nie chciałby się śmiesznie prezentować, zważywszy na fakt, że liczył na pożądliwe spojrzenia a nie śmichy chichy z naprzeciwka. Czy warto podejmować taką decyzję? Jeśli jest przemyślana, czemu nie? Gdy mamy pewność, że to rzecz, którą pożądamy najbardziej na świecie ( oprócz Georga Clooneya za męża, ciała Mel B, twarzy Marylin Monroe oraz ubrań Victorii Beckham ) to co stoi nam na przeszkodzie? Należy jednak mieć na uwadze wybór odpowiedniego miejsca do wykonania takiego zabiegu oraz posiąść odpowiednią wiedzę dotyczącą dbania o taką formę upiększenia.

ZALEŻNOŚĆ MIĘDZY KSIĘCIEM Z BAJKI A JEDNOROŻCEM

Fot. pochodzi z: http://www.znanenieznane.pl/zaplanuj-sam/artykuly/pocaluj-zabke-w-lapke
Fot. pochodzi z: http://www.znanenieznane.pl/zaplanuj-sam/artykuly/pocaluj-zabke-w-lapke

Kiedyś kiedyś kiedyś, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, żyła sobie taka jedna pani. Całkiem niezła babka, wszystko miała co trzeba – nos, oczy, usta, włosy, kończyny i tak dalej i tak dalej do uśmiechniętej śmierci. Zaszczyt ją kopnął niesamowity, gdyż poznała w supermarkecie cudownego mężczyznę. Zbliżyła ich do siebie konwersacja odnośnie wyższości ogórków kiszonych nad konserwowymi. Książę z Bajki zaprosił ją na kawę i w taki oto sposób zaczęła się ich historia miłosna. Pan był wysoki, podobał się jej szalenie, zawsze ją wysłuchał, wycierał zasmarkany nos, doceniał jej najmniejsze starania a nawet zauważał :

 – nową fryzurę
 – utrata jednego kilograma ( oczywiście te nabyte pomijał aczkolwiek była to może zwykła dyplomacja )
 – piękne wdzianko ( ewentualnie jego brak na jego właścicielce )
 – i wszystkie inne rzeczy zachodzące w pani jego serca.
Stanowił podporę życiową dla niej. Za innymi się nie oglądał. Razem z nią obgadywał jej (nie)ulubione koleżanki, które dla niego nie były oczywiście materiałem nader interesującym. Czego możecie się spodziewać po tej pani i panu, żyli rzecz jasna długo i szczęśliwie.
  Gdy pani się obudziła, wybuchnęła gromkim płaczem, gdyż to wszystko okazało się być snem. Każda z nas ma ideał faceta. Taki wyśniony, wymarzony u boku którego mogłaby kroczyć z gromadką dzieci-uroczych cherubinków. Dom posiadać na własność czemu by nie, posiadać. Rzecz jasna jednorodzinny, wybudowany własnoręcznie przez mężczyznę marzeń. I samochód. Ładny ma być, gdzie tam parametry istotne, to facet powinien na to uwagę zwrócić. I psa! Wiadomo przecież, że nadchodzi tak dzień w życiu każdego człowieka ( może za wyjątkiem Georga Clooneya, który małżeństwa się wyrzekł na rzecz stanu kawalerskiego. Ach, jakiż to piękny stan! Ta pani, i ta pani a potem inna pani krocząca u jego boku… Oczywiście modelka będąca od niego 2x młodsza. Choć trzeba mu przyznać, że diablo przystojny to on jest. W dodatku obrzydliwie bogaty i pierońsko utalentowany. Zatem nie ma się co dziwić tym paniom lecącym na niego jak muchy do miodu. Każda z nich zapewne ma szanse go usidlić. ), że pragnie wreszcie stabilizacji. Panom panie są potrzebne jako pomoc domowa, ładny dodatek oraz cholera jeszcze wie czemu. Paniom panowie zaś potrzebni są w charakterze szofera, reproduktora, mechanika, elektryka i cholera wie po co jeszcze. Inni zaś są po prostu zakochani lub chcą się zakochać. Piękny stan! Porównywalny do stanu maniakalno – depresyjnego ale to już pomińmy. Zadaniem moim w dniu dzisiejszym jest promować związki partnerskie, a co! Misję sobie taką znalazłam…
  Jednego tylko zrozumień nie mogę. Za żadne skarby świata logiki w tym nie widzę! Dlaczego bowiem chcąc poznać naszą drugą połówkę, szukamy jej w niewłaściwych miejscach? Dajmy na to taką dyskotekę. Czy na prawdę poznamy tam kogoś, kto również chciałby wreszcie poznać miłość swego życia forever i wgl itd? Nie sądzę. A jeszcze zabawniej, gdy ta osoba ma w zwyczaju obściskiwania się z rożnymi typami, tudzież typiarami, na takich to imprezach. Co oczywiście zostaje później uwiecznione a następnie opublikowane na różnego rodzaju portalach społecznościowych. Już te portale randkowe wydaja mi się mieć więcej sensu… Często zdarza się nam nawet nie zauważać osoby z naszego otoczenia, która serce by nam wyrwała z klatki piersiowej, to znaczy swojej, rzecz jasna, i nam zaoferowała.  Wystarczy tylko się dobrze zastanowić a wcześniej rozejrzeć. Albo w głowie mi się nie mieści koncepcja podrywania osoby, która już kogoś ma. Skoro okazuje nam zainteresowanie naszą skromną osobą, mając jednocześnie drugą połówkę, myślę, że warto się zastanowić, czy faktycznie taka osoba okaże się godna zaufania. Czy gdy „zdobędziemy wreszcie takiego oto osobnika serce, faktycznie pozostanie on nam wierny? No mnie się wydaje, że nie! Na logikę – zerwała z nim dla mnie, jesteśmy razem no ale przecież może mnie też zostawić dla kogoś innego. Oczywiście nie możemy wychodzić z założenia, że ktoś, z kim już jesteśmy, będzie z nami zawsze i wszędzie. Odpowiednia doza niepewności ma zbawienne skutki na szczęście wszystkich związków. 😉