PODSUMOWANIE POLSKIEGO SPORTU W 2012 ROKU

źródło: kielce.gazeta.pl
źródło: kielce.gazeta.pl

Rok 2012 dobiegł końca. Był on szczególny w historii polskiego sportu, a konkretnie piłki nożnej. Organizacja Mistrzostw Europy nie zdarza się co roku, więc wszystkie oczy zwrócone były w kierunku naszej reprezentacji. Trochę w cieniu odbyły się Igrzyska Olimpijskie w Londynie, a wcześniej Liga Światowa siatkarzy w Sofii. Podsumujmy zatem najważniejsze wydarzenia sportowe z udziałem Polaków w mijającym roku. Oto subiektywny ranking AD 2012:

 

  1. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie.

Nowe stadiony, wybrany przez kibiców trener przygotowujący naszą reprezentację przez 2,5 roku, młodzi zawodnicy, mecze rozgrywane na polskich stadionach, wspaniała atmosfera na trybunach dzięki wiernym kibicom, ogólnie – wielka radość spowodowana organizacją mistrzostw i ogromne nadzieje pokładane w naszych piłkarzach. Wiadomo jednak, jak wszystko się skończyło. Może to i lepiej, że Polacy nie wyszli z, jak się wszystkim wydawało, najłatwiejszej grupy na Euro 2012. Dzięki temu mamy nowego trenera i prezesa w Polskim Związku Piłki Nożnej. Nie ma więc, co narzekać. Tym bardziej, że organizacyjnie wyszło znakomicie. Dużo pochwał od wszystkich drużyn uczestniczących w turnieju oraz od władz UEFA zrekompensowały sportowe niepowodzenie. Przez miesiąc trwało istne piłkarskie święto. Nawet władze niektórych uczelni w miastach-organizatorach skrócili studentom okres nauki, którzy dzięki temu mogli wziąć udział w wolontariacie na stadionach i w centrach miast. Pasjonaci koncertów na większą skalę też mają prawo czuć się usatysfakcjonowani, ponieważ na Stadionie Dziesięciolecia nie byłoby szans usłyszeć Madonny, Coldplay, Jennifer Lopez, Depeche Mode czy Rogera Watersa… Gwoli przypomnienia – w finale obrońcy tytułu Hiszpanie pokonali aż 4:0 odrodzonych Włochów.

  1. Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012.

Niestety, po raz kolejny nie mieliśmy powodów do zbytniej radości. 10 medali olimpijskich jest wyznacznikiem kondycji polskiego sportu na obecną chwilę. Gorzej, że nie zmienia się to od kilku lat, a statystyki rok do roku nie wyglądają optymistycznie. Malkontenci przepowiadali niepowodzenie już w trakcie oficjalnego otwarcia, kiedy to grupę 218 sportowców prowadziła Agnieszka Radwańska, która później okazał się jednym z największych rozczarowań w polskiej ekipie. Pierwszy medal, srebrny, wywalczyła nieoczekiwanie Sylwia Bogacka podczas zawodów strzelania z karabinu pneumatycznego na 10 metrów. Na kolejne musieliśmy czekać prawie tydzień, ale warto było. 3 sierpnia nie zawiodły wioślarki – Magdalena Mularczyk i Julia Michalska, które jako dwójka podwójna dopłynęły na metę na trzeciej pozycji. Drugi raz z rzędu mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą został Tomasz Majewski, ale największą radość w tym dniu sprawił nam nieoczekiwanie Adrian Zieliński – złoty medalista w podnoszeniu ciężarów w kategorii do 85 kg. Trzy doby później w tej samej dyscyplinie (w kategorii do 105 kg) brąz wywalczył Bartłomiej Bonk. Krążek o takim samym kolorze zawisł także na szyi zapaśnika Damiana Janikowskiego. Również dwa brązowe medale nasi reprezentanci wywalczyli następnego dnia. Oba w żeglarstwie podczas zawodów w klasie RS:X. Prawdziwymi wojownikami okazali się walczący do końca: Przemysław Miarczyński oraz Zofia Noceti-Klepacka, która stała się bohaterką narodową licytując zdobyty medal i przekazując pieniądze na leczenie młodszej sąsiadki – 5-letniej Zuzi. Do powiększenia polskiego dorobku medalowego przyłączyły się jeszcze: Karolina Naja z Beatą Mikołajczyk (brąz w dwójce na 500 metrów w wioślarstwie) oraz niezawodna Anita Włodarczyk (srebro w rzucie młotem). I tak oto trzeci raz z rzędu przywozimy z Olimpiady 10 krążków (2 złote, 2 srebrne i 6 brązowych). Niestety, nie popisali się sportowcy, których ubierano w medale już przed rozpoczęciem igrzysk: Marcin Dołęga, Agnieszka Radwańska i w szczególności nasi siatkarze. Duże nadzieje wiązaliśmy również z występami Moniki Pyrek, Anny Rogowskiej, Pawła Wojciechowskiego, Karoliny Michalczuk, Natalii Partyki, Szymona Ziółkowskiego i Pawła Korzeniowskiego, ale nikomu z wymienionych nie udało się stanąć na podium. Można również gdybać, czy występ Mai Włoszczowskiej, która musiała zrezygnować ze startu z powodu kontuzji, przyniósłby jedenasty medal. Dla niektórych start w 2012 roku był ostatnim na igrzyskach (wielki żal Otylii Jędrzejczak), pozostali natomiast muszą wziąć się do ciężkiej pracy, aby poprawić swoje wyniki lub utrzymać się po raz kolejny na szczycie (powodzenia panie Tomku!).

  1. Liga Światowa w siatkówce mężczyzn.

Kibice byli rozczarowani występem polskich siatkarzy na Olimpiadzie, gdyż wszyscy pamiętali ich wspaniały triumf w 23. edycji Ligi Światowej. Dominacja Polaków w turnieju finałowym rozgrywanym w Sofii była niepodważalna. Nie przegrali żadnego z czterech spotkań w pokonanym polu pozostawiając mistrzów świata i zdobywców Ligi Światowej sprzed dwóch lat – Brazylijczyków, wicemistrzów świata z 2010 roku – Kubańczyków oraz nieobliczalnych gospodarzy – Bułgarów. W finale zmierzyli się z mistrzami olimpijskimi z Pekinu i po emocjonującym spotkaniu wygrali 3:0. Klasą dla siebie był w polskiej ekipie Bartosz Kurek, który już jako zawodnik Dinama Moskwa został MVP turnieju. Miejmy nadzieję, że pierwszy medal w historii występów Polaków w Lidze Światowej nie będzie ostatnim i, mimo niepowodzenia na igrzyskach, będziemy mogli cieszyć się z kolejnych sukcesów drużyny Anastasiego.

  1. Zwycięstwo Justyny Kowalczyk w Tour de Ski i tenisowe nadzieje.

Po raz trzeci z rzędu mogliśmy cieszyć się ze zwycięstwa Polki w prestiżowych zawodach w biegach narciarskich. Co prawda Justyna zajęła ostatecznie drugie miejsce w klasyfikacji Pucharu Świata, to i tak dla wielu kibiców jest bohaterką narodową i wzorem do naśladowania dla sportowców ze względu na ogrom pracy, jaki wkłada w każdy swój start. Nie zdziwiłbym się, gdyby znów triumfowała (również po raz trzeci z rzędu!) w plebiscycie Przeglądu Sportowego (aczkolwiek ma groźnego konkurenta w osobie Tomasza Majewskiego). W czasie, gdy piszę te słowa nasza zawodniczka ma realne szanse na czwarty triumf w cyklu Tour de Ski. Niektórzy zapewne powiedzą, że nie było to trudne, ponieważ ze startu wycofała się jej największa rywalka Marit Bjørgen, ale taka już nasza natura, że umniejszamy wszelkie sukcesy, których zresztą było w polskim sporcie w 2012 roku jak na lekarstwo.

Warto więc przypomnieć sobie także finalistów dwóch turniejów tenisowych – Agnieszkę Radwańską oraz Jerzego Janowicza. Krakowianka uległa w ostatnim meczu Wimbledonu Amerykance, Serenie Williams (1:6, 7:5, 2:6), natomiast „Jerzyk” w decydującym pojedynku ATP World Tour Masters 1000 w Paryżu musiał uznać wyższość Hiszpana Davida Ferrera (4:6, 3:6). Oba występy naszych rodaków przyniosły jednak wiele emocji i sympatii do tej dyscypliny sportu. Nasi tenisiści są młodzi i będą mieli jeszcze wiele okazji do wspięcia się na szczyt międzynarodowych rankingów.

  1. Nieoczekiwane rozstrzygnięcia w ligowych rozgrywkach.

Drużyna Asseco Resovii Rzeszów przerwała znakomitą passę PGE Skry Bełchatów w rozgrywkach PlusLigi – siedmiu zwycięstw z rzędu. Oba zespoły spotkały się w wielkim finale, w którym triumfowali rzeszowianie wygrywając trzy spotkania na cztery rozegrane. W ostatnim spotkaniu nie stracili nawet seta (trzeci wygrali do 15!).

Jeszcze większą sensacją zakończyły się piłkarskie rozgrywki T-Mobile Ekstraklasy. Mistrzem został Śląsk Wrocław, który o punkt wyprzedził Ruch Chorzów. Trzecie miejsce dla Legii, czwarte dla Lecha, a dopiero siódme dla obrońcy tytułu Wisły Kraków. Występy najlepszych drużyn na koniec sezonu w europejskich pucharach zakończyły się kompromitacją, spadki drużyn ŁKS-u oraz Cracovii pozbawiły derbów Łodzi i Krakowa w obecnym sezonie, a forma (a właściwie jej brak) ligowych piłkarzy przełożyła się również na słaby występ podczas Mistrzostw Europy. Może czas więc w końcu zmienić naszą narodową dyscyplinę sportu na bardziej emocjonującą?

Przy okazji rozpoczęcia się nowego roku życzę wszystkim polskim sportowcom dużo zdrowia, wytrwałości, osiągnięcia zakładanych celów i ciągłego rozwoju, a kibicom – jak najwięcej łez… radości, które zapewnią nam wiadomości o sportowych sukcesach Polaków

KOLĘDOWY „BLUE NOTE”

MateO & Glyk PIK TRIO koledy narodow
MateO & Glyk PIK TRIO koledy narodow

Jak wszyscy wiemy, kolęda niejedno ma imię, a będzie można o tym się przekonać w niebieskim klubie na „Zamku” przy ul. Kościuszki 76/78 w Poznaniu. Odbędą się tam 2 kolędowe wieczory z tymi mniej lub bardziej znanymi kolędami z wielu regionów świata. Usłyszeć je będzie można w różnych i naprawdę miłych uchu aranżacjach i stylizacjach.

Zatem: w poniedziałek, 7 stycznia 2013 o  godz. 20.00, wystąpią wspólnie „Mate.O” i „Głyk P.I.K. Trio” w koncercie zatytułowanym: „Kolędy narodów”, a dwa dni później – w  środę 9 stycznia 2013, również o godz. 20.00 – grać będą studenci wydziału jazzu poznańskiej Akademii Muzycznej, a my będziemy mogli wziąć udział w klubowym „Wieczorze w nastroju kolędowym”.

I. „KOLĘDY NARODÓW”

Będzie je można usłyszeć 7 stycznia, a jest to muzyka będąca wynikiem współpracy świetnych, doświadczonych muzyków oraz talentów debiutujących. Przy tym wszyscy oni mają głęboką wrażliwość artystyczną. Połączenie rodzinnego „Głyk P.I.K Trio”, a więc brzmienia wibrafonu i świetnej sekcji rytmicznej wraz z charakterystycznym głosem i gitarą akustyczną „Mate.O”, tworzy niepowtarzalne brzmienie. Energia, muzykalność i radość wypływająca przy tym z ich wspólnego muzykowania zostawiają za każdym razem niezapomniane wrażenia.

„Mate.O

Facet właściwie nazywa się Mateusz Otremba, a urodził się w roku 1977 we Wrocławiu. Jest polskim wokalistą, gitarzystą, kompozytorem i autorem tekstów, z zawodu fotografikiem, a także liderem uwielbienia we Wspólnocie Chrześcijańskiej o nazwie „Genesis” u nas, w Poznaniu. Wspólnotę tę, wraz ze swoim bratem Tomaszem, utworzył w 2002 roku, a jest ona IV zborem KChB w Poznaniu.

Jeśli chodzi o życie prywatne to pan Mateusz jest baptystą, a jego żoną została jakiś już czas temu Natalia Niemen. Mają dwóch synów i mieszkają oczywiście tu, w naszym kochanym Poznaniu. Poza tym Mateusz Otremba jest synem pastora Adama Otremby, będącego byłym prezesem fundacji „Młodzież dla Chrystusa” w Polsce.

Teraz życie zawodowe – tak naprawdę Mateusz Otremba muzykuje od roku 1996, a zaczynał w pierwszym zborze baptystycznym we Wrocławiu, gdzie był liderem uwielbienia przez kilka lat. W międzyczasie założył zespół „Project”, z którym często koncertował w kraju. Jako wokalista natomiast pan Mateusz dał się poznać już na giżyckich slotach. Później stał się ich współtwórcą. Jest także jednym z animatorów chrześcijańskiej imprezy o nazwie „Manifest” we Wrocławiu. Jeśli chodzi o karierę solową, to zadebiutował płytą „Totalne uwielbienie” (1998) nagraną na żywo we Wrocławiu. Cztery lata później ukazał się jego drugi album pt. „Jesteś dobry dla mnie” (2002), a była to płyta z pogranicza muzyki soulowej i jazzowej. W czerwcu 2004 roku na konferencji dziecięcej „Dawid Wojownik” udało mu się zarejestrować nagrania ze spontanicznego uwielbienia. Wydano je później na płycie pn. „Piosenki młodych wojowników”, na której pojawiła się również piosenka zespołu „Arka Noego” pt. „Jezus Ratownik”. Kolejny krążek w dorobku pana Mateusza to „Zapominam siebie” (2006). W nagraniach artystę wspierali m.in. Mietek Szcześniak i Eleonora Niemen.

Teraz efekty, jeśli tak rzec można, pracy pana Mateusza – piosenki jego autorstwa śpiewane są w wielu kościołach i na licznych festiwalach. Brał też udział w największych imprezach muzyki chrześcijan: m.in. „Song of songs Festiwal” w Toruniu, „Slot art festiwal” w Lubiążu, „Festiwal Muzyki Dobrej” w Warszawie, „Festiwal Stróżów Poranka” w Chorzowie, a także koncertował w licznych klubach muzycznych czy imprezach plenerowych w kraju i za granicą. Występuje też jako solista z chórem o nazwie „Trzecia Godzina Dnia”. Poza tym jest jednym ze współorganizatorów sylwestrowej konferencji „Przełom” w Warszawie.

„Głyk P.I.K. Trio”

Projekt bardzo i potrójnie rodzinny cenionego wibrafonisty, perkusisty, kompozytora i aranżera, który współpracował z czołówką polskiego jazzu i rocka. Byli to m. in.: Stanisław Sojka, Justyna Steczkowska, Paweł Kukiz, Reni Jusis, Ireneusz Dudek, Mieczysław Szcześniak, „SBB”, Tomasz Stańko czy Grażyna Łobaszewska. Skład tria: P.atryk Głyk – perkusja, I.rek Głyk – wibrafon i K.inga Głyk – bas.

II. „WIECZÓR W NASTROJU KOLĘDOWYM“

Kolejne klubowe spotkanie w świątecznym klimacie to propozycja przygotowana przez studentów wydziału jazzu poznańskiej Akademii Muzycznej. W „Blue Nocie” zabrzmią kolędy w na pewno ciekawych aranżacjach, a poza tym wszystkie one będą miały niepowtarzalny klimat. I tu uwaga! – wśród przygotowanych utworów znaleźć będzie można również kilka propozycji spoza repertuaru kolędowego – będą to znane standardy muzyki jazzowej oraz utwory w klimatach soul i pop. Zagrają: Anita Sobiechowska – kontrabas i Tobiasz Gotfryd – fortepian. Natomiast śpiewać będzie: Natalia Świerczyńska.

PODSUMOWUJĄC:

I.Mate.O & Głyk P.I.K. Trio” – „Kolędy narodów”

Poniedziałek 7 stycznia 2013, godz. 20.00.

Bilety: 20 zł – przedsprzedaż i 25 zł – w dniu koncertu.

II. „Wieczór w nastroju kolędowym”

Środa 9 stycznia 2013, również godz. 20.00.

Bilety: 10 zł

 

Zdjęcie (idealne rozmiarowo, choć z „Blue Nota”) w poczcie.

 

POZNAŃSKI SYLWESTER W RYTMIE PRZEBOJÓW Z LAT 90.!

Nie chcesz siedzieć w sylwestrową noc przy telewizorze, ale nie masz jeszcze pomysłu na zabawę?! Chcesz się wyrwać i spędzić tę chwilę wyjątkowo – w towarzystwie samych gwiazd?! Wybierz się na Sylwestra do Poznania – na Placu Wolności zagoszczą między innymi takie sławy jak Wilki, Kombii oraz uczestniczka telewizyjnego show „Mam talent” – Maja Koman z zespołem!

Sylwester w Poznaniu (polskalokalna.pl)
Sylwester w Poznaniu (polskalokalna.pl)

Impreza sylwestrowa w Poznaniu zaczyna się już o 17:00 muzyką graną przez DJ’a, a godzinę po rozpoczęciu odbędzie się artystyczna uczta dla dzieci. A gdy najmłodsi powoli będą wędrować do swoich łóżek scenę zajmą gwiazdy wieczoru! Od 20:30 poczynając od Mai Koman & Ukulele, następnie publiczność rozgrzeje zespół Kombii, a wraz z zbliżającym się Nowym Rokiem podium zajmować będą Wilki! O północy przyjdzie czas na życzenia noworoczne oraz pokaz sztucznych ogni! Po widowiskowym pokazie fajerwerk jeszcze chwile dla siebie będzie miał Robert Gawliński, a potem dla tych najbardziej odpornych na mróz będzie dyskoteka pod gołym, noworocznym niebem. Impreza według planów ma trwać do 3:00 nad ranem! Najwyższy czas przygotować się do tej magicznej nocy – odejścia Starego, a przyjścia Nowego Roku! Zapraszam do przesłuchania tegorocznych, sylwestrowych, poznańskich hitów:

TYLKO JEDNA TAKA SZANSA – ROZMOWA Z OLĄ NIPARKO

Kiedy wszedłem do poznańskiej kawiarni „Dylemat”, gdzie się umówiliśmy, poznałem ją z daleka. Nic zresztą dziwnego. Jej twarz zapadła mi w pamięć z telewizji, z gazet, z Internetu. Gdy podszedłem, wstała i szybko wyciągnęła rękę. „Jestem Ola” – powiedziała, mimo że przedstawiać się nie musiała, a z naszej dwójki anonimem byłem ja. Tak rozpoczęła się dla mnie niezwykła rozmowa z osobą, która w ciągu kilku miesięcy z kopciuszka, stała się obytą ze światem mediów pasjonatką kuchni. W liceum mówili mi – powie, zanim o cokolwiek zapytam – że jestem kurą domową. Że sprzątam, piorę i prowadzę ogródek. Śmiali się ze mnie. Dopiero po MasterChefie ludzie przekonali się, że cicha Ola może coś pokazać. I wszystkim opadły szczęki.

Rozmowa z Olą Niparko, uczestniczką I polskiej edycji programu MasterChef.

źródło: masterchefpolska.pl
źródło: masterchefpolska.pl

 

O tym, że masz bardzo dobry smak w kuchni – wiemy. Spróbuj opisać teraz jak smakuje popularność.

Boję się tego, że gro ludzi lubi mnie tylko z litości dla mojego brata. Dostaję mnóstwo wiadomości, że robię karierę na nieszczęściu Tomka, że wykorzystano przykrą sytuację z mojego domu. Jest to nieprawda. Przeszłam precasting, gdzie Rafał Targosz pochwalił moją dobrą kompozycję smaków. Nawet te słowa, które usłyszałam od Magdy Gessler, że takiej kaczki jeszcze nie jadła, utwierdziło mnie w przekonaniu, że mogę w tym kierunku iść dalej. Tym bardziej, że taką kaczkę robiłam drugi raz w życiu. Pierwszy raz – w sobotę, a drugi raz – w niedzielę, na casting główny. A potrawa, co może zabrzmieć dziwnie, mi się przyśniła.

No właśnie. Często mówisz o tym, że przepisy pojawiają się w Twoich snach. W tej restauracji marzeń też planujesz serwować dania, które Ci się przyśnią?

Tak! Często tak mam, że w jeden dzień pomyślę o rybie i na drugi dzień mam już na nią piętnaście pomysłów. Nawet śni mi się jak miałoby to po prostu wyglądać na talerzu. W swojej restauracji chcę podawać potrawy, które będą odzwierciedlały moje wnętrze. Nie chcę, by było to danie szablonowe, ale by było ciepłe i podane z miłością. By nad tym wszystkim dominowała moja pewna szalona myśl. To nie będą białe ściany, lecz mnóstwo kolorów, ciepło, zapach ziół, aromaty wydobywające się z kuchni.

Myślisz, że popularność, którą zdobyłaś w programie, może Ci pomóc w realizacji tych marzeń?

Nie chcę w przyszłości grać cały czas tą kartą, że byłam w MasterChefie. Chcę dojść do czegoś sama. Nie chcę pisać w CV, że „byłam w MasterChefie – weźcie mnie”. Nie. Nawet nie chcę się tym przesadnie chwalić. Chcę, by renoma mojego nazwiska zależała ode mnie, a nie od tego, że wystąpiłam w jakimś programie.

 

„Bałam się tego, że może
porwałam się z motyką na słońce”

 

Twoja przyszła restauracja to także Twój brat, który ma mieć zapewnione w niej honorowe miejsce.

Tak. Jesteśmy bliźniakami, wychowywaliśmy się razem, mieliśmy trudną sytuację w domu. To wszystko nas bardzo zbliżyło. Nie mówię, że chcę wiązać z nim przyszłość tak, że np. nie wyjdę za mąż bo jest brat. Jeśli będzie miał w życiu problemy i będę mogła mu jakoś pomóc – zawsze znajdzie miejsce w mojej restauracji. Nie chcę jednak czegoś takiego, że podporządkuję swoje życie tylko mojemu bratu. Chcę żyć swoim życiem, ale on musi wiedzieć, że zawsze mu pomogę.

 Tomek jest Twoim najostrzejszym krytykiem, ale postanowiłaś spróbować swoich sił przed zawodowymi kucharzami. Jak wspominasz pierwsze chwile w programie?

Bardzo się bałam, kiedy pojechałam na precasting. Słyszałam tam opowieści mnóstwa ludzi, którzy opowiadali o swoich życiach, o tym skąd pochodzą, jak dużo jeździli po świecie. Niektórzy byli z Grecji, niektórzy z Włoch, a nawet z Afryki. Pomyślałam: matko! Mam osiemnaście lat, zawsze siedziałam w Polsce, nie wyjeżdżałam za granicę. Raz tylko byłam w Niemczech, ale niczego tam nie jadłam. Bałam się, ale potem okazało się, że przeszłam na casting główny do Krakowa. Tam była trójka jury. Miałam godzinę na przygotowanie potrawy, bardzo się stresowałam, tym bardziej, że nie znałam piekarników, kuchenek. Garnki były całkowicie inne niż te, z których korzystam w domu.

Czego bałaś się najbardziej? Krytyki?

Jak już jechałam tym wózkiem, słyszałam jak te koła się kręcą, myślałam sobie: Matko Boska, będzie wszystko źle i wyjdę z wielkim płaczem, że się nie udało. Może nie obawiałam się aż tak bardzo tego, że krytyka załamie mnie tak, że nie będę więcej gotować. Bałam się tego, że może porwałam się z motyką na słońce; że mogłam przygotować coś prostszego, niż to wyrafinowane danie, na które się zdecydowałam. No ale jednak się udało.

źródło: materiały prasowe TVN

Wielkim fanem Twojego talentu stał się Michel Moran. Zaproponował Ci nawet staż. To chyba propozycja nie do odrzucenia.

Nie do odrzucenia i nawet już wykorzystana. We wrześniu byłam pięć dni na stażu u Michela. Zaproponował mi po tym, że w każdej chwili mogę się do niego zgłosić i odbywać dalsze staże.

Jak wyglądał ten staż?

Kiedy zrezygnowałam po szóstym odcinku, dużo jeździłam po szpitalach. We wrześniu udało mi się wykroić pięć dni wolnego, wiec pojechałam do Warszawy i pojawiłam się w jego restauracji. Przyjął mnie z otwartymi rękoma. Kuchnia była podzielona na ciepłą i zimną. Ja pracowałam na zimnej. W pierwszym dniu przyglądałam się jak to wszystko wygląda.  A potem kucharze pozwolili mi dekorować talerze, podawać desery czy przystawki. Zobaczyłam jak pracuje profesjonalna kuchnia.

 

„Pani Gessler zwróciła mi uwagę, że za cicho mówię.
Powiedziała „Ola, mów trochę głośniej, więcej energii!””

 

Jak się czułaś pracując już z tak profesjonalnym zespołem? Twoje marzenia w dalszym ciągu się spełniały.

Nie wierzyłam, że w ogóle tam jestem. Czułam się taka… ważna. Kiedy dostałam bluzę gastronomiczną, pomyślałam, że teraz wyglądam jak mały, poważny kucharz.

Myślisz o tym, żeby podczas studiów zacząć już pracować?

Na pewno nie na pierwszym roku. Chcę wszystko zdać spokojnie, wdrożyć się w studencki świat. Dopiero od drugiego roku zacznę o tym myśleć.

Wróćmy do MasterChefa. Jakie wrażenie zrobiła na Tobie Magda Gessler?

Ona nas tylko oceniała, nie rozmawiała z nami prywatnie. Nie miałam więc okazji jej dobrze poznać. Ale jest na pewno dobrym człowiekiem i zna się na tym, co robi. Jeździła po różnych krajach, wie co i jak powinno smakować. Jej zdanie było z pewnością dla mnie bardzo ważne.

A zdanie którego z jurorów miało dla Ciebie największe znaczenie?

Do mnie najczęściej podchodzili Michel i Ania, więc z nimi miałam najlepszy kontakt. Czasami pytali się co robię, podpowiadali co mogę dodać, więc ich zdanie było najważniejsze. Choć na poligonie, pani Gessler zwróciła mi uwagę, że za cicho mówię. Powiedziała „Ola, mów trochę głośniej, więcej energii!”. Każda uwaga wkuwała mi się w pamięć, nauczyłam się co i jak mam po kolei robić, więc na pewno pod tym względem mi ten program pomógł.

Wspomniałaś o poligonie. Odeszłaś z programu, bo nie mogłaś narażać oczu na zbytni wysiłek. Poligon był chyba sporą lekcją wuefu.

Tak, zwłaszcza, że od drugiej klasy podstawówki nie biegałam i nie skakałam. Ale że inni uczestnicy są wspaniali, polecili mi, żebym nie forsowała się i chodziła po lżejsze rzeczy, po zioła, a oni ganiali np. po ziemniaki. No ale zbiegając z wału, upadłam na beton. Wydaje mi się jednak, że poligon mimo wszystko pogorszył moją sprawę z oczami. Tak samo dźwigając cebulę, którą mieliśmy kroić, złamałam zasadę, której miałam się trzymać od dziecka, więc kosztowało mnie to właśnie tyle, że musiałam zrezygnować. Żal był, ale zdrowie ważniejsze.

Jedno z dań, które Ola zaserwowała w programie: Filet z karpia z ziołami i sosem pomidorowym / źródło: masterchef.tvn.pl

Oprócz wysiłku, wpływającego źle na Twoje oczy, była także kwestia silnych, studyjnych świateł. Nie było możliwości, byś występowała np. w ciemnych okularach?

To były surowe światła, a ja byłam wtedy bardzo osłabiona. Byłam po maturze, do tego byłam chora. Oko było czerwone, miałam zapalenie mięśnia. Wchodząc do studia, te światła na mnie tak działały, że oko mi łzawiło i czułam, jakbym miała wrzątek w gałce. Cały czas mnie piekło i leciały mi łzy. Ciemne okulary akurat w tym wypadku nic by nie pomogły. Ja nawet nie mogę ich nosić. Dopiero pomogły mi szybka reakcja lekarza i zmiana złych leków.

W którym momencie podjęłaś decyzję, że to już koniec?

Zdiagnozowano u mnie chorobę i dzień po tym, jak byłam u lekarza mój stan na tyle się pogorszył, że powiedziałam, że nie wystąpię. Po tym, jak Basia poszła do spiżarni wiedziałam, że muszę już zrezygnować. Bolało jak diabli, bo chciałam walczyć dalej, tym bardziej, że były mięsa – to, co kocham. No ale niestety. Za długo moi rodzice walczyli z chorobą, żebym mogła to stracić.

Pozostał żal.

Tak, ale powiedziałam, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, więc raczej nie wystąpię w drugiej edycji. Tym bardziej, że uważam, że taką szansę od losu dostaje się raz. Ja już swój raz wykorzystałam i drugiego razu chyba nie będzie.

Jak wyglądały kulisy programu? Z kim dogadywałaś się najlepiej?

O kulisach nie mogę za bardzo mówić. Uczestnicy natomiast się śmiali, że byłam ich małym dzieckiem, bo byłam najmłodsza. Z każdym się dobrze dogadywałam, nie było jakichś spięć, nerwówek. My się traktowaliśmy jak jedna wielka rodzina, jedliśmy kolację razem, gadaliśmy po nocach do rana. Każdy, jak umiał, pomagał sobie. Jak np. zaspałam, to wszyscy do mnie pukali naraz „Ola, wstawaj, bo się spóźnisz!”.

Zamknęłaś ten etap swojego życia, rozpoczęłaś kolejny – studia. Technologia żywienia ma być kolejnym krokiem do zrealizowania Twoich marzeń.

Studia są teraz najważniejsze w moim życiu. Są moim „planem A”. Muszę mieć jakieś wykształcenie, muszę mieć to „mgr” przed nazwiskiem, jak mówi mój tata. Być może wyjadę też kiedyś za granicę, by się dalej kształcić.

Jak widzisz swoją przyszłość? Zwiążesz ją z Poznaniem czy wrócisz w swoje rodzinne strony, do Zielonej Góry?

Nie wrócę do domu. Nie otworzę tam restauracji, bo Zielona Góra stała się bardziej miastem sypialnianym. Tu jest więcej możliwości, choć myślałam bardziej o Krakowie bądź Warszawie. Z Krakowem wiąże mnie historia sentymentalna i deptak. Zakochałam się w tym mieście. Warszawa to natomiast dobry rynek zbytu i ta restauracja rzeczywiście mogłaby mieć tam jakiś swój zaczątek.

Rozmawiał: Łukasz Lipiński

zapraszamy na fanpage Oli Niparko na facebooku: www.facebook.com/nutkasmaku

ŚWIĄTECZNE SZALEŃSTWO SUFJANA STEVENSA

Moda na wydawanie tematycznych, świątecznych albumów muzycznych nie mija – mimo tego, bardzo trudno wybrać spośród współczesnych propozycji coś świeżego i nieprzekombinowanego, a na ogół trzymające się sztywnych ram covery i tradycyjne nagrania sprzed kilkudziesięciu lat mogą nudzić. W takiej sytuacji świetną alternatywą okazuje się nietypowa twórczość Sufjana Stevensa.

http://www.lastfm.pl/music/Sufjan+Stevens/+images/20423147
http://www.lastfm.pl/music/Sufjan+Stevens/+images/20423147

Sufjan Stevens to utalentowany, amerykański piosenkarz, autor tekstów, kompozytor i multiinstrumentalista. Najtrafniej jego muzykę można określić jako niezależną, eksperymentalną, której absolutnie nie sposób podpiąć pod żadną konkretną etykietę. Artysta ma na swoim koncie osiem albumów studyjnych, wyłączając dwie świąteczne kompilacje, czyli wydaną w 2006 roku składankę „Songs for Christmas” oraz jej tegoroczną kontynuację – „Silver & Gold”.

Songs for Christmas (2006)Każda z nich to zbiór pięciu odrębnie zapakowanych minialbumów (łącznie dokładnie sto kompozycji), do których dołączono także sporą ilość rozmaitych, świątecznych gadżetów – m.in. książeczki zawierające chwyty i teksty piosenek, rysunki, a także plakaty, naklejki i zmywalne tatuaże. Ten komiczny zestaw jest niczym innym, jak przejawem chęci ukazania tematyki Świąt i komercyjnego zamieszania wokół nich w sposób karykaturalny i żartobliwy oraz sposobem na rozbawienie odbiorcy. Dla wzmocnienia tego efektu, przy okazji wydania „Silver & Gold” artysta wyruszył nawet w trasę koncertową po USA prezentując nie tylko nowe wydawnictwo, ale również specyficzną scenografię i kostiumy.

Silver & Gold: Songs for Christmas, Vols. 6-10 (2012)

„Songs for Christmas” stanowi materiał zarejestrowany w latach 2001 – 2005 (EPki: Noel, Hark!, Ding! Dong!, Joy, Peace), natomiast składanka „Silver & Gold” powstała w ciągu kolejnych pięciu lat (Gloria, I Am Santa’s Helper, Infinity Voyage, Let It Snow, Christmas Unicorn). Tak duża rozbieżność czasowa powoduje, że całość jest bardzo różnorodna – każda część została nagrana z inną grupą instrumentalistów. Artysta nie tylko prezentuje własne, ciekawe wersje pieśni religijnych i bożonarodzeniowych klasyków – jak np. „O Come, O Come, Emmanuel”, „O Holy Night” lub „I’ll Be Home for Christmas”, ale także przedstawia autorskie, niebanalne kompozycje. W warstwie tekstowej porusza zarówno tematy podniosłe, jak i te na pozór trywialne.

Świąteczne składanki Sufjana Stevensa to potężna dawka bardzo dobrej muzyki, która z pewnością umili również niejedno „zwyczajne” popołudnie.

„Songs for Christmas” oraz „Silver & Gold” można w całości odsłuchać tutaj:

http://music.sufjan.com/album/songs-for-christmas

http://music.sufjan.com/album/silver-gold

Teledyski: „Mr. Frosty Man”     „I’ll Be Home For Christmas”

 

 

„CICHO, CICHO PASTUSZKOWIE, BO DZIECINA ŚWIĘTA ŚPI…”

Szybko, szybciej… trzeba kupić, trzeba zrobić, trzeba posprzątać! Zakorkowane miasta, kolejki w sklepach, nerwowa sytuacja w domu, czyli w dwóch słowach – przedświąteczny szał. Każdy chce spędzić Boże Narodzenie w spokoju, w świątecznej i szczęśliwej atmosferze. Często jednak stres związany z przygotowaniami tych kilku, grudniowych dni sprawia, że rodzina do wigilijnej wieczerzy siada skłócona.

Erik Johansson - "House scissors photo" (creoflick.net)
Erik Johansson – „House scissors photo” (creoflick.net)

Świąteczny czas… wtedy najlepiej zamknąć się w swoim małym, przytulnym pokoju i udawać, że w tym roku świąt nie ma. Wyobrazić sobie, że tegoroczne świąteczne dni Mikołaj, Gwiazdor lub inny czarodziej wyrwał z  kalendarza. Marzyć o tym, że przypadkowy gość, który nigdy nie zasiadł do swojego nakrycia przy wigilijnym stole, bezpowrotnie zabierze całą tę grudniową farsę. Stwarzanie pozorów wesołości, rozczulenia, rodzinnego ciepła… składanie życzeń nawet ciotkom, które widzi się tylko raz w roku, bycie serdecznym dla tej części rodziny, którą normalnie omija się szerokim łukiem. I to wszystko w imię czego?!

Święta to czas, gdy nagle wszystkim samotnym ludziom robi się jeszcze bardziej smutno, wtedy domy dziecka oraz domy spokojnej starości nawiedzają wymuszona litość i wyrzuty sumienia. To okres, gdy wszystkie pieniądze wydajemy na prezenty, bo nosimy na sobie brzemię żyjącego dawno temu, niby świętego Mikołaja, którego dawno pochłonęła ziemia, a teraz my płacimy za jako dobroduszność. To czas, gdy ubodzy ludzie z podwojoną siłą uświadamiają sobie jak bardzo są biedni, bo nie mają na prezenty dla swoich pociech. To pora zamętu, stresu, udawanych uśmiechów i oczywiście żarłoctwa.

Rozmarzmy się, mogłoby być tak pięknie – wolne od czegokolwiek, mroźne, grudniowe dni… Można by wówczas, pod ciepłym kocem, przeczytać kilka ciekawych książek, wypić herbatę z rumem, później pobawić się na śniegu, rozmyślać w chłodne wieczory przy kominku… ale po co? Lepiej biegać za zakupami, nieustannie coś gotować, sprzątać gruntownie cały dom, mieszkania niczym markety ozdabiać lampkami, ciągle myśleć czy wszystko już jest zrobione i oczywiście w międzyczasie planować imprezę sylwestrową. Ach… chwili odpoczynku, proszę! Mogłoby się wydawać, że po Wigilii na moment można zatrzymać bieg… ale wtedy okazuje się, że trzeba iść pokazać się w kościele na pasterce, porozwozić byle najdroższe i najładniejsze prezenty dalekiej rodzinie, odbyć kilka rzekomo miłych i sympatycznych familijnych spotkań. Dość! Nie mamy czasu dla nas samych i dla osób naprawdę nam bliskich. Kiedy mamy wstrzymać ten świąteczny przemarsz przez grudzień, usiąść wygodnie w fotelu z dobrą książką w dłoni? Poczytać, powspominać, porozmawiać, poprzytulać się z bliskimi przy kominku, kiedy?

Oderwijmy się od tego świątecznego zamętu… zróbmy coś dla siebie, skorzystajmy z tego, że mamy wolne od pracy, zajęć na uczelniach lub innych spraw. Życzę wszystkim, aby świąteczny czas okazał się bezstresowym, aby nieprawdziwy Mikołaj przyniósł dużo prezentów, a każde niepotrzebne zamieszanie odpędzały fajne kolędy, bo śpiewanie kolęd jest w tych całych Świętach najlepsze! A kiedy zagości do naszych domów nieproszony hałas, zaśpiewajmy…

„Cicho Cicho, cicho pastuszkowie
Bo dziecina święta śpi
Cicho, cicho bo dziecina
Świat szczęśliwych ludzi śni”

…i niech słowa tej pastorałki spełnią się w stu procentach – niech powstanie świat szczęśliwych ludzi, którzy grudniowy, świąteczny czas spędzą spokojnie i radośnie, a w Nowy Rok wejdą z uśmiechem na ustach i wielką wiarą w lepsze jutro!

http://www.youtube.com/watch?v=GiSXMy0gX-A

ALARM DLA MIASTA POZNAŃ

Fot. http://www.powstaniewielkopolskie.pl/index.php?menu=historia
Fot. http://www.powstaniewielkopolskie.pl/index.php?menu=historia

W czwartek zaraz po Świętach, czyli 27 grudnia 2012, o godz. 11.00 zostaną włączone syreny alarmowe Poznania – sygnał ciągły trwać będzie nieprzerwanie całą 1 minutę. Okazja ku temu wcale nie jest przypadkowa – otóż w tym dniu przypada 94 rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego, jedynego zwycięskiego zrywu w historii Polski.

 

TORI NO KARAAGE

www.wygrywamzanoreksja.pl
www.wygrywamzanoreksja.pl

Przepis pochodzi ze strony: www.wygrywamzanoreksja.pl

Kiedyś usłyszałem: „Spróbuj sobie tori no karaage, Sprawdziwszy, czym jest ta dziwnie brzmiąca potrawa, okazuje się, że to nic innego jak kurczak w cieście. Wszyscy lubimy kurczaka, więc zapowiada się ciekawie. Zastanawia mnie sens porównania surowego sushi do smażonego kurczaka, ale może zainteresowana sama nam wytłumaczy w komentarzach.

Praca podzielona będzie na 2 etapy: 
1. Zamarynowanie mięsa z wcześniejszym przygotowaniem marynaty
2. Obtoczenie mięsa w panierce i usmażenie

Potrzebne składniki:
* piersi kurczaka

Na marynatę:
* 3 łyżki stołowe sosu sojowego
* 30g korzenia imbiru, obranego i startego
* 2 duże ząbki czosnku, obrane i starte
* sól i świeżo zmielony czarny pieprz

Na panierkę:
* 2 łyżki stołowe mąki ziemniaczanej
* 2 łyżki stołowe zwykłej mąki

Marynatę przygotowujemy, mieszając wszystko razem w miseczce. Możemy użyć suszonego imbiru i czosnku, ale nie będzie to ten sam smak. Kurczaka kroimy na małe kawałki i wrzucamy do marynaty. Starajmy się tak wymieszać, aby każdy kawałek był szczelnie pokryty marynatą. Całość wsadzamy do lodówki – w moim przypadku były to 4 godziny, jednak krótszy okres karencji nie powinien znacząco wpłynąć na smak.

Panierka, jak widać po składnikach, jest wybitnie prosta. Mieszamy razem obie mąki i starannie obtaczamy w nich kurczaka. Smażymy go w głębokim oleju, aż będzie złotawy – ja do tego celu użyłem małego garnuszka. Po wyciągnięciu mięso osuszamy bibuła z nadmiaru tłuszczu. Podajemy na gorąco.

Podajemy z ryżem i rożnego rodzaju sosami. Kurczak dzięki marynacie ma bardzo charakterystyczny, specyficzny smak. Ze świeca szukać takiego w różnego rodzaju fast foodach. Warto spróbować, pracy przy tym prawie nie ma.

Piotr Biernacki

DOKARMIAJ PRZEZ INTERNET – TO NIC NIE KOSZTUJE!

Fot. pochodzi z: http://pl.123rf.com/photo_11413768_smutny-pies-w-klatce.html
Fot. pochodzi z: http://pl.123rf.com/photo_11413768_smutny-pies-w-klatce.html

Nic prostszego. Wystarczy parę kliknięć myszką, pozostawienie adresu e-mail, aby jeden z wielu bezdomnych psów znajdujących się w schronisku najadł się.  A klikać należy na www.karmimypsiaki.pl

Wszystko co musisz zrobić to pozostawić swój adres e-mail na powyższej stronie oraz zgodzić się na wysyłanie na Twoją skrzynkę treści reklamowych od sponsorów akcji, dzięki czemu organizatorzy otrzymują fundusze, a co za tym idzie, czworonogi karmę!

Akcja ta odbywa się po raz drugi. W ubiegłej turze organizatorzy pomogli psiakom ze schroniska w Zabrzu-Biskupicach. Do tej pory psiaki nakarmiło 143 tys. osób a 41 psiaków znalazło nowy dom. 1 grudnia 2012r., rozpoczęto II edycję. Tym razem pomoc skierowana jest dla schronisk w dużych miastach tj.: Kraków, Warszawa, Łódź , Poznań, Wrocław, Lublin, Nowy Dwór Mazowiecki.

Dodatkowo możesz zapraszać i zachęcać przyjaciół do pomocy; umieszczać adres strony na własnych stronach i blogach, do czego namawiają organizatorzy. W pierwszym otrzymanym e-mail u otrzymasz dane dotyczącego twojego konta oraz hasło do logowania, abyś mógł kontrolować ile posiłków dzięki Tobie i Twoim przyjaciołom już zebrano.

JEŚLI JESZCZE TEGO NIE ZROBIŁEŚ – ZAPISZ SIĘ! POMÓŻ!

ŚWIĄTECZNE DEKORACJE

Kolorowa choinka, czerwono – złote świeczki, suszone plastry owoców i koszyczek włoskich orzechów. W domu unosi się zapach pieczonych pierniczków i pomarańczy przyozdobionych goździkami… Jak szybko zrobić drobne dekoracje by i nasze mieszkanie nabrało świątecznego charakteru?

Fot. Judyta Cempel - Jarzyńska
Fot. Judyta Cempel – Jarzyńska

Każdemu zależy aby święta Bożego Narodzenia były wyjątkowym, magicznym czasem. Niekiedy jednak chęci to za mało, ponieważ brakuje czasu aby wszystko przygotować na przysłowiowe tip-top, a tutaj trzeba jeszcze pamiętać o przyozdobieniu salonu, kuchni i innych pokoi. Oto kilka pomysłów, które mogą sprawić świąteczne cuda:

  1. Pomarańcza, cytryna lub grejpfrut w goździkach (goździki wtykamy w owoc): najprostszy i najbardziej znany sposób by w domu unosił się prawdziwy zapach świąt. Nie tylko pachnie ale również dobrze się prezentuję, a to jaki napis czy rysunek znajdzie się na naszym owocu zależy tylko od nas samych.
  1. Suszone plastry owoców: wystarczy przez dwa dni potrzymać plastry na kaloryferze, a później przepleść je wkoło kolorową wstążką i zawiesić nad kominkiem, na żyrandolu, lampie czy szynie kuchennej. Ponadto susz idealnie prezentuję się we własnoręcznie robionych stroikach z gałązek świerkowych.
  2. Filcowe ozdoby: jeśli mamy więcej czasu i pomysłów, można materiał ten wykorzystać do zrobienia gwiazdek, choinek i innych kształtów, które wystarczy ozdobić kolorowym brokatem i nitką, a w pokoju dziecięcym będą sprawiały wiele radości.
  3. Świeczki: je również można samemu ozdobić i nie trzeba kupować nowych. Wystarczy czerwono-złota wstążka którą wystarczy obwiązać każdą świeczkę i zrobić elegancką kokardkę lub tak jak ja to zrobiłam (zdjęcie) spiąć ozdobnym klipsem. Do grubych i wysokich świec można poprzyklejać suszone owoce czy wycięte wzory z filcu. Dobrym pomysłem jest przemalowanie świecy i ozdobienie brokatem w sprayu.
  4. Łańcuchy świąteczne: niech posłużą jako girlandy i wystarczy przewiesić je nad wejściem, czy na karniszach.
  5. Światełka: z tym nikt nie ma problemu, ozdabiane są nimi całe domy, okna, wejścia, futki czy drzewka na dworze.
  6. Stroik: powinien być wykonany na twardszym podłożu (wystarczy kawałek kartonu), gałązki układamy w jednym kierunku lub w różnych- mogą być zielone lub wcześniej popryskane sprayem w ulubionym kolorze, a pośrodku może znaleźć się nasza ozdobiona świeczka. Między gałązkami można powkładać zakupione ozdoby, babki, szyszki, orzechy i wiele innych rzeczy.
  7. Stroki wiszące: najlepiej jeśli mamy kilka gałązek brzozy, podatne na wyginanie. Związane dobrze sznurkiem są podstawą pod igliwie. Cała reszta to już Wasza kreatywność.
  8. Gwiazdki z papieru i pazłotka: wystarczy narysować na kartce z bloku technicznego kilka gwiazdek różniej wielkości, starannie wyciąć i ozdobić pazłotkiem. Można je również jedną z gwiazdek przeciąć lekko w pół i włożyć mniejsza gwiazdkę- już mamy trójwymiar!
  9. Orzechy włoskie: po rozłupaniu orzecha na pół zostają takie niewielkie łódeczki po wyczyszczeniu środka można zrobić z nich niewielkie świeczki, wystarczy wosk ze starych świec i kawałek sznurka. Następnie wsypać pełne orzechy do miseczki, która będzie prezentowała się na stole i co jakiś czas powkładać zrobione świeczki. Kiedy się je zapali prezentują się idealnie i bardzo świątecznie.
  10. Stożkowe choinki: są bardzo popularne, a zrobić można je ze wszystkiego, nie tylko z szyszek nazbieranych kilka miesięcy temu. Ciekawym pomysłem może być choinka zrobiona z ziaren kawy, makaronu czy koronki. Wystarczy z bloku technicznego zrobić stożek bez podstawki i całego go okleić wybranymi produktami.

Mam nadzieję, że trochę pomogłam i zainspirowałam.

Życzę Wszystkim spokojnych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia!

Więcej na moim blogu: art-styl-deco.blogspot.com