„ARSENAŁ” RYSUNKAMI STAĆ BĘDZIE W LIPCU

Fot. http://www.arsenal.art.pl/wp-content/uploads/2013/06/Stanislaw-Mrowinski-339x502.jpg
Fot. http://www.arsenal.art.pl/wp-content/uploads/2013/06/Stanislaw-Mrowinski-339×502.jpg

A raczej tylko w pierwszej jego połowie. Dlaczego? Otóż, już w poniedziałek, 1 lipca 2013, o godz. 18.00 w poznańskiej w Galerii Miejskiej „Arsenał” na Starym Rynku 6 (tel. 61 852 95 01 lub 02) zostanie otwarta wystawa, zmarłego w 1997 roku, najbardziej znanego z karykatur, Stanisława Mrowińskiego. Wystawa nazywać się będzie: „RYSUNKOWE KOMENTARZE DO HISTORII SZTUKI”. Wystawa potrwa tylko do piątku 12 lipca. Jej kuratorką jest żona zmarłego artysty, Irena Mrowińska.

Stanisław Mrowiński

Urodził się w roku 1928. Był wybitnym malarzem, rysownikiem i grafikiem. W latach 1952-1955 wykonał kilkaset szkiców będących próbą analizy czy raczej komentarza rysunkowego do znanych obrazów wielkich mistrzów. Są wśród nich takie tuzy jak: Włosi Michał Anioł i Paolo Veronese, Hiszpan pochodzenia greckiego, Dominikos Theotokopulos, bardziej znany jako El Greco, inny Hiszpan, którego nazwisko jest tak długie, że zajęłoby ze dwie linijki i dlatego posłużymy się tu skrótem, czyli Pablo Picasso oraz Francuz, Jean-Baptiste Camille Corot.

Wystawa w Galerii Miejskiej „Arsenał” w Poznaniu prezentuje 15 plansz z kilkudziesięcioma rysunkami wybranymi przez jej kuratorkę Irenę Mrowińską.

KILLER W SPÓDNICY

Po raz pierwszy usłyszałam jej nazwisko kilka miesięcy temu od przyjaciółki mającej bzika na punkcie odchudzania. Zachwalała wtedy znakomity program treningowy i niesamowitą trenerkę z darem do motywowania. Później napotykałam wzmianki o niej w internecie i zobaczyłam ją w telewizji śniadaniowej, gdzie prezentowała poranne ćwiczenia. Natomiast obecnie nie sposób jej nie znać. Mowa oczywiście o Ewie Chodakowskiej.

Fot. http://niewymiernie.blogspot.com/2013/05/boom-z-ewa-chodakowska.html
Fot. http://niewymiernie.blogspot.com/2013/05/boom-z-ewa-chodakowska.html

Mimo że jest kontrowersyjna, trudno się nie zgodzić, że jest postacią fascynującą. Pojawiła się znikąd, szybko zyskała ogromną popularność i spore grono zagorzałych fanek, które łatwo pokochały przesympatyczną i zawsze uśmiechniętą trenerkę. O sukcesie Ewy Chodakowskiej mówi się jako o „fenomenie socjologicznym”, a jej zwolenniczki bywają żartobliwie określane jako „sekta”. Sama trenerka-killerka, jak się o niej mawia, wydaje się być osobą niezwykle autentyczną i ciepłą.

Zainteresowana owym fenomenem, zaczęłam się zastanawiać – kim jest ta kobieta potrafiąca porwać za sobą tłumy? Po lekturze kilku wywiadów dowiedziałam się, że bycie trenerką fitness nigdy nie było marzeniem Ewy Chodakowskiej. Imała się różnych zajęć, studiowała stosunki międzynarodowe, lecz zawsze była zwolenniczką aktywności fizycznej. Trenerką została kiedy trafiła do Grecji, a przyczynił się do tego jej obecny narzeczony Lefteris Kavoukis – również ceniony trener personalny. Jak twierdzi sama Chodakowska to nie ona wybrała ten zawód, lecz to zawód wybrał ją. Jednak jak podkreślają jej przeciwnicy, Ewa nie ukończyła Akademii Wychowania Fizycznego, przez co jej ćwiczenia mogą szkodzić zdrowiu. Ale kto powiedział, że to papiery są gwarancją bycia dobrym w tym, czym się dana osoba zajmuje? Wystarczy spojrzeć na liczbę i entuzjazm fanów Ewy Chodakowskiej, aby stwierdzić, że sukces można odnieść bez względu na to, czy ukończyło się najlepsze szkoły czy nie.

Czytając o trenerce-killerce, zauważam jeszcze jeden fenomen, a mianowicie marketingowy i PR-owy. Kiedy przyglądam się temu, co wydała i jak wypromowała swoją metodą treningową, jestem pod naprawdę dużym wrażeniem jej dokonań. Ewa Chodakowska zaczęła od płyt DVD z programami ćwiczeń wydawanymi wraz z magazynem „Shape”. Napisała książkę „Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską”, który zawiera trzydziestodniowy program metamorfozy – trzydzieści treningów trzydziestominutowych oraz trzydzieści jadłospisów, a także opis filozofii Ewy i jej poglądu na wysiłek fizyczny i dobre samopoczucie. Współpracuje również z dużymi i znaczącymi markami – Adidas i Play. Ostatnio wyszła także sygnowana przez Chodakowską płyta z muzyką do treningów, a 22 czerwca prowadziła w Warszawie największy otwarty trening fitness w Polsce. Jednak najpotężniejszym w obecnych czasach narzędziem kreowania dobrego public relations są media społecznościowe, zwłaszcza Facebook, który Ewa Chodakowska wykorzystuje niczym najlepszy marketingowiec. Jej profil polubiła niebagatelna liczba ponad 400 tysięcy użytkowników. Dla porównania profil Kuby Wojewódzkiego liczy sobie nieco ponad 300 tysięcy fanów, Martyny Wojciechowskiej – 250 tysięcy, a Dody – niecałe 200 tysięcy. Chodakowska na swoim profilu prowadzi konkurs, w którym na podstawie nadesłanych zdjęć nagradza najbardziej spektakularne metamorfozy, które nastąpiły za sprawą jej ćwiczeń. Nieustannie motywuje użytkowniczki Facebooka do pracy nad swoim ciałem, w taki sposób, że ma się wrażenie, że zwraca się właśnie do ciebie. Taki niezwykły kontakt z fanami zapewnia sobie również odpowiadając na każdego nadesłanego maila, co podobno zajmuje jej kilka godzin dziennie.

Chciałabym jeszcze wspomnieć w kilku słowach o tym, co przysporzyło Ewie Chodakowskiej tej popularności, czyli o jej metodzie treningowej. Jak podkreśla sama trenerka piękne ciało to tylko efekt uboczny, ponieważ w ćwiczeniach chodzi o robienie czegoś dla siebie, o uwalnianie endorfin, które pozwalają czuć się szczęśliwą i zadowoloną z siebie i swojego wyglądu. Wyznaje zasadę, że do ćwiczeń nie są potrzebne, żadne sprzęty, za korzystanie z których płacimy bajońskie sumy w siłowniach. Chodakowska opracowała kilka programów treningowych o nazwach: Skalpel, Killer, Turbo Spalanie, Szok Trening. Do ćwiczeń może nam posłużyć również jej kanał na Youtube. Znajdziemy tam m. in. sześciominutowe filmy zawierające po trzy ćwiczenia powtarzane trzykrotnie. Wybierając pięć takich filmów możemy dowolnie komponować półgodzinny trening, który dopasowujemy same do siebie.

Na koniec zdradzę, że zainteresowałam się Ewą Chodakowską jako fenomenem socjologicznym i marketingowym, ale również zaczęłam stosować jej ćwiczenia. Muszę przyznać, że nie są one trudne, ani skomplikowane nawet dla takiego laika jak ja, a pozwalają się solidnie zmęczyć i spocić. Prawdą jest również, że po treningu z Ewą czuję dziwną satysfakcję i radość. Dlatego jak mówi Ewa Chodakowska, ćwiczmy dla siebie, dla lepszego samopoczucia, a przy okazji będziemy także pięknie wyglądać w bikini.

BIEGANIE JAK NIUCH MARYHY

Czy to możliwe? Przecież to wręcz nierealne. Gdzie sport, zdrowy tryb życia i dbałość o kondycję, a gdzie narkotyki, środki odurzające i inne tego typu używki? Naukowcy z Uniwersytetu Arizona dowiedli, że jednak istnieje między nimi związek. I to bardzo „szczęśliwy”. Otóż udowodnili oni, że i bieganie i marihuana powodują przyrost substancji dających nam uczucie euforii i szczęścia, które nazywa się endokannabinoidami. 

Kolaż: Natalia Mikołajska.
Kolaż: Natalia Mikołajska.

Badanie

Znani nam już naukowcy z Uniwersytetu Arizona chcieli pewnego razu sprawdzić, dlaczego niektóre ssaki rozwinęły się jako sprawni biegacze, a inne nie. Przewodniczył im dr David A. Raichlen. Aby zrealizować ten cel naukowcy wspólnie przeprowadzili testy na człowieku, psie i dodatkowo jeszcze fretce. Kazano im biegać przez 30 minut na bieżni. Po ćwiczeniu pobrano od nich wszystkich próbki krwi, po czym je sprawdzono i co za tym idzie – a jest to chyba najważniejsze w przypadku takich badań – porównano ich skład chemiczny. I co?

W próbkach krwi człowieka i psa zauważono znaczący wzrost endokannabinoidów, czyli jak już wspomniano, substancji dających uczucie euforii i szczęścia. Takie same składniki znajdują się w roślinach konopi indyjskich.

Sprawdzenie

Aby upewnić się co do wyników naukowcy pobrali krew także od człowieka i psa podczas spaceru, a od fretek podczas zwykłego wypoczynku. W próbkach pochodzących z pobrania po ludzkim i psim spacerze nie wykryto skoku poziomu endokannabinoidów, tak jak u „biednych”, bo pozbawionych tego uczucia na przestrzeni całego badania, fretek.

Nieśmiertelna ewolucja

Dr David A. Raichlen twierdzi, że uczucie euforii po wysiłku to część naszej historii ewolucji, bowiem wszystko to zawdzięczamy mechanizmowi ewolucyjnemu, który – jakby na to nie spojrzeć – przez wieki zmuszał nas do podejmowania nowych i nierzadko trudnych wyzwań. Dr David A. Raichlen mówi:

– Wysoki poziom poziom endokannabinoidów to zachęta, by biegać ponownie. To ewolucyjna nagroda za zrobienie czegoś trudnego i bolesnego. To prawdopodobnie pomogło naszemu gatunkowi przetrwać, być zdrowszym, lepiej polować i mieć więcej potomstwa.

Naukowiec twierdzi, że poziom satysfakcji można w sobie wypracować. Im częściej biegamy, im bardziej jesteśmy sprawni, więc tym łatwiej osiągamy wysoki poziom satysfakcji. Jest to tylko kolejny dowód na to jak zbawienne dla zdrowia i samopoczucia jest bieganie.

No i po co roztrząsać problem prawny zalegalizowania trawki? Przecież wystarczy pobiegać! To nic nie kosztuje.

PREMIERA TELEDYSKU SCD. SKRZYDLASTYCH !

Już 12. lipca w Strefie Kultywator, w Poznaniu,  0 19:00 odbędzie się premiera teledysku SCD. Skrzydlastych do utworu „Wieprz”. To wspaniała wiadomość dla fanów.  Będzie można zobaczyć pierwszą publikację nagrania video oraz materiałów związanych z jego realizacją.

Materiał prasowy.
Materiał prasowy.

Wszystkich serdecznie zapraszamy na premierę i życzymy udanej zabawy!

 

CO Z TĄ POLSKĄ SŁUŻBĄ ZDROWIA?

Wydarzyło się to zagranicą (nawet, jeśli dowiemy się zaraz troszeczkę o polskim lecznictwie), w państwie, które nie posiada skrzynek pocztowych ani mniejszych pocztowych placówek. W każdym większym mieście – koniecznie większym, bo w małych miejscowościach to w ogóle ich nie uświadczysz – jest tylko jedna Poczta Główna i to tam trzeba się udać, żeby wysłać list albo nawet głupią kartkę pocztową. Później akcja przenosi się do Polski, a właściwie do różnych placówek Służby Zdrowia usytuowanych na terenie jednego z większych jej miast.

Fot. http://www.zozmokotow.lh.pl/gallery2/main.php?g2_itemId=245
Fot. http://www.zozmokotow.lh.pl/gallery2/main.php?g2_itemId=245

Cóż to się wydarzyło? Pewna bardzo sympatyczna osóbka, na wycieczce zagranicznej, strasznie zbiła sobie kolano. Spuchło ono okropnie, więc dwie noce z rzędu spała w opatrunku ociekającym wręcz od octu. Pomogło. Bardzo nawet – nie bolało nic i nasza bardzo sympatyczna osóbka zapomniała o całej sprawie, wróciła do Polski i zaczęła sobie żyć normalnie. Jednak następnej niedzieli pojawił się cień bólu w kolanie, ale tylko w momencie naciśnięcia, który spokojnie można było sobie zignorować, bo kto z byle bólem biegnie od razu do lekarzy? Niestety, następnej niedzieli zaczęło ono boleć już niezależnie, a poza tym całe zsiniało i nasza bardzo sympatyczna osóbka zdecydowała się jednak iść do tego lekarza. Wtedy to rozpoczęły się schody! A kolano bolało, z każdym dniem coraz bardziej.

Jak to bywa w naszej Służbie Zdrowia, kontakt z nią to po pierwsze kontakt z lekarzem rodzinnym. W poniedziałek z powodu natłoku mniej lub bardziej chorych pacjentów – jak co tydzień – nie było już numerków do tego lekarza, który opiekuje się naszą bardzo sympatyczną osóbką, zapisała się więc do innego. Ten, nie spojrzał nawet na spuchnięte znowu kolano, wysłuchał tylko kolanowych opowieści i skierował naszą bardzo sympatyczną osóbką do chirurga. Jednak jako, że było już dosyć późno, zdecydowała ona, że następnego dnia, czyli we wtorek, zgłosi się do szpitala, a w środę, po lekach i maściach, które na pewno przepisze jej chirurg, już przypuszczalnie nic boleć nie będzie i, co za tym idzie, będzie można powrócić do normalnego trybu życia – bezbolesnego i „bezlekarskiego”.

Wtorek zaczął się dziwnie. W szpitalu, w rejestracji, powiedzieli naszej bardzo sympatycznej osóbce, że czas oczekiwania do chirurga wynosi co najmniej trzy tygodnie.

– Ale mnie boli teraz.

– To trzeba skierowanie do chirurga od nagłych wypadków i oparzeń, a to jest skierowanie do chirurga ogólnego.

Nasza bardzo sympatyczna osóbka zdębiała – nie miała pojęcia, że są dwa rodzaje chirurgów. Dla niej chirurg to chirurg, jednak, jak to często bywa w takich wypadkach, zacisnęła zęby i poszła znów do lekarza rodzinnego. Trafiła na tego samego co poprzednio, oświadczyła mu więc, że, jak mówiła wcześniej, cały czas ją boli, potrzeba jej więc chirurga od spraw nagłych. Lekarz rodzinny znowu nie spojrzał nawet na kolano, nie poczuł się niczemu winny i tylko bez słowa wypisał nowe skierowanie. Jako, że znowu było już dosyć późno, bardzo sympatyczna osóbka odłożyła wizytę u chirurga na kolejny dzień – środę, co oznaczało, że powrót do bezbolesnego i bezlekarskiego trybu życia nastąpi prawdopodobnie w czwartek – nie było znowu aż tak źle.

Środa zaczęła się jeszcze dziwniej. W szpitalu, w rejestracji, powiedzieli naszej bardzo sympatycznej osóbce, że czas oczekiwania do chirurga nagłego – podkreślam NAGŁEGO –wynosi około 5 dni.

Ale mnie naprawdę boli teraz.

To trzeba na ostry dyżur.

Od Annasza do Kajfasza, ale trudno. Na ostrym dyżurze okazało się, że prawdę należy raczej ukrywać, bo to tylko kłamstwo może człowieka do czegoś doprowadzić. Co się wydarzyło? Nie było tam żadnego pacjenta, tylko trzy rejestratorki. Jedna z nich spytała w sumie na wstępie:

A kiedy to się stało?

W sumie będzie już ze trzy tygodnie. Ale boli teraz.

Ale my na nagłym dyżurze przyjmujemy TYLKO wypadki, które wydarzyły się najwyżej 4 dni temu.

Nasza bardzo sympatyczna osóbka oniemiała. Minę miała pewnie tak zbolałą, że jedna z tych trzech rejestratorek, taka młodsza blondyna, poradziła jej, żeby pojechała do chirurga do pewnej, ściśle określonej, znajdującej się względnie daleko przychodni, bo tam przyjmują ludzi „z ulicy”. Nie czekając długo nasza bardzo sympatyczna osóbka udała się do niej i w tamtym miejscu trafiła wreszcie na taką prawdziwie ludzką rejestratorkę, pielęgniarkę czy też kogoś innego, w każdym razie na kobietę w białym fartuchu z włosami ładnie związanymi w węzeł. Ta usiadła sobie z naszą bardzo sympatyczną osóbką na korytarzu i rozpoczęła długą rozmowę. W jej trakcie wyszło na jaw, że przede wszystkim i po pierwsze trzeba zrobić tej nodze zdjęcie RTG, bo bez niego to ani rusz, a potem ze zdjęciem iść do ortopedy…

Ale ja mam skierowanie do chirurga.

Nie szkodzi. Ja to załatwię. Proszę tylko zdjęcie zrobić.

I tak nasza bardzo sympatyczna osóbka zapłaciła co prawda za zdjęcie, ale ortopeda ją przyjął bez żadnych problemów, kolano zbadał, stwierdził stłuczenie kaletki kolanowej (kaletka maziowa to coś jakby klej łączący kości ze stawami – przyp. red.), powiedział, że to dość poważna przypadłość, przepisał antybiotyki, maść i polecił kolano unieruchomić. Na koniec dodał, że leczyć będzie się miesiąc, a może i dwa i że to był ostatni dzwonek, żeby kurację zacząć, bo inaczej naszej bardzo sympatycznej osóbce mogła grozić nawet operacja. Na koniec ortopeda zabronił jej też jeździć na rowerze, co robi ona praktycznie każdego dnia.

I choruj sobie w Polsce. Może zagranicą, w tym „bezpocztowym” kraju, byłoby lepiej, chociaż tak naprawdę jest to państwo proradzieckie, więc nigdy nic nie wiadomo.

NATALIA PRZYBYSZ W CUDZIE NAD WISŁĄ

Współzałożycielka zespołu muzycznego Sistars wystąpi już pojutrze w Cudzie nad Wisłą o godz. 19:00.

Fot. pochodzi z: http://polki.pl/zycie_gwiazd_plotkiiploteczki_artykul,10028826.html
Fot. pochodzi z: http://polki.pl/zycie_gwiazd_plotkiiploteczki_artykul,10028826.html

 

Natalia nagrała dwie solowe płyty: „Maupka Comes Home” i „Gram duszy”. W 2012 r. razem z siostrą Pauliną wzięła udział w telewizyjnym show „Bitwa na głosy” emitowanym w TVP2. Jej podopieczni miło wspominają tę przygodę.

Podczas koncertu w Cudzie nad Wisłą zaprezentuje się jako członkini „Natalia Trio”. Jest to jeden z najbardziej autorskich projektów.

Koncertowy wieczór rozpocznie młody zespół warszawski Winnie Coper. Koncert odbędzie się w ramach „Koncertowe Czwartki” organizowanego przez „Cud nad Wisłą”.

Skład projektu:

– Natalia Przybysz – wokal,

– Jurek Zagórski – gitara,

– Marcin Ułanowski – perkusja

Bilety:

można nabyć na miejscu lub na stronie www.ebilet.pl

Wstęp:

15-20 zł

 

SZTUKA SPRZEDAWANIA… SIEBIE

Każdy, kto kiedykolwiek szukał pracy wie, że nie jest zadanie ani łatwe, ani przyjemne.

Fot. http://www.biznes.banzaj.pl/galeria/rozmowa-kwalifikacyjna-10-galdok-56044-589453-jpg.html
Fot. http://www.biznes.banzaj.pl/galeria/rozmowa-kwalifikacyjna-10-galdok-56044-589453-jpg.html

Przekopywanie się przez setki ogłoszeń, wysyłanie dziesiątek życiorysów, co często nie skutkuje nawet jednym telefonem, jest naprawdę frustrujące. Jednak tak naprawdę to wcale nie jest najgorszy etap poszukiwania zatrudnienia. Najtrudniejsze przychodzi dopiero po otrzymaniu upragnionego telefonu. Czeka nas bowiem rozmowa kwalifikacyjna.

Rozmowa kwalifikacyjna jest kluczową sprawą, która decyduje o tym, czy daną pracę dostaniemy. Pracodawcy doskonale zdają sobie sprawę z faktu, że napisanie pięknego listu motywacyjnego nie jest trudną sztuką, a w CV tak naprawdę można wpisać wszystko, nawet to, co nie koniecznie jest zgodne z prawą. Dopiero spotkanie się oko w oko z kandydatem daje możliwość zweryfikowania i stwierdzenia, czy osoba rekrutująca zasługuje na dane stanowisko. Dlatego podczas rozmów kwalifikacyjnych pracodawcy lubią stosować różne triki i podchwytliwe zabiegi, aby sprawdzić ewentualnego przyszłego pracownika.

Oczywistym jest, że na taką rozmowę należy być odpowiednio ubranym. Biała koszula, krawat (panowie), ciemne spodnie lub spódnica (przynajmniej do kolan), pełne buty. Choć oczywiście stopień formalności naszego stroju zależy od rodzaju pracy, o jaką się staramy. Dodatkowo kobiety warto, aby miały upięte włosy, gdyż tak wygląda się schludniej niż w rozpuszczonych oraz krótko obcięte paznokcie. Jednak o odpowiedni wygląd, choć jest oczywiście bardzo ważny, łatwo zadbać, wystarczy zapamiętać dwie rzeczy – ma być schludnie i skromnie. Z pewnością trudniejsze i ważniejsze jest przygotowanie się do samej rozmowy i na możliwe podchwytliwe pytania pracodawcy.

Pytaniem, które pada zawsze na rozmowie kwalifikacyjnej jest pytanie o oczekiwane zarobki. Problem polega na tym, że nie można podać za wysokiej kwoty, ponieważ dla pracodawcy to będzie znak, że jesteśmy zachłanni i zarozumiali. Natomiast jeśli podamy za niską kwotę wyjdziemy na osobę niepewną siebie, która nie potrafi walczyć o swoje. Należy zatem orientować się, jaka jest stawka na podobnych stanowiskach, np. wśród znajomych w innych firmach, aby podać uśrednioną kwotę. Inne pytanie z gatunku trudnych, a które zadaje każdy pracodawca, to pytanie o nasze wady i zalety. O ile zalety wymienić jest dość łatwo (nie należy tylko przesadzać i podawać tylko cechy, które faktycznie posiadamy), o tyle z wadami może być kłopot. Bo jak przedstawić swoje słabości w sytuacji, kiedy zależy nam na pokazaniu siebie w jak najlepszym świetle? Najlepiej powiedzieć o takich wadach, które w różnych sytuacjach mogą okazać się atutami. Na przykład mówimy, że jesteśmy uparci, po czym zaraz dodajemy, że dzięki temu najczęściej dochodzimy do tego, na czym nam zależy i realizujemy swoje zadania do końca. Albo jeśli staramy się o pracę, która wymaga spokoju i odpowiedzialności, możemy powiedzieć: „Moi przyjaciele twierdzą, że jestem za mało spontaniczny/spontaniczna”, bo wtedy zastaniemy odebrani jako osoby poukładane i rozważne. Z pewnością jest to kwestia, którą należy przemyśleć wcześniej i przygotować sobie kilka swoich „wad”.

Obok klasycznych pytań i odpowiedzi, coraz popularniejsze wśród osób przeprowadzających wywiady z kandydatami do pracy jest proszenie o wykonanie jakiś zadań wymyślonych na poczekaniu, często niepoważnych. Ma to na calu sprawdzenie jak dana osoba reaguje w niespodziewanej i niecodziennej sytuacji oraz jak radzi sobie ze stresem i działaniem pod presją. Na pewno będziesz zaskoczony, jeśli pracodawca poprosi cię o naśladowanie twojego ulubionego zwierzęcia, on tym czasem zobaczy, czy jesteś odważny i otwarty. Może też chcieć sprawdzić twoją kreatywność prosząc cię znalezienie alternatywnego zastosowania dla pierwszego lepszego przedmiotu, jaki ma pod ręką. Na przykład: do czego można użyć spinacza biurowego, oprócz spinania kartek? Hmm… Może jako spinki do włosów? W skrajnych przypadkach możemy trafić np. na sekretarkę insynuującą omdlenie lub… rozpoczęcie akcji porodowej. Nasza właściwa reakcja jest wtedy kluczowa. Nie sposób przygotować się na takie chwyty i sztuczki, bo bywają one naprawdę wymyślne i zaskakujące, ale najważniejsze w takiej sytuacji to zachować spokój i nie tracić pewności siebie.

W czasach wszechobecnych testów psychologicznych przebrnięcie przez rozmowę kwalifikacyjną to prawdziwa sztuka. Należy więc zawsze dobrze się przygotować, a także spodziewać się niespodziewanego. Ale grunt to naturalność i bycie sobą, a jeśli dodatkowo nie damy się zaskoczyć dziwnym zadaniom to wymarzona praca już jest nasza.

MEDYK KONIN Z PUCHAREM POLSKI

Inicjatywa rozegrania finałowego meczu o Puchar Polski kobiet na stadionie Warty w Poznaniu zachęciła mnie do odwiedzenia tego obiektu w niedzielne popołudnie. Tym bardziej, że wstęp był darmowy, a pogoda bardzo sprzyjająca.

Ewa Pajor - najlepsza zawodniczka finałowego meczu o Puchar Polski. Źródło: lm.pl
Ewa Pajor – najlepsza zawodniczka finałowego meczu o Puchar Polski.
Źródło: lm.pl

Sam mecz również zapowiadał się ciekawie. Unia Racibórz mierzyła się bowiem z Medykiem Konin, czyli mistrz z wicemistrzem, najskuteczniejsza ofensywa kontra najszczelniejsza defensywa. W skrócie – dwie najlepsze obecnie polskie drużyny. Spotkanie zgromadziło na jednej, otwartej tego dnia trybunie, sporo widzów dopingujących zarówno piłkarki z Konina, jak i z Raciborza. Te zaczęły zaciętą walkę od samego początku. Ataki sunęły raz z lewej (słupek Glorii Chinasy Okoro), raz z prawej strony (boczna siatka Katarzyny Konat). Na boisku dwoiła się Natalia Pakulska, która, mimo skromnej postury, nie bała się pojedynków jeden na jeden. Obie bramkarki również miały co robić, więc do 34. minuty mecz był dość wyrównany. Ale wtedy kapitalnym uderzeniem z dystansu popisała się Dominika Sýkorová nie dając szans stojącej w bramce Medyka Annie Szymańskiej. Unia objęła prowadzenie i wydawało się, że w drugiej połowie nie da sobie go wydrzeć. Bilans ligowy (3:0 i 0:0) oraz poprzedni finał Pucharu Polski w Toruniu (3:1) również przemawiał na korzyść mistrzyń Polski. Jednakże ten mecz należał do wielkopolanek, a konkretnie do Ewy Pajor – młodej napastniczki, która w przerwie zastąpiła doświadczoną Hannę Olszańską. Zmiana dokonana przez Romana Jaszczaka okazała się strzałem w dziesiątkę, ponieważ na kwadrans przed końcem, ku wielkiej uciesze kibiców, udało się jej wyrównać wynik spotkania. Od tego momentu Unia… przestała grać. Ataki Medyka nasilały się przez resztę meczu, a kulminacja nastąpiła w doliczonym czasie, kiedy to Pajor po raz drugi ukłuła 13 lat starszą Darię Antończyk (warto dodać, że przy obu bramkach asystowała kapitan zespołu – Anna Gawrońska). Stało zatem się jasne, że Puchar Polski pojedzie do Konina. Po ostatnim gwizdku Agnieszki Płaskocińskiej radości wśród koninianek nie było końca. Nerwowy, ale udany rewanż za przegraną walkę o mistrzostwo Polski w tym sezonie. Tym samym piłkarki Medyka prześcignęły w klasyfikacji zdobytych trofeów o Puchar Polski raciborską Unię. Był to bowiem czwarty triumf koninianek w tych rozgrywkach. Szampan, konfetti, gratulacje od kibiców, uścisk dłoni prezes Izabelli Łukomskiej-Pyżalskiej, złote medale, okazały puchar, pamiątkowe fotografie, wywiady, autografy, chwila wytchnienia, lekka obiadokolacja i powrót do domu – tak wyglądały ostatnie chwile spędzone na stadionie Warty przez zwyciężczynie spotkania.

Unia Racibórz co prawda poniosła porażkę, ale po wywalczeniu mistrzostwa Polski będzie miała okazję rywalizować na międzynarodowej arenie. 26 czerwca piłkarki poznają rywalki w turnieju eliminacyjnym do Ligi Mistrzów. Mimo kłopotów finansowych, stać je na awans do kolejnej rundy i pokazanie, że futbol kobiecy ma się lepiej od męskiego.

KAMIL I MAKS SPEŁNILI SWOJE MARZENIA – POJECHALI DO HISZPANII NA MECZ FC BARCELONA

Z okazji Dnia Dziecka Fundacja Dziecięca Fantazja zorganizowała tygodniowy wyjazd dla dwóch chłopców do Barcelony. Chłopcy najbardziej marzyli o obejrzeniu na żywo meczu z udziałem „Dumy Katalonii”, który akurat odbywał się 1 czerwca, odwiedzeniu muzeum klubu FC Barcelona i zwiedzeniu tego urokliwego miasta. Fundacji Dziecięca Fantazja udało się spełnić te marzenia. Chłopcy przed meczem spotkali się z całym zespołem FC Barcelony i pozowali do pamiątkowych zdjęć na murawie stadionu. A wcześniej zwiedzili muzeum FC Barcelony. Chłopcy marzyli również o plażowaniu w Barcelonie, wjeździe na wzgórze Tibidabo i wizycie w przepięknym oceanarium.

Fot. Materiał prasowy.
Fot. Materiał prasowy.

 Jednym z marzycieli był 13-letni Kamil z Kartuz w woj. pomorskim, który choruje na mukowiscydozę. Mukowiscydoza to bezwzględna nieuleczalna choroba genetyczna, która nieubłaganie wyniszcza organizm chorego, atakując układy oddechowy i pokarmowy. Prowadzi do całkowitej niewydolności oddechowej. Jedynym ratunkiem jest przeszczep płuc. Codzienność dzieci z mukowiscydozą to wielotygodniowe za każdym razem leczenie szpitalne, rehabilitacje, drenaże, inhalacje, a średnia długość życia nie przekracza 20 lat. Kamil pochodzi z wielodzietnej rodziny, której kondycja finansowa jest bardzo trudna, ledwo starcza na leczenie i podstawowe potrzeby, o jakimkolwiek wyjeździe nie było nawet mowy. Do Barcelony Kamil pojechał z mamą.

Drugim marzycielem jest 10-letni Maks z Poznania zmagający się z guzem mózgu. Obecnie chłopiec jest po operacji usunięcia guza, niestety nie udało się usunąć całego, nie zniknął nawet po serii intensywnych naświetlań. Maks zmaga się również z wieloma powikłaniami m.in. przestał rosnąć, ma zaburzenia równowagi no i niestety prawie stracił słuch. Futbol to jego życie, Maks zna wszystkich zawodników FC Barcelona, a swoje marzenie chciał przeżyć z mamą i 13-letnim bratem Kubą.

Wylot do Barcelony odbył się 31 maja. Dla obu chłopców był to pierwszy lot samolotem. Przez kolejne dni Maks i Kamil zwiedzali miasto, przeżywali swoją wyprawę, obejrzeli mecz, spotkali się z zawodnikami FC Barcelona, bawili się korzystając w pełni ze wszystkich zaplanowanych atrakcji. Do swoich domów wrócili 6 czerwca.

Przygoda Kamila i Maksa z Barceloną rozpoczęła się od zwiedzania barcelońskiej plaży, którą chcieli zobaczyć w pierwszej kolejności. Po popołudniu, 1 czerwca, chłopcy udali się na mecz, który był największa atrakcją całego wyjazdu. Wizyta na stadionie Camp Nou była największym przeżyciem. Zdjęcia z drużyną oraz zwiedzanie muzeum FC Barcelony i udział w meczu dały chłopcom niezapomniane wspomnienia. FC Barcelona wygrała swój ostatni mecz w tym sezonie, rozgramiając na własnym stadionie Malagę 4:1! Nie obyło się również bez dodatkowych wzruszeń. Gdyż swój ostatni mecz w barwach klubu zagrał Eric Abidal, który ze względu na przeszczep wątroby zakończył karierę. Żegnała go cała drużyna i wszyscy kibice.

Kolejny dzień chłopcy spędzili na wzgórzu Tibidabo w Barcelonie. Widoczna z daleka góra w Barcelonie, znana jest przede wszystkim z wesołego miasteczka Tibidabo. Miejsce to jest zawsze popularne wśród rodzin z dziećmi i mieszkańców Barcelony. Tibidabo jest idealne dla dzieci, a dla niektórych jest to najciekawsze miejsce w stolicy Katalonii. Chłopcy odważnie korzystali ze wszystkich atrakcji parku rozrywki, z niektórych nawet po kilka razy. Wycieczka dała im dużo radości oraz możliwość podziwiania panoramy całej Barcelony. Za równo atrakcje jak i widoki zapierały dech w piersiach.

Następnego dnia chłopcy zdecydowali, że najpierw chcą skorzystać z wszelkich atrakcji plażowania. A po południu udali się na spacer po Starówce oraz przejazd autobusem widokowym z otwartym dachem, który objeżdża najważniejsze atrakcje w Barcelonie, zwiedzanie zabytkowej dzielnicy Barcelony, tzw. „stop and hop”.

Przedostatni dzień pobytu chłopcy spędzili również na plaży, która wyjątkowo przypadła im do gustu. A po południu udali się na zwiedzanie L’Aquàrium de Barcelona. Jest to największe w Europie akwarium i jedna z największych atrakcji turystycznych w Barcelonie. Po kilka razy przejeżdżali tunelem pod akwarium i podziwiając niesamowite okazy pływające w nim. Największe wrażenie zrobiły na chłopcach rekiny i płaszczki.

Ostatni dzień przed wieczornym wylotem chłopcy również spędzili spacerując po mieście, promenadzie nadmorskiej i plaży oraz kupując pamiątki. To był dla Kamila, Maksa, Kuby i ich mam wyjazd życia, zdecydowanie spełnienie największych marzeń, szczególnie tych o futbolu, ale nie tylko. Przez ten czas zapomnieli o codzienności, chorobach i walce o życie. Ten wyjazd i wszystkie atrakcje zostaną w ich pamięci i wspomnieniach na zawsze.

Następujące firmy przyczyniły się do realizacji marzeń Kamila i Maksa: OBI Centrala Systemowa Sp. z o.o., Xella Polska Sp. z o.o., Rafstal Sp. z o.o., Schunk Intec Sp. z o.o., UNIDEVELOPMENT Sp. z o.o., URSA POLSKA Sp. z o.o., Nord Partner Sp. z o.o., JUST Sp. z o.o. Sk, Biuro Projektów Kolejowych i Usług Inwestycyjnych Sp. z o.o., Expoldab Sp. z o.o., MARCOPOL Sp. z o.o., Ginseng Poland Sp. J., Nawigator Doradztwo Gospodarcze Mera Technik Sp. z o.o., Delta Optical G. MATOSEK, H. MATOSEK, Hotel Hilton Gdańsk, Hotel Ibis Barcelona, FC Barcelona Foundation, Transports Metropolitans de Barcelona, Tibidabo Park Amusement, L’Aquàrium de Barcelona, Rodzice Kuby i wszystkie osoby, które wsparły spełnienie marzeń chłopców o podroży w ramach akcji „Pamiętamy o Kubie” oraz osoby prywatne.

Fundację można wesprzeć:

  • przez przekazanie odpisu 1% podatku dochodowego,

  • przez wpłatę na konto Fundacji prowadzone w Banku Polskiej Spółdzielczości S.A.
    nr 14 1930 1523 2310 0345 8400 0001,

  • „zaadoptowaniem” konkretnego marzenia chorego dziecka z danego regionu,

  • uczestnictwem w imprezach organizowanych przez cały rok na rzecz podopiecznych,

  • polubieniem fanpage’u Fundacji www.facebook.com/DzieciecaFantazja

Rodziny, które zmagają się z ciężkimi chorobami dzieci mogą zgłaszać dziecięce marzenia
za pośrednictwem formularza zgłoszeniowego dostępnego na stronie internetowej fundacji
www.f-df.pl oraz listownie.

Więcej informacji udziela:

Patrycja Wróbel, Członek Zarządu,

Fundacja Dziecięca Fantazja

kom.: + 48 606 856 297

e-mail: patrycja@f-df.pl

***

Fundacja „Dziecięca Fantazja” – jest organizacją non-profit, posiadającą status Organizacji Pożytku Publicznego. Powstała w 2003 roku. Jej jedynym celem jest wnoszenie radości w życie dzieci zmagających się z chorobami zagrażającymi życiu i nieuleczalnymi poprzez spełnianie ich najskrytszych marzeń i fantazji. Podopiecznymi fundacji są dzieci zmagające się z nowotworami, wadami wrodzonymi i chorobami genetycznymi. Misją Fundacji Dziecięca Fantazja jest dotarcie do wszystkich cierpiących dzieci w Polsce, aby wnieść w życie dzieci i ich rodzin iskierkę radości, wiary i nadziei. Fundacja działa wyłącznie na rzecz polskich dzieci. Przez 10 lat działalności spełniła ponad 3000 najskrytszych fantazji. Fundatorami marzeń są osoby indywidualne, firmy i organizacje. Więcej na: www.f-df.pl

NIETYPOWA PRZEPROWADZKA BIBLIOTECZNA

Otwarcie długo oczekiwanego Nowego Gmachu Biblioteki Raczyńskich nastąpi w sobotę, 29 czerwca 2013, o godz. 11.30. Jak nietrudno się domyślić, z otwarciem tym związana jest kupa wydarzeń towarzyszących. I tak obok specjalnego trzyczęściowego spektaklu około-teatralnego, akcji „Przysiądź i poczytaj” i wystawy historycznej, dziać się będzie przede wszystkim operacja mająca na celu przeprowadzkę Biblioteki z punktu A do punktu B. Mogą w niej wziąć udział właściwie wszyscy chętni – tym bardzi9ej, że oba punkty biblioteczne znajdują się blisko siebie w zupełnym centrum Poznania.

http://naszglospoznanski.pl/wp-content/uploads/inwbiblioteka1-402x302.jpg
http://naszglospoznanski.pl/wp-content/uploads/inwbiblioteka1-402×302.jpg

Akcja „Przeprowadź bibliotekę” – 29 czerwca 2013, o godz.15.00.

Czyli wielka przeprowadzka książek do Nowego Skrzydła Biblioteki Raczyńskich, a więc przeprowadzka między filią biblioteczną na ul. Św. Marcin a Nowym Skrzydłem Biblioteki na Placu Wolności. Na tej trasie zostanie utworzony „wężyk” osób, które z rąk do rąk będą sobie przekazywały pakiety książek. Do udziału w akcji zaproszeni są wszyscy mieszkańcy Poznania, a w tym: przedstawiciele różnych organizacji, również pozarządowych, uczniowie i studenci – nawet jeśli na stałe mieszkają poza Poznaniem. A teraz UWAGA! Po przeprowadzce wszyscy chętni będą mogli zwiedzać nowy, świeżo otwarty gmach Biblioteki Raczyńskich, który zapewne będzie, albo i już jest, sporą gratką dla bibliofilów wszelkiej maści.

Akcja „Przysiądź i poczytaj” – 29 czerwca 2013, przez cały dzień.

Rozgrywać się ona będzie – jeśli można tak powiedzieć – w plenerze. Otóż, w 5 miejscach w samiutkim centrum Poznania powstaną czytelnie na świeżym powietrzu. Będzie tam możliwość skorzystania z udostępnionych książek, Dlatego właśnie dosłownie będzie można „przysiąść i poczytać” wśród bibliotecznych regałów i krzeseł. Z kolei dla najmłodszych przygotowano dodatkowe atrakcje, a wśród nich: możliwość posłuchania bajek, narysowania, a także pokolorowania bohaterów książkowych. Jest to więc prawdziwa szansa i okazja dla Poznaniaków w każdym właściwie wieku na miłe spędzenie czasu w towarzystwie książek i książeczek.

Interdysyplinarna Grupa Teatralna „Asocjacja”

Grupa zaprasza wszystkich na trzy częściowy wędrowny spektakl, który odbędzie się na ulicach miasta.

I część:  „Pretorium – Miłość i Morze Śródziemne” –  uświetniające Uroczystą Sesje Rady Miasta Poznań.

II część: „Drukarz i Bibliotekarz” – to część przygotowana na  uroczyste otwarcie Biblioteki Raczyńskich.

III część : to po prostu zakończenie speklaklu, czyli również koncerty i inne wydarzenia muzyczno – artystyczne.

Planowane widowisko (I, II i III część) stanowią ruchomy spektakl ze stacjami, czyli etiudami teatralnymi. Aktorzy będą przede wszystkim posługiwać się uniwersalnym, plastyczno-muzycznym językiem, co sprawi, że sam spektakl będzie na pewno czymś bardzo interesującym dla mieszkańców oraz dla gości Poznania. Pojawią się w nim także duże mobilne obiekty, odpowiednie do skali przestrzeni, które są znakiem rozpoznawczym Grupy.

Wystawa „Księgi i sztuka. Dziedzictwo po Edwardzie i Atanazym Raczyńskich”

Ma ona przypomnieć ideę podjętą w pierwszej połowie XIX wieku przez mecenasa nauki i sztuki Edwarda Raczyńskiego uczynienia ze stolicy Wielkopolski – naszego Poznania – centrum kultury i tzw. „Nowych Aten”. Głównym elementem owego planu było ufundowanie publicznej biblioteki. W dalszym jego etapie obok książnicy miał powstać budynek galerii mieszczący kolekcję malarstwa brata Edwarda – Atanazego Raczyńskiego. Rzeczona wystawa przypomnieć ma ową pierwotną ideę obu braci, których nazywa się „poznańskimi Medyceuszami”. Na wystawie zobaczymy m.in.:

  • Edward Raczyński, Wspomnienia Wielkopolski;
  • Adam Mickiewicz, Do H*** Wezwanie do Neapolu, autograf wiersza;
  • Cyprian Kamil Norwid, Psalmów-psalm, autograf, 1850 r. [sygn. Rkp. 2045];
  • Mikołaj Kopernik, De Revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich);
  • Biblia, tłum. J. Wujka, Kraków 1599 [sygn. 15 IV] [duża gablota].

DODATKOWE INFORMACJE O BIBLIOTECE

Harmonogram realizacji inwestycji:

– 24.06.2009r. podpisanie umowy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego;

– 07.10.2010r. podpisanie umowy z Generalnym Wykonawcą Polimexem-Mostostalem;

– listopad 2010 przekazanie planu budowy Wykonawcy;

– grudzień 2010 rozpoczęcie prac budowlanych;

– termin oddania budynku  do użytkowania – 29.VI 2013.

Zasady finansowania  rozbudowy:

Projekt „Rozbudowa Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu” finansowany jest z funduszy UE w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko na lata 2007-2013, Działanie 11.2. Rozwój oraz poprawa stanu infrastruktury kultury o znaczeniu ponadregionalnym. Program ten z budżetem ponad 28 mld euro jest największym programem w historii Unii Europejskiej.

W ramach przeprowadzonego w 2008 r. konkursu projekt uzyskał największą liczbę punktów i uplasował się na pierwszym miejscu dofinansowanych projektów. W dniu 24 czerwca 2009 roku w Bibliotece Raczyńskich nastąpiło uroczyste podpisanie umowy przy udziale Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego.

Koszt inwestycji wyniósł 72 700 739,oo zł, w tym miasto Poznań zapewniło wkład własny w wysokości 60%, a pozostałe 40% pochodzi z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Biblioteka Raczyńskich uzyskała je w drodze konkursu projektów w ramach XI Priorytetu „Kultura i dziedzictwo kulturowe” programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”.

Rozbudowa Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu – realizacja projektu

Charakter Biblioteki Raczyńskich określają spełnione przez nią współcześnie funkcje
o wysokim stopniu użyteczności społecznej, a także bogata tradycja historyczna, dzięki której Biblioteka ta uznawana jest za szczególny symbol kultury narodowej. Atrakcyjność oferty bibliotecznej polega nie tylko na bezpłatnym udostępnianiu swojego zasobu, lecz także na tworzeniu wokół książki i biblioteki aury intelektualnej pobudzającej do rozwijania zainteresowań kulturalnych wyższego rzędu. Z kolei walory księgozbioru naukowego, zwłaszcza Zbiorów Specjalnych (rękopisy, stare druki, kartografia, ikonografia, dokumenty życia społecznego, spuścizny literackie, dokumentacja audiowizualna) sprawiają, że Biblioteka Raczyńskich stanowi ceniony przez pracowników nauki, kultury, mediów i literatów warsztat pracy badawczej oraz ośrodek informacji bibliograficznej i faktograficznej.

Nowy gmach Biblioteki Raczyńskich liczy: siedem kondygnacji (w tym jedna podziemna); 11 738 m2 powierzchni całkowitej; 9 565,5 m2 powierzchni użytkowej; 44 731 m3 kubatury. Łączna powierzchnia całkowita obu budynków (starego i nowego)wynosi 14 881 m2.

Przestrzenie publiczne mają następujące przeznaczenie:

  • Parter – biblioteka dla dzieci (wyodrębniona komunikacyjne), „galeria sztuki” (sala wystawowa), herbaciarnia;
  • I piętro – wypożyczalnia z uniwersalnym księgozbiorem i wolnym dostępem do półek, biblioteka dla niewidomych i słabowidzących;
  • II piętro – informatorium i katalogi, czytelnie: ogólna, czasopism i multimedialna, pokój pracy zespołowej; III piętro-czytelnia zbiorów specjalnych.
  • Magazyny zbiorów bibliotecznych usytuowane są na piętrach: III (zbiory specjalne), IV i V (wydawnictwa od IX-wiecznych do najnowszych). W kondygnacji podziemnej znajduje się parking dla pracowników i gości Biblioteki oraz pomieszczenia techniczne.

Godziny otwarcia:

  • Biblioteka przy pl. Wolności 19 wraz z nowym gmachem będzie czynna w lipcu i sierpniu od poniedziałku do piątku w godzinach 11.00 – 19.00, w soboty od 10.00 – 17.00, a wypożyczalnia dla dzieci w tym czasie w godzinach 10.00 – 17.00 od poniedziałku do soboty.
  • Od września w godzinach 9.00 – 20.00, soboty 10.00 – 17.00. Biblioteka dziecięca w godzinach 9.00 – 18.00 od poniedziałku do soboty.
  • W dniu otwarcia (29.06) udostępniony będzie wyłącznie do zwiedzania nowy gmach od godz. 16.00 do 20.00.
  • Każdy, kto chce skorzystać z nowego budynku, zostanie zapisany do Biblioteki. Otrzyma kartę biblioteczną, która umożliwia mu również korzystanie z 14 skomputeryzowanych filii znajdujących się na terenie miasta Poznania.
    • Osoby, które będą chciały zeskanować lub skopiować dokumenty z księgozbioru Biblioteki otrzymają specjalną kartę umożliwiającą im skorzystanie z samoobsługowych urządzeń znajdujących się w Informatorium i filii dla dzieci.

Księgozbiór w nowym gmachu:

– ilość księgozbioru w bibliotece dziecięcej – 17.500  oraz ok.1000  multimediów (filmów, audiobooków);

– wypożyczalnia i czytelnia dla niewidomych – książki braillem: 526, książki w formacie dla niewidomych, Czytak: 3670, książki – format Disy: 1936, słuchowiska: 180, płyty CD: 517;

– stan księgozbioru w nowej wypożyczalni centralnej w przybliżeniu to 80 000 woluminów;

– stan księgozbioru podręcznego w czytelni i informatorium to około 15 000 woluminów;

– w podręcznej czytelni multimedialnej będzie około 2 500 szpul mikrofilmów, do tego dochodzą płyty CD z kolekcji Archiwum Dziecięcego i z KP. Czytelnia wyposażona jest w sprzęt do przeglądania i skanowania mikrofilmów, odsłuchiwania muzyki i sprzęt audiowizualny;

– w Czytelni Czasopism będą czasopisma i gazety bieżąco prenumerowane przez Bibliotekę (ponad 350 tytułów oraz czasopism oprawnych 58.800 sztuk);

– kolekcja Archiwum Książki Dziecięcej liczy około 20 000 woluminów książek i około 20 tytułów czasopism dla dzieci;

– zbiory specjalne – ok.180.000 egz., księgozbiór podstawowy w magazynach – ponad 324.500 woluminów.

 Multimedia (kompletne dopiero od września)

64 komputery dla Czytelników, a w tym:
– 12 komputerów multimedialnych,
– 2 stanowiska komputerowe przystosowane dla osób niedowidzących,
– 1 stanowisko z autolektorem dla osób niedowidzących,
– Komputery dla dzieci w filii dziecięcej,
– Możliwość korzystania z własnych komputerów (dostępny Internet kablem i bezprzewodowo),
– Możliwość zamówienia do czytelni w nowym budynku książek z magazynu,
– Rezerwacja książek z nowej wypożyczalni,
– Stanowisko do samodzielnego wypożyczania książek,
– Czytelnia multimedialna – komputery multimedialne, skanery mikrofilmów.

Trochę historii:

  • 5 maja 1829 r. – uroczyste otwarcie ufundowanej przez Edwarda hr. Raczyńskiego biblioteki;
  • 1924 r. – miasto Poznań przejmuje bibliotekę na swoje utrzymanie;
  • styczeń 1945 r. – podczas walk o Poznań biblioteka zostaje zniszczona przez Niemców. Legł w gruzach budynek i spłonął liczący około 180 tysięcy woluminów księgozbiór. Ocalała niewielka jego część – ok. 21 tys. woluminów, ale za to najstarszych i najcenniejszych;
  • 1949 r. – miasto rozpoczyna tworzenie sieci filii i punktów bibliotecznych w całym mieście;
  • 1956 r. – odbudowa zabytkowego gmachu przy placu Wolności zostaje zakończona;
  • początek lat 80. – w okresie pierwszej „Solidarności” odżywa sprawa rozbudowy, ale do inwestycji nie dochodzi;
  • 1993 r. – przez pomyłkę ówczesnych władz wojewódzkich teren przewidziany na rozbudowę biblioteki dostaje w wieczyste użytkowanie Telekomunikacja Polska S.A.;
  • koniec lat 90. – Telekomunikacja ogłasza, że zamierza na tyłach biblioteki postawić swój biurowiec, protestuje środowisko, przez kilka lat trwa walka o przywrócenie terenów bibliotece;
  • 2003 r. – miasto ogłasza konkurs na nowe skrzydło biblioteki. Zwycięża projekt pracowni „Jems Architekci” z Warszawy;
  • 2005 r. – miasto odkupuje grunt od TP S.A. Teraz już nie ma żadnych przeszkód, by rozpocząć rozbudowę;
  • luty 2009 r. – inwestycja otrzymuje ok. 42 mln zł wsparcia ze środków unijnych (ok. 64 mln zł zapewnia miasto);
  • jesień 2010 r. – rozpoczęcie budowy;
  • 29 czerwca 2013 – otwarcie nowego skrzydła Biblioteki Raczyńskich przy Al. Marcinkowskiego.