KTOŚ TU JEST NIEMĄDRY?

Tegoroczne Tour de Ski, czyli jedna z najważniejszych imprez w kalendarzu biegów narciarskich odbywa się bez Justyny Kowalczyk. Największa gwiazda tej pięknej dyscypliny powiedziała STOP. Organizatorzy mogą pożałować tej decyzji nie tylko w tym sezonie.

Komu ta decyzja odbije się czkawką? Źródło polsatsport.pl
Komu ta decyzja odbije się czkawką? Źródło polsatsport.pl

Powodem wycofania się pani Justyny z zawodów było zastąpienie biegu na 10 km stylem klasycznym, sprintem techniką łyżwową. Od lat wiadomo, że pierwszy to ulubiony bieg Polki. Organizatorzy postanowili uprzykrzyć jej życie, ułatwiając jednocześnie największym rywalkom sięgnięcie po zwycięstwo – sprint nie jest najmocniejszą stroną polskiej biegaczki.

Nie przewidzieli jednak, że miarka się przebrała i Polka powie dość faworyzowaniu Norweżek, Niemek i innych zawodniczek mocnych na krótkim dystansie.

Taka decyzja polskiej biegaczki budzi kontrowersje i z punktu widzenia sportowca często jest nie do przyjęcia. Być może należało zakasać rękawy i walczyć. W tym momencie szanse na zdobycie Kryształowej Kuli maleją prawie do zera, a i przygotowania do Igrzysk Olimpijskich zostaną mocno zachwiane. Miejmy nadzieję, że przez tą decyzję sezon nie będzie stracony.

Wycofanie się Kowalczyk to wielce prawdopodobny „samobój” organizatorów TdS. Spadek oglądalności wśród polskiej publiczności z pewnością odbije się na przyszłorocznych wpływach od sponsorów, a sama impreza już straciła na wartości. Jednak na zmianę decyzji już za późno. Co kieruje organizatorami, układającymi trasę biegu pod konkretne zawodniczki? Czy rywalizacja sportowa, duch fair play zniknął już całkowicie, a kluczowe decyzje zapadają przy zielonym stoliku?

Niestety ale chyba czas się z tym pogodzić, patrząc także na inne dyscypliny sportu. Polecam spojrzeć na noty przyznawane podczas skoków narciarskich Austriakom(Morgenstern, Schlierenzauer) czy Szwajcarowi Ammanowi i porównać je do mniej znanych skoczków, lądujących często w lepszym stylu, a otrzymujących od poszczególnych sędziów po 2 pkt mniej…

Należy zatem pogratulować głupoty, bo kto jak kto, ale kibice są bardzo czuli na wszelkiego rodzaju przekręty, a kłamstwo, jak wiadomo, ma niezbyt długie nogi.

NIE ŻYJE WOJCIECH KILAR. KOMPOZYTOR MIAŁ 81 LAT

Znany polski pianista i kompozytor muzyki poważnej, a przede wszystkim filmowej, Wojciech Kilar, zmarł w niedzielę nad ranem w Katowicach. Kompozytor przegrał walkę z chorobą. 

Wojciech Kilar/ Fot. Andrzej Grygiel/PAP/ http://www.rmf24.pl/fakty/news-nie-zyje-wojciech-kilar,nId,1081466
Wojciech Kilar/ Fot. Andrzej Grygiel/PAP/ http://www.rmf24.pl/fakty/news-nie-zyje-wojciech-kilar,nId,1081466

Muzyka filmowa Wojciecha Kilara przyniosła mu wielką sławę. Za muzykę do „Pianisty” otrzymał francuskiego Cezara, za muzykę do „Drakuli” nagrodę Stowarzyszenia Kompozytorów Amerykańskich.

Skomponował muzykę między innymi do: „Nikt nie woła”, „Sól ziemi czarnej”, „Perła w koronie”, „Późne popołudnie”, „Chudy i inne”, „Westerplatte”, „Rejs”, „Pan Tadeusz”, „Trędowata”, „Przygody pana Michała”, „Rodzina Połanieckich”, „Portret damy” i wiele innych.

Kilar był współzałożycielem polskiej szkoły kompozytorskiej. Jego muzykę cechowała symbolika. Potrafił w niej zawrzeć sedno oraz istotę całej fabuły filmowej. Poprzez muzykę wyrażał to, czego inni wyrazić nie potrafili nawet w słowach. Często też swoją muzyką filmową dostarczał odbiorcy ogromną dozę emocji.

Reżyserzy filmowi lubili współpracować z Kilarem, ponieważ wiedzieli, jak ważnym elementem dla filmu jest odpowiednio skomponowana muzyka. Często właśnie ona przyciąga widza i sprawia, że zostaje on przed dużym ekranem do końca wyświetlania filmu.

JEDNO Z NAJCIEPLEJSZYCH ŚWIĄT ZA NAMI, A CO PRZED NAMI?

W tym roku w Święto Bożego Narodzenia było cieplejsze niż w zeszłym roku.

Grudzień 2013 r./ Fot. Paulina Zych.
Grudzień 2013 r./ Fot. Paulina Zych.

Temperatura w minionych dniach była zaskoczeniem dla meteorologów. Już dawno nie było tak ciepłej zimy. Najcieplejszą okolicą Polski okazał się Kraków, gdzie odnotowano nawet 13 st. Polacy jednak obawiają się, że lada dzień silny mróz zrekompensuje sobie „straty”. Na co raczej się nie zapowiada, ponieważ Sylwester i Nowy Rok ma być równie ciepły.

Czemu zawdzięczamy temperatury powyżej normy? – Zawdzięczamy to globalnym zmianom klimatu. Dzięki nim klimat w Polsce staje się coraz bardziej morski, a zima coraz krótsza i zaczyna się dopiero w styczniu. Choć zdarzają się zimy długie, jak poprzednia. – Wyjaśnił dla „Gazety Wyborczej” Michał Kowalewski, klimatolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie.

Dla porównania, zeszłoroczna zima była o wiele mroźniejsza, a śnieg zalegał aż do kwietnia, do Świąt Wielkanocnych i stał się zmorą dla ludzi, którzy zamiast przyrządzać baranka z masła, lepili go ze śniegu.

Na razie możemy cieszyć się wiosenną aurą, ponieważ chłodniejsze dni najprawdopodobniej nadejdą około 5. stycznia. Wtedy zimne powietrze ma nadejść z dalekiej Północy. Jednak cała zima ogólnie ma być  cieplejsza od poprzedniej.

2013 ROK BYŁ STULECIEM POZNAŃSKIEJ ŁAWICY

Lotnisko Ławica powstało na obrzeżach Poznania w 1913r. W tym okresie Poznań (niem. Posen) znajdował się pod pruskim zaborem. Inicjatorami budowy portu lotniczego byli dziennikarze „ Posenger Tagebett”. Początkowo było to lotnisko wojskowe, a pieniądze na pierwszy samolot zostały pozyskane ze zbiorki pieniędzy. 26 sierpnia 1913r. otwarto Stacje Lotnicza Poznań. Było to zaledwie 10 lat od pojawienia się na świecie samolotu w przestworzach.

http://epoznan.pl/turystyka-miejsce-205-Port_Lotniczy_Lawica
http://epoznan.pl/turystyka-miejsce-205-Port_Lotniczy_Lawica

CIEKAWOSTKA

Podczas Powstania Wielkopolskiego – 6 stycznia 1919r. Poznaniacy walczyli o lotnisko  z zaborca. Szturm rozpoczęli o 4:25 i w zaledwie 20 minut, czterystu powastancom, udało się zdobyć Ławice.

Pierwszy samolot typu pasażerskiego wystartował z portu lotniczego w Poznaniu w 1921r., co zapoczątkowało przemianę z lotniska wojskowego na cywilne. Pierwszymi połączeniami był rejsy Poznań – Warszawa oraz Poznań – Gdańsk. Oficjalnie za początek polskiego transportu lotniczego uznaje się loty wykonywane podczas pierwszych Targów Poznańskich ( 29 maj – 16 czerwiec 1921r.). Lotnisko, w latach 1919 – 1921, było drugim – zaraz, po warszawskim porcie lotniczym  lotniskiem polskim. W Poznaniu otwarto, jako jedna z pierwszych na terenie kraju, wytworni samolotów ( Spolka Akcyjna „Samolot”). Utworzona tu tez pierwsza Wyższa Szkole Pilotów; Szkole Obsługi Lotniczej oraz Cywilna Szkole Pilotów. Jeszcze przed 1945 rokiem poszerzono ofertę o loty do Lodzi, Katowic, Bydgoszczy oraz Berlina.

Po II wojnie światowej i roku 1989 – epokowym przełomie nie tylko dla Polski, ale także Europy, a nawet i świata nastąpił  dynamiczny rozwój zarówno lotnictwa, jak i portu Poznań Ławica. Ważne były tez wydarzenia takie jak wejście Polski do Unii Europejskiej czy Euro 2012 odbywające się w Poznaniu. Dziś z Poznania można dostać się niespełna do 30 portów w innych krajach regularnymi lotami. Dodatkowo obsługiwanych jest około 10 lotów czarterowych. Wzrost pasażerów jest znaczy, bo od 16 tysięcy. z 1992r. do ponad 1 miliona w 2011r. Największą, rekordowa liczbę pasażerów zanotowano podczas Euro 2012 – ponad 11 tysięcy w ciągu doby. W ostatnich latach (2011/2012) rozbudowano terminal pasażerski, drogę kołowania samolotów oraz miejsce dla ich postoju. Oficjalna inauguracja nowej drogi kołowania i powiększonej płyty postojowej odbywa się 8 maja 2012r. Strefę przylotów otwarto, poprzez przecięcie wstęgi 28 maja tego samego roku.

Wpłynęło to na czas i jakość obsługi pasezerow i lotów, które prowadzone są się płynniej i szybciej. Port lotniczy Ławica jest odpowiedzieć przystosowany i rozwinięty proporcjonalnie do wzrastających wymogów klientów. Przepustowość terminalu docelowo to 3,5 milionów pasażerów rocznie aż do 2034r.

BOŻE NARODZENIE ŚWIĘTO DUCHOWE CZY ŚWIĘTO KOMERCJI?

Obserwując współczesny rozwój komercjalizacji, myśląc o Świętach Bożego Narodzenia coraz częściej zadaję sobie pytanie czy Boże Narodzenie jest świętem duchowym czy świętem komercji? Przyznam szczerze, że coraz bardziej przeraża mnie fakt tego, że zmieniają one sens i znaczenie, a tradycyjny sens ich przeżywania powoli zamiera.

Fot. http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/1647087,najlepsze-swiateczne-reklamy-wideo,id,t.html
Fot. http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/1647087,najlepsze-swiateczne-reklamy-wideo,id,t.html


Święta Bożego Narodzenia wczoraj i dziś

Dawniej kultywowanie świątecznych tradycji miało ogromną wartość, a Boże Narodzenie było wspaniałym czasem, który poświęcaliśmy pogłębianiu rodzinnych więzi. Obecnie, niestety, coraz więcej osób zatraca ducha świąt na rzecz komercjalizacji, niepotrzebnych zakupów i czegoś, co zwykło się nazywać „przedświątecznym zakupowym szałem”, porównywalnym do gorączki, która szybko uderza i równocześnie szybko mija. Zatrważa mnie fakt że to, co kiedyś było wartością, dziś jest często postrzegane jako śmieszne i nic nieznaczące. Przygnębiający jest widok ludzi, którzy biegają po centrach handlowych, aby na ostatnią chwilę kupić prezenty, zwłaszcza gdy nie o prezenty i o pośpiech powinno chodzić. Dawniej skromne, symboliczne podarunki były tylko dodatkiem do magicznego czasu świąt, a te kilka wyjątkowych dni skłaniało do refleksji i wyciszenia. Był to też czas kolędowania oraz oczekiwania na najbliższych, którzy tłocznie przybywali do domów rodzinnych. Był również czas w pełni przeżywanego Adwentu, jako oczekiwania na najpiękniejszy moment przyjścia Jezusa do serc i rodzin . Wszystko działo się bez sztucznego pośpiechu. Wszyscy członkowie rodziny: dzieci, rodzice, dziadkowie, ciotki i wujkowie siadali wspólnie do jednego stołu. Każdy cieszył się na samą myśl o takim rodzinnym spotkaniu i nie myślał spędzić tego czasu w jakimkolwiek innym miejscu. Dziś można bez wahania stwierdzić, że dla wielu osób prezenty świąteczne stały się najważniejszym punktem obrzędów Bożonarodzeniowych, a duch świąt przybierając ducha komercjalizacji stracił pierwotną ideę, skłaniając do refleksji, zadumy i głębszego przeżywania duchowego.

Duch Świąt kontra Duch komercji

W dzisiejszym zabieganym świecie trudno o dystans do codziennego, przyziemnego życia.
Od początku grudnia rozpoczyna się cała plejada reklam. Ozdoby świąteczne towarzyszą Nam na każdym kroku, skłaniając do zakupu produktów, których tak naprawdę często nie potrzebujemy, przez co trudno jest znaleźć chwilę na zaśpiewanie prawdziwych kolęd, bez konieczności odtwarzania ich z playbacku, poczucie zapachu korzennych przypraw, dodających smaku świątecznym pierniczkom czy tradycyjne obrzędy. Komercjalizacja doprowadziła do tego, że w święta zachowujemy się tak, jakbyśmy chcieli kupić sobie chwilowe szczęście w postaci kolejnego prezentu. Najlepszym prezentem powinna być obecność bliskich i pamięć o tych których już między nami zabrakło.
Oczywiście nie neguję faktu obecności prezentów pod choinką, gdyż są tradycją i przyjemnym symbolem, jednak warto pamiętać, że nie powinny przesłonić prawdziwego przeżywania Świąt.
Zapewne wiele osób słyszało z telewizji słynne slogany „weź kredyt na święta”, „zrób niepowtarzalny prezent swoim bliskim czy słynne w stylu Schwarzkopf „jesteś tego warta”- „musisz to mieć”. W rzeczywistości wcale nie musimy tego robić, by być szczęśliwymi w święta.

Niestety, nie każdy potrafi się już wyciszyć i odnaleźć prawdziwego ducha świąt Bożego Narodzenia. Prawdziwe, lokalne tradycje tracą na wartości, a zastępuje je postać komercyjnego Mikołaja. Wizerunek świętego kreowany medialnie, nie ma nic wspólnego z prawdziwym Biskupem Mikołajem. Nie zgadzają się także wartości, które przekazywał przez całe swoje życie.
Czy ktokolwiek, kiedykolwiek zastanowił się nad medialną kreacją dobrotliwego Świętego, która jest fikcją nie mającą nic wspólnego z elementami naszej rodzimej tradycji?. Komercyjny święty Mikołaj w czerwonym płaszczu to postać wprowadzona przez światowy koncern Coca-cola. To wynik wyjątkowo udanej kampanii promocyjnej przeprowadzonej w Ameryce w 1930 roku. Czerwono-biały płaszcz idealnie wpisuje się w wygląd butelki coca-coli, a grubsza postać starszego, miłego dziadziusia ma wzbudzać powszechne zaufanie i zainteresowanie nie tylko dzieci, ale także dorosłych. Przed 1930 rokiem postać świętego Mikołaja przypominała o prawdziwym świętym biskupie Mikołaju. Była to postać szczupłego mężczyzny, który przywdziewał zielone ubranie. Nie miał ani siwych włosów ani brody i co najważniejsze- istniał naprawdę.

Konstrukcja świątecznych reklam- zamysł biznesu

Zamysł konstrukcji reklam świątecznych możemy podzielić na dwie kategorie. Pierwsza z nich odwołująca się do ciepła tzw. domowego ogniska i tradycji, kierowana jest do osób konserwatywnych, spokojnych, szanujących obyczaje. Odbiorcami tych reklam są osoby starsze, które nie poddają się konsumpcyjnemu stylowi życia. Druga kategoria świątecznych reklam natomiast lansuje obłędny, świąteczny szał, bazując na tym co łatwe i niekoniecznie utożsamiane z Bożym Narodzeniem. Co więcej, taki medialny przekaz pozwala na łatwiejszy odbiór treści przez młodzież, nie posiadającą jeszcze dobrze ukształtowanego światopoglądu.

Życzenia,wyzwaniem dla reklamodawców

Całkiem ciekawym wyzwaniem dla twórców reklam w okresie świątecznym, wydaje się według mnie również tworzenie tekstów życzeń. Składane widzom życzenia odnoszą się zwykle do kategorii reklamowanych produktów np.: margaryna Kasia składa „Najsłodsze życzenia”, Dove życzy „Pięknych Świąt”, Orange „Udanych kontaktów z bliskimi”, czy Delicje „Słodkich świąt, tak aby w prosty sposób mogły skojarzyć się nie z treścią, a reklamowanym produktem, w tym przypadku margaryną słodyczami czy abonamentem telefonicznym.

Coraz smutniejsza ucieczka od Świąt

Moim zdaniem, jednym z najsmutniejszych efektów komercjalizacji świąt są wycieczki zagraniczne. Coraz więcej osób bowiem, wykorzystuje czas Bożego Narodzenia do wypoczynku w odległych zakątkach świata w których trudno o symbole świąteczne , jak najdalej od rodziny i tradycji, zapominając jednocześnie o duchu świąt oraz o szczególnym przesłaniu tych ostatnich dni w roku. Jest to prawdopodobnie forma ucieczki od komercyjnego szału, udawanej radości i całej otoczki ze sfery profanum, mającej nie wiele wspólnego z sacrum, która otacza Nas w okresie świątecznym.
Czy nie lepiej byłoby spędzić ten czas z rodziną, pogłębić więzi z najbliższymi?, aż w końcu, czy nie lepiej byłoby zadbać o to, by we własnym domu wytworzyć prawdziwego, nieskomercjalizowanego ducha świąt? Przecież na podróże zawsze możemy znaleźć czas, a spotkanie z bliskimi, nigdy nie wiadomo czy nie jest dla któregoś z nich, tym ostatnim i przez to najbardziej znaczącym w życiu.
Prawdziwe święta Bożego Narodzenia niosą ze sobą niepowtarzalne przesłania, pogłębiają relację z rodziną i są jednymi z najwspanialszych dni z całego roku. To zapach smakowitych, tradycyjnych dań, radość wyśpiewywanych kolęd i cud narodzin. Narodzin, które powinny nastąpić również w naszych sercach. Z całą pewnością nie warto z nich w tak łatwy sposób rezygnować.

ŚLEDZĄC TYRANA

Już jakiś czas temu, może pół roku wstecz, obejrzałem przejmujący obraz pt.”Pola śmierci” ze wspaniałą rolą między innymi Johna Malkovicha. Film opowiadał o przewrocie politycznym w Kambodży i krwawych rządach Czerwonych Khmerów. Tematyka filmu zainteresowała mnie całkiem niedawną tragiczną historią jednego z najbiedniejszych państw na ziemi.

www.timeturk.com
www.timeturk.com

Zacząłem czytać, przeglądać internet, w celu poznania niektórych faktów. W gruncie rzeczy to jeden człowiek stoi za jednym z największych ludobójstw XX wieku. Mowa o Pol Pocie.

Zainteresowany historią Kambodży sięgnąłem po książkę polskiej autorki – Moniki Warneńskiej pt.”Śladami Pol Pota”.

W czasie rządów Saloth Sara(dopiero po objęciu władzy stał się Pol Potem) zginęło ok.2.5 miliona ludzi spośród liczącej wówczas 7.5 miliona Kambodży. Mordowano wszelką inteligencję, zakładając, że to chłopi i wieś będą motorem napędowym Kambodży – pracując w obozach, które rzadko kto był w stanie przetrwać. Delikatne dłonie, posiadanie okularów, czy książki było wystarczającym powodem zgładzenia człowieka.

Autorka przedstawia genezę tragicznych wydarzeń, przedstawiając nam postać Pol Pota, opisując jego dzieciństwo, czasy studiów w Paryżu(!), działań partyzanckich, aż do objęcia władzy i śmierci.

Czytając dzieło pani Moniki czułem, że faktycznie podążam jego śladami. Opisy miejsc w których mieszkał, opinie rodziny, o której później zapomniał – „Rewolucja nie zna sióstr i braci”, czy opis zmieniającej się z roku na rok stolicy Kambodży – Phnom Penh zapadają w pamięć, dając dużo do myślenia.

Książka została napisana bardzo przystępnym językiem, czyta się ją łatwo jeśli mowa o stylu – sama tematyka jednak sprawia, że często nie dowierzamy w to co czytamy. Opisy torturowania więźniów, ich smutnego końca sprawiają, że książka zdecydowanie nie jest dla każdego. Bo to w jaki sposób „radzono” sobie z rzekomymi przeciwnikami Pol Pota i jego doktryny, wymyka się często ludzkiej wyobraźni…Piekło na ziemi, trudne do zrozumienia.

Autorka bardzo mocno wartościuje postać Pol Pota, nie mogło być chyba inaczej. Przedstawia go jako bojaźliwego człowieka, bojącego się własnego cienia. Jej opisy są bardzo treściwe, nie pozostawiające złudzeń co do obojętności świata zewnętrznego i braku reakcji na dziejącą się rzeź. Czyżby w Kambodży nie było ropy?

„Byliśmy jak dzieci uczące się chodzić, walczyłem nie po to, aby mordować ludzi, naszą walkę prowadziliśmy, by zapobiec wietnamizacji Kambodży, moje sumienie jest czyste” – Pol Pot.

Polecam książkę osobom interesującym się niedawną historią, tą o której nie mówi się zbyt wiele, a w szkołach się nie uczy. Według programu nauki historii lepiej wiedzieć jak działał handel w XII – wiecznej Anglii niż o tym co działo się 35 lat temu…O tej tragedii zapomnieć nie wolno.

Polecam przeczytać i dowiedzieć się jak to możliwe, że jeden szaleniec i jego wizja przynoszą tak tragiczne w skutkach konsekwencje. Nie pierwszy zresztą raz w historii.

ZDROJE W GDAŃSKICH SZKOŁACH

Już teraz w gdańskich szkołach można się napić wody za darmo. Ruszyła akcja Zdroje w gdańskich szkołach. Zamiast automatów z napojami w placówkach na pomorzu znajdują się poidełka z mineralną.

źródło, fot. gdansk.naszemiasto.pl
źródło, fot. gdansk.naszemiasto.pl

Zdrowa alternatywa dla słodkich napoi i to w dodatku za darmo. Obecnie znajduje się 14 takich poidełek, a do końca przyszłego roku ma ich być 40. Nie jest to szybki rozwój akcji jednak od czegoś trzeba zacząć.
Jeśli pomysł się przyjmie, poidełko dostanie każda szkoła – powiedziała wiceprezydent Ewa Kamińska.

Świeża woda na wyciągnięcie ręki to standard dla uczniów szkół w różnych państwach, zwłaszcza w Stanach. Dla gimnazjalistów SP 16 na gdańskiej Oruni to atrakcja i bardziej ciągnie je do poidełka, żeby zaspokoić ciekawość, niż chęć napicia się. Uczniowie bardziej są skłonni do sprawdzania, jak działa urządzenie, z którego po naciśnięciu przycisku płynie woda – Na razie to atrakcja, którą każdy chce wypróbować – powiedziała Danuta Galant, wicedyrektor SP 16.

Dotychczas dzieci przynosiły picie z domów, albo dostawały je na stołówce. Taka sytuacja występuje w większości szkół w całej Polsce. Do tego dochodzą automaty ze słodkimi napojami. Akcja Zdroje w gdańskich szkołach jest idealnym rozwiązaniem przy kształceniu dzieci na temat samej wody i korzystania z takich właśnie poidełek. Mam nadzieje, że zgodnie z tym co powiedziała Pani wicepremier takie rozwiązanie wejdzie do każdej szkoły w naszym kraju.

5 POMYSŁÓW NA ŚWIĄTECZNE PREZENTY DLA BLISKICH

Do obchodzenia świąt Bożego Narodzenia został niecały tydzień. Co zrobić by nie popaść w przedświąteczną gorączkę spowodowaną brakiem pomysł na prezent dla najbliższych nam osób? Przedstawiam Wam kilka oto propozycji, które na pewno nie zrujnują Waszej kieszeni.

http://qamille.blogspot.com/2012/12/prezenty-pod-choinke.html
http://qamille.blogspot.com/2012/12/prezenty-pod-choinke.html

·         Dla mamy: dobra książka, pióro wieczne, perfum, wejście do groty solnej, wizyta u masażystki

·         Dla taty: skórzany portfel, zegarek, szachy, płyta ulubionego zespołu, szal

·         Dla dziewczynki: lalka, domek dla lalek, kolorowa pościel, łyżworolki, zestaw do rysowania

·         Dla chłopca: samochód zdalnie sterowany, namiot do zabawy, rower, gra planszowa, zestaw małego majsterkowicza

·         Dla nastolatka: łyżwy, gra komputerowa, instrument muzyczny, książka, aparat

·         Dla babci: fotoksiążka, zestaw do kąpieli, perfum, naszyjnik, bilet do teatru

·         Dla dziadka: nalewka,  woda toaletowa, ciśnieniomierz, cygaro, album

·         Dla żony: biżuteria, dobre wino, wspólna konna przejażdżka, lot szybowcem, wizyta w SPA

·         Dla męża: pudełko na krawaty, karafka do Whisky, krawat z chusteczką i spinkami, lot motolotnią, podstawowy kurs nurkowania

Oczywiście również ucieszą oko własnoręcznie wykonane prezenty, a to już pozostawiam Waszej inwencji twórczej!

KONIEC Z BEZTERMINOWYM PRAWEM JAZDY

Od 19 stycznia dokument prawa jazdy będzie ważny 15 lat. Nowe przepisy są zgodne z konstytucją. Trybunał oddalił również skargi senatorów i posłów PiS w tej sprawie. Ważności nie utracą jednak uprawnienia tylko sam dokument.

źródło, fot. www.radio90.pl
źródło, fot. www.radio90.pl

Prawa jazdy wydane po 18 stycznia tego roku, czyli po wejściu w życie nowej ustawy o kierujących pojazdami, są ważne przez 15 lat. Wcześniej były wydawane bezterminowo. Ale również dokumenty wydane przed tą datą stracą swój bezterminowy charakter, a ich posiadacze będą musieli wymienić je na nowe w latach 2028-2033. Wymiana dokumentów nie będzie oznaczała konieczności ponownego uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami. Niemniej z chwilą wymiany dokumentu trzeba będzie się poddać badaniom lekarskim. Taką decyzję wydał Trybunał Konstytucyjny oddalając przy tym skargę senatorów i posłów PiS.

W świetle prawa dokumenty, które zostały wydane przed 18 stycznia, tracą swój bezterminowy charakter, nastąpi tym samy przymus wymiany ich na nowe w latach 2028-2033. Ważności nie tracą nasze uprawnienia do kierowania pojazdami, tylko dokument, który je potwierdza. W praktyce oznacza to, iż w chwili utraty ważności dokumentu będzie trzeba zrobić badania lekarskie potwierdzające zdolność do prowadzenia pojazdu.

Ważności nie utracą uprawnienia do kierowania pojazdami, lecz dokument, który je potwierdza – powiedział sędzia Marek Kotlinowski. Tym samym nie narusza się zasady zaufania obywateli do państwa i jego prawa. Oczywiste jest, że uzyskanie samego uprawnienia jest inną kwestią, niż zdolność fizyczna do jego posiadania. Nikt nikomu nie każe udowadniać, iż potrafi pojazd prowadzić, ale czy jest do tego zdolny.

ANIOŁ WE WROCŁAWIU – FOTORELACJA Z KONCERTU NATALII OREIRO

Natalia Oreiro- urugwajska piosenkarka i aktorka po 11 latach wróciła do Polski, by zagrać jedyny koncert we Wrocławiu.

Fot. Karolina Piątczak.
Fot. Karolina Piątczak.

Polskiej publiczności kojarzy się głównie z roli Milagros w kultowej, argentyńskiej telenoweli „Zbuntowany Anioł”. Po koncercie w St. Petersburgu i Moskwie przyszedł czas na Wrocław. Tym razem odwiedziła nasz kraj w ramach trasy Tour Hits 2013.

Konferencja

DSC_0955 DSC_0954 DSC_0867 DSC_0832 DSC_0731 DSC_0768

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W piątek odbyła się konferencja prasowa, na której towarzyszyliśmy artystce. Po półtoragodzinnym spóźnieniu z powodu zagubienia bagażu, Natalia Oreiro chętnie odpowiadała na pytania dziennikarzy, kokieteryjnie się uśmiechała i pozowała do zdjęć. Zażartowała, że w zagubionej walizce znajdowały się kosmetyki, a „o tej porze bez makijażu nie mogłaby wyjść do ludzi”.

Dowiedzieliśmy się, że bardzo ciepło wspomina pierwszą wizytę w Warszawie w 2000 roku, podczas której promowała swój album zatytułowany „Natalia Oreiro” oraz telenowelę „Zbuntowany Anioł”. Wspomniała również, że na kolejną płytę fani muszą jeszcze poczekać, ponieważ różnorodność nurtów muzycznych jakimi się fascynuje jest od siebie zbyt daleka, a chciałaby stworzyć płytę zachowaną w jednym klimacie. Na podstawie piosenek, które zaśpiewała w telenowelach można byłoby stworzyć nowy krążek, ale chciałaby nagrać zupełnie premierowy materiał. Opowiedziała również anegdotę- „jako jedyna aktorka byłam obecna na ślubie Fakundo Arana- swojej serialowej miłości. Podczas ceremonii duchowny zapytał, czy są jakieś powody, by związek nie został zawarty, wtedy korciło mnie, by wstać i wykrzyczeć niczym w najlepszej telenoweli- „Nie! Nie zgadzam się! To ja jestem jego miłością, on jej nie kocha!…”. Wśród dziennikarzy rozległ się śmiech. Urugwajska gwiazda podkreślała, że jest „aktorką, która śpiewa”, najważniejsze dzisiaj jest dla niej szczęście swojego syna- 2 letniego Merlín Mollo Oreiro, a miejscem, do którego najchętniej wraca są jej strony rodzinne, gdzie panuje sielska atmosfera i właśnie tam czuje się najbezpieczniej.

Koncert

Występ Natalii Oreiro rozpoczął się w sobotę, punktualnie o godzinie 19:00. Utworem otwierającym show było oczywiście „Cambio Dolor”. Urugwajska piękność pewnym krokiem schodziła ze schodów wyśpiewując doskonale znane publiczności słowa piosenki. Prócz sztandarowych hitów zaśpiewała dwa nowe utwory. Tego wieczoru Natalia zmieniała strój aż 5 razy, każdy z nich wyjątkowy, błyszczący, kolorowy. Piosenkarka zachowała pełen profesjonalizm, nie potraktowała swoich fanów z Polski po macoszemu, choć frekwencja na koncercie nie dopisała (pojawiło się ok. 500 słuchaczy, trybuny niestety świeciły pustkami, natomiast miejsce na płycie zostały zapełnione w 2/3) Oreiro dawała z siebie wszystko. W przerwie na zmianę stroju nie pozwoliła publiczności się nudzić. Na telebimach wyświetlono ciekawe wizualizacje oraz nowy teledysk do utworu „Todos Me Miran”. Wierni słuchacze przygotowali dla gwiazdy czerwone, papierowe serca, rzucali pluszowe misie i flagi, którymi Natalia otulała w rytmie romantycznych ballad. Wśród Polaków znaleźli się również fani z Gruzji, Izraela, Rosji, a na parkingu przed halą można było dostrzec rejestracje samochodowe z różnych części Polski. Muzyka na żywo porywała do tańca, czasem wzruszała. O ile głos Natalii w balladach i spokojniejszych piosenkach brzmiał czysto, krystalicznie, tak przy wysokich skalach gasł, po prostu zanikał. Urugwajska „aktorka, która śpiewa” starała się, by słuchacze nie opuścili wrocławskiej hali Orbita zawiedzeni, zadbała o oprawę koncertu, znakomity zespół, kontakt z publicznością, bisy („Tu Veneno”, „Me Muero de Amor” oraz „Cambio Dolore”), co piosenkę rozczulała słuchaczy swoją łamaną polszczyzną, pokrzykując „tenkuję”, „chocham fas!” czy żegnając publiczność słowem „dobry wieczór” zamiast dobranoc. W całym show gdzieś zagubił się tylko wokal. Dla jednych tylko, dla innych… aż. Słodkiej Milagros można wybaczyć tych kilka niedociągnięć, warto było odświeżyć sobie utwory znane z telenowel. Nieliczna, choć niesamowicie oddana publiczność udowodniła Natalii jak bardzo ją kocha, ona odwdzięczyła się tym samym.

Komentarz od organizatora:

Problemów w organizacji koncertu nie mieliśmy. Natalia jest bardzo ciepłą i przyjacielska osobą – o czym można było przekonać się na konferencji i nie miała jakiś szczególnych kaprysów czy wymagań.

Sam koncert oceniam bardzo dobrze. Dawno nie współpracowało się tak dobrze jak z ekipą Natalii. Uważamy, że na scenie pokazała jak się zmienia, rozwija i robi to na wysokim poziomie. Wyrażała pełen szacunek dla swoich fanów. Dzięki tej wizycie mieliśmy możliwość dowiedzieć się jak bardzo rozwija się zawodowo. Mamy nadzieję, że dzięki tej wizycie jej popularność w Polsce powróci i kolejne wydarzenia w kraju z jej udziałem będą cieszyły się jeszcze większą popularnością.

Przykro nam, ponieważ otrzymaliśmy informację, że część fanów nie dotarła na koncert z powodu warunków atmosferycznych.

Jesteśmy pewni, że Natalia jeszcze nie raz nas zaskoczy.

Latynoskie rytmy mogły porwać tego wieczoru dużo większą publiczność, myślę, że ceny biletów (najtańszy 150zł, najdroższy 350 zł.) w okresie przedświątecznej gorączki uniemożliwiły wielu osobom przyjazd na koncert. Występ był niesamowicie sentymentalny, jednak z biegiem lat trochę zapomnieliśmy o „zbuntowanej” dziewczynie o „anielskim” głosie.

[Fot. Karolina Piątczak]

DSC_1082 DSC_1044 DSC_1075 DSC_1006 DSC_1033 DSC_1094 DSC_1100 DSC_1101 DSC_1111 DSC_1109