Fot. pochodzi z: http://foto.moon.pl/zdjecie/78097/tytul/Ona-i-On

ROMANS NA UCZELNI – CZYLI JAK WYKŁADOWCY ROZKOCHUJĄ W SOBIE STUDENTKI

Fot. pochodzi z: http://foto.moon.pl/zdjecie/78097/tytul/Ona-i-On
Fot. pochodzi z: http://foto.moon.pl/zdjecie/78097/tytul/Ona-i-On

Natalia ma dwadzieścia trzy lata. Mieszka w Poznaniu i studiuje w jednej z poznańskich uczelni. Zechciała anonimowo opowiedzieć o swojej historii, która przydarzyła się jej nie tak dawno na uczelni.

Przy filiżance herbaty rozmawiałyśmy o nim – starszym mężczyźnie, z kędziorami na głowie, w którym każda studentka widzi wyłącznie nieznośnego belfra. Każda tylko nie Natalia. Zanim zauważyła w nim to, czego nikt inny nie widział trochę czasu upłynęło. Zapytana jak to się zaczęło, odpowiada pokazując jego zdjęcie w internecie:

– Zaczęło się dość banalnie. Przyszłam na egzamin. Podał mi swojego maila, poprosił bym napisała do niego jeszcze tego samego dnia, a on odpowie, czy poprawiłam ocenę. Zależało mi na wysokich stopniach, ponieważ starałam się o stypendium naukowe, a w naszym uniwersytecie trzeba mieć naprawdę wysoką średnią. Oczywiście okazało się, że oceny nie poprawiłam, więc zaprosił mnie na egzamin ustny.. no i się potoczyło.

Natalia wzięła łyk  herbaty, przegarnęła grzywkę z czoła, spojrzała jeszcze na stary zegar z kukułką i zamilkła. Zapytałam wtedy, skąd wiedziała, że wykładowca ją podrywał i czy dawał jakieś sygnały.

– Kiedy odpowiadałam na jego pytania podczas ustnego egzaminu, między wierszami pytał mnie, czy mam dzieci, drugą połowę i czy … lubię chadzać po lesie. Wybacz, ale to raczej nie były pytania związane z egzaminem. Nieco później poprosił mnie o numer telefonu oraz adres zamieszkania i powiedział, że jest to niezbędne, jeśli zechciałabym, aby został moim promotorem. Później pytałam się innych koleżanek, mówiły, że swoim promotorom nie musiały podawać numeru telefonu, ani adresu zamieszkania. Wystarczył tylko mail. To dało mi do myślenia. Byłam przekonana, że na tym egzaminie wszystko się zakończy, myliłam się. Tego samego dnia poszłam z przyjaciółką do pubu opić poprawę oceny. Trochę wypiłam, wtedy on zadzwonił. Zawsze po kilku piwach jestem bardziej otwarta. Zapytał, czy może przyjść do mnie, omówić temat mojej pracy magisterskiej. Od razu się zgodziłam. Dopiero wracając taksówką do domu dotarło do mnie to, co zrobiłam. Złamałam zasady. Nie powinnam przyjmować u siebie w mieszkaniu wykładowców. To zawsze kojarzy się jednoznacznie.. No, ale wreszcie przyjechał do mnie, zaparkował pod samym blokiem. Otworzyłam mu drzwi zmieszana, bo raczej nie miałam zwyczaju przyjmować moich wykładowców we własnym mieszkaniu. Na początku był bardzo uprzejmy. Przywiózł mi literaturę, która mogłaby przydać mi się do pracy. Zaparzyłam sobie i jemu kawę. Byłam pewna, że nie troszczy się tak o wszystkich swoich studentów, ale był naprawdę bardzo uprzejmy. Zauważyłam jednak, że często wpatrywał się w moje nogi i dekolt. Chociaż był powściągliwy. Poruszał tematykę ściśle związaną z pracą magisterską.

– Czyli jednak do niczego nie doszło na pierwszym spotkaniu?  – Przerwałam Natalii

– Doszło… gdybym była trzeźwa pewnie moje usta nie miałyby prawa znaleźć się na jego policzku

– Czyli to ty go sprowokowałaś?

– Niezupełnie. On pierwszy delikatnie położył dłoń na moim kolanie. Wyczuł też to, że nie jestem do końca trzeźwa.

– Na pocałunku się skończyło?

– Tak, za pierwszym razem tak..

– A później?

– Później…jakiś rok później… wylądowaliśmy w łóżku…

– Ale nie byłaś już jego studentką?

– Byłam. Uwierz, miałam wielkiego kaca moralnego.

– Miał żonę?

– Miał, ale wtedy o tym nie myślałam. Gdyby czas się cofnął, pewnie to wszystko wyglądałoby inaczej.

– Myślisz, że wykładowcy miewają romanse ze swoimi studentkami?

– Myślę, że to jest silniejsze od nich samych. Jeśli widzą młodą, atrakcyjną studentkę to nie potrafią się powstrzymać. Zrobią wszystko, by nawiązać z nią kontakt. Zawsze znajdzie się jakiś pretekst. Szkoda tylko, że to wszystko nie ma przyszłości.

– Wiązałaś nadzieje na przyszłość ze swoim wykładowcą?

– Nie, może będę jakimś wyjątkiem, ale nie wiązałam z nim przyszłości, mimo że był moim pierwszym partnerem seksualnym.

– Nie było ci żal? Że właśnie z nim?…

– Absolutnie nie, wiedziałam, że to nie jest ten facet, któremu będę przedstawiać swojej rodzinie. Miałam tego świadomość. Wyznawałam zasadę: carpe diem. Nie czułam się w żaden sposób wykorzystana. Najgorsze jednak było to, że przyzwyczailiśmy się do siebie. Zżyliśmy się emocjonalnie

– Jak to się zakończyło?

– Poznałam Macieja. Mojego teraźniejszego narzeczonego. Zakochałam się w nim, więc chciałam zakończyć relacje z moim wykładowcą. Nie było to takie łatwe…

– Dlaczego?

– Maciej był studentem mojego wykładowcy, więc mścił się na nim notorycznie. Jednak nasze uczucie przetrwało wszystko. Maciej przeniósł się na inną uczelnię. Odetchnęliśmy z ulgą.

– W jaki sposób twój były wykładowca mścił się na twoim obecnym partnerze?

– Oblał go dwa razy na egzaminie i stosował wobec niego aluzje, które każdy głupi potrafił odczytać.

– Czy są takie chwile, które miło wspominasz?

– Tak, było mnóstwo takich chwil, ale jednak wiedziałam, że to tylko krótkotrwały romans, miałam tego świadomość. On zresztą też nie dawał mi żadnych nadziei ani nic nie obiecywał. Było nam po prostu dobrze ze sobą.

– Ty młoda zdolna studentka, on mężczyzna w starszym wieku. Czy imponowało ci to, że w jakimś stopniu miał władzę nad tobą?

– Tak, na pewno to mnie podniecało. Ale tak jak wcześniej wspomniałam, miałam świadomość, że to długo nie potrwa. Jakieś wspomnienia zawsze pozostaną, nic więcej.

– Widujesz go jeszcze czasem?

– Bardzo rzadko. Za każdym razem jednak kłaniamy się sobie i idziemy w swoją stronę.

Po tej rozmowie Natalia jeszcze przez chwilę wpatrywała się w zdjęcie swojego byłego wykładowcy. Uśmiechała się lekko, jakby to przeżycie stało się dla niej, z perspektywy czasu, jednym ze studenckich kawałów. Jednak absolutnie tak tego  traktować nie można, gdyż mija się to z etyką. Większość studentek ślepo zakochana w swoich mentorach wierzy, że to uczucie będzie trwałe. Tak jednak nie jest. Natalia miała świadomość, że był to krótkotrwały epizod, uchroniło ją to od łez. Gorzej gdy w takim epizodzie pojawia się wątek niechcianego dziecka. Warto pomyśleć, czy to wszystko ma sens i czy jest godne poświęceń.

Jedna myśl nt. „ROMANS NA UCZELNI – CZYLI JAK WYKŁADOWCY ROZKOCHUJĄ W SOBIE STUDENTKI”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *