ZŁY TO PTAK CO WŁASNE GNIAZDO KALA

„Człowiek z natury jest zwierzęciem politycznym” to słowa wypowiedziane przez Arystotelesa, jednego z trzech najsławniejszych filozofów starożytnej Grecji. Na przestrzeni setek lat wcale nie straciły na aktualności, ludzie od zawsze starali się dostąpić korzyści wszelkimi możliwymi i przede wszystkim dozwolonymi sposobami.

Taka właśnie jest definicja polityki. Ale co wtedy, gdy to co nazywamy polityką ulega spaczeniu i prowadzi do działań destrukcyjnych? Kiedy ludzie odpowiedzialni za dobro ogółu wykorzystują opinię publiczną do własnych prywatnych celów i rozgrywek? Kiedy celowa dezinformacja, lub wprowadzanie w błąd społeczeństwa jest spowodowane prywatnymi rozgrywkami urzędników, lub polityków? Nie wywołam sensacji pisząc że, przykładów takich praktyk nie brakuje we współczesnym świecie. Jestem w stanie zrozumieć takie metody (co absolutnie nie znaczy że, je popieram) w przypadku gdy chodzi o korzyści majątkowe, lub władzę.

Głos Puszczykowa jest doskonałym przykładem na to, jak lokalna prasa umie strzelić w stopę gminie.
Głos Puszczykowa jest doskonałym przykładem na to, jak lokalna prasa umie strzelić w stopę gminie.

Natomiast absolutnie nie znajduje u mnie zrozumienia toczenie wojny domowej w której nie przewidziano wygranej. Z przykładem tego typu działań spotkałem się ostatnio, zupełnie przypadkowo przeglądając najnowsze wydanie Głosu Puszczykowa. Możemy w nim przeczytać dość kontrowersyjny artykuł na temat konkursu na Najpopularniejszego Wielkopolskiego Strażaka. Autor, a raczej pseudo-autor, bo nie można inaczej nazwać kogoś kto świadomie łamie kodeks etyki dziennikarskiej i publicznie opluwa działaczy charytatywnych, przedstawia postać pana Gniewka Niedbały w zdecydowanie niekorzystnym świetle. Autor publikacji zarzuca jednostce brak szczególnych osiągnięć, a także uchybienia organizacyjne. Byłbym w stanie zrozumieć jeszcze takie zachowanie, w przypadku gdy moglibyśmy mówić o konkurującej gminie. Natomiast pan Niedbała w konkursie reprezentuje właśnie gminę Puszczykowo! Gniewko Niedbała pełni funkcję prezesa OSP Puszczykowo, jest także odpowiedzialny za reaktywację jednostki. Ciężko znaleźć zrozumienie dla tak podłych czynów, kiedy to gazeta gminna zamiast wspomagać charytatywną działalność na rzecz mieszkańców stara się stłamsić wszelkie przejawy ludzkich odruchów. No właśnie, po dokładniejszym zbadaniu tej podejrzanej i niecodziennej sprawy okazuje się że, może ona mieć podłoże polityczne. Jak to możliwe? Otóż autorem publikacji, ukrywającym się pod pseudonimem ‚dur’ jest pan Dariusz Urbanowicz, redaktor naczelny Głosu Puszczykowa. Mało tego dowiedziałem się z pewnych źródeł że, pan Urbanowicz utrzymuje dość bliskie relacje z aktualnym burmistrzem Puszczykowa, oczywiście pozytywne. Natomiast pan Niedbała również uczestniczył w wyborach burmistrzowskich i to z całkiem niezłym wynikiem. Sytuacja staje się więc klarowna, i wyraźnie widać że, artykuł który pojawił się w gazecie, jest niczym innym jak desperacką próbą uzyskania przewagi kosztem rywala. Czy ocena działalności OSP Puszczykowo była rzetelna? W moim następnym artykule postaram się przybliżyć naszym czytelnikom postać pana Niedbały i charakter jego działalności. Nie mniej jednak, nie zamierzam tu wyrokować jak czyni to redakcja Głosu Puszczykowa,  ale zapewniam że, do tej bulwersującej sprawy powrócimy jeszcze na łamach naszej gazety.

Jarosław KOŹMA

KOŃCZY SIĘ ERA TRENERA BAKERA

jose-maria-bakero_2541516

Ufff, nareszcie! Pewnie w całej Polsce było słychać spadające kamienie z serc kibiców poznańskiego Lecha. Bask na ławce trenerskiej Kolejorza zasiadał w 51 spotkaniach, 25 z nich zakończyło się wygraną jego podopiecznych,  11-krotnie padał remis i aż w 15 meczach lechici odgrywali rolę przegranych. Bilans korzystny? Na pierwszy rzut oka ex-szkoleniowiec nie ma się czego wstydzić, ale jak było naprawdę?

Przyjechał do Polski przede wszystkim jako były gwiazdor znanej każdemu kibicowi FC Barcelony.
O jego zdolnościach trenerskich mało kto wiedział, ale prezesowi Polonii Warszawa – Józefowi Wojciechowskiemu, nie przeszkadzała to choćby odrobinę. Obaj panowie byli sobą zauroczeni (choć pewnie Bakero bardziej zawartością konta właściciela spółki J.W Construction). Miłość kwitła, a „Czarne koszule” miały się coraz gorzej. No i romans zakończył się szybciej niż zakładano.

Bakero opuszcza Polskę? Nic bardziej mylnego. Grający wtedy na dwóch frontach „Kolejorz” przeplatał świetne występy w europejskich pucharach kompromitującymi porażkami w lidze. Prezesi Lecha szukali winnego takie stanu rzeczy. Zbyt wąska kadra? Słabi dublerzy? Tak, to wszystko wina Jacka Zielińskiego! Jak pomyśleli, tak zrobili. Zieliński – za burtę, Bakero – na poznańskim pokładzie.

Mimo, że to Jacek Zieliński przygotowywał „Kolejorza” do sezonu, to Jose Maria Bakero zbierał plony. Lech w drugiej części sezonu wyglądał kondycyjnie rewelacyjnie, goniąc czołówkę w niesamowitym tempie. Czy takie efekty to zasługa nowego trenera Lecha? Wątpliwe. Kiedy zespół odpadł z Ligi Europejskiej, a później nie awansował do europejskich pucharów wydawało się, że dni przybysza z Hiszpanii są policzone. I znowu ogromne zaskoczenie. Kolejna szansa dla Bakero, której Zielińskiemu nie było dane otrzymać. Czym Bakero przekonał  właścicieli Lecha? To pewnie jego słodka tajemnica.

Tym razem czara goryczy się przelała. Mimo, że „Kolejorz” poza Polską nie rozgrywa swoich meczów, skupiając się jedynie na ekstraklasie, to efekty równie mizerne jak sezon wcześniej. Bakero wcześniej kamuflował swoje marne umiejętności trenerskie dobrym przygotowaniem Lecha przez…Zielińskiego, ale kiedy nie musiał z nikim dzielić się zespołem, to nagle posypało się wszystko. Często kontuzje zawodników, to nie jest przypadek, brak szczęścia, zrządzenie losu etc. Kontuzje  mają swoje drugie dno. Oczywiście mowa o tych w nadmiarze. Wyjątkiem nie można nazwać urazów: Arboledy, Murawskiego, Wołąkiewicza, Wojtkowiaka. Lech jest kompletnie nieprzygotowany do nowej rundy.

Winnego wszystkich nieszczęść nie ma już w Poznaniu. Kto będzie następnym strażakiem, który odważy się zagasić ten pożar na tonącym okręcie? Media i kibice już wskazali. Wystarczy „tylko” wola prezesa i podpis trenera. Michał Probierz to jest lek na całe zło?

Krzysztof NALEPA

Fot.: http://images.sportinglife.com/10/12/330/Jose-Maria-Bakero_2541516.jpg

KULTURALNIE O JĘZYKU

Po obejrzeniu ostatnimi czasy kilku soczystych reportaży na temat języka polskiego (zapewne spowodowanymi tym, iż 21 lutego obchodzony był Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego, a nie troską o edukację widza – niestety!), dopadła mnie pewna refleksja na ten temat. Czym jest tak naprawdę kultura języka, dlaczego jest on notorycznie zaśmiecany anglicyzmami, i dlaczego nasz język uchodzi za jeden z najtrudniejszych na świecie?

Fot. Paulina Zych
Fot. Paulina Zych

Kultura języka, według definicji, to nic innego jak umiejętność mówienia i pisania, zgodnie z przyjętymi normami i wzorcami językowymi oraz stylistycznymi. Poprawne posługiwaniem się językiem świadczy nie tylko o naszej kulturze, ale także o obyciu, oczytaniu, obeznaniu z literaturą. Rozbudowane słownictwo pozwala nam na szybszą komunikację między sobą, łatwiejsze wyrażanie własnych myśli i formułowanie wypowiedzi. Kultura języka kieruje się kilkoma, podstawowymi zasadami. Są to przede wszystkim etyka i estetyka słowa, poprawność i sprawność językowa. W naszym kraju da się zaobserwować zachwianie wszystkich tych cech, zwłaszcza estetyki języka. Przeciętny Polak nie przeżyje, bez jednego przekleństwa dziennie. A to duży minus w kulturalnym posługiwaniu się językiem. Przekaz bowiem powinien być płynny, harmonijny, zrozumiały dla odbiorcy, „czysty”, tzn. powinien zawierać formy grzecznościowe, bez wulgaryzmów. Muszę również tutaj wspomnieć o podstawowych błędach, z jakimi spotykam się na co dzień, w aspekcie poprawności językowej. Kaleczymy polszczyznę słowami wziąść, włanczać, w każdym razie zarówno w pisowni, jak i w wymowie. Powinniśmy zwracać większą uwagę na wypowiadane przez nas słowa i zakodować w głowie poprawne formy: wziąć, włączać, w każdym bądź razie.

Drugą sprawą jest to, iż na proces kształtowania się języka ma wpływ nie tylko historia danego kraju, ale też (i chyba przede wszystkim) ludzie w nim mieszkający. To od nich zależy, czy ulegną panującym wokół trendom i dadzą się ponieść modzie na poszczególne, popularne słowa. A propos trendu. Trendem bowiem określa się istniejący w danym momencie kierunek rozwoju w jakiejś dziedzinie. Jednakże, czy któraś ze współczesnych kobiet zamiast podążać za obecnymi trendami, zastąpiłaby to podążam w danym kierunku modowym? Wątpię. Zastanawiam się, czy nie wynika to przypadkiem z uwielbieniem ułatwiania sobie życia w każdym aspekcie jego funkcjonowania.

Historia naszego języka jest długa i zawiła. Współcześnie na jego kształtowanie wpływ miały i nadal mają inne języki europejskie. Zwłaszcza język angielski, który obecnie jest uważany za najbardziej uniwersalny język na świecie. Nie ma też się co oszukiwać, że nie jest to tak skomplikowany dyskurs, jak nasz.

Weźmy dla przykładu cyfrę dwa. Odmian tego jednego wyrazu mamy w języku polskim aż 17 (dwa, dwie, dwoje, dwóch (lub dwu), dwaj, dwiema, dwom (lub dwóm), dwoma, dwojga, dwojgu, dwojgiem, dwójka, dwójki, dwójkę, dwójką, dwójce, dwójko), gdzie w języku angielskim występuje tylko jedna, słuszna forma: two. Cóż za skomplikowanie! Odmiana zwykłej dwójki na pewno miała duży wpływ na zajęcie przez język polski wysokiej pozycji w rankingu na najtrudniejszy język na świecie. Chciałabym też zobaczyć minę obcokrajowca przy wypowiadaniu stołu z powyłamywanymi nogami, bądź przy oglądaniu dobrze nam znanej sceny filmowej, gdy grający główną rolę Marian Kociniak przedstawia się jako Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, a na pytanie o miejsce urodzenia odpowiada Chrząszczyżewoszyce powiat Łękołody (z filmu Tadeusza Chmielewskiego „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”). Chociaż… Mina obcokrajowca byłaby niewspółmierna to próby powtórzenia tych zdań!

Znajomość języków obcych w dzisiejszych czasach jest niemalże niezbędna, zwłaszcza do podjęcia dobrej pracy, a także do podróży, poznawania ludzi z innych rejonów świata, poznawania różnorakich kultur. W popularnym „brakuje mi słowa” może nam pomóc tylko i wyłącznie jeden język, który posiada każdy z nas, niezależnie od miejsca zamieszkania i kraju pochodzenia… Język ciała. Jego nie musimy się uczyć na korepetycjach, kursach, czy lekcjach w szkole…

Katarzyna MICHALSKA

NO I PO STUDIACH

Coraz więcej osób decyduje się wyjechać do większego miasta w celu podjęcia studiów. Równie często te same osoby zmuszone są podjąć pracę, aby edukację opłacić. Nie rzadziej jednak ma miejsce sytuacja, w której studia zostają porzucone, bowiem kolidowały z pracą. Takim sposobem ludzie zatrzymują się na ogół w miejscu. . .

Brak studiów uniemożliwia awans, natomiast praca utrudnia naukę. Poniżej znajdują się historie osób, które omawiany problem „przerobiły” na sobie.

Kamila(26 lat, ekspedientka)

źródło: portalwiedzy.onet.pl/ Fot. Fot. Getty Images/FPM
źródło: portalwiedzy.onet.pl/ Fot. Fot. Getty Images/FPM

Do miasta przeprowadziła się głównie z uwagi na studia, które były jej marzeniem. Niestety podjęcie pracy w agencji reklamowej. . . pozbawiło ją szybko perspektywy ukończenia szkoły.

„ Reklama, to był kierunek, który zawsze chciałam skończyć. Byłam przekonana, że bez dyplomu nie dostanę wymarzonej posady. Myliłam się.”

W trakcie drugiego roku studiów Kamila otrzymała propozycję praktyk w dużej agencji reklamowej. Po ich zakończeniu przełożony postawił sprawę jasno: Kamila może zostać, ale ważną rolę w tej pracy odgrywa dyspozycyjność. Jak sama twierdzi nie był to łatwy wybór, ale świadomość dzisiejszego rynku pracy pomogła podjąć decyzję. Niestety w jej przypadku niekorzystną. Przerwanie nauki umożliwiło skupienie się na pracy, jednak krótko potem agencja zaczęła przynosić straty. Kryzys nie ominął miejsca, w którym była zatrudniona.

„ Nie, nie podjęłabym takiej decyzji drugi raz. Dziś wiem, że na wszystko jest czas. Mogłam skończyć szkołę, a następnie zatrudnić się w swojej branży. Niestety sama odwróciłam kolejność”

Dzisiaj Kamila jest na drugim roku studiów, jednak nie jest to reklama. W tym roku planowo miała otrzymać dyplom magistra. . .

Rafał(27 lat, informatyk)

„ Do Poznania wyjechałem, żeby studiować. Znalazłem tutaj kierunek, który mnie zainteresował, mieszkanie oraz pracę. Szef od samego początku dawał mi do zrozumienia, że moje studia są przeszkodą w awansie. Nie była to moja wymarzona posada, jednak oferowane zarobki przesądziły o tym, że porzuciłem studia. Czy żałuję? Trochę tak, bo wiem, że już ich nie skończę. Jestem jednak zadowolony, że w tak krótkim czasie i młodym wieku znalazłem taką posadę.”

Jak sam mówi nie zamierza wracać w rodzinne strony, bo w dużym mieście dobrze się czuje. Poza tym nie ma szans, aby w miejscu, z którego pochodzi zarabiać podobne pieniądze.

Patrycja(24 lata, asystentka w biurze)

„ Przeprowadziłam się tu, aby studiować pedagogikę. Nie wiem dlaczego ten kierunek, to nie było to. Oczywiście musiałam znaleźć pracę, bowiem na pomoc ze strony rodziców nie mogłam liczyć. Szybko sobie jednak uświadomiłam, że po tych studiach niczego nie osiągnę. W tym samym czasie dostałam pracę w biurze znajomego. Pracuję tam już dłuższy czas, studia oczywiście rzuciłam. Wiem, że nie opłaca mi się już wracać. Poza tym nie mam pomysłu na siebie. Żaden kierunek mnie jakoś nie interesuje. Zostanę jednak w mieście, bo nie wyobrażam sobie powrotu do rodziców. Rzucenie studiów w moim przypadku nie traktuję jak błędu. Był nim natomiast sam fakt ich podjęcia.”

Jak widać sama chęć studiowania nie wystarczy, by osiągnąć cel. Należy kilka(jak nie kilkanaście) razy zadać sobie pytanie: Co chcę w życiu robić?

Stawka jest bardzo wysoka. Możemy nie tylko stracić wiele lat, pieniędzy na studia, których nie skończymy, lecz przede wszystkim stracić swoją szansę. . .,której najczęściej nikt z nas kolejny raz nie dostanie.

Małgorzata PIECHOWIAK

PODSUMOWANIE: ACTA, TRWAM, EMERYTURY I ŚMIERĆ RYŚKA

ACTA- premier Donald Tusk wstrzymał się z podpisaniem porozumienia ACTA, stwierdził, że decyzja o jego ostatecznej ratyfikacji przez rząd była nieprzemyślana. Pan premier zauważył również, że ochrona praw autorskich nie powinna istnieć kosztem zbyt daleko posuniętego ograniczenia wolności.

 

Pan premier PRZEPROSIŁ!

Zastanawiam się, za co właściwie premier nas przeprosił. Odpowiedź na to pytanie zależy od tego, która z dwóch przedstawionych opcji jest prawdziwa.

Pierwsza opcja to taka, że urzędnicy rzeczywiście nie przemyśleli tego, co zrobili. Premier i jego ekipa drżą przed głosem ulicy! A przeprosiny miały służyć podtrzymaniu wizerunku premiera- swojaka, wrażliwego na problemy wszystkich Polaków.

Druga opcja to taka, że premier przepraszał za to, że próbowano cichaczem przeforsować ACTA. ACTA, które daje duże możliwości kontroli internetu, a co za tym idzie, wolności słowa. ACTA, które daje teoretyczne możliwości, by syci artyści, przy pomocy policji, mogli ścigać osoby łamiące ich niemoralne, bo bezwstydnie długo trwające prawa autorskie. W ramach ACTA, oczywiście, w grę jeszcze wchodzą, a może przede wszystkim, interesy korporacji, walczących z podróbkami.

Trwam bez koncesji na multipleksie cyfrowym

Ta sprawa jest godna przypomnienia, ponieważ daje pretekst do szerszej dyskusji o mediach.

Od kiedy KRRiTV nie przyznała koncesji telewizji Trwam, rozpoczęła się batalia między politykami Pisu, a Solidarnej Polski o to, kto wejdzie głębiej w tyłek wielebnego ojca Rydzyka. Obydwie partie liczą na medialne poparcie tego znakomitego biznesmena, będącego założycielem i dyrektorem telewizji.

Zbigniew Ziobro zapowiedział, że złoży wniosek o postawienie przed Trybunałem Stanu Jana Dworaka, szefa KRRiTV. Jarosław Kaczyński również rozpoczął walkę o koncesję dla ojca Rydzyka.

Dla porównania, telewizja Trwam tym różni się od innych telewizji, typu Polsat, TVN, że nie popiera obecnej koalicji rządzącej. Zawsze była jej bliższa opozycja, przede wszystkim Pis, który mógł liczyć na jej poparcie również podczas swoich rządów. TVN z kolei stało i stoi po stronie dzisiejszej koalicji, a szczególnie po stronie Platformy. TVN zawsze było antypisowskie.

Obydwie telewizje różnią się też stylem działania. Środowisko ojca Rydzyka- można tu też wymienić Radio Maryja- najczęściej agitowało na rzecz Pis w dosyć czytelny sposób. TVN natomiast, z racji tego, że kreuje się na stację niezależną, bezstronną, popierało „swoich ludzi” w bardziej subtelny sposób. I, trzeba to przyznać, do dziś powoduję to taką sytuację, że w TVN panuje pewna demokracja, do programów zapraszani są przedstawiciele różnych opcji politycznych. Ale to w sumie normalna sytuacja w przypadku stacji, która nie kieruje swego przesłania do jakiś grup niszowych, tylko do większości społeczeństwa.

Kolejna różnica. Tym razem plus na korzyść Trwam. W stacji TVN dziennikarze ciągle przerywają wypowiedzi zaproszonym gościom- rozmowy przebiegają w szybkim tempie, ponieważ programy są dosyć ograniczone czasowe. W telewizji Trwam dyskusje są dłuższe, goście są wstanie mówić całymi zdaniami.

I jeszcze jeden minus TVN. Ta stacja w pewnym sensie popiera cały układ polityczny, a więc w jakimś stopniu również Pis. Objawia się to tak, że na krótko przed wyborami, prezydenckimi lub parlamentarnymi, mówi się w tej telewizji tylko o znanych partiach, kandydatach. Tak było w trakcie ostatniej kampani wyborczej. Organizowano w TVN, ale również w telewizji publicznej (nie wspominałem o tej ostatniej, bo szczerze mówiąc, nie oglądam jej od jakiegoś czasu i nie wiem już kogo teraz popiera; zazwyczaj popierała Pis) jakieś pseudo debaty polityczne, na których pojawiały się tylko znane wszystkim gęby. Czyniono to tylko po to, aby podtrzymać określonych polityków przy władzy.

TVN trochę się za to wszystko dostało, bo podczas zeszłorocznego święta niepodległości jacyś ludzie, prawdopodobnie wkurwieni dotychczasowym postępowaniem tej stacji, podpali jej wóz transmisyjny. Potem Kamil Durczok, komentując obchody, szczerze dziwił się, skąd biorą się takie akty wandalizmu.

Takie telewizje walczą obecnie o nasze umysły. Jedna z nich całkiem niedawno nie otrzymała koncesji. Jaka szkoda!

Oczywiście, nie mam żadnych dowodów na to, że jedna stacja popiera tę partię, a druga tamtą, ale też nie mam żadnych dowodów na to, że jestem idiotą. Przy całym szacunku dla idiotów, uważam, że tylko oni nie połapaliby się w tym wszystkim.

Mam nadzieję, że po tym, co napisałem, przedstawiciele Trwam lub TVN podadzą mnie do sądu. Liczę na to, ponieważ zależy mi na rozgłosie. A to dlatego, że jestem poetą. Nie zawarłem tego w krótkiej notce, prezentującej moją sylwetkę w gazecie, ale rzeczywiście piszę wiersze. Mała reklama na pewno by mnie się przydała.

Wielka ściema wychodzi na jaw: nie będzie emerytur

Jakaż burza przetoczyła się przez media po wypowiedzi Waldemara Pawlaka, który stwierdził, że lepiej liczyć na swoje dzieci niż na emerytury. Oprócz tego, że tą wypowiedzią zakwestionował on możliwości finansowe ZUSU oraz OFE, to dał jeszcze przykład dobrej polityki prorodzinnej. Zamiast opowiadać frazesy o jakiś becikowych czy wyprawkach szkolnych, które niby mają pomagać rodzinom, wyraźnie zasygnalizował, że muszą one liczyć na siebie.

Szkoda, że jeszcze nie dorzucił informacji o konieczności likwidacji KRUSU, który powoduje, że rolnicy płacą niskie składki emerytalne. Gdyby jednak Waldemar Pawlak to zrobił, to pewnie straciłby poparcie elektoratu wiejskiego.

Pana Premiera zdziwiła ta wypowiedź, bo przecież, jak zapewniał, zna Pawlaka i wie, że ten jest odpowiedzialnym politykiem. Pan premier stwierdził, że Pawlak mógł się przejęzyczyć.

Ja tam nie znam Pawlaka, ale śmiem twierdzić, że się nie przejęzyczył. Ostatecznie mogę mieć problemy ze zrozumieniem języka ojczystego.

A tak w ogóle, to po, co komu te emerytury?

Oczywiście, ci którzy płacili składki, powinni otrzymać pewne finansowe zabezpieczenie na późne lata , ale w dalszej perspektywie nie widzę sensu emerytur.

Załóżmy, że nawet żylibyśmy w państwie, w którym system działałby w miarę sprawnie. O to, co następuje.

Człowiek, zamiast mieć coś z tego życia, to zaczyna myśleć o swej niezwykle dalekiej przyszłości za sprawą idei emerytury. A jeśli nawet uzyska gwarancję zabezpieczenia na starość, ponieważ płaci składki, to wtedy życie staje się nudne, bo przyszłość staje się przewidywalna- bezpieczna.

Może jednak lepiej myśleć o tej sprawie we właściwym czasie, a przedtem brać z życia garściami.
Dojdzie jeszcze do tego, że młodzi ludzi zaczną martwić się o swoją emeryturę i przejmować tymi tuzinkowymi licytacjami przed kamerami, które urządzają nam politycy, o to, w jakim wieku można przestać pracować: 65, a może w 67, a może 77, bo żyjemy dłużej?

Organy Ryśka z „ Z klanu”

Źródło: http://superseriale.se.pl
Źródło: http://superseriale.se.pl

O okolicznościach śmierci Ryśka niczego nie napiszę, bo tę sprawę zna już cała Polska. Innym ciekawym wątkiem są jego organy. Otóż Rysiek podobno za życia wyraził zgodę na ich pobranie.

Może nie jestem fanem „ Klanu”, ale też nie słyszałem o odcinku, w którym Rysiek deklarował, że jest gotów coś oddać pośmiertnie. A więc ten pomysł musieli twórcy serialu wymyślić całkiem niedawno, może tuż po śmierci bohatera? Czyżby za jego plecami? Coś mi tu śmierdzi.

Mam najgorsze skojarzenia, przypomina mi się scena z „ Sensu życia wg Monthy Pytona”, w której dwaj faceci odwiedzają stare małżeństwo. Mówią do staruszka, że przyszli pobrać od niego wątrobę, a on im na to, że wyraził zgodę na jej pobranie dopiero po śmierci. Oni jednak sobie z tego nic nie robią i wkrótce wycinają mu ją na żywca: http://www.youtube.com/watch?v=0oLG0r61tSo

Co prawda w przypadku Ryśka nie doszło do tak drastycznych scen. Ale kto wie, może już niedługo w serialach będą nauczać, że powinniśmy grzecznie otwierać drzwi osobom, które pofatygowały się odebrać od nas organy.

Twórcom „ Klanu” polecam przeczytanie utworu autorstwa wybitnej poetki, śp. pamięci Wisławy Szymborskiej, który wiele może zmienić w ich postrzeganiu ludzkich obowiązków:

Nic darowane

Nic darowane, wszystko pożyczone.

Toną w długach po uszy.

Będę zmuszona sobą

zapłacić za siebie,

za życie oddać życie.

Tak to już urządzone,

że serce do zwrotu

i wątroba do zwrotu

i każy palec z osobna.

Za późno na zerwanie warunków umowy.

Długi będą ściągnięte ze mnie

wraz ze skórą.

Chodzą po świecie

w tłumie innych dłużników.

Na jednych ciąży przymus

spłaty skrzydeł.

Drudzy chcąc nie chcąc

rozliczą się z liści.

Po stronie Winien

wszelka tkanka w nas.

żadnej rzęski, szypułki

do zachowania na zawsze.

Spis jest dokładny

i na to wygląda,

że mamy zostać z niczym.

Nie mogę sobie przypomnieć

gdzie, kiedy i po co

pozwoliłam otworzyć sobie

ten rachunek.

Protest przeciwko niemu

nazywamy duszą.

I to jest to jedyne,

czego nie ma w spisie.

Wisława Szymborska

Krzysztof  OLSZEWSKI

(POD)ŚWIADOMOŚĆ

By nakłonić klienta do kupna produktu firmy marketingowe gotowe są niemalże na wszystko. Wpływanie na podświadomość stało się już powszechne. Na pierwszy rzut oka niedostrzegalne komunikaty mimo iż powtarzane z zawrotną prędkością, po 10-20 tys. powtórzeniach mimowolnie docierają do podświadomości, która go rejestruje. Czy to etyczna metoda? Jeśli faktycznie skuteczna, to czy istnieje sposób, by się przed nią bronić?

Fot. http://www.4promo.pl
Fot. http://www.4promo.pl

Do świadomości docierają tylko te bodźce, których intensywność przekroczy próg fizjologiczny. Wszystko co znajduje się między nim a progiem świadomym to ‘szara strefa’. To z niej pobierane są informacje poprzez narządy zmysłów, ale tylko przez podświadomość.

Praktykowanie zjawiska, które polega na wpływaniu na podświadomość człowieka niosło wielką pokusę chociażby ze względu na cele marketingowe. Już w latach 60. XX wieku amerykański psycholog James Vicary umieścił w filmie wyświetlanym w kinie pojedyncze klatki z napisami: ‘jesteś głodny?- jedz popcorn’ i ‘jesteś spragniony?- pij cole’ Owe klatki wyświetlane były jedynie przez trzytysięczną część sekundy, więc o wiele za krótko by ktoś mógł je zauważyć. Wyniki jego badania okazały się jednak zaskakujące. Sprzedaż coli wzrosła o 18%, a popcornu aż o 58% -jak twierdził uczony. Po ogłoszeniu wyników eksperymentu agencje reklamowe zyskały nowy sposób na zyskanie klientów. Konsumenci jednak zaczęli protestować przeciwko stosowania wobec nich swoistej manipulacji. Gdy jednak wzięto pod lupę eksperyment ze względu na małe prawdopodobieństwo tak zaskakujących wyników okazało się, że nie było grupy kontrolnej, a sam film nosił tytuł ‘Piknik’ a więc i on mógł wpłynąć na apetyt widzów.

Kolejne badania przeprowadzone przez Roberta Zajonca i Sheili Murphy miały udowodnić, że komunikaty podprogowe są realne, choć nie działają dokładnie tak jak się początkowo wydawało. Kolejny eksperyment polegał na wyświetlaniu chińskich ideogramów i ocenie ich atrakcyjności. Badani nie wiedzieli, że przed pojawieniem się znaku, wyświetlana była na ułamek sekundy twarz radosna czy to niezadowolona. Później rysunki zamieniono na napisy ‘szczęście’ i ‘smutek’. Efekt był żaden, przy tak krótkim bodźcu. Dobra wiadomość to taka, iż mózg odrzuca niepotrzebne informacje co najwyżej odbierając tylko sugestię.

Reklamy otaczają nas zewsząd. banery na ulicach, obklejone środki transportu czy sponsorowanie imprez sportowych przez znane marki to wszystko po to, byśmy doskonale kojarzyli logo danej firmy co w efekcie oczywiście zwiększy sprzedaż produktu.

Ułożenie produktów na półkach czy ich rozmieszenie w sklepie również ma sprawić, że wyjdziemy z marketu z produktami, których wcześniej wcale nie planowaliśmy zakupić. Najpotrzebniejsze produkty np. jak masło czy chleb zajmują miejsce takie, byśmy najpierw musieli minąć wiele jakże atrakcyjnych promocji cenowych zanim dotrzemy do docelowego produktu po drodze decydując się na wybór niepowtarzalnej okazji. Okazje te jednak są niezwykle złudne, gdyż produkt podczas promocji kosztować może tyle samo, a czasem i więcej niż przed nią. Jednak cena przekreślona, która celowo jest zawyżona, gdzie znajdująca się obok aktualna cena jest niższa sugeruje nam korzystną okazje zakupu. W sklepach odzieżowych jeśli dany produkt mimo obniżek nie ulega sprzedaży kładzie się go na półkę, z ciuchami mniej atrakcyjnymi. Wtedy wcześniejszy ciuch wydaje się ładniejszy i ma większą szansę za zainteresowanie klienta.

W marketingu szczególnie wykorzystywany jest przedświąteczny szał zakupów. Ładny zapach pieczonych jabłek i cynamonu budzi w nas dobre odczucia, a spokojna muzyka uprzyjemnia zakupy.

Kobiety również bardziej podatne są na chwyty reklamowe niż mężczyźni. Te lubią spacerować po sklepach wolnym krokiem oglądając wcale niepotrzebny wazonik czy mebel, w ten sposób kupując produkty nieplanowane wcześniej. Mężczyzna to łowca, który zazwyczaj nie lubi sklepowego tłoku i kolejek więc idzie wprost do celu nie zauważając wręcz wszelkich promocji.

O dzieciach również pomyślano. Zabawki w kolorowych opakowaniach znajdują się na wysokości ich oczu i w zasięgu małych rączek. Przy kasach również znajdują się lizaki, gumy czy żelki, które dzieci uwielbiają. Stojąc w długich kolejkach mają mnóstwo czasu na przekonanie rodzica na kupno wymarzonej słodyczy.

Twórcy reklam nie rezygnują z prób coraz lepszego docierania do klienta. Komunikaty podprogowe docierają do wielu grup docelowych niezależnie od płci czy wieku bo są szybkie i efektowne. Jedynym ratunkiem jest rzetelne wybieranie produktów i nieuleganie wszelkim reklamom i promocjom.

Sonia TOMKOWIAK

CO W MURACH PISZCZY

Graffiti potrafi bulwersować, śmieszyć, inspirować i skłaniać do refleksji.

„Cel uświęca środki”- doktryna polityczna Machiavellego prawdopodobnie kierowała pewnym poznańskim grafficiarzem, który postanowił „urozmaicić” uliczny krajobraz niezliczoną ilością swoich tagów (podpis writera o charakterystycznym, powyginanym kształcie; najstarsza forma graffiti). Cel- sławę- udało mu się częściowo osiągnąć- całkiem niedawno stał się głośnym tematem w lokalnych mediach. Środki do jego realizacji były proste- skomasowana ilość napisów „POTSE” na murach, ścianach, płotach, bramach, witrynach sklepowych, kioskach czy budkach telefonicznych. Wędrując praktycznie dowolną ulicą w centrum miasta nie sposób nie natknąć się na jego tagi. „POTSE” w Poznaniu jest więcej, niż portretów Kim Dżong Ila w Pjongjangu. Na forach internetowych zawrzało. Jedni z radością obwieszczali światu, jaką bezwzględną karę wymierzyliby sprawcy, z ucinaniem rąk włącznie, inni postanowili odświeżyć niekończącą się dyskusję, czy graffiti to forma artystycznego wyrażania siebie, czy zwykły wandalizm. Wydaje się, że nikt z internautów nie zauważył, iż rysowanie po ścianach towarzyszy człowiekowi od początku istnienia- najstarsze formy malowideł pochodzą z ok. 27000 r. p. n. e. (jaskinie Chauvet w południowej Francji). Niewielu również zwróciło uwagę na fakt, że „POTSE” to tylko kropla w morzu poznańskich napisów na murach- często wulgarnych i odrażających, ale niekiedy dowcipnych, oryginalnych i intrygujących. Wędrówka ulicami, przejściami podziemnymi, tunelami, czy klatkami schodowymi daje możliwość zapoznania się z głosem społeczeństwa- jego spostrzeżeniami, troskami, problemami i radościami. Tu wszyscy są równi i anonimowi, a ich przesłanie tym bardziej słyszalne, im lepiej wyeksponowana inskrypcja ich autorstwa. Dlatego warto prześledzić, co piszczy w poznańskich murach.

„Wolność ma fajne cyce!”

Fot. Jakub Czubiel
Fot. Jakub Czubiel

Autorzy ulicznych napisów często zaczynają od wypisywania deklaracji miłosnych na szkolnych ławach. Z czasem przenoszą je na mury. I rzeczywiście, tych można spotkać bardzo dużo. Od krótkich wyznań: „Iza kocha Tomaja”, „Resia kocha Adiego”, „Kocham cię Chmurko”, „I love Agnieszka”, „K.B. + D.G. = BWM”, poprzez wyrażenie oczekiwań wobec obiektu westchnień: „Magda Rut- be my lover”, aż po bardziej skomplikowaną formę nawiązania kontaktu- „Ania przepraszam. Porozmawiajmy. T.”, „Kasia! Bo serce mam uparte…”. Nie brakuje też poetyckich deklaracji- „To było nocą, gdy ogień się palił, zrobiłam coś złego i teraz się wali. Kocham Cię bardzo i chcę, żebyś wrócił. Ta noc była piękna i już nie powróci. J. M.”.

Od miłosnych wyznań niedaleko do erotyki. Ta nie ogranicza się do najprostszych stwierdzeń, typu „I love sex”, czy „Sex lekarstwem na wszystko”. Możemy napotkać poważniejsze przemyślenia: „Wspólny orgazm może wytłumaczyć wszystko”, „Wojna płci powinna rozgrywać się w łóżku”, czy wręcz zachętę do działań: (pisownia oryginalna- red.) „Ściągnij gorset i obejrz miasto z lotu mego ptaka”. Napisom niekiedy towarzyszą rysunki, spośród których najczęściej pojawiają się kobiece piersi oraz motyw falliczny- pod jednym z nich dostrzegamy dumny podpis- „Mietż Dżeday”.

Bardzo często spotkać można same podpisy autorów- „Leper”, „Zbychu”, „Damian”, „Maciup, Emil”, które niekiedy okraszone są również informacją o obecności twórcy w danym miejscu- „Tu byłem z Pawłem”, „Resia, Iza, Tomaj byli tu! 13.03.01”. W rzadszych przypadkach autor dzieli się z odbiorcą bardziej osobistymi kwestiami- „Tu robiła mi loda. Buziol”, „Rzuciłem palenie. Rexior”.

W skrajnych przypadkach napisy przybierają formę podwórkowych, obraźliwych określeń: „Tyrchan frajer!”, „Memon, Tokasz. Chuje”, „Paweł D. to cwel”, „Urbański konfident”, „Luzak i orka sprzedawają policji”, „Jebać Kazia i całą gwardię bobów”. Negatywne emocje czasem obejmują dzielnice miasta i sąsiednie miejscowości: „Jebać Śródkę”, „Ustawka na Luboń”, lub nawet całe narodowości: „Jebać Rusków i Rumunów”. Wytrawny obserwator dostrzeże w niektórych inskrypcjach formę przestrogi: „Nie ufaj Szczeciniakom. To pazerny typ ludzi udających zasady moralne. Mentalnie zabugole”.

Osobną kategorię stanowią obraźliwe wpisy o policji. W przeważającej części to powszechnie znany skrót „CHWDP”, niekiedy w mniej poprawnej ortograficznie formie „HWDP”, oraz „Jebać policję”, choć zdarzają się również bardziej wysublimowane formy uszczypliwości wobec panów w niebieskich mundurach: „Kiedy matka mnie rodziła to policja w strachu żyła”, „Policja? Nie dziękuję”.

Dość widoczną grupą są napisy antyklerykalne i antykatolickie: „Katolickie szuje, holokaust wam się szykuje”, „Kuria mać”, „Zrób to! Zamień wodę na wino. Amen”, „Boże, chroń mnie przed katolikami”, które podsumowuje wpis: „Uczucia religijne można obrazić tylko u idiotów”. Niejako w opozycji pojawiają się, choć rzadziej, napisy religijne, nacechowane pozytywnie: „Bóg nie umarł, Jezus żyje”, „Umarł i zmartwychwstał”.

Nie mogło również zabraknąć inskrypcji kibicowskich. Tu zdecydowanie dominują treści chwalące „Kolejorza”: „KKS Lech Poznań King”, „Lech Hooligans”, „KKS mistrzem jest”, „Only Lech”, „Lech King”, jak również klubów zaprzyjaźnionych: „Arka Gdynia”, „Cracovia pany”, „Lech Areczka Cracovia”, choć pojawiają się także nazwy innych klubów- prawdopodobnie efekt turystycznych wizyt mieszkańców innych miast: „Pogoń Szczecin”, „Ave Silesia”, „WKS”, „Falubaz”. Kibice Lecha nie pozostają im dłużni: „Nie jesteśmy frajerami, jebać Wisłę maczetami”, „Legia to kurwa”.

Dostrzegamy również nieco inną formę zbiorowej identyfikacji- napisy wychwalające miasto, dzielnicę, ulicę, „małą ojczyznę”: „WLKP”, „Poznań nie śpi”, „Jeżyce bronx”, „Szczuny z Jeżyc”, „Zagórze pany”, „ŁAZ” „GRU”, „PTKWO”, „Wilda pany”, „HWDP od Wildy”, „Dzieci Wildy”, „WLD”, „The mbiec”, „Dębiec pany”. Inni autorzy swoją twórczością informują o specyficznych cechach okolicy: „Witamy w syfie” (Jeżyce), „Wylęgarnia Luji” (ul. Kolejowa), „Raised in Hood” (Dębiec).

Swoje „trzy grosze” wtrącają też melomani- nie brakuje nazw zespołów i artystów: „Run DMC”, „M.O.P”, „Metallica”, „Depeche Mode”, jak również gatunków muzycznych: „Techno”, „Metal”, „Hip- hop. Jeżyce bronx rap”. Pojawia się nawet specyficzna forma reklamy klubu muzycznego: „Klub u Bazyla. Św. Wojtka, 18:00- ?. Pank”.

Nie próżnują entuzjaści używek: „Two Beer Or not two Beer”, wśród których prym wiodą zwolennicy palenia marihuany: „Zielone to moje życie”, „Unos blantos i bakeros”, „Aspiryna ćmiki, to są narkotyki. A marichuana to święta roślina”, „Kto zioło pali, ten nie ma robali”, „Palcie grass, a będzie wam dane”, „THC”.

Jedną z najciekawszych grup stanowią inskrypcje o charakterze filozoficznym: „Co ma być, jest w rzeczy samej. Co tylko być powinno, a nie jest, nie ma sensu”, „Jak pięknie kwitną chabry i maki, a nawet mlecze! Nie nazywaj niczego chwastem”, „Stałem się fioletowym kawałkiem jej czapki”, „Człowiek, to brzmi dumnie”, „Kto myśli tylko o sobie, ten traci świat z oczu”, „Wydaje ci się, że nic się nie stanie, kurwa pokonujesz góry, a potykasz się o kamień”, niektóre są skomplikowanymi egzystencjalnymi pytaniami: „Kto jest kto?”, „Czy jesteś idiotoodporny?”, lub optymistycznym odbiorem rzeczywistości: „Wolność ma fajne cyce”. Inne z kolei zawierają w sobie element satyryczny: „Szukasz egzotyki? Przytul się do drzewa!”, „Jutro przebiorę się za butelkę z winem”. Rzadziej napisy na murach przybierają formę dialogu, za pomocą dopisków i wtrąceń: „Mieszkam w bloku. Nie jestem sam” (dopisek) „Mój piesek szczeka, a sąsiad płacze”, „Kiedyś zabłądziłem w snach” (dopisek) „I chuj mnie to obchodzi”, „Prestiż- szanój złodzieja, pierdol frajera” (dopisek) „naucz się polskiego”.

Graffiti to także głos marginalizowanych grup społecznych, które starają się za jego pomocą dotrzeć do masowego odbiorcy, poruszając rozmaite kwestie społeczne i polityczne. Dawniej przejawiało się to przede wszystkim w wojnie na murach, jaką toczyli ze sobą skini i punki. Dziś pozostałości tamtego konfliktu dostrzegamy na ścianach: „Biali patrioci”, „Skins OK.”, „Biała siła” (przerobione przez innego autora na „Biała kiła”), „Punk’s not dead”, „Niszcz nazizm”, „Skins kaput” , „Nacjonalizm STOP”. Nadal jednak jesteśmy świadkami demonstracji światopoglądowych rozmaitych grup i subkultur: „Graffiti przeciw rasizmowi”, „Naszość”, „Peace”, „Anarchizm, komunizm, faszystowskie gówno”, „Aborcja wyborem kobiety”, „Wyzwolenie zwierząt- wyzwolenie ludzi”, „Bóg- ojciec wybacza, matka anarchia- nigdy”, „Marzysz o czterech kółkach? Kup sobie dwa rowery”, „Leczenie pedofilii może być tanie” (obok rysunek egzekucji). Wśród nich sporą grupę stanowi graffiti antysystemowe: „Pierdol system”, „Orzeł w koronie nie poleci!”, „Władza precz!”, „Dość kłamliwej propagandy!”, „Żądamy niepodległości”, „1956 Genua 2001”, jak również to zaangażowane politycznie, zarówno na poziomie międzynarodowym: „Czeczeni. Terroryści?”, „Wolny Tybet”, krajowym: „SoliMAMdość”, „AW$LD”, „PO-PIS=AWS bis”, „Polityka- choroba szalonych słów”, „POlactwo won z Polski”, jak i lokalnym: „9 maja, godz. 15. Demonstracja w obronie Rozbratu”, „Dość drożyzny w mieście”, „POZnan* to nie firma”, „Zajezdnia zostaje”. Nie brakuje wpisów sceptycznie odnoszących się do uczestnictwa w wyborach: „Tylko durny idzie do urny”, „Gdyby wybory cokolwiek zmieniały, już dawno byłyby zakazane”. Dość pokaźną grupę stanowią napisy traktujące o obecnym systemie zatrudnienia: „Praca czyni własność”, „Dla jednych kawior, dla drugich zasiłek”, „Pracujcie do końca świata i o jeden dzień dłużej. L. Balcerowicz”, „Precz z akordem”, „Legalne nadgodziny”, „Politycy i burżuje do łopaty! Poznacie uczciwą pracę”, „Elastyczny kodeks pracy nie rozwiąże bezrobocia”.

Lektura obowiązkowa

Te przykłady w żadnym wypadku nie wyczerpują mnogości tematów i wielości napisów na poznańskich murach. Niektóre, szczególnie te bardziej wulgarne, żywot mają zazwyczaj krótki. Wszystkie jednak dają obraz kondycji naszego społeczeństwa. Można reagować z obrzydzeniem na wulgaryzmy wypisywane na ścianach, ale nie sposób nie zauważyć, że tak właśnie wysławiają się Polacy- w naszym języku potocznym słowa na „k” i ch” są nieodłącznym elementem i niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który ich nie używa. Tak czy inaczej, być może lokalni włodarze, zanim wypowiedzą kolejną wojnę graffiti i zabiorą się z zapałem (zapewne przed wyborami) za usuwanie naściennych inskrypcji, przejdą się ulicami Poznania i przyjrzą, co w murach piszczy. Dla nich powinno to być lekturą obowiązkową.

Jakub CZUBIEL

POLONIA DORTMUND – HANNOVER 3:1!

Przedwczoraj Borussia Dortmund pokonała na własnym stadionie Hannover 3:1(1:0) w 24 kolejce ligowej, czym samym odniosła ósme zwycięstwo z rzędu i umocniła się na fotelu lidera niemieckiej Bundesligi. Ogromny udział w triumfie ekipy z Signal Iduna, miało jak zwykle polskie trio. Piszczek i Kuba asystowali, a Lewy dwa razy świetnie wykończył akcje. Artykuł ma charakter raportu o grze Polaków.

Borussia od początku osiągnęła znaczną przewagę. Pilkarze z Hannoveru nie mieli recepty na dobrze zorganizowane ataki rywala, do tego dochodziła dominacja Dortmundczyków w wyszkoleniu technicznym. Przy pierwszej bramce Lewandowskiego asystował Piszczek, w tej sytuacji Robert zachował się jak rasowy napastnik. Po otrzymaniu podania, z impetem wbiegł w pole karne, za pierwszym razem zamarkował strzał, czym zwiódł obrońcę, następnie huknął nie do obrony.

Piszczek grał fenomenalnie w obronie i jak zwykle w swoim stylu szarżował prawą flanką, nie dając ani chwili spokoju piłkarzom z Hannoveru w tej części boiska. Zaliczył bezpośrednią asystę przy przy pierwszej bramce Lewego, a przy drugiej miał duży udział, bo wiem jego wysoką wrzutkę, fenomenalnie przyjął sobie Kuba, po czym wyłożył piłkę na piąty metr, do której dopadł Lewandowski i było 2:0. Wspaniała akcja całej trójki Polaków!

Kuba Błaszczykowski był w tym meczu wyjątkowo dobrze usposobiony. Bezbłędny w odbiorze, w dodatku jak zwykle bardzo aktywny w ataku. Nie miewał strat, a jego dryblingi i podania były bardzo przemyślane. W drugiej połowie, oprócz asysty przy bramce Lewandowskiego, świetnie dograł piłkę z rzutu wolnego do rezerwowego Persica, który mocnym strzałem ustalił wynik na 3:1. Oprócz podań otwierających drogę do bramki kolegom, sam miał kilka okazji do strzelenia gola, lecz ta sztuka mu się nie udała.

Tego wieczoru Robert Lewandowski powinien zaliczyć hat-tricka, lecz sędzia nie uznał prawidłowo strzelonej bramki po podaniu Kevina Grosskreutz’a, twierdząc że był spalony w tej sytuacji. Napastnik Borussii wyróżniał się w tym meczu, opanowaniem, a obrońcy rywala w żaden sposób nie umieli mu odebrać piłki. Na początku gry dostał kilka kopniaków w nogę, co skończyło się obrzękiem mięśnia i w 77 minucie został zmieniony przez Lucasa Barriosa. Obrońcy nie do końca czystą grą, chcieli zniechęcić Lewego do gry. Przez większość meczu grał z zaciśniętymi zębami. Jak widać nawet ból nie przeszkodził mu w fenomenalnym występie.

Niemieckie media pisząc, rozpływają się nad grą Polaków, a wg magazynu Kicker zasłużyli na następujące oceny, które są bliskie ideału:

Robert Lewandowski: 2 bramki – ocena: 1,5

Jakub Błaszczykowski – 2 asysty – ocena: 1,5

Łukasz Piszczek – 1 asysta – ocena: 1,5

gdzie 1 to klasa światowa, a 6 to ocena poniżej krytyki.

Dodatkowo Robert i Kuba zostali nominowani do jedenastki 24 kolejki Bundesligi.

Kolejny bardzo dobry występ naszego polskiego trio z Dortmundu, to świetne wieści dla selekcjonera reprezentacji Polski, przed towarzyskim meczem z Portugalią na nowym stadionie w Warszawie. W drużynie prowadzonej przez Franciszka Smudę, trzej Polacy odgrywają kluczowe role i nikt nie wyobraża sobie w tej chwili, braku któregoś z nich podczas EURO. Wszyscy wiedzą, że są niezastąpieni.

Karol STADNIK

WEJDŹ WE MNIE..

„Tak długo tego pragnęłam. Nie mogłam się doczekać”. 

Wschód słońca dziś/ Fot. Paulina Zych
Wschód słońca dziś/ Fot. Paulina Zych

Chyba każdy z nas potrzebuje zmian w swoim życiu. Dla każdego nadchodzi kiedyś ten moment. Ile to już czasu? Zależy od jakiego momentu liczyć. Jest szansa, że teraz nastąpi ta upragniona chwila…

„W marcu jak w garncu” – głosi przysłowie. Trudno w to uwierzyć, gdy widok za oknem powoduje przyjemny dreszcz ekscytacji, a otwarty balkon nie wprowadza do mieszkania mroźnego powietrza, ale zapach wiosny i pobudzający śpiew ptaków. Rankiem z  przyjemnością otwierają się oczy i podziwiają słoneczne niebo. Czy to już ten czas? Tego nie wiemy, ale cieszymy się chwilą. Już niebawem będzie można zdradzić zimowe obuwie a botki krzyczące: „Wejdź we mnie” – będą delikatnie okrywać nasze stopy. Witaj Słońce, do widzenia mrozy!

Niedziela, ostatni dzień weekendu. Warto wykorzystać go na naładowanie akumulatorów na kolejny,męczący tydzień. Zapraszamy do aktywnej formy spędzania czasu – spacerowania.

Anita TOKARSKA 

 

RADIO BEZ CHÓRU

I stało się. 23 lutego opinia publiczna została poinformowana o likwidacji krakowskiego Chóru Polskiego Radia. Powód obrazuje porzekadło „jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę”.

Źródło: http://www.dziennikpolski24.pl/Chór Polskiego Radia w Krakowie nadal pracuje Fot. Anna Kaczmarz
Źródło: http://www.dziennikpolski24.pl/Chór Polskiego Radia w Krakowie nadal pracuje Fot. Anna Kaczmarz

Zarząd podał tę informację w czwartkowe popołudnie. Radia nie stać na utrzymywanie chóru, gdyż głównie z racji coraz mniejszych dochodów z abonamentu zyski są zbyt małe by finansować zespół. Wyrażono jednak przypuszczenie, że jeśli chórzyści postanowią dalej współpracować i założą stowarzyszenie (którego finansowanie jest zagwarantowane przez państwo) to Radio chętnie będzie kupować twórczość samodzielnego już chóru na użytki Polskiego Radia. Koszt takiej transakcji to około 500 tys. zł, zwolnenie Chóru przyniosło oszczędność rzędu ok. 2 mln zł.

O likwidacji chóru słychać było już dawno. Przed ostateczną decyzją do zarządu Polskiego Radia wpłynęły listy Krzysztofa Pendereckiego i Wojciecha Kilara. Obaj panowie protestowali przeciwko rozwiązaniu chóru. Ich stanowiska wyraźnie mówiły o tym, że Polskie Radio bez Chóru wiele straci.

Chór założono w 1948 roku. Przez wiele lat był częścią zespołu Orkiestry i Chóru Polskiego Radia i Telewizji. Dopiero w 1995 roku zaczął działać samodzielnie jako Chór Polskiego Radia.

Oprócz występów dla Polskiego Radia Chór ma na swoim koncie wydania płytowe nie tylko dla polskich odbiorców.

Mimo, że Polskie Radio zrezygnowało z Chóru deklaruje pomoc i współpracę. Czy więc jednak likwidacja była niezbędna? Oszczędności są nieuniknione dla zarządu, jednak sposób w jaki ich poszukują wzbudził kontrowersje. O Chór nie należy się martwić- trasy koncertowe i sława jaką do tej pory zyskał wypracowując przez lata odpowiednie brzmienie nie pozwoli mu zginąć. Co jednak z radiem? Czy poradzi sobie bez Chóru? Czy słuchacze zrezygnują ze stacji wybierając inną? Gdyby ten scenariusz się sprawdził Polskie Radio miałoby jeszcze większe problemy finansowe. Wypadałoby się jeszcze raz zastanowić przed podjęciem tej decyzji.

Agnieszka DEJA