ADA DYMEK DZIENNIKARZEM MIESIĄCA!

Ada Dymek
Ada Dymek

Redaktor Ada Dymek, została od dziś dziennikarzem miesiąca Twoich Wieści. W listopadzie nasza koleżanka opublikowała artykuły, między innymi, o tematyce miłosnej, a także społecznej. Czytelnicy ofiarowali dziennikarce 21 punktów. Cieszymy się, że grono naszych czytelników powiększa się z dnia na dzień. Ta gazeta jest kierowana właśnie do Was.

Zachęcamy do kolejnego głosowania!

 

Redakcja Twoje Wiesci

„SZPIEG” DOSKONAŁY

Powieść Johna la Carré będąca kanwą obrazu Tomasa Alfredsona od dawna straszy w mojej bibliotece nie tyle objętością, co mroczną tematyką, wyczuwalną już od pierwszego zdania. Podobnie straszy film „Tinker, Tailor, Soldier, Spy”. W tym wypadku jest to jednak strach konstruktywny.

Szpieg. Tomas Alfredson.
Szpieg. Tomas Alfredson.

Hasło; „kino moralnego niepokoju” jest wyszlifowane na miarę prezentowanych w filmie angielskich bruków, ale moralny niepokój to pierwsze, co powołują do życia twórcy „Szpiega”. Nie ma się co oszukiwać – fani tragikomicznych akcji Jamesa Bonda nie wyjdą z kina ze zrewidowanym spojrzeniem na pracę wywiadu i kontrwywiadu. Nie. Ci wyjdą znudzeni w połowie seansu. Obrażeni na reżysera – że kazał im myśleć i na scenarzystów – że kazali im patrzeć na smutną Wielką Brytanię. Wyjdą zawiedzeni brakiem fajerwerków i zajmą stanowisko, że ani, wyprute flaki, ani rozbryzgany na ścianie mózg, ani brutalnie podcięte gardło nie są w stanie zrekompensować im braku wartkiej akcji. Znajdą się wśród widzów tacy, którzy nie wytrzymają geometrycznie rosnącego napięcia i coraz ciaśniej zapętlającej się akcji. Znajdą się i tacy, którzy doskonałą grę Garego Oldmana, Colina Firtha i Johna Hurta nazwą, jak usłyszałam wychodząc z seansu, „pedalskim kinem”.

„Szpieg” jest brzydki. Z tym że to taka brzydota, której dziś przeciętny widz nie dostrzega i nie potrafi zinterpretować. To brzydota na miarę „Ojca Chrzestnego” i filmów Clinta Eastwooda. W filmie Alfredsona jest ona wyeksponowana perfekcyjnie. Gęsta i namacalna. Ze względu na powolne tempo akcji, widz może się dokładnie przyjrzeć np. aktom zdrady (tak małżeńskiej, jak służbowej) albo konsekwencjom prania po mordzie w prawdziwym napadzie złości. Może prześledzić jak naprawdę wygląda upijanie się z bezradności, jak wygląda upokorzenie. Może też, co się ostatni rzadko zdarza, zobaczyć na ekranie łzy strachu i wstydu.

Dla mnie „Szpieg” to opowieść o ludziach pożeranych przez własne lęki i zaplątanych w labiryntach intryg stworzonych przez samych siebie. To kino męskie. Nie tylko ze względu na obsadę, ale przede wszystkim na problematykę. Męską rękę, męskie poczucie estetyki widać w każdym ujęciu. Najmocniej zaś, przewrotnie, widać to w momentach ukazywania słabości bohaterów. Niezależnie od oczekiwań widza, agent wywiadu podejrzany i podejrzewający, zastraszony i zaszczuty, okłamywany i kłamiący, wreszcie samotny – to agent ciężkostrawny. W filmie Alfredsona każda postać jest taka.

Nam, konsumentom, nie wolno zapomnieć, że w menu zdarzają się dania ciężkostrawne, ale jednocześnie zdrowe, a nawet, na wzór rosołu, uzdrawiające. A „Szpieg” to taki rosół współczesnego kina właśnie. Polecam spożyć (na) gorąco.

Paulina REZMER

O MICHAELU JACKSONIE JESZCZE RAZ

Pamiętam doskonale, co robiłam w chwili kiedy świat obiegła wiadomość o śmierci Michaela Jacksona. Siedzieliśmy z przyjaciółmi w – jak nam się wtedy wydawało – centrum wszechświata, do którego nie docierały żadne złe wiadomości i oddawaliśmy się kameralnym czynnościom picia wina i dyskutowania o życiu i śmierci. Aż w pewnym momencie ktoś powiedział „Ej, piszą, że Majkel nie żyje”. Moja odpowiedź brzmiała „Tak, tak, podobno Elvis też nie żyje”.

Michael Jackson./ Fot. Archiwum
Michael Jackson./ Fot. Archiwum

Dzisiaj ludzie jeszcze bardziej niż kiedyś nie chcą śledzić losów osoby rzekomo odpowiedzialnej za śmierć superbohatera. Bo w naszej kulturze Jackson superbohaterem jest. Czy i na ile lat więzienia Conrad Murray zostanie skazany za spowodowanie śmierci gwiazdora pop oraz to, jakie pieniądze stoją za całym procesem i jego następstwami jest dla przeciętnego słuchacza muzyki pop nieistotne. Tak było, jest i będzie. Zjawisko to nasila się od dziesięcioleci. Media, koncerny muzyczne i sami fani dbają o nieśmiertelność gwiazdy. Śmierć fizyczna, to w tym wypadku sprawa drugorzędna.

Podobnie jak z Jacksonem rzecz ma się ze wszystkimi gwiazdami, które odeszły z tego świata w trybie przyspieszonym, czy to w sposób chemiczny, czy jakikolwiek inny. Większość uczestników kultury nie pamięta z czyjej ręki zginął John Lennon, albo z kim w chwili śmierci przebywał Jimi Hendrix. Co więcej, niewielu potrafi wymienić zabójcę Johna Kennedy’ego, czy osobę odpowiedzialną za zamach na Jana Pawła II. Przekonanie o nieśmiertelności ikon kultury jest tym silniejsze, im bardziej spektakularne rzeczy stały się ich udziałem. Nie ma znaczenia, czy miało to związek z polityką, muzyką, czy religią.

Choć może dla wielu to truizm, Michael Jackson, niezależnie od swoich, ludzkich przecież, słabości i swej niemierzalnej przeciętną miarą wrażliwości, odciska niewiarygodne piętno na współczesnej kulturze. Nieprzypadkowo używam czasu teraźniejszego. Przecież dla wielu Jackson, podobnie jak Elvis, nadal żyje. I nie mówię tu tylko o fanach. Bo artysta żyje tak długo, jak długo żyje jego dzieło. I jak długo można na nim zarobić pieniądze.

Paulina REZMER

    

JESTEM ABSOLWENTEM – CZYLI CZAS NA BEZROBOCIE

Polski rynek pracy jest zamknięty dla osób młodych i wykształconych . Co trzeci absolwent, nie może podjąć pracy i tym samym jest skazany na bezwzględne bezrobocie.

Przeciętny okres poszukiwania pracy wynosi 10 miesięcy. Niestety po tak długim czasie, nadal spory procent ludzi nie znajduje zatrudnienia. Unia Europejska upatruje rozwiązania problemu, lecz jak dotychczas bezskutecznie, a kolejki w urzędach pracy są co raz dłuższe.

Bezrobotni do 24 roku życia, posiadają zaledwie 23%-ową szansę na podjęcie pracy. W podobnej sytuacji, są osoby starsze. Pracodawcy całą sytuację tłumaczą strachem przed kosztami, jakie mogą ponieść zatrudniając osobę młodą i w wieku przedemerytalnym.

Osoba młoda nie zawsze jest odpowiedzialna, i może narazić firmę na straty; nie wywiązywanie się z terminów, a pracownik w wieku emerytalnym często choruje i nie jest już tak sprawny fizycznie…

Kto znajdzie pracę, nie tracąc zbyt wiele czasu?

Posiadasz orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, więc pracę masz jak w banku. Pracodawcy co raz częściej zatrudniają osoby niepełnosprawne, ponieważ składki ubezpieczeniowe są o wiele niższe. Lecz to nie wszystkie atuty, ponieważ firma może uzyskać również status „Zakładu Pracy Chronionej”, i liczyć na dodatek z Unii Europejskiej.

Następnym plusem dla właściciela firmy, są ulgi skarbowe, dzięki którym zaoszczędza się pokaźną kwotę pieniędzy.

 Znaleźć pracę za pośrednictwem urzędu, jest coraz trudniej. Dlaczego?

Od początku roku, środki z Funduszy Pracy zmniejszyły się o ponad połowę. Tym samym, szanse na znalezienie pracy za pośrednictwem urzędów, są o połowę mniejsze. A jedynym rozwiązaniem na znalezienie zatrudnienia na stałe, jest praca tymczasowa w której pracodawca nas dostrzeże nasze umiejętności.

Dawid IGNASIAK

MIASTO O WIELU SMAKACH

Istambuł to ogrom wszystkiego: ludzi, zabytków, morza, samochodów, statków, domów, pałaców i meczetów. W miejskim hałasie można jednak znaleźć odrobinę spokoju i zadumy w murach Hagia Sophia, pałacu sułtanów Topkapi czy wreszcie nad brzegami Złotego Rogu. Wspaniałym jest usiąść sobie w jednej z setek herbaciarni i pijąc turecką herbatę słuchać odgłosów wiecznie żyjącego miasta…

Jadąc do Turcji miałam w wyobraźni swój obraz tego kraju. Wszyscy mówili, że jadę do świata islamu – zamkniętego dla obcych, rządzącego się swoimi twardymi prawami. Do świata Turków – niegdyś jednego z najpotężniejszych ludów na ziemi, władców Imperium Otomańskiego. Jadę do świata innej kultury, zwyczajów, języka i ludzi. I tu mieli rację – Stambuł jest wyprawą w nieznane.

Bugün Bayram
Kurban Bayrami, czyli Święto Ofiar, to najważniejsze święto obchodzone przez cały świat muzułmański. Rozpoczyna się 10 dnia Zu al-hidżdża, czyli ostatniego miesiąca w kalendarzu muzułmańskim i trwa przez 3-4 dni. Święto Ofiar zostało ustanowione przez Mahometa i upamiętnia postać Abrahama i jego posłuszeństwo wobec Boga. Zarówno w Biblii jak i w Koranie odnajdujemy podobną historię. Abraham miał złożyć w ofierze Bogu swego syna Izmaela, Bóg jednak, widząc oddanie Abrahama, pozwolił mu złożyć w ofierze owcę zamiast dziecka.
Pierwszego dnia mężczyźni, kobiety i dzieci powinni obudzić się wcześnie, tak żeby zdążyć z wszystkimi przygotowaniami, założyć swoje najlepsze ubrania i udać się do meczetu na nabożeństwo. I tak było u nas w domu. Nie sposób było nie zauważyć jak istotne to dla nich święto, kiedy mieszka się z Turkiem. Od samego rana od godziny 7 rano nasz kolega śpiewał radosne piosenki i krzyczał – Bugün Bayram (dzisiaj bayram), absolutnie nie zważając na śpiące koleżanki w pokojach. Tak o to rozpoczęło się właściwe święto. Pierwszego dnia składane są ofiary – kurbany, czyli zabijane są w ofierze owce lub bydło. Po zabiciu zwierzę dzieli się na części. Część mięsa i skóry oddaje się ubogim lub specjalnym organizacjom, część rodzinie i znajomym, a pozostałość należy do ofiarodawcy. Odwiedzanie cmentarzy, składanie wizyt rodzinie i przyjaciołom. Przed Bayramem kupuje się dzieciom nowe ubrania, a w trakcie świąt podarowuje się im niewielkie sumy pieniędzy. Warto jest tez mieć w domu jakieś słodycze, gdyż dzieci lubią też chodzić od domu do domu składając świąteczne życzenia. Są to bardzo rodzinne święta, choć być może nie tak bardzo ciepłe, jak nasze Boże Narodzenie, ale da się wyczuć świąteczny nastrój.

 Kuchnia na widelcu

Przy kawie tureckiej/Fot. Daria Józwiak
Przy kawie tureckiej/Fot. Daria Józwiak

Kto raz spróbuje tureckiej kuchni, to do końca życia jej nie zapomni. Kraj oferuje tyle produktów, że umożliwia stworzenie bardzo zróżnicowanych potraw o przeróżnych smakach. Jest to m.in. mięso, warzywa, owoce czy przyprawy. Do najpopularniejszych rodzajów przypraw należą m.in. mięta pieprzowa, koper, kolender, pietruszka, papryka, kminek, cebula i czosnek. Napiszę po prostu parę ciekawostek z życia wziętych. Po pierwsze tutejszy chleb nie bardzo można nazwać chlebem. Przypomina on raczej wyglądem i smakiem nasza bułkę parówkową albo bagietkę. Turcy rzadko używają masła. Urywają kawałek chleba i maczają w czym popadnie. Typowe śniadanie to ser, krem czekoladowy, jajecznica, ale przyrządzana zdecydowanie inaczej niż polska. W różnych wariantach : z sucukiem, pomidorami, ziemniakami. Wszystko oczywiście pikantne. Kiedy tu przyleciałam byłam przerażona pikantnością potraw, gdyż niestety nie należały do moich ulubionych. Jednak nie trwało to długo, kiedy się do niej przekonałam. Nadal nie jestem zwolenniczką ostrych dań, mimo to potrafię i chętnie zjadam coś bardziej ostrego.
Jedną z moich ulubionych potraw, a zarazem jedną z najtańszych jest lahmacun ok.2 liry za sztukę. Jest to rodzaj pizzy na bardzo cienkim cieście. Do tego jest sałatka z cebuli, rożne odmiany sałaty, ogórek, pomidor, kapusta czerwona. Do tego dodawana jest cytryna do pokropienia sałatki a także ostre papryczki. Ale czym byłaby kuchnia turecka bez słynnych kebabów? Jak głosi legenda, ruszt do kebabów wymyślił kucharz Iskander z miasta Bursa. Wędrowni wojownicy tureccy mieli w zwyczaju piec mięso nad ogniem na swoich mieczach. Stąd najbardziej charakterystyczną potrawę jest oczywiście kebab, lecz istnieją setki odmian i sposobów przyrządzania. Jednym z najbardziej charakterystycznych jest iskender kebap. Dzisiaj kebab podawany w chlebie pita z sosem i surówką ma wielbicieli niemal na całym świecie.
Pośpiech w trakcie jedzenia jest w bardzo złym tonie, gdyż Turcy uwielbiają celebrować posiłki. Z odpowiednią atencją traktują również napoje. Nieodłączną częścią tureckiej kuchni jest kawa i herbata, a także ulubiony przez miejscowych napój ayran, który jest mieszanką jogurtu i wody oraz przyprawiony czosnkiem i pieprzem. Najczęściej cudzoziemcy zamawiają colę, fantę itp. napoje. Ja osobiście również nie przepadam za ayranem. Na każdym stole w każdej restauracji i w większości barów jest woda – su. W każdej restauracji i w każdym barze kuchnia nie jest gdzieś w kazamatach gdzie „nieupoważnionym wstęp wzbroniony.” Tutaj kuchnia znajduje się wewnątrz lokalu, przy stolikach i można obserwować proces przygotowywania potrawy. Zaraz po jedzeniu proponowana jest herbata podawana w charakterystycznych szklaneczkach. Turcy piją ją hektolitrami parę razy dziennie po kilka jednorazowo. Dostarczana jest ona nawet do biur i innych zakładów pracy z pobliskich lokalów. Nie należy zapominać także o kawie po turecku serwowaną w małych filiżaneczkach, jak espresso.
Na tureckich ulicach można spotkać sprzedawcę z preclami. Simit – obwarzanki obsypane sezamem. To trzeba spróbować! Dobry obiad nie może zakończyć się bez deseru. Najczęściej są to świeże owoce: arbuzy, morele czy figi. Ale podstawa to słodkie przysmaki, których listę bezapelacyjnie otwiera baklava– jest to romb oblanego lukrem bardzo słodkiego ciasta półfrancuskiego z masą orzechową. Dla łasuchów przygotowano całą gamę wyjątkowych słodyczy, w których dominuje miód i cukier, co powoduje, że bywają przesłodzone. Typowa dla Turcji jest chałwa i lokum – znany turecki miód.

Daria JÓZWIAK

IMPORTOWANE RODZYNKI W POLSKIM ZAKALCU

Najważniejsze piłkarskie wydarzenie w Europie zbliża się wielkimi krokami. Abstrahując od stricte piłkarskich tematów, jest to ogromna szansa dla Polski, ale z drugiej strony duże niebezpieczeństwo.

Stadion w Poznaniu.
Stadion w Poznaniu.

Możemy pokazać przybyszom z Europy swoją gościnność, wspaniałych kibiców, którzy zakończą wreszcie swój protest przeciwko PZPN-owi i uświadomią sobie, że tak naprawdę szkodzą tylko piłkarzom, którzy nie czują ich wsparcia podczas towarzyskich batalii o punkty do rankingu FIFA.

Pod lupę chciałbym wziąć tych, którzy będą reprezentować na zielonej murawie swoich rodaków. Ale czy na pewno rodaków? Czy orzeł, który ostatecznie przyfrunął na biało-czerwone trykoty, tak naprawdę dla wszystkich kadrowiczów jest niezastąpiony? Oczywiście wiadomo, jaki temat chciałbym poruszyć. Nie chodzi o nieszczęsnego, Bogu ducha winnego orzełka. Chciałbym zająć się tytułowymi rodzynkami, których w polskim zakalcu jest odrobinę za dużo.

Niestety z takim zjawiskiem w polskiej reprezentacji mieliśmy już do czynienia w eliminacjach do Mistrzostw Świata, które odbyły się w 2002 roku w Korei Południowej i Japonii. Wtedy dobroduszny wujek, Jerzy Engel pomógł Nigeryjczykowi – Emmanuelowi Olisadebe, ściągając go najpierw do Polonii Warszawa, a następnie do reprezentacji Polski. Popularny „Oli” odwdzięczył się wujowi wieloma golami, które otworzyły bramy do pierwszego od 16 lat awansu do Mistrzostw Świata. Czarnoskóry zawodnik miał być naszym wybawieniem na tej imprezie. Nie był. Strzelił tylko jednego gola, w dodatku w meczu „pocieszenia” przeciwko USA. Po mistrzostwach gasł w oczach.

Kolejnym z „nowych” Polaków był „Roker Perejro”. Podobnie jak w przypadku Olisadebe, to prezydent nadał mu polskie obywatelstwo. Jednak znaczącą różnicą między dwoma naturalizowanymi zawodnikami był moment pojawienia się obu panów w kadrze. Olisadebe uczestniczył w historycznym wyczynie, który przerwał szesnastoletni impas w awansach. Przebrnął razem z kolegami eliminacje, a więc nie wskoczył nagle, jako doraźne lekarstwo na chorobę o nazwie „Mistrzostwa Świata”. Z Rogerem było zupełnie inaczej. Pojawił się jak za dotknięciem magicznej różdżki Leo Beenhakkera, tuż przed pierwszymi w historii polskiej piłki nożnej – Mistrzostwami Europy.

Teraz mamy kolejne, przełomowe wydarzenie z udziałem Polaków. Nie musimy jeździć do Korei, Niemiec, Austrii czy Szwajcarii. Wszystko będziemy mieli u siebie, pod nosem, pod warunkiem, że nie awansujemy do finału, który odbędzie się w Kijowie. Nie, to nam nie grozi.

Jednak wracam do sedna sprawy, bo drobinę się zagalopowałem. Jeśli dobrze (?) pójdzie, na Euro 2012 w barwach Polski zobaczymy: Francuzów (Damienia Perquisa, Ludovica Obraniaka) oraz Niemców (Eugena Polanskiego i Sebastiana Boenischa). Cała czwórka w różnych momentach przywdziewała biało-czerwone barwy, każdy gra na innej pozycji. Jednak jedno ich łączy: każdemu powołaniu towarzyszyły niemałe kontrowersje, wątpliwości, rozmowy, które trwają do dzisiaj. Jeśli dodać do tego kwartetu Kolumbijczyka Manuela Arboledę oraz Szweda Ivo Pekalskiego, to powoli przestaję rozumieć kłótnię o orzełka, którego mają całować wymienieni przeze mnie zawodnicy.

Zbliża się szansa pokazania na ważnej imprezie, więc czemu nie spróbować poszukać wśród przodków Polaka? I nagle Perquis jednym ruchem korektora zmazał z serca trójkolorową flagę Francji. Już także kogut z godła nie będzie budził Perquisa każdego ranka. Czy nie żal Ci Damianie? Już „Marsylianka” nie będzie Ci grała przed każdym meczem. Jeszcze jest czas, żeby się wycofać. Nie tylko wraz z nowymi naturalizowanymi Polakami nie wejdziecie do polskiego „bagienka”, ale również sprawicie, że święto, jakim będzie dla każdego Polaka Euro 2012 stanie się wyjątkowe, bez kłótni na temat narodowości. Będzie polskim świętem z prawdziwego zdarzenia, bez zabarwienia francuskiego, niemieckiego, kolumbijskiego, szwedzkiego…Kontrowersyjny dziennikarz, Paweł Zarzeczny swego czasu pisał: „Czy my tworzymy sport, żeby wygrać ligowy mecz, albo reprezentacyjny, czy jednak po to, by dać szansę naszym dzieciom. A ja zawsze będę za własnymi dziećmi, za synem sąsiada. Nie za turystami z piłką, mnie to nie bawi. Wolę już przegrywać.” Nic dodać, nic ująć.

Krzysztof NALEPA

NOWOŚCI KSIĄŻKOWE!

BROŃ MASOWEGO WRAŻENIA
kampania wyborcza w 2007 roku w Polsce 

Mariusz Kolczyński, Marek Mazur
Tytułową bronią masowego wrażenia w kampanii wyborczej 2007 roku w Polsce okazały się media, a głównie telewizja, zarówno publiczna, jak i prywatna, która sprawnie wykorzystywana przez sztaby wyborcze poszczególnych partii, miała decydujący wpływ na wyniki wyborów. Autorzy, z chirurgiczną precyzją pokazują obrazy kampanii wyborczej w telewizji, wyraźnie wskazując na triumf nowoczesnej polityki wizerunku, polegającej na propagowaniu prostych schematów poznawczych, operowaniu kontrastowymi emocjami, umiejętnym przełożeniu skomplikowanego układu uwarunkowań politycznych na język przeciętnego odbiorcy politycznego oraz kreacji subtelnych i ulotnych skojarzeń z aktorami uczestniczącymi w wyborczym spektaklu.
z recenzji wydawniczej

TRANSFORMACJA POLSKIEGO SYSTEMU MEDIALNEGO 
red. Marek Sokołowski
Książka, którą prezentujemy Czytelnikom w formie rozbudowanych studiów i analiz szczegółowych przedstawia skomplikowany obraz polskich mediów, widzianych już z perspektywy innej rzeczywistości społecznej i politycznej roku 2011. Jak zatem daleko doszliśmy w dziele transformacji polskiego systemu medialnego? Czy jest to już proces zamknięty i definitywnie skończony, czy też stale ulega dalszym przekształceniom? Jeżeli tak, to w jakim kierunku zmierza? Poszukując odpowiedzi na wiele tego typu pytań, proponujemy lekturę naszego opracowania.
ze wstępu prof. Marka Sokołowskiego

NOWE MEDIA we współczesnym społeczeństwie
red. Marek Jeziński, Aleksandra Seklecka, Łukasza Wojtkowskiego
Książka stanowi zbiór artykułów mających na celu przedstawienie zależności między fenomenem nowych mediów a społeczeństwem. Szczególnego znaczenia nabierają w tym kontekście relacje, jakie zachodzą między tradycyjnymi środkami masowego przekazu a nowymi formami komunikacji. Zasadne pozostaje pytanie o charakter różnych komunikatorów w erze konwergencji. Prowadzi to do wytworzenia się, nieznanych we wcześniejszych okresach historycznych, relacji i interakcji międzyludzkich.
z recenzji wydawniczej

JAK POLAK Z POLAKIEM?
szkice o kulturze negocjowania

Jan Waszkiewicz
Oryginalnie skonstruowany podręcznik o zasadach przygotowania negocjacji dostarcza ponadto wielu cennych uwag na temat kultury prowadzenia rozmów i rokowań. W książce jest sporo przykładów rzeczywistych negocjacji, analizowanych i służących zilustrowaniu wykładów. Dydaktyczną zaletą są zestawy ćwiczeń do wykonania w grupach i samodzielnie. Rozwijają umiejętności komunikacyjne oraz praktyczne wykorzystanie wiedzy o prowadzeniu negocjacji. Stanowiące uzupełnienie wykładów cytaty, żarty, uwagi wyodrębnione w ramkach uatrakcyjniają tok rozważań, oddziaływają na wyobraźnię czytelnika.
z recenzji wydawniczej

FILOZOFIA REKLAMY
historia, psychologia, techniki

Magdalena Napierała
Filozofia Reklamy pozwala spojrzeć na współczesną reklamę lekko krytycznie, można powiedzieć uczy myślenia reklamowego. Przedstawia nie tylko teoretyczne schematy, ale również pokazuje praktyczne wykorzystanie i zastosowanie środków przekazu, mechanizmów działania i narzędzi do promocji produktów. Dla nowicjuszy będzie to idealny podręcznik otwierający drzwi do reklamowej rzeczywistości, natomiast osoby zajmujące się już reklamą i marketingiem odnajdą w nim intrygujące rozważania na temat wpływu reklamy na człowieka i współczesną rzeczywistość.
z recenzji wydawniczej

Wymiary kobiecości i męskości
od psychobiologii do kultury

red. Bogna Bartosz
Książka zawiera teksty biologów, psychologów, socjologów, pedagogów, filozofów, którzy analizują różnorodne aspekty kobiecości i męskości w kontekście zmian i przeobrażeń kulturowych i społecznych ostatnich lat. Artykuły zawarte w książce odnoszą się do strategii autoprezentacji kobiecej i męskiej, stereotypów, problemów starzenia się kobiet i mężczyzn. Autorzy zastanawiają się także nad współczesnym wizerunkiem medialnym kobiet i mężczyzn, omawiają specyfikę związków i bliskich więzi, radzenie sobie z sytuacją niepełnosprawności i choroby. Akcentują rolę przemian kulturowych i psychologicznych określających społeczne role kobiece i męskie. Książka jest próbš opisania wielu współczesnych zjawisk z perspektywy przemian zachodzących w stylu życia współczesnych kobiet i mężczyzn, stanowią interesujący opis kobiecości i męskości w kontekstach (nie)codziennych.
ze wstępu

DESIGN MANAGEMENT zarządzanie wzornictwem
Beata Bochińska, Jerzy Ginalski, Łukasz Mamica, Anna Wojciechowska
Wzornictwo przemysłowe to najtańszy sposób na innowacje w firmie. Ale żeby umieć wdrażać nowe produkty i usługi, trzeba dysponować sporą wiedzą i wykształconymi kadrami. Mądrze wykorzystując design, łatwiej niż przy pomocy inwestowania w rozwój zaawansowanych technologii osiągnąć wzrost wartości dodanej i wyższy zysk. To rzecz nie do przecenienia w gospodarce takiej jak polska, nie cierpiącej na nadmiar kapitału. Żeby ten efekt osiągnąć, trzeba jednak umieć to robić. Tymczasem wiedza o zarządzaniu wzornictwem albo jest rozproszona, albo w ogóle jej nie ma. Przekonuje o tym pierwszy polski podręcznik w tej dziedzinie Design Management. Zarządzanie wzornictwem.
z recenzji wydawniczej

WWW. Narzędzia, metody, standardy
Piotr Habela, Krzysztof Stencel
Książka zawiera przegląd zagadnień wprowadzających w temetykę technologii internetowych, głównie z punktu widzenia tworzenia aplikacji WWW i usług WWW. Starano się wskazać kluczowe cechy i specyfikę tych technologii oraz wyjaśnić rolę związanych z nimi standardów. Stanowić ona może materiał wstępny i punkt wyjścia dla dalszych, bardziej ukierunkowanych poszukiwań dotyczących lektury standardów czy też dokumentacji wybranych narzędzi programistycznych, które w obszarze technologii WWW cechuje niezmiennie szybkie tempo rozwoju i znaczna zmienność.
z recenzji wydawniczej

Przygotowała: Magdalena SŁOCIŃSKA

NA PEWNO KRZYCZAŁABY – PRZESTAŃ!

http://www.milionkobiet.pl
http://www.milionkobiet.pl

Dotknął ją. Była zimna. Odcisnął na niej usta. Obłapiał ją wzrokiem, łapczywie wciąż obracając w dłoniach. Widziałam, jak to robił. To było straszne. Robił tak codziennie, może nawet kilkakrotnie w ciągu dnia. A ja zawsze to widziałam. Czułam, jak boli mnie to strasznie, byłam pewna, że gdyby mogła przemówić, mogła zareagować… Na pewno krzyczałaby – przestań! On się do niej uśmiechał. Rozkoszował się jej widokiem. Kiedy odchodziła, miał następną.. Nigdy niekończąca się opowieść…

(….)

Zupełnie nie pamiętała, kiedy to się zaczęło. W zasadzie dla niej nie miało to żadnego znaczenia. Po prostu była do tego stworzona. Mógł mieć ją każdy, kiedy tylko chciał. Każdy, kto jej zapragnął. W każdej chwili. Ironia losu.

23 czerwca 2009r.

Miesiąc temu było strasznie. On był bardzo zły. Myślał, że to ja pozwoliłam jej uciec. Krzyczał na mnie i kazał mi powiedzieć, gdzie ją ukryłam. Powiedziałam mu, że to nie ja, że to on… Wrzeszczał, że popamiętam. Uderzył mnie w twarz a później zepchnął ze schodów. Wybiegłam z domu. Zemdlałam.

2 luty 2010r.

Zostawił ją.. Jak ja się wtedy ucieszyłam. Myślałam, że teraz już nikomu nie zrobi krzywdy, że nie będę musiała uciekać i chować się przed nim. Wierzyłam, że nie chciał. Chciałam mu ufać. Wtedy znowu wziął mnie na kolana i pocałował, przytulił… Uciekłam.. Ale wiedziałam, że będę musiała wrócić. Nie miałam dokąd pójść.

20 kwietnia 2010r.

Nie ma go w domu od miesiąca. Codziennie się boję. Nie mogę spać. Nie umiem zapomnieć. Jeśli to wróci ucieknę, mam spakowany plecak..

Jan jest alkoholikiem. Pije od wielu lat. Dzisiaj członek klubu AA. Od 422 dni jest trzeźwy. O swoim uzależnieniu mówi krótko: patologia. Nie chce ujawniać swojego nazwiska, pragnie zostać anonimowy. Zgodził się jednak skierować parę słów do młodych ludzi, chce dać nam jedną małą radę:

-” Żadne słowa nie oddadzą tego, co czuję i jak żałuję. Żałuję mocno. Wszystkich łez mojej żony, córki. Wszystkich siniaków, które im sprawiłem, wszystkich ran, które im zadałem. Mógłbym umrzeć. Ale byłoby to za proste, uwolniłbym siebie od obowiązku naprawienia wyrządzonych szkód. Skrzywdziłbym je jeszcze bardziej. A to One są najważniejsze. Nie życzę nikomu, aby musiał cokolwiek naprawiać. Warto o to dbać, nie po tym jak wyrządzi się szkodę. Alkoholizm, jak wszystkie używki to najgorsza ze wszystkich dróg. Nie wybierajcie jej, proszę. Ja dopiero teraz zrozumiałem swój błąd, wy nie musicie go popełniać„.

Po tym odchodzi a po policzkach spływają mu łzy. Nie potrzeba dodawać nic więcej.

Wszystkich uzależnionych od alkoholu oraz innych używek zapraszamy na mityngi AA. Rodziny, wychowujące się lub mające kontakt w trudnych, patologicznych warunkami, zapraszamy na mityngi DDA. Jeśli znasz kogoś, kto potrzebuje pomocy, jeśli sam jesteś osobą skrzywdzoną a nie masz odwagi i sił, by poszukać pomocy -odezwij się. Oferujemy dyskretną pomoc w znalezieniu grupy wsparcia.

Anita TOKARSKA

(Fotografia pochodzi z http://www.milionkobiet.pl/psychologia/krzyknal-popchnal-uderzyl,657,1,a.html )

GODZINA ZERO

18.00 –> (15 godzin do operacji „dialog”)….

Fot. biznes.interia.pl/Bauer
Fot. biznes.interia.pl/Bauer

Jak ten czas szybko leci, już osiemnasta. Nawet już trochę głodny jestem, może coś przekąszę? Jakaś kolacja by się przydała – obiad był o trzynastej przecież i to jeszcze odgrzewany z wczoraj – ale zaraz, lodówka jest pusta… a tak mi się nie chce iść do sklepu… ale co zrobię, przecież tego burczenia nie da się już słuchać.

18.30 –> (14,5 godziny do operacji „dialog”)….

Co? Dopiero pół godziny minęło, jak ten czas się wlecze. Co by tu porobić… pogram sobie w jakieś MMO, przynajmniej się zrelaksuję i nie będę zwracał uwagi na ten głupi zegarek. Tylko w jakie MMO teraz… a z resztą pierwsze lepsze, przecież zawsze można zmienić, jak mobki zaczną dokazywać, to do dzieła!

21.30 –> (11,5 godziny do operacji „dialog”)….

Zaraz rozwalę ten komputer, po co ja w to gram, jak zawsze się wnerwiam na końcu, ale mi relaks… Już wpół dziesiątej, w końcu ten czas trochę ruszył. Może pójdę się już kąpać,
bo później już mi się w ogóle nie będzie chciało. O! Ale zaraz, Marika jest na gadu,
kiedy ja z nią ostatnio pisałem, a co dopiero widziałem, trzeba się umówić na spotkanie…

22.30 –> (10,5 godziny do operacji „dialog”)….

W końcu się od niej uwolniłem, ile można pisać, przecież to tylko gadu-gadu…
a ja się chciałem z nią spotkać – niedoczekanie. Pięknie, już ta godzina, teraz to już na mnie czas.

23.30 –> (9,5 godziny do operacji „dialog”)….

Kiedy ta woda zdążyła wystygnąć? Nawet tego nie zauważyłem. W sumie nic dziwnego, skoro ledwo co wszedłem do łazienki, to mój umysł spowiła jakże gęsta, jednak bardzo ładna mgła, w której kotłowały się dwa słowa: „operacja dialog”. No nic, teraz to na pewno nie zasnę… To może jeszcze przed komputerem trochę posiedzę, a przede wszystkim zdobędę trochę informacji na temat jutrzejszej operacji. Aha! Oczywiście muszę pamiętać
o nastawieniu trzech budzików minimum, bo niech tylko któryś spróbuje nie zadzwonić.

1.00 –> (8 godzin do operacji „dialog”)….

Dlaczego jeszcze nie śpię, już jest tak późno. Jak tak dalej pójdzie to nici z jutrzejszej operacji, a później będę pluł sobie w brodę… ech….

7.00 –> (2 godziny do operacji „dialog”)….

Ale jestem niewyspany, dobrze że chociaż budziki dzwoniły. To co… do łazienki, szybko się odświeżyć i w drogę.

8.30 –> (30 minut do operacji „dialog”)….

No dobra… jestem na miejscu. I co teraz, zostało jeszcze tyle czasu. A to co takiego?
Kto tam siedzi? Pięknie… inni też czekają, tego mi tylko było trzeba. Ale stres, jak to będzie… jakoś na pewno, ale czy aby na pewno?

8.59 –> (1 minuta do operacji „dialog”)….

To już zaraz… dlaczego akurat teraz myślę o moim psie? W takiej chwili? O! Drzwi się otwierają. Czy to już ten moment?

<Głos w drzwiach> „Dzień dobry, zapraszam Pana na rozmowę”.

Łukasz ZMUDA

PARACETAMOL LEKARSTWEM NA CAŁE ZŁO

Stresujące sytuacje; egzamin, rozmowa kwalifikacyjna, konferencja, wywiad – to wszystko jest powodem złego samopoczucia większości ludzi. Nie jesteśmy odporni na stres, a przyspieszony tryb życia nie ułatwia tego.

Podczas ważnych wydarzeń, wiążących się ze stresem, gdy nasz organizm osiąga „apogeum” adrenaliny, nie odczuwamy skutków ubocznych. Dopiero gdy emocje opadają, zaczyna się; ból mięśni karku, ból głowy… a nawet ból zęba. Organizm zaczyna odreagowywać niestabilne ciśnienie krwi. Najczęściej w takich momentach sięgamy po paracetamol, który kryje się pod różnymi postaciami. Paracetamol stał się znany w Polsce dopiero w latach 90′, choć medykament istnieje na rynku już od 1955 roku. Szybko wchłania się z przewodu pokarmowego. Jest niewątpliwie najczęściej spotykanym składnikiem preparatów przeciwbólowych. Stosuje się go podczas bólu głowy, kości, stawów, zęba, a nawet w stanach gorączkowych i podczas bolesnych miesiączek. Bardzo łatwy do zdobycia, niemal wszędzie; w marketach, na stacjach benzynowych, w kioskach no i przede wszystkim w aptekach, bez recepty, rzecz jasna. Działać zaczyna już od pół, do godziny po połknięciu (na czczo nieco szybciej). Jednak jak każdy lek, może powodować skutki uboczne. Zdawałoby się to niemożliwe, bo działa łagodnie i można po nim prowadzić auto. Niestety! Często łykamy zbyt dużą jego ilość, czasem nawet bez namysłu. Nie czytamy ulotki załączonej do opakowania. Paracetamolu nie należy łączyć z izoniazydem, diflunisalem, ryfampicyną oraz barbituranami. Te wszystkie informacje znajdują się właśnie w ulotkach, które na ogół ignorujemy, przyjmując podwójne dawki. Osoby cierpiące na niewydolność nerek również nie powinny przyjmować paracetamolu w większych dawkach, gdyż u takich osób kumuluje się on we krwi. Przedawkowanie tego składniku może również spowodować nieodwracalne uszkodzenie wątroby. Wątroba nie jest z kamienia, każdy lek, łagodniejszy, lub silniejszy wpływa negatywnie na wątrobę i stopniowo wyniszcza ją.

Po powrocie z uczelni, po wysiłku intelektualnym, egzaminie i nieprzespanej nocy, zamiast sięgać po znane leki przeciwbólowe, warto najpierw wypróbować tradycyjne metody. Na przykład wypić szklankę, lub dwie, wody mineralnej. Mało kto wie, że najczęstszą przyczyną bólu głowy jest odwodnienie. Jeśli wstajesz rano, bierzesz w pośpiechu dwa łyki kawy, lub herbaty, po czym biegniesz na wykłady, a tam nie uzupełniasz gospodarki wodnej, może dopaść cię po powrocie ból głowy, zmęczenie a nawet apatia. Woda jest bardzo ważna, bez niej nie można funkcjonować. Jeśli twój dzień właśnie tak wygląda, nie sięgaj od razu po tabletkę. Kup po drodze butelkę mineralnej wody, może być gazowana. Spróbuj wypić dwie szklanki mineralnej, małymi łykami. Jeśli poczujesz stopniową ulgę, oznaczać to będzie, że twój organizm zaczął rozpaczliwie wołać o wodę! Staraj się nie dopuszczać do takiego stanu. Teraz już wiesz, dlaczego niektóre osoby w tramwaju, centrum handlowym i na spacerze, noszą zawsze przy sobie małą butelkę mineralnej. Wiedzą, co dobre dla ich organizmu. Tabletka przeciwbólowa działa przeważnie od 4-6 godzin, często po tym czasie ból wraca, jeśli tak się dzieje, spróbuj nawodnić swój osłabiony organizm.

Medykamenty stały się w ostatnich latach powszechnie dostępne, niemal w każdym miejscu. Łykamy je bez namysłu. Leki na wzmocnienie odporności, ból głowy, gorączkę, bóle menstruacyjne, grypę i przeziębienie, a wątroba dostaje popalić i z czasem zaczyna „się odzywać”. Media podały, że rekordzistka, uzależniona od leków, połknęła 70 tabletek (w tym większość na odporność i przeziębienie), znalazła się oczywiście w szpitalu wraz „ze swoją” zniszczoną wątrobą. Zanim sięgniesz po lek, zastanów się, gdzie tkwi przyczyna bólu i spróbuj ją zniwelować. Paracetamol nie nawodni twojego organizmu. Trafne były niegdyś słowa wody mineralnej, w spocie reklamowym, która wołała do kobiety wybiegającej z domu – „Torba, klucze a ja?!”

Paulina ZYCH