Fot. http://4.bp.blogspot.com/-3GKBjH3E27I/VFVWqOXukqI/AAAAAAAAPzc/r1MOdplzHHU/s1600/ZygmuntMi%C5%82oszewskiZiarnoPrawdy.jpg

JAK NAPISAĆ DOBRZE SPRZEDAJĄCY SIĘ KRYMINAŁ – CZYLI „ZIARNO PRAWDY” Z. MIŁOSZEWSKIEGO

Książka Zygmunta Miłoszewskiego „Ziarno prawdy” jest skonstruowana tak, jakby autor przy pisaniu korzystał z poradnika dla rzemieślników „Jak napisać dobrze sprzedający się kryminał”, który w dodatku da się zekranizować.

Główny bohater, prokurator Teodor Szacki, to połączenie Jamesa Bonda, Sherlocka Holmsa i Brudnego Harrego. Ten maniak seksualny, który w każdej kobiecie widzi obiekt pożądania dla dodania sobie pewności siebie klnie przy każdej okazji jak szewc, ma niesłychanie wysokie mniemanie o sobie, uważa się za człowieka wysoce inteligentnego, podejmującego szybkie decyzje jak wybitny oficer frontowy. Kiedy przychodzi do działania jego decyzje okazują się nierozważne, nieprzemyślane i lekkomyślne. Taka postawa doprowadzi do śmierci dwóch osób, kalectwa trzeciej a nawet własnego poturbowania. Jak przystało na bohatera podrzędnego filmu kryminalnego nie ma sobie nic do zarzucenia, wprost przeciwnie, publika lubi takie mocne postaci, publika kupuje taką narrację w stylu zabili go i uciekł.

Powyższy wstęp to jeden z elementów jakby wzięty z podręcznika pisania kryminałów. Co powinno znajdować się w chwytliwej powieści? Seks i zbrodnie mamy na samym początku. Dobrze jest kiedy jedno dzieło sztuki odwołuje się do innego, powszechnie znanego i lubianego. W tym wypadku mamy trzy odwołania, jedno do popularnego serialu kryminalnego „Ojciec Mateusz” drugie odwołanie do „Kodu Leonarda da Vinci” Browna a trzecie odwołanie do wigilijnej zbrodni w Zrębinie. Pierwsze odwołanie do serialu wydaje się oczywiste, autor daje widzowi możliwość porównania obrazu na ekranie z opisem i subiektywną oceną miejsc. Komercyjny strzał w dziesiątkę, dla fanów serialu książka staje się niezbędnym swoistym przewodnikiem po mieście.

Jednym z najbardziej znanych i kontrowersyjnych dzieł sztuki w Sandomierzu jest XVIII wieczny cykl obrazów Karola de Prevot poświęcony męczennikom chrześcijańskim, które tworzą „Martylorogium Romanum”. Jednym z obrazów cyklu jest obraz przedstawiający rzeź niewiniątek, którą urządzają Żydzi wykorzystujący krew dzieci na macę. Obraz stał się obiektem polemiki prasowej, po kilku wiekach został zasłonięty dla publiczności aby wyciszyć spory posko-żydowskie. Dla autora jest dowodem antysemityzmu oraz żywotności mitu o mordzie rytualnym. Przy okazji autor opisał inne obrazy cyklu przedstawiające 365 rodzajów śmierci męczenników. Czy może być coś bardziej namacalnego dla czytelnika, czyż trzeba lepszej zachęty. Jedź i zobacz a najlepiej z tą książka, zdaje się podpowiadać autor.

Fot. http://4.bp.blogspot.com/-3GKBjH3E27I/VFVWqOXukqI/AAAAAAAAPzc/r1MOdplzHHU/s1600/ZygmuntMi%C5%82oszewskiZiarnoPrawdy.jpg
Fot. http://4.bp.blogspot.com/-3GKBjH3E27I/VFVWqOXukqI/AAAAAAAAPzc/r1MOdplzHHU/s1600/ZygmuntMi%C5%82oszewskiZiarnoPrawdy.jpg

Co do trzeciego odwołania, zbrodnia zrębińska wielokrotnie opisywana i przeniesiona na ekran filmowy tutaj jest częścią horroru sandomierskiego. Tutaj wszyscy kłamią, przekonuje Szackiego stary sandomierski prokurator, ten który doprowadził do skazania na karę śmierci zbrodniarzy zrębińskich.

Nic tak nie pomaga w reklamie dzieła sztuki jak skandal. Autor doskonale o tym wie, ba! Nawet przyznaje się do tego opowiadając o przygotowaniach do kolejnych przygód Szackiego w Olsztynie: „To rodzinne miasto mojej żony, jestem w nim zakochany, ale to, co wyrabiają tam władze irytuje mnie ogromnie, dlatego pewnie tym razem skończy się na kilku procesach”. Poszukajmy więc w powieści, co w założeniu autora miało wywołać skandal. Nagminne i nieznośne porównania kawiarni, cukierni a nawet ulic do stolicy, autor lubuje się w wymienianiu nazw lokalów gdzie podają beznadziejną kawę. I tu klapa, skandalu nie ma ale zaciekawienie czytelników opisanymi miejscami. Małym skandalem okazało się powielenie niesmacznego żartu o aktorze Arturze Żmijewskim: „Jak kręcili Ojca Mateusza, to uchlał się tak, że wymagał hospitalizacji. Musieli mu wyrównać elektrolity”. Dopiero kiedy Sandomierzanie wycofali się z promocji książki autor przyznał, że popełnił błąd a powielona plotka dotyczyła innej osoby.

Polactwo, patrioctwo, żydostwo emanuje z każdej kartki książki, ponadto ma się wrażenie, że autor uprawia swoistą publicystykę antyklerykalną. Szczytem zacietrzewienia (jakby rodem z forum internetowego) jest opinia, że Sandomierzanie, wybudowali pomnik papieża na Błoniach aby nie można tam było zorganizować żadnej imprezy oprócz bogobojnej. Takie opinie włożone są w przemyślenia Szackiego, który ciągle porównuje Sandomierz do utraconej stolicy, nota bene Warszawa zafundowała sobie podobną pamiątkę w postaci krzyża na placu Piłsudskiego. Autor powieści nie kryje swojego stosunku do żołnierzy wyklętych, bojówek narodowców oraz antysemityzmu miejscowych. Wydawało by się, że poruszając te tematy skandal albo protesty miejscowych są murowane. A tu nic z tych rzeczy, kolejne pomysły na skandal nie wypaliły. Wygląda więc na to, że wątek polsko-żydowski zajmuje bardziej przybyszów z warszawki niż miejscowych, w tym kontekście niepoważnie wyglądają opisy jakoby w czasach dzisiejszych ludzie bali się posyłać dzieci do szkoły z powodu grożącego mordu rytualnego. Taka bajka dla dorosłych Warszawiaków, którym się wydaje że wiedzą najlepiej. Ba, dla samej intrygi kryminalnej wątek żydowski jest zbędny. Można się zastanawiać czy motyw mordu rytualnego nie jest pretekstem do publicystycznych rozważań na temat antysemityzmu.

Kryminał nie może obyć się bez wątku kryminalnego i zaskakującego zakończenia. Prowadząc intrygę autorzy kryminałów prowadzą z czytelnikiem swoistą grę polegającą na tym, że czytelnik stopniowo nabywa coraz więcej wiedzy aby samemu odkryć zbrodniarza i motywy zbrodni. I tu niemiłe zaskoczenie, mimo tylu opisów dopiero pod koniec dowiadujemy się, że pierwsza ofiara miała piasek za paznokciami a powieszony w beczce miał dziwnie wyglądające nogi. Czujemy się oszukani, że autor złamał niepisaną zasadę. Takich mielizn jest więcej, kiedy dowiadujemy się o kolejnych zniknięciach wydaje się oczywiste, że w akcji zostaną wykorzystane sandomierskie podziemia, no tak my wiemy ale genialny prokurator nie ma o podziemiach zielonego pojęcia, podobnie żałośnie wyglądają poszukiwania prokuratora odpowiedzi, co za przedmiot miała ofiara w ręce. Znak Rodła jest dla geniusza prokuratury odmianą swastyki.

Prokurator Szacki ciagle się śpieszy i pogania podwładnych co kończy się groteskowym aresztowaniem jednego policjanta. Równie groteskowy jest sen dwóch policjantów pilnujących podejrzanego, tak bystro pilnowali, że zauważyła ich znajoma i podała kawę ze środkiem nasennym. Całe szczęście dla prokuratora, że syn warszawskiego znajomego o genialnym słuchu przypadkiem odwiedził Sandomierz i usłyszał to, do czego przez pół powieści nie zbliżył się śledczy.

Cóż można powiedzieć o dialogach powieści? Wydaje się niemożliwe a jednak, wszyscy bohaterowie posługują się tym samym językiem, językiem prokuratora. Tylko niektórzy są mniej wulgarni i nie szafują przekleństwami. 

Podsumowując, autor użył wiele recept aby napisać chodliwą książkę. Chociaż nie wszystkie sposoby wypaliły to chyba ku zaskoczeniu autora książka odniosła sukces wśród czytelników. Dostarczyła autorowi tak potrzebnej gotówki do napisania kolejnej części, teraz już bardziej skandalizującej.

Paulina ZYCH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *