ROMSKIE GETTO W FOTOGRAFII

Fot. Henryk Grymuza
Fot. Henryk Grymuza

Przez 6 lat fotografowali Romów. Gdzie ? W  Medzilaborce na Słowacji. Edmund Gorzelany, Beata Jędruch i Jacek Szwic uczestniczyli w projekcie „Roma Community Children in  Medzilaborce”. Dzięki ich wysiłkowi powstał cykl zdjęć o wyjątkowej socjologicznej i dokumentalnej wymowie.

To już bodaj trzecia generacja  tych Romów, którzy z taborami przemierzali Europę. Są teraz na swój sposób zamknięci. Mają swój wewnętrzny kodeks. Rzadko otwierają się na obcych. Fotografowie z Podkarpacia znaleźli jednak sposób na wzbudzenie zaufania.

„Romskie getto” trochę zdumiewa. Ubóstwem, niskim standardem życia Romów w tym regionie Słowacji. Ale bohaterowie zdjęć to ludzie zadowoleni    z siebie, z życia i z otoczenia. Rodzą się i umierają, wspinają po murach, nie kryją emocji. Cieszą się i płaczą. Płaczą i kochają. Nie kryją wad i zalet.

Wystawa czynna jest w „M-Galerii” Miejskiego Ośrodka Kultury w Jarosławiu.

[Fot. i reprod. fot. H. Grymuza]

HG HG HG HG HG HG HG HG

TU KAŻDY ŚCISZA GŁOS

Cmentarze… Miasta umarłych. Miejsca spoczynku Tych, którzy odeszli.

Cmentarz/ Fot. Henryk Grymuza.
Cmentarz/ Fot. Henryk Grymuza.

Wierzymy, że przyjdzie nam spotkać ich kiedyś w Krainie Wiecznej Szczęśliwości. To nasi bliscy, znajomi, przyjaciele. To także sąsiedzi, ludzie mniej i bardziej znani. Cmentarz jest jak globus. Opleciony południkami i równoleżnikami, dokładniej – alejkami udrapowanymi złotymi liśćmi. Tu każdy ścisza głos.  A szelest listowia pod stopami zdaje się wtórować modlitewnym szeptom. Niedawno odszedł do Pan mój dobry znajomy – pisarz, autor monografii o sanktuariach religijnych i  publicysta o. Albin Sroka, franciszkanin.  Był człowiekiem pełnym inwencji, dobroci dla ludzi, także tych schorowanych. To z myślą o nich włączył się przed laty w organizację Ośrodka im. o Pio w pobliskiej Radawie. Cmentarz w sposób naturalny wymusza modlitwę i refleksję. W otoczeniu kamiennych cherubinów, świętych Pańskich i  tysięcy krzyży rozmowa z Bogiem przychodzi łatwiej. To dobrze, bowiem taki nieustanny dialog między Niebem a Ziemią jest bardzo potrzebny.

Każdy cmentarz to splot życiorysów. Ludzi ubogich i zamożnych, skromnych i wielkich, także tych, którzy swoje mądre życie wpisali w świadomość lokalną    i narodową. Na Starym Cmentarzu w Jarosławiu, skąd pochodzą publikowane poniżej zdjęcia,  spotkać można liczne groby powstańców listopadowych i  styczniowych, żołnierzy AK, obrońców Ojczyzny,  Sybiraków i ofiar represji UB.

W panteonie Tych, których pamięta miasto są między innymi: płk Leon Czechowski – uczestnik powstań narodowych i powstania węgierskiego, twórca Legionu Polskiego w Siedmiogrodzie oraz Michał Zieliński autor tekstu i muzyki popularnej piosenki żołnierskiej „Serce w plecaku”. Cmentarz. Tu każdy ścisza głos aby nie zakłócić wiecznego spoczynku Zmarłych.

[Fot. Henryk Grymuza]

HG HG HG HG HG HG

 

JANIS PRZYBYSZ \ NATALIA JOPLIN

Kolaż: Natalia Mikołajska.
Kolaż: Natalia Mikołajska.

W piątek, 30 listopada 2012, o godz. 20.00, w klubie „Blue Note” na Zamku – wejście od ul. Kościuszki 76/78 – odbędzie się prawdziwie uroczysty, poznański koncert związany z 50-leciem debiutu artystycznego Janis Joplin. Z repertuarem tej prawdziwie legendarnej wokalistki postanowiła już jakiś czas temu (na tegorocznym przystanku „Woodstock”) zmierzyć się Natalia Przybysz. Koncert nazywa się „Natu Kozmic Blues”, jako że czasami mówi się na nią właśnie „Natu”.

Koncert

Jak już wiemy, Natalia Przybysz wystąpi z koncertem poświęconym Janis Joplin nie pierwszy już raz. I choć zaczynała ona śpiewać w zespole, to teraz idzie za głosem własnej fascynacji i śpiewa swoje piosenki. Jej dwie płyty solowe to mieszanka soulu, r’n’b z domieszką jazzu i big beatu. „Kozmic Blues” natomiast to tytuł jednej z piosenek Janis Joplin, której blues, jest właściwie jego klasyką. W projekcie „Natu Kozmic Blues 2012” Natalia Przybysz wprost w zwycięski sposób mierzy się z dorobkiem Janis Joplin w 50. rocznicę jej debiutu artystycznego. Będzie można o tym się przekonać słuchając jej wersji „Mercedes Benz”, „Tell Mamma”, „Last time”, „Maybe”, „Move Over”, „Half Moon”, „Piece of My Heart”, „Me and Bobby McGee” czy „Try” w klubie„Blue Note” w Poznaniu. Utwory niedoścignionej mistrzyni to dla „Natu” muzyczne Himalaje. Jak każda tak trudna wyprawa, wymagają ogromnego przygotowania i wysiłku, ale satysfakcja ze wspólnej z publicznością wspinaczki jest nie do opisania. A oto link do próbki tego, co usłyszeć będzie można na koncercie (fragment koncertu w studiu radiowej „Trójki”):

https://www.youtube.com/watch?v=PwmmCpHQmzs&feature=plcp

Teraz rozumiem, dlaczego wokaliści tak rzadko sięgają po repertuar Janis – przyznaje Natalia Przybysz. – Każda jedna piosenka jest jak wyprawa w Himalaje. Trzeba się dobrze przygotować, a zwłaszcza nauczyć oddychać tą nową dla mnie gęstością powietrza.

O miłości, o wolności i mocy, jaką ma chwila tu i teraz – tłumaczy Natalia Przybysz. – O tym, że wszystko się zmienia, ale uczucia pozostają takie same na zawsze. Blues to muzyka, która jest pomostem pomiędzy niedolą: smutkiem a drugą stroną, czyli szczęściem. Blues jest siłą, jaką czujemy dźwigając się i odbijając od dna. Wierzę, że wciąż wielu z nas to hipisi. Myślę, że ten projekt to dobre lekarstwo na dzisiejsze kryzysowe czasy. Potrzebujemy czegoś mocnego i prawdziwego, czegoś, co już raz wywołało rewolucję.

Zagrają:

Natalia Przybysz – śpiew; Jurek Zagórski – gitara; Hubert Zemler – perkusja; Filip Jurczyszyn – bas; Mariusz Obijalski – instrumenty klawiszowe; Marcin Gańko – saksofon; Rafał Gańko – trąbka i Tomasz Dworakowski – puzon.

Bilety:

40 zł – miejsca siedzące, a 30 zł – miejsca stojące.

______________________________________________________________________________________________________________________________________

Co wiemy o Janis Joplin?

Życie:

Janis Lyn Joplin urodziła się 19 stycznia 1943 roku w Port Arthur w Teksasie w USA. Jako nastolatka zaprzyjaźniła się z grupą wyrzutków, którzy zapoznali ją z twórczością artystów afroamerykańskiego bluesa, których muzyka, jak mówiła sama Janis, zainspirowała ją do podjęcia decyzji o rozpoczęciu kariery muzycznej. Niestety będąc nastolatką, cierpiała na nadwagę, a jej skórę pokryły liczne tak głębokie blizny i rozstępy, że jej rówieśnicy wręcz naśmiewali się z jej wyglądu. W końcu musiała poddać się zabiegowi dermabrazji. Wkrótce dołączyła do lokalnego chóru i zaczęła słuchać takich bluesowych wykonawczyń jak Big Mama Thornton czy Odetta Holmes. Jeśli chodzi o studia, to tych nigdy nie ukończyła, chociaż próbowała na Uniwersytecie stanu Teksas w Austin. Tamtejsza gazeta studencka opublikowała nawet o Janis artykuł, zatytułowany „Ona ma odwagę być inna”. Swoją popularność zdobyła pod koniec lat sześćdziesiątych XX, dzięki zespołowi „Big Brother & the Holding Company”, do którego dołączyła w 1965 roku. Jej głos – nieco skrzeczący, lecz bardzo ekspresyjny, o dużych możliwościach – stał się szybko sygnaturą zespołu, z którym wydała dwa albumy. W grudniu 1968 Janis rozstała się z zespołem i rozpoczęła karierę solową, wspomagana przez utworzone w tym celu efemeryczne grupy, a między nimi „Kozmic Blues Band”. Związana była z ruchem hippisowskim. Krótkie lata jej kariery wypełnione były alkoholowymi, narkotycznymi i obyczajowymi ekscesami, przeplatanymi kuracjami odwykowymi.

