RUMIANEK I JEGO ZASTOSOWANIE

Fot. Archiwum.
Fot. Archiwum.

Rumianek jest najbardziej popularną rośliną na świecie. Nazwa Chamomilla pochodzi od greckich słów chamos i melos co oznacza „ziemne jabłko’’. Był on używany już w starożytności do łagodzenia bólu i stanów przeciwzapalnych.

Obecnie jest wiele odmian tej rośliny, a co za tym idzie ma różne zastosowania i wykorzystuje się go w różnych dziedzinach. Występuje na przydrożach i polach, gdzie jest chwastem. Ze względu na swoje pielęgnacyjne właściwości jest składnikiem wielu kremów i balsamów. Rumianek to roślina idealna do cery wrażliwej, podrażnionej i delikatnej. Niesamowite w nim jest również to, że nie tylko łagodzi podrażnienia czy zmniejsza obrzęk, ale także odświeża skórę. Pisząc o właściwościach rumianku nie można pominąć jego zastosowania w lecznictwie. Wykorzystuje się go przy dolegliwościach takich jak: migrena, bolesnych skurczach, kolce u niemowląt, stanach zapalnych przewodu pokarmowego, problemach trawiennych czy zapaleniu spojówek. Działa kojąco, uspokajająco, przeciwbakteryjnie.

Co najważniejsze nie odnotowano niepożądanych działań ubocznych nawet u niemowląt. Jednak osoby uczulone na rumianek powinny zachować szczególna ostrożność stosując preparaty z rumianku.

NOWY SKŁADNIK MŁODOŚCI

W ostatniej dekadzie komórki macierzyste były głównym tematem dyskusji i badań, zarówno osób promujących ich potencjał, jak i tych którzy sceptycznie podchodzili do tego zagadnienia. Przeciwnicy podkreślali, że granica etyczna w tym przypadku jest bardzo cienka i łatwo ją przekroczyć. Niedawno naukowcy znaleźli sposób na zdobycie komórek mających podobne działanie, a nie będących częścią tkanki ludzkiej. Udowodniono, że komórki macierzyste roślin idealnie nadają się na zamienniki.

Źródło:http://www.milionkobiet.pl/files/2011_06/dd0fc62cec2d86332f6464375ed91478_2135d4.jpg

W ten właśnie sposób komórki macierzyste roślin stały się modne w wielkim świecie pielęgnacji skóry. Ich główną zaletą jest spłycanie zmarszczek i ujędrnianie skóry. Sama Michelle Obama przyznała, że sekretem jej świetnego wyglądu są stosowane przez nią kremy, zawierające komórki macierzyste jabłoni szwajcarskiej. Obecnie gatunek ten jest na wymarciu, dlatego też naukowcy nauczyli się pozyskiwać komórki z innych roślin ( winogrona, róże, algi ), a jabłoń straciła swój monopol na młodość.

Czym są komórki macierzyste?

Większość komórek żyje, dzieli się, odbudowuje tkanki, by sprawnie i długo funkcjonowało nasze ciało. Każda z nich ma ściśle ustalony czas i miejsce swojego istnienia, ma to zapisane w informacji genetycznej, dzieli się określoną ilość razy, po czym umiera i jest zastępowana nowymi o tym samym charakterze. Pozostałe komórki, a jest to niewielki procent, to komórki macierzyste. Te różnią się od reszty dwoma istotnymi właściwościami: nieograniczoną potencjalną możliwością podziałów, czyli odnawiania swojej liczby i umiejętnością tworzenia różnych typów komórek, nie tylko jednego.

Przez ostatnie kilka lat, zwłaszcza w czasie kampanii politycznych w USA, temat badania komórek macierzystych w odniesieniu do ludzkich komórek często pojawiał się w gazetach. Nie ma absolutnie żadnego związku między ludzkimi a roślinnymi komórkami macierzystymi. Świadomość różnic między nimi pozwala naukowcom unikać błędów, przede wszystkim trzeba zapamiętać, że roślinne komórki macierzyste nie pochodzą z ludzkiej tkanki!

Od tysięcy lat rośliny stosowano przy produkcji maści, perfum i innych kosmetyków. Jednak dopiero teraz, dzięki długoletnim badaniom i rozwojowi technologii, roślinne komórki macierzyste zostały w pełni wykorzystane do kompleksowej ochrony i odżywiania skóry. Bukiet korzyści jaki przynoszą z powodzeniem przeniesie konsumentów z ogrodów botanicznych, do najwyższej jakości pielęgnacji skóry.

(Źródło: www.wiadomoscikosmetyczne.pl)

ZWIĄZKI Z ŻONATYMI

Scenariusz nie wydaje się być zbyt ciekawy, a harmonia rodzinna okazuje się być zachwiana. Do typowego, stereotypowego modelu szczęśliwej rodziny nie możemy zaliczyć tej, gdzie pojawia się „ta druga”. Wiele młodych kobiet z chęcią wiąże się z żonatymi mężczyznami.

Fot. pochodzi z: http://sims-landia.blog.onet.pl/
Fot. pochodzi z: http://sims-landia.blog.onet.pl/

Często nie możemy zrozumieć takiego postępowania, zadajemy liczne pytania. Okazuje się jednak, że nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Jakie są powody tego, że kobiety decydują się na związki z żonatymi facetami? Co ich do tego nakłania. Czy nie przeszkadza im taki układ? Granie drugich skrzypiec?
Agata ma 31 lat. Od czterech lat żyje w sekretnym związku z żonatym mężczyzną. Jej kochanek ma żonę i syna. Nie krył nigdy tego przed nią. Mimo to stało się, Agata zakochała się i nie potrafi z niego zrezygnować. Zresztą nie musi. Oboje z Jankiem kochają się i często spędzają ze sobą czas. Z żoną jest tylko dla dobra dziecka. Z jednej strony Agata tęskni za stabilizacją, a drugiej jest szczęśliwa, że nie musi gotować obiadów, prasować koszul i cerować skarpetek. Taki układ jest dobry dla ich obojga, nie przeszkadza jej nawet fakt, że Janek mieszka na co dzień z żoną.

Obecnie młode kobiety dość często wybierają dojrzałych, żonatych mężczyzn. Fakt, że ich wybranek ma już żonę, a nawet dzieci w ogóle im nie przeszkadza. Ważna jest dla nich kariera, chęć samorealizacji i osiąganie sukcesów. Nie muszą wykonywać domowych obowiązków, budować relacji. Tym zajmuje się czekająca w domu żona. To im jak najbardziej odpowiada, one w tym czasie mogą zająć się rozwojem własnej kariery.  Z drugiej jednak strony życie młodych kobiet, decydujących się na związek z żonatym facetem nie wygląda tak kolorowo. Nie mają bowiem one zapewnionej stabilizacji, niemożliwe jest założenie szczęśliwej rodziny. Chyba, że mężczyzna zdecyduje się na rozwód, mimo to na takim układzie zapewne ucierpią jego dzieci. Nie sposób jest przecież prowadzić podwójnego życia na dłuższą metę. Zakochane, młode kobiety często jednak tkwią w takich związkach nie potrafią, albo i nie chcą, ich zakończyć.

20 – letnia Ania od 5 miesięcy spotyka się z żonatym mężczyzną. Jest starszy od niej o 10 lat, ale z żoną – jak zapewnia, jest tylko ze względu na dziecko. Od 2 lat w domu nie znajduje ciepła, zrozumienia i zainteresowania. Poczuł się odrzucony. Ich znajomość rozpoczęła się na uczelni. Ania przyszła na jego wykład. Po kilku dniach wymienili się numerami telefonów. Tak zaczął się ich romans.
– Jest cudowny, opiekuje się mną, spędza każdą wolną chwile ze mną, dzieląc czas między mnie, pracę, dom i dziecko.- mówi 20 – latka

Oczywiście istnieje grono  młodych kobiet, które po prostu lubią „polować” na żonatych mężczyzn. W ich mniemaniu interesuje ich tylko polowanie na facetów. Nie zależy im na stałym związku. Myślą o tym, żeby złowić kolejna ofiarę. To je dowartościowuje. Czuja się atrakcyjne i pożądane. Takich kusicielek zapewne nie brakuje, jednak żadna się do tego raczej nie przyznaje.

BOOKCROSSINGOWA NIEPRZYZWOITOŚĆ POZNANIAKÓW – „MIEJSKIE REGAŁY KSIĄŻKOWE”

Fot. pochodzi z: https://www.facebook.com/zakulisami
Fot. pochodzi z: https://www.facebook.com/zakulisami

Od soboty, 15 września 2012, pojawiły się w mieście tzw. „Miejskie Regały Książkowe”, żartobliwie zwane „Mirkami”. Jest to realizacja projektu nagrodzonego w konkursie Prezydenta Poznania, Ryszarda Grobelnego, pn. „Centrum Warte Poznania”. Jego celem było pozyskanie nowych i pachnących świeżością koncepcji kulturalnych, artystycznych i edukacyjnych wzbogacających życie kulturalne i uatrakcyjniających centrum Poznania. Wygrał projekt „Miejski Regał Książkowy”, którego autorką jest Agata Tryksza. Jest on oparty na znanej na całym świecie zasadzie  bookcrossingu. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pazerność i nieprzyzwoitość Poznaniaków, którzy przedsiębiorczy są i wszędzie zwietrzyć chcą możliwość zarobku. Nic dziwnego, że czasami nazywa się ich Szkotami.

Założenia projektowe

W rozstawionych w centrum Poznania przeszklonych regałach (znajdują się one przy Centrum Kultury „Zamek”, Bibliotece Raczyńskich, Teatrze Polskim i na Starym Rynku przy Galerii Miejskiej „Arsenał”) można bezpłatnie, anonimowo i bez żadnych formalności wymienić książki już przeczytane na takie, których czytać jeszcze nie miało się okazji. Jest to tzw. bookcrossing, krążenie książek, albo ich uwalnianie.

Kiedy 15 września Dariusz Jaworski, wiceprezydent Poznania, otwierał pierwszego „Mirka” przy Galerii Miejskiej „Arsenał” powiedział: Mam nadzieję, że idea wszystkim się spodoba. Dobrze będzie wtedy, gdy to miejsce i te regały będą żyły, a książki będą raz brane, raz odnoszone.

Odzew właściwie był natychmiastowy – Beata Łowicka, jako pierwsza skorzystała z regału i zostawiła książkę „Piękne duchy”, a wzięła książkę Arkadego Fiedlera „Mój ojciec i dęby”.

Ale rzeczywistość wcale nie jest kolorowa

Problem w tym, że mało osób bierze przykład z pani Beaty – większość ludzi po prostu zabiera książki z regałów, ale nie zostawia nic w zamian. Dlatego przez większość dnia stoją one sobie puste. Chociaż ta pustka ma też swoje uzasadnienie – dwa regały, te przy „Arsenale” i Bibliotece Raczyńskich dostępne są jedynie w godzinach funkcjonowania obu tych instytucji, dlatego ani rano ani wieczorem nikt nic tam nie znajdzie. Pozostałe dwa – przy Teatrze Polskim i CK „Zamku” – mimo że uzupełniane są na bieżąco, to przez większość dnia i tak stoją puste. Dlatego też, żeby jakąś książkę upolować, należy po pierwsze mieć dużo czasu wolnego, a po drugie sporą dawkę szczęścia. Dlaczego”

Kiedy tylko książki na półkach jednego czy drugiego dostępnego przez większą część dnia „Mirka” się pojawią, zaraz znikają, zagarnięte niekiedy przez ludzi najniższej proweniencji, którzy z reguły żebrzą pod kościołami i większymi sklepami o pieniądze na – jak twierdzą, chleb – w rzeczywistości jednak jest to po prostu piwo. Potem odsprzedają książki dalej. Michał Janiszewski, opiekun „Mirka” z „Zamku” mówi: Jako jedyni stemplujemy książki, które dokładamy do regału. Bardzo szybko część z nich wypłynęła w poznańskich antykwariatach i stoiskach ze starociami.

Teraz pomyślmy: przecież taka książka w antykwariacie kosztuje z 2, 3 zł, czyli na jedno piwo potrzeba z 2 książki, a i tak jest to minimalna cena tego napoju. Dlatego trzeba naprawdę się starać, żeby wypić sobie dziennie ze trzy, cztery piwka.

Jednak Rafał Łopka z Urzędu Miasta nie widzi w tym żadnego problemu i mówi: Zainteresowanie poznaniaków przekroczyło nasze oczekiwania. Puste regały to atut tego typu programu i oznacza, że mieszkańcy z niego korzystają.

Pan Rafał powinien chyba ubrać okulary – na ok. 1,2 tys. książek wyłożonych na Regale w „Zamku” w ciągu tygodnia, Poznaniacy przynieśli tylko sto tytułów.

Poznański bookcrossing

„Miejski Regał Książkowy”, czyli „Mirek”, to nie pierwsza tego typu inicjatywa w Poznaniu. Książki można wymieniać również m.in. w ramach cyklicznej akcji CK „Zamku” „PrzyTARGaj Książki”, a w sierpniu w tym roku „KonterART” zorganizował tzw. „Targi Książki Przechodzonej”. W całym mieście rozsiane są też liczne półki bookcrossingowe. Niestety cieszą się one umiarkowanym powodzeniem i często świecą wręcz pustkami.

BURAKI DOBRE NIE TYLKO DLA ANEMIKÓW

Buraki – niby nic nadzwyczajnego. Pospolita roślina uprawiana od dawna w Polsce.

Fot. pochodzi z: http://www.plus50.pl/index.php/kuchania/najlepsze-w-tym-miesicu/217.html?id=217
Fot. pochodzi z: http://www.plus50.pl/index.php/kuchania/najlepsze-w-tym-miesicu/217.html?id=217

Pierwsza wzmianka o burakach była zawarta w dokumentach z Babilonii (jeszcze przed naszą erą), dziś tę roślinę uprawia się niemal na każdym kontynencie i w rozmaitych odmianach. Nie jest ona bowiem trudna w uprawie, nie wymaga ona też szczególnych warunków, za to jest dobroczynna i lecznicza.  Lekarze zalecają sok z buraków anemikom. Zawierają one: magnez, żelazo, wapń, kwas foliowy i potas. Udowodniono, że picie świeżego soku z buraków pomaga w leczeniu białaczki. To dlatego buraki bardzo często są spotykane w „szpitalnym menu”.

To nie wszystko. Dzięki temu, że buraki zawierają kwas foliowy, powinny je spożywać kobiety decydujące się na ciążę. Panom również zaleca się buraki na kilka miesięcy przed planowaniem potomstwa. Udowodniono, że odpowiednie odżywianie i kwas foliowy w diecie mężczyzn ma ogromny wpływ na późniejszy rozwój noworodka.

Co ciekawe, buraki zawierają także antocyjany, przeciwutleniacze działające antynowotworowo. Zaleca się, by chorzy na nieżyt żołądka pili sok z buraków, działają one również kojąco na żołądek.

Nie tylko sam korzeń buraka jest zdrowy, już same jego liście zawierają: białko i sole mineralne. Najbardziej znaną potrawą, w której wykorzystuje się liście buraków ćwikłowych jest zupa botwinka. Prawdziwie wiosenna i pełna witamin zupa. Natomiast tarte buraki świetnie komponują się na talerzu z ziemniakami i drobiowym mięsem.

Niepozorna roślina, niepozorny wygląd, a tyle dobrego dla ludzkiego organizmu! Do swojego menu koniecznie dopiszcie buraki, choćby dwa razy w tygodniu, wyjdzie Wam to na zdrowie.

DANCING PRZY WINYLACH W POZNANIU

Fot. pochodzi z : http://stereoikolorowo.blogspot.com/2012/03/clearaudio-clever-clamp-krazek.html
Fot. pochodzi z : http://stereoikolorowo.blogspot.com/2012/03/clearaudio-clever-clamp-krazek.html

W kluboksięgarni „Głośna”, która znajduje się w Poznaniu na ul. Święty Marcin 30 (zaraz nad kinem „Muza” – tel. 61 852 34 03), w niedzielę, 30 września 2012, każdy tego chcący będzie mógł odbyć małą – bardzo osobistą – podróż w czasie. Tego dnia właśnie w „Głośnej” zagości na jeden wieczór rozkoszna atmosfera lat 60. i 70., a goście będą mogli zatańczyć do muzyki płynącej z płyt gramofonowych. Wstęp wolny.

30 września wieczorem w „Głośnej”

Kawiarniano-klubowa ekipa gwarantuje świetną muzykę i niepowtarzalny klimat, a także słodkości, i to naprawdę różnego rodzaju. Poza tym wszyscy gości są ślicznie proszeni o przebranie się w kreacje w stylu retro.

Zaproszeni czuć się mogą wszyscy właściwie – i ci którzy w owych latach dopiero wkraczali w dorosłość, jak i ci młodsi, którzy chcieliby zobaczyć przy jakich dźwiękach ich rodzice oraz dziadkowie zapraszali do tańca.

Uwaga!

W ten sam wieczór będzie można przyjrzeć się bliżej efektom wrześniowych warsztatów z cyklu „Targowisko umiejętności” i wyszperać dla siebie jedyne w swoim rodzaju produkty typu hand made, bowiem w kluboksięgarni odbędzie się też specjalny kiermasz.

SELEKCJONER LEWANDOWSKI I JEGO PRYWATNA HIERARCHIA.

Robert Lewandowski.

Już ucichła sprawa ataków Lewandowskiego na Smudę po Euro 2012, więc trzeba błysnąć w mediach po raz kolejny. Nie jest to sprawa sprzed kilku dni, ale problem uniwersalny i irytujący, który nie mogę zostawić bez słowa.

Robert Lewandowski. Piłkarz nietuzinkowy, klasa światowa, łakomy kąsek dla wielu uznanych firm w Europie. Tego nie podważam i nie będę podważał nigdy. Oddzielam grubą krechą dwie płaszczyzny:  boiskową i pozaboiskową. W tej pierwszej „Lewy” odgrywa często rolę pierwszoplanową, ale…Właśnie! Ale co? Dlaczego się go czepiam? Przecież robi nam dobrą reklamę za zachodnią granicą etc.  W Niemczech może i mają z niego pożytek, bo tam mu płacą solidnie. Czy nie jest to czasem przypadek nieco podobny do naszej Pani chorąży przez duże „Ch” – Agnieszki Radwańskiej?

Oglądałem eliminacyjne spotkanie Polski z Mołdawią. Oglądałem całe! Dziękuję za oklaski, zasłużyłem. Inaczej niż pan piłkarz Robert Lewandowski. Tutaj trochę podreptał, tutaj trochę poudawał, ze walczy, imitacja pressingu? Czemu nie, niech dobrze wygląda w telewizji. Efekt bramkowy? W jego stylu. Mam na myśli styl Roberta w reprezentacji. Niedawno chciał pomagać selekcjonerowi Fornalikowi  w aklimatyzacji w reprezentacji Polski. Wiadomo, przecież to najbardziej doświadczony kadrowicz, kilka imprez światowego formatu za nim, gwiazda, która ostatnio za dużo sobie pozwala. Zamiast pomagać WF-owi mógłby czasem pomóc sobie w aklimatyzacji boiskowej, kiedy przyjeżdża na mecze reprezentacji. Nie chce się gwiazdeczce? Strzelił gola w Lidze Mistrzów, to przecież nie będzie robił z siebie błazna za grosze i po co ma strzelać jakiejś tam Mołdawii.

Odbębni swoje, żeby nie czepiali się, że olewa kadrę. Przyjedzie trochę pomóc Fornalikowi, trochę pomarudzi na taktykę, przygotowanie kondycyjne i wróci do swojego niemieckiego raju, gdzie strzela jak opętany (71 meczów- 31 goli). A jak wygląda jego statystyka w biało-czerwonym trykocie? 48 spotkań i 15 bramek. Skoro napastnika rozliczamy z bramek, to grajmy bez napastników. Hiszpania mogła bez snajpera zdobyć Mistrzostwo Europy? Wiem, że nie jesteśmy Hiszpanią i nie mamy tylu kreatywnych rozgrywających, by sobie na to pozwolić, ale z Lewandowskim skompromitowaliśmy się na Euro 2012, więc bez niego będzie dużo gorzej? Gdyby nie perfekcyjne dośrodkowanie Piszczka, to „Lewy” mógłby skończyć tę imprezę z wielkim zerem.

Nie wiem, co się dzieje na granicy niemiecko-polskiej, że Robert przestaje walczyć. Może odbierają mu karabin, którym bombarduje w Bundeslidze, może już na stałe zmienił polskie blachy na niemieckie. Patrzę na rozstrzygające trafienie z Ajaksem i czuję się dumny, że mamy takiego snajpera. Przychodzą mecze kadry i się go wstydzę. Za dużo nerwów kosztuje mnie taka Lewandowska hustawka nastrojów. To nie na moje nerwy. Nie chcesz grać dla kadry? To nie jest przymus. Dostaniesz trochę po głowie od kibiców, dziennikarzy i po sprawie. Może warto? Jest kilku napastników w polskiej lidze, którzy daliby się pokroić za grę z orzełkiem na piersi, gryźliby murawę przez 90 minut. Jasne, że odbiegają umiejętnościami od „Lewego”, ale chyba wolę patrzeć na walkę niż „Stojanowa” w wykonaniu Lewandowskiego i późniejsze pretensje do całego świata, by pokazać jaki on to jest kozak przed kamerami i nikogo się nie boi. Jesteś kozakiem? Pokaż to na boisko, patrząc prosto w oczy strzel bramkarzowi Mołdawii gola, patrząc prosto w oczy powiedz Smudzie, co Ci leży an sercu, ale wtedy media tego nie pokażą. Fakt, to jest problem. Lepiej być tchórzem, który błyszczy w mediach. Robercie co mi z twoich fantastycznych występów w Borussii? Nie jestem fanem BVB, jestem fanem reprezentacji Polski.

[Fot. pochodzą z http://www.tumblr.com/tagged/lewandowski?before=1339328912]

O PRACY I ZAWODOWEJ KARIERZE NALEŻY MYŚLEĆ WCZEŚNIEJ

Wybór odpowiedniego kierunku kształcenia, otwartość na zmiany i wysoki poziom sterowności. Te czynniki w dużej mierze determinują powodzenie na rynku pracy. Truizmem staje się przywoływanie tezy o tym, ze praca jest towarem. Coraz częściej pracodawcy stawiają potencjalnym kandydatom wysokie wymagania. Doradcy zawodowi i psychologowie pracy zwracają szczególną uwagę na znaczenie integralności umiejętności miękkich i twardych. Te pierwsze to predyspozycje społeczne , drugie – kompetencje i umiejętności zawodowe.

Z myślą o racjonalnych wyborach kształcenia,  w Jarosławiu zorganizowano  I Targi Edukacji i Pracy „Młodzi na rynku pracy”. Była to inicjatywa  miejscowego Punktu Pośrednictwa Pracy prowadzonego przez Podkarpacką Wojewódzką Komendę OHP , Centrum Edukacji i Pracy Młodzieży w Przemyślu oraz Ośrodek Szkolenia Zawodowego w Jarosławiu. Przedsięwzięcie, któremu  patronował burmistrz miasta było cennym doświadczeniem. Swoje punkty  i stoiska informacyjno-doradcze uruchomiły  m.in.: Państwowa Wyższa Szkoła Wschodnio-Europejska w Przemyślu, Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Jarosławiu, Ochotnicze Hufce Pracy w Jarosławiu i Przemyślu, Powiatowy Urząd Pracy w Jarosławiu, Szkoła Williams, Jednoroczna Policealna Szkoła Edukacji innowacyjnej oraz inne instytucje i ośrodki kształcenia. PUP  i OHP reprezentowali między innymi doradcy zawodowi, pośrednicy pracy i specjaliści ds. marketingu rynku zatrudnienia.

Specjalnie na okoliczność Targów oferenci przygotowali pakiety informacyjne, wydawnictwa i ulotki. Ocenia się, że targi Edukacji i  Pracy odwiedziło co najmniej 800 uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych.

[Fot. Henryk Grymuza]

MG HG  HG HG HG HG HG HG HG

OGROMNIE ŻAL MI LATA

Fot. Dobromiła Terenowicz-Grądzka.
Fot. Dobromiła Terenowicz-Grądzka.

Zadrukowane liście ściennego diariusza bezlitośnie redukują upływający czas. Póki co – jesień mamy piękną. Ale i ona podda się niewoli kapryśnej aury. Na długie miesiące przyjdzie nam rozstać się z koncertami plenerowymi, z peregrynacjami pośród udekorowanych kwieciem zaułków. Każde miasto, każde środowisko ma takie magiczne  miejsca, w których letnią wieczorową porą  czujemy się najlepiej. Teraz fascynacje wiosennych i letnich miesięcy będzie nam rekompensować pamięć, a w niej tkwić będzie polichromia wrażeń. Tych powstałych na widok prześlicznych dziewcząt i tych zdeterminowanych przez piękno natury. A cóż powiedzieć o doświadczeniach intelektualnych ?

Jarosławianie wciąż noszą na zakodowanych w sercach kartach pamięci koncerty Maryli Rodowicz, Ani Rusowicz, Patrycji Markowskiej, Lady Pank. Nie zamierzają oddalić emocji związanych z Nocą Muzeów i Nocą Zwiedzania Rynku. Pewnie dlatego, że lepiej poznali miejsce osiedlenia z jego podziemnymi korytarzami, karawanserajami i wielkimi izbami stylowych mieszczańskich kamienic  będącymi reliktami wielowiekowej przeszłości.

Lato ma w sobie coś wyjątkowego. Ta pora roku – śmiem twierdzić uparcie – uwalnia marzenia, sprzyja zakochaniu, sprawia także, że niejeden facet  i niejedna niewiasta popada w swoisty błogostan. Zapach maciejki, kafeteria barw, wydłużony ku uciesze rodzaju ludzkiego dzień – te atuty sprawiają, że lato jest kochane najbardziej. Nawet wtedy gdy ukąsi nas pszczoła albo zaskoczy burza z wyładowaniami jak u Faradaya.

Podczas lata kolekcjonowałem okruchy Nieba i wdzięczne obrazki. Czyż te ostatnie nie są fajne ?

ANDY NIE ŻYJE. ALE W NASZYCH SERCACH POBRZMIEWA NADAL ” MOON RIVER”

fot. PAP/EPA / Uthaiwan Boonloy
fot. PAP/EPA / Uthaiwan Boonloy

Taki wielki i taki skromny. Jego głos przekraczał bariery wiekowe i bariery ideologiczne. W Polsce był popularny przez dziesięciolecia, także w okresie realnego socjalizmu. Andy Williams, mistrz wytwornego śpiewu soulowego. Jakże go nam będzie brakować. Zmarł 25 września. Do Polski początkowo jego przeboje docierały z „Głosu Ameryki”, BBC i Radia Luxembourg by następnie pojawić się na radiowej „Trójkowej” antenie.

W grudniu skończyłby 85 lat. Kim był ? Piosenkarzem i aktorem, niepospolitym artystą, który po jednym z tournee po Wielkiej Brytanii zyskał przydomek „The Emperor of Easy”. Urodził się w stanie Iowa. Dał się poznać pod całą niemal szerokością geograficzną. Nagrane w latach 60. i 70. przeboje uczyniły go śpiewakiem easy listening.

Co zatem warto zapamiętać i zachować we wdzięcznej pamięci ? Najlepsze, najbardziej wzruszające i zachwycające piosenki Andy Williamsa: „Moon River”, „Days of Wine and Roses”, „Dear Heart”, „The Shadow of Your Smile”, „Love”, „Andy”, „Love Story”,I dziesiątki innych. Roman Waschko napisał  o nim w Przewodniku ISKIER “Muzyka jazzowa i rozrywkowa”: “(…) Jako dziecko śpiewał w chórze kościelnym z rodzicami i trzema braćmi. Razem  z braćmi występował w radio, a potem z aktorką komiczną Kay Thompson  w klubach Ameryki i Europy”. Teraz zapewne śpiewa Panu Bogu w Niebiosach. Nam pozostaje pamięć. Szczera i prawdziwa. Pamięć o artyście, który światu aplikował gramocząsteczki dobra, radości i miłości.