WYSPY TAJEMNIC – RECENZJA

Filmy Martina Scorsese nie są mi dobrze znane, tak więc trudno mi ocenić jego filmową twórczość, choć jest jednym z najsłynniejszych reżyserów. W jego kinematografii, nie pojawiło się nic, co mogło uwieść moje zmysły i ciekawość. Jednak muszę przyznać, że Wyspa Tajemnic z pewnością należy do grona tych filmów, o których długo się dyskutuje. Na pewno jest to obraz nietuzinkowy.

Kadr z filmu Wyspa tajemnic.
Kadr z filmu Wyspa tajemnic.

Tematyka zachęci każdego, kto lubi mrożące krew w żyłach trillery. Sam fakt, że akcja dzieje się w szpitalu psychiatrycznym może co niektórych zachęcić jeszcze bardziej. Jeśli znane są komuś takie filmy jak Przerwana lekcja muzyki czy Lot nad kukułczym gniazdem będzie wiedział czego mniej więcej może się spodziewać.

Na wyspę Zatoki Bostońskiej, w której mieści się wspomniany szpital psychiatryczny, przybywają dwaj szeryfowie federalni Teddy (Leonadro DiCaprio) i Chuck (Mark Ruffalo) w celu przeprowadzenia śledztwa. Do ich zadania należy odnalezienie pacjentki, która zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Sprawa komplikuje się, gdy wychodzi na jaw, że pokój w którym przebywała tego dnia był zamknięty, a okno okratowane. Nasuwa się zatem pytanie: jakim sposobem mogła wydostać się ze szpitala niezauważona? Jedyne, co po sobie zostawiła, to dwie pary butów i zaszyfrowaną wiadomość na kartce. Przed federalnymi trudne zadanie, gdyż na wyspę zawita huragan, wszelka łączność ze światem zostanie zerwana.

Już od pierwszych minut można wyczuć ciężką, niepokojącą atmosferę, która nieustannie będzie towarzyszyć w filmie. Tła, widoki jakby nienaturalne, tylko nałożone nasycają ów klimat. Sama wyspa wydaje się małym, mrocznym światem w którym żyją niebezpieczni dla otoczenia ludzie. Otóż szpital psychiatryczny na Zatoce Bostońskiej nie jest zwykłym szpitalem. Mieszczą się w nim przestępcy z ostrymi zaburzeniami psychicznymi. Miejsce odizolowane od reszty świata pełni zatem idealną funkcję do tego, by chorzy trzymali się jak najdalej od społeczeństwa, nie stanowiąc potencjalnego zagrożenia. Teddy nie raz przekona się jak dziwny i groźny półświatek tworzą pacjenci. Szpital jest w pewnym stopniu wizualnym odbiciem tego, co może tkwić w ich duszy.

Oprócz pacjentów i szpitala mroczny, przerażający nastrój kreuje sama wyspa. Sceny głównie dzieją się nocą, natomiast za dnia wszystko dookoła jest szare i ponure. Nieustannie pada deszcz, szaleją okropne wichury. Świadomość, że wyspa jest oddzielona od reszty świata, a jedynym punktem jest zakład psychiatryczny wzbudza dodatkowe uczucie strachu.

Zagłębiając się coraz bardziej w historię zaczynamy częściej zadawać sobie co rusz nowe pytania. Pojawiają się także kolejne wątpliwości, kolejne zagadki do rozwiązania. Sprawa pacjentki jest bardzo tajemnicza, ale nie tylko… Bowiem dowiadujemy się iż Teddy przybył na wyspę w zupełnie innej sprawie. Jego pobudki są bardziej osobiste, śledztwo okazuje się tylko przykrywką. To, czego chce dokonać jest o wiele bardziej skomplikowane, można rzec, że w pewnym stopniu niewykonalne.

Teddy jest postacią, która sama tworzy historię filmu, to na nim skupia się główny wątek. Nagle cała fabuła przewraca się do góry nogami, zaczyna kroczyć swoimi ścieżkami, a my podążamy za nią. Dowiadujemy się wielu ważnych szczegółów z życia głównego bohatera. W historii filmu pełnią one funkcję przerywnika pomiędzy poszczególnymi scenami. Od czasu do czasu ujawniają się także w jego snach. Stanowią drastyczny obraz, który robi na widzu naprawdę mocne wrażenie. Ciężko się od nich od razu otrząsnąć, a to dlatego, że w swoim przekazie są niezwykle bezpośrednie. Panujący klimat został perfekcyjnie przedstawiony za pomocą surrealizmu. Wszystko dokoła wydaje się dziwne, sceneria niekiedy szybko się zmienia, postaci znikają, a na ich miejscu pojawiają się nowe. W przekazie wizualnym bardziej przypominają koszmary, sceny niekiedy wyglądają jakby były zaczerpnięte z horroru. Niekiedy w tle można usłyszeć piękną muzykę klasyczną, a czasem pojedyncze dźwięki, które wzbudzały dodatkowe uczucie grozy.

Oczywiście Wyspa Tajemnic nie byłaby na tyle wciągająca, gdyby nie aktorzy, którzy swoją grą zachęcają jeszcze bardziej do oglądania. Przede wszystkim mam na myśli wybitnego Leonarda DiCaprio. Może dzięki takim rolom przestanie niektórym kojarzyć się tylko z postacią z Titanica. Grany przez niego Teddy posiada w sobie uczucie gniewu, pewnego rodzaju buntu wobec wszystkiego i wszystkich, jest pewny siebie i swoich umiejętności, ale w głębi duszy jest też osobą zagubioną. Leonadro DiCaprio potrafi wyrazić to wszystko, jest przy tym bardzo przekonujący. Postać przez niego grana od początku ciekawi i intryguje. Na końcu dowiadujemy się jak bardzo jego postać charakteryzuje się złożoną psychiką. To wymaga naprawdę solidnego kunsztu aktorskiego. Leonadro DiCaprio udowodnił, że potrafi unieść artystyczny ciężar.

Wyspa Tajemnic to z pewnością film dla wymagających widzów, lubiących kino ambitne, w którym nie ma czasu na luźne pogawędki, jedynie na analizowanie. Fabuła nie należy do bardzo skomplikowanych, ale jednak wymaga skupienia. Na końcu pozostawia wielki znak zapytania, co dodaje jeszcze większego uroku. Martin Scorsese stworzył moim zdaniem dzieło wybitne, o którym szybko się nie zapomina… Zatem życzę miłej filmowej uczty, bo jest co posmakować! 

Żaneta BUKOWSKA

ECCE LIGNUM CRUCIS

in que salus mundi pependit.

Triduum Paschalne to trzy uroczyście celebrowane dni w kościele katolickim. Stały się największym misterium odkupienia ludzkiego, które co roku się odnawia. Przez cykliczny charakter świąt Kościół oddaje hołd i dziękczynienie za trud i mękę Mesjaszowi. Triduum Paschalne to „Triduum Chrystusa ukrzyżowanego, pogrzebanego i zmartwychwstałego”. Święte trzy dni otwiera wieczorna msza Wielkiego Czwartku, a kończą je nieszpory Niedzieli Zmartwychwstania.

Wielki Czwartek.

Fot. http://mariazmagdalii.blog.onet.pl/
Fot. http://mariazmagdalii.blog.onet.pl/

Wielki Czwartek nazywany jest Mszą Wieczerzy Pańskiej. Ten dzień upamiętnia ostatnią wieczerzę, którą spożywał Jezus wraz z Apostołami. Podczas tego wydarzenia Chrystus ofiarował ciało i krew swojemu Ojcu przemieniając je w chleb i wino. Mesjasz stał się Barankiem Paschalnym, by wypełnić starotestamentowe zapiski o zbawczej ofierze za świat. Ten dzień to również wspomnienie aktu obmycia nóg – uniżenia się Jezusa Chrystusa. Rano w katedrach całej Polski odbywają się msze święte, gdzie błogosławi się oleje oraz konsekruje Krzyżmo święte. Kapłani na pamiątkę biblijnych wydarzeń obmywają swoim współbraciom nogi. Wielki Czwartek upamiętnia wydarzenie ustanowienia przez Jezusa sakramentu Eucharystii i kapłaństwa.

Podczas mszy świętej w Wielki Czwartek kapłanom składa się podziękowania za ich posługę i pracę duszpasterską. Wierni zgromadzeni w kościele proszą o potrzebne łaski dla swoich kapłanów. Aura radości nie trwa długo bowiem po odśpiewaniu hymnu „Chwała na Wysokości” milkną dzwony oraz organy, z ołtarza znika całe przystrojenie oraz kwiaty, a Kościół przygotowuje się do przeżycia najważniejszych chwil z życia Zbawiciela. Po zakończeniu mszy świętej Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do „ciemnicy”, czyli kaplicy, gdzie wierni będą mogli adorować Najświętsze Ciało.

Wielki Piątek.

Wielki Piątek jest jedynym dniem w roku, kiedy w kościele katolickim nie sprawuje się mszy świętej. W tym dniu rozważa się liturgię Misterium Męki Pańskiej, a komunię rozdaje się z konsekrowanych w czasie mszy Wielkiego Czwartku darów. To czas wielkiej zadumy nad śmiercią Jezusa Chrystusa, dzień kontemplacji i wyrzeczeń. Każdy wierny powinien zachować w piątek post ścisły.

Początek Liturgii Męki Pańskiej zaczyna się od wejścia kapłana wraz z asystą i padnięciem celebransa na twarz przed ołtarzem. Akt ten mówi o uniżeniu się zwykłego, małego człowieka przed boskim Majestatem. Wyraża on ogromny ból i smutek Kościoła. Po tym następuje liturgia czytania lub odśpiewania opisu Męki Pańskiej wg Ewangelii świętego Jana. Następnie do kościoła zostaje wniesiony Krzyż i następuje jego uroczyste odsłonięcie. Kapłan śpiewa wówczas słowa: „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata”. Lud odpowiada: „Pójdźmy z pokłonem”. Gdy Krzyż zostanie w pełni odsłonięty wtedy następuje adoracja świętego Krzyża. Wierni podchodzą i całują święte drzewo. Po zakończeniu adoracji Najświętszy Sakrament jest przenoszony do Grobu Pańskiego.

Wielka Sobota.

W Wielką Sobotę wierni czuwają przy grobie Jezusa Chrystusa, modląc się i rozważając Pismo Święte. Od rana do po południa święci się pokarmy (wielkanocne koszyczki), które z cała rodzinną spożywa się podczas wielkanocnego śniadania.

Wielkanocna Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego.

Wigilię Paschalną rozpoczyna się w wielką noc. Obrzędy powinny być sprawowane od momentu zapadnięcia zmroku do godzin rannych. To wydarzenie upamiętnia czas, w którym Hebrajczycy czuwali w nocy na przyjście Pana, aby ich wyzwolił z niewoli faraona. Obrzędy Wigilii Paschalnej rozpoczyna Liturgia Światła, po czym następuje Liturgia czytań oraz odśpiewanie hymnu „Chwała na wysokości” przy udziale organów i dzwonów. Całość dopełnia Liturgia Chrzcielna i Eucharystia. W wielu kościołach w Polsce po mszach odprawianych podczas Wielkiej Soboty następuje niedzielna procesja rezurekcyjna i przejście z Najświętszym Sakramentem wokół kościoła. Msza rezurekcja odbywa się natomiast w Niedzielę po wschodzie słońca, z reguły o godzinie 6, gdzie wszyscy wierni śpiewają radośnie, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. Wielkanoc rozpoczyna okres oktawy Wielkanocy, aż do momentu Niedzieli Zesłania Ducha św.

Triduum Paschalne to niezwykłe trzy dni, w których możemy na nowo przeżywać Mękę Jezusa Chrystusa. Okres Wielkiego Postu to czas, w którym każdy z nas może na chwilę zwolnić i zastanowić się nad swoim życiem.

Izabela DEJNEKO

NAJBLIŻSZY KONCERT MASH MISH – KALENDARIUM

MashMish w Toruniu!

MashMish to duet kompozytorski składający się z wokalistki Gosi Bernatowicz i pianisty Marcina Kuczewskiego. Właśnie przygotowują się do nagrania swojego pierwszego krążka. Teraz są już blisko realizacji tego celu. Mają skomponowanych kilkanaście własnych utworów, a większość z nich jest zaaranżowana oraz zarejestrowana w wersjach demo.

Fot. MashMish.
Fot. MashMish.

W toruńskim klubie zaprezentują autorski repertuar, który jak sami mówią opierają na emocjach. To właśnie one stoją u źródła ich kompozycji i tekstów. Ich muzyka to połączenie elementów muzyki klasycznej z szeroko rozumianą muzyką pop ( r’n’b, etno, rock, elektroniczne brzmienia etc.) Na scenie tworzą niepowtarzalny, refleksyjny klimat. Hipnotyzują głosem i dziwiękiem, a kto trafia na koncert przypadkiem zwykle zostaje fanem MashMish. W Toruniu wystąpią 15 kwietnia o godzinie 19:00 w klubie Stary Anioł.

Info dodatkowe:

Gosia i Marcin są finalistami 2 edycji Must Be The Music – Tylko Muzyka. Duet został uznany przez jurora programu Adama Sztabę za największe objawienie Polsatowskiego talent show.

Również po programie muzycy radzą sobie doskonale. Mają już za sobą pierwszy duży koncert (17.12.2011, DorumArt) na którym zaprezentowali publiczności materiał stworzony z myślą o debiutanckim krążku. Zespół wystąpił w rozszerzonym, 10-osobowym składzie w towarzystwie kwintetu smyczkowego. Słuchacze mieli zatem okazję usłyszeć ich utwory w rozbudowanych, niebanalnych aranżacjach. Były to zarówno liryczne, nastrojowe kompozycje, jak i dynamiczne brzmienia oddające niepowtarzalny styl zespołu.

Fragmenty materiału MashMish mieli okazję usłyszeć słuchacze radia Roxy FM (8.01.2012). Duet wystąpił na antenie radia z grupą zaprzyjaźnionych instrumentalistów w audycji ‘Przesłuchanie’ Tomasza Kina.

KSIĄŻĘ CZASU I INNE OPOWIEŚCI

Dawno już żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, a czytam dużo. Fakt, przez pierwsze kilka stron trudno jest przebrnąć, bo nie do takiego typu narracji jesteśmy przyzwyczajeni.

Tadeusz Siejak/ Fot. http://www.siejak.biblioteka-chodziez.pl/
Tadeusz Siejak/ Fot. http://www.siejak.biblioteka-chodziez.pl/

Tadeusz Siejak w swoich opowieściach pozostawia nas bez czasu i jasno określonego miejsca akcji- wydarzenia przechodzą płynnie w kolejne, czasami dzieją się jednocześnie, momentami nie jesteśmy pewni, czy dzieją się rzeczywiście, czy tylko mamy takie wrażenie.

„Książę czasu”, „Wielki spływ”, „Namiot wodza” i „Ta sama kula” to opowiadania natury, można by powiedzieć,  filozoficznej- pytania o sens życia, dążenie do abstrakcyjnych celów, równowaga w chaosie. To próba szerszego, bardziej ogólnego spojrzenia na świat przewrotnie podejmowana przez subiektywną jednostkę. Osobiście zaangażowany narrator nawet nie stara się ukrywać swoich emocji, co doskonale widać w konstrukcji wypowiedzi- urywane, niedokończone zdania, chaotyczna interpunkcja lub zupełny jej brak, wielokrotne powtórzenia.

Nie jest to książka, po którą należy sięgnąć w oczekiwaniu łatwego, przyjemnego „czytadła”, wręcz przeciwnie- zmusi nas do skupienia i pewnej rewizji poglądów. Ale naprawdę warto, majstersztyk.

 Aleksandra PODBIEŁŁO

NAGRANIE DVD Z AUDIOFEELS W TEATRZE WIELKIM

W czwartkowy wieczór w Teatrze Wielkim w Poznaniu doszło do wyjątkowego wydarzenia. Formacja AudioFeels nagrała swoją pierwszą koncertową DVD. Po sukcesie dwóch albumów Uncovered oraz Unfinished przyszedł czas na zmierzenie się z publicznością na żywo w obecności dziesięciu kamer.

Fot. http://muzyka.interia.pl/pop/news/audiofeels-dzien-swira-i-opera,1743758,50
Fot. http://muzyka.interia.pl/pop/news/audiofeels-dzien-swira-i-opera,1743758,50

AudioFeels, to grupa muzyczna a capella złożona z ośmiu solistów, którzy poznali się w chórze akademickim Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W kwietniu 2007 roku wpadli na pomysł osobnej formacji, i tak poprzez finał programu Mam Talent oraz ogromną ilość koncertów w całej Polsce, wyrobili sobie status artystów z najwyższej półki. W skład zespołu wchodzą: Marcin „Illuk” Illukiewicz, Bartek „Źrebak” Lehmann, Michał „Szajek” Szajkowski, Michał „Stecu” Stec, Jarosław „Karas” Weidner, Marek „Maro” Lewandowski, Patryk „Cypis” Ignaczak, Bartek „Kitek” Michalak oraz Antos „AN21” Sobucki.

W dniu nagrania płyty DVD, 29 marca, już o godzinie 18.30 w holu teatru pojawiły się tłumy, oczekujące wejścia do sali głównej. Niestety wszyscy zostali przetrzymani w niepewności aż do 19.00, kiedy to drzwi sali otworzyły się i publiczność zaczęła zalewać salę w pośpiechu. Po krótkim oczekiwaniu, przy wszystkim miejscach ściśle wypełnionych przed sceną, nadszedł czas na małe wprowadzenie. Czyli co wolno, a co ewidentnie nie wchodzi w rachubę na takim koncercie, zakończone małym instruktażem spontanicznych reakcji. Nadszedł wyczekiwany moment i zgasły światła. Po pierwszych dźwiękach na scenie można było zobaczyć osiem konturów na tle niebieskiego ekranu. Zespół zaczął występ od autorskiego utworu pt. What does it mean. Już pierwsze dźwięki wzbudziły zachwyt na twarzach widzów oraz gromkie brawa z okrzykami. Przez cały koncert własne piosenki przeplatały się z coverami, wykonawców jak Red Hot Chili Peppers, Seal, Sting, Metallica czy Bill Withers. Najbardziej wyróżniającymi się utworami były Shape of my heart Stinga z zaskakującym przejściem z wersji a capella do vocal play, a następnie piosenka White Stripes Seven Nation Army. Charakterystycznym elementem tego wykonania było przejście przez najważniejsze style muzyczne, od prostej rockowej wersji, przez reggae w żółto-zielono-czerwonych barwach, aż do opery. Po ostatnim „numerze” Metallicy publika wstała i nagrodziła zespół AudioFeels gorącymi brawami, trwającymi kilka minut. Muzycy nie powstrzymali się i wyszli na bis, wykonując szlagier Queen’ów We will rock you. To był koniec prawie 2-godzinnego występu, z małymi przerwami BHP, zmianami dekoracji oraz żartami. Z ciężkim sercem miłośnicy muzyki AudioFeels opuścili Teatr Wielki, jednakże z ogromną satysfakcją, iż mogli brać udział w tak ważnym wydarzeniu dla zespołu.

AudioFeels już drugi raz grali koncert w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Spragnionym pięknych dźwięków możemy polecić spektakl z gościnnym udziałem formacji – Dzień świra. Następna możliwość ujrzenia chłopaków na deskach teatru 15 kwietnia.

Należy wspomnieć również „Harmony Sweepstakes A Cappella Festival” w Nowym Jorku, podczas którego 12 marca AudioFeels zgarnęli wszystkie najwyższe odznaczenia. W ten sposób udowodnili swój poziom, zaangażowanie w muzykę oraz gotowość na reprezentowanie już nie tylko naszego kraju, ale i miasta Nowy Jork. Regionalne eliminacje zwyciężyli utworem Nirvany. 12 maja chłopaki wybierają się do San Rafael w Californi na finał festiwalu. Będziemy mocno trzymać za nich kciuki!

Płyta DVD z zapisem poznańskiego koncertu już wkrótce do nabycia.

 Magdalena BROŻYNA

WAŻNE, ŻEBY DOBRZE SIĘ NASTAWIĆ

 S.O.S. Bratka.

 

Fot. http://chojnice.olx.pl
Fot. http://chojnice.olx.pl

Przyszedł facet do cioci i mówi że boli go noga. No i ciocia mówi weź ty namasuj.. i od tego się zaczęło. Dotknąłem bolącą nogę i mówię, coś jest z kością nie tak, tego nie można masować. Pojechał on do lekarza i okazało się, że miał pękniętą kość. Od tego czasu ciocia mówiła wszystkim by szli na parcele obok, czyli do mnie. Tak zacząłem masować. Potem zrobiłem kursy i zacząłem masować kręgosłupy. – Tak o swych pierwszych krokach w masażu opowiada Bogdan Bratka, mieszkaniec Łopienna w województwie wielkopolskim. Jest to niezwykły, starszy, bardzo sympatyczny człowiek o pogodnym usposobieniu. Urodził się w Skokach. Jego ojciec był cieślą, natomiast mama zajmowała się domem.

Techniczne początki.

Będąc dzieckiem był zafascynowany mechanizacją, postępem technicznym związanym z branżą samochodową. Marzenia z dzieciństwa zrealizował, gdyż jego wyuczonym zawodem jest technik mechanik. Pracował w branży metalowej w Poznaniu, Wągrowcu i Rogoźnie. Przyznaje jednak, że teraz nie lubi majsterkować przy samochodzie. Dodaje też, że gdyby wiedział w wieku 14- 15 lat, iż ma takie predyspozycje do masażu, to nie kończyłby szkół o profilu technicznym, tylko od razu „poszedłby na” rehabilitację.

Człowiek ostatniej szansy.

Do pana Bogdana przychodzą często ludzie, którzy nie otrzymali pomocy od lekarzy lub sami stracili nadzieję na wyleczenie swoich dolegliwości. Mimo że wielokrotnie im pomagał, nie chce by ludzie nazywali go doktorem Hausem czy Kaszpirowskim. Stara się pomóc ludziom zawsze na tyle, na ile tylko może.

Staram się zawsze wykorzystać swoje umiejętności, swoje siły by pomóc drugiej osobie cierpiącej, chorej, żeby nie czuły się te osoby oddaleni, odepchnięci.  To właśnie zadowolenie pacjenta wychodzącego z jego gabinetu daje mu największą satysfakcję w jego pracy. Samą Służbę Zdrowia ocenia negatywnie. Opinie swoją argumentuje dużą ilością pacjentów, którzy do niego przychodzą. Twierdzi on, że po lekarzu z powołania nie trzeba robić poprawek. Zaznacza jednak, że w przypadku urazów powypadkowych wykonuje masaż tylko ze skierowaniem od lekarza. Dzięki dobrej opinii osób którym pomógł, przyjeżdżają do niego ludzie i to nie tylko z okolicznych miejscowości ale i z całej Polski.

3 minuty i po bólu.

U pana Bratki w gabinecie na ścianach wiszą dyplomy z ukończenia kursu Tapingu, Jest to metoda mająca na celu usztywnienie stawu lub innej części ciała przez założenie na konkretne mięśnie Tapea(rodzaj plastra). Ma to zapobiec nadmiernemu luzowi zarówno w stawach jak i mięśniach. Metoda ta przydaje się panu Bogdanowi nie tylko w leczeniu pacjentów, którzy do niego przychodzą. Pomaga też leczyć kontuzje piłkarzom, gdyż jest on masażystą miejscowej drużyny piłkarskiej.

Ponadto posiada też predyspozycje, które polegają na wyciszaniu i rozluźnianiu się ludzi. Robi to przez trzymanie rąk w okolicach głowy, nie musi jej nawet dotykać.

Jak mówi masażysta, umiejętność tą nie wszyscy posiadają. Sam przyznaje, że dowiedział się o tym niedawno na jednym z kursów.

Ja dowidziałem się że posiadam takie umiejętności będąc na kursie masażu od pani, która siedziała obok mnie przy jednym stole. W trakcie tego kursu jedną z pań bolała głowa i na polecenie mej sąsiadki podszedłem po czym wykonałem wszystko to, co ona mi kazała. Po 3 minutach głowa przestała boleć. Dodam tu że początkowo mi samemu było w to ciężko uwierzyć. Jednak na własnej skórze przekonałem się, że to naprawdę działa.

Najważniejsze są chęci.

Wśród pacjentów przyjeżdżających na masaże do pana Bogdana są osoby niepełnosprawne. On sam również współpracuje z jedną z fundacji, która zajmuje się nimi. Są to osoby o różnym stopniu niepełnosprawności. Na turnusach rehabilitacyjnych często poświęca im swój prywatny czas po to by więcej z nimi popracować, a co za tym idzie, by osiągnęli większe postępy i poprawili w ten sposób swój stan zdrowia. Oprócz tego jest często dobrym psychologiem, który niejednokrotnie potrafi zmotywować człowieka w chwilach kiedy ten już ma wszystkiego dość. Jednak, jak on sam zawsze podkreśla, nie jego praca jest tutaj kluczowa.

Najważniejsza w pracy z osobami niepełnosprawnymi jest chęć, którą wykazują pacjenci. Z ludźmi, którzy chcą osiągnąć w życiu swój kres ruchowy, by byli sprawni i niezależni od innych osób. Każdy masaż, rehabilitacja wykonana z osobą, która chce to jest 200 a nawet 300% sukcesu.

Rycerz Żniwny.

Oprócz tego, że jest od 26 lat masażystą, Bogdan Bratka jest też członkiem Bractwa Kurkowego. Reaktywowane zostało ono w latach 90- tych. Jednak nie od razu zdecydował się do niego przystąpić. W ramach Bractwa kilka razy w roku odbywają się strzelania. Pan Bogdan wyjaśnił mi, że ten kto wygra takie strzelanie, zostaje Królem Żniwnym, natomiast drugie miejsce zdobywa Pierwszy Rycerz. Pochwalił się też,  iż w 2010 oraz 2011 roku to właśnie on wystrzelał sobie ten tytuł. Pierwszy Rycerz jest zobowiązany zapewnić na strzelnicy Catering. Na pytanie czy on za to wszystko płaci, uśmiechnął się i kiwnął głową zaprzeczając.

Miłośnik wycieczek po Polsce.

Mimo wielu obowiązków znajduje czas na życie prywatne. W wolnych chwilach, latem lubi spacerować z żoną po lesie czy pójść nad jezioro. W niedzielne popołudnia wyjeżdżają na samochodową wycieczkę po okolicznych miejscowościach. Natomiast w czasie wakacji bierze przyczepę campingową i jedzie co roku z całą rodziną nad polskie morze. Kilka tygodni rezerwuje sobie także na chodzenie po naszych polskich górach. W czasie rozmowy zdradził mi, że najprawdopodobniej w tym roku będą to Bieszczady. Jest przeciwnikiem wyjazdów za granicę, bo jak twierdzi Polska jest krajem bogatym w wiele pięknych miejsc. Jedynym miejscem, które chciałby zwiedzić poza Polską jest Tunezja. Mieszka tam jeden z jego najlepszych znajomych.

***

O tym jakim naprawdę człowiekiem jest Bogdan Bratka mówią słowa jednego z rodziców dzieci niepełnosprawnych, pana Janusza Wróblewskiego.

Dzięki zaangażowaniu pana Bogdana nasze dzieci widzą efekty swojej ciężkiej pracy. Same wyznaczają sobie nowe cele. Ich sukcesy są powodem do dumy. Dzięki panu Bogdanowi wierzą i czują, że ich życie staje się lepsze.

Arkadiusz KIEROJCZYK

ZEMSTA ZZA GROBU – RECENZJA

Kobieta w czerni

„Nie wiecie, po co przyszła, że wróci bądźcie pewni.” To widmo ciemności, to Kobieta w czerni.

Fot. Materiały prasowe.
Fot. Materiały prasowe.

W końcu wybrałam się do kina na pierwszy, po Harrym Potterze, dorosły film z udziałem Daniela Radcliffa. Nie powiem, że szłam tam bez lęku, bo trochę gnębiła mnie myśl, że ten oto dzielny, waleczny czarodziej z Hogwartu jest głównym bohaterem horroru gotyckiego. Zresztą pewnie nie jestem jedyną osobą zadającą sobie pytanie czy chłopiec, którego pamiętamy z serii filmów dla młodzieży da radę udźwignąć dojrzalszy scenariusz. Jako sceptyk z urodzenia nie liczyłam na nic dobrego. Jednak miło się rozczarowałam.

Młody prawnik Artur Kipps (w tej roli Daniel Radcliff) po śmierci swojej żony samotnie wychowuje synka. Mężczyzna jest na skraju bankructwa i aby ratować swój budżet przyjeżdża do małej angielskiej wioski, żeby sprzedać majątek niedawno zmarłej klientki. Nie wie o tym, że to z pozoru niewinne zadanie zamieni jego życie w koszmar i narazi syna na śmiertelne niebezpieczeństwo. Kiedy już przybywa do miasteczka, spotyka się z niezrozumiałą na początku niechęcią ze strony mieszkańców. Wszyscy bacznie mu się przyglądają, widząc w nim potencjalnego wroga. Jednak już po kilku godzinach spędzonych w tajemniczej posiadłości doskonale rozumie zachowanie tutejszych ludzi. Okazuje się, że dom skrywa mroczną tajemnicę. W posiadłości oprócz niego przebywa duch kobiety, którą za życia uznano za wariatkę i w związku z tym odebrano syna. Widmo w ramach odwetu mści się na mieszkańcach miasteczka, ponieważ to ich wini za swoje krzywdy. Bohater filmu staje się jej całkiem nieświadomym pomocnikiem. Za każdym razem kiedy kobieta ukazuje się Arturowi, we wsi w straszliwych okolicznościach ginie jedno dziecko.

Według mnie horror powinien budzić strach, nie wyprutymi flakami latającymi średnio co pięć sekund z jednego miejsca pomieszczenia do drugiego, lecz budowanym stopniowo napięciem, którego tutaj nie zabrakło. Nie zabrakło również mrocznego klimatu tajemniczej i mistycznej Wielkiej Brytanii. Film trzymający w napięciu do ostatniej sceny. Idealny na szare chłodne popołudnie, rodem z Wysp. Obraz gorąco polecam fanom gotyckich horrorów i nie tylko.

Iga NAWOJCZYK

 

Obsada i twórcy:

Daniel Radcliffe – Arthur Kipps

Janet McTeer – Pani Daily

Alisa Khazanova – Pani Drablow

 

James Watkins – reżyser

Jane Goldman – scenarzysta

Tim Maurice-Jones – zdjęcia

 

Moja ocena:

8/10 

NIANIA TO NIE SPRZĄTACZKA!

Częstym zajęciem zarobkowym, którego łapią się studentki jest opieka nad dzieckiem. Głównie to dziewczyny studiujące pedagogikę lub psychologię. Podejmują pracę w charakterze opiekunki, ale z biegiem czasu stają się gosposiami, ogrodnikami lub sprzątaczkami.

Z całą pewnością nie jest to uczciwe ze strony pracodawców, jednak większość zatrudnionych w ten sposób dziewczyn nie buntuje się.

Alicja(20lat, obecnie studiuje farmację)

– Kasią i Grzesiem zajmuję się od roku. Lubię dzieci, sama zresztą mam mlodszego brata. Zatrudniłam się jako opiekunka, bo po pierwsze jest to praca, która nie przeszkadza mi w nauce, a po drugie zarobki są całkiem dobre. Niestety od pewnego czasu atmosfera w mojej pracy zaczęła się psuć. Wszystko za sprawą szefowej.Coraz częściej prosi mnie ona o wykonywanie czynności, które nie są w zakresie moich obowiązków.

Fot. http://www.ladiva.pl
Fot. http://www.ladiva.pl

Jak tylko pogoda zaczęła się poprawiać szefowa rozpoczęła przygotowywać ogród. Niestety tak jak przypuszczałam- za swoje obowiązki uznała rozpisanie planu działania. Takim sposobem do moich zadań doszło: sprzątanie garażu oraz odkurzanie samochodu. Jednak to nie wszystko. Nowym zajęciem jakie mi powierzono było mycie grilla oraz mebli ogrodowych. Jest mi przykro, że szefowa w taki sposób wykorzystuje mój brak asertywności, ale lubię moją pracę i nie chcę jej zmieniać. Przynajmniej nie teraz. Dzieciaki są świetne =i wynagradzają mi wszystko w stu procentach.

Natalia(20lat, studiuje dziennikarstwo)

– Opiekuję się małym chłopcem imieniem Staś. Jest bardzo mały, ma zaledwie kilka miesięcy, ale jego mama postanowiła wrócić do pracy. Trochę się dziwię, bo wiem, że nie musiała tego robić. Ona chyba po prostu nie jest typem kury domowej. Staram się jednak tego nie oceniać, bo każdy ma prawo do własnego życia. Poza tym ja dzięki temu mam pracę. Zarabiam więcej niż moja mama na państwowej posadzie po 20 latach pracy. Nie jest mi źle, ale w kilku sprawach moje szefostwo przesadza. Ostatnio przed urodzinami szefa zostałam „poproszona” o posprzątanie domu. Zajęło mi to cały dzień. W trakcie mojego sprzątania, Stasiem zajął się tata. Po wyjściu tego dnia czułam mały niesmak.

Wydaje mi się, że nie powinni mnie stawiać w takiej sytuacji. Obiecałam sobierównież, że nigdy więcej nie pozwolę sobie na taki obrót sprawy. Nie wynika to z faktu, że nie chcę im pomóc, jednak zostałam zatrudniona tam jako niania Stasia, a nie jako sprzątaczka.

Kinga(19lat, uczennica zaocznego liceum)

– Kiedyś bardzo lubiłam swoją pracę, jednak dziś nie chce mi się nawet wstać, by tam pójść. Mam bardzo zamożnych szefów, którzy są rodzicami dwóch fajnych dziewczynek. Jagoda i Ada- bo tak mają na imię to naprawdę kochane dzieci. Ich mama nie pracuje, bo mówiąc szczerze jest po prostu leniwa. Cały czas spędza na zakupach albo w gabinetach kosmetycznych. W tym czasie ja zajmuję się dziewczynkami. Ubieram, karmię, usypiam, bawię się z nimi i uczę wszystkiego co przyjdzie mi tylko do głowy. Mimo tego, że są jeszcze małe muszę przyznać, że bardzo szybko się uczą. Z każdego postępu strasznie się cieszę i jestem z nich bardzo dumna.

Moja szefowa to pedantka. Ma totalnego bzika na punkcie czystości. Naprawdę nic mi do tego, gdyby nie fakt, że to ja jestem odpowiedzialna za czystość w domu. Ostatnio przeszła już samą siebie i kazała mi umyć okna w całym domu. Dosłownie kazała, bo nie ma w zwyczaju prosić.

Wyrzucanie śmieci, odkurzanie, mycie podłóg i toalety to tylko część zajęć, które otrzymałam. Niestety nikt mi za dodatkowe zajęcia nie płaci. Jestem zmęczona i coraz mniej mi się podoba ta praca. Smutno mi tylko, gdy pomyślę o dziewczynkach. Jeśli zmienię pracę, będę za nimi bardzo tęsknić.

Jak widać praca opiekunki może być nie tylko łatwym i przyjemnym zajęciem, którego najczęściej spodziewają się młode dziewczyny. Warto jednak pamiętać, że podstawą dobrej współpracy jest przede wszystkim rozmowa i szczerość. Ustalenie na początku obowiązków przyszłej opiekunki pozwoli obu stronom czerpać satysfakcję z pracy. Nie można zapominać, że jest to odpowiedzialne zajęcie, które wymaga wielkiego zaangażowania, w innym bowiem wypadku nic z tego nie wyjdzie.

Małgorzata PIECHOWIAK

ZIEMIA NA GODZINY

Z zagrożeń cywilizacyjnych, przed którymi drży współczesny człowiek, warto wymienić trzy: dynamiczny rozwój krajów trzeciego świata, brak wody i globalne ocieplenie. Co te trzy mają wspólnego ze zbliżającą się Godziną dla Ziemi? Wszystko.

Prąd stały, prąd zmienny.

Fot. http://www.troteclaser.com
Fot. http://www.troteclaser.com

Wyłączywszy Republikę Południowej Afryki, cały Czarny Kontynent zużywa rocznie tyle samo prądu, co Republika Federalna Niemiec. Nowy Jork dziennie generuje i konsumuje energię elektryczną, która wystarczyłaby do zasilenia całej Grecji… przez rok! Aż 80% energii potrzebnej do funkcjonowania Wielkiego Jabłka pochodzi z 25 miejskich elektrowni. Podczas, gdy przeciętny nowojorczyk zużywa 350 kW energii w skali miesiąca, 79% mieszkańców afrykańskich Krajów Trzeciego Świata w ogóle nie ma dostępu do prądu. Szacuje się, że w krajach takich jak Rwanda, Republika Czadu, czy Burundi dostęp do energii elektrycznej ma jedynie 4% ludności. Ale pomyli się ten, kto założy, że tak już będzie zawsze. Afryka okupuje swój rozwój gospodarczy wojnami plemiennymi, walkami z terroryzmem i reżimem. Afryka nadal boryka się z postkolonialnym bałaganem pozostawionym przez Europejczyków. Ale Afryka budzi się do życia i, prędzej, czy później, na serio weźmie udział w wyścigu ekonomicznym. A w tym ostatnim coraz bardziej liczą się innowacyjne technologie przeznaczone do produkcji energii.

W tym wszystkim nie należy zapominać, że polityka energetyczna to nadal polityka. Natura sprawiedliwie podzieliła zasoby paliw atomowych. Według naukowych szacunków to właśnie na Czarnym Lądzie spoczywa 18% uranu nadającego się do wykorzystania w energetyce. Wbrew obiegowej opinii elektrownie atomowe nie są złem tego świata. Przekonali się o tym mieszkańcy RPA i Egiptu. Przy odrobinie zdrowego rozsądku można założyć, że to właśnie w rozwijającej się Afryce spełni się utopijna wizja ekologa. I polityka. Gdzie jak nie tam za parę lat rozkwitną w pełni elektrownie słoneczne i wiatrowe? Kto, jak nie Afrykańczycy, budując sieć energetyczną od podstaw, ma szansę wcielić w życie sen o zielonej energii?

Na Zachodzie bez zmian.

Tymczasem zachodni świat, wykorzystując nadchodzące zmiany na mapie globalnej gospodarki, chętnie właśnie do Afryki przenosi swoje linie produkcyjne. Chiny, Ameryka, a powoli nawet Europa, beztrosko uczestniczą w zjawisku carbon leakage (przenoszenie fabryk na tereny, gdzie nie obowiązują ograniczenia emisji gazów cieplarnianych) tłumacząc to rozwojem gospodarczym Trzeciego Świata. Ślepy, kto nie dostrzega w tym zachodniej hipokryzji. Gdzie sens wprowadzania ekologicznych restrykcji? Gdzie logika organizowania wzniosłych akcji na cześć matki natury? Przenieść fabrykę trującą środowisko do Afryki to jak zamurować sąsiadowi w ścianie zgniłe jajo zapominając, że się z nim tę ścianę dzieli. W przypadku carbon leakage pytanie dotyczy tego, jak cierpliwego ma się sąsiada…

Płynie z tego jeszcze inny wniosek. Skoro można przenieść np. wszystkie europejskie cementownie do Indii albo do Republiki Czadu, żeby wysyłały w kosmos megatony dwutlenku węgla „stamtąd”, a nie „stąd”, to czy globalne ocieplenie naprawdę jest dla nas takim zagrożeniem? Zegar odmierzający czas wyznaczony do realizacji postanowień Protokołu z Kioto tyka coraz głośniej, ale nie zapowiada się, żeby bomba miała eksplodować. W grudniu ubiegłego roku kanadyjski Minister Ochrony Środowiska, Peter Kent postanowił o wykluczeniu swojego kraju z protokołu w Kioto. W efekcie tej decyzji nie podniósł się gwałtownie poziom żadnego z oceanów.

Nie ma wody na pustyni.

Najbardziej fantastyczne wizje końca świata projektują, że ludzie będą zabijać się nie o pieniądze, benzynę, czy jedzenie, ale o wodę. Pojęcie stresu wodnego wywędrowało z laboratorium i powoli zaczyna jawić się opinii publicznej jako nowy dziura ozonowa. Daliśmy sobie wmówić wodny deficyt jako nieuchronnie zbliżający się kataklizm, który pewnie ma związek z globalnym ociepleniem. Afryka wysycha, Europa ulegnie wodnej katastrofie najdalej za pięćdziesiąt lat, w Indiach brak wody pitnej. A logiczne myślenie pada ofiarą populistycznych frazesów.

Tymczasem wystarczy pamięcią sięgnąć do pierwszych lekcji geografii. Ilość wody w przyrodzie się nie zmienia. Woda nie wyparowuje w kosmos (a nawet, jeśli wierzyć teorii globalnego ocieplenia, powraca na ziemię w postaci pary wodnej znacznie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej). W podręcznikach geografii najmłodszego pokolenia powierzchnia oceanów zajmuje tyle samo procent powierzchni Ziemi, co w podręcznikach naszych pradziadków. Niezmiennie 71%. Woda, która wyparowała z kałuży musi się skroplić i w postaci deszczu spaść na ziemię, bo takie jest odwieczne prawo natury.

Inna sprawa, że a Afryce wysychają jeziora, inna – że w Polsce co lato ma miejsce powódź stulecia. Ale ani jedno, ani drugie nie wynika ze zbliżającego się końca świata. Zła gospodarka wodna i przestrzenna prędzej, czy później muszą doprowadzić do sytuacji, gdzie więcej wody odpłynie, niż zostanie w rzece, czy jeziorze. Żeby to zrozumieć wystarczy wyobrazić sobie bagno. Rolą bagna jest między innymi przetrzymywanie wody. Na terenach, gdzie jest bagno nie da się nic zbudować, więc od czasu do czasu ludzie je osuszają. Czasami robią to z innych niż architektoniczne powodów. Np. dlatego, że na bagnach żyją upierdliwe komary albo krokodyle, których ktoś zapragnie się pozbyć. Na taki pomysł wpadli swego czasu włodarze Florydy. Osuszyli bagna będące odwiecznym elementem tamtejszego nie tylko krajobrazu, ale również ekosystemu. A potem zdziwili się, że w całym stanie zaczyna panować susza. Na szczęście, zorientowawszy się w porę gdzie popełnili błąd, zalali bagna z powrotem. Nie każdy jednak orientuje się, że tam gdzie woda była od zawsze tam powinna już zostać. Doskonałym przykładem są Polacy z uporem maniaka budujący osiedla mieszkaniowe na terasach zalewowych w okolicach Wrocławia. Tu susza, tam powódź. A gdzie rozum?

Globalna wiocha.

Wszystko to dowodzi jednego. Człowiek to zwierzę, które uwielbia się oszukiwać. W dodatku w dobie globalizacji zwierzę to zapomniało o globalnym myśleniu. Oduczyło się patrzeć perspektywicznie, nie chce już traktować rzeczy holistycznie. Nie chce wyciągać wniosków. Woli wybiórczo przyswajać sobie dane statystyczne. Zamiast zrezygnować z corocznej wymiany telefonu komórkowego, woli na godzinę wyłączyć światło choćby i w Nowym Jorku. Woli klikać „lajki” pod akcjami typu „Zbieram wodę dla Afryki”, zamiast skrócić prysznic z piętnastu do trzech minut. Woli popierać protesty w obronie praw zwierząt, zamiast zwyczajnie kupić kurę od wiejskiego gospodarza, a nie w supermarkecie. Oślepione wizją gaszenia światła nie widzi, że wszystko to już nie jest ekologia. To konsumowanie ekologii.

Paulina REZMER

ELENA – RECENZJA

ELENA

 

Tytuł: Elena

Reżyseria: Andriej Zwiagincew

Scenariusz: Oleg Negin, Andriej Zwiagincew

Muzyka: Philip Glass

Zdjęcia: Mikhail Kricham

Produkcja: Rosja

Fot. http://cojestgrane.pl/wydarzenie/87387/
Fot.http://cojestgrane.pl/wydarzenie/87387/

Poznańska premiera nowego obrazu Andrieja Zwiagincewa odbyła się 23 marca w studyjnym kinie „Muza”. Przy tej okazji Dyskusyjny Klub Filmowy „Kamera” poprosił wybitnego znawcę kina, prof. Marka Hendrykowskiego o słowo wstępu. Wydarzenie uświetniono poczęstunkiem z kanapek dekorowanych rosyjskim kawiorem, parzeniem rosyjskiej herbaty oraz wystawą eleganckiej wschodniej porcelany.  Organizatorzy za cel postawili sobie przełamanie stereotypu Rosji, jako kraju kojarzonego wyłącznie z alkoholem i biedą.

Andriej Zwiagincew to reżyser wyjątkowy. Za swoje dotychczasowe obrazy został uhonorowany licznymi europejskim nagrodami, .m.in. Złotym Lwem w Wenecji za film „Powrót’”, za „Wyganie” otrzymał nominację do Złotej Palmy w Cannes. W swoim dorobku ma także sztuki teatralne, w tym monodram oparty na kanwach powieści Fiodora Dostojewskiego „Wspomnienia z domu umarłych”. W „Elenie”  wyraźnie słychać echa rosyjskiego klasyka. Klasyczna kompozycja filmu, zamknięciew ramie, czy zastosowanie suspensu – wszystko to Zwiagincew w sposób przemyślany zaczerpnął od klasyków rosyjskiej powieści.

Fabuła filmu opiera się na dwóch postaciach, będących wyraźnymi antagonizmami: Elena i Władimir to przedstawiciele dwóch skrajnie różnych grup społecznych i typów osobowościowych: ona, emerytowana pielęgniarka, głęboko wierząca i opiekuńcza; on – bogaty, rzeczowy realista, oczekujący opieki innych. Wspólne życie tych dwoje przypomina bardziej wygodny układ i niż małżeństwo. Z drugiej jednak strony uzupełniają się wzajemnie. Ich bliscy to podobnie, dwa skrajnie odrębne światy. Córka Władimira, Katerina to młoda, zbuntowana hedonistka, cechuje ją jednak niezależność. Syn Eleny, Sergiej to z kolei egoista, któremu wygodniej jest utrzymywać własną rodzinę z emerytury matki, niż samemu na nią zarobić. Połączenie tych różnych przestrzeni, początkowo zgranych, stopniowo coraz mocniej zderzających się ze sobą w końcu prowadzi do tragedii.

Film Zwiagincewa to doskonałe studium psychologiczne postaci. Nie ma tu porywających dialogów, gwałtownej i dynamicznej akcji, a jednak widz nieustannie trwa w napięciu – już od pierwszego ujęcia. Muzyka ograniczona,  została właściwie wyłącznie do dźwięków z otoczenia, dzięki czemu całość wraz z ascetycznością dialogu zmusza widza do skupienia się na postaciach, na obserwacji ich zachowań w warunkach zarówno neutralnych, jak i skrajnych.

Zwiagincew obserwuje poza tym relacje międzyludzkie, ich specyfikę, na którą ma wpływ środowisko. Sergiej, syn Eleny wymaga, samemu nie oferując nic w zamian, to duże dziecko, które postanowiło zabawić się w dom. Elena to bogini ogniska domowego, której wpojono, iż niezależnie od sytuacji to ona odpowiada za swoją rodzinę. Chcąc ją zbawić, nieopacznie degeneruje ją.

W gruncie rzeczy Elena jest jedyną altruistyczną postacią w szeregu egoistów, którymi Zwiagincew wypełnił swój film. W świecie,  który ukazuje nie ma miejsca dla wyrozumiałych. Elena sakralizując przestrzeń może ją jedynie upodlić jeszcze bardziej.

Natalia JĘDRZEJEWSKA