Wszystkie wpisy, których autorem jest AGata

NIEWYBREDNE ŻARTY HITCHCOCKA

O mistrzu suspensu powiedziano już wiele złego, że tyran, despota, i cham lubujący się w zbereźnych żartach. (Przy przedstawianiu własnej osoby często zwykł mawiać „jestem Hitchcock, bez „cock”).

Źródło: http://m.dziennik.pl/kultura/film/aktualnosci-film/pan-hitchcock-i-kobiety-mistrz-suspensu-rozszyfrowany
Źródło: http://m.dziennik.pl/kultura/film/aktualnosci-film/pan-hitchcock-i-kobiety-mistrz-suspensu-rozszyfrowany

Oglądając, niedawno powstałe o nim filmy, Dziewczyna Hitchcocka, Hitchcock wydaje się, iż znamy przyczynę ekscentrycznych zachowań tego brytyjskiego reżysera. Nic bardziej mylnego. Owszem, Alfred miał problemy w nawiązywaniu relacji z kobietami, lecz na rubaszne żarty pozwalał sobie także w stosunku do mężczyzn. A kilkudniowe dręczenie aktorki (Tippi Hedren) w postaci nagrywania drastycznej,(również dla niej) sceny ataku ptaków, to nie wszystko na co go stać.

W dość obszernej książce Donalda Spoto Alfred Hitchcock można znaleźć sporo żartów, których dopuścił się Hitch. Oto kilka z przywołanych przez autora anegdot, które dla większości uczestniczących w nich ludzi, z pewnością, zabawne jednak nie były.
Pewnego dnia reżyser zaprosił współpracującego z nim rekwizytora, który uwielbiał się stroić w bogato zdobione stroje, na wycieczkę łodzią po Tamizie. Dodajmy, nieposiadającą zadaszenia. Hitchcock mógł, więc z lubością przyglądać się całkowicie przemokniętemu współpracownikowi.

Innym razem, gdy ten przechwalał się zelektronizowaną gazówką, reżyser w odwecie dostarczył mu pod dom dwie tony węgla.

Jednej z aktorek wysłał z kolei 400 śledzi, których rzecz jasna ciężko się pozbyć, nie wspominając od intensywnego wszechobecnego zapachu, jakie wydzielają.

Jedną z aktorek, która nie znosiła dymu papierosowego, który często otaczał osobę reżysera, A.H. prawie udusił, zamykając ją w pełnej oparów dymu, budce telefonicznej.

Hitchcockowi zdarzyło się też wydać przyjęcie, na którym kelnerowali wynajęci przez niego aktorzy, których zadaniem było jak najbardziej arogancka i niegrzeczna obsługa zaproszonych gości.

Kolejne wydane przez niego przyjęcie było o tyle dziwne, iż wszystkie potrawy były zabarwione na niebiesko. Jeszcze zaś dziwniejsze, iż żaden z zaproszonych gości nie zwrócił na ten fakt uwagi.

Alfred H. lubił wprowadzać ludzi w zakłopotanie. Jednego z aktorów zaprosił na przyjęcie kostiumowe, które jak łatwo zgadnąć, wymagało raczej eleganckiej galanterii. Ów aktor przyszedł jednak w pełnej krasie i w takimże makijażu.

Mieszkanie brytyjskiego reżysera również nie było wolne od żartów. W salonie mieściła się kanapa, której poduszki wydawały wiadome dźwięki, kiedy się o nie oparło. Hitchcock często biesiadował w tym pomieszczeniu, i z cichą satysfakcją obserwował zmieszanych gości, potęgując ich zakłopotanie zniesmaczonymi grymasami twarzy.

Jednak jednym z najgorszych dowcipów Hitcha był zakład z rekwizytorem o to, czy ten wytrzyma całą noc przykuty kajdankami do kamery w opuszczonym i mrocznym studiu. Po przykuciu współpracownika do sprzętu, Hitchcock poczęstował go („na lepszy sen”) szklanką brandy. Jak się później okazało, napój zawierał silny środek przeczyszczający. Ku rozpaczy rekwizytora , skuteczność owego środka ,mogli podziwiać wszyscy, którzy nazajutrz przybyli rano do studia.

Jak widać, brytyjski twórca dreszczowców lubił przyprawiać ludzi o gęsią skórkę (i różowe policzki)również w życiu. Nikt nigdy nie słyszał, by Hitchcock kiedykolwiek żałował swoich „żarcików”. Jego zdaniem były one jedynie umoralniającymi lekcjami dla napuszonych samochwalców i nikogo innego nie krzywdziły.

NOWY ROK = NOWY JA, CZYLI SŁÓW KILKA O NOWOROCZNYCH POSTANOWIENIACH

Fot. http://m.dziennik.pl/wiecej/zdrowie/profilaktyka/zdrowotne-postanowienia-noworoczne
Fot. http://m.dziennik.pl/wiecej/zdrowie/profilaktyka/zdrowotne-postanowienia-noworoczne

Wejście w Nowy Rok wydaje się idealną okazją do rozpoczęcia zmian w swoim życiu. Wielu z nas pieczołowicie przygotowuje listę postanowień, ale tylko nielicznym starcza motywacji, by je urzeczywistnić. Co zatem robić, by chciało się chcieć? Wystarczy przestrzegać trzech prostych zasad.

Po pierwsze, imaginacja

Największa moc człowieka kryje się w umyśle. Od kilku lat znane nam są wyniki badań wykazujące, iż samo myślenie o ruchu powoduje poruszenie włókien mięśniowych. Podobnie jest z marzeniami. Trenerzy rozwoju personalnego zachęcają nas do wyobrażania sobie własnej osoby na najwyższym podium. Im bardziej wczuwamy się w rolę, tym większe prawdopodobieństwo, że osiągniemy sukces. Zwycięstwo sportowców także w równym stopniu zależy od prawidłowego wykonywania technik psychologicznych, co fizycznych, o czym nie omieszkało się wspominać w przypadku Adama Małysza. By jeszcze bardziej pobudzić wyobraźnie, niektórzy zalecają stworzenie tablicy z wizerunkiem przedmiotów kojarzących się z osiąganym celem.

Po drugie, „dziennik postępów”

Codzienne notowanie swoich postanowień z uwzględnieniem odpowiednich przypisów „sukcesu” lub „porażki” (w zależności od tego, czy zadanie zostało przez nas zrealizowane), z pewnością, daje możliwość dużej kontroli nad naszymi planami. Dodatkowym czynnikiem motywacyjnym może być wyznaczenie sobie nagrody za określoną ilość „sukcesów” lub kary, dla tych, którzy wolą samobiczowanie.

Po trzecie, inspiracja

Niby wszędzie słyszymy, by nie oglądać się na innych, ale czasem historie z cyklu „od zera do bohatera” potrafią dać większego kopa do działania niż litry napojów energetyzujących.
Jedną z takich opowieści o bezdomnej niegdyś projektantce mody, która dziś ma własną firmę, możesz przeczytać .
tutaj.

WSZYSTKO BYŁO LEKKO DZIWNE, CZYLI SPOTKANIE STUDENTÓW UAM Z JERZYM RADZIWIŁOWICZEM

3. grudnia w uczelni UAM, w budynku Collegium Maius miało miejsce spotkanie z jednym z najbardziej charyzmatycznych aktorów, Jerzym Radziwiłowiczem. Spotkanie odbyło się w ramach projektów unijnych i miało formę wykładu pt. Medialny wizerunek aktora, czyli jak dziennikarze powinni mówić/mówią o aktorach.

Fot. http://www.filmweb.pl/person/Jerzy+Radziwi%C5%82owicz-471
Fot. http://www.filmweb.pl/person/Jerzy+Radziwi%C5%82owicz-471

W rzeczywistości jednak formuła spotkania zbliżona była bardziej do wywiadu połączonego z panelem dyskusyjnym. Całe spotkanie można zaliczyć do średnio udanych. Strasznie raziła niekompetencja organizatorów. Spotkanie rozpoczęło się pokazem skróconego filmowego emploi aktora, z którego, jak sam zauważył, można było wywnioskować, iż większość jego ról to postacie duchownych lub robotników. Ponadto, wypowiedzi pana Radziwiłowicza poprzedzone były krótkimi zwiastunami seriali ,w których grał, jakoby zakładając, że aktor jest dla przybyłych raczej mało znaną postacią. Nadmienię, że w uczelni mieści się Katedra Filmu Telewizji i Nowych Mediów.

Jednak najmniej przygotowanymi do samego spotkania okazały się być prelegentki i przygotowane przez nie pytania np. o to, czy jako tłumacz z języka francuskiego pan Jerzy umieszcza w tekście dramatów wskazówki mające pomóc aktorom w odtwarzaniu roli. Poza tym najbardziej chyba absurdalnym pytaniem, pojawiły się standardowe pytanie dotyczące różnicy między aktorstwem w filmie i serialu. O czym aktor nie chciał zbyt wiele opowiadać, dając do zrozumienia, iż ma do tego zagadnienia raczej ambiwalentny stosunek.

Publiczność również nie wykazała się zbyt wielką erudycją. Na szczęście, Jerzy Radziwiłowicz jako wielki aktor i człowiek wielkiej kultury potrafił udzielić stosownych odpowiedzi, które być może przez innych aktorów uważane zostałyby za zbyteczne. Najciekawszą informacją z całego spotkania było ujawnienie negatywnego stosunku aktora do metody Stanisławskiego.

Radziwiłowicz odpowiedział też na, często stawiany mu, zarzut niechęci udzielania wywiadów. Powiedział, iż bardzo lubi dyskutować, lecz nie cierpi często powtarzających się pytań, które po prostu stają się nudne. Dowodem tych słów jest wydana niedawno książka pt. Wszystko jest dziwne, której zawartością są rozmowy aktora ze znanym krytykiem Łukaszem Maciejewskim. Pan Jerzy wyraźnie zaznaczył swoje stanowisko, iż, tym co najbardziej ceni jest rzetelność, czego z pewnością organizatorom tego spotkania zabrakło.

BY KINOMAN CZYSTE SUMIENIE MIAŁ …

Grudzień uchodzi za miesiąc podsumowujący cały ubiegły rok. W Poznaniu miesiąc ten traktowany jest jako okres służący nadrabianiu zaległości, przynajmniej tych filmowych. A, by kinoman czyste sumienie miał… winien obejrzeć największe (jedne z większych) hity minionego roku.

http://pl.smeet.com/blog/2011-11-29/kino-na-niedziele-4xii2011
http://pl.smeet.com/blog/2011-11-29/kino-na-niedziele-4xii2011

W piątek 13. Multikino Malta i Multikino 51 dają nam szansę na obejrzenie najlepszych thrillerów roku: Labiryntu, Stokera, Panaceum (obok wielkiego Liberace’go ostatni film Soderbergha)oraz przedpremierowo Oldboy. Zemsta jest cierpliwa.
Start o 22:00.
Ceny biletów 25-38zł.

W sobotę 14. Kino Pałacowe przy okazji premiery remaku Oldboya w reżyserii Spike’a Lee, przypomina dwa pozostałe filmy z trylogii zemsty w oryginale, reżyserowanej przez Parka Chan-wooka. Jeśli ktoś nie skorzystał z ostatniej (identycznej) oferty Kina Muza, zachęcam.
Start o 21:00
Bilety w cenie 10zł.

Skoro o Muzie mowa. Tanie Czwartki proponują najbardziej zróżnicowaną ofertę. Znajdziemy tu najbardziej oczekiwane i nagradzane filmy roku, dodatkowo w bardzo przystępnej cenie 8zł. Pełny repertuar zobaczycie tutaj.Ja wymienię tylko te propozycje, które wydają się najciekawsze:

– najnowsze dzieło Allena, ponoć najlepsze z najnowszych jego dzieł Blue Jasmine
– ostatnia częśc trylogii o prawdzie miłości Przed północą
Chcę się żyć
W imię, czyli kontrowersja wg Szumowskiej
Kongres, czyli na poły animowana adaptacja Lema

12. w czwartek o godz. 18:00 Multikino w Starym Brovarze zaprasza na nieco mniej filmowe, ale na pewno nie mniej kulturalne wydarzenie – pokaz baletu Dziadek do orzechów z legendarnego Teatru Maryjskiego w Petersburgu.
Cena biletu: bardzo zróżnicowana, do sprawdzenia na stronie kina

„WIELKIE LIBERACE” CZYLI WIELKI BLICHTR

http://www.t-mobile-trendy.pl/artykul,6058,wielki_liberace_wideo,konkurs_nowe_horyzonty,219.html
http://www.t-mobile-trendy.pl/artykul,6058,wielki_liberace_wideo,konkurs_nowe_horyzonty,219.html

Ostatni film Stevena Soderbergha opowiada o życiu jednego z największych showmanów świata. Film w zamyśle wyprodukowany na ekrany telewizorów, dwa tygodnie temu trafił na ekrany polskich kin. Na decyzję tę z pewnością wpłynął fakt, iż Wielki Liberace na pierwsze miał Władziu, z racji swoich polskich korzeni. Nie od dziś wiadomo, że Polacy to dumny naród… ale i bogobojny, a Władziu swego żywota w zgodzie z boskimi doktrynami raczej nie prowadził.

Mimo przejawiającego się w scenografii i kostiumach blichtru, Wielki Liberace do wyświetlania na wielkim ekranie raczej się nie nadaje. Od strony formalnej film jest przezroczysty, nie znajdziemy tu, tak modnych ostatnio, eksperymentów. Ot, zwykła opowieść o dość niezwykłej postaci. Choć na tle współczesnych gwiazd niektórzy ,zapewne i z tym stwierdzeniem, gotowi są polemizować.

O Wielkim Władku mało się dziś mówi. Niewielu kojarzy postać, która niegdyś dorobiła się aż 160 fanklubów. Po obejrzeniu filmu Soderbergha nadal będziemy czuli niedosyt wiedzy na temat osiągnięć byłej gwiazdy estrady. Co prawda, na ulotkach czytamy, iż jest to opowieść skupiająca się na związku Liberace – Scott Thorson. Jednak po seansie, czułam pewien niedosyt.

Niedosyt odczułam również z innego powodu. Po fabule opartej na biograficznych wydarzeniach nie powinno oczekiwać się zbyt wiele. Mimo to spodziewałam się zobaczyć nieco bardziej skomplikowaną historię niż homoseksualna wersja kopciuszka bez happy endu. Czy też, jak niektórzy wolą, naiwnego blondyna z marzeniami o lepszych życiu.

Film opowiedziany jest z punktu widzenia ów wykorzystanego blond kopciuszka. Całe szczęście, że książę i jego królestwo byli dość nietypowi. Kicz w którym lubował się Liberace jest w filmie wszechobecny. Nawet twarze byłych kochanków, z czasem są nim znaczone.

Największym fenomenem filmu, bez wątpienia, jest jednak Michael Douglas. Większość krytyków rolę Liberace’go uważa za najlepszą w jego karierze. Aktor jako Liberace jest fenomenalny. Świetna charakteryzacja sprawiła, iż widz ma problem z identyfikacją odtwórcy roli. Douglas jest nie do poznania. Mimo to, niektórzy filmoznawcy są zdania, iż rola w ostatnim filmie Soderbergha, nie odbiega od dotychczasowego emploi Douglasa. Bo i tutaj gra playboya, z tą różnicą, że jego podboje stanowią przedstawiciele tej samej płci.

Wielkiego Liberacego obejrzeć warto, głównie dla popisów Douglasa. Wątpię jednak, by wielki ekran był do tego niezbędny. Warto wziąć pod uwagę intencje reżysera odnośnie wyboru nośnika. Może to nie przypadek, że kiczowata historia, zatopiona w kiczowatej otoczce, miała być przedstawiana przez równie przepełnione kiczem medium.

TYDZIEŃ POD ZNAKIEM TAŃCA

W tym tygodniu czekają nas aż trzy wydarzenia taneczne!

W środę w Klubie Dragon będziemy mogli zobaczyć solo performance „Uziemiona” w wykonaniu Pauliny Grochowskiej. Tytuł stanowi metaforę kondycji współczesnego artysty, który często, by zaistnieć zmuszony jest ulegać kompromisom. Nierzadko się zdarza, że rezultatem takiego działania jest zatracenie własnego „ja”, zanik indywidualności i w końcu, samej sztuki, słowem istne uziemienie.

„Uziemienie” uziemieniem jednak nie będzie. Autorce a zarazem aktorce, taki scenariusz zapewne nie grozi. Wystarczy spojrzeć na ekipę zajmującą się realizacją przedsięwzięcia. Skromne grono raczej nie wywierało na aktorce zbytnich nacisków. Kolejnym gwarantem może być życiorys Grochowskiej. Aktorka, tancerka, absolwentka prawa i dyplomowany instruktor tańca… – ta dziewczyna z pewnością wie, czego chce i jak widać, zna receptę na to, w jaki sposób osiągać swe cele.

miejsce: Klub Dragon
data: 4.12. godz: 20:00
bilety: 10zł

Kolejne wydarzenie to najnowsza premiera Polskiego Teatru Tańca. Spektakl „Volta” jest uniwersalną opowieścią o jednostce i jej konfrontacji z grupą. Ukazuje ambiwalencje uczuć, strach przed odrzuceniem, ale i zarazem obawę przed zawarciem bliższej relacji. „Volta” obiera sobie za cel ukazanie mechanizmów, które rządzą wówczas człowiekiem i ich wpływ na dalszą egzystencję. Choreografem spektaklu jest Andrzej Adamczak, laureat Ogólnopolskiego Konkursu Tańca im. W. Wiesiołłowskiego w Gdańsku oraz II Ogólnopolskiego Konkursu Baletu Najmłodszych Tancerzy.

miejsce: MP2 na Międzynarodowych Targach Poznańskich (ul. Głogowska 14)
data: 7,8.12. godz: 20:00
bilety: 30zł ,50zł

Niedziela to prawdziwe święto dla wielbicieli tańca. W Poznaniu zawita Moscow City Ballet. Jak wiadomo, rosyjskie balety uchodzą za najlepsze na świecie. A ich osiągnięcia stawiane za wzór wyznaczają nowe standardy. Pisząca recenzje prasa, wprost prześciga się w wyliczaniu superlatyw. Na sukces rosyjskiego baletu ma wpływ bardzo wiele czynników, jednak największym z nich są tancerze, którzy winni być perfekcyjni w każdym calu. Oprócz zdobytych w wyniku morderczego treningu umiejętności, wymaga się od nich idealnej sylwetki, w której stosunek długości nóg do wzrostu winien wynosić 52%.
Moscow City Ballet przedstawi dwa najbardziej klasyczne spektakle „Jezioro Łabędzie” oraz „Dziadka do orzechów”. Warto skorzystać z tej okazji. Perfekcyjnie wykonana klasyka to przecież prawdziwa sztuka.

miejsce: MP2 na Międzynarodowych Targach Poznańskich (ul. Głogowska 14)
data: 8.12. godz: 19:00, 15:30
bilety: 110-150zł

Taniec jest jedną z najdoskonalszych form kontaktu z nieskończoną inteligencją– powiedział P.Coello. W tym tygodniu mamy zatem świetną okazję, by sięgnąć Absolutu.

NIE BĄDŹ OFF WOBEC FILMU – O ZBLIŻAJĄCYM SIĘ OFF CINEMA

plakat-Off-Cinema-2013
plakat-Off-Cinema-2013

W tym tygodniu czeka nas kolejne ważne wydarzenie na kulturowej mapie Poznania. W dniach 20-24. listopada odbędzie się XVII edycja Festiwalu Filmów Dokumentalnych OFF CINEMA.

Prócz filmów konkursowych będziemy mogli zobaczyć współczesne dokumenty rosyjskie, polskie dokumenty animowane, poznańską szkołę dokumentu oraz sekcję kina światowego, w której wyświetlane będą prawdziwe hity ostatnich lat tj. „Sugar Man”, „Wyjście przez sklep z pamiątkami” , czy nagrodzony Złotym Niedźwiedziem „Cezar musi umrzeć”.

Poza tym, na wielkim ekranie wyświetlony zostanie film Mariana Marzyńskiego „Nigdy nie zapomnij kłamać”. Jak czytamy na stronie festiwalu film „jest opowieścią o dzieciach wyprowadzonych z warszawskiego getta i ukrywających się po aryjskiej stronie. Zarówno postać reżysera, jak i wątek jego biografii związany z Holocaustem dominują w całym opowiadaniu filmowym.” Wywiady z ocalałymi, reżyser przeprowadza w scenerii, która była świadkiem ich tragicznych wydarzeń, co bardzo wpływa zarówno na bohaterów jak i dramaturgię całego filmu.

Tegoroczna edycja skupia się przede wszystkim na przypomnieniu sylwetek dwóch wybitnych polskich dokumentalistów Kazimierza Karabasza i Władysława Slesickiego. Filmy tego drugiego podzielone zostały na dwie sekcje: Filmy dokumentalne i Dokumentalista w fabule (tutaj m.in. pokaz „W pustyni i w puszczy”). Oprócz tego będziemy mięli okazję zobaczyć poświęconą Ślesickiemu wystawę (wernisaż w czwartek 21.11. g. 18.30 Hol Wielki).

Nowymi wydarzeniami festiwalu są: Lightskin – performance, czyli „performance, w którym kompozycja świetlna tworzy na ciele tancerki egzoszkielet” oraz Fotoszorty, będące sekcją krótkometrażowych filmów poświęconych tematyce fotografii, których autorami są studenci II i III roku filmoznawstwa UAM. Innowacją będzie również wręczenie statuetki Platynowego Zamku K. Karabaszowi za całokształt twórczości. Niestety wszystkie wydarzenia będą dostępne na specjalnych pokazach dostępnym tylko dla osób z wejściówkami. Więcej o biletach, jak i o harmonogramie przeczytacie na stronie festiwalu .

OFF CINEMA oprócz zdobycia wiedzy teoretyczno-filmowej, oferuje również poszerzenie umiejętności praktycznych w zakresie:
– krytyki filmowej, której warsztaty poprowadzi Wojciech Kałużyński
– fotografii otworkowej, prowadzący: Paula Wojnik i Michał Zieliński
– języka filmu dokumentalnego, prowadzący: Maciej Cuske
– kręcenia filmu, prowadzący: Piotr Majdrowicz (tylko dla uczniów szkół średnich)
– reportażu filmowego, prowadzący Beata Demianowska i Paweł Zabel (finalny projekt stworzony na warsztatach zostanie zaprezentowany podczas Uroczystego Zakończenia Festiwalu)
– pitchingu filmowego

„Praca dokumentalisty polega na szukaniu drobnych elementów, składających się na – mówiąc nieskromnie – prawdę o człowieku. Uważne obserwowanie i gromadzenie szczegółów, z których składa się życie, jest w stanie taką prawdę uchwycić.” Kazimierz Karabasz

ZABÓJCY I ICH MOTYWY – CZYLI KILKA TYSIĘCY WERSJI NA TEMAT ŚMIERCI J.F.K.

22. listopada mija dokładnie 50. Rocznica zamachu na Johna F. Kennedy. W związku z okrągłą rocznicą, filmowcy pokusili się o przypomnienie zdarzenia, które dla amerykańskiego społeczeństwa stanowiło wówczas istną tragedię. To, jak bardzo Amerykanie przejęli się śmiercią prezydenta zostało świetnie ukazane w serialu Mad Man.

http://www.youtube.com/watch?v=aXOJaz_S8ms

Na pierwszy rzut oka, tak emocjonalna reakcja ze strony amerykańskiego społeczeństwa może dziwić. Początkowo zastanawiałam się, czy Polacy równie mocno przejęliby się śmiercią swojego prezydenta? Dzisiaj jednak, obserwując jaka traumę na niektórych obywateli wywarł Smoleńsk, już mnie to w ogóle nie dziwi.

Zabójstwo J.F.Kennedy uważa się za wydarzenie budzące najwięcej kontrowersji w dziejach Ameryki. Statystyki podają, ze tylko 25% obywateli wierzy w oficjalną wersję podaną przez rząd. Pozostała część, mimo iż, złapano mordercę, który przyznał się do zbrodni, nadal prześciga się spekulacjach na ten temat.
Niektórzy podają, ze zabójstwo zleciła żona prezydenta. Jackie rzekomo miała strzelić z pistoletu, który był ukryty w pluszowej maskotce. Motywem jej działania miały być notoryczne zdrady męża. Inni twierdzą, że zabójstwa dopuścił się drugi mąż Marilyn Monroe. Jeszcze inni, jako mordercę podają widocznego na archiwach mężczyznę z parasolem, w którym miała być ukryta „zatruta igła”.

Kennedy mimo, iż cieszył się uznaniem i sympatia wśród społeczeństwa, miał też wielu wrogów. Nie wszystkim podobały się podejmowane przezeń działania. Jednym z nich, jest z pewnością czystka dokonana w CIA, będąca odpowiedzią prezydenta na udział agencji w zamachu stanu w Wietnamie Południowym. Pokojowe nastawienie Kennedy’ego w stosunku do odbywającej się w Wietnamie wojny, miało się nie spodobać tez właścicielom przemysłu zbrojeniowego. Wrogami prezydenta mieli być również nie dający wiary w życie pozaziemskie, racjonaliści. Kennedy miał ponoć wkrótce wyznać prawdę na temat UFO.

Więcej na temat domniemanych zabójców i ich motywacji możecie przeczytać tutaj. Jednak i ten artykuł nie zawiera wszystkich domniemań. Lista spekulacji oscyluje wokół ośmiu 8 tysięcy. Tyle bowiem, ukazało się publikacji na temat zamachu sprzed półwiecza. Jak słusznie zauważa autor powyżej poleconego artykułu, nie tylko w Polsce istnieje zamiłowanie ludzi do snucia sensacyjnych, spiskowych opowieści. W Ameryce można spotkać równie absurdalne twory jak komisja Macierewicza.

Ale dość już historii i polityki, czas na kulturę. Jak już wspomniałam, pięćdziesięciolecie zamachu jest świetną okazją do ukazania go na ekranie.

We wrześniu premierę miał film opowiadający o pobycie Kennedy’ego w szpitalu, tuz po tragicznym wydarzeniu. „Parkland” skupia się przede wszystkim na pracownikach szpitala jak i na świadku tragedii, który zdołał zarejestrować ją na kamerze. Jedną z gwiazd „Parklandu” jest wcielający się w rolę lekarza, Zac Efron.
http://www.youtube.com/watch?v=SgPjt_BRLvY

Kolejnym filmem, jest zrealizowany dla National Geographic „Killing Kennedy”. W Polsce prosperujący pod tytułem „Zamach na Kennedy’ego”. Fabuła skoncentrowana jest, nie tylko na życiu prezydenta, ale także na życiorysie jego zabójcy. Film jest ekranizacją, wydanego w ubiegłym roku, bestsellera (2 miliony sprzedanych egzemplarzy) o tym samym tytule. Jego autorem jest prezenter telewizyjny Bill O’Reilly, który stara się udowodnić, ze zabójca prezydenta nie działał w pojedynkę.

Jeśli zainteresował was temat śmierci Kennedy’ego, a po obejrzeniu powyższych filmów nadal czujecie niedosyt, możecie sięgnąć po starsze produkcje, tj. (Abstrahując od filmów dokumentalnych, których jest naprawdę sporo.)

„J.F.K”, czyli przeszło trzygodzinne śledztwo Olivera Stonea, z 1991r. W roli głównego bohatera, czyli prokuratora, który pragnie dowiedzieć się kto stoi za śmiercią prezydenta, wciela się Kevin Costner. Film otrzymał dwa Oscary za zdjęcia i montaż.

Jeśli wolicie seriale również się nie zawiedziecie. Mało tego, i tu macie wybór.

Kennedy

Pierwszy serial nakręcono w roku 1983. Łączny czas trwania wynosi ok. 5h. Fabuła obejmuje 3 lata życia Kennedyego, od zaprzysiężenia, aż do śmierci. Serial uhonorowany został statuetką BAFTA w kategorii „Najlepsza charakteryzacja”.

Rodzina Kennedych

Kolejny serial powstał w 2011r. i wywołał sporo zamieszania. Początkowo, żadna stacje nie chciała go wyemitować ze względu na kontrowersyjne treści. Pikanterii dodawał fakt, iż córka prezydenckiej pary robiła wszystko, by ów serial nie ujrzał światła dziennego. Jej zdaniem sporo wydarzeń przedstawionych w serialu rozmija się z prawdą. Znamienny jest fakt, iż ośmioodcinkowy serial prócz losów samego prezydenta, przedstawia również dzieje całego rodu Kennedych. Dzięki stacji Reelz Channel, która zdecydowała się zaryzykować i zakupić prawa do emisji „Rodziny Kennedych”, serial święci dziś triumfy. Jest porównywany nawet do sławnej sagii włoskiej rodziny mafijnej. Produkcja kosztowała 30 mln dolarów. W postać Jackie wcieliła się Kate Holmes.

Fot. http://www.imdb.com/title/tt1717092/
Fot. http://www.imdb.com/title/tt1717092/

„Amerykanin lubi mieć do czynienia z wielką łatwizną albo z niebosiężnymi trudnościami; kiedy trzeba być pośrodku, zaczynają się z nim kłopoty.”

J.F.Kennedy

CZAS TO PIENIĄDZ, A JAK PIENIĄDZ TO I REKLAMA…

Dziś idę do kina. To decyzja nieodwołalna. Pójdę do kina, kupię pyszne ociekające serowym dipem nachosy. A co tam… Niech mnie w całości pochłonie kinowa atmosfera.

Fot. http://www.dcmagic.pl/
Fot. http://www.dcmagic.pl/

Siadam więc w wygodnym fotelu, rząd D miejsce 8. Siadam i patrzę. Patrzę i jem. Jem i liczę… Jeden nachos, druga reklama, czwarty nachos, piata reklama, szósty… Puste pudełko! Po przekąsce ani śladu, a bloku reklamowego ciąg dalszy. Ona (ta na ekranie)je chipsy, a ja jestem głodna! Zerkam na zegarek 20:35, spoglądam na bilet 20:00.

Współczesny blok reklamowy w kinie trwa około 30 minut. Ba, odnotowano przypadki nawet o 20 minut dłuższe!
Widzowie mają tego dość. W ramach protestu utworzono profil na facebooku o jakże dźwięcznej nazwie <em>bojkotujemy reklamy w kinie. Akcja nie kończy się jednak wyłącznie na klikaniu lubię to. Założyciel profilu zachęca do stawiania się na seansie 20 minut później niż godzina, która została wybita na bilecie. Jak sam argumentuje „fizyczne” opóźnienie wejścia na salę ma dać do zrozumienia iz oglądanie reklam NAS nie interesuje. Niektórzy zarzekają się nawet, iż nie będą w ogóle chodzić na seanse do multipleksów. Wątpliwe jednak, by dotrzymali obietnicy. Bo, gdzie indziej obejrzą wysokobudżetowe ekranizacje komiksów?

Wielu oponentów posługuje się argumentem, iż czas to pieniądz. Skoro tak, to czy zdolni są zapłacić więcej za seans pozbawiony reklam?

Jak wiadomo, sprzedaż biletów to jedynie część przychodów. Większość zysku zapewniają produkty gastronomiczne. Cóż z tego, że przekąski kosztują trzy razy więcej niż w zwykłym sklepie, skoro jestem w kinie mogę sobie na nie pozwolić. Raz nie zawsze…

Podobną zasadą kierują się właściciele kin serwujących pakiet kilkudziesięciominutowych reklam. Statystyczny widz, nie często ma okazję zobaczyć reklamy na dużym ekranie. A skoro dzięki temu ma zapłacić kilka złoty mniej za bilet, to dlaczego miałoby mu to przeszkadzać? Tym bardziej, że organizowane już od kilku lat Noce reklamożerców cieszą się coraz większym powodzeniem.

W Polsce nie ma żadnych uregulowań prawnych odnoszących się do długości emisji bloku reklamowego w kinie. Co prawda, niektórzy prawnicy doszukali się kruczka w postaci naruszenia zbiorowych interesów konsumentów w rozumieniu ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, jednak większość z nich nie daje szans na przebicie się tego argumentu w sądzie.

Zatem nie pozostaje nam nic innego jak uzbroić się w cierpliwość, a długie reklamy uznać, ot za jeden z elementów magii kina.

Co do wspomnianego powyżej bojkotu w serwisie społecznościowym, radziłabym protestować przeciw głupim reklamom, a nie reklamom w ogóle. Za motto obrałabym przewodnią myśl jednego z rekinów branży reklamowej, Davida Oglivy:

Konsument nie jest idiotą. To twoja własna żona. Nie obrażaj jej inteligencji.

IDA: STARE ZNACZY NOWE

„Ludzi zjednuje się nie apelowaniem do ich rozumu, lecz do ich emocji i pragnień.”

„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski (źródło: materiały prasowe dystrybutora)
„Ida”, reż. Paweł Pawlikowski (źródło: materiały prasowe dystrybutora)

Wypowiedz Arystotelesa wydaje się być trafną odpowiedzią na pytanie, na czym tak naprawdę polega fenomen najnowszego filmu Pawła Palikowskiego.

Ida uhonorowana została aż dziesięcioma nagrodami, w tym dwiema statuetkami Złotego Lwa na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie zresztą okrzyknięto ją nową jakością w polskim kinie. Szturmem zdobyła uznanie krytyków jak i publiczności.

Ida jednym z tych filmów, których się ju dzisiaj nie robi, a za którymi wszyscy tęsknią. Filmem zmuszającym do myślenia, gdzie nic nie jest powiedziane wprost, a odbiór zachodzi raczej w sposób intuicyjny. Filmem mówiącym szeptem tam gdzie inni krzyczą, w którym milczenie jest srebrem, a złoto obrazem.(Tak, o wielkości filmu Pawlikowskiego świadczy chociażby fakt, ze opisujący go krytycy posługują się sformułowaniami, których nie powstydziłby się sam Paulo Coello.)

Film pod względem fabularnym jest raczej ubogi. Tytułowa Ida jest sierotą wychowywaną przez siostry zakonne. Tuż przed złożeniem ślubu, w klasztorze zjawia się jej ciotka obwieszczając nowiny o jej pochodzeniu i losie jaki spotkał jej rodziców. Razem wybierają się w „podróż”, by odkryć miejsce ich pochówku, przy okazji odkrywając również siebie.Tak jak w starych filmach, akcji nie ma tu zbyt wiele. Sam reżyser w jednym z wywiadów rzekł, iż bardziej od zwykłej narracji interesują go bohaterowie, ciekawa psychologia postaci, pejzaże i zdjęcia. Wypowiedz podsumował sformułowaniem, że po prostu lubi stwarzać swój własny świat.

Akcja filmu toczy się w latach 60. Czasach, które reżyserowi najbardziej utkwiły w pamięci, które równocześnie kojarzy z Polską w ogóle. Paweł Pawlikowski wyemigrował z ojczyzny mając 15 lat. Od tego czasu sporadycznie odwiedzając nasz kraj, tworzył wyłącznie zagranicą, gdzie odnosił niemałe sukcesy. Brytyjczycy zachwycali się nim obwołując go zbawcą brytyjskiego kina. Filmy robione przez Pawła Pawlikowksiego na pewno odróżniały się na tle brytyjskich produkcji. Posiadały element obcości wynikający z polskiego pochodzenia. Ten sam element dostrzec można również w Idzie. Zastanawiam się, czy wychowany i żyjący wciąż na polskim gruncie reżyser mógłby stworzyć tak ascetyczne, wolne od jakichkolwiek kontrowersji dzieło?

Lata 60. W sposób szczególny utkwiły w pamięci reżysera Idy, co zresztą widać na ekranie. Estetyka i sposób narracji przypomina wczesne filmy Polańskiego, Hasa, czy Kawalerowicza. Nietrudno o skojarzenie z Matką Joanną od Aniołów.. Oprócz sióstr zakonnych i wspaniałych kadrów, odesłanie do filmu Kawalerowicza potęguje grająca matkę przełożoną Halina Skoczyńska. Odzianej w habit aktorce trudno odmówić podobieństwa do Lucyny Winnickiej. Wspominając o kadrach, należy zwrócić uwagę na ich niesymetryczność, są jakoby ucięte. Często wydają się zbyt ucięte od dołu, zwierając zbyt dużo przestrzeni u góry. Jednak i tu doszukać się można satysfakcjonującego wyjaśnienia, jako środek poetycki wyrażający metafizyczność, być może zagubienie w świecie postaci. Żadne z ujęć nie wydają się być przypadkowe.

Ida tak naprawdę jest filmem drogi. Mimo, iż bohaterki udają się do jednego konkretnego miejsca, duchowo gnają przed siebie, w nieznane. Obie outsiderki, żyjąca w odizolowaniu od świata zakonnica i druga będąca sędzią, stróżem prawa, którego zaakceptować jednak nie chce. Co uwidacznia zresztą scena odmówienia zapłacenia mandatu za jazdę po pijaku i zasłanianie się immunitetem. Jedna cicha i pokorna, druga żyjąca w myśl zasady carpe diem. Całkiem inne, z czasem jednak się zaprzyjaźniają. Uczą się życia od siebie nawzajem. Pawlikowski mówi, że do napisania scenariusza inspiruje go przede wszystkim psychologia postaci. Na ekranie to widać. Postaci z pewnością nie są jednoznaczne. Ich buntowniczość wypełza z nich niespodziewanie. Działanie bohaterek dodatkowo determinują okoliczności, w których się znajdują. Nowe informacje na temat śmierci rodziców, czy też w przypadku Idy zbliżające się śluby, wzmagają intensywność przeżyć i tempo wydarzeń, tak jak ma to miejsce w klasycznym kinie drogi. I tak jak w klasycznych jego przedstawicielach, bohaterki muszą zdecydować o swoim jestestwie, jak być, gdzie być i czy w ogóle być…

Reżyser zapytany o wymowę swych filmów odpowiada, że chce pokazać widzom tajemniczy i czasami dwuznaczny świat; postacie, które żyją; odkryć coś nowego i świeżego. Rozterki bohaterek na pewno nie są dla współczesnego widza czymś nowym, ale sposób ich ukazania i owszem. Jest to powrót do lat świetności polskiego kina, kiedy „mniej znaczyło więcej”. Ida jest powrotem, który stare znaczy nowym.