Śmierć:

Zmarła na krótko przed wydaniem swojej drugiej solowej płyty – „Pearl” – w wieku 27 lat 4 października w roku 1970 w Los Angeles, w pokoju numer 105 w Hotelu „Landmark” w Hollywood, gdzie wówczas mieszkała. Przyczyną zgonu było przedawkowanie heroinowo-morfinowe. Ciało Janis Joplin poddano kremacji, a jej prochy zostały rozsypane w Kalifornii nad Oceanem Spokojnym. W 1995 roku Janis Joplin została wprowadzona do „Rock and Roll Hall of Fame”, a w 2004 magazyn „Rolling Stone” umieścił ją na 46 miejscu w rankingu „100 Największych Artystów Wszech Czasów”.

Obecności w polskiej popkulturze

W grudniu 2005 roku w warszawskim Teatrze „Roma” odbyła się premiera monodramu muzycznego „Moja mama Janis”. Wykorzystano w nim 16 piosenek artystki, które były na tę okazję po raz pierwszy przetłumaczone na język polski przez Daniela Wyszogrodzkiego i Maciejkę Mazan. Główną rolę w spektaklu gra ( ipiosenki Janis Joplin śpiewa) Jolanta Litwin-Sarzyńska. Została ona, notabene, uznana za najlepszą aktorkę-piosenkarkę na I „Festiwalu Teatrów Muzycznych” w Gdyni w roku 2008. W styczniu 2010 roku ukazała się nawet płyta zatytułowana „Moja mama Janis” z 12 utworami pochodzącymi ze spektaklu. Teraz z kolei piosenki te i inne śpiewa Natalia Przybysz.

CUKIEREK ALBO PSIKUS!

Źródło: www.se.pl

Halloween obchodzone jest obecnie przez miliony ludzi na świecie. Jest to przede wszystkim dzień zabawy, zakładania kostiumów, chodzenia od drzwi do drzwi i zbierania słodyczy. Święto to jest również znane jako czas czarownic, upiorów i duchów. Dla jednych Halloween to świetny czas na imprezę, dla innych okropna, demoniczna noc, której należy unikać.

W Polsce zapewne ze względów religijnych, Halloween jest świętem które nie osiąga aż takiej popularności jak w Stanach Zjednoczonych. Mimo to coraz częściej 31 października mamy okazję oglądać poprzebieranych i dobrze bawiących się ludzi. Trend ten zauważalny jest głównie wśród młodych pokoleń.

Podobno początki Halloween sięgają starożytnej Irlandii i Szkocji. 31 października Celtowie świętowali koniec lata, był to również czas zbiorów. Ta coroczna zmiana sezonu oraz jak to bywa przy różnych porach roku – zmiana tymczasowego stylu życia, odbywała się pod znakiem festiwalu zwanego Samhain.

Jak dzisiaj wyglądają Halloweenowe zwyczaje?

  • Lampiony z dyni – musimy wydrążyć środek dyni, wykroić twarz, włożyć do środka świeczkę i gotowe! Takie lampiony z dyni w Irlandii zostały nazwane Jack-o-lanterns, legenda głosi, że to ze względu na człowieka, który miał na imię Jack. Po śmierci nie mógł dostać się do nieba, bo był sknerą, nie mógł pójść do piekła, bo robił diabłu figle. Dlatego też musi chodzić po ziemi ze swoją latarnią, aż do dnia Sądu Ostatecznego.

    Źródło: www.mmopole.pl
  • Jabłuszkowa zabawa – Jedną z popularnych gier halloweenowych jest łowienie jabłek z miski pełnej wody. Uczestnik bez użycia rąk musi ugryźć kawałek jabłka, wygrywa ten, który zrobi to najszybciej.

  • Kostiumy – tradycja przebierania się w kostiumy ma korzenie zarówno celtyckie jak i europejskie. Ludzie wierzyli, że w Halloween duchy wracają do ziemskiego świata i mogą je spotkać, kiedy opuszczą własne domy. Stąd właśnie przebrania, dzięki nim ludzie czuli się bezpieczniej, byli pewni, że upiory potraktują ich jak swoich „ kolegów ”. Obecnie kostiumowe szaleństwo jest jedynie zabawą. Co roku pojawiają się coraz nowsze i dziwniejsze przebrania, aż strach pomyśleć co będziemy mogli zobaczyć dzisiejszego wieczoru.

  • Wróżbiarstwo – to również jedna z wielu zabaw pojawiająca się podczas halloweenowej nocy. Do magicznych ustaleń wykorzystuje się zarówno karty tarota, jak tez produkty spożywcze : jabłka, orzechy.

  • Chodzenie po domach – akurat w Polsce ten zwyczaj jeszcze się nie przyjął, nie wiadomo też czy w ogóle się przyjmie. Jednak w USA, w noc Halloween dzieci razem z rodzicami chodzą po domach sąsiadów. Słowa wypowiadane po otworzeniu drzwi to Cukierek albo psiukus! Wtedy właśnie dzieci częstowane są słodyczami, zapewne to główny czynnik sprawiający im radość w tej zabawie.

  • W Polsce wśród młodzieży poza kostiumowymi wieczorami w klubach, bardzo popularne stały się domówki. Spotkanie w gronie własnych przyjaciół, często charakteryzujące się konkretną tematyką. Wieczór zombi, czarownic etc.

Halloween postrzegane jest jako przenikanie się sacrum i profanum, dlatego też tak świetnie wkomponowało się w obecne czasy. Czasy ludzi szukających własnego ja. To wieczór, gdzie pod maską możemy ukryć wszystkie troski i w pełni oddać się zabawie.

DOBRA I ZŁA DOROTKA W PUSZCZY NOTECKIEJ

W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych
W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych

Któż z nas nie zna bajki o dwóch Dorotkach, z których jedna wzbudzała uczucia pozytywne, a druga uczyła , jak nie należy postępować. Były dwie, każda miała szansę na uczciwe i zgodne z zasadami przyjętymi w cywilizowanym świecie życie. Co z tego wynikło, wie każde dziecko. Ale nie każde dziecko, także nie każdy dorosły wie, jak bardzo różnią się od siebie , nie dwie Dorotki, o nie- nie czas na opowiadanie bajek, gdy rzeczywistość skrzeczy – a dwie Stare Notecie, te same, które potem wpływają do Noteci, zasilającej wody Warty, by wpaść wraz z nią do Odry, wszak to nitki i niteczki siostry królowej, Wisły.

Dwa graniczące z sobą województwa- Wielkopolska i Lubuskie , dwa powiaty : czarnkowsko- trzcianecki i strzelecko-drezdenecki , gmina Drawsko i gmina Drezdenko, granica na Starej Noteci w kierunku Chełstu, to tu dzieją się rzeczy niezwykłe, jak w bajce. Po jednej stronie kraina wspaniałości, rzeka płynie wartko i z fantazją, na brzegach muł z dna wzmacnia je znakomicie, słychać szum i radosne pluskotanie; po drugiej stronie, dwa kilometry dalej – tak , to tu jest bajkowa studnia, to tu dobra Dorotka potknąwszy się wpadła ponad ocembrowaniem do jej wnętrza, gdzie nie było prawdziwego gospodarza, owoce gniły na drzewach, a chleb spieczony i nieszczęśliwy, nie wytrzymywał już temperatury i zbolałym głosem błagał zobojętniałych przechodniów o ulżenie jego doli- wyjęcie z pieca. Stara Noteć, która ma nieszczęście płynąć przez te tereny, już w Lubuskiem, prosi, jak bajkowy bochen, o ratunek . Niestety, ten głos rozpaczy nie dociera do drezdeneckich notabli. Tu „ oczyszczanie” to tylko pozory, niby coś na rzece i przy brzegach dzieje się, ale… podobnie jak z tymi wspaniałymi maszynami odśnieżającymi co roku Drezdenko, owszem, jadą, ale pługi mają uniesione wysoko, by broń Boże nie zahaczyć o śnieg ( to się nie opłaca).

Tu rzeka nie jest rzeką, ścięte tuż pod wodą rośliny szybko odzyskują wigor i rosną jeszcze radośniej, chwasty z brzegów zawężają nurt do tego stopnia, że miejscami można już sobie tylko zadać pytanie: rzeka to czy grzęzawisko, ujście kanału, którym odprowadzane są ścieki ze wsi Lipno i okolic,niknie w oczach, za to poziom wody, która niemal stoi w miejscu jest coraz wyższy, rozlewa się po okolicznych łąkach i utrudnia gospodarowanie ostatnim tu rolnikom , nanosi wszystko to, co ludziom jest niepotrzebne- resztki styropianu, butelki wszelkiego autoramentu i plastiki, wszechobecny plastik panoszy się wszędzie , przy brzegach zaś, zachwaszczonych i pachnących niekomfortowo, zielsko i samochodowy asortyment jak na niemieckich wystawkach lub w wiejskich” zagrodach „( wielu, zwłaszcza w okolicy Lipna właśnie). Bałagan tworzy bałagan, nikt nie segreguje odpadów, bo nikt nie oczyszcza rzeki, nikt nie ściga wandali, którzy z jej brzegów i leniwego nurtu czynią wysypisko rzeczy zbędnych, Stara Noteć wygląda tu jak– z trudem wszakże, ale jeszcze ciągle płynący – śmieć.

I po co, za duże pieniądze, gmina Drawsko, powiat czarnkowsko- trzcianecki, województwo wielkopolskie z uporem maniaka czyści Starą Noteć, tę część , która należy do niej, jeśli gmina Drezdenko, powiat strzelecko – drezdenecki, województwo lubuskie, nie czyni nic, lub prawie nic. Przecież to nie ma sensu. Po co oni się tak upierają? Nie widzą,że ich wysiłki idą na marne, a pieniądze wpuszczone w rzekę toną jak marny pływak . Gdyby nic nie robili , można by wtedy z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że to przecież ich wina i jak w przedszkolu pokazać palcem mówiąc: Proszę pani, to nie ja, to on. A tak, no cóż, pozostaje zwyczajny wstyd. Ja się wstydzę, a władze? Nie wiem. Może nie widzą problemu, bo nie chodzą pieszo. Samochód to jednak nie najlepszy wynalazek.

[Fot. Danuta Zych]

W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych W Puszczy Noteckiej/ Fot. Danuta Zych

DZIENNIKARZ JAROSŁAW GUGAŁA I PROMOCJA JEGO KSIĄŻKI

Fot pochodzi z: http://m.wirtualnemedia.pl/m/artykul/jaroslaw-gugala-i-boguslaw-chrabota-poprowadza-wydarzenia-opinie-komentarze
Fot pochodzi z: http://m.wirtualnemedia.pl/m/artykul/jaroslaw-gugala-i-boguslaw-chrabota-poprowadza-wydarzenia-opinie-komentarze

Książka nosi tytuł: „Doskonale a nawet gorzej. Świat we mgle absurdu ” i stanowi zbiór blisko sto felietonów z ostatnich 3 lat. Wszystkie one poświęcone są Polsce i Polakom, choć pan Jarosław traktuje w nich także o wydarzeniach międzynarodowych, które określają warunki naszego funkcjonowania w świecie. Książka ukazała się 19 października 2012, a jej poznańska promocja odbędzie się w piątek, 9 listopada 2012, o godz. 19.00 w Osiedlowym Domu Kultury „Pod Lipami” na os. Pod Lipami 108a. Wstęp wolny.

Jarosław Gugała

Urodził się 13 kwietnia 1959 w Młynarach na północ od Poznania. Jest filologiem, dziennikarzem i dyplomatą. Pieści stanowisko dyrektora Pionu Informacji i Publicystyki telewizji „Polsat”. W życiu prywatnym jest też muzykiem – w 1983, na studiach, założył wraz z kolegami „Zespół Reprezentacyjny”. Wspólnie wydali na światło dzienne 5 płyt: „Za nami noc…” (pieśni Lluisa Llacha) (1985), „Śmierć za idee” – ballady Georgesa Brassensa (1986), „Sefarad” (1991), „Pornograf” (1993) i „Kumple to grunt” (2007).

My jednak znamy go raczej głównie z telewizji – niewielu z nas słyszało piosenki z tych płyt, nawet mimo tego, że jest ich aż 5. W 1989 rozpoczął pracę w nowo powstałych „Wiadomościach” – początkowo jako zwykły reporter, a potem także wydawca i prezenter. Później był dyrektorem „TVP 1” i Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, miał też własny program publicystyczny. Następnie wysłano go na placówkę dyplomatyczną w Urugwaju – był ambasadorem w Montevideo. Po powrocie, 24 grudnia 2003, zaczął  pracować w „Polsacie”. Przez dwa lata – 2005 – 2007 – był też gospodarzem wtorkowych wydań „Poranka Radia TOK FM”, natomiast od 17 października 2006 na kanale „TV 4” prowadzi autorski program publicystyczny „IV władza”. Pisuje felietony w „Newsweeku”, publikuje także artykuły i felietony na portalu „Wirtualna Polska”, współpracuje z radiem „Pin” jako komentator wydarzeń politycznych. Kiedyś wykładał w Wyższej Szkole Dziennikarskiej im. Melchiora Wańkowicza. A teraz uwaga! – Jarosław Gugała jest także tłumaczem poezji i piosenek literackich.

Jarosław Gugała „Doskonale a nawet gorzej. Świat we mgle absurdu „

Autor tropi i wyśmiewa absurdy polskiej polityki, jej patologie i kompleksy, a także populizm i demagogię klasy politycznej. Mediom też się dostaje – ich upolitycznieniu, komercjalizacji i ogólnemu brakowi zasad. M. in. pokazuje zawłaszczanie i czerpanie zysków z wydarzeń typu katastrofa smoleńska.

Książka jest analizą naszych kompleksów i przywar, czyli również skłonności do czarnowidztwa i niedostrzegania własnych osiągnięć i sukcesów. Pan Jarek pokazuje nasze polskie zacietrzewienie i pieniactwo, nieumiejętność  zawierania kompromisów i prowadzenia rzeczowych dyskusji. Zwraca też uwagę na naszą nierzadką pogardę wobec politycznych adwersarzy.

W ten sposób „Doskonale a nawet gorzej” staje się próbą rozliczenia się z najtrudniejszymi kartami polskiej historii, zwłaszcza tych dotyczących relacji z Żydami i Ukraińcami. Książka zawiera listę ostatnich zaniedbań państwa polskiego w kluczowych sprawach, których konsekwencje spadają w tej chwili na barki obywateli, a  przyszłe pokolenia będą też je ponosiły, choć w nieco zmienionej formie.

Książka Jarosława Gugały „Doskonale a nawet gorzej. Świat we mgle absurdu ” to gorący, napisany z pasją bilans sukcesów i porażek Wolnej Polski.

JAK ROZPOZNAĆ ORYGINALNE PERFUMY?

Często decydujemy się na zakup tańszych zapachów, zwykle z powodów finansowych. 

Fot. Paulina Zych.
Fot. Paulina Zych.

Perfumy kupowane w sklepach internetowych, konsultantów itd. wyglądają na oryginalne, zgodne z marką, jakiej używamy, a co najważniejsze mają niską, okazjonalną cenę. Okazuje się jednak, że po otrzymaniu „cuda” zastanawiamy się czy aby na pewno zakupiony przez nasz perfum jest oryginalny…

Każda z nas uwielbia ładnie pachnieć. Zapach odzwierciedla naszą osobowość czy po prostu nastrój, jaki mamy w danej chwili. Niektórzy z nas mają swój ulubiony zapach, czy markę, inni natomiast lubią zmieniać perfumy zależnie od ubrania, okazji, pory roku itd.

Ciężko nam jednak wydać na flakonik perfum kilkadziesiąt, czy nawet kilkaset złotych. Robiąc zakupy w sprawdzonych perfumeriach, mamy gwarancję, że dostaniemy produkt trwały, dobrej jakości. Niestety, jest to jedna z rzeczy, na której pragniemy zaoszczędzić. I zaoszczędzić możemy naprawdę wiele, dlatego też decydujemy się na zakupy na bazarach, w sklepach internetowych, na allegro itd. Nie mamy pewności, czy sprzedawca nas nie oszuka. Jednak po otrzymaniu przesyłki możemy sprawdzić, czy perfum na pewno jest oryginalny.

Po pierwsze powinniśmy zwrócić uwagę na buteleczkę. Jej kształt, czy na pewno jest, w każdym szczególe, taki sam, jak flakonik oryginalny. Nie może być tez mowy, aby np. stał krzywo z powodu nieprawidłowo odlanego szkła  Etykietka musi być trwała. Napisy na opakowaniu nie mogą schodzić, nawet przy intensywnym pocieraniu. Nie mogą być też niewyraźne, nieestetyczne, nieczytelne. Ponadto flakon podróbki jest produkowany z innego szkła. Takie znacznie łatwiej jest zbić, często są nieestetycznie, niestarannie wykonane. Zawierają błędy w postaci ostrych kantów, itd.

Atomizer, – choć to błahostka i na pozór może się wydawać, że ta plastikowa rurka nie może mieć ukrytych wad, to mimo wszystko warto i jego wziąć pod lupę. Należy sprawdzić, czy nie jest uszkodzony, zabrudzony, czy nie wygląda na używany.

Kolejną ważna sprawą jest korek. Musi on idealnie pasować do buteleczki. Nie może być ani za mały, ani za duży. Ponadto, jeśli na korku od oryginalnych perfum znajdują się napisy, loga itd. to takowych powinniśmy szukać na naszym. Należy tez pamiętać, że jeśli korek jest wykonany ze szkła, a w kupionym przez nasz z plastiku, to znaczy, że jest to podróbka! Nawet tworzywo, z jakiego jest wykonany jest ważne. Nie dajmy się oszukać sprzedawcy, że to specjalna seria, wersja zagraniczna, inna produkcja. To oszustwo!

Przede wszystkim dokładnie powinniśmy przyjrzeć się zawartości flakonu.  Ważny jest kolor, czy jest taki sam, jak w oryginalnej wersji? Może tylko nieznacznie różnić się odcieniem. Jeśli zakupiliśmy podróbki może się zdarzyć, że znajdziemy w nich pewne niedociągłości, np. zanieczyszczenia.

Warto zaznaczyć, że zafoliowane perfumy wcale nie muszą być oryginalne. Często się na to nabieramy. Jesteśmy przekonani, że zafoliowane flakony są oznaką dobrej, jakości. Nic bardziej mylnego. Wiele firm, marek nie stosuje tego. Dobrze jest zajrzeć do środka, bowiem to właśnie flakon najłatwiej jest podrobić.

Jeśli chcemy być pewni czy nasz egzemplarz jest naprawdę oryginalny, warto zajrzeć na spód flakonika. Oryginalne zapachy posiadają numery seryjne, oznaczenia: czy jest to woda toaletowa czy tez perfumowana itd. Często są to naklejki, czy etykietki, które naprawdę ciężko oderwać bądź odkleić.

Najłatwiej jednak zidentyfikować perfumy… po zapachu. Oryginalne utrzymują się na skórze (oczywiście zależnie od osoby) ok. jednego dnia. Podróbki często okazują się być intensywne na początku, a potem ich zapach zanika albo znacznie się zmienia. Może to być spowodowane tym, że do produkcji podróbek niekiedy używa się pozostałości składników, z których produkowane są oryginały. W wielu przypadkach można także wyczuć intensywna woń alkoholu, co sugeruje dziwne ich pochodzenie.

Pamiętajmy, że oryginalne perfumy kosztujące w sklepie 300 zł, nie będą nigdy kosztowały 100 zł. Kupując oryginalne perfumy w sieci możemy zaoszczędzić maksymalnie kilkadziesiąt złotych. Przed zakupem warto poczytać na forach komentarze, dotyczące zaufanych sprzedawców na allegro, czy perfumerii. To uchroni nas przed oszustami. W rezultacie może się okazać, że kupimy perfum za 100 zł, który w istocie jest podróbką, wartą 30 zł.

ROZUM W LETARGU

 

Fot. Henryk Grymuza.
Fot. Henryk Grymuza.

Jest w Jarosławiu takie miejsce. Magiczne, gromadzące młodych i starszych intelektualistów. Spotykają się oni na deliberacjach o sztuce, ale także na wystawach. W Pubie „Piwnice”, bo o nim mowa, usytuowana jest Galeria „Pirania”. Inicjatorem i twórcą był i –  pomysł kontynuuje od lat –  znany na całym świecie rysownik Henryk Cebula. Henryk nosi w sobie potencjał rozsiewający pomysły.  Jego „Pirania”, która niegdyś była usytuowana   w różnych miejscach Jarosławia , od początku gromadzi znamienitych karykaturzystów.

Pomysłodawca jest nauczycielem w jarosławskim Zespole Szkół Plastycznych. Cechuje go otwartość na uczniów i innowacyjność. Dzięki niemu zdobywają laury w prestiżowych konkursach plastycznych. Sam, może się poszczycić udziałem w renomowanych salonach i uczestnictwem w polskich  i międzynarodowych konkursach rysowniczych. One przynoszą mu nagrody wysokiej klasy.

Ciepły, serdeczny, wrażliwy i krytyczny wobec aberracji społecznych. Taki jest Henryk. Jego satyra utrwalona w rysunku wysadza stereotypy myślowe torując tym samym drogę do nowej jakości myślenia. Można się o tym przekonać oglądając jego 99 wystawę indywidualną pt. „Rozum w letargu”. Uważny obserwator odnajdzie w niej stosunek autora do globalizacji, do słabości struktur, które mają wpływ na nasze życie. Nie ma tam wielkiej polityki. Jest za to mądrość i logika, z którą wypada, a nawet należy się zgodzić. Podczas wernisażu w „Piwnicach” 26 października Henryk Cebula powiedział, że jego rysunki odzwierciedlają to, co się ostatnio dzieje „ponad naszym umysłem i faktycznie czasem tak głupio, że aż boli”.

Ważnym akordem spotkania była prezentacja monodramu opartego na jednym z artykułów artysty, który połączył z duchem Witkacego młody reżyser teatralny Paweł Sroka. Całość , o tytule „Zabić tę świnię” , wykonała córka artysty Katarzyna.

Henryk w czerwonej stańczykowej czapie objawia ludziom prawdę. Wyrażona w karykaturze jest bardziej wiarygodna i transparentna. Galeria „Pirania” funkcjonuje w Jarosławiu od kilkunastu lat.

[Fot. H. Grymuza]

HG HG HG HG HG

NA DACHU ŚWIATA WCALE NIE JEST NAJTRUDNIEJ

www.magdalenaprask.pl
www.magdalenaprask.pl

–  Zawsze kiedy wracam z wyprawy, już myślę o kolejnej. Tak zrodził się pomysł zrobienia Śnieżnej Pantery – relacjonuje Magdalena Prask, alpinistka z Poznania. – Kiedy schodziłam z Mount Everestu chciałam wykorzystać kondycję i „po drodze” wejść na Pik Lenina. Za pierwszym razem się nie udało, ale dzisiaj ten szczyt mam już za sobą.

Magdalena Prask zdobyła również Pik Komunizma (7495m n.p.m.) i Pik Korżeniewskiej (7105 m n.p.m.). Oba szczyty zaatakowała z jednej bazy na wysokości 4200m. Wszystko to podczas jednej wyprawy, latem na Pamir Expedition 2012. Razem z Pik Lenina to już 3/5 szczytów potrzebnych do zdobycia rosyjskiego wyróżnienia alpinistycznego nazywanego Śnieżną Panterą. W jego skład wchodzą najwyższe szczyty byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Wyprawy organizuje się w okresie letnim, bo zimą warunki do wchodzenia są zbyt surowe.

– Dopiero szczyty Pamiru uświadomiły mi, że mogę nie wrócić do domu. Było bardzo zimno, nie wiem ile stopni poniżej zera. Wiem, że wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że mogę nie wrócić do domu – opowiada Prask. Choć zjeździła wiele kontynentów i wspięła się na najwyższe szczyty tego świata, jej dom jest w Poznaniu. Tu pracuje i mieszka. Jest księgową i menadżerem bankowości korporacyjnej.

W wyprawie Pamir Expedition wzięło udział dziewięć osób. Wszystkie z Polski. I wszystkie z tym samym, polskim nastawieniem. Że góry najlepiej pokonywać samemu. Magdalena Prask wraz z uczestnikami wyprawy postanowiła zrezygnować z usług szerpów i z noclegów w górskich hotelach. Ekipa sama wnosiła sprzęt, zakładała obozy i gotowała. Po pierwsze dlatego, że tak jest taniej, po drugie – że jest się niezależnym. Choć w górach najważniejszą rolę, zaraz obok pogody, odgrywa czas. Bo kiedy jest się tyle kilometrów od domu, trzeba pamiętać o tym, że gdzieś tam na dole czeka samolot, że już jest zaplanowany powrót.

Kiedy jest na nizinach Magdalena Prask bardzo dużo czasu poświęca na zabieganie o sponsorów swoich wypraw. Ekspedycja w góry Pamiru kosztowała ją 10 tysięcy złotych. Dodatkowo trzeba zainwestować w sprzęt i odpowiednie ubranie.  – Bez wsparcia finansowego każda wyprawa jest praktycznie niemożliwa – zapewnia.

Jako szósta Polka postawiła stopę na dachu świata, najwyższym szczycie Himalajów, Mount Evereście. Od kilku lat kolekcjonuje też listę szczytów potrzebnych do zdobycia Korony Ziemi. Trzeba wejść na najwyższą górę każdego kontynentu. Żeby przeżyć górską przygodę nie trzeba wspinać się jednak aż tak wysoko. Prask organizuje wyprawy między innymi w Alpy Austriackie i na górę Ararat na Wyżynie Armeńskiej.

Informacje i zdjęcia na stronie www.magdalenaprask.pl