REKORDY – KOMPLEKSY, ZBIOROWE DOŚWIADCZENIA

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Guinness_Guitar_Record_2006.jpg&filetimestamp=20071003152126

Co roku na Starym Rynku we Wrocławiu odbywa się próba bicia gitarowego rekordu Guinessa. Organizatorzy tej akcji próbują zgromadzić jak największą ilość ludzi, którzy wspólnie na gitarach wykonają utwór „Hey Joe”. Obecny rekord wynosi 7273 grających.

Może trochę jestem spóźniony, pisząc o tym wydarzeniu, które przecież miało miejsce w maju, ale cóż  przyznaję, że myślałem całą niedzielę, czym podzielić się z czytelnikami TW. Co za męczarnia!
Pewnie podpadnę tym, którzy z ochotą uczestniczyli w próbie bicia rekordu, o ile ktoś w ogóle (poza osobami z redakcji) czyta moje felietony, podpadnę mówiąc, że ta impreza, w moim przekonaniu, wynika z polskich kompleksów. Tak, kochani, takie mam zdanie o tym wspólnym graniu. Nie chcę wychodzić na zgreda, sam przecież jestem młodym człowiekiem, przynajmniej za takiego się jeszcze uważam (28 lat, oceńcie sami), ale w ten sposób to właśnie widzę. Wychowywałem się głównie na muzyce rockowej (Red Hot Chili Peppers, Jimi Hendrix, Led Zeppelin…), nie obce mi są klimaty muzyczne uczestników tej masówki. Ale nigdy by mi nie przyszło do głowy, by brać w niej udział.
Gitarowe bicie rekordu można porównać do pomysłu budowy świebodzińskiego Chrystusa. Ewidentnie widać, że w obu przypadkach postawiono na ilość, a nie jakość. Owszem, rekordy Guinessa z reguły, choć nie zawsze, polegają na takich głupawych pomysłach jak ten z gitarami. Ale dlaczego my mamy mieć w tym swój udział?
Gitarowe bicie rekordu wynika z polskich kompleksów. Mówimy na rodzimego piłkarza polski Beckham, na aktora polski Leonardo Di Caprio, Warszawę określa się czasem mianem Paryża Środkowej Europy. Posługujemy się takimi epigońskimi określeniami, jakbyśmy wstydzili się swojej roli w oczach Zachodu, aż w końcu ktoś, aby się wyzwolić z tego stanu rzeczy, wpada na pomysł pokazania całej Europie, a może nawet światu polskiej POWER. W ten sposób dowodzi się, że choć w jednej rzeczy jesteśmy najlepsi, wyjątkowo silni, oryginalni.
A przecież nie mamy się czego wstydzić, mamy światową literaturę, piękne kobiety czy chociażby genialnego Antoniego Macierewicza, który umiejętnościami w wykrywaniu spisków nie ustępuje niejednemu znanemu średniowiecznemu inkwizytorowi.

Powtórzmy, przyznajmy się do tego: u podstaw imprezy z gitarami leżą polskie kompleksy, chcemy pokazać, jacy to my nie jesteśmy mocni, i to w tak mało wyszukany sposób.

Ale może wydzieranie się na rosyjskich kibiców „rosyjska kurwa” jest o wiele gorszym sposobem na zwalczanie swoich kompleksów?
Powiem tak: wszelkie inicjatywy, które mogą łączyć rzesze ludzi w pewnym zbiorowym doświadczeniu, są mi bliskie. Mogą one bowiem prowadzić do konsolidacji narodu, pogłębienia jego poczucia tożsamości w dalszej perspektywie. Jeśli więc nie znajdujemy innych sposobów na zwalczanie swoich kompleksów niż poprzez wspólne brzdąkanie na gitarach, to może nie należy się temu sprzeciwiać. Może po prostu od czegoś trzeba zacząć. Przecież wiele rzeczy rozpoczyna się od zera.
A skoro mowa o wspólnym doświadczeniu. Ostatnio pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie zorganizowanie parotysięcznych orgii seksualnych w większości miast europejskich. Nie jestem za rozwiązłością seksualną, ale panujący niż demograficzny jest niepokojący. Poza tym Europie (nawet tej Środkowej), cierpiącej na depresję, potrzebna jest odrobina szaleństwa. Może taka akcja w końcu pobudzi nas do działania, odstraszy muzułmanów, którzy wchodzą nam na głowy, i Chińczyków, chcących nas wykupić? Odczepią się od nas, biorąc nas za wariatów.
Nie, to nic nie da, kto będzie chciał rodzić dzieci, którym nie będzie można dać wychowawczego klapsa, na które później będzie się organizować kidnapingi. Aby stworzyć takie orgie, należy wcześniej zmienić politykę wielu państw. Na to już chyba jest za późno.

No i proszę, piwko wypiłem, przejrzałem umysły muzycznych rekordzistów, posprzeczałem się ze sobą, zakończyłem mocnym akcentem. I tym sposobem napisałem ten cholerny felieton.

Krzysztof Olszewski

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE – ŚWIĘTO CZY MORDĘGA?

Impreza, której historia sięga już ponad dwóch tysięcy lat, po raz kolejny przyciąga przed telewizory. Do Londynu zjechali się dziennikarze, sportowcy, kibice z całego świata. Olimpijski ogień zapłonął, zaczęły się igrzyska!

Fot. http://www.polskieradio.pl/128/2235/Artykul/653268,Zbyt-bogate-otwarcie-przyslania-sport
Fot. http://www.polskieradio.pl/128/2235/Artykul/653268,Zbyt-bogate-otwarcie-przyslania-sport

Wydarzenie, które skupia na sobie uwagę sporej części populacji, nie mogło obyć się bez udziału TVP. Na jej antenie możemy śledzić niemal wszystkie sportowe zmagania. Uruchomiono usługę online, za pomocą której bez trudu możemy obserwować „na żywo” to co się dzieje w Londynie. Tym razem nie ma problemów z zacinaniem się obrazu, niską jakością. Wszystko jest tak, jak być powinno- zdawałoby się aż za pięknie.

Dla starszych osób znacznie wygodniejszą opcją pozostaje wciąż telewizja. TVP i tutaj nie zawiodło, w kanałach ogólnodostępnych zobaczymy najważniejsze- z punktu widzenia Polaka- zawody. Dla tych najbardziej upartych, nie posiadających internetu, a którzy chcieliby śledzić wszystkie zmagania istnieje jeszcze program TVP Sport.

Można powiedzieć, że Igrzyska zdominowały Telewizję Polską. Jeśli ktoś śledzi dziennik informacyjny Wiadomości na jedynce, niemal od początku do końca zalewany jest sportem. I tu się kończy moje słodzenie dla publicznego nadawcy, czas przelać nieco goryczy.

Mordęga. Czyli ile można gadać o jednym i tym samym? Jakie mamy szanse, co wygraliśmy, jakie komentarze, ile, jak, czego, po co, gdzie? Setki bezsensownych pytań zadawanych sportowcom i ekspertom. Okey, gdyby jeszcze  to było w jakimś specjalnym programie poświęconym Igrzyskom, ale w wydaniu głównym Wiadomości? Czy świat zatrzymał się na czas igrzysk? A co tam konflikt w Syrii, przecież nie od dziś giną tam tysiące ludzi. A co tam zmiany w polskim prawie- przecież ciągle się coś zmienia. No i w końcu na co nam informacje- przecież mamy igrzyska!

Do tego budowanie tej całej otoczki. Siatkarze właściwie bez złota nie mają po co wracać. Agnieszka Radwańska też jechała po medal- na jej szczęście odpadła tak szybko, że mało kto się zorientował, że już nie gra. Zaraz jedno napięcie będzie przeradzać się w drugie. Skaczą tyczkarze, za chwilę biegacze, wioślarze, potem jeszcze podnoszenie ciężarów i boks. I tak dzień w dzień będziemy skazani na wieczne „klekotanie” o igrzyskach.

Z drugiej strony, przecież zawsze możemy zmienić kanał i przeskoczyć na jakiś bardziej odizolowany materiał. Co prawda od igrzysk nie mamy szans się uwolnić- znajdą się we wszystkich dziennikach, ale chociaż po nich można będzie obejrzeć coś innego, odmiennego żeby nie powiedzieć ciekawszego.

Wybór po części należy więc do nas. Tym, których pasjonują wszystkie sportowe zmagania szykuje się prawdziwa uczta i długie godziny siedzenia przed telewizorem. Innym, mniej zapalonym, radziłbym raczej sięgnąć do książek lub do Internetu. Na Was przyjdzie czas po igrzyskach.
Rafał PAKUŁA

BILETY NA STATEK W POZNANIU!

Źródło: http://www.transatlantyk.org/pl/
Źródło: http://www.transatlantyk.org/pl/

Tego lata warto znowu przyjechać w sierpniu specjalnie do Poznania, na statek. Po raz kolejny zagości tu „Transatlantyk” i po raz kolejny wbrew pozorom wcale nie będzie to żaden międzykontynentalny okręt – chociaż taki duży liniowiec na poznańskim Starym Rynku mógłby też być niemałą atrakcją turystyczną. Kto wie jak by to było? Nasz „Transatlantyk” jest jednak festiwalem filmowo-muzycznym, którego pomysłodawcą jest Jan A. P. Kaczmarek, zdobywca „Oscara” za „najlepszą muzykę oryginalną” z roku 2005. Swoją drygą już edycję „Transatlantyk” mieć będzie w dniach 15-22 sierpnia 2012. Znów będzie okazja, aby obejrzeć światowe kino na najwyższym poziomie, uczestniczyć w przeróżnych pokazach, wysłuchać wielu koncertów, a także spotkać się z wybitnymi muzykami i filmowcami z Polski i całego świata.

Transatlantyk 2012

W roku 2011  „Transatlantyk” był otwarty, odważny i inspirować miał dyskusje na aktualne tematy społeczne. Dzięki temu wzbudził ogromne zainteresowanie publiczności. Dlatego w tym roku program rozszerzono i wprowadzono m. in. cykl „Transatlantyk Konfrontacje”. W jego ramach zobaczyć będzie można filmy cieszące się uznaniem międzynarodowej krytyki, ukazujące współczesne problemy i konflikty społeczne. Wśród nich będzie film-laureat sekcji „Berlinale Panorama 2012” – fabularny „Diaz – Don’t Clean Up This Blood”, poświęcony krwawym zamieszkom w Genui podczas szczytu G8 w 2001r.

Jedną z atrakcji poznańskiej imprezy będzie także polska premiera najlepszego filmu tegorocznej – 62. już – edycji Festiwalu „Berlinale”. Zdobył on festiwalową nagrodę główną, czyli „Złotego Niedźwiedzia” – tytuł tego filmu brzmi: „Cezar musi umrzeć”. Jest to nakręcone w rzymskim więzieniu „Rebibbia” dzieło braci Taviani. Film pokazuje grupę przestępców skazanych za najcięższe zbrodnie, którzy pod kierunkiem znanego artysty, Fabio Cavalliego, mierzą się z dramatem szekspirowskim „Juliusz Cezar” – chcą po prostu stać się na chwilę aktorami i przygotować specjalny spektakl. Włoski film, poruszający wiele tematów – są to: lojalność, przyjaźń, zdrada, siła sztuki, a także budzenie się człowieczeństwa w najgorszych nawet zbrodniarzach, pokazany zostanie jako jedna z premier w cyklu „Transatlantyk Panorama”.

Poza tym widzowie zobaczą też premierowe pokazy filmów nagrodzonych na festiwalach filmowych w Cannes, Berlinie, Sundance, Wenecji i Amsterdamie.

Szczególną atrakcją Festiwalu poza filmami są warsztaty, podczas których polscy i zagraniczni twórcy ze świata filmu i muzyki (w zeszłym roku byli to: aktorzy Alan Rosenberg i James Cromwell, znany m.in. z nagrodzonego „Oscarami” filmu „Artysta”, ilustrator i designer Daniel Horowitz, a także kompozytorzy: Peter Golub i Christopher Young) dzielili się swoją wiedzą i doświadczeniem zawodowym.

Kolejną „wisienką na torcie” tegorocznego Festiwalu jest przegląd „Alfred Hitchcock – narodziny mistrza”. Pokazane w nim zostaną filmy z „brytyjskiego” okresu reżysera, np.: „Szantaż”, „39 kroków”, „Tajny agent”, czy też „Człowiek, który wiedział za dużo”.

W programie „Transatlantyku” nie zabraknie także cykli, które w ubiegłym roku cieszyły się ogromną popularnością wśród publiczności, czyli: „Transatlantyk Panorama”, „Nowe Kino Niemieckie” i „Nowe Kino Skandynawskie”. Ważną pozycją będą też pokazy „Transatlantyk Docs”, „Transatlantyk Eko” i „Transatlantyk Art.’, czyli filmy dokumentalne, tak bliskie idei Festiwalu.

Transatlantyk 2011

Pierwsza edycja Festiwalu przyciągnęła do stolicy Wielkopolski niebagatelną sumę ponad 36 tysięcy osób. Odbywał się ona w Poznaniu i również w oddalonym o 60 km Instytucie „Rozbitek”. „Transatlantyk” jest inspirowany uznanymi na całym świecie festiwalami w Sundance  i Berlinie. Jednak nie jest to tylko festiwal filmów, ale również muzyki, także filmowej.

Pierwsza edycja w liczbach:

  • 300 pokazów filmowych, podczas których wyświetlono 170 filmów, w tym 40 premier na 8 ekranach „Multikina 51”;
  • 2 000 uczestników bezpłatnych warsztatów i seminariów „Master Class”;
  • 210 akredytacji dla dziennikarzy polskich i zagranicznych;
  • 14 koncertów: od kameralnych po symfoniczne.

„Transatlantyk” 2011 znalazł się na liście nominowanych do prestiżowej nagrody MocArty Radia „RMF Classic” w kategorii „Wydarzenie Roku”

Bilety i wejściówki

Zgodnie z ideą Festiwalu „Transatlantyk”, podobnie jak w roku ubiegłym, organizatorzy zapewniają bezpłatny wstęp na większość przewidzianych punktów programu. Widzowie będą mogli, nie płacąc za to nic, albo niewiele, wziąć udział w wybranych seansach filmowych w „Multikinie 51”, Kinie Plenerowym „Bałtyk”, wykładach i seminariach „Master Classes”, a także imprezach Klubu Festiwalowego w „Concordia Design”.

Bezpłatne filmy:

W „Multikinie 51” będzie można zobaczyć filmy w ramach  sekcji 9: „Transatlantyk Docs 2012”, „Transatlantyk Art” i „Transatlantyk Eco”, „Wall Street Story”, „Wiosna Arabska”, „Nowe Polskie Dokumenty”, „Sezon”, „Bike Movies”, czyli „Kino Rowerowe” oraz „Transatlantyk dla dzieci”. Przed seansem trzeba tylko odebrać w kasie kina darmową wejściówkę od godziny 17:00 w dniu poprzedzającym seans albo po prostu w dniu projekcji.  Bezpłatne będą też seanse Kina Plenerowego „Bałtyk” na terenie „Concordia Design”.

BezpłatneMaster Classes”

Warsztaty i seminaria dotyczące szeroko rozumianej sztuki filmowej i kompozytorskiej również będą bezpłatne.

Płatne filmy:

Od 8 sierpnia 2012 w kasie oraz na stronie internetowej „Multikina 51” na pozostałe filmy można nabywać bilety w cenie 10 zł – taka będzie festiwalowa promocja.

Natomiast karnet w cenie 120 zł gwarantuje wstęp na 15 dowolnie wybranych seansów filmowych w „Multikinie 51”.

Poza tym również od 8 sierpnia 2012 w kasie kina „Muza” dostępne będą bilety –również po 10 zł – na seanse sekcji „Kino klasy B – Ekstaza i mdłości” pokazywane tam w ramach Festiwalu.

No i pokazy „Kina Kulinarnego” w „Multikinie 51” – bilet na jeden taki seans to 120 zł. W ramach tego biletu bierze się udział w składającej się z 4 dań kolacji inspirowanej filmem, która to odbędzie się zaraz po projekcji w Hotelu „Andersia”. W tym roku odbędzie się 5 pokazów „Kina Kulinarnego”, a w każdym będzie mogło wziąć udział do 120 osób. Bilety są dostępne na stronie eBilet.pl.

Transatlantycki Teatr

16 sierpnia 2012, o godz. 19.00 w Teatrze Polskim w Poznaniu odbędzie się polska premiera monodramu Juliana Sandsa „A Celebration of Harold Pinter”. Bilety – ulgowy po 15 zł, a normalny po 25 zł – są już dostępne w sprzedaży internetowej na stronie eBilet.pl. Monodram ten to wydarzenie jednorazowe.

Pomoc

Na terenie „Multikina 51” od 8 do 22 sierpnia 2012 czynny będzie specjalny punkt informacyjny, gdzie ludzie Festiwalu służyć będą pomocą w wyborze filmów i pozostałych imprez „Transatlantyku”. Ponadto szczegółowe informacje i formularz zapisów już wkrótce znajdzie się na stronie internetowej Festiwalu:

http://www.transatlantyk.org/pl/

POLSKA – WŁOCHY, STARCIE TYTANÓW W LONDYNIE

Włosi nie znaleźli sposobu na ekipę Andrei Anastasiego. Polska reprezentacja siatkarzy rozgromiła Italię 3:1 w pierwszym meczu turnieju Igrzysk Olimpijskich w Londynie.

Fot. pochodzi z: http://sport.gadu-gadu.pl/5770647782840146645/na-zywo-polska---wlochy-siatkarze-zaczynaja-walke
Fot. pochodzi z: http://sport.gadu-gadu.pl/5770647782840146645/na-zywo-polska—wlochy-siatkarze-zaczynaja-walke

Mecz zakończył się asem serwisowym Bartosza Kurka, który, przyznać trzeba, długo rozgrzewał się w czasie pierwszego seta. Nie do zatrzymania od samego początku byli za to Zbigniew Bartman i Michał Winiarski. Ten ostatni bezsprzecznie może zostać okrzyknięty najbardziej ofiarnym graczem spotkania.

Pierwszy dzień siatkarskiego turnieju olimpijskiego nie przyniósł żadnego zaskoczenia. Bułgaria, Rosja, Argentyna i USA pokonały swoich rywali 3:0. Pikanterii rozgrywkom dodał dopiero polsko-włoski szlagier. Drużyny, które starły się cztery lata temu w ćwierćfinale igrzysk w Pekinie dziś znów stanęły po przeciwnych stronach siatki. Polacy, nie bez walki (21:25), oddali Włochom tylko pierwszego seta. We wszystkich następnych byli nie do pokonania. W czwartym secie zmiażdżyli przeciwników doprowadzając wynik do stanu 25:14.

Przy dopingu 10 tysięcy Polskich kibiców, drużyna Anastasiego minuta po minucie, na bieżąco szukała sposobów na pokonanie Cristiana Savaniego i Luigiego Mastrangelo. I sposób się znalazł. W trzecim secie Savani w końcu zaczął popełniać błędy. Nie zmienia to faktu, że w pierwszym secie to Włosi popisali się lepszą zagrywką. Przyjęcie i dobre rozegranie włoskich serwisów kosztowało Polaków sporo wysiłku. Doświadczenia Mastrangelo, którego zasięg  w bloku wynosi 336 cm, w ataku zaś o 30 cm więcej, nie wolno lekceważyć.

Drugi set, rozpoczęty od asa serwisowego Iwana Zajcewa był dla Polaków czasem pracy nad grą w obronie i kontrataku. Wykończenie akcji w pierwszym secie było dla naszych szczególnym problemem. Szybko jednak o sile swojego uderzenia przypomniał rywalom Zibi Bartman, który na połowę przeciwnika potrafi posłać piłkę z prędkością przekraczającą 120km/h. Trener Włochów, Andrea Berutto poprosił o przerwę techniczną przy stanie 12:7, ale nawet to nie było w stanie wyprowadzić biało-czerwonych z równowagi.

Niezależnie od tego, jak bardzo pod górkę oba zespoły miały w drugim i trzecim secie, w czwartym wszystko się wyjaśniło. Polacy nie pozostawili żadnych wątpliwości. Ani nerwowa atmosfera w drużynie Włochów, ani napięcie między Anastasim i Berutto, ani kontrowersyjne decyzje argentyńskiego sędziego nie zdołały przyćmić spektakularnego widowiska, jakie Polacy zagwarantowali widzom w ostatniej części meczu.
Siatkarze do wtóru z trenerem od kilku dni powtarzają, że najważniejszy będzie ćwierćfinał. We wtorek biało-czerwonych czeka spotkanie z Bułgarią, w czwartek z Argentyną, w sobotę z Wielką Brytanią. W poniedziałek starcie z Australią. Obserwatorzy i komentatorzy mówią, że trudno nie będzie. Piłkarze mają jednak swój przepis na sukces: Zachować czujność. Utrzymać koncentrację. Walczyć o każdą piłkę.
PaulinaREZMER

„OTO PARTIA – LUDZKOŚCI WZROK”, CZYLI POLITYCZNE SUMIENIE ARTYSTÓW

Powiedzenie, że to „sztuka żywi twórcę”, w przypadku wielu dzieci kultury nie sprawdza się ani trochę. Albo i sprawdza się, choć poszukują oni jakiegoś pikantnego dodatku do nazbyt już wysmakowanej potrawy. Sami więc gotują sobie los, który musi poparzyć ich w język tak dotkliwie, że każde wypowiedziane potem przez nich słowo nosić będzie spore blizny tego politycznego poparzenia. O ile języka wcześniej potrawa ta nie wypali jak kwas.

http://www.peremeny.ru/UserFiles/Image/narrativ/Gork/Joseph_Stalin_and_Maxim_Gorky,_1931.jpg
http://www.peremeny.ru/UserFiles/Image/narrativ/Gork/Joseph_Stalin_and_Maxim_Gorky,_1931.jpg

Wyjechał, krytykując ówczesne przemiany w swym kraju. Oddziaływanie jego poezji tak jednak przykuło uwagę Wodza Narodu, że ten zapragnął obdarować go zaszczytną funkcją przewodniczącego państwowego Związku Pisarzy. Haczyk został połknięty. Poeta w chwale wrócił do kraju, by stać się narzędziem w rękach „Słońca Narodów”, „Człowieka ze stali” – Józefa Stalina.

Maksim Gorki, bo o nim mowa, przybył do Związku Radzieckiego mimo niechęci do rewolucji październikowej. Przyjazne nastawienie Stalina i liczne przywileje szybko pozwoliły zapomnieć Gorkiemu o dawnych poglądach. Szybko stał się sprawnym narzędziem w rękach radzieckiej propagandy. Swoją pychę przypłacił życiem – w połowie lat 30. został otruty, najprawdopodobniej na zlecenie Stalina.

Marionetką do propagowania nowego ustroju został w rękach rodzącej się Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, znany skamandryta Julian Tuwim. Swoją osobą uświetniał państwowe uroczystości, twórczość podporządkował wymogom aparatu rządzącego. Romans ów już zawsze odbijać się będzie cieniem na pozostały, spory dorobek artysty.

Swej miłości do „rosnącej w siłę” socjalistycznej ojczyzny nie kryła także Wisława Szymborska. Mimo że laureatka Nobla próbowała rozliczyć się później z niechlubnej przeszłości („„Nic bardziej zwierzęcego niż czyste sumienie”), historii tej wymazać z pamięci nie sposób. Tym samym spore i godne pozazdroszczenia artystyczne CV, szpeci kilka epizodów, choć – niestety – znaczących.

Współcześni „ludzie kultury” także bardzo chętnie pojawiają się u boku polityków i przelewają swój autorytet, by ich poprzeć. Przykład Andrzeja Chyry, który – będąc w komitecie wyborczym obecnego prezydenta – jak sam powiedział – popiera „Władysława Komorowskiego” (Po co więc w ogóle się w to bawił, skoro nie wiedział nawet kogo popiera?!). Krzysztof Cugowski, wokalista Budki Suflera, zapragnął być senatorem z ramienia PiS-u.

Cóż więc począć, kiedy artysta – jako stworzenie społeczne – do tej polityki lgnie, mimo że działa ona na niego jak ogień, trawiąc wcześniejszy, często genialny, dorobek? Zrobić nie możemy nic poza obserwacją: tak jak dziecko musi dotknąć rozgrzanego pieca, by przekonać się, że parzy, tak i ów artysta, nie potrafiący uczyć się na błędach swych kolegów, musi mieć możliwość poparzenia. Czasami rany się goją i można potem dorobić się nawet i Nobla. Czasami jednak dotknięcie rozgrzanego politycznego pieca bywa śmiertelne. Czy więc artysta, jako obywatel jak każdy inny, nie może mieć prawa głosu? Ależ może! Twój wybór, drogi twórco. Ryzykuj.

Łukasz LIPIŃSKI

POWSTANIE WARSZAWSKIE W POZNANIU?

Fot. http://gniezno.eu/strona32wqf435ge/content/blogcategory/22/108/
Fot. http://gniezno.eu/strona32wqf435ge/content/blogcategory/22/108/

Uroczystości 68. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Poznaniu? Przecież, jako Poznaniacy z krwi i kości, wolimy wspominać Ignacego Jana Paderewskiego i walki, które rozpoczęły się 27 grudnia 1918, niż to, co wydarzyło się w Warszawie poczynając od 1 sierpnia 1944  – zwłaszcza, że to powstanie wcale zwycięskim nie było. Chyba jednak by należało, bo w końcu walczyło w nim ponad ośmiuset Wielkopolan. Trzeba im za to wyrazić swój szacunek – przynajmniej tak apelują ich koleżanki i koledzy. Dlatego w środę, 1 sierpnia 2012 o godz, 17.00, gdy tylko zabrzmią syreny, wystarczy zatrzymać się i przez chwilę pomyśleć o nich, bo życie swe za Polskę oddali.

Program uroczystości 68 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Poznaniu 1 sierpnia 2012:

  1. Godz. 15:00 – Kościół oo. Dominikanów – złożenie kwiatów w krużgankach kościoła.
  2. Godz. 15:30 – Msza Św. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela na ul. Fredry 11.
  3. Godz. 17:00 Godzina „W” – zgromadzenie przy Pomniku Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, a tam:

–         Syreny – to w całym Poznaniu;

–         Wystąpienie Zastępcy Prezydenta Miasta Poznania, Dariusza Jaworskiego;

–         Wręczenie Odznak – Wyróżnień „Za wkład pracy społecznej w Światowym Związku Żołnierzy AK poświęconej etosowi Armii Krajowej”;

–         Apel Pamięci;

–         Uroczyste składanie kwiatów pod pomnikiem.

IGRZYSKA OLIMPIJSKIE LONDYN 2012 – START

„To jest dla wszystkich” rzekł lata temu sir Timothy Berners-Lee, brytyjski twórca internetu. Równie dobrze mógł to powiedzieć o Letnich Igrzyskach Olimpijskich. W Londynie rozpoczęło się największe święto sportu. Na stadionie  w sercu Wielkiej Brytanii zapłonął znicz olimpijski.

Fot. http://gwizdek24.se.pl/galeria/londyn-2012-areny-igrzysk-olimpijskich-w-londynie-galeria,269970/90549/177606/
Fot. http://gwizdek24.se.pl/galeria/londyn-2012-areny-igrzysk-olimpijskich-w-londynie-galeria,269970/90549/177606/

Niegasnący płomień olimpijski został wniesiony na stadion przez… wszystkich uczestników igrzysk zapłonął o godzinie 1.35 po północy. Spektakularne widowisko uświetnił Paul McCartney wykonujący nieśmiertelne „Hey, Jude”. Od 27 lipca do 12 sierpnia potrwają zmagania najlepszych, najbardziej wytrwałych i rokujących największe nadzieje na sukces sportowców. Londyn gości Igrzyska Olimpijskie po raz trzeci.

Wzruszająca część artystyczna ceremonii otwarcia była przekrojem przez historię Wielkiej Brytanii. Reżyserowie widowiska przeprowadzili widzów przez czas od rewolucji przemysłowej po nowoczesność. Dzięki wysiłkom wielu wolontariuszy, artystów, chórzystów, muzyków i aktorów, ponad pięćdziesięciotysięczny tłum zgromadzony na stadionie w Londynie mógł obejrzeć spektakularne show. Na płycie boiska obecni byli między innymi Mike Oldfield, Rowan Atkinson i Daniel Craig. Eskortowana przez tego ostatniego na stadion przybyła angielska królowa.

O wkładzie wniesionym w świat muzyki Londyn przypomniał fragmentami utworów Queen, The Beatles, The Rolling Stones i Amy Winehouse. Nie zabrakło też Prodigy i Sugar Babes. Wybrzmiała Adele, nie zabrakło i Bee Gees. Zaprezentowany podczas ceremonii otwarcia biograf Londynu to swoista esencja multikulturowości. To właśnie tam, nad Tamizą, przenikają się wszystkie kultury, tradycje, kwitnie życie teatralne, muzyczne i literackie. To tu można odnaleźć obok siebie technologię, tradycję, seksualność i nowoczesność.

Paradę sportowców reprezentujących 204 państwa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego otworzyła oczywiście Grecja. Zaraz za nią na stadion wkroczyła reprezentacja Afganistanu i choć to efekt porządku nazw poszczególnych państw wynikających z kolejności angielskiego alfabetu, zbieg okoliczności szczególnie atrakcyjny medialnie. Igrzyska Olimpijskie w Londynie to sprawdzian dla Syryjczyków, Greków, Egipcjan, którzy zmagają się z ciężką sytuacją ekonomiczną i gospodarczą. To zresztą powtórka z historii, bo Londyn zawsze gości olimpiadę w czasach niepokoju.

Reprezentacja Polski wkroczyła na płytę stadionu olimpijskiego prowadzona przez Agnieszkę Radwańską. Na trybunach obok delegatów i oficjeli pojawiła się Irena Szewińska entuzjastycznie wymachująca biało-czerwoną flagą. Polscy komentatorzy sportowi liczą na więcej niż dziesięć medali.

Zmagania sportowców będzie relacjonować 40 tys. akredytowanych dziennikarzy. Ogień olimpijski niosło przez cały świat 80 tysięcy ludzi. W konfrontacji z takimi statystykami nie wolno zapominać, że magii muzyki, tańca i sportu nie byłoby bez potencjału ludzkiego. Ten jest podczas igrzysk najważniejszy.

(prez)

AA NA „ZAMKU”

Fot. http://www.arturandrus.art.pl/
Fot. http://www.arturandrus.art.pl/

Albo inaczej glanki i pacyfki, ale nie w Spale, ani nie w Pile, tylko w Poznańskim Centrum Kultury „Zamek” przy ul. Św. Marcin 80/82 (tel. 61 64 65 200). O co chodzi? Koncert Artura Andrusa, na którym usłyszymy jego piosenki pochodzące z płyty „Myśliwiecka” właśnie na Dziedzińcu Zamkowym CK „Zamek” odbędzie się w sobotę, 1 września 2012, o godz. 19.00. Podczas koncertu posłuchać będzie można również anegdot, wierszy i komentarzy napisanych ze swoistą finezją i szczyptą pobłażliwej ironii. Wszystko to będzie oplecione oczywiście jak najpiękniejszą polszczyzną – Artur Andrus jest Mistrzem Mowy Polskiej z roku 2010.

Artur Andrus

Na co dzień redaktor trójkowej „Powtórki z rozrywki”, legendarny gospodarz – w każdy poniedziałek (oprócz wakacji) – spotkań kabaretowych w warszawskiej „Piwnicy pod Harendą”, konferansjer raz w miesiącu na „Kabaretowych Scenach Trójki” w różnych miastach Polski (Toruń, Zielona Góra…), a także w Łódzkiej „Piwnicy Artystycznej Przechowalnia”. Poza tym jest poetą, dziennikarzem, autorem książek, tekstów piosenek.

Na co dzień mieszka w Warszawie, ale pochodzi z Sanoka – są to prawie Bieszczady. Dziennikarstwo studiował na Uniwersytecie Warszawskim. Już w czasach studenckich współpracował z „Rozgłośnią Harcerską” i Radiem „Rzeszów”. Momentem przełomowym w jego karierze artystycznej okazał się przeprowadzony „na zaliczenie” wywiad z Wojciechem Młynarskim. O pozytywnej ocenie z „zaliczenia” zadecydowało m. in. to, że Artur Andrus – student – zadawał pytania swojemu obiektowi wywiadowczemu wierszem, a Wojciech Młynarski – obiekt wywiadowczy – improwizował i odpowiadał też wierszem. Wkrótce potem Artur Andrus otrzymał propozycję poprowadzenia audycji o piosence satyrycznej w Polskim Radiu i tak się zaczęło.

Jeśli chodzi o życie „osobiste”, a raczej „solowe”, to jemu samemu zdarza się – często dosyć – występować w programach kabaretowych i być komentatorem „Szkła kontaktowego” w TVN24. Jest to zatem artysta multimedialny. Jego nagrania znaleźć można na płycie „Grupy MoCarta”, dwupłytowym albumie „Przechowalnia”, gdzie prezentuje on swoje najbardziej znane utwory, a także solowej płycie pt: „Łódzka”. W roku 2004 ukazała się książka z utworami Artura Andrusa pt: „Popisuchy”. Obecnie artysta bierze udział w spektaklu Teatru „Syrena” pt. „Nie dorosłem”, który jest muzyczną podróżą w czasie do rzeczywistości lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych – tej warszawskiej i tej paryskiej i powstał w oparciu o teksty Stanisława Staszewskiego (ojca słynnego „Kazika”). Artur Andrus angażuje się także w działalność charytatywną na rzecz uzdolnionej młodzieży przy Fundacji św. Mikołaja, a w październiku zeszłego roku nakładem wydawnictwa „Prószyński i S-ka” ukazał się przeprowadzony przez niego wywiad z Marią Czubaszek. Wisienką na torcie jest tu fakt, że w listopadzie 2011 Prezydent RP uhonorował Artura Andrusa Złotym Krzyżem Zasługi.

„Myśliwiecka”

Jest to tytuł najnowszej solowej płyty Artura Andrusa. Nakładem wytwórni „Mystic Production” ukazała się ona w tym roku 5 marca. Zawiera takie przeboje jak: „Ballada o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie”, „Cieszyńska”, „Piłem w Spale, spałem w Pile” i jeszcze kilka innych. Tak w ogóle Myśliwiecka to w rzeczywistości nazwa ulicy w Warszawie, przy której znajduje się radiowa „Trójka”.

Koncert w CK „Zamek”

Bilety kosztują: do 20 sierpnia – 60 zł, a potem, czyli od 21 sierpnia – 70 zł.

MICKOWI JAGGEROWI SATYSFAKCJI ŻYCZY REDAKCJA

Gdybym miała złożyć życzenia obchodzącemu wczoraj sześćdziesiąte dziewiąte urodziny Mick’owi Jaggerowi prawdopodobnie ograniczyłabym się do zasalutowania w amerykańskim geście porozumienia ponad wszelkimi podziałami i różnicami. Zapyta ktoś, dlaczego amerykańskim, skoro Jagger urodził się w angielskim Dartford. Nie wiem, może dlatego, że jest taki uniwersalny i wpisany w kulturę jak coca-cola.

Fot. http://www.mickjagger.com/wp-content/files_mf/interview_default_artcile_image43.jpg
Fot. http://www.mickjagger.com/wp-content/files_mf/interview_default_artcile_image43.jpg

Nie ma na świecie osoby, dla której The Rolling Stones nie miałoby wymiaru symbolicznego, z kimś lub z czymś się nie kojarzyło, kogoś lub czegoś nie przypominało. Dlatego nieważne, co teraz napiszę, dla czytelnika z pewnością nie wyczerpie to tematu.

Kiedy dziś przeczytałam w internecie informację o rocznicy przyjścia Jaggera na świat, w pierwszej kolejności jak bumerang wrócił do mnie obrazek sprzed kilku lat, również z urodzin, ale z moich własnych. Wsiadłam do pociągu, zajęłam miejsce w przedziale i rozłożyłam na kolanach gigantyczną, ważącą dobre trzy kilogramy monografię zespołu The Rolling Stones, którą otrzymałam w prezencie. „Będzie pani to czytać?” zapytał starszy jegomość siedzący obok. „Z chęcią!” odpowiedziałam udając, że nie słyszę nuty niedowierzania w jego głosie. „Eee, pani to nawet nie wie, kim było The Rolling Stones”. „Owszem, wiem” odparłam i próbując się nie zaperzać wcisnęłam na uszy słuchawki, żeby przerwać rozmowę. Po chwili jednak zdjęłam je, żeby dopytać, na jakiej podstawie jegomość twierdzi, że nie wiem nic o Stonesach. Okazało się, że mam przyjemność dzielić przedział z profesorem poznańskiej, jeszcze wtedy, Akademii Przyrodniczej, który zbudował mój obraz na podstawie wcześniej oglądanych i wysłuchiwanych przypadków z ław akademickich i Moje pokolenia naprawdę niewiele wie o Stonesach. Właściwie nie wie nic.

W drugiej kolejności myśl moja pomknęła do albumu „A Bigger Bang”. Płyta, która ukazała się w 2007 roku jest dwudziestym drugim studyjnym wydaniem muzycznych dokonań Jaggera i spółki. Jeśli jest współczesna kapela, która po wydaniu choćby połowy z tego co zrobili Stonesi nie zacznie wszystkim wychodzić bokiem, chcę znać jej nazwę, bo pojadę jej osobiście pogratulować. W podzięce za cały dorobek muzyczny współcześni pieśniarze powinni Jaggerowi buty czyścić, a nie układać piosenki o tym, że „move like Jagger”. Nie ma kapeli, która lepiej łączyłaby pokolenia. Nie ma drugiej takiej będącej mostem między tym, co kiedyś i tym, co teraz.

Mój ciąg skojarzeń ze Stonesami galopuje w szaleńczym tempie i oto docieram do filmu „Full Metal Jacket”, w którym wykorzystano utwór „Paint it Black”. Jak żaden inny, film oddaje okrucieństwo wojny w Wietnamie. I jak żadna inna (poza jedną, o której za chwilę) piosenka z albumu „Aftermath” (’66) przypisana jest dla mnie do tego konkretnego, wstrząsającego obrazu. Drugim takim kawałkiem jest „Time is on my side”, wykorzystany w thrillerze „Fallen”. „Time…” to jazzowy utwór powstały w 1963. Rok później został zapożyczonego przez Stonesów od Kaia Windinga. Scena, w której skazany na śmierć brutalny morderca, siedzący na krześle elektrycznym, zaczyna z radością pośpiewywać o czasie działającym na swoją korzyść do dziś spędza mi sen z powiek. Podobnie jak utwór w wykonaniu The Rolling Stones.

Na koniec ze wszystkich kawałków Jaggera pływających w talerzu Rolling Stones wyławiam jeszcze jeden. Ten, który mnie najbardziej uspokaja. Ten, dzięki któremu przekonałam się, że czasem godzenie się z rzeczywistością to najlepsze, co możesz zrobić. Zrodzony w 1969 roku, umieszczony na albumie „Let it Bleed”, siedmiominutowy, ale tak naprawdę niekończący się utwór „You Can’t Always Get What You Want” opowiadający o tym, jak proste potrafi być życie – na co dzień i od święta sprowadza mnie na ziemię.

Mick Jagger, choć trudno w to uwierzyć, jest człowiekiem z krwi i kości. Mike Jagger obchodzący dziś (26.07.) swoje urodziny jest w gruncie rzeczy w bardzo niefortunnym położeniu. Prawda jest taka, że to on do końca naszych dni będzie nam przez głośniki wież stereo śpiewał swego rodzaju „sto lat” na stadionach, w kinach, filmach, domowych i klubowych imprezach. To on będzie przy nas w momentach kryzysu i radości, a nie my przy nim. Człowiek, którego najpopularniejszym utworem jest znajdujące się na 2 miejscu listy  utworów wszech czasów „Satisfaction”, nadał kształt naszemu sposobowi odbierania kultury jeszcze zanim się urodziliśmy. Kto jeszcze nie dostrzega przewrotności tego zjawiska, niech spojrzy na logo nieśmiertelnego The Rolling Stones.

Paulina REZMER

OLT ODWOŁUJE LOTY

Linia lotnicza OLT Express od dnia 27 lipca wstrzymuje wszystkie rejsy regularne oraz sprzedaż biletów. Przewoźnik informuje, że wszystkim pasażerom, którzy nabyli bilety na odwołane rejsy przysługuje zwrot poniesionych kosztów.

Fot. http://najtansze-linie-lotnicze.pl/review/olt-express/
Fot. http://najtansze-linie-lotnicze.pl/review/olt-express/

Wczoraj na konferencji prasowej podawano do wiadomości, że firma walczy o przetrwanie.  Poinformowano również o  likwidacji 14 połączeń, wstrzymanie wszystkich lotów jest więc zaskoczeniem.

OLT Express działa od początku kwietnia. Spółka ogłosiła, że wszyscy pasażerowie odwołanych lotów zostaną o zmianach poinformowani osobiście i telefonicznie.

Firma obsługiwała między innymi połączenia do Gdańska, Warszawy, Wrocławia, Poznania i Łodzi. W planach jest uruchomienie lotów europejskich.

(prez